Związek

Kłótnie nie zawsze są złe. Mają swoją anatomię i wiele mówią o naszym związku

Redakcja
Redakcja
24 maja 2021
Photo by Ayo Ogunseinde on Unsplash
 
Kłótnie nie zawsze są złe. Często oznaczają, że nam zależy, że próbujemy załatwić coś istotnego. Ale kłócić się trzeba umieć – w przeciwnym razie stają się destruktywne. Sprawdź, co o anatomii kłótni mówi psycholog Marta Wróbel-Rakowska z Centrum Terapii Dialog.

Kochamy się, jesteśmy razem, a jednak się kłócimy. Dlaczego?

Najczęściej kłócenie się jest sposobem na wyrażenie emocji takich jak gniew i złość. Czasami powodem kłótni są emocje i stres w ogóle niezwiązane z sytuacją, o którą się kłócimy, czy z naszym związkiem. Tak się dzieje, gdy w ciągu dnia zbieramy i przeżywamy różne emocje, napięcia i z całym tym bagażem docieramy do domu. On tam nie znika. Radzimy sobie z nim na różne sposoby. Zdarza się, że w sposób konstruktywny i zdrowy – na przykład bierzemy kąpiel, uprawiamy sport, ale czasem robimy też mniej pożyteczne rzeczy i jedną z nich jest kłótnia, która bywa najszybszym i dość łatwym sposobem wyładowania napięcia.

Zwykle jednak, kiedy się kłócimy, to znaczy, że coś jest dla nas ważne, na czymś, na kimś nam zależy. W relacji często kłócimy się dlatego, że chcemy, aby nasz związek był „jakiś”, np.  czuły, romantyczny albo pełen przygód. Ponadto zwykle chcemy, aby był idealny i na początku nawet taki nam się wydaje. Ale z biegiem czasu okazuje się, że wcale nie jest idealnie i nasze marzenia się nie spełniają. Pojawia się więc złość, zaczynamy walczyć o nasze niezaspokojone potrzeby. Nie zawsze jednak jasno zdajemy sobie sprawę, czego nam tak naprawdę brak, czego potrzebujemy lub czego byśmy nie chcieli.

Czy kłótnie są lepsze niż ich brak?

Najczęściej tak. Jeżeli się kłócimy, to znaczy że nam zależy. Próbujemy coś z tym zrobić, więc jest to element działania. Oczywiście zdarza się, że kłótnie są destrukcyjne – jeśli jest ich za dużo, jeśli w trakcie dzieją się rzeczy, które niszczą relację, np. krytyka, poniżanie drugiej strony. To nie prowadzi do niczego dobrego. Warto zdawać sobie sprawę z tego, że kłótnia może być energią dającą szansę na to, żeby otworzyć się przed partnerem i zakomunikować coś ważnego, pokazać – nie tylko za pomocą słów, ale też emocji i zaangażowania.

Ale kłótnie nie zawsze są dobre…

Oczywiście, nie każda kłótnia przynosi coś dobrego. Te niedobre często są wynikiem tego, że nie umiemy mówić o swoich potrzebach i pragnieniach. Pokazują, że mamy kłopoty w komunikacji. Kiedy czujemy, że tak jest, warto przyjrzeć się, o co tak naprawdę nam chodzi.

Bo czasami nie bardzo zdajemy sobie sprawę z tego, co jest dla nas ważne. Często kłótnie dotyczą rzeczy, wydawałoby się, błahych, na przykład nieposprzątania po kolacji. Czasem warto się zastanawiać, z czego ta kłótnia wynika, dlaczego te wydawałoby się – proste do rozmowy tematy – wcale w tej najbliższej relacji takie nie są.

Jak możemy się tego dowiedzieć?

Kiedy nie możemy dojść do porozumienia, czy idziemy dzisiaj do knajpy z włoskim czy z hinduskim jedzeniem, albo czy pójdziemy na rower, czy popływać i zaczynamy się o to kłócić, a ta kłótnia eskaluje, to warto zatrzymać się i zastanowić się dlaczego tak jest.

Świetne efekty daje metoda porozumienia bez przemocy. To sposób komunikowania się, którego twórcą jest Marshall Rosenberg. Polega na skupieniu uwagi na uczuciach i potrzebach własnych oraz rozmówcy, a posługuje się także specyficznymi formami języka, co pozwala na ograniczenie możliwości wystąpienia przemocy w dialogu.

Taki empatyczny wobec siebie i partnera sposób komunikacji ma doprowadzić do pojednania, do rozwiązania konfliktu, przy jednoczesnym pozostaniu uważnym na własne potrzeby oraz emocje.

Jak to się odbywa?

Pierwszym szalenie ważnym etapem jest skupienie się na sobie, przyjrzenie się sytuacji, temu, co ja w danym momencie/sytuacji czuję, czego ja potrzebuję. Więc gdy kłócimy się na przykład o urlop – w górach czy nad morzem i mamy poczucie, że nigdy nie możemy dojść w tej kwestii do porozumienia, że utknęliśmy we wzajemnej złości i żalu, że druga osoba nie chce nam dać tego, na czym nam zależy, że coś na nas wymusza, to przyjrzyjmy się najpierw temu, jakie potrzeby stoją za tym, że tego chcemy. Jeśli moją propozycją był wyjazd nad morze i o to walczę i nie chcę odpuścić, to jaka potrzeba za tym stoi? Co się ze mną dzieje, kiedy myślę o wyjeździe nad morze, jakie mam skojarzenie z tym miejscem, wspomnienia, wyobrażenia o tym wyjeździe? Niewykluczone, że w rezultacie zobaczę wtedy, że oprócz złości na partnera czuję na przykład jakąś tęsknotę, może potrzebuję odpoczynku, spokoju, ciszy zwolnienia tempa i czuję, że właśnie tam to osiągnę. Kiedy to sobie nazwę, łatwiej będzie mi wyjść z takim komunikatem do partnera i pokazać mu, o co mi tak naprawdę chodzi.

