Lifestyle Związek

Po czym poznać prawdziwą miłość? Przychodzi po cichu. Sprawdź, czy jej właśnie nie spotkałaś

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
29 marca 2016
Po czym poznać prawdziwą miłość? Przychodzi po cichu. Sprawdź, czy jej właśnie nie spotkałaś
Fot. Flickr / the_demonmax / CC BY
 

Z ta miłością to zawsze coś jest nie tak. A to nie wiemy, czy to na pewno ona, albo trudno ją odróżnić od zakochania. Czasami gdy jesteśmy jej pewnie – zostawia nas, trzeba dużo pracy, by ją przy sobie zatrzymać.

Ale która z nas o tej wielkie miłości nie marzy? Jasne, że nie ma idealnej i takiej, która będzie na zawsze bez żadnego z naszej strony wysiłku. Na szczęście zdarza się, że wpadamy jak śliwka przysłowiowy kompot. Koniec. Zakochujemy się. Jest nam dobrze, jesteśmy szczęśliwe, czujemy się kochane. Jednak doświadczenie szepce nam do ucha: a skąd wiesz, że to nie iluzja? Skąd masz pewność, że to ta miłość – ta na którą tak czekałaś i w którą cały czas wierzysz – ta na całe życie?

Jeśli miłość na całe życie udałoby się w jakikolwiek sposób zdefiniować to chyba tylko poprzez tych kilka sygnałów, które mogą pomóc nam nabrać pewności. Czy tej 100%??? To już musimy ocenić sami.

Przychodzi, gdy na nią nie czekasz

Bo miłość na całe życie pojawia się wtedy, gdy na nią nie czekasz. Nie zawsze jest gromem z jasnego nieba, motylami w brzuchu i uniesieniem. Bywa, że przychodzi po cichu, niepostrzeżenie, delikatnie. Jakby bała się ciebie wystraszyć nadmiarem emocji i wybuchem uczuć. Ta miłość nie potrzebuje fajerwerków, które dość szybko się wypalają. Ona cierpliwie czeka, aż ją zauważysz. Powiesz: „Wow, od kiedy tu jesteś?”. A ona mrugnie porozumiewawczo okiem

Pracujesz, by przezwyciężyć niepewność i strach

Bo już kilka razy ktoś cię skrzywdził, bo trudno jest zaufać, bo przecież nie wiesz, czy można mieć pewność. A tym razem jest inaczej. O tych wszystkich swoich obawach mówisz, tłumaczysz z czego wynikają. Powtarzasz, że nie chcesz popełnić tych samych błędów, że nie chcesz uciec – stąd szczerość i rozmawianie o uczuciach, bo tobie tym razem zależy bardzo.

Miłość mobilizuje cię do działania

Ta miłość nie zatrzymuje cię w miejscu. Masz wrażenie, że możesz góry przenosić. Rozpiera cię energia. Odważniej patrzysz na świat na wyzwania, które nagle przestają cię przerasta i okazuje się, że wystarczy mały ruch z twojej strony, by wszystkie dotychczasowe problemy znalazły rozwiązania. Tak trochę jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale przecież ona jest w twoich rękach.

Chcesz się zmieniać dla drugiej osoby

I nie zmieniać, by się przypodobać, by ukryć swoje wady, słabe strony. Po prostu czujesz, że dla tej osoby chcesz być lepszym człowiekiem. Chcesz pracować nad sobą, nad tym, co możesz zmienić. I to nie jest walka z samą sobą, to proces, który w tobie zachodzi. I choć on akceptuje ciebie w pełni, to ty wiesz, że są rzeczy, nad którymi warto i chcesz popracować.

Związek pozytywnie wpływa na pozostałe relacje

To miłość, która uskrzydla. I to dosłownie. Dodaje ci skrzydeł w relacji z innymi ludźmi. Pod wpływem tej miłość ty się zmieniasz, zmienia się twoje podejście do innych, co działa w dwie strony. Jest w tobie radość, chęć zrozumienia, wyciągnięcia ręki, zażegnania bezsensownych sporów. Jakby nagle przyszło olśnienie – że są rzeczy ważniejsze, niż głupie kłótnie i spory.

