Związek

Jak nisko trzeba upaść, żeby w związku być zazdrosną o psa?!?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
24 lutego 2018
Fot. iStock/Drazen Lovric
 

Mam znajomą, nazwijmy ją K., która zawsze pakuje się w hmm, delikatnie mówiąc, po*ebane związki. No kurde nijak nie wyciąga wniosków. Był już gość kleptoman, facet, który twierdził, że jest trzeźwym alkoholikiem, ale tej trzeźwości jakoś widać po nim nie było. Był jeszcze hipochondryk. I oczywiście maniak seksu, który zdradzał ją na prawo i lewo. Eh. Szkoda gadać. A to fajna laska, mądra, ładna, dowcipna, tylko ci faceci.

Ale jakiś czas temu coś się zmieniło. Zadzwoniła tajemniczym głosem oznajmiając, że to jest to. Że w końcu jest normalny facet. Skąd wie, że normalny? Bo sprawdziła. Nauczona doświadczeniem potrafiła już wyczuć kłopoty (no, czasami). Pracował w jakimś korpo, był dyrektorem w garniturze, ale podobno mega dowcipnym i popołudniami wyskakującym z marynarki i spodni w kant – jeżdżący na rowerze, lubiący dobre kino i niezłe wino. Hm. Może faktycznie. Po rozwodzie, jedno dziecko, o byłej żonie nie mówił źle, wręcz przeciwnie ciepło i bez zaciętej zawiści. Może trochę drętwy w towarzystwie, mało otwarty, ale w końcu to nie ja miałam z nim spędzać czas i ewentualnie planować jakieś wspólne życie.

O tak, K. jest mistrzynią planowania. Zastanawiała się, kiedy razem zamieszkają, jak będzie wyglądać ich codzienność – razem. Ale do tego razem jemu zupełnie się nie spieszyło. Znajdywał zawsze jakąś wymówkę – jego mieszkanie za małe, z jej zbyt długo dojeżdżałby każdego dnia do pracy. Trzeba by było jakiś kompromis wypracować, jednak dość trudno było go znaleźć. Ale ona zakochana, że on mądry, uroczy, że jest dla niej inspiracją, przy nim czuje się wyjątkowo. I tak rok. Rok bez konkretnych deklaracji, takie życie od spotkania do spotkania, od weekendu do kolejnego. On trochę jakby wycofany, ona lekko przerażona tym faktem. Namówiła go na jedno – kupno psa. Zawsze chciał mieć, nigdy nie wiedział jakiego, więc w końcu rasową psinę wybrali wspólnie, a on szczęśliwy zabrał ją do domu. Samą, bez znajomej. K. dalej osobno.

Nie wytrzymała – dzwoni: „Ja pie*dole, stara, jak nisko trzeba upaść, żeby być zazdrosną o psa?”. Nie bardzo wiedziałam, o co chodzi. Więc szybko mi streściła. Że choć półtora roku związku za nimi, to ona jest w czarnej dupie. Stoi w miejscu, nic się nie dzieje, nie wie, do czego to prowadzi.

– No dobra, ale o co chodzi z tym psem?

– Elza.

– Tak się nazywa?

– Tak.

Elza to oczko w głowie faceta. Zwariował na jej punkcie.

– Wiesz, to jest takie urocze, że on ją tak bardzo kocha – słyszę. Oho, zaczyna się. Elza mieszka częściej u K., bo ona ma blisko park, łatwiej jej wyjść z nią na spacer.

– Jak to u ciebie?

– No wiesz, on nie ma czasu, praca, później rowery, więc ona jest u mnie w tygodniu. Poza tym cieszę się, że mogę się nią zajmować, bo to tak jakbym na co dzień była bliżej niego.

Hę? No tak Elza, to przedłużenie ich związku, jedyna namacalna rzecz, która tak naprawdę ich łączy, która sprawia, że się w ogóle spotykają i mają pretekst do rozmów. Gdy K. chce, żeby do niej zadzwonił, pisze do niego: „Opowiem ci, co dzisiaj zrobiła Elza”. I dzwoni. Gdy wysyła jej zdjęcie, on pisze: „Miłość mojego życia” – pies, nie K.. Zachwyca się nóżkami, pupą Elzy. – On tak o niej pięknie mówi, jakby o mnie trochę. Bo o mnie to ona tak nigdy…

Sikam. Płaczę ze śmiechu. Jak to pies. Co za absurd. – Ale jaki on dla niej potrafi być taki dobry i czuły, to znaczy, że jest wrażliwy i potrafiący mocno kochać – ona ciągnie, ale obie już rżymy.