Wtedy jest czas na kolejny krok – przyjrzenie się temu, czego potrzebuje partner. Może jemu zależy na aktywności, ruchu, na jakimś rodzaju zabawy,  działaniu.

Jeżeli zdamy sobie sprawę z tego, jakie potrzeby związane są z tym, o co walczymy, to okazuje się, że łatwiej jest się dogadać i porozumieć. Chodzi o to, żeby się nawzajem słuchać. Warunkiem jest wrażliwość na to, co druga osoba mówi i zrozumienie. Znacznie łatwiej jest się porozumieć, kiedy rozmawia się o swoich potrzebach. Trudno zaś wtedy, gdy koncentrujemy się na obwinianiu i oskarżaniu drugiej osoby o to, że nie daje nam tego, czego chcemy.

Jednymi z najczęstszych są kłótnie o podział obowiązków domowych. Czy za nimi też kryją się jakieś potrzeby?

W każdej parze taka kłótnia może dotyczyć czegoś innego i ważnego. Warto pamiętać, że znaczenie ma też to, z jakimi doświadczeniami wchodzimy w związek, zarówno z domu rodzinnego, jak i poprzednich relacji. Wyobrażenie podziału obowiązków często wiąże się z przekonaniem co do najlepszego modelu, często tego z domu rodzinnego. Ale doświadczenia partnerów mogą się znacznie różnić: czyli na przykład u mnie w rodzinie było tak, że mama nie pracowała i zajmowała się domem, a tata pracował i w związku z tym nie brał na siebie obowiązków domowych, zaś partner pochodzi z domu, w którym to właśnie ojciec przejął na siebie obowiązki domowe, a matka zajmowała się pracą zawodową, albo dzielili się tymi obowiązkami po równo. Jeśli więc mamy różne doświadczenia i wspomnienia z domu rodzinnego, a także różne oczekiwania, to robi się kłopot.

W takiej sytuacji pomóc może uświadomienie sobie, z czego wynika moje przekonanie, którego się tak sztywno trzymam, a potem odpowiedź na pytanie, czy naprawdę tak musi być w mojej relacji. Uświadomienie sobie odpowiedzi na nie sprawi, że będę skłonna bardziej otworzyć się na to, czego chce partner. Trzeba się nawzajem posłuchać i usłyszeć, jak kto sobie wyobraża podział obowiązków, a potem uzgodnić, jak ma wyglądać to u nas.

Najlepiej oczywiście zrobić to na początku wspólnego zamieszkania, choć częściej nie uzgadniamy takich rzeczy, bo jesteśmy przekonani, że jakoś to będzie albo pewni, że partner ma dokładnie taką samą wizję relacji i podziału obowiązków jak ja. Potem okazać się może, że wcale tak nie jest. Mamy więc wizję związku idealnego, w którym wiele rzeczy układa się samo, życie jednak weryfikuje takie wyobrażenia i często jednak trzeba wiele spraw dogadać. To może pomóc uniknąć wielu trudnych sytuacji później.

Taką rozmowę można odbyć na każdym etapie związku, nie ma tak, że potem już nie wypada wracać do tego tematu. Kiedy zauważamy, że coś jest nie tak potraktujmy to jako impuls do rozmowy i uzgodnienia jak to ma wyglądać. Może taki podział obowiązków rozwiąże część naszych problemów. To, jak się poczujemy po takiej rozmowie, będzie dla nas sygnałem, czy naprawdę o to chodziło.

Co jeszcze może kryć się pod złością na przykład o rozrzucone na podłodze skarpetki?

Czasami jest to tylko złość, że znowu skarpetki leżą na ziemi, a nie w koszu na brudną bieliznę. Ale czasami ta bardzo prozaiczna sytuacja może wiązać się z dużo ważniejszymi tematami. Kiedy na przykład widzę, że mój partner nie zmywa po sobie naczyń albo ogląda wieczorem telewizję zamiast położyć się ze mną do łóżka, może to przywoływać skojarzenia z jakimiś doświadczeniami z przeszłości. I zamiast zwykłej złości na to, że tak postępuje poświęcamy tej sytuacji o wiele więcej uwagi niż to warte, np. wyobrażamy sobie, że nasz partner nie dba o nas, nie szanuje nas, nie kocha.

Jeśli miałam w przeszłości takie doświadczenie z rodziną, że czułam się tam nieważna, pomijana, to wtedy łatwo mi pomyśleć, że taki niepozmywany talerz znowu oznacza, że nikt się ze mną nie liczy, jestem nieważna dla swojego partnera. Jeżeli byłam traktowana w sposób agresywny, to mogę to odbierać wręcz jako wrogość albo złośliwość.