Miłość składa się z drobnych rzeczy

Ta miłość nie potrzebuje szalonego zakochania, fajerwerków. Ona składa się z gestów, prostych słów, rozmów, zrozumienia, akceptacji i wzajemnej fascynacji, i ciekawości świata. Nie musicie iść na kolację do najlepszej knajpy, wam wystarczy kanapka zjedzona w barze. Bo ważne, że macie siebie, cała otoczka ma trzecio, a może pięciorzędne znaczenie.

Odważnie patrzysz w przyszłość

Kiedy ktoś cię pyta: „Nie boisz się?”, ty ze zdumieniem własnej pewności siebie odpowiadasz: „Nie w ogóle” i zdajesz sobie sprawę, że nie ma w tobie tego znanego z wcześniej niepokoju, lęku, wątpliwości. To takie poczucie, jakbyście byli ze sobą od dawna, a ty po prostu wiesz, że on ciebie nie zawiedzie.

Czujesz się bezpiecznie

Bo po pierwsze możesz być sobą, nikogo nie musisz udawać obawiając się braku akceptacji. Po drugie wiesz, że możesz na niego liczyć, wesprzeć się na jego ramieniu. To taka miłość, która nie wymaga stałej obecności dla potwierdzenia jej istnienia. To miłość, którą czujesz całą sobą. Nie musisz o nią zabiegać, bo wiesz, że jest. Masz w sobie tę pewność.

Taka miłość istnieje. Naprawdę. I takiej wam życzę z całego serca.


Lifestyle Związek

Anna Dymna o innym wzorcu człowieczeństwa. „Kimkolwiek jesteś, jesteś kochany”

Redakcja
Redakcja
29 marca 2016
Anna Dymna
Fot. Marek Kowalski
 

W kontakcie z nimi niektórzy odczuwają skrępowanie, lęk, nawet odrazę. Ale dla Anny Dymnej ludzie ci – ze swoją innością – są najpiękniejszymi istotami pod słońcem. To dla nich założyła fundację „Mimo Wszystko”.

Nie ukrywa, że pod koniec lat 90. ubiegłego stulecia, kiedy po raz pierwszy zaproszono ją na przegląd teatralny do podkrakowskich Radwanowic, jechała tam z duszą na ramieniu. Nigdy przedtem nie zetknęła się z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie. Wspomina, że gdy wysiadła z samochodu, otoczył ją tłum zdumiewających istot. Niektóre zaczęły mocno, niemal boleśnie, ją przytulać, inne – mówić do niej „mamo”, głośno się śmiać albo płakać. Każda starała się zaznaczyć przed nią swoje istnienie.

– Silnie to przeżyłam – mówi. – Dostałam gorączki. A kiedy wracałam do domu, dziękowałam Bogu za to, że mam zdrowe dziecko. Do Radwanowic zaczęłam jednak wracać. Coś mnie tam ciągnęło. Przyjeżdżałam coraz częściej: a to do tamtejszego kościółka, a to pod pretekstem, żeby, porozmawiać z terapeutkami… Nie rozumiałam jeszcze wtedy, dlaczego to robię.

W 1999 r., poświęcając swój prywatny czas, zaczęła współpracować z terapeutkami Teatru „Radwanek”. Dwa lata później napisała pierwszy scenariusz dla niepełnosprawnych intelektualnie aktorów i wyreżyserowała ich spektakl. Dzisiaj również realizuje takie przedstawienia. W projekty fundacji „Mimo Wszystko” angażuje kolegów artystów z całej Polski.

– W końcu zdałam sobie sprawę, że jeżdżę do Radwanowic, bo tam przypominam sobie, czym jest czystość uczuć. Osoby niepełnosprawne intelektualnie mają zakodowany wzorzec człowieczeństwa pozbawiony kalkulacji i sztuczności, tak wszechobecnych w naszym niby normalnym świecie. Mogą często dać nam więcej niż my im. Mają też rozwiniętą intuicję oraz inteligencję emocjonalną. „Kimkolwiek jesteś, jesteś kochany. Pamiętaj, że każde życie, nawet bezsensowne w oczach ludzi, ma wieczną i nieskończoną wartość w oczach Boga” – słowa Jana Pawła II stały się moim drogowskazem.

