Psychologia Związek

Hej, jestem twoją żoną. A ty do niej pisałeś: tęsknie, myślę, rozbieram cię. Słabe, kotku

Listy do redakcji
Listy do redakcji
8 lutego 2016
Fot. i Stock / _IB_
 

Cicho, cicho, bo inni zobaczą. Zobaczą coś o nas, czego nie wie o nas prawie nikt.

Przeszłość. Nie widać jej, gdy uśmiechasz się do mnie na kolacji i pytasz czule co mi podać. „Ależ on opiekuńczy” wzdychają przyjaciółki, koleżanki, znajomi.

Nie widać tego, gdy rozmawiasz z tą ładną panią w przedszkolu. Głaszczesz wtedy Julkę, a do pani uśmiechasz się tym amerykańskim uśmiechem, to chyba numer 5. A ja już na pewno wiem, że pani dopowiada sobie historię o tym twoim uśmiechu. Że on znaczy coś więcej, jest uwodzeniem, prowokowaniem i uwagą, która jest zapowiedzią czegoś więcej. No chociaż nadziei.

Słabe, co? Jak w ogóle pewna siebie trzydziestolatka może mieć takie myśli. Że  jej mąż za bardzo uśmiecha się do jakiejś pani.

Jestem również czuła na twój wzrok wędrujący za kobietami na ulicy, choć nie daję po sobie poznać nic, w ogóle. Opowiadam wtedy o pracy, o Julce mówię i o Stasiu. Ale zauważam to co ty. Tamta uśmiechała się pięknie, a inna szła z taką pewnością, której mi zabrakło już dawno.

Nie jestem taka ładna.

Tak mądra.

Taka fajna.

„Zwariowałaś?” spytasz. Ja zwariowałam? Czy może ty, gdy zapomniałeś o wszystkim co mamy i w chwili kryzysu wybrałeś Ją. Ją– która nie urodziła dziecka, nie wyglądała jak miotła, nie zapominała robić ci laski i mówić słodko: „misiu….” oraz „miau”. Ja nie zdążałam, bo w nocy zbierałam rzygi twojego jednego dziecka, a drugie karmiłam. I to dziwne, że ja się dzisiaj nie czuję taka fajna? Że nie lubię swoich piersi, brzucha nie lubię i nogi mnie złoszczą?

Bardzo przepraszam.

Bardzo, k…., przepraszam.

No bo przecież my tyle mamy. Dlaczego miałabym być zazdrosna o panią w przedszkolu, kobiety na ulicy, koleżanki czy podwładne z pracy. Przecież to nic. Rozmawiasz. Jękniecie, foch, przewrócenie oczami. To nic– przekonujesz.

Zupełnie jak wtedy, gdy mówiłeś, że to Nic. No z Nią nic. Ona w ogóle Mi się nie podoba, te wiadomości NIC nie znaczą, a maile? Maile TO pomyłka. Prawda chwili, iluzja. Łapię się za głowę, bo zamiast spakować cię w jedną walizkę, rozpakowywałam emocje w twojej głowie próbując zrozumieć gdzie popełniłam błąd. Ja. „Czy mogę coś zrobić?” mruczałam zbierając resztki godności z posadzki, gdzie rozwaliłeś miskę z płatkami. Z wkurwu, że o coś cię oskarżam.

A sam rozumiesz, wcześniej myślałam, że naprawdę tyle pracujesz i tak bardzo jesteś zmęczony.

„Zdrady nie da się wybaczyć” przeczytałam kiedyś komentarz pod jakimś artykułem. Pomyślałam, że to bardzo dziecinne, ten komentarz. I to przekonanie, że nie da się potem żyć.

Mijają trzy lata od kiedy znalazłam waszą korespondencję. Pisałeś do Niej,  że pragniesz i tęsknisz. Że znów zrobiłam aferę (akurat wtedy po tej kłótni się kochaliśmy), że się czepiam, że tęsknisz.  Za Nią. Pisałeś do niej jak do mnie zawsze. I rytm tych podobnych słów zabolał mnie szczególnie. Auć. Ale że tak SAMO. Zobacz, nie byłam zła. Byłam taka dorosła. Wybieraj, zdecyduj, rób co czujesz, ja kocham. Wydawało mi się, że dojrzałe osoby rozmawiają dojrzałe, ale ty leciałeś za nią, która mówiła, że nie wie i kazała się zdobywać. Otwierałam oczy. Zbyt słabo, by powiedzieć krótkie: „spier….”