– A kiedy mówi o jej pięknych oczkach, to tak jakby dotykał moich powiek – mówi.

– Pewnie byłby cudownym ojcem, skoro tak o nią dba – dodaję.

Buc, w garniturze, z psem, którego oddaje swojej dziewczynie, bo nie ma dla niego czasu. Ale przecież to miłość jego życia – ten pies. Cudownie jest się zachwycać psiakiem, kiedy na spacer wyprowadzać nie musisz, kup po nim sprzątać na trawnikach, prawda? Wszystko w jego – faceta – idealnym świecie, pozostało idealne. A już na pewno on sam w swoich oczach. Praca, hobby, pies – miłość życia i kobieta, którą trzyma wystarczająco na dystans, żeby nie burzyła mu jego spokoju. Jej nie powie, że pięknie wygląda. Raczej czepia się jej włosów, nowej sukienki i jeszcze zarzuca K., że jest zaborcza, bo zbyt często chce się z nim spotykać… Dobrze, że jest pies…

– Ku*wa jestem zazdrosna o psa… Czujesz? No na szczęście nie czuję i nigdy czuć nie musiałam. Ale w takim związku, gdzie facet dba najbardziej o czubek własnego nosa, a na czułości stać go tylko w stosunku swojego psa, którym – to ważne – nie zajmuje się na co dzień, to co pozostaje? Pytanie retoryczne rzucone w powietrze… jak piłka dla psa.


Związek

„Vogue” w Polsce i kolejna wiosna. Czy przyjdzie punktualnie?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
25 lutego 2018
Fot. iStock/jacek_kadaj
 

To było tego roku, kiedy „Vogue” wydał w Polsce swój pierwszy numer. Na okładce został uwieczniony Pałac Kultury i Nauki w Warszawie, dwie słynne modelki oraz czarna wołga.

Podobno fotka została zrobiona iPhonem i nie poddano jej żadnej dodatkowej obróbce graficznej.

Tamtej zimy sierść naszego psa nagle wyblakła i zszarzała a Wrocław wygrał światowy ranking na najbardziej zanieczyszczone smogiem miasto (podobno pobił nawet Pekin).

Na olimpiadzie w Korei szalał wirus żołądkowy ale ludzie tutaj gromadzili się w różnych ciepłych i pełnych sztucznego światła miejscach. Zapalali świeczki i rozmawiali o książkach, miłości i życiu.

Na początku marca władza zamknęła w niedzielę galerie handlowe – nie można już było pod pretekstem zakupu zapachowego świecznika ogrzać się klimatem szwedzkiego hygge.

Do jednego z programów w Trójce został zaproszony zawsze młody Krzysztof Ibisz, a prowadzący wiceprezes trójki Mariusz Cieślik wyznał, że chciałby w telewizji oglądać więcej kobiet w negliżu, bo podobno mamy w tej dziedzinie spore osiągnięcia. (Hehe)

Zresztą i tak w radio cały czas podawano tylko optymistyczne informacje.

(A w stacji obok w ramach miłości w Zakopanem to nawet polewano się szampanem)

Gdzieś tam na drugim końcu świata świeciło słońce – myślałam sobie stojąc w zielonej czapce na głównej ulicy w Gliwicach i ogrzewając się kubkiem kawy z Mc Donalda.

Minęła mnie właśnie grupa biegaczy. Uśmiechnęłam się do nich ale nie odwzajemnili uśmiechu. Ich twarze szczelnie zasłaniały maski.

Ale nagle jedna z osób z biegającej grupy odłączyła się od reszty. Wbiegła na sam środek ulicy. Przejeżdżająca właśnie czarna wołga zatrzymała się w ostatniej chwili z piskiem opon. Biegacz jednym ruchem zrzucił maskę i zaczął mocnym głosem śpiewać. Alleluja!

