Związek

Jest między nami chemia… Czyli właściwie co?

Redakcja
Redakcja
10 lipca 2019
Fot. iStock/Ridofranz
 

Coś delikatnego,  ulotnego, nieuchwytnego? Wcale nie… „Chemię” między dwójką zainteresowanych sobą osób można nazwać, sprecyzować to, co się między nimi dzieje, kiedy pojawiają się uczucia i chęć przebywania w swoim towarzystwie jak najczęściej. „Chemii” nie można wymusić, nie pojawi się ona tam, gdzie nie jest nam pisana. Ale z całą pewnością nie sposób pomylić jej z niczym innym…

Przepis na „chemię” między dwojgiem zakochanych

1. Język ciała

Komunikacja niewerbalna mówi dużo o tym, co się dzieje między dwojgiem ludzi. Sygnały niewerbalne są często trudniejsze do kontrolowania – możesz myśleć o tym co i jak mówisz, ale naturalnych odruchów i gestów nie ograniczysz w takim stopniu, by nie wydały twoich emocji. Jeśli jest między wami chemia, oczy błyszczą, ręce kierują się ku dłoniom drugiej osoby, stopy układają się w jej kierunku. Po prostu.

2. Kto się lubi, ten się czubi

Wzajemne „dokuczanie sobie” może wydawać się dziecinne, ale ma również subtelne znaczenie, „drugie dno”,  które świadczy o wyjątkowej więzi między partnerami. To ich własny sposób na okazanie sobie sympatii, na wspólną „grę”, w której nie ma nic ze złośliwości, a jedynie dużo dobrych emocji.

3. Intensywny kontakt wzrokowy

Podtrzymywany przez obie strony. Niema rozmowa, która znaczy więcej niż tysiące słów. Czasem nie trzeba nic mówić, czasem spojrzenie i obecność, poczucie, że jest nam ze sobą dobrze, najlepiej – wystarczą. Sprawiają, że nikt inny nie ma wstępu do naszego świata.

4. Subtelny flirt

Taki, w którym łapiecie się tylko wy sami. Niezrozumiały dla nikogo z zewnątrz, choć wszyscy widzą, że między wami „iskrzy”, nikt nie potrafi powiedzieć co takiego właściwie o tym świadczy. Czasem on przytrzyma dłużej twoją rękę przy powitaniu, innym razem ty dotkniesz delikatnie jego ramienia. Taki flirt dwóch osób jest również sposobem na pokazanie sobie, że jesteśmy dla siebie atrakcyjni,  co dla otaczających nas osób nie jest już takie oczywiste. Macie swój mały sekret i uczycie się siebie.

 

FB/ohmepl


Na podstawie:  www.powerofpositivity.com

 


Związek

Kobiety – bohaterki. Zrobią wszystko, byle on był szczęśliwy- zniosą iluzję miłości, zdobędą pieniądze

Redakcja
Redakcja
12 lipca 2019
„Gdybym ich nie znała, pomyślałabym, że są po prostu znajomymi, których ktoś przypadkiem posadził obok siebie". O zapomnianej miłości
Fot. iStock / o-che
 

Mają , trzydzieści, czterdzieści, pięćdziesiąt lat. Czasem więcej, chociaż z wiekiem zazwyczaj nabiera się przekonania, że trzeba w końcu zadbać o siebie. I trochę lepiej widać, że jest się wykorzystywanym przez tego, kto miał być bliską osobą i wsparciem na stare lata. Kobiety – bohaterki swoich mężczyzn. Wierzą w ich kłamstwa, pożyczają pieniądze – im i dla nich. Zrobią wszystko, by on był szczęśliwy. Głównie kosztem własnego szczęścia.

