Związek

„Jeśli ciągle będziesz mówić, że nie spotkasz prawdziwej miłości – to po prostu jej nie spotkasz”

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
23 października 2016
Jeśli ciągle będziesz mówić, że nie spotkasz prawdziwej miłości - to po prostu jej nie spotkasz
Fot. iStock / alien185
 

Znam wiele fajnych, mądrych, atrakcyjnych singielek. Zaradnych, pozytywnie nastawionych do życia i ludzi. Aktywnych. Udzielających się społecznie. Biegających triathlony. Robiących kariery w najlepszych firmach. Dla których nie jest problemem samotna podróż do Wietnamu albo okrążenie ziemi. Nie jest problemem kupno mieszkania, wielomiesięczny remont czy przeprowadzka do Brukseli.

Problemem jest znalezienie partnera na życie. Dlaczego? Bo miłość to delikatna sprawa. W odróżnieniu do zaplanowanej ścieżki kariery – nie masz do końca wpływu na to, co się wydarzy. Nie masz wpływu na to, że jutro Ten Wymarzony stanie na twojej drodze. Nie masz wpływu na to, kiedy poznasz fajnego mężczyznę, ani na to, kiedy się zakochasz.

Właśnie ten brak kontroli nad sytuacją i nieprzewidywalność, zarówno relacji jak i jej początku, sprawiają, że bycie singielką w drodze do miłości nie jest łatwe. Często okupione smutkiem, samotnością, bezradnością.

Jednocześnie, nie zdajemy sobie sprawy (albo nie chcemy zdawać), że mamy większy wpływ na życie uczuciowe niż nam się wydaje. Od czego zacząć przyglądanie się sobie w tej kwestii? Od zadania sobie pytania i poszukania szczerej odpowiedzi – dlaczego tak naprawdę jestem sama?

To pierwszy krok do tego, by coś zmienić. Nie chodzi o oczywiste powody typu – „właśnie się z kimś rozstałam”, ale o coś głębszego… O coś, co sprawia, że twoja energia miłości jest zablokowana albo utknęła nie tam, gdzie byś chciała, a skutek wciąż jest ten sam – nie jesteś w związku, mimo, że deklarujesz jego chęć. Przyjrzyjmy się więc najczęstszym powodom bycia singielką. Co się pod nimi kryje? Nie jest to rozkład statystyczny, ale moje obserwacje ze spotkań z wieloma kobietami podczas warsztatów dla singielek, które prowadzę od 4 lat.

Powód 1. Jesteś tak zapracowana, że nie starcza ci czasu i sił na nic innego

Gdy pytam samotne dziewczyny, dlaczego właściwie nikogo nie mają, ta odpowiedź jest jedną z najczęstszych:

Jakoś tak się złożyło Ostatnie 10 lat spędziłam w pracy. Super stanowisko, dobre pieniądze. Firmowe auto, konferencje i weekendy w Barcelonie. Kalendarz przepełniony spotkaniami. Tylko w pewnym momencie poczułam, że coś jest nie tak. Pustka. Bo oprócz korporacji nie miałam nic. Sensu życia, miłości, ciepłego domu.

 Takie historie słyszę często. Gdy drążymy temat – okazuje się, że „praca” to po prostu ucieczka przed samotnością, niezadowoleniem z życia prywatnego i brakiem perspektyw na poznanie wartościowego mężczyzny. Czasem bardzo trudno się do tego przyznać. W pracy masz większy wpływ – to od ciebie zależą wyniki firmy, możesz przewidzieć przyrost liczby nowych klientów w najbliższym półroczu, masz z góry zaplanowany rozwój kompetencji swoich pracowników. Wszystko jest pod kontrolą. W miłości – nie. Dlatego nie robisz nic. Czekasz, aż „samo” się ułoży. Nie widzisz, że to błędne koło. Jeśli spędzasz całe dnie w pracy – jak masz kogoś poznać? Z drugiej strony – spędzasz ten czas w pracy, bo wolisz to, niż powrót do pustego domu… I tak mijają miesiące, lata. Aż wreszcie zaczynasz czuć, że to wszystko nie ma głębszego sensu…

Powód 2. Ciągle trafiasz na niegrzecznych chłopców albo niedostępnych/zajętych mężczyzn

