Uroda Zdrowie

W godzinę do euforii… czyli co ci daje godzina jazdy na rowerze

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
14 czerwca 2016
Fot. Materiały prasowe
 

Wszyscy wiedzą, że słońce, wiatr we włosach i odrobina wysiłku to najlepszy przepis na codzienną porcję wzmocnienia i dobrego nastroju. Nawet tak nieobciążające ćwiczenia jak jazda na rowerze dokładają kolejną cegiełkę do poprawy samopoczucia. Jednak co właściwie powoduje tę zmianę nastroju? Co dokładnie dzieje się w organizmie przez godzinę jazdy?

10 minut

Twój organizm przestawia się na nieco intensywniejszy tryb działania. Pierwszy szok, nieuchronny zwłaszcza jeśli nie jesteś przyzwyczajony do ruchu, mija. Oddech i serce pracują już w normalnym tempie i zostaje tylko frajda z szybkiej jazdy, niezależnej od aktualnego stanu dróg.

20 minut

Zaczyna spadać poziom kortyzolu w twoim organizmie. To hormon stresu, którego nadmiar jest odpowiedzialny za takie rzeczy jak depozyty tkanki tłuszczowej, ścieńczenia skóry czy rozstępy. Redukcja kortyzolu to łatwiejsze zasypianie i sprawniejszy metabolizm.

40 minut

Po tym czasie twój organizm wyczerpał już cały zapas glukozy we krwi i zaczyna spalać tkankę tłuszczową. Jesteś w pełni dotleniony, a to oznacza zarówno łatwość w łączeniu logicznych faktów, jak i zwiększoną kreatywność. Cokolwiek cię czeka w ciągu dnia, stawisz temu czoła, zwłaszcza jeśli rowerem dojeżdżasz do pracy.

45 minut

Przysadka mózgowa produkuje endorfiny i serotoninę, czyli naturalne środki przeciwbólowe odpowiedzialne za poczucie szczęścia. Oprócz zwyczajnej satysfakcji może wzrosnąć ci pewność siebie. Mija poczucie odrętwienia, rośnie entuzjazm.

60 minut

Zaczynają oddziaływać efekty psychiczne – satysfakcja z pełnej godziny jazdy połączona z wszystkimi fizycznymi efektami, które dała ci godzina ciągłego wysiłku, nawet jeśli nie był zbyt intensywny. W dodatku jeśli wolisz jeździć rowerem po mieście, np. do pracy, prawdopodobnie i tak już dotarłeś na miejsce, podczas gdy w samochodzie ciągle mógłbyś stać w korkach.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe


Autor: legrandbikes.pl

 

 


Uroda Zdrowie

Poradnik kobiety kibica

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
14 czerwca 2016
Fot. Flickr/I3o / CC0 Public Domain
 

Ten tekst ne jest o tym, jak się zabarykadować w domu i nie zwariować. To jest tekst o tym, że MY TEŻ KOCHAMY PIŁKĘ!

⚽ Po pierwsze:

Kobieta też kibic. Ja wiem, rozumiem. Faceci potrzebują mieć pięć minut dla siebie. I jakoś tak się utarło, że te pięć minut to dokładnie 90 minut plus studio, raz na jakiś czas przed telewizorem. Piłka nożna, męski sport. Ale gdzie tam! My, kobiety, kochamy piłkę. No jak nie kochać jedenastu spoconych, biegających mężczyzn wrzeszczących do siebie niekulturalne słowa? No jak?

⚽ Po drugie:

Tak, rozróżniamy co to spalony, faul i wolej. Naprawdę, zasady piłki nożnej nie są bardziej skomplikowane od zasad obowiązujących w kobiecym świecie. Poza tym,  nie traktujcie zasad gry w piłkę jak wiedzy magicznej. My naprawdę wiemy o co w tej grze chodzi i ne oglądamy meczu tylko dlatego, że biegają tam przystojniacy z Pudelka.

⚽ Po trzecie:

Piwo! Kochamy piwo. To nieprawda, że pijemy je z sokiem. Sok jest kaloryczny i niezdrowy. Piwo jest zdrowe, gasi pragnienie, oczyszcza nerki i takie tam. Same plusy. A my na meczu mozemy się wreszcie napić piwa bez ograniczeń. Zamiast wam je chłodzić i podawać jak hostessy, my z chęcią powiemy ” Podaj mi piwo!” do was.

⚽ Po czwarte:

Zamiast stać przy garach i szykować wam, drodzy panowie, posiłki. My z chęcią posiedzimy z wami na kanapie. Może się nie wtulimy w wasze ramiona jak na romantycznym filmie, bo co i rusz będziecie podskakiwać z emocjami na twarzy. Ale przynajmniej sobie posiedzimy. To miło tak posiedzieć i poemocjować się razem. Tym bardziej, że istnieje jedzenie na telefon.

