Związek

Powiedz mi, co lubisz, a powiem ci, czy będziemy szczęśliwi. Czy udany związek opiera się na dobrym dopasowaniu?

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
21 marca 2017
Fot. iStock / Tasiania
 

„Przeciwieństwa się przyciągają” – kto z nas nie słyszał tego już trochę wyświechtanego frazesu? Dlaczego tak bardzo fascynuje nas to, co odmienne? I dlaczego tylko przez chwilę?

Zobaczcie sami.

Zauroczenie, podziw, a nawet zazdrość… „Jeny, podziwiam, że ona z taką lekkością potrafi podchodzić do ludzi, nie to co ja” – rozpływamy się nad nowo poznanym obiektem miłosnym: „Zauroczyła mnie swoją delikatnością, zupełnie inny świat…”. To naturalne, że właśnie ta odmienność bywa dla nas najbardziej pociągająca. Fascynuje nas inne niż nasze spojrzenie na wiele rzeczy. Oczywiście nasze zauroczenie niemal zawsze idzie w parze z pożądaniem, namiętnością. To, co tak bardzo dla nas inne kusi, obiecuje, każe nam próbować, ale bywa, że też rozczarowuje. Zwłaszcza wtedy, gdy okazuje się, że oprócz przeciwieństw nie macie ze sobą zbyt wiele wspólnego. To „uzupełnianie się” nawzajem jakoś się nie sprawdza, a kompromisy niosą ze sobą potężną dawkę cierpliwości, tolerancji, wyrozumiałości, a wreszcie poświęcenia części dobrze znanego nam świata.,

Czy rzeczywiście miłość jest w stanie pokonać wszystkie przeciwności? I jak to naprawdę jest z dopasowaniem w związku…? Przeczytajcie!

Dwie połówki jednego jabłka – związek symetryczny

Wbrew pozorom związek oparty na podobieństwach bynajmniej nie musi być nudny i przewidywalny. To właśnie tu o wiele łatwiej o partnerstwo i wsparcie. Dlaczego?

Przyznacie sami, że dużo łatwiej iść przez życie z człowiekiem podobnym do siebie, który wyznaje te same wartości, patrzy w tym samym co my kierunku i bardzo często rozumie nasze potrzeby i oczekiwania. Podobieństwo w związku daje nam poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji, zrozumienia. Co więcej, bardzo ułatwia zbudowanie głębszej relacji.

Oczywiście nie oznacza to, że udany związek to relacja z osobą, która jest naszym lustrzanym odbiciem. W końcu każdy z nas jest inny, świat – a tym bardziej związek, byłby nudny, gdybyśmy we wszystkim się ze sobą zgadzali. Nic tak nie rozwija nas jak dyskusja, rozmowy, spory. Ale o ile łatwiej toczyć je z kimś, kto ma poglądy podobne do nas, kto nie zmusza nas do zmiany zdania, do zgadzania się z jego opiniami (niekoniecznie z nami tożsamymi). Możemy dyskutować, przekonywać się nawzajem bez potrzeby rozpychania się łokciami, walki o naszą niezależność, o każdy wybór.

Czyż nie jest tak, że szczęśliwi w związku jesteśmy wtedy, gdy czujemy się rozumiani? Jak często podkreślamy wagę niewidzialnej, a przez to wyjątkowej nici porozumienia, która pojawia się w związku. I bez względu na to, czy któraś z połówek tego jabłka jest bardziej czerwona od drugiej, nadal idealnie do siebie pasują.

Fot. iStock / Tasiania

Fot. iStock / Tasiania

Zupełnie inaczej wygląda relacja, kiedy spotykamy na swojej drodze kogoś, kto skrajnie się od nas różni.

Układanka – związek komplementarny

Oczywiście, że związek oparty na różnicach może być piękny, jednak o wiele trudniej o niego zadbać, ponieważ działa tak długo, jak długo obie strony są różnic zadowolone.

Taka układanka dobrze sprawdza się w relacjach, w których jeden z partnerów silnie dominuje – oczywiście tylko pod warunkiem, że druga, bardziej uległa strona, nie staje się ofiarą.