Jednak jeśli miałam dobre relacje z bliskimi, dom, w którym byłam słuchana, gdzie moje potrzeby były spełnione, wtedy najczęściej widzę tylko brudny talerz, a nie wyraz braku zaangażowania, pogardy czy złego traktowania.

Jak zacząć rozmowę i nie wywołać  kłótni, kiedy mamy w sobie dużo złości w związku z jakąś sytuacją, gdy jesteśmy zawiedzeni zachowaniem partnera?

Kłótnie są potrzebne, ale takie, w których wyrażamy naszą złość i gniew, a nie takie, w których stajemy się agresywni, przymuszamy i dominujemy drugą osobę. Jeśli oprócz gniewu towarzyszy nam w kłótni rozczarowanie, zawód, to najczęściej okazuje się, że partner albo ten związek czegoś istotnego nam nie daje.

Zawód to uczucie większego kalibru niż sama złość czy gniew, dlatego ważne jest, żeby próbować o tym rozmawiać i wyjaśnić. Tylko to zwiększy szanse na to, że coś się zmieni.

Pierwszym punktem jest sprawdzenie, co wywołało zawód, co to za sytuacja lub zachowanie wywołuje u nas takie uczucie. Np. chcemy umówić się popołudniu na randkę, a partner mówi, że musi zostać dłużej w pracy.  Jeśli oprócz zwykłego rozczarowania odczuwam wtedy złość, smutek i zawód, to dobrze jest sprawdzić, jak interpretuję to zachowanie mojego partnera i jakie moje zawiedzione potrzeby stoją za tymi emocjami. Może to potrzeba bliskości, pobycia tylko razem, a może poczucie odrzucenia? Jeśli już mam te informacje, to mogę skierować do swojego partnera prośbę w tej sprawie. I to leży po mojej stronie, a nie partnera, żeby swoje uczucia i potrzeby zakomunikować, a na dodatek poprosić o coś. Bywa to oczywiście bardzo trudne.

A co, jeśli on na to nie odpowie?

Robi się kłopot. Bo to, co jest ważne w tym momencie, to żeby bliska osoba odpowiedziała tym samym – wyrażeniem swoich uczuć i potrzeb.

Powody odwołania randki mogą być różne – może partner jest bardzo zestresowany pracą, może musi czegoś dopilnować i dlatego odmawia lub ciągle przekłada randki. Ale może powód dotyczy związku, w którym coś nie gra i partner unika konfrontacji. Warto w tym momencie zaznaczyć, że jeśli pojawia się problem, to możemy się kłócić i walczyć, ale możemy też się wycofywać. To jest inny sposób radzenia sobie z czymś, czego nie chcemy. Często nawet sobie tego nie uświadamiamy.

On nie mówi, że coś mu przeszkadza, a my tego „nie zauważamy”?

Dokładnie. To bywa trudne, bo w związku z kimś, kto jest nam bardzo bliski, chcielibyśmy najwięcej dostać, ale też jednocześnie najbardziej boimy się odrzucenia, boimy się odsłonić. Nikt nie może nas tak bardzo zranić, jak ta najbliższa nam osoba. Powiedzenie: „To zachowanie mnie zabolało, przeszkadza mi, boję się ciebie stracić albo brakuje mi czegoś, czuję się niepewny” – bywa tak trudne, że czasami potrzebna jest pomoc terapeuty. Wtedy warto się po nią udać.

Kiedy czujemy, że nie wszystko jest tak, jak sobie wymarzyliśmy, powinniśmy dążyć do idealnego związku?

Do idealnego nigdy. Warto nie tracić nadziei na bliskość, nawet kiedy czasami nie uda nam się dogadać. Dobrze jeśli zdajemy sobie sprawę z tego, co jest nie tak, bo wtedy mamy szansę coś z tym zrobić. Jeśli te „niedogadania” nie są nadmiarowe, jeśli raz traci jedna osoba, raz druga, to można zaakceptować, że nasz związek nie zawsze da nam to, czego oczekujemy i że nie jest idealny. To nic złego. Związek z założenia nie jest idealny i jeśli pogodzimy się z tym i pożegnamy z tą iluzją, będzie nam łatwiej. Można mimo to mieć poczucie szczęścia i spełnienia.

Inaczej jest, kiedy zawsze tylko jedna osoba musi z czegoś rezygnować, coś poświęcić – taka nierówność bardzo szkodzi związkowi.

Co zrobić, gdy w czasie kłótni zaczynamy obwiniać  się o błędy i sytuacje, które popełniliśmy w przeszłości?

Najlepiej, aby kłótnia dotyczyła konkretnie tej jednej rzeczy, jednej sytuacji, jednego wydarzenia, jednej sprawy, a nie była kłótnią o wszystko, co się wydarzyło wcześniej. Tylko wtedy ma szansę doprowadzić do rozwiązania, a nie pozostawić nas w poczuciu złości.

Dobrze się trzymać tej zasady, choć to może być trudne. Bo kiedy się kłócimy, często nagle przypominają nam się wszystkie złe momenty z przeszłości naszej relacji. Tak działa nasz mózg, to jest takie nasze ewolucyjne przystosowanie, że trudne, bolesne momenty zapamiętujemy lepiej – ma nas to motywować do ucieczki w sytuacji zagrożenia. I wtedy łatwo o niesprawiedliwe słowa „ty nigdy…”, „ty zawsze…”.