I wtedy zaczęli dołączać inni biegacze. A potem też przypadkowi przechodnie.

Starsza pani przechodząca właśnie obok mnie odrzuciła gwałtownym ruchem torebkę, zerwała z głowy moherowy beret i pobiegła za teraz już całkiem sporą grupką uciekinierów.

Dobrze, że wiosna, na którą wszyscy tak czekali, przyszła tamtego roku niezwykle punktualnie.

Katarzyna Szota-EksnerKatarzyna  Szota – Eksner prowadzi szkołę jogi Yogasana, współtworzy Sunday is Monday oraz gliwicki Klub Książki Kobiecej. Jak Polska długa i szeroka namawia kobiety do szukania (mimo wszystko!) siły w sobie. Dziewczyna ze Śląska, wegetarianka, felietonistka i feministka.


Związek

„Przetrwamy to”… i inne kłamstwa, które sobie wmawiamy, gdy związek się rozpada

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
24 lutego 2018
Fot. iStock/martin-dm
Następny

Bardzo często nie potrafimy pogodzić się z tym, że nasz związek się rozpada. Oszukujemy sami siebie, mówiąc, że to tylko chwilowy kryzys, że wszystko minie, jakoś się wyprostuje. Skąd wiadomo, że to tylko wymówki? Bo nic z tym nie robimy. Stajemy się jakby cichymi obserwatorami naszego związku, który nieuchronnie chyli się ku upadkowi. Nie możemy udawać, że tego nie widzimy, więc zagłuszamy swoje niepokoje i nie podejmujemy żadnych działań, a jedynie usypiamy swoje wyrzuty sumienia, wmawiając sobie pewne kłamstewka. Czasem mówimy je na głos. Czasem te stwierdzenia padają z ust partnera. Co sobie wmawiamy, gdy nie chcemy przyjąć do wiadomości, że związek właśnie się kończy?

„Przetrwamy to”

Jasne, w każdym związku są dobre i zły chwile. Napotykamy na przeszkody i problemy, nie potrafimy się dogadać. Czasem jednak czujemy, że jest coś nie tak. Że te kłótnie nas nie umacniają, a tylko oddalają nas od siebie. Widzimy, że jest coraz gorzej. To już nawet nie jest forma „beznadziejnie, acz stabilnie”, to już jest równia pochyła. My natomiast, zamiast pogodzić się z tym, co się dzieje, mówimy sobie, że to przetrwamy. Że sprawy jakoś się ułożą. Musisz być wobec siebie szczera. Ale także wobec swojego partnera. Toksyczne relacje, które sprawiają wam ból, nie mają racji bytu. Im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla was obojga.

„To tylko taka faza”

Czasem wydaje nam się, że związek przechodzi właśnie przez jakiś trudny etap. Co więcej, głęboko wierzymy, że wszystkie związki muszą przejść przez pewne fazy, by się wzmocnić. Nie zawsze tak jest. Owszem, należy walczyć, próbować naprawiać to, co się między wami dzieje, ale jeżeli ta „zła faza” trwa zbyt długo, może właśnie jest to ostatnia faza, którą macie razem przejść i która ma wam uświadomić, że lepiej się rozstać.

„Za bardzo się kochamy, żeby się rozstać”

Miłość zawsze jest najlepszą wymówką, że nie odejść z toksycznego związku. Wydaje nam się, że miłość wszystko naprawi, pokona wszelkie problemy. Nie potrafimy zostawić człowieka, którego kochamy, nawet jeśli nasze relacje sprawiają nam więcej cierpienia niż radości. Zdrowy związek potrzebuje zaufania, szacunku i wielu innych rzeczy, by przetrwać. Sama miłość tutaj nie wystarczy. To nie jest cudowne remedium na wszelkie bolączki.

Strona 1 z 2
Czytaj dalej…

Zobacz także

7 sygnałów niewierności partnera. One powinny cię zaniepokoić

Kiedy partner, który miał być bratnią duszą zamienia twoje życie w piekło

A może w końcu przyszedł czas, żebyś była szczęśliwa w związku, zamiast czekać, aż ktoś inny cię uszczęśliwi?