Związek przeciwieństw, czyli związek komplementarny najlepiej porównać do układanki, dwóch elementów puzzli, z których każdy jest inny, ale razem idealnie do siebie pasują. Uzupełniają się nawzajem i oboje czerpią z tego korzyści, czyli szczęście.

Jak się domyślacie, związki przyciągających się przeciwieństw bywają bardzo niestabilne, taka relacja zmusza nas często do trudnych poświęceń i kompromisów, na które nie zawsze jesteśmy gotowi.

Miłości nie buduje się na poświęceniu

Często nie jesteśmy do końca pewni, czego szukamy. Wiemy natomiast, że jesteśmy gotowi dla tego, co zdaje się być miłością, poświęcić bardzo wiele, ponieważ traktujemy to uczucie, jak naszą polisę na szczęście, inwestycję, w którą głęboko wierzymy. A raczej bardzo chcemy tak myśleć.

To cudowne, że często w swoich związkach tak bardzo się uzupełniamy. Każdy wnosi swoje odmienne kompetencje, ale powiedzmy sobie szczerze – zawsze zaczyna się od tej jednej, jedynej niepowtarzalnej rzeczy, która nas połączyła: podobieństwa, czyli wspólna pasja, marzenie… coś, co nigdy nie jest tylko przypadkiem.

Czy jesteśmy gotowi na miłość?

To, co nas do siebie przyciąga, pozwala w odpowiednim miejscu i czasie zderzyć się nagle ze sobą. Są to często nasze cechy charakteru, hobby, czy chociażby upodobania muzyczne. To, kim jesteśmy prowadzi nas w te, a nie inne miejsca. Czy bycie prawdziwym pomaga znaleźć miłość?

Kiedy dojrzewamy do tego, że chcemy stworzyć prawdziwą relację, uświadamiamy sobie, że wygląd to sprawa drugorzędna. Aby była głęboka, potrzeba przede wszystkim osoby, z którą jesteśmy w stanie się porozumieć. Na taką relację wpływa w dużej mierze zgodność charakterów, a właściwie jej brak, o czym właśnie mówi popularne przysłowie, że przeciwieństwa się przyciągają. Charakter zdecyduje o tym, czy zauroczymy się daną osobą, ale to zdolność do porozumiewania się, umiejętne spędzanie wspólnego czasu i pasjonowanie się wspólnymi tematami pozwala zbudować długotrwały związek.

Duży wpływ na to ma coraz większa świadomość kobiet, które w mężczyznach chcą widzieć partnera, a nie głowę tradycyjnego modelu rodziny. Zmiany priorytetów w budowaniu związku sprawiają, że staje się to trudniejsze, głównie ze względu na problem ze znalezieniem właściwej osoby. Dlatego właśnie powstał Kissograph, czyli aplikacja do poznawania ludzi, którzy „pasują” do naszego stylu życia.
Bartłomiej Nizio, współtwórca aplikacji Kissograph

Powiedz mi, co lubisz, a powiem ci, czy będziemy szczęśliwi

Dziś kochamy inaczej niż kiedyś, a jednak podobnie. To, co się zmienia, to sposoby na znalezienie miłości, która również podąża z duchem czasu. Mowa oczywiście o internecie, ogromna część życia każdego z nas przeniosła się do świata wirtualnego, w tym również poszukiwania przyjaźni i miłości.

Wciąż szukamy księcia z bajki lub księżniczki do ocalenia, wciąż tak samo pragniemy wsparcia i namiętności, łakniemy ideałów. Bywa, że z czasem zaczynamy sami pisać swoją bajkę, bardziej prawdziwą, z takim zakończeniem, jakiego pragniemy, a nie jakie ktoś kazał nam ułożyć. Naszym motorem zawsze jest potrzeba bliskości i miłości. Na szczęście znów zaczęliśmy doceniać relację z drugim, prawdziwym człowiekiem.

Po chwilowym zachłyśnięciu się aplikacjami stworzonymi do szybkiego kochania, gdzie jednym ruchem, przebieramy w kandydatach dość dobrych na wieczór, seks czy spacer po plaży, zaczęliśmy doceniać to, co prawdziwe. Zaczęliśmy szukać tych, którzy tak, ja my…

…też lubią wstawać bardzo wcześnie rano i robić zakupy na lokalnym targu.