Z pomocą może przyjść tu nasza głowa, żeby próbować namawiać siebie samego, aby tego nie robić. Ale warto też wyciągnąć wnioski, że jeżeli jakiś temat wraca do nas tak często, a z nim złe emocje, to zwykle jest to coś ważnego, co nie zostało odpowiednio rozwiązane, zadbane. Nasze rozczarowanie, żal, który mieliśmy o tę sytuację, nie zostały do końca przepracowane, przeżyte, nazwane. Być może nie dostaliśmy od naszego partnera tego, na co liczyliśmy w tej sytuacji. Może zrozumienia, przeproszenia, albo po prostu wysłuchania. Może jednak warto wrócić do tej sytuacji, bo dotyczy czegoś  głębszego w naszej relacji.

Czasem po prostu nie umiemy odpuścić, wybaczyć…

Tak, i nosimy w sobie te krzywdy, które ciągle do nas wracają. To może być problem w relacji, ale może to być też jakiś nasz problem osobisty, którym warto się zająć bardziej indywidualnie.

Bo może partner nie dał nam tego, co w tej sytuacji było nam potrzebne: nie przeprosił nas za to, źle zareagował. Ale może mam złe doświadczenia z przeszłości, jakieś silne zranienia, które teraz sprawiają, że każda nowa krzywda zostaje we mnie bardzo mocno i choć dostanę to, co powinnam w takiej sytuacji, nadal nie mogę wybaczyć.

W każdym razie jeśli coś do nas często wraca, to jest to sygnał, że chodzi o coś ważnego. Powinniśmy wtedy usiąść z partnerem i porozmawiać, dlaczego to tak często wraca, o co w tym chodzi. Powinniśmy zajrzeć w swoje uczucia, we wspomnienia, przyjrzeć się skojarzeniom i powiedzieć partnerowi wprost: ja potrzebowałam wtedy od ciebie tego czy czegoś innego i tego nie dostałam, porozmawiać o tym, dlaczego tak się stało i dlaczego to w sobie noszę.

Co zrobić w sytuacji, gdy jeden z partnerów podczas kłótni zamyka się  w sobie i nie chce rozmawiać?

To jest bardzo trudne i dość częste. Terapeutka Sue Johnson, która zajmuje się terapią skoncentrowaną na emocjach nazywa taki wzorzec relacji „polką protestacyjną”. Według niej jest kilka wzorców bycia w relacji. Najczęstsza jest taka, kiedy szukamy winnego i nawzajem obwiniamy się i walczymy ze sobą.

Kolejny, gdy oboje się wycofujemy, nie komunikujemy się  ze sobą, nie mówimy o tym co nas boli, dotyka, złości i odsuwamy się od siebie.

I następny to właśnie polka protestacyjna, która polega na tym, że jedna osoba walczy, domaga się czegoś, chce ustaleń, a druga się wycofuje, co najczęściej wywołuje jeszcze większą złość u tej pierwszej osoby i jeszcze większe wycofywanie się jej partnera. Takie wycofanie jest bardzo często reakcją obronną na atak. Nie umiemy sobie radzić ze złością, która nas dotyka, często  ma to korzenie w przeszłości  i teraz powielamy taki wzorzec.

Paradoks polega na tym, że im bardziej jeden partner naciska, tym bardziej drugi się wycofuje. A im bardziej ten drugi się wycofuje, tym bardziej pierwszy naciska. I mamy błędne koło.

Co więc zrobić żeby z tego wyjść?

Często osoba atakowana myśli: „Skoro ona/on mnie rani, atakuje, ciągle jest ze mnie niezadowolona/y, jedyne co mogę zrobić to odsunąć się”. A ta druga ma przekonanie: „Muszę naciskać, wymuszać jakąś reakcję, bo on/ona ciągle nie reaguje”. Trzeba wtedy zajrzeć głębiej. Często osoba, która walczy, robi to dlatego, że kocha, że jej zależy i taki ma sposób domagania się tego czego potrzebuje, np. poczucia bezpieczeństwa czy uwagi. I równie często ta druga osoba także chce tego samego, ale tak bardzo boi się to pokazać i tego że może zostać zraniona, że woli się odsunąć, aby nie odczuwać bólu. Jeżeli udrożnimy komunikację między sobą najczęściej udaje się dogadać. W rozmowie najlepiej skupiać się jednak na sobie, a nie na partnerze.

Jak to?

Bo to, co nas pozytywnie wzmacnia, napędza, nakręca, gdy mamy dużo złości w sobie, to mechanizm szukania winnego. Dlatego, gdy złoszczę się, kiedy partner milczy, gdy znowu nie wrócił do sypialni na noc, najczęściej krzyczę na niego z tego powodu. A on właśnie wtedy się wycofuje i ucieka. Zamknięte koło.

Trzeba się zastanowić się, co ja takiego czuję, czego się boję, że unikam. A kiedy czuję złość, próbować dotrzeć do tego co jest pod tą złością. Najczęściej są to obawy o to, że ktoś nas zrani, że coś stracimy, że nie będziemy blisko, że nie będziemy ważni dla drugiej osoby. Jeśli dotrzemy do tej obawy, to mamy już drogę do tego, żeby zacząć o tym mówić. Jeśli powiemy o swojej obawie, to mamy szansę na to, że ta druga osoba nas zrozumie.

Można wyjść z narastającej kłótni?

Dobrze jest się zatrzymać. Oczywiście zależy to od naszych temperamentów i naszego wyposażenia neurologicznego. Bo możemy być „gorącymi” osobami, u których to napięcie szybko narasta i szybko je wyładowujemy. Wtedy rzeczywiście może dochodzić do eskalacji kłótni, która doprowadza do wzajemnego ranienia się i dewastacji związku.

Osoba z gorącym temperamentem może szukać metod zatrzymania się. Liczymy do 10, wychodzimy z pokoju na pięć minut albo czasami na dłużej. Ale zawsze zapowiadamy to drugiej osobie, żeby nie uznała, że uciekamy. Zresztą, jeśli zauważamy taki problem, warto ustalić zasady kłótni wcześniej. Możemy przecież powiedzieć drugiej osobie: „Jak poczuję, że już się we mnie gotuje i zaraz zrobię coś takiego, co zepsuje naszą relację, albo powiem coś, co zrobi spustoszenie, to muszę się zatrzymać, nie odbierz tego źle”. Można ustalić sobie jakieś hasło, które będzie oznaczało przerwę, ale nie dlatego, że ja się odwracam i nie chcę więcej rozmawiać, ale tylko dlatego, że nie chcę popsuć bardziej. Szukamy sposobów na wyciszenie się, skonfrontowanie z tym, co mnie aż tak wzburzyło. Kiedy to odkryję, idę krok dalej – szukam, jak to nazwać i jak zakomunikować to partnerowi, jakich słów użyć, by powiedzieć o swoich uczuciach i potrzebach. A więc studzę emocje i wracam do rozmowy, gdy poczuję, że jestem już spokojna.

Jeśli mamy dwoje takich złośników, to podczas kłótni pojawiają się burze z piorunami, które bardzo trudno jest okiełznać i zatrzymać, przy czym niektórzy to lubią. Bywa, że wyładowanie przynosi ulgę. Jeśli podstawą jest głęboka więź, takie gorące kłótnie nie muszą psuć relacji. Ale myślę, że takie wyładowania nie zastąpią prawdziwej, szczerej rozmowy, która potrzebuje lepszych warunków pogodowych. Oczywiście jest jeszcze trudniej, bo oni nawzajem mogą się nie rozumieć, choć są podobnie skonstruowani.

Znając siebie nawzajem można wiele dogadać, o ile jest szacunek dla partnera, także w czasie kłótni. Jeśli szanujemy się, chcemy poznać siebie nawzajem, jeśli chcemy się rozumieć i współpracować ze sobą, jest duża szansa, że zbudujemy dobry związek na lata.

Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl

Marta Wróbel-Rakowska, psycholog i psychoterapeutka,

Zajmuje się psychoterapią par, psychoterapią zaburzeń osobowości i nastroju, pracą z osobami, które wychowywały się w dysfunkcyjnych rodzinach (DDA i DDD), obecnie w Centrum Terapii Dialog. Ma ponad 12 lat doświadczenia pracy z pacjentami, które zdobywała m.in. w Warszawskim Domu pod Fontanną – ośrodku wsparcia dla osób doświadczających problemów zdrowia psychicznego, w Akademickim Ośrodku Psychoterapii Uniwersytetu Warszawskiego oraz Ośrodku Psychoterapii „Ogród” Instytutu Psychologii Zdrowia PTP. Ukończyła czteroletnie podyplomowe szkolenie psychoterapeutyczne w Szkole Psychoterapii Instytutu Psychologii Zdrowia akredytowanej przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie


Związek

Tomasz Jakubiak: dawno skończyła mi się lista życzeń, a syn jest wisienką na torcie

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
24 maja 2021
fot.materiały prasowe Canal+
 

Nie należę do osób, które mówią, że żyją w celibacie, nie piją, nie palą, a gdy światło zgaśnie i nikt nie patrzy zaczynają rozrabiać. Nie był to prosty związek, nie było momentu rozpędu i pierwszych randek. Od razu stanęliśmy na skrzyżowaniu i musieliśmy podjąć decyzję, co dalej. – opowiada kucharz, Tomasz Jakubiak, który dziesięć miesięcy temu został ojcem.

Klaudia Kierzkowska: Szybko zacząłeś zarabiać pieniądze na gotowaniu?

Tomasz Jakubiak: W gastronomi zacząłem pracować w wieku 16 lat, a mając 18 lat, kiedy wyprowadziłem się z domu, zacząłem utrzymywać się sam. Pracowałem w kilku miejscach jednocześnie i w gastronomii udawało mi się zarabiać więcej niż rodzicom. Poważniejsze pieniądze pojawiły się w momencie rozwoju telewizyjnego. Największe bum miało miejsce jakoś w 2013 roku. Od kiedy zaistniałem w mediach, moje życie wywróciło się do góry nogami. Ten, który mówi, że media nie pomagają, jest kłamczuszkiem. Nie tylko zacząłem zarabiać o wiele większe pieniądze, ale i życie codzienne stało się łatwiejsze. Media pomagają zarówno w rozwoju kulinarnym, jak i w życiu codziennym. Mam to szczęście, że od 10 lat prowadzę program, w którym mam bezpośredni kontakt z producentem i rolnikiem.