Fot. Flickr/I3o / CC0 Public Domain

Fot. Flickr/I3o / CC0 Public Domain

⚽ Po piąte:

Tak wiemy, czym się różni żółta kartka od czerwonej kartki. Ten system kartkowy

tak nam się spodobał, ze chyba zastosujemy do w domu. A może w łóżku? 😉

⚽ Po szóste:

Wiemy, że wy nie zawsze oglądacie piłkę nożną bo ją kochacie. Oglądacie ją, bo to świetna okazja by poleżeć na kanapie z browarem, albo wyjść do kumpli na współną posiadówkę. Nie oszukacie nas. Przed Euro nie widziałyśmy w domu włączonego kanału sportowego.

⚽ Po siódme:

Lubimy waszych kolegów. Może na co dzień byliby męczący, z tymi świńskimi dowcipami, lekko szowinistycznym podejściem i nutką arogancji. Ale lubimy ich i miło jest czasem pośmiać się w męskim gronie.

 Po ósme:

Zabierzcie nas kiedyś na mecz! Potrafimy dopingować jak nikt inny, jesteśmy świetnymi motywatorkami – wiecie to przecież. Poza tym, te emocje, to poczucie jedności to musi być cos niesamowitego. I takie wydarzenia lubimy przeżywać razem. Bo po prostu lubimy z wami spędzać czas.

linia 2px

karolina paradowska awatarKarolina Paradowska

Trochę kobieta na krańcu świata, a trochę profesor. Lubi się pomądrzyć, ale nic  nie poradzi, że ma rację. Zazwyczaj. Z zawodu pedagog, z zamiłowania człowiek i matka.  Do życia podchodzi z dystansem i nutką złośliwości.


Uroda Zdrowie

Masakra w Orlando, to przede wszystkim śmierć 50 osób, ludzi, którzy byli czyimiś dziećmi, ukochanymi, przyjaciółmi

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 czerwca 2016
Fot. Screen z YouTube / endorfinahub

W której grupie jesteście? W tej, która żyje swoim życiem i nie chce przejmować się tym, co wokół się dzieje? Czy w tej angażującej się, przeżywającej wszystkie istotne kwestie i wchodzącej w dyskusję na temat ważnych rzeczy?

Pytam, bo obserwuję dwie postawy. „Nie chcę się angażować, muszę zadbać o własne życie, swoje i najbliższych szczęście”. I drugą, w której kipi od opinii  i chęci konfrontacji poglądów.

Rozumiem jedną i drugą. Może dlatego, że sama byłam w tej grupie, która nie chciała dyskutować. Nie chciała poruszać trudnych tematów, bo przecież to tamten świat, który nie ma wpływu na moją mikro przestrzeń. Tutaj ja sama jestem sobie panem i władcą, zresztą po co mam się mieszać w rzeczy, które mnie bezpośrednio nie dotyczą, które są ode mnie daleko i na które kompletnie nie mam wpływu. „Mój głos nie ma i tak znaczenia” – to taka dobra wymówka, której większość będzie przytakiwać. Bo kogo obchodzi, co myślę. Muszę zadbać o siebie, swoje dzieci, o ich dobre życie i bezpieczeństwo.

No właśnie. O ten komfort życia się rozchodzi, o to bezpieczeństwo. Czy można pozostać głuchym wobec tego, co się dzieje? Czy można udawać, że coś nas nie dotyczy? Bo dzieje się daleko, bo w innym państwie, na innym kontynencie? Pewnie można. Ja nie potrafię.

Czytałam wczoraj przez cały dzień doniesienia z Orlando. Czytałam wszystkie dyskusje wokół. Czy chodziło o homofobię, czy o terroryzm, czy „Wiadomości” zmanipulowały informacje, i co kto w tej sprawie miał do powiedzenia.

Ludzie pochylali się nad treścią SMS-ów matki i syna, który w klubie podczas strzelaniny przebywał.

Mam wrażenie, że na tej sytuacji każdy „ugrał” coś dla siebie. Lewa strona sceny politycznej mogła wytknąć zdominowanym przez PiS „Wiadomościom” jak wybiórczo podana została informacja o masakrze w Orlando. Od razu wytknięto premier Szydło, że na Twitterze słowa nie zabrała na temat masakry gratulując jedynie piłkarzom zwycięstwa na EURO 2016. Prawa strona miała swój dzień triumfu mówią co tym, jak to radykalni islamiści terroryzują Stany Zjednoczone, jak zagrożenie napływem uchodźców (choć każdy mądrzejszy wie, że im do Polski w ogóle się nie spieszy) zwiększa prawdopodobieństwo zagrożenia terroryzmem. Każdy przeciągnął śmierć 50 osób na swoją korzyść.

