Lifestyle Związek

„Obiecałam ci, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Dziękuję, że mogłam być twoją żoną. Kiedyś jeszcze się spotkamy”

Magdalena Lis
Magdalena Lis
12 maja 2017
Fot. iStock / splendens
 

Książę z bajki

Już na początku liceum wiedziałam, że szybko założę rodzinę. Że los postawi na mojej drodze księcia z bajki, który wsunie na moją stopę zagubiony pantofelek, albo obudzi mnie pocałunkiem, kiedy będę spała. Moi rodzice nie byli zachwyceni, kiedy oznajmiłam im, że nie wybieram się na studia. Jak ja – ich wychuchana córeczka, mogłam tak zawieść i rozczarować. W ramach buntu wobec mojej decyzji, zakręcili mi finansowy kranik. Maturę zdałam z wyróżnieniem. Chwilę później zaczęłam pracę w osiedlowym markecie. Dlaczego tak upierałam się przy swoim? Bo był Bartek, a ja byłam zakochana.

Fura, skóra i komóra

Byliśmy w małym klubie, gdzie piliśmy tanie wina i rozmawialiśmy o naszym prawie już dorosłym życiu. On siedział w rogu loży, miał przyniszczoną skórzaną kurtkę, bawił się telefonem. Czasem coś przytakiwał, sam mówił niewiele, za to nieustannie się uśmiechał. Nie tańczył. W pierwszym momencie miałam go za nadętego bufona, ale jego uśmiech mnie obezwładniał. Kiedy za oknami zaczynało już świtać, spytał  naszego wspólnego kumpla, czy może mu podstawić furę’. Damian wstał kiwając znacząco głową. Parsknęłam śmiechem, zerknął na mnie, ale nic nie powiedział. Chwilę później Damian postawił obok niego wózek inwalidzki i pomógł mu się przesiąść na niego. Nigdy w życiu się tak nie wstydziłam.

Nic się nie martw

Znalazłam jego profil na naszej klasie i go przeprosiłam. Umówiliśmy się nazajutrz. Później było drugie i kolejne spotkanie. Szybko wybuchło uczucie między nami. Euforia, która mi towarzyszyła, kiedy byłam przy nim, była mi dotąd nieznana. Kiedy powiedziałam rodzicom, że mam chłopaka zarządzili, żebym go przyprowadziła. Nie uprzedziłam ich, że Bartek jest trochę inny, że choruje. Obiad przebiegł w chłodnej atmosferze, ojciec poprosił mnie na stronę. Dostałam reprymendę, że jestem młoda, powinnam się uczyć, żyć, bawić, i że nie taki powinnam pchać wózek. Byłam zakochana, a rodzice rozbijali moje marzenia ostrymi słowami. Ojciec nie był dyskretny, Bartek słyszał naszą rozmowę. Miał wiele taktu, został do deseru, potem nieśmiało zakomunikował, że jest już nieco zmęczony. ‘Nic się nie martw’ – usłyszałam, kiedy opuściliśmy próg mojego domu.

Papierek papierkowi nierówny

Był starszy ode mnie o cztery lata. Mimo zdiagnozowanego dziecięcego porażenia mózgowego, dzięki wieloletniej rehabilitacji, był sprawny intelektualnie, świetnie znał się na informatyce, miał przyznaną rentę, pracował też zdalnie w domu. Nie mogłam wyjechać z miasta, bałam się, że próba czasu w naszym przypadku się nie sprawdzi, że nasza miłość tej rozłąki nie przetrzyma. Ze strony rodziny i bliskich nie otrzymałam empatii ani zrozumienia. Dziwili mi się, że pakuję się w bagno, w którym ugrzęznę. Bartek nalegał, żebym nie rezygnowała z marzeń, choć dla mnie te studia to był tylko papierek. W sylwestrową noc to ja mu się oświadczyłam. „Przecież ślub to tylko papierek, jesteś pewna?” – pytał mnie wiele razy. To prawda, ale dla mnie ten miał mieć inną rangę ważności.

Kto pierwszy ten lepszy

Pobraliśmy się, wynajęliśmy niewielkie mieszkanie. Pracowaliśmy, cieszyliśmy się życiem i sobą, chodziliśmy na spacery. Nieopodal naszego domu był niewielki zalew, a tuż przy nim ścieżka rowerowa. Wsiadłam na rower, tuż obok mnie sunął Bartka wózek. „Kto pierwszy ten lepszy” –  rzucił hasło i zaczęliśmy się ścigać. Jedno z kół niefortunnie najechało na duży kamień, Bartek upadł na ziemię. Karetka zawiozła go do szpitala, a tam wstępna tomografia, a potem rezonans rzuciły nam kłody pod nogi. Guz mózgu – tak brzmiała diagnoza. Szczęście w nieszczęściu – to miało być tylko kontrolne pourazowe badanie. Ale jak to, przecież nie było żadnych objawów – byliśmy oboje  w szoku. Panikowałam, zalewałam się łzami. Modliłam się do Boga, żeby uczynił cud, żeby to była nieprawda. „Nieoperacyjny” – powiedzieli lekarze. Bartek w przeciwieństwie do mnie był oazą spokoju. „Wygram z tym rakiem”- powtarzał. Teraz tak na poważnie się „pościgamy” – podobnie jak w momencie poznania obezwładniał mnie swoim uśmiechem.