Dowiaduję się bardzo wielu ciekawych rzeczy, z którymi niejeden kucharz nie miał styczności. Niestety w restauracji, w życiu codziennym, nie mamy zbyt dużo czasu, żeby dowiadywać się przykładowo w jakich warunkach powstaje ser. Prowadzenie programu nie dość, że jest dla mnie przygodą życia, to umożliwia zdobycie naprawdę dużej wiedzy.

O jedzeniu potrafisz opowiadać godzinami. Skąd w Tobie taka pasja do gotowania?

Gotowanie jest powietrzem, którym oddycham, dlatego z taką łatwością mogę o nim opowiadać. Pierwsze zapisy na VHS dowodzą, że stałem się miłośnikiem gotowania już w wieku 8 lat. Ponadto w kamienicy, w której mieszkałem z rodzicami, Magda Gessler otworzyła swoją pierwszą restaurację w Polsce. Było to jedno z lepszych miejsc w kraju,
gdzie mogłem zobaczyć, jak przyrządza się jagnięcinę czy homary, a nie mielonego czy schabowego. Godzinami siedziałem na parapecie i podglądałem jak kucharze wyczarowują prawdziwe kulinarne dzieła sztuki. Szczerze, to tak 2-3 lata temu odkryłem, że to nie jest tak, że ja kocham gotować. Przyłapałem się na tym, że ja uwielbiam karmić i dawać szczęście swoim bliskim, przyjaciołom, znajomym.

Gotowaniem opowiadam o swoich podróżach, o tym co zobaczyłem i jakie nowe smaki poznałem. Jednak dla siebie samego nigdy nic nie ugotowałem, nawet wody na herbatę.

To co Ty jesz gdy zostajesz sam?

Gdy jestem sam i pracuję, zdarza mi się nawet dwa dni nic nie jeść. Piję tylko wodę. Jeżeli już jestem naprawdę głodny to albo jadę do znajomych do restauracji, albo po prostu zamawiam jedzenie. Polacy marnują zastraszające ilości jedzenia, wyrzucają produkty, nie wykorzystują resztek.

Żyjesz zgodnie z zasadami zero waste?

Wykorzystuję wszystko w 100 proc. i jestem niesamowicie wkurzony, bo rzecz o której marzyłem, stanęła na drodze religii, którą poruszam się w kuchni. Pojawił się niesamowity zgrzyt. Co mam na myśli? Lodówkę! Marzyłem o wielkiej, amerykańskiej, przeogromnej lodówce, do której włożę pół świni. Jebitna, dwudrzwiowa lodówka, dla pięcioosobowej rodziny. Kupiłem! Mam! I pojawił się problem, gotuję zero waste i lodówka jest niemalże pusta. Kupuję puszki i trzymam je w lodówce, żeby ją zapełnić.

Nienawidzę marnowania żywności, niezależnie od tego czy jest to ruch ogólnoświatowy, zero waste, czy jakkolwiek by tego nie nazwał. W domu zostałem nauczony, że kombinuje się na różne sposoby, przerabia jedzenie, ale nie wyrzuca. Hasło zero waste, nie potrzebne mi było do tego, żeby taką religię przyjąć i w taki sposób zacząć żyć.

Nie tak dawno stworzyłeś nowy związek. To była miłość od pierwszego wejrzenia, czy musiałeś do niej dojrzeć?

Z mamą mojego dziecka, Anastazją, poznaliśmy się bardzo dawno temu i ponownie spotkaliśmy bodajże w październiku 2019. Popełniłem wtedy straszną rzecz, bo zdradziłem swoją poprzednią partnerkę. Po upojnej nocy okazało się, że Anastazja jest w ciąży. Nasz synek ma teraz 10 miesięcy, a my spotykamy się ze sobą zaledwie kilka miesięcy dłużej. Oczywiście wstyd mi za to co zrobiłem, ale koniec końców jest mega. Jesteśmy cudowną parą, mającą cudownego syna. Widocznie tak miało być. Nie należę do osób, które mówią, że żyją w celibacie, nie piją, nie palą, a gdy światło zgaśnie i nikt nie patrzy zaczynają rozrabiać. Nie był to prosty związek, nie było momentu rozpędu i pierwszych randek. Od razu stanęliśmy na skrzyżowaniu i musieliśmy podjąć decyzję, co dalej. Będziemy mieli dziecko, trzeba coś zrobić, zadecydować w którą stronę pójść. Na szczęście byliśmy na tyle dorośli i dojrzali, że zasięgnęliśmy porady mojego psychologa, który podpowiedział nam, rozjaśnił pewne sprawy.

Wiele osób nie przyznaje się, że korzysta z pomocy psychologa, Ty mówisz o tym otwarcie.

To dla mnie całkowicie normalne. Człowiekowi, który z garkotłuka obierającego warzywa, staje się osobą medialną, może się w głowie przewrócić. Mój serdeczny przyjaciel Wojtek, bo tak mogę powiedzieć o swoim psychologu, postanowił nam pomóc. Terapię prowadzimy odkąd się znamy z częstotliwością tygodnia, dwóch. Każdemu powtarzam, że chodzenie do psychologa nie jest żadnym wstydem. Nie poszliśmy do psychologa dlatego, że biliśmy się po gębach i piliśmy, tylko dlatego, że mieliśmy siebie, mieliśmy mieć dziecko i chcieliśmy możliwie jak najlepiej pokierować swoim życiem. Psycholog nauczył nas poznawać siebie nawzajem, otwierać przed sobą. Dzięki temu tworzymy teraz bardzo fajny związek.