Ewa ma 44 lata i za sobą nieudane małżeństwo. Traumatyczne, z ciężkim rozwodem. Długo trwało, zanim się pozbierała. Dzieci są już dorosłe, poukładało im się, jakoś wyszły „na swoje”. Przyszedł moment stabilizacji. Ewa mogłaby wieść w miarę spokojne życie, ma stałą, dobrą pracę i grono życzliwych osób. Wszystko byłoby dobrze, gdyby na swojej drodze nie spotkała Krzysztofa. Początkowo wydawało się, że po latach zawirowań, Ewa znalazła swoją miłosną przystań u jego boku. Krzysztof był spokojny, zabawny, z dystansem podchodził do życia. Rozśmieszał ją.  Tak go widziała, choć spotykali się rzadko, bo nie mieszkają w tych samych miastach. Po kilku miesiącach coś zaczęło się zmieniać. Dzwonił coraz rzadziej, coraz mniej interesował się jej życiem, choć utrzymywał, że są parą. Ale ona była już bardzo zakochana, sama dbała o ten związek. A raczej o niego. To ona utrzymywała kontakt, przyjeżdżała. A jemu było wygodnie.

Nie zauważała, że Krzysztof dzwonił tylko wtedy, kiedy potrzebuje pieniędzy. Mówił, że jest chory, że to na leki, że ona jest jego jedyną szansą. Nie zauważała, że Ewa czuje się potrzebna, ważna. Daje mu to, co ma, ze swojej pensji, a jak nie starcza to pożycza. Przyjaciele pomagali jej początkowo, wierząc, że partnerowi rzeczywiście potrzebna jej pomoc. Jednak szybko okazało się, Krzysztof mógłby sobie sam świetnie poradzić, gdyby nie to, że … mu się nie chce. Jest sprawny fizycznie, zdolny do pracy, ale znalazł sobie idealny sposób na życie – partnerkę, która go utrzymuje. Nawet nie musi się specjalnie starać, uważa, że jej powinno wystarczyć, że jest. Że czasem powie jej, że ją kocha. I Ewa leci do tego uczucia jak ćma do światła. Bo innego nie zna. Bo wydaje jej się, że to jest najlepszym, co mogło jej się przytrafić. I że ona musi o nie dbać. Przecież to prawie ideał. Nie bije, nie krzyczy.

Ewa nie widzi, że jest wykorzystywana, choć wszyscy jej to mówią. Podtrzymuje tę całą bajkę o jego chorobie, może sama chce w nią wierzyć? Jest wdzięczna partnerowi za każdy najmniejszy wyraz uczucia, a może myśli, że tą swoją opieką musi na uczucie zasłużyć? Tak czy siak obecnie ma spore kłopoty finansowe i coraz mniej znajomych, którzy traktują ją poważnie. Wielu zerwało z nią kontakt. Ale z Krzysztofa nie zrezygnuje. Jak to się dzieje?

Krzysztof świetnie manipuluje. Dozuje zainteresowanie, uczucia. Zazwyczaj przypływ miłości pojawia się u niego w okolicach Ewy wypłaty. Potrafi dobrać słowa, żeby ją poruszyć. Obiecuje, zapewnia o miłości. Nazywa „swoją prawie żoną”. To działa. A potem prosi o pożyczkę. I znika. Ale bez obaw, pojawi się znów. Ewa jest przecież jego kurą znoszącą złote jajka. Jego gwarancją bezpieczeństwa finansowego. Ona go utrzymuje. Dzięki niej Krzysztof może dalej nie pracować, tylko żyć tak jak lubi: bezstresowo, „na luzie”. W razie potrzeby Ewa przeleje pieniądze.

Takich kobiet jak Ewa jest wiele. Angażując się w związki z mężczyznami, dają z siebie wszystko. Zazwyczaj mają już za sobą nieudane związki. Kiedy spotykają kogoś, kto wydaje się im „dobry”, „normalny”, łapią to szczęście mocno, bojąc się, że inaczej zniknie. Zakładają sobie na szyję pętlę kłamstwa, dla niego. Dla niego zdobędą pieniądze, nawet jeśli im samym nie starcza do pierwszego. Biorą kredyty, zapożyczają się u znajomych, u rodziny. Byle go uratować. Nie zauważają tylko, że gdy statek zacznie tonąć, zostaną na nim same.


Związek

Czy powinnyśmy płakać przy swoich dzieciach

Redakcja
Redakcja
10 lipca 2019
Fot. iStock/Martin Dimitrov

Niektórzy z was pewnie wyznają zasadę, że nie powinniśmy obarczać dzieci naszymi „dorosłymi” problemami. I mają rację. Dzieci nie mogą przeżywać naszych kłopotów, nie powinny być świadkami naszych dramatów, ani powiernikami rodziców. Jesteśmy winni im zapewnić spokojne, dobre i w miarę możliwości beztroskie dzieciństwo. Jednak, kiedy życie daje w kość, czasem trudno opanować emocje. Łzy płyną same, bezradność bierze nad nami górę i dziecko widzi, że jest nam smutno. Czy powinniśmy je przed tym widokiem chronić?
Odpowiedź brzmi: nie. Specjaliści uważają, że okazywanie emocji jest niezbędne dla prawidłowego rozwoju naszych dzieci. Emocje przynoszą więź, ciepło, dobro. Dziecko „budowane jest” przez mimikę, zatem w towarzystwie zimnych dorosłych, odciętych od swoich emocji, stanie się podobne. Radość, smutek, gniew, strach … Emocje to element edukacji, taki jak szacunek, uprzejmość lub dzielenie się. Rozwijanie wrażliwości, bycie empatycznym wobec siebie jest bardzo ważne. Dziecko musi uchwycić zakres emocji, móc je odszyfrować. I zrozumieć, że ich okazywanie jest ważne.

Należy jednak oddzielić okazywanie emocji w obecności dziecka od robienia z niego swojego powiernika. W żadnym wypadku nie powinniśmy wtajemniczać dziecka w problemy, z którymi się borykamy. Czasem oczywiście, w przypadku, gdy okoliczności życiowe obligują nas do istotnych zmian (przeprowadzka, rozwód, choroba, zmiana statusu majątkowego) winni jesteśmy dzieciom stosowne do ich wieku tłumaczenie zaistniałej sytuacji. Ale nie opowiadajmy im wszystkiego ze szczegółami, jedynie to, co jest niezbędne, by zrozumiały zachodzące zmiany i to, w jaki sposób będą one ich dotyczyć.

Nie dzielmy się z dziećmi naszymi wątpliwościami dotyczącymi partnera, problemów w pracy, lękami dotyczącymi sytuacji materialnej. Ale nie udawajmy, że jest wspaniale, gdy nasze ciało mówi coś zupełnie innego, a nasza twarz wyraża smutek i stany depresyjne.

Możemy ograniczyć się do powiedzenia „Mamy teraz trudną sytuację, to się zdarza, jestem z tego powodu trochę zdenerwowana”. W ten sposób dziecko będzie widziało, że dobre momenty przeplatają się w życiu z gorszymi i jest to całkowicie naturalne.

Można opisać złe samopoczucie bez konieczności podawania dokładnych wyjaśnień również w przypadku żałoby. Powiedz po prostu „Mama jest smutna lub ma zmartwienia, ale wyjaśnię to później, podam ci szczegóły, kiedy dorośniesz”.


Na podstawie: lefigaro.fr

FB/ohmepl


Zobacz także

„Byłeś dowodem wegetacji mojego małżeństwa, dowodem, że bywam bardziej niż świetna w łóżku”. O tym dlaczego kobieta zdradza

Idealna pora dnia na picie kawy? Naukowcy podpowiadają, kiedy kawa daje nam największe korzyści

Legenda o niewidzialnej nici, która łączy dwoje przeznaczonych sobie ludzi. Może czasem warto w nią uwierzyć?