Związek

Pozwólmy facetom dorosnąć! Mężczyzna też może być samodzielny

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
23 czerwca 2016
Fot. iStock / Geber86
 

EKSPERYMENT: „Pozwólmy facetom dorosnąć”

ZAŁOŻENIE: mężczyzna może być samodzielny

GRUPA BADANYCH: wstępnie mężczyźni w stałych związkach

UCZESTNICZĄCY: partnerki badanych

CEL DO OSIĄGNIĘCIA:

Masz dość niańczenia swojego faceta. Miewasz wrażenie, że jesteś jak jego matka, która musi go pilnować na każdym kroku, a stwierdzenie, że oprócz własnych dzieci, masz jeszcze jedno dorosłe w domu, przestało cię nie bawić? Weź udział w eksperymencie. Może to pozwoli uwolnić się odpowiedzialności za twojego partnera. Bo to, że cały czas bierzesz odpowiedzialność za to, czego on mógłby nie zrobić gdybyś ty nie dopilnowała jest bezdyskusyjne.

NIM ROZPOCZNIESZ EKSPERYMENT

1. Upewnij się, że twój partner jest pełnoletni, że może sam o sobie decydować, nie cierpi na żadne zaburzenia, które mogą powodować jego ubezwłasnowolnienie. Jeśli masz wątpliwości wyślij go do lekarza na badania. Upewnij się, że z pamięcią jest wszystko w porządku. Bo choć nie pamięta, że miał dzieci odebrać z zajęć, to jednak terminy meczy reprezentacji Polski pamięta doskonale.

2. Sprawdź słuch. Najlepiej znajdź moment, kiedy jest zajęty bardzo własnymi sprawami. Wtedy lekko przyciszonym głosem poproś go na przykład by powiesił pranie. Nie żeby zupełnie cicho, bo wtedy zarzuci ci, że fałszujesz jego wyniki w eksperymencie. I też nie krzycz, bo wtedy my uznamy wyniki za naciągane. Ot po prostu, delikatnie poproś o wyrzucenie śmieci, odkurzenie, czy zrobienie kolacji dzieciom. Nie reaguje? Być może faktycznie nie dosłyszy, a ty jak głupia powtarzasz mu przez telefon spokojnym głosem: „kochanie proszę kup kilogram ziemniaków”, o czym on notorycznie zapomina, a może nie słyszy.

Żeby się upewnić tym samym tonem głosu spytaj: „kochanie masz ochotę na zimne piwo?”. I czekaj na reakcję. Jeśli zareaguje wiesz, że jego słuch ma włączoną funkcję wybiórczą, którą zdecydowanie należy zlikwidować.

3. Dobrze by było sprawdzić jeszcze sprawność ruchową. Bo może się okazać, że jednak coś z nogami się dzieje i dlatego robi wszystko tak wolno. I to wcale nie jego wina, że na wykonanie jakieś prośby musisz czekać z dwa tygodnie, aż sama się za to bierzesz, bo już brak ci cierpliwości o powtarzać w nieskończoność ci się nie chce.

Może coś z rękami? Że zakupy za ciężkie i wstydzi się przyznać, czemu połowy produktów zapomina. Bo ciężkie i poradzić by sobie nie mógł.

Nie ma się co śmiać. Może kondycja słaba i serce wali jak młotem, gdy ma z dziećmi na spacer wyjść. A może ma lęk wysokości, a ty mu każesz na taborecie żarówkę wymieniać, a już nie daj Boże ledową żarówkę.

Wszystko trzeba wziąć pod uwagę. Ale jak sam wstaje samodzielnie z łóżka, potrafi sam zjeść, ubrać się i wyjść do pracy, to raczej powodów do niepokoju mieć nie powinnaś.

Jeśli sprawa jest jasna, wszystkie parametry badanego zostały sprawdzone, czas przystąpić do części głównej i skrupulatnie spisywać swoje spostrzeżenia.