… kochają jazz albo hip hop.

… wybierają wakacje pod namiotem.

… co piątek lubią wyjść ze znajomymi lub zupełnie odwrotnie, zaszyć się w domu i obejrzeć stare, dobre komedie.

Bo randki „z internetu” miały przecież nam pomagać, a nie odwracać uwagę i oddalać od tego, czego szukamy.

Potrzebujemy prawdziwych ludzi, nie iluzji

Długo zastanawialiśmy się, co zrobić, by wydobyć w serwisie randkowym osobowość użytkownika, zachowując przy tym autentyczność, a zarazem prostotę całego systemu. Kiedy trafiło do nas, że moglibyśmy wykorzystać Facebooka do nakreślenia profili użytkowników oraz dobierać ich na podstawie wspólnych zainteresowań i aktywności, to było jak strzał w dziesiątkę. Zrozumieliśmy, że za każdym polubieniem kryje się prawdziwa historia, która może połączyć osoby żyjące podobnym stylem życia. To było coś niesamowitego.
Bartłomiej Nizio, współtwórca aplikacji Kissograph

Przypadki się zdarzają, ale mało który trwa wiecznie. A my życzymy wam tego najcenniejszego dopasowania,  kogoś, kto podobnie jak wy, szuka dobrej miłości i idzie w podobną stronę.

Partnerem artykułu jest Kissograph,

pierwsza na świecie aplikacja, która pomaga znaleźć pokrewne dusze, porównując nasze zainteresowania na Facebooku. Stworzona z wielką starannością, by dobrać najlepiej dopasowane do nas osoby.
Poznaj wyjątkowe osoby, z którymi mijasz się codziennie.


Związek

Powiedz mi, jak to jest… Wiedzieć, że ma się dziecko, ale nie mieć pojęcia, co się z nimi dzieje?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
21 marca 2017
Fot. istock / LorenzoPatoia
 

Powiedz mi, jak to jest…

Wiedzieć, że ma się dziecko, ale nie mieć pojęcia, co się z nimi dzieje? Zastanawiałeś się chociaż raz, czy nikt nie robi mu krzywdy, jak mu się wiedzie i na kogo wyrósł, bo jest już prawie dorosły? Jak to jest zasypiać z poczuciem pustki, której nie zapełnią nawet  największe pieniądze i sukcesy? A może ty w ogóle o tym nie myślisz, bo kim musi być ktoś, kto zostawia własne dziecko i mówi, że to balast matki. 

Pamiętam dzień, w którym usłyszałam, że zawsze będziemy razem, bo już nie musisz szukać. Leżałam obok ciebie, trzymałam za rękę, a ty mówiłeś, że masz już prawie wszystko. Prawie, bo do szczęścia brakuje ci jeszcze wspólnego domu i dziecka. Najlepiej syna, żebyście mogli razem kopać w piłkę, chodzić na siłownie i wspólnie trenować sztuki walki, bo przecież ty tak bardzo to lubiłeś. Śmiałam się, że jeszcze nie wiadomo, czy to będzie chłopak czy dziewczyna, a ty już znasz każdy krok na jego ścieżce do sportowej kariery. Z przekąsem odpowiadałeś, że prawdziwi mężczyźni zawsze najpierw płodzą synów. I oszalałeś z radości, gdy na świecie pojawił się nasz chłopiec. Chwaliłeś się nim wszędzie i ciągle powtarzałeś, że jest do ciebie podobny, choć pielęgniarka mówiła ci, że tak twierdzi każdy po uszy zakochany ojciec. Szpitalną salę dzieliłam wtedy z dziewczyną, do której nikt nie przyszedł. Przerażało mnie to i smuciło, nie zdawałam sobie sprawy, że niedługo też zostanę samotną mamą.