Nie przeczytałam ani słowa o ludziach, którzy tam byli, o tym, że to wielka tragedia, że tak wiele niewinnych osób zginęło. Nie, ja czytałam o przepychankach Młodzieży Wszechpolskiej, która posługując się cytatem ze Starego Testamentu podkreślała, że masakra w gejowskim klubie to kara za homoseksualność jego uczestników. Wpis został usunięty, a do prokuratury wpłynie (a może już wpłynęło) doniesienie o pochwalaniu przez Młodzież Wszechpolską masakry w Orlando.

Wiecie, ja wierzę w człowieka, w to, że każdy z nas jest dobry. I że tę dobroć w sobie pielęgnować będziemy. Z drugiej strony wszystko to, co się dzieje udowadnia, że każdy z nas nosi w sobie cząstkę zła. Większość z nas nie chce jej zauważyć, bo też kto chciałby się przyznać, że stać go na okrucieństwo, na nienawiść.

Przeraża mnie jedno. Że każdy, kto publicznie zabiera głos w sprawie ostatnich wydarzeń próbuje oddziaływać na innych strachem. Jesteśmy zastraszani, a wiadomo, że ludźmi, którzy się boją łatwiej manipulować, łatwiej rządzić, łatwiej im wmówić wiele nieprawdziwych rzeczy tylko po to, by uspokoić ich emocje, by dać mętne poczucie bezpieczeństwa.

Powiedzą, tak zaopiekujemy się wami, przegonimy zło, wstawimy się za wami. Będziemy nienawidzić i nie godzić się na to, co się dzieje. Ilu z nas w to wierzy? A może inaczej powinnam zadać ypytanie: ilu chce wierzyć? Że problem ktoś inny rozwiąże, że zajmie się tym, że pewnego dnia usłyszymy, że już po wszystkim. Bo tak łatwiej, bo tak lepiej, bo ktoś inny podejmie decyzje, do których my sami nie chcielibyśmy się przyznać.

Nie macie wrażenia, że wszyscy wokół chcieliby, żebyśmy się bali. Że każdy prowadzi tę samą grę? Zastraszmy ich, a wtedy zgodzą się na wszystko, co im zaproponujemy? Znajoma dziś powiedziała, że jej kolega – niekryjący się ze swoją homoseksualnością, po raz pierwszy się przestraszył. Po raz pierwszy przestraszył się języka nienawiści. Pokazania, że nie tylko gdzieś w Stanach, że nie tylko, jak niektórzy chcieliby wierzyć, islamiści mogą przelać na niego falę nienawiści, a wręcz przeciwnie, że radykalizm istnieje w każdej religii, nawet w tej, w której Papież ogłasza rok, rokiem miłosierdzia.

Nienawiść podsyca nienawiść, a niechęć rodzi niechęć. Jaki jest cel wzbudzenia w nas tych emocji. Nigdy nie słyszałam tylu negatywnych opinii o innych ludziach, tylu złych słów, krzywdzących. Nigdy nie otaczała mnie taka niechęć do drugiego człowieka. Za wszystko – za poglądy, za orientację seksualną, za przynależność polityczną. Wyzywamy się, oblewamy jadem, najchętniej skoczylibyśmy drugiej osobie, z którą się nie zgadzamy do gardła. I zastanawiam się, gdzie my żyjemy? Jak sami  o możemy pozwolić sobie na założenie zaciskającej się na szyi pętli strachu i nienawiści? Czym różnimy się od tych, których się boimy i od tych, którzy uważają, że zawsze staną w naszej obronie?

Nadal chcę dbać o mój mikro świata, moją własną przestrzeń, o bezpieczeństwo swoje i najbliższych, ale nie chcę tego robić tak, jak inni próbują mi to pokazać. Nie chcę siać fali nienawiści i nietolerancji wśród bliskich mi osób, nie chcę powtarzać tego wszystkiego, co napawa mnie obrzydzeniem i wstydem za drugiego człowieka. Chcę tłumaczyć, że przemoc rodzi przemoc, a język nienawiści nie jest językiem porozumienia i pokoju. Chcę mówić, że przede wszystkim powinniśmy szanować drugiego człowieka bez względu na to, kim jest i skąd pochodzi. I tak, wierzę, że mój głos wysłuchany i zrozumiały dla najbliższych mi osób ma znaczenie. Ma większe znaczenie, niż udawanie, że nic się nie stało, jest bardziej istotny niż niereagowanie na to, co słyszymy i widzimy.

Masakra w Orlando, to przede wszystkim śmierć 50 osób, ludzi, którzy byli czyimiś dziećmi, ukochanymi, przyjaciółmi. To 50 przyczyn łez, smutku i żałoby dla wielu osób. Dlaczego o tym zapominamy?


Zobacz także

Kochaj i dzięki temu bądź zdrowa! 9 korzyści zdrowotnych płynących z miłości

Ci toksyczni rodzice, którzy niszczą swoim dzieciom życie

cera

Wypryski i zanieczyszczona cera w wieku dojrzałym to częsty problem. Możesz z nim walczyć także w domu