ZADANIA:

Cel eksperymentu to dowiedzenie, że facet, którego z wieloma rzeczami musisz pilnować, a najlepiej wyręczyć, co by nerwów nie tracić, może jednak być samodzielny. Cóż, eksperyment wymaga twojego zaangażowania. Zacznij od najprostszych rzeczy.

  1. Nie pytaj czy nastawił budzik i nie włączaj swojego tylko po to, żeby on do pracy się nie spóźnił. Ty możesz pospać choćby 15 minut dłużej? Wykorzystaj to. Przestań się martwić, czy on wstanie. Szturchać go, wstawać i robić kawę co by zapach go z łóżka wytargał. Leż tak długo jak możesz, a on. Cóż. Mówi, że jest samodzielny.
  2. Nie prasuj mu koszuli na ostatnią chwilę, kiedy sama już jesteś spóźniona. Jego czas ciebie nie interesuje, bo przecież ty zawsze masz czas, żeby jego obsłużyć. Koniec. Basta. Powiedz: „Nie mam czasu, nie mogłeś wcześniej o tym pomyśleć. Przepraszam, muszę lecieć”. Uwierz – nic mu się nie stanie, a jak pójdzie w pogniecionej koszuli… To nie twój problem. Naprawdę.
  3. „Nie ma chleba?” – pyta on ze zdziwieniem, a ty spokojnym głosem mówisz: „Prosiłam, żebyś kupił wracając z pracy” i tym razem, kiedy znowu nie kupił, nie poleciałaś szybko do przyosiedlowego sklepu. Dzieciom dasz płatki, kupisz im wyjątkowo drożdżówkę w drodze do szkoły, a sama zjesz jakąś sałatkę w pracy. Jest szansa, że tego wieczoru on jednak chleb kupi, a jak nie tego, to kolejnego.
  4. Zapomnij, gdzie położyłaś zapasowe kluczyki, gdy on zapomni, gdzie dał swoje. Nie wyciągaj z szuflady, nie mów, gdzie są. „Wiesz co, zupełnie nie pamiętam” powiedz spokojnie, zamiast jemy dawać zapasowe, które są tymi, które zgubił dwa dni temu – i tak w kółko.
  5. Nie dzwoń w panice do teściowej składając jej życzenia i tłumacząc go, że on dziś ma ważne spotkanie i dłużej w pracy i że prosił, żeby życzyć co najlepsze, ale zadzwoni jutro, bo dziś może do końca dnia nie zdążyć. Daj spokój. Złóż życzenia od siebie i dzieci. A on? Niech się tłumaczy sam, w końcu przypominałaś.
  6. Nie tłumacz go przed dziećmi, że zmęczony, że nie ma siły, że trochę źle się czuje, że wiesz, że obiecał, ale coś mu wypadło. Przestań spełniać obietnice, które on dzieciom złożył. Obiecał zabrać je po południu na basen – zapomniał? Ty ich nie zabieraj. To jego obietnica, jego niedotrzymane słowo. Że dzieciom przykro? Zabierze je na lody, albo do kina. Z ojcowskiego danego słowa, niech się ojciec wywiązuje, nie ty.
  7. Nie płać za niego rachunków. Płacisz, bo wiesz, że on zapomni, że znowu wyłączą mu telefon, że Internet odłączą w domu i jak on będzie pracował wieczorem. No, ale jak będziesz go wyręczać, to on nigdy nie nauczy się o to zadbać. Ustaliliście, że rachunki płaci on. I tyle. On, nie ty. Pamiętaj. Wystarczy, ze ty ogarniasz dzieci i dom. Niech on za coś też będzie odpowiedzialny.

Nie wyszukuj mu skarpetek do pary, które pogubił, nie sprawdzaj, czy jego ubrania nadają się już do prania, czy jeszcze nie, nie rób za niego rzeczy, które on zobowiązał się wykonać. Hej, jest dorosły. W końcu przed eksperymentem sprawdziłaś jego poziom zdolności do samodzielności.