A ja będę twym aniołem

Zaczęła się walka o każdą wspólną chwilę. Nie liczyło się dla mnie nic innego, jak tylko spędzać z nim jak najwięcej czasu, być uważną na jego potrzeby, wspierać go i dawać nadzieję. Pukałam od drzwi do drzwi, od lekarza do lekarza, szukałam alternatywnych rozwiązań. Wiedziałam, że życie podarowane jest nam na chwilę, ale chciałam, żeby ta z nim trwała bez końca. Codziennie pytałam go, co go dziś ucieszyło, podkreślałam, jak bardzo go kocham. Od momentu feralnej diagnozy zauważyliśmy, że przegapiliśmy jej pierwsze symptomy zwalając je na niepełnosprawność wynikającą z Bartka choroby. Z dnia na dzień było coraz gorzej. Którejś nocy, kiedy myślałam, że Bartek śpi szeptałam tuż nad jego głową, że co ja zrobię, kiedy mi go kiedyś zabraknie. Nie spał. Odwrócił się i zanucił mi piosenkę: „A ja będę twym aniołem, twą radością, smutkiem żalem, będę gwiazdką na twym niebie, będę zawsze obok ciebie”.

Zabierz mnie nad morze

Drzwi naszego domu się nie zamykały, choć życie zweryfikowało kilka przyjaźni. Pewnego dnia Bartek, tuż po obiedzie, powiedział mi znienacka: „Zabierz mnie nad morze”. Szybko skrzyknęłam znajomych, starym granatowym busem trzy dni później słuchaliśmy rozbijających się o brzeg fal na plaży w Międzyzdrojach. Nigdy nie widziałam go tak szczęśliwego. Był bladziutki, wystawiał nos do słońca. Śmiał się, schylał się po muszelki i kamienie, żartował. Tak bardzo chciałam wierzyć w cud, w to, że będzie jeszcze zdrowy. Po powrocie do domu jego stan znacznie się pogorszył. Wtedy z jego ust padła kolejna prośba. Błagał, bym nie zawoziła go do szpitala.

Choć w snach do mnie przyjdź

Widziałam, że odchodzi. Trzymałam go za rękę, czytałam mu jego ukochane kryminały. Myłam, pielęgnowałam. Zorganizowaliśmy szpitalne łóżko z materacem przeciwodleżynowym. Nie mogliśmy już porozmawiać, marzyłam, by chociaż zaczął przychodzić do mnie w snach. W pracy wzięłam urlop, chciałam do końca być przy nim. Nigdy nie podjęłam studiów, tymczasem przy moim boku miałam najlepszego wykładowcę na świecie. Człowieka, który nauczył mnie miłości i czerpania radości z życia. Nauczył mnie pokonywania słabości, pokory, doceniania.

Oraz że cię nie opuszczę…

Człowiek jest zwierzęciem stadnym, być może jeszcze kogoś poznam, na ten moment chcę być sama. Kiedy patrzę na inne pary, które mijam na ulicach, jest we mnie żal. Pozwalam sobie czasem na łzy, nie jestem supermenką, nie muszę, nikt ode mnie tego nie wymaga. Żałuję, że nie zdążyliśmy mieć dzieci, myślę, że mała uśmiechnięta buzia wynagradzałaby mi wszystkie smutki. W dzień pogrzebu wsunęłam mu do kieszeni marynarki maleńką karteczkę. Brakowało mi słów, a czułam, że potrzebne jest nam ostatnie pożegnanie. ‚Byłeś trochę inny niż wszyscy, ale lepszego ciebie nie mogłam sobie wymarzyć. Obiecałam ci, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Dziękuję, że mogłam być twoją żoną. Kiedyś jeszcze się spotkamy.’ Wierzę, że ją przeczytał.  Od zawsze wierzyłam w cuda.


Lifestyle Związek

Oh!Mamo, to już weekend! Akcja „Oh!Mamo – jestem kobietą” wyzwanie #5

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
12 maja 2017
Fot. iStock
 

Oh!Mamo, to już weekend! Czy jesteście gotowe na… odpoczynek? Przyjemności i czas dla siebie?