– To ty go urodziłaś, to twoja wina, że jest chory i nic nie warty! – Krzyczałeś, kiedy okazało się, że nasz syn jest genetycznie obciążony. Pytałeś, co ci z takiego bachora, który często nie może nawet chodzić, a co dopiero biegać po boisku i spełniać twoje – tak TWOJE ambicje i plany. Płakałam i nie mówiłam nic, bo wciąż wmawiałam sobie, że to pewnie szok, że strach przed utratą jedynego dziecka miesza ci w głowie i odbiera rozum. Znikałeś i nikomu nie tłumaczyłeś, gdzie bywasz i dlaczego nie wracasz. Czekałam, aż wszystko w sobie poukładasz i zrozumiesz, że dzieci kocha się za nic, bezwarunkowo, choć niezrozumiałe było dla mnie, że musisz do tego dojrzewać. Że jesteś ojcem, któremu trzeba tłumaczyć tak oczywiste rzeczy i czekać łaskawie, czy zdecydujesz się go pokochać. Na placu zabaw zawsze byliśmy sami, ja i nasz synek, który z biegiem czasu coraz częściej pytał, dlaczego tata się z nim nie bawi. I patrzył na ciebie smutno, gdy kolejny raz odpychałeś go z obrzydzeniem i przeganiałeś z pokoju warcząc, że ci przeszkadza. Stałam oparta o ścianę w kuchni, usiłując nie upaść i zrozumieć, kim ty właściwie jesteś, bo przecież niemożliwe jest, że ojcem.

A potem było już tylko źle i coraz gorzej, bo mały chorował, a ty szalałeś, ale nie z rozpaczy. Mówiłeś, że przynoszę ci wstyd, bo niepełnosprawny dzieciak nie był twoim planem, że pewnie to ja coś zepsułam, bo nawet urodzić nie potrafię. Wyrzuciłeś nas za drzwi i kazałeś się zabierać ze swojego idealnego życia, do którego nie pasowaliśmy. Myślałam, że po nas wrócisz, że przeprosisz, że w końcu choć raz zobaczę, jak przytulasz naszego syna i mówisz, że jest dla ciebie całym światem. Takim, jakim był dla mnie już  od pierwszego dnia, gdy tylko dowiedziałam się, że we mnie rośnie.

Był wszystkim najlepszym, co mogło mnie spotkać. A ty nigdy nie wziąłeś go na ręce, nie wiedziałeś, jak pachnie jego miękka skóra, jak lubi, gdy głaszcze się go po głowie. Nie miałeś pojęcia, przy której piosence zasypia najszybciej i jaki wierszyk trzeba mu powiedzieć, gdy budzą go koszmary. Nigdy nie poszedłeś z nim na spacer, nie wziąłeś za rękę, nie powiedziałeś „kocham cię synku, jestem twoim tatą, zawsze już będziesz bezpieczny”. Nigdy nie umierałeś ze strachu o jego życie, bo wciąż miałam to najgorsze wrażenie, że chciałeś, żeby go już nie było. A na rozprawie sądowej, zapytany o jedną z najważniejszych dat, nie umiałeś odpowiedzieć, kiedy twój własny syn będzie obchodził kolejne urodziny.

Dziś mija 17 lat, kiedy jestem dla mojego dziecka najlepszą mamą… i wspaniałym tatą. Codziennie rano staję w progu jego pokoju i podziwiam jego piękną i spokojną, choć wymęczoną chorowaniem twarz. I z dumą słucham na wywiadówkach, że to niezwykłe, jak dobrze sobie radzi, mimo utrudnień i cierpienia z jakim się zmaga. I patrzę, jak dorasta i trzyma za rękę swoją dziewczynę i śmieje się, że już niedługo wyfrunie, bo woła go dorosłość. I serce bije mi szybciej, gdy nagle przytula się do mnie i mówi, że tylko tu i tak czuje się najbezpieczniej. I gdy słyszę, jak woła z pokoju, że mnie kocha i dziękuje, że jestem, a ja przełykam łzy zmazując je ze szczęśliwej twarzy rodzica. Kogoś, kim ty nigdy nie umiałeś być. I myślę, że to nie mój syn jest ciężko i nieuleczalnie chory, tylko ty. Na jedną z największych tragedii, jakie może dać nam los. Że każdej nocy budzi cię ten sam sen, gdzie toniesz i wyciągasz rękę, ale nikt tego nie widzi, choć wokół tłum ludzi. Bo zamykając serce przed własnym dzieckiem, skazałeś się na samotność, która jest tak straszna, że już nigdy nie pozwoli ci zasnąć spokojnie.