„Oni” są bardzo frapujący. Spotkanie z nim i serce bije ci mocniej. Znów czujesz się atrakcyjna, adorowana i chciana. Robicie szalone rzeczy. Czas razem mija w mgnieniu oka. Czujesz, że świat wiruje i wreszcie jest pięknie. Tylko że „on” po wspaniałym weekendzie razem, podczas którego czułaś jego niesamowitą bliskość i zaangażowanie – znika. Nie odzywa się tydzień/miesiąc. Nie pisze już dziesięciu sms–ów dziennie. Zapada się pod ziemię. Ty nie możesz w to uwierzyć – jak ktoś, kto był tak blisko, nagle tak cię potraktował? Najpierw czekasz, ale potem przysięgasz sobie, że już się z nim nie spotkasz. Mija czas, on znów się odzywa, spotykacie się i obiecujesz sobie, że to już ostatni raz. Albo masz nadzieję, że on wreszcie się zdecyduje na poważny związek, bo może potrzebuje czasu, aby się oswoić… Albo odejść z nieudanego małżeństwa.

Wiele uczestniczek moich warsztatów przyznaje się do tego, że kręcą je tzw. niegrzeczni/niedostępni mężczyźni. Gdyby bliżej, od strony psychologicznej przyjrzeć się, kim jest taki człowiek – odpowiedź brzmiałaby – osobą, która prawdopodobnie nie jest w stanie stworzyć trwałej więzi z kobietą. Nie weekendowej, ale takiej na co dzień, gdzie oprócz przyjemności są też problemy – słowem – zwykłe życie. Z drugiej strony jesteś ty. Czy wiesz, dlaczego kręcą cię tacy mężczyźni? Co ważnego dostajesz w takiej relacji? Prawdopodobnie ma to związek z twoimi brakami z relacji z ojcem. Tam nie dostałaś być może uwagi, miłości, czasu razem i adoracji ciebie. Teraz – gdy spotykasz mężczyznę, który ma łatwość w uwodzeniu kobiet (swoją uwagą    i tym, że odczytuje bezbłędnie kobiece potrzeby), oddajesz mu swoje serce, bez refleksji, czy jest to dobry kandydat na wspólne życie. Mylisz uwodzenie z prawdziwym zaangażowaniem, bo nikt nie nauczył ciebie, jak je rozróżniać.

Powód 3. Myślisz:

Wszyscy fajni faceci są już dawno zajęci.

Jestem za stara na prawdziwą miłość…

Nie ma wartościowych, wolnych mężczyzn.

Twoi znajomi poznali swoich obecnych mężów i żony w liceum albo na studiach. Jakiś czas temu stworzyli rodzinę. Ty zostałaś sama. Teraz spotykając mężczyzn, masz wrażenie, że ci najfajniejsi są już dawno mężami twoich koleżanek. A „na rynku” zostali tacy, którzy nie nadają się do związku albo nie potrafią go stworzyć. Do tego mijają lata i czujesz, że jesteś już „za stara” na prawdziwą miłość i stworzenie rodziny.

Czy zdajesz sobie sprawę, że te myśli to twoje przekonania, które uznałaś za prawdę oczywistą? Sformułowałaś je na podstawie swoich obserwacji albo doświadczeń. Mózg lubi kategoryzować, wkładając wszystko w swoje „szufladki” poznawcze. Oznacza to, że jedno, dwa doświadczenia czy obserwacje z twojego życia powodują, że nadajesz im etykietę, ocenę. Potem ta etykieta jest tym, co myślisz na co dzień. (np. że wszyscy fajni faceci są już zajęci). A z kolei twoje myśli, jak udowodnili fizycy kwantowi – są falą energii. Mają wpływ na to, co mówisz. A to co mówisz – staje się twoim zachowaniem, nawykiem. A przecież z tego składa się twoje życie.

Zatem – to nie brak fajnych mężczyzn czy ich „zajętość” sprawiają, że jesteś sama, tylko twoje myślenie na ten temat. W psychologii nazywa się to samospełniającą się przepowiednią – jeśli ciągle będziesz mówić, że nie spotkasz prawdziwej miłości – to po prostu jej nie spotkasz. Jeśli będziesz wierzyć w myśl, że nie ma wolnych, wartościowych mężczyzn – będziesz wciąż spotkać zajętych albo takich, którzy ci się nie będą podobać.