Przestań mu matkować i być przedłużeniem jego mózgu, pamięci, zdolności psycho-ruchowych. Postaw na samodzielność. Daj mu się sprawdzić, udowodnij, że naprawdę jest zdolny do wielu rzeczy, z których nie zdawał sobie dotąd sprawy.

Bo może okazać się, że nagle nauczył się prasować, odkładać klucze, dokumenty zawsze w to samo miejsce, że nie zapomina już co kupić w drodze do domu, a nawet przejął na siebie płacenie wszystkich rachunków. I z dziećmi ma lepszy kontakt, zajmie się nimi, a ty możesz wyskoczyć w tym czasie na basen. Ooo i wakacje zaplanował. Kochana – to już naprawdę sukces.

Chcesz wziąć udział w eksperymencie. Włącz w obieg codzienności podane zadania. Wyślij ma swoje spostrzeżenia. A my ogłosimy wyniki eksperymentu.

CZAS TRWANIA EKSPERYMENTU: tyle, ile będzie potrzeba do usamodzielnienia się partnera.

Powodzenia!


Związek

„Obyś cudze dzieci uczył”, czyli byśmy we wrześniu bardziej wyrozumiali dla nauczycieli byli

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
24 czerwca 2016
Fot. iStock / BraunS
 

Nie wiem, kto bardziej czekał tym razem na zakończenie roku szkolnego – ja, moi synowie, czy nauczyciele. Wiem jedno, cieszę się, że ten dzień w końcu nadszedł i że za chwilę zaczniemy wakacje.

Czyli skończymy z porannym wstawaniem, robieniem śniadań na szybko, oczami na zapałki i poganianiem. „Wstawajcie, jest późno” to chyba przez rodziców szkolnych dzieci (choć przedszkolnych pewnie też) powtarzane w ostatnich tygodniach zdanie.

Skończy się wożenie na zajęcia pozalekcyjne, na pilnowanie rytmu dnia, żeby ze wszystkim zdążyć. I nawet to, że ja tych wakacji nie zaczynam, bo przecież nadal pracuję nie odbiera mi dzisiaj radości.

Chodzę i śpiewam z moimi dzieciakami „Pitagoras bądźcie zdrów” i mam wrażenie, jakbym to ja właśnie miała zaraz odebrać świadectwo, rzucić je w kąt, wciągnąć na tyłek strój kąpielowy i polecieć nad jezioro. Naprawdę. Cieszę się jak dzieciak, że to koniec i teraz to już tylko dwa miesiące laby.

Zaraz ktoś westchnie i powie: „No tak, dwa miesiące, to nauczyciele odpoczywają”. Wiecie, wśród moich znajomych, tak się składa, jest dość spora część uczących nie swoje dzieci. I ja sobie myślę, że oni w równym stopniu jak nasze dzieciaki na te wakacje zasługują.

Nie, to nie są ludzie, którzy narzekają, że ciężko, że kasa średnia, że nikt ich nie docenia. Nie, oni przez 10 miesięcy w roku zapieprzają codziennie do szkoły, pracują w domu, dokształcają się i pomimo ograniczeń systemu chcą coś tym dzieciakom od siebie dać (tak, wiem, że nie wszyscy mają takie podejście”.

Bo nic w szkole nie wkurza mnie tak, jak ograniczenia. Bo brak pieniędzy na zajęcia, bo brak kasy na nowe komputery, bo program wykonać trzeba, a jak jeszcze gdzieś trafi się nawiedzony dyrektor, dla którego wyniki, a nie dzieci i ludzie to sprawa priorytetowa, to ogólnie przekichane. I jeszcze  nauczyciele z końcem roku właściwie nie wiedza na czym stoją, co ich za chwilę czeka. Czy zlikwidują gimnazja, czy matura czasem nie będzie się odbywać w styczniu, by uczniowie mogli przed studenckim naborem wnosić zastrzeżenia do jej wyników (tak, ot pomysł rządu) i czy nie przywitają ich inne pomysły rządu podejmowane na szybko, a nie do końca zdaje się przemyślane.