Pora spojrzeć sobie w oczy i szczerze odpowiedzieć na pytanie: „Kiedy ostatni raz zrobiłam coś tylko dla siebie?”. Jeśli odpowiecie od razu – gratulacje, jeśli z przerażeniem wracacie myślami do zeszłego tygodnia, a po chwili do minionego miesiąca… Oj, pora na zmiany.

A to nie lada wyzwanie dla kobiety, szczególnie mamy! Dlatego dzisiejsze wyzwanie polega na zaplanowaniu czasu na własne przyjemności czy odpoczynek. Deadline – ten weekend, bez wykrętów!

Jesteście gotowe? Do dzieła!

Nie zapomnijcie nam napisać, co zaplanowałyście dla siebie i dlaczego? Zaproszenia na konferencję „Oh!Mamo – jestem kobietą” – czekają 😉 .

Akcja „Oh!Mamo – jestem kobietą”

Wyzwanie #5

Nasze piąte wyzwanie to:

Napisz nam, co PRZYJEMNEGO (tak, przyjemnego dla CIEBIE) zrobisz w ten weekend. Oh!Mamo, to już weekend! Gotowa, żeby zaplanować wreszcie czas dla siebie?

Co trzeba zrobić?

Być z nami! Przez najbliższe dni będziemy zachęcać was pochylenia się nad sobą, do zrozumienia, że powinniśmy być dla siebie ważne, powinniśmy mierzyć się z własnymi lękami i ograniczeniami. Będziemy pytać, co dla was znaczy być kobietą, czym jest dla was kobiecość.  Bądźcie w tym czasie z nami i pod artykułami piszcie swoje komentarze.

Najfajniejsze komentarze, zwłaszcza tych najbardziej aktywnych uczestniczek po zakończeniu akcji nagrodzimy podwójnymi zaproszeniami na naszą konferencję „Oh!Mamo – jestem kobietą”, która odbędzie się 27. maja w Warszawie, w Fortach Mokotów, a dokładnie w Studio 99. .

Akcja trwa od 08.05.2017 do 22.05.2017 roku. Wyniki akcji zostaną opublikowane do dnia 24.05.2017 roku na stronie ohme.pl.

cp_przeskalowane_bold

Regulamin akcji znajdziecie TUTAJ.


Lifestyle Związek

Woda w kosmetykach. Czego o niej nie wiemy?

Redakcja
Redakcja
12 maja 2017
Fot. iStock / PeopleImages

O tym, z czego składają się kosmetyki, chętnie dyskutujemy, wiemy coraz więcej, ba, nawet utarło się, że na połączenie słów woda i skóra reagujemy stwierdzeniem: przesuszenie. Ale czy wiemy, jak jest naprawdę? Bo przecież woda jest składnikiem wszystkich kosmetyków.

Po co woda w kosmetykach i jakie jest jej zadanie? Okazuje się, że znaczące i zaawansowane technologicznie kosmetyki potrafią z niej korzystać. Prawdziwym przebojem firma LAB ONE zawojowała kosmetyczny rynek. Podczas procesu produkcji marka korzysta z wody technologicznie zaawansowanej. Brzmi tajemniczo? Ale zacznijmy od początku…

Woda jest głównym surowcem używanym do produkcji kosmetyków, stanowi około 70 – 80% każdego kosmetyku, niezależnie czy jest to krem do twarzy, masło do ciała, czy szampon do włosów. Rola wody jest niezwykle istotna, ponieważ pełni funkcję swojego rodzaju rozpuszczalnika substancji aktywnych i jest ich nośnikiem. Dodatkowo woda sama w sobie powinna nawilżyć naskórek.

Dlaczego woda nie spełnia swoich funkcji kosmetyczno-pielęgnacyjnych?

Skoro ciągle słyszymy, że woda szkodzi skórze, to dlaczego jest taka ważna? Otóż woda powinna nawilżać naszą skórę, nie dzieje się tak między innymi dlatego, że postęp cywilizacji doprowadził do znacznych zmian w strukturze wody. Emisja do środowiska naturalnego syntetycznych związków chemicznych, metali ciężkich, wolnych rodników oraz różnego rodzaju promieniowania w dużym stopniu wpłynęła na ten proces.

Jeśli przyjrzymy się wodzie fachowym okiem, okaże się, że jej cząsteczki nie występują już pojedynczo, tylko łączą się w grupy zwane klastrami. W efekcie tego zjawiska, skupiska cząsteczek są na tyle duże, by uniemożliwiało im to pokonanie bariery skóry, czyli nie są w stanie wniknąć do komórki i prawidłowo ją nawilżyć.

Cząsteczki H2O połączone w klastry mają zdecydowanie większą objętość, przez co nie mogą przenikać przez barierę naskórka. To oprócz nawilżania wpływa na inne funkcje kosmetyków, np. transport substancji aktywnych w głębsze warstwy skóry.

Pojawia się więc najważniejsze pytanie: po co w takim razie woda znajduje się w kosmetykach i jak inaczej odpowiednio nawilżyć skórę? Odpowiedź jest zaskakująca – i nie ma nic wspólnego z dostarczeniem wody od wewnątrz.

Przenikanie wody przez barierę naskórka

Zacznijmy od tego, w jaki sposób funkcjonuje nasza skóra.

woda w kosmetykach

Skóra hamuje także ucieczkę wody z wnętrza organizmu oraz zapewnia ochronę przed wodą z zewnątrz. Gdyby każda woda mogła przenikać przez barierę skóry, doszłoby do jej pęcznienia w trakcie chodzenia w deszczu, czy podczas kąpieli. Nie dzieje się tak, ponieważ normalna woda połączona w skupiska cząsteczek H2O, nie przenika przez barierę jaką stanowi skóra człowieka.

Najwięcej problemów skórnych takich jak utrata elastyczności czy miękkości, spowodowanych jest odwodnieniem. Na szczęście jest sposób na to, by woda zawarta w kosmetykach mogła sprytnie przedostać się do wnętrza komórek.

‚Nano woda’

Podczas wieloletnich badań naukowcom udało się odwrócić proces łączenia cząsteczek w klastry. Proces deklastracji umożliwia wodzie przenikanie przez barierę skóry.  Razem z tym odkryciem, narodziła się nowa technologia – NanoFuture. Firma LAB ONE, producent innowacyjnych kosmetyków, opartych na technologii cząsteczki wody, jest niekwestionowanym pionierem w wykorzystaniu nanotechnologii w kosmetyce.

Woda użyta do  produkcji kosmetyków LAB ONE, poddawana jest w warunkach próżni działaniu rezonansu niskotemperaturowej plazmy (RNP). Rezonans ten przenoszony jest na skupiska cząsteczek wody i powoduje stopniowe oddzielanie się pojedynczych molekuł. Zatem ta innowacyjna technologia pozwala na rozbicie klastrów do pojedynczych cząsteczek H2O.  Pojedyncza cząsteczka ma wielkość 1nm (nanometr). Struktura zdeklastrowanej wody odpowiada formie wody, jaka istniała na Ziemi pierwotnie, przed milionami lat.

„Nano woda” ma szczególne właściwości. Okazało się, że taka udoskonalona woda ma dużo większe możliwości do przenoszenia i rozpuszczania substancji aktywnych (rozpuszcza nawet do 40% więcej związków niż woda w przyrodzie, w tym substancje standardowo nierozpuszczalne w wodzie, np. lipidy). Był to kosmetyczny strzał w dziesiątkę.

Mały rozmiar cząsteczki pozwala na lepszą penetrację niż w przypadku zwykłej wody. Zdeklastrowana woda potrafi przeniknąć do każdej komórki, zapewniając nawilżenie również w głębokich warstwach skóry. Co ciekawe, pozytywne efekty są większe, nawilżenie stymuluje naturalne funkcje naprawcze skóry – ponieważ pomaga w usuwaniu toksyn oraz zabezpiecza skórę.

woda w kosemtykach

 

Zdeklastrowana woda zapewnia niezwykle ​wysoką wchłanialność substancji aktywnych zawartych w preparatach LAB ONE. Odkrycie wody zdeklastrowanej oraz opracowanie receptur kosmetyków na niej bazujących zaowocowało przyznaniem tym produktom szeregu nagród na arenie międzynarodowej, a także na rodzimym rynku.

Nanotechnologicznie opracowana woda znajduje się w kosmetykach LAB ONE. Zobaczcie koniecznie, co ta marka, ma wam do zaoferowania.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Firma LAB ONE chcąc zapewnić maksymalne działanie składników aktywnych zawartych w kosmetykach sięgnęła po technologię przyszłości NanoFuture Technology. Oparte na niej produkty LAB ONE wykorzystują wodę o pojedynczych cząsteczkach wielkości zaledwie 1 nanometra. Dodatkowa obecność tlenu utrzymuje te cząsteczki w takiej odległości, aby niemożliwe było łączenie się ich w większe skupiska.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Zastosowanie takiej technologii pozwala na przenikanie kosmetyku przez barierę naskórka. Zawartość tlenu zwiększa wchłanialność zarówno wody, jak również substancji aktywnych użytych w produktach gwarantując korzystny wpływ preparatów LAB ONE na odnowę skóry twarzy, ciała oraz włosów.


Artykuł powstał we współpracy z Lab One


Zobacz także

Makijaż sylwestrowy musi być wyjątkowy… To chyba jednak przesada. Co sądzicie?

Regulamin akcji #ŁapENDORFINY

Makaron z sosem szynkowym