Cały czas się docieramy, bo nie ma ludzi, którzy się nie sprzeczają, ale potrafimy usiąść, porozmawiać i wyciągnąć wnioski. Odkąd zaczęliśmy być razem życie nas nie rozpieszczało,
zaczęła się pandemia, splajtowała Anastazja i ja. Zmarł mój tata, straciliśmy drugą ciążę. To był zbieg wielu niefortunnych zdarzeń. Dwadzieścia lat związku przerobiliśmy w ciągu roku.

Niedawno zostałeś ojcem, jak się czujesz w nowej roli? Masz poczucie, że dziecko wywróciło Twoje życie do góry nogami?

Zawsze pragnąłem mieć dziecko, a najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że lekarze stwierdzili, że ani ja, ani Anastazja nie będziemy nigdy mogli mieć dzieci. Zwariowałem na punkcie synka, spędzam z nim mnóstwo czasu, praktycznie się nie rozstajemy, bo niemalże wszędzie jeździmy we trójkę. Nie potrafiłbym wytrzymać bez bąbelka dłużej niż doby, dlatego zabieram ich ze sobą na plan zdjęciowy, na wszystkie podróże. To niesamowite, jak małe
dziecko potrafi mnie uspokoić. W moim życiu było mnóstwo chaosu, nieładu, a nastał totalny spokój. Płaczę ze szczęście trzymając maluszka na rękach.

Zdarza Ci się zarywać noc, bo maluszek płacze? Czy nocną opiekę pozostawiasz partnerce?

Znajomi nas za to nienawidzą, ale nasze dziecko jest samoobsługowe. W nocy obudzi się dwa razy na jedzenie i po 5 minutach już śpi. W ciągu dnia jest cały czas uśmiechnięty, płacze tylko wtedy gdy jest głodny, albo już coś naprawdę złego się dzieje. Wszyscy biorą go na ręce, a on się śmieje, nie boi. Bąbelka kładziemy na podłodze, dajemy mu klocki lub zabawki, a sami możemy zająć się rzeczami przyziemnymi lub przyjemnymi. (śmiech)

Jak wspierasz swoją partnerkę?

Wspieramy się we wszystkim, dzielimy obowiązkami. Kiedy Anastazja jest zmęczona, ja zajmuję się synkiem, a jej daję odpocząć. Dogadujemy się naprawdę świetnie.

Jesteście standardową polską rodziną? Jaki model życia u Was panuje?

Jesteśmy totalnie odczepieni od rzeczywistości i w niczym nie przypominamy standardowej, polskiej rodziny. W domu jesteśmy do pięciu, sześciu dni w miesiącu. Non stop się przemieszczamy, żyjemy w hotelach. Mieszkaliśmy już miesiąc na Teneryfie, miesiąc na Majorce. Jesteśmy non stop w podróży, jak mamy trzy dni wolnego to na pewno nie usiedzimy w domu. Pokazujemy, że się da, że dziecko niczego nie uniemożliwia. Maluch nie ma zaburzonego rytmu dnia, jeśli nie pójdzie spać o 19. Dziecko nie przeszkadza w podróżach, w lataniu samolotem. Jesteśmy typem pary korzystającej dalej z życia, biorącej z niego garściami. Synek nie zabrał nam na pewno wolności.

Jesteś przyzwoitym mężczyzną? Czym dla ciebie jest przyzwoitość?

Jeśli przyzwoitość jest cnotą zwaną wiernością, to teraz tak jest i mam nadzieję, że nic tego nie zmieni. Ale powinienem przeprosić wiele kobiet, za to co kiedyś robiłem. Wstyd mi za to. Nie mogę powiedzieć, że kiedyś byłem przyzwoitym facetem, bo miałem wiele partnerek, skakałem z kwiatka na kwiatek. Jednak zmieniłem się, zrozumiałem coś i odkąd jestem w związku z partnerką, z którą mam dziecko staram się być naprawdę przyzwoitym facetem.

Kiedy Twoja partnerka była w ciąży, mieliście wypadek samochodowy. Tamten dzień zmienił coś w Twoim życiu? 

W piątym miesiącu ciąży mieliśmy niemalże śmiertelny wypadek, gościu wyjechał nam na czołówkę. Życie przewartościowało się całkowicie. Gdy wyciągasz z samochodu swoją nieprzytomną partnerkę, która pod sercem ma twoje dziecko, życie ulega drastycznej zmianie. Przestały istnieć pieniądze, problemy, spory. Mnóstwo rzeczy przestało mieć dla mnie jakąkolwiek wartość, bardzo dużo zmieniło się w mojej głowie.

Zacząłeś bardziej doceniać to co masz?

Zacząłem na maksa cieszyć się tym co mam. Byłem znany z tego, że ciężko było mi wytrzymać pod jedną kołdrą, a teraz jest zupełnie inaczej. Patrząc na inną kobietę mogę powiedzieć, że jest atrakcyjna, ale wiem, że mam przy sobie osobę, która stoi za mną murem i wychowuje mojego syna. Przewartościowało się wiele. Mamy wspólne życie, dziecko i żadne pieniądze nam tego nie dadzą.

Jakie wartości chciałbyś przekazać swojemu synowi? Czym chciałbyś, aby kierował się w życiu?