Anna Dymna

Fot. Marek Kowalski

Kiedy realizowała z „Radwankiem” pierwsze spektakle, nie myślała o zakładaniu fundacji. Działała spontanicznie, wyłącznie z potrzeby serca. Pragnęła tylko służyć potrzebującym. Ale akurat wtedy znowelizowano ustawę o rehabilitacji i zatrudnieniu osób niepełnosprawnych.

– Nagle okazało się, że dwadzieścioro sześcioro niepełnosprawnych intelektualnie podopiecznych nie może dłużej korzystać z warsztatów terapeutycznych. Myślałam o tym z przerażeniem. Wszystko wskazywało na to, że będą mieli dach nad głową i dostaną jeść, lecz całe dnie przyjdzie im spędzać w beznadziei, kiwając się pod ścianą. Rozumiałam, że nie mam wyboru. Postanowiłam założyć fundację, która utrzymywałaby warsztaty w Radwanowicach.

Fundacja Anny Dymnej „Mimo Wszystko” powstała we wrześniu 2003 roku. Aktorka Narodowego Starego Teatru szybko zdała sobie sprawę, że sytuacja osób chorych i niepełnosprawnych jest w Polsce na tyle dramatyczna, iż nie może ograniczać działalności do Radwanowic. Rozpaczliwe błagania o pomoc docierały do niej z całego kraju. O tragediach słyszała też od rozmówców w telewizyjnym programie „Anna Dymna – Spotkajmy się”.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Gabriela Szewczyk i Michał Sitkiewicz

Pracę artystyczną zaczęła łączyć z działalnością charytatywną. W 2000 r. przyznano jej Medal Brata Alberta, następnie: Order Uśmiechu, tytuł „Ambasador Polskiej Pediatrii”, Nagrodę Honorową Rzecznika Praw Dziecka RP i Medal Świętego Jerzego. Ten ostatni – jak napisano w laudacji, za „walkę ze smokiem obojętności”.

– Na swoją twarz pracowałam ponad czterdzieści lat, ciężko, solidnie i uczciwie. Teraz ją wykorzystuję bezczelnie i z radością, by pomagać innym. I co w tym złego? Za pracę w fundacji nie biorę pieniędzy. I będę dla niej pracowała dopóki mam siły i dokąd będzie sprawiało mi to radość.

Od 2003 r. fundacja „Mimo Wszystko” wsparła leczenie, rehabilitację i edukację ponad 22 000 osób, głównie dzięki wpłatom 1%. Nawet jeśli nasz 1% podatku wynosi tylko parę złotych, to – jak podkreśla Anna Dymna – ma on siłę milionów dla jej podopiecznych.

750x300

Artykuł powstał we współpracy z Fundacją Anny Dymnej „Mimo wszystko”


Lifestyle Związek

Kim jest ta dziewczyna? Zanim Madonna stała się ikoną POP-u

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
28 marca 2016
Madonna
Fot. Flickr / ❝ N A S S E R AL N A S E R ❞ / CC BY-SA

Możesz ją kochać, albo nienawidzić. Może cię szokować albo imponować odwagą sceniczną. Ale jednego jej odmówić nie możesz. Jak to ujęła filmowa Bridget Jones: Madonna jest przede wszystkim perfekcjonistką. Wszystko, co zdobyła, wywalczyła ciężką pracą, a początki swojej kariery okupiła mnóstwem wyrzeczeń. Zanim trafiła na szczyty list przebojów i stała się jedyną kobietą w gronie ośmiu najlepiej opłacanych muzyków wszech czasów, ikoną muzyki POP, była po prostu Madonną Louise Ciccone.

Fotomontaż: Screeny z YouTube / GentlyBlipMe

Fotomontaż: Screeny z YouTube / GentlyBlipMe

Jak dziewica

Urodziła się 16 sierpnia 1958 roku w Bay City, w Michigan, jako trzecia z szóstki dzieci. Jej mama, również Madonna Louise, zmarła na nowotwór piersi, kiedy „Mała Nonni” (tak nazywano dziewczynkę, by odróżnić ją od matki ) miała pięć lat. I to traumatyczne wydarzenie w dużym stopniu zaważyło na całym jej życiu.