Ale myślę też sobie o nauczycielach, którzy w końcu też odpoczną, nie tyle od naszych dzieci co od nas – rodziców. To chyba jednak my bywamy ich największą bolączką. Bo jesteśmy często:

– sfrustrowani, bo chcielibyśmy, żeby to jednak szkoła naszym dzieckiem się zajęła i je wychowała, a kiedy tak się nie dzieje, pierwsi bijemy na alarm, lecimy ze skargą (niczym uczniowie), grozimy, szantażujemy

– niezadowoleni, bo przecież to wina nauczyciela, że nie do końca umiał wyjaśnić zawiłości wiedzy, stąd słabsza ocena naszego dziecka, a przecież chodziliśmy, prosiliśmy, by po raz piąty mógł sprawdzian poprawić.

– z poczuciem niesprawiedliwości, że nasze dziecko zostało zbyt surowo potraktowane, że z pewnością nauczyciel niesłusznie ocenił zachowanie, czy stopień zdobytych wiadomości naszego dziecka. Że się uwziął, że faworyzuje, że nie próbuje wejść w konflikt i rozwiązać go z korzyścią dla pokrzywdzonych (wśród których, z pewnością jest nasze dziecko)

– rozczarowani, bo rozczarowuje ich system, szkoła nauczyciele, bo nikt nie dostrzega, że dziecko ma talent, który w szkole powinien zostać odnaleziony, to nic, że ani rodzic ani dziecko z tego talentu sobie sprawy nie zdają, no ale, gdzie jak gdzie – w szkole powinni się na nim poznać.

Nie jesteśmy łatwymi partnerami do współpracy. Jesteśmy roszczeniowi, złośliwi i atakujący. Jakbyśmy nauczycielom naszych dzieci chcieli się „odwdzięczyć” za wszystkie krzywdy szkoły, których my doświadczyliśmy. Za szkołę, której nie lubiliśmy, za nauczycieli, którzy nas wyhamowywali i traktowali niesprawiedliwie, za krzywdy, której naszym często obiektywnym zdaniem doświadczyliśmy

Nauczyciel naszych dzieci, to nasz wróg i na pewno chce tym dzieciom zrobić krzywdę. Do tego darmozjazd, który teraz będzie się przez dwa miesiące byczył. A gdyby tak spojrzeć dziś na tego nauczyciela z jego perspektywy, ubrać się tak trochę w jego garnitur? Chcielibyście być na jego miejscu? Przez 10 miesięcy walki z nami rodzicami, z  systemem i dziećmi, które nie ma co ukrywać też popalić dają. Bo nie szanują autorytetów, bo w domu mówi się przy dziecku „ona (ta nauczycielka” jest powalona/głupia/niepoważna”, a ono przyjmuje to jak pewnik i brak szacunku jest dla niego czymś normalnym. Bo potrafi powiedzieć nauczycielowi „i co mi zrobisz”, a on nic zrobić nie może.

Eh.. to mnie wakacyjnie naszło na przemyślenia. Więc może dlatego z okazji zakończenia roku szkolnego życzę dzieciom – żeby poczuły wakacyjnego bluesa, tę beztroskę i radość lata. Żeby nawiązały wakacyjne przyjaźnie, doświadczały tysiąca nowych rzeczy.

Rodzicom – żeby złapali dystans, i żeby choć przez chwilę tez poczuli się dziećmi i cieszyli z wakacji, i żeby ich myśli nie zajmowało jedynie: „gdzie upchnąć moje dziecko na kolejny tydzień” i jak dożyć do września.

A nauczycielom, by za dwa miesiące spotkali wypoczętych i zdecydowanie bardziej wyrozumiałych rodziców.


Związek

„Kochany, znów mi się śniłeś…”. Pułapki niespełnionych miłości. Dlaczego tak często nie zapominamy?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
23 czerwca 2016
Fot. iStock / desifoto

Dobra, dobra. Znów mi się śniłeś. Ale jestem dorosła i dalej się w to nie bawię. Zresztą już byłam w podobnej sytuacji. Tamto rozstanie było dziwne (no ba, jak każde o którym się pamięta). Właściwie nawet nie rozstanie, bo wszystko się skończyło, zanim zaczęło.