Jeśli w którymś z powodów bycia samą dostrzegłaś ten, który kieruje tobą – to już plus – wiesz, na czym stoisz. Zła wiadomość jest taka, że jeśli nic nie będziesz robić, siedząc biernie na kanapie i czekając na księcia z bajki – nie wydarzy się nic.

Dobra wiadomość natomiast jest taka, że masz wpływ na swoją miłosną przyszłość – większy, niż ci się wydaje.

To, co jest do zrobienia, to:

  • przyjrzenie się sobie, swoim schematom zachowań, przekonaniom na temat miłości, mężczyzn, związków,
  • przyjrzenie się temu, jakie masz szanse na poznawanie nowych ludzi, w tym mężczyzn,
  • praca nad sobą, swoimi ograniczeniami i tym, co cię blokuje oraz pokonanie ich, by otworzyć się na prawdziwą relację z mężczyzną,
  • działanie – bo twoje życie nie zmieni się samo!

Te kroki nie są łatwe do wykonania. Ale możliwe. I konieczne do tego, by wreszcie wejść w zdrowy i trwały związek. Często tę pracę trudno jest wykonać samemu – warto skorzystać w pomocy specjalisty, czyli kogoś, kto pomoże ci znaleźć przyczynę twoich niepowodzeń i będzie pomagał tobie pokonywać te przeszkody.


Agnieszka Świrska

Agnieszka Świrska

Agnieszka Świrska – socjolog, trenerka z 9-letnim doświadczeniem w pracy rozwojowej z ludźmi, gdzie głównym tematem zawsze było budowanie bliskich relacji. Autorka bloga, warsztatów i indywidualnego programu coachingowego „singLOVE!”, w ramach którego pomaga kobietom znaleźć odpowiedniego partnera, stworzyć trwały związek i pozostać sobą. Przez wiele lat sama była poszukującą singielką, dziś pracuje z singielkami, bo głęboko wierzy, że każda kobieta, która chce znaleźć wymarzonego partnera wreszcie go znajdzie, jeśli tylko będzie na to naprawdę zdecydowana i gotowa, będzie wiedziała, jakiego związku szuka oraz… nie będzie czekała na Niego siedząc na kanapie.

Prywatnie uwielbia ciepłe morze i włoskie miasteczka, jogę, gotowanie dla bliskich i życie w rytmie slow. www.agnieszkaswirska.pl

Jeśli zainteresował Cię temat – pobierz bezpłatnie e-booka z zeszytem ćwiczeń autorki, pt. „12 pytań o miłość, które wbiją Cię w fotel. Tylko dla Singielek.” klikając w link: http://eepurl.com/ciH6QD

 

Kolejna edycja warsztatów i wkładów dla singielek odbędzie się w listopadzie 2016 w ramach Festiwalu PROGRESSteron:

– w Łodzi (5.11)

– w Warszawie (6 i 19.11). Zapisy www.progressteron.pl


Związek

8 miejsc, w których seks jest przereklamowany

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
23 października 2016
8 miejsc, w których seks jest przereklamowany
fot. iStock/ Thomas_EyeDesign
 

Wszystko człowiekowi może się znudzić, nawet seks. Ileż razy można w sypialni, na łóżku, w jednej i tej samej misjonarskiej pozycji, w dodatku z tym samym facetem? A przecież jesteśmy pełnokrwistymi kobietami, w nas jest seks gorący jak samum, co podobno pali i niszczy. My chcemy fajerwerków, trzęsienia ziemi i pomieszania zmysłów, ekscytującej odmiany i dreszczyku emocji. Są jednak miejsca, które choć powszechnie uważa się za idealne do spełniania seksualnych marzeń, okazują się przereklamowane i zamiast doznań niezapomnianych dają nam niezapomniane rozczarowanie.

8 miejsc, w których seks jest przereklamowany!

Winda

Może te w hollywoodzkich produkcjach do miłosnych igraszek są w pełni przystosowane, ale kto choć raz jechał windą na polskim blokowisku wie, że lepiej się nie rozglądać. A to psia kupa, malowniczo wypluty smark, rozlane coś zapach silnie wydzielające (daj Boże, że to rozlane, a nie ludzkie!) albo śmieci przeróżne w kątach. Na ścianach windy bazgroły, napisy nieprzyzwoite, guziki przypalone zapalniczką – jednym słowem klimat bardziej jak z filmu gangsterskiego lub dramatu niż romansu.