Myślałem kiedyś nad tym. Chciałbym, żeby po prostu nikogo nie krzywdził. Nie ważne czy będzie gejem, wegetarianinem czy rudy. Przeżyję wszystko, nie ma dla mnie najmniejszego problemu. Najważniejsze by nie wyrządzał krzywdy. Chcę by był szczęśliwym gościem, który daje innym szczęście i uśmiech.

Czujesz się spełnionym facetem?

Tak. Dawno skończyła mi się lista życzeń, a syn jest wisienką na torcie. Postawił kropkę nad „i”.

Program „Jakubiak rozgryza Polskę” można oglądać na kanale KUCHNIA+ oraz w serwisie CANAL+ online.

 


Związek

Wyraź swoją miłość wyjątkowym prezentem z dedykacją

Redakcja
Redakcja
24 maja 2021

Avon wprowadza nowy wariant zapachu do swojej kultowej linii Today Tomorrow Always. Perfumy This Love opowiadają historię szczęśliwego romansu, przesyconego pięknym i prawdziwym uczuciem. To wyjątkowe połączenie aromatu płatków kwiatów i soczystych owoców stworzyła mistrzyni perfumiarstwa Honorine Blanc. Sięgnij po nowe perfumy od Avon, dodaj im osobistego akcentu dzięki personalizowanemu grawerunkowi i spraw, by ktoś poczuł się dzięki nim wyjątkowo.

Linia, którą pokochały miliony

Wszyscy mamy swoją wizję miłości i każda z nich jest wyjątkowa. Avon wierzy, że nie ma uniwersalnego sposobu kochania, bo każdy tworzy swoją własną niepowtarzalną historię. Perfumy mogą być doskonałym sposobem na wyrażenie uczuć, dlatego ponad 15 lat temu powstała seria zapachów inspirowana pięknem prawdziwych emocji – Today Tomorrow Always. Trylogia zapachowa od Avon symbolizuje różne etapy historii miłosnej – zapach Today mówi o początkach relacji, Tomorrow o składaniu obietnic między dwojgiem ludzi, a Always o uczuciu odwzajemnionej miłości, którą należy pielęgnować. Dzisiaj ta linia jest jedną z ulubionych wśród konsumentów na całym świecie. Tylko w 2020 roku sprzedano aż 2 miliony butelek perfum z tej kolekcji. To średnio 4 flakony 1 na minutę!

To właśnie miłość

Avon zaskakuje nową odsłoną perfum Today Tomorrow Always – This Love. Kupując ten zapach, można będzie skorzystać z usługi grawerowania i napisać na flakonie krótką dedykację dla ukochanej osoby, którą chcielibyśmy nim obdarować. To także idealny prezent z okazji zbliżającego się Dnia Matki – w końcu miłość niejedno ma imię! Dzięki grawerunkowi, za każdym razem, gdy ktoś spojrzy na te perfumy, będzie o nas pamiętać i myśleć ciepło. Można tam także napisać coś specjalnie dla siebie, co spersonalizuje nasz egzemplarz perfum i nada mu unikatowego charakteru.

Opcja z personalizowanym grawerunkiem będzie dostępna już w maju, za dodatkową opłatą 10 zł. W kolejnych miesiącach pojawi się także możliwość dodania napisów na innych perfumach.

Kompozycję perfum TTA This Love otwierają nuty soczystego, różowego grejpfruta oraz tropikalnego arbuza połączonego z egzotyczną gujawą, które zapewnią przyjemne orzeźwienie. Z kolei w sercu zapachu znajdziemy białe płatki kwiatu frangipani, jaśminu i irysa, a także rozgrzewające nuty kremowego bursztynu, drewna tekowego oraz zmysłowego piżma. Ten czarujący zapach jest obietnicą romansu, prawdziwego uczucia i spełnionej miłości. Może być również inspiracją do pokochania samej siebie czy spędzenia chwil z bliskimi. Do stworzenia tych perfum zainspirowały mnie romantyczne uczucia, których doświadczamy, gdy chcemy wyrazić swoją miłość w szczególny sposób. Chciałam, aby ten zapach był symbolem 1 Wewnętrzne dane sprzedażowe marki Avon dla Europy Środkowej, 2020.

zakochania zamkniętym w butelce, zawierającym w sobie to, czego nie da się oddać słowami, ale odczuwamy je jako wyjątkowe doznanie – mówi Honorine Blanc, mistrzyni perfumiarstwa.

Woda perfumowana Avon TTA This Love 50 ml będzie dostępna w katalogu Avon 05/2021 w cenie od 65,99 zł. Można zamówić ją u Konsultantek Avon lub kupić za pośrednictwem strony www.avon.pl. Kupując produkty Avon, wspierasz biznes naszych Konsultantek.


Zobacz także

Czy połykanie spermy jest bezpieczne? Czyli mity na temat seksu oralnego

Zrobiło mi się niedobrze słysząc, że rozwód to najlepsza rzecz, jaka mogła mi się przydarzyć

Zrobiło mi się niedobrze słysząc, że rozwód to najlepsza rzecz, jaka mogła mi się przydarzyć

Każdy z nas potrzebuje odrobiny przestrzeni tylko dla siebie, nawet gdy kocha całym sobą

Przestańmy tak kurczowo trzymać się mężczyzn, bo zrobimy sobie krzywdę