Fot. Screen z Youtube / MJCool

Fot. Screen z Youtube / MJCool

Bo w pewnym sensie, tragedia stała się dla niej motywacją, napędem do działania. „Żyjesz z luką w samym środku ciebie, z uczuciem pustki i tęsknoty. I myślę, że dlatego właśnie w końcu stajesz się chorobliwie ambitna” – mówiła Madonna w wywiadach.

Jej tata, Silvio Anthony Ciccone , z pochodzenia Włoch z Pacentro , pracował jako inżynier dla Chryslera i General Motors i starał się wychowywać całą szóstkę swoich dzieci w katolickim duchu. Czy jednak potrafił dać swojej córce ciepło? Z pewnością robił wszystko co mógł, by dzieciom niczego nie brakowało. Pamiętacie piosenkę Madonny „Papa don’t preach” (Tato, nie praw mi kazań”)? Mówi ona bardzo wiele o ówczesnych relacjach między ojcem a córką.

Byłam samotną dziewczyną, która szukała tego „czegoś”. Nie buntowałam się. Dbałam ciągle o to, żeby być w czymś dobra. Nie goliłam się pod pachami i nie robiłam sobie makijażu, jak to wówczas robiły normalne dziewczyny. Uczyłam się i miała cel … dobre stopnie. Chciałam być kimś” – wspominała dzieciństwo Madonna, dodając, że kiedy dorastała jeszcze mocniej brakowało jej matki. Jej ojciec zdawał się rozumieć tę potrzebę, więc w kóncu ożenił się ponownie (jego wybranką okazała się gosposia domowa pracująca w ich rodzinnym domu) i pojawiła się jeszcze dodatkowa dwójka dzieci. Cała dziesięcioosobowa rodzina przeniosła się do większego domu w Rochester Hills. Madonna została tam cheerleaderką w Rochester Adams High School.

Taniec

Fot. Screen z Youtube / MJCool

Fot. Screen z Youtube / MJCool

W nowej szkole znowu dostawała same piątki, a nawet zdołała ukończyć ją wcześniej. Nadal czuła się samotna i emocjonalnie zaniedbana przez ojca. Jako najstarsza dziewczynka w katolickiej rodzinie ośmiorga dzieci, miała coraz więcej domowych obowiązków, matkowała swojemu rodzeństwu. „Widziałam siebie jako najprawdziwszego Kopciuszka”, powie potem. Od negatywnych uczuć, od tłumionych emocji i żalu uciekała w taniec. Przekonała ojca, aby pozwolił jej wziąć lekcje baletu w Akademii Baletu w Rochester. Jeden z instruktorów  szkoły, Christopher Flynn, zauważył jej talent i zaczął zabierać ją na koncerty, do galerii sztuki i do gejowskich klubów w Detroit. I to właśnie tam, w gejowskich klubach, Madonna doświadczyła tego fascynującego poczucia wyzwolenia. „W szkole czułam się jak …dziwadło. Byłam dość agresywną młodą kobietą, faceci myśleli o mnie jako o bardzo dziwnej dziewczynie. Nie pasowałam. Czułam się „niezgodna”. I nagle, w tym gejowskim klubie te wszystkie uczucia znikają. Mam zupełnie nowe poczucie tego, kim jestem.” – wspominała to nowe doświadczenie w wywiadach.

New York, New York

Uniwersytet w Michigan udzielił Madonnie stypendium tanecznego w  1976 roku , więc uczęszczała tam przez dwa lata. Ale potem postanowiła postawić wszystko na jedną kartę.  Rzuciła studia  i przeniosła się do Nowego Jorku, marząc o karierze profesjonalnej tancerki. Decyzja ta początkowo przyniosła jej więcej rozczarowań niż obietnic sukcesu.