Plaża

Morza szum, jazgot mew, disco polo walące z każdego kąta i smród smażonej flądry to nie do końca płatki róż, delikatny dźwięk skrzypiec i truskawki z szampanem, które możemy oglądać na filmach. W naszym kraju to gęsto tak od parawanów, że kawałka odludnej plaży na odbycie stosunku płciowego nie uświadczysz! Poza tym te przeklęte ziarenka piasku mają chyba miniaturowe nóżki, bo dostają się dosłownie wszędzie. WSZĘDZIE! Tak, tam też. A potem spróbuj doprowadzić się do ładu…

Przebieralnia

Dreszczyk emocji powodowany możliwością nakrycia przez personel sklepu dodaje nieco pikanterii, ale też odbiera możliwość całkowitego zapomnienia się i szaleństwa. Bo gdy co chwilę słyszysz kroki zniecierpliwionych klientów z naręczem ubrań do przymierzenia, a z kabiny obok dochodzą cię odgłosy różnorakie, nie sposób dać się ponieść. Nikt nie zabrania wam jednak małej gry wstępnej, która będzie preludium do namiętnego aktu – to znakomity sposób na szybkie zakończenie zakupów i powrót do domu.

fot. iStock/ KovacsAlex

fot. iStock/ KovacsAlex

Samochód

Jak ktoś jest w wersji mini-mini i wzrostem nie grzeszy, to może jeszcze da radę. Albo jak ma dużego busa na osiem osób i cztery psy, rozkładane siedzenia i miejsca w brud, to może zaszaleć gdzieś na odludnym parkingu. Ale w takim zwykłym Golfie trudno o wygodę, swobodę i odpowiednie ułożenie. A to kierownica się wbija w plecy, drążek zmiany biegów przeszkadza, dach jakoś tak nisko, że już trzy guzy nabite, a łokcie całe sine. Komu marzy się scena niczym z Titanica (ta z dłonią na szybie, oczywiście) powinien się dobrze zastanowić, czy jest skłonny do ludzkiego origami dla chwili uniesienia.

Prysznic

Na filmach wygląda to niezwykle prosto – on/ona się myje, ona/on do niej dołącza i już po chwili oboje jęczą i spędzają czas nader przyjemnie. W rzeczywistości to walka o to, kto będzie stał pod ciepłym strumieniem wody, przeklinanie na żele i szampony spadające z półek i ogromny wysiłek o utrzymanie równowagi i nie wyrżnięcie w szklane drzwi prysznica. Może lepiej poczekać na koniec kąpieli i przydybać partnera na łazienkowej podłodze?

Toaleta w klubie

Są dwa powody, dla których toaleta w klubie jest jednym z najgorszych miejsc na seks. Po pierwsze – każdego dnia przewija się tam tłum ludzi załatwiających potrzeby fizjologiczne i z pewnością Perfekcyjna Pani Domu potrzebowałaby kilogramy sody oczyszczonej i hektolitry chloru, by wybić wszystkie mieszkające tam zarazki. Po drugie – nie ty jedna wpadłaś na pomysł szybkiego numerku w WC, więc zanim czegoś dotkniesz lub o coś się oprzesz, dobrze to przemyśl. Fuj! Jeśli kręcą cie krany, umywalki i sedesy, idź do domu i zaciągnij lubego do własnej łazienki.

Jacuzzi

Ciepłe bąbelki, hydromasaż, luźna atmosfera i przyjemne doznania – czemu nie dołożyć do tego jeszcze zabaw z partnerem? Pal licho, jeśli masz jacuzzi we własnej łazience, ale w tym hotelowym lub gdzieś na publicznym basenie to po prostu niehigieniczne i ohydne! Ponadto, kiedy woda jest gorąca, od środka rozpala cię namiętność, a ty zaczynasz się ruszać, to licz się z tym, że po chwili zaczniesz pocić się, dyszeć, a twoja twarz zrobi się czerwona jak burak. No chyba, że to właśnie cię kręci.