On powiedział coś nie tak, zirytowałam się. Ech, no ponoszą mnie w życiu emocje, wyszłam, trzasnęłam drzwiami. Miesiącami o tym myślałam. Co by było gdyby. Czy dobrze zrobiłam? Może mógł zostać moim mężem, ojcem dzieci? Może wieloletnim narzeczonym? A może wielką namiętnością?

Koleżanki jednak mówiły: gdyby chciał, to by się odezwał. W sumie prawda. To przecież oczywiste, że ludzie jeśli chcą, dzwonią do siebie (hmm…). Spotkałam go po latach na ulicy. Miał już żonę i dziecko. Wbiło mnie w ziemię, serce zaczęło walić. O co, do diabła chodzi, nie miałam z nim nawet żadnej głębszej historii.

Zaprosił mnie na kawę. Gadało się miło, ale… normalnie. Powiedział tylko: „Tygodniami chciałem do ciebie zadzwonić, żałowałem, że wyszłaś, ale nie potrafiłem się przemóc. Moja była dziewczyna zawsze robiła takie sceny – nie chciałem znów takiego związku”.

Śmieszne, prawda? Niedokończona historia zupełnie przypadkiem. Przez własne lęki.

Kiedyś myślałam, że takie rzeczy to tylko w podstawówce i liceum. Wzdychanie, pamiętanie, nie robienie nic. Potem zrozumiałam, że nie w każdej relacji chodzi o to, żeby była spełniona.

Ludzi spotykamy po coś. Coś mogą nam dać, czegoś uczą, a potem znikają.

Przeczytałam dziś, że w latach 90 tych Amerykanie masowo, za grube pieniądze wynajmowali detektywów, żeby odnaleźć miłość sprzed lat. Potem pojawił się Facebook, Nasza Klasa i nie trzeba było  wynajmować ludzi, żeby kogoś znaleźć. Spotkałam kiedyś byłą miłość, a Ty?

To  było szokujące, bo przez lata wyobrażałam sobie, że ten mój eks jest wyjątkowy. Dobra pamięć jest wybiórcza. W oczach wyobraźni eks urasta do rangi ideału. Szczególnie, gdy nie zranił, gdy po prostu się minęliście, oboje unieśliście ambicją. Albo rozstaliście w młodzieńczy sposób. Wyobrażasz więc sobie ideał, a potem, po latach jesz z nim obiad w restauracji i myślisz. Boże, nie wierzę. I ja nie spałam przez niego przez rok?! Myślałam o nim dwa lata po rozstaniu, musiałam zatrzymać samochód na autostradzie, gdy dowiedziałam się, że przyjaciółka go spotkała?! Tak waliło serce, tak wróciły wspomnienia. Potem siedzisz z nim w knajpie i myślisz tylko, że człowiek lubi sobie robić problemy, lubi tęsknić i pamiętać. A jego umysł to cuda wyczynia. Tak, jasne pokomplikujmy sobie wszystko.

Jak doszło do spotkania z Eks? Kilka tygodni przed ślubem jechałam do krawcowej przymierzać ślubną sukienkę. Przechodziłam na pasach, on prawie we mnie wjechał. Prawie zeszłam na zawał. „O Boże, czy ja na pewno wychodzę za mąż za właściwego człowieka?” pomyślałam.

Po wielu latach (wyszłam jednak za mąż, urodziłam dziecko) on do mnie napisał (właśnie na Facebooku): „kawa? co słychać?”. Spotkaliśmy się. Mówił, że myślał o mnie latami (srutututu), że jestem piękna i żałuje. Latami wyobrażałam sobie tę sytuację. Dobre sobie, miesiącami obmyślałam to spotkanie. Wyobrażałam sobie, że będzie wyjątkowe. A potem zrozumiałam, że nie czuję nic. NIC. Choć on prawie, że klęczał wśród bujnej roślinności na swoim tarasie i mówił, że każdą dziewczynę porównuje do mnie (srutututu). Po prostu było miło. Miałam satysfakcję. Wstałam z fotela wersja Luks. Otrzepałam szarą sukienkę i szepnęłam: „No dobra, miły, muszę wracać do męża”. W windzie myślałam: O czym ja, do diabła, śniłam?! O tym ryżawym blondynku? Wow.