Związek

Masz w sobie moc. Siła odwagi. Przejmij ster swojego życia. Zapraszamy na konferencję!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
21 marca 2017
13 rzeczy, które łączą silne kobiety
Fot. iStock / lzf

Akademia Kobiet Sukcesu

zaprasza na konferencję dla kobiet z cyklu

Masz w sobie MOC

Siła ODWAGI

Przejmij ster swojego życia

Warszawa | 1 kwietnia 2017 r.

 

To jest Twoje życie i możesz je przeżyć tak jak chcesz. A właściwie, mogłabyś…gdyby nie to, że czasami na drodze do Twoich marzeń stajestrach. A wtedy, choć wyznaczyłaś sobie cele i plan działania, stoisz w miejscu. Ale wiesz co? Wcale nie musi tak być. Strach nie powstrzyma Cię przed sięgnięciem po to, czego najbardziej chcesz, dopóki mu na to nie pozwolisz.

Spędź z nami ten sobotni dzień i zainspiruj się do tego, aby przejąć ster swojego życia skutecznie. Wspólnie z wyjątkowymi prelegentami pokażemy Ci jak możesz budować swoje życie odważnie, na miarę swoich marzeń. To nie będzie kolejna konferencja, ale praktyczne seminarium rozwojowe, z którego wyjdziesz zainspirowana, odważniejsza i z konkretnym pomysłem na siebie. Spodziewaj się minimum niezbędnej wiedzy i maksimum praktycznych wskazówek jak wyzwolić odwagę i ruszyć z miejsca.

Co konkretnie da Ci udział w konferencji „Siła ODWAGI. Przejmij ster swojego życia”?

– zainspirujesz się, aby podążać za swoimi marzeniami i zacząć działać;

– dowiesz się jak wyzwalać odwagę, aby ze śmiałością sięgać po to na czym najbardziej Ci zależy;

– nauczysz się jak oswajać lęk i codziennie działać w kierunku swoich marzeń;

– poznasz inspirujące historie ludzi, którzy odważyli się żyć w zgodzie ze sobą i realizować własne pasje.

Program

9:00- 10:00 Rejestracja i networking

10:00-10:30  „Luksus bycia sobą, w życiu i w biznesie” – Katarzyna Gruk, beauty coach, stylistka, Twoja Sesja

10:30 -11:00 „Nie idź na kompromis ze swoimi marzeniami” – Ewa Raczyńska, redaktor naczelna Magazynu dla kobiet Oh!me

11:00-12:00 „Jak skutecznie przejąć ster swojego życia w 5 krokach” (mini-warsztat) — Patrycja Załug, trenerka kobiecej pewności siebie, Codziennie Pewna Siebie

12:00- 12:20 Przerwa

12:20 – 12:50 „Jak odważyć się żyć naprawdę w zgodzie ze sobą – poznaj praktyki Zen Coachingu, które będą Cię w tym wspierać” – Marta Obrycka, zen coach

12:50-13:20 „Flow, czyli jak dbać o poziom energii każdego dnia” – Adam de Nisau, redaktor naczelny Strefy Rozwoju

13:20 -13:50 „Jak uzdrawiać strach i transformować go w moc do wzrastania” – Basia Baczkura, nauczycielka kundalini jogi, Adi Shakti

13:50-14:20 „Jak uwolnić się od ograniczeń, które nakładamy sami sobie” – Karo Akabal – założycielka Sex&Love School

14:20-14:30 Podsumowanie, loteria, zakończenie

Miejsce: Centrum Aktywizacji Społecznej Grzybowska 4, ul. Grzybowska 4 lok. 9A, Warszawa

Chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj na stronę: www.kobietyisukces.pl

baner_14.03.2017

 


Zobacz także

Jak uratowałam moje małżeństwo

Jak uratowałam moje małżeństwo

ból głowy

Dwadzieścia lat różnicy i jej rodzice, jego przyjaciele… Rysiek znał ją od jej pierwszego dnia życia

Dwoje na terapii. A może wasz kryzys w związku, to tylko hormony?