Środki komunikacji publicznej

Wizja nakrycia z bielizną między kostkami może spowodować, że ze stresu nie uda nam się wyluzować i osiągnąć pełni zaspokojenia. Poza tym o ile w przypadku tramwaju czy autobusu można wysiąść czym prędzej, o tyle nakryci w samolocie lub pociągu musimy liczyć się nie tylko z upomnieniem załogi, ale też palącym wstydem wobec współpasażerów uśmiechających się pod nosem i szepczących po kątach. Poza tym, czy widzieliście kiedyś łazienki w polskich pociągach? Do odważnych świat należy, ale bez przesady…

Zapisz

Zapisz

Zapisz


Związek

„Związek z cieniem”. Najbardziej boimy się drugiego, żywego człowieka

Anika Zadylak
Anika Zadylak
23 października 2016
Związek z cieniem
Fot. iStock / nuvolanevicata

Nasze prababcie i pewnie babcie również kiwałyby głową z niedowierzaniem słuchając tych historii. Bo jak to tak? Żeby zakochać się, być z kim przez pudełko zwane komputerem? Nazywają to „związek z cieniem”, choć po drugiej stronie ekranu siedzi człowiek, który też potrzebuje uczuć. W zasadzie ich bycie razem niewiele różni się, od tego tak zwanego normalnego. Poznają się w internecie, na forach internetowych lub bardziej zwyczajni – przez wspólnych znajomych. Zaczynają ze sobą rozmawiać, odkrywać, wymieniać poglądami. Spędzają ze sobą w sieci coraz więcej czasu, a  gdy nabiorą więcej odwagi, udają się na pierwsza oficjalną randkę, czyli rozmowę na Skype’ie. Po jakimś czasie odczuwają coraz silniejszą więź, coraz bardziej sobie ufają i zakochują się. Określają się mianem pary, wyznają sobie uczucia, mówią znajomym, że kogoś mają. Niby wszystko zwyczajnie. A jednak wiele z takich par, choć czują się ze sobą szczęśliwe, nigdy się ze sobą nie spotka. I nie chodzi tylko o często dzielące ich setki kilometrów. Dzieli ich raczej, strach przed realnym odrzuceniem. A odległość jest dla nich fundamentem idealnego związku.

– W sieci jest łatwiej. Poznajesz kogoś z innego miasta, najczęściej bardzo odległego. Dlaczego tak? Wtedy mam większe zabezpieczenie, że facet nie będzie mnie osaczał, łaził za mną, zaczepiał moich znajomych.  Pilnował na każdym kroku. – Ewelina ma 19 lat, ze swoim wymarzonym chłopakiem, poznanym na forum muzycznym, jest 11 miesięcy. – To ja sama zdecyduję, a właściwie wspólnie to zrobimy, kiedy i czy w ogóle chcemy się spotkać choć raz.  Nie, że do siebie jeździć,  a już w ogóle mieszkać. Dlaczego właśnie tak? Bo życie do tego zmierza, do uproszczeń i ułatwień, nawet w sferze uczuć.

Ludzi, którzy myślą podobnie jest więcej, głównie młodszych ale coraz częściej zdarzają się także ci, w starszym wieku. – Wszystko jest tak cholernie skomplikowane. Mówię o tych pędzących donikąd czasach, o tym, że ludzie się zawodzą na każdym kroku, bo nie wyrabiają. Ale gdzieś tam głęboko, potrzebują jednak drugiego człowieka. Takiego, jak oni sami. Strach i życie w chronicznym braku czasu podsuwa takie rozwiązania. Wszystko postępuje, uczucia i pojęcie bycia razem, też uległo ewolucji.