„Nowy Jork to nie okazał się, tym, czym myślałam, że będzie. Nie przyjął mnie z otwartymi ramionami. W ciągu pierwszego roku zostałam zgwałcona na dachu budynku i pocięto mnie nożem po plecach. Do mojego mieszkania włamywano się trzy razy choć już po pierwszym włamaniu nie miałam nic wartościowego bo ukradziono mi radio.” Żeby związać koniec z końcem, Madonna łapała się wielu prac dodatkowych: była kelnerką, tancerką i pozowała nago studentom podczas zajęć artystycznych. A skrycie marzyła o tym, by dostrzeżono w niej coś więcej, niż formę, kształt, który można odtworzyć za pomocą kredek i węgla drzewnego na papierze. „Pamiętam, że miałam bardzo mało pieniędzy, że głodowałam i kontrolowałam wydatki. Że musiałam podejmować decyzje, czy dzisiaj kupić paczkę orzeszków ziemnych i kubełek jogurtu, czy jutro kupić dużą torbę serowego popcornu i karton soku żurawinowego. Tym się wtedy żywiłam. Ale nie brałam pod uwagi innej możliwości niż sukces”. A gdyby się nie udało? „Nie było takiej możliwości. Nie miałam zamiaru wracać do Michigan, choćby nie wiem co. Nie miałam zamiaru być od nikogo zależna”.

Muzyka

Madonna parła do przodu  próbując swych sił jako tancerka, ale to jej głos zwrócił uwagę otoczenia. „Ludzie słuchali mnie i mówili: Hej, masz niezły głos. A ja odpowiadałam z niedowierzaniem: Serio? Nigdy wcześniej nie trenowałam mojego głosu. Nigdy nie chciałam być piosenkarką” Skoro jednak sprawy potoczyły się tym torem, postanowiła spróbować. Przyłączyła się do zespołu rockowego, a następnie stworzyła własną grupę, zdobywając w 1980 nawet skromny kontrakt płytowy. Ostatecznie jednak odeszła z zespołu, być zacząć tworzyć piosenki z gatunku pop i disco. Jej pierwsze demo „Everybody”, wpadło w ręce Marka Kaminsa, nowojorskiego DJ-a i producenta. Kiedy Mark odtworzył nagranie w jednym ze swoich kubów okazało się, że publiczność ciepło przyjęła nową propozycję. Widząc szansę wypromowania utworu, pomógł Madonnie wyprodukować jego ulepszoną wersję. Dziewczyna zaniosła ją do wytwórni Sire Records i tak, a w 1982 roku zyskała swój pierwszy kontrakt płytowy solo.

Fot. Screen z Youtube / MJCool

Fot. Screen z Youtube / MJCool

Rok później Madonna wydała debiutancki album, a trzeci singiel z tej płyty, zatytułowany „Holiday” stał się niepodważalnym hitem. Kariera nabrała tempa. Od tego momentu Madonna robiła wszystko, żeby zdobyć jeszcze większą popularność. Przeklinała na wizji, eksperymentowała z erotyczną bądź najeżoną religijną symboliką choreografią (a często łącząc oba te elementy), czym nawet przyciągnęła uwagę Watykanu. Seksualne tabu przekraczała wiele razy. I właściwie dziś nadal przekracza różne granice. Ostatnio wzięła sobie za cel walkę ze stosunkiem naszej współczesnej kultury do procesu starzenia się. „Kobiety, na ogół po osiągnięciu pewnego wieku, przyjmują bezkrytycznie fakt, że nie wolno im zachowywać się w pewien sposób. Ja nie przestrzegam zasad. Nigdy tego nie rozbiłam i nie zamierzam zacząć. Więc jeśli mam być tą osobą, która otwiera kobietom oczy i mówi im, że mogą być seksowne i dobrze wyglądać po 50-tce, czy po 60-tce, niech tak będzie”.

Madonna walczy o swoje idee z powodzeniem, a  na scenę wraca za każdym razem z innym projektem, w nowym wcieleniu. Nadal eksperymentuje, rozwija się i ciągle dla wielu pozostaje inspiracją. Czy ją kochasz, czy cię drażni, na pewno nie pozostawi cię obojętnym.


Zobacz także

6 cech, których żadnemu facetowi wybaczyć nie można. Nad innymi da się pracować

Uciekający pan młody

Uciekający pan młody – miałam być mężatką, zostałam sama. List do niedoszłego narzeczonego

Gdy pieniądz daje w związku władzę. O przemocy ekonomicznej