Zostają w nas tak byli mężczyźni, ale tez niezamknięte historie. Ważne jest to, że coś jest niezrealizowane, niedopowiedziane.  Niezrealizowane, więc możemy wyobrażać sobie wszystko. Możemy w kimś, kogo nie ma zobaczyć to, czego szukamy. Miłość, tęsknotę, namiętność. Możemy snuć wyobrażenia o tym, że przy tej osobie bylibyśmy lepsi, szczęśliwsi.  Uff, nie musimy tego sprawdzać:)

Jakie są plusy niezrealizowanych i niedopowiedzianych historii?

– No cóż, będę brutalna. Masz za kim tęsknić i rozczulać się nad sobą.

– Ktoś nagle pojawia się w twoim życiu i wciąż rozumiesz, że potrafisz CZUĆ. Że generalnie gadasz głupoty o dojrzałości i stabilności, bo są ludzie i emocje, którym ulegasz. Piękna lekcja– zawsze możemy oszaleć.

– Rozumiesz, że nie wszystko co ważne musi trwać wieczność. Są ludzie i historie na chwile. Czy gorsze? Nie. Ale czasem spotykasz się na seks z mężczyzną, z którym nigdy nie zbudowałabyś trwałej relacji, albo gadasz z kimś na plaży, kto zmienia twoje spojrzenie na mężczyzn, twój związek, życie. Ale nic po za tym. Albo aż tyle. Bo ta osoba wiele ci uświadamia. Czego pragniesz, a czego w ogóle nie chcesz.

– Wracasz do czasów młodości

ALE

– jeśli jesteś mądra (chyba) zaczynasz zastanawiać się: czy to, że ktoś doprowadza cię do dygotu to znak, że naprawdę czujesz, czy może powinnaś pozałatwiać jakieś swoje sprawy? Zastanowić się za czym gonisz?I dlaczego budujesz życie na iluzji?

– czy to, że jesteś gotowa przespać się z kimś po kilku godzinach rozmowy mówi coś o tym facecie i miłości, która ma się wydarzyć, czy może o tobie i twoim aktualnym związku? Albo w ogóle o tobie?

– dojrzałość polega na odróżnianiu rzeczywistości od wyobrażeń (dobra, chociaż próbowaniu oddzielania)

– są ludzie na życie, na młodość, na dojrzałość, na pół godziny. I na jedną noc. Fajnie mieć swoje szufladki i nie próbować wepchnąć wszystkich do jednej pt. wieczność.

Mnie moje niespełnione miłości doprowadziły do „tu i teraz”. Zwyczajnego życia, zwyczajnego związku. Codzienności. Lepiej za kimś tęsknić niż zrozumieć dlaczego nie wychodzi coś w tym momencie. Lepiej być rozżalonym i myśleć, że właściwa relacja jest gdzie indziej, łatwiej kochać, gdy ktoś nie jest blisko.

W zwyczajnej relacji widzisz przede wszystkim siebie. To jaka naprawdę jesteś. Swoje braki, niedociągnięcia, dziecięce oczekiwania. Nie wszyscy są na to gotowi. Dlatego często uciekamy w przeszłość.

A jej już nie ma.

Są nowi ludzie, którym powinniśmy dać szansę:)


Zobacz także

Jak ogień i lód. Czy romans introwertyka z ekstrawertykiem ma szansę przetrwać?

30 rzeczy, które powinnaś sobie powiedzieć, gdy tak bardzo za nim tęsknisz

Brak seksu sprzyja postępowaniu zanikowego zapalenia pochwy. Choroby, która może spotkać każdą z nas