– A nie napisze pani, że to fanaberia dzisiejszej młodzieży i efekt ganiania, za pokemonami po mieście? – Jacek ma 17 lat, jest w drugiej klasie liceum. – Miałem dziewczynę od siebie z miasta, jakoś się nie poukładało. Ciągle chciała się spotykać, trzymać za rączkę, a ja lubię mieć przestrzeń. Niekoniecznie, że z kuplami gdzieś, tylko czas dla siebie. Nawet na trochę samotności. Zresztą, to był mój pierwszy związek, a miałem wrażenie, że Lidka od razu chciała deklaracji. Potem też ktoś jeszcze był i, choć serio było fajnie, rozdzielił nas brak czasu. Dużo zajęć plus te pozalekcyjne, czas dla rodziny, dla nauki, dla innych znajomych. Zacząłem się bliżej przyglądać nie tylko „normalnym” związkom moich przyjaciół, ale też moim rodzicom. Miałem wrażenie, że ta ciągła szarpanina, kłótnie, sceny zazdrości, zdrady, że to przez to ciągłe przebywanie ze sobą. Że to ich dzieli, a nie spaja. Odkąd jestem z Pauliną, która mieszka za granicą i poznaliśmy się przez neta, czuję się serio szczęśliwy. To trwa już grubo ponad rok. Ona też miała podobne spostrzeżenia i poglądy, szukała kogoś takiego. Bo my nie chcemy być sami,  że single i te inne bzdety, potrzebujemy kochać i czuć, że jesteśmy kochani. A, że na odległość… Możesz tego nie rozumieć, ale tak czujemy się bezpieczniej. Nigdy nie powiedzieliśmy sobie, że tak będzie zawsze. Nie chcę o tym myśleć, skoro jest dobrze tak, jak jest. I to nam obojgu. Czas pokaże, czy zdecydujemy się na odwiedziny, może nawet częstsze widywanie.

– A ja dokończę myśl kolegi o tym, dlaczego tak czujemy się bezpieczniej. – Dawid to 25 latek, pracuje w pizzerii, przysłuchuje naszej rozmowie od dłuższego czasu. – Bo choć zaufanie jest najwyższą formą bliskości z drugim człowiekiem, to jednak ta fizyczność też jest ważna. Bardzo ważna i nie chodzi mi tylko o seks. Dotyk, zapach skóry, to, że możesz się w kogoś wtulić i schować w nim cały. Zasypiać z kimś trzymając go za rękę. Do tego można się bardzo przyzwyczaić i stać się od tego zależnym. Bardzie niż nam się wydaje. I dlatego potem podwójnie cierpimy. Bo skręca nas z tęsknoty za delikatnością jej skóry, za spojrzeniem. Z Asią, moją dziewczyną, nigdy nie widzieliśmy się na żywo, choć jesteśmy ze sobą już rok. I na razie nie chcemy tego zmieniać, bo jeśli nam nie wyjdzie, będę cierpiał mniej. Bo nie znam uczuć, o których wspomniałem. Nigdy nawet nie stałem obok niej. Więc i bolało będzie mniej. Chore? Niekoniecznie, bo my jesteśmy takim właśnie pokoleniem. Zawiedzionym, oszukanym, nowoczesnym do cienkiej granicy pomiędzy człowiekiem a robotem. Takim skomputeryzowanym, otwartym na nowości, na postęp. Mniej boimy się zmian w cywilizacji, zachodzących procesów niż drugiego, żywego człowieka. Nie potrafimy ufać, bo nikt nas tego nie nauczył. Jeśli nie nasi rodzice, to rodzice naszych przyjaciół się rozwodzą rozstają. W domu kłamią, że wszystko jest ok nakładając maski, bo niby tak chcą nas chronić. A przecież my to wszystko widzimy. I jak każdemu, nam jednak też źle samym. I wtedy znajdujemy kogoś takiego, kogo kochamy, kto darzy nas tym samym ciepłem, ale na odległość. Tę bezpieczną, a bezpieczeństwa nam najbardziej w życiu brakuje. Komfortu psychicznego i poczucia bezpieczeństwa. W tym świecie to towar deficytowy.

Łapie się w myślach na tym, że ja również mam coraz więcej takich internetowych pokładów zaufania. Nie, nie partnerów, ale ludzi, którzy wiedzą o mnie wiele. Może nawet zbyt wiele.  Chociaż ja o nich też.  I zastanawiam nad dwoma rzeczami. Dokąd zmierza ten świat, skoro świadomie wybieramy związek rodem z przyszłości, gdzie wszyscy poruszają się na latających spodkach internetu. I czy uczucie, o którym opowiadali moi bohaterowie, to jeszcze miłość. I czy w ogóle, można to tak nazwać.


Zobacz także

Albo chcesz mnie w swoim życiu albo po prostu z niego zniknij. Nie ma nic „pomiędzy”

Jeśli wątpisz w swój związek i w uczucie twojego partnera, musisz to przeczytać

12 fundamentów związku, który przetrwa próbę czasu