To naprawdę ja? To ze mną? Te wyznania przed ślubem, ten tekst, obietnice. To serio nie ma zupełnie znaczenia? Wszystko co wydawało się takie ważne? No cóż, nie miało znaczenia. Wtedy. Gdy kąpałam twoje dziecko, a ty myk– mykałeś pisać z Nią. Potem się, oczywiście, wycofałeś, mówiłeś, że tylko ja. To było wtedy, gdy już odpuściłam proszenie i mówiłam: rób jak czujesz, jak czujesz rób. A ty nagle, że czujesz do mnie….

Tak, pewnie, że chciałam, żebyś tak mówił. Bo kochałam, pamiętałam. No i wierzyłam. Ups.

Ale nie do końca już w środku wierzę twoim słowom. Nawet jeśli mówię: „wierzę”, bo to dobre dla nas obojga. Dla naszych dzieci i rodziców, którzy lubią przyjeżdżać do nas na święta i lubią jak rybę po grecku robię i mówię o tobie: mój mąż. Bo to taaakie bezpieczne. Dla nas wszystkich, kochanie. Wiesz. Taka rodzina tylko trochę śmierdząca od środka. Ale kto o tym wie, no na miłość boską.

Czy zdradę można wybaczyć?

No cóż, powinno się. Bo nikomu nie jest potrzebna złość i pretensje.

Czy być razem potem?

No cóż, można. Mamy taką ładną i mądrą córkę, wspaniałego syna, i święta fajne i życie miłe.

Czy można zapomnieć?

Moim zdaniem nie można. A przecież wiem co znaczy „moim”, bo od trzech lat uprawiamy dobre małżeństwo, mamy seks, czułość i wszystko.

Ale ja ciągle wyobrażam sobie co do niej mówiłeś. No wiesz, wtedy, kiedy byłeś w delegacji.

Wyobrażam sobie jak ją przytulałeś,  gdy do mnie odwracałeś się bokiem.

I co jej mówiłeś, gdy mi mówiłeś, że nic między wami nie ma.

Nie ma znaczenia czy urodziłam ci dziecko, podam ci śniadanie i będę uprawiać z tobą seks. Wyjdziemy z naszym psem, wykąpiemy się razem, wypijemy kawę.

Coś pękło. Oszukałeś mnie. Twoje „nic” boli mnie jeszcze bardziej, bo tak samo wyparłeś się ją, jak i mnie. Wiem, że próbujesz nas uratować. Na swój sposób. Kiedyś bym ci zaufała.

Czy da się wybaczyć zdradę i żyć od nowa – spytała mnie przyjaciółka

Powiedziałam: pewnie.

Pomyślałam chwilę później: to jedno z kłamstw, które sobie serwujemy. Zdrada zawsze do nas wróci. Będzie lękiem, że on patrzy na inne, niepokojem, że z kimś pisze. Będzie naszym kompleksem, frustracją, perfekcją.

Przepraszam, że cię tym niepokoję, ale nie potrafię jednak wybaczyć. Myliłam się. Co teraz z tym zrobimy?

Tak, wiem, wiem. Jestem jedną z tych kobiet, to takie typowe, inne z tym żyją, to oczywiste.

To może napijesz się kawy? Albo naleśniki ci zrobię. Przecież to nie twoja wina, że się zakochałeś. Życie, życie kochana 🙂


Psychologia Związek

Wyrzuć swój emocjonalny bagaż i uwolnij się od przeszłości

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
9 lutego 2016
Fot. iStock / SandraKavas
 

Kiedy kończy się związek albo bardzo bliska przyjaźń, czy też inna, ważna dla nas choć niekoniecznie korzystna relacja bywa, że długo nie potrafimy pozbyć się tego całego emocjonalnego bagażu, z którym zostajemy. Niesiemy go więc ze sobą przez dalsze życie, choć obiektów dawnego uczucia czy sympatii dawno już w nim nie ma. Problemem nie jest jednak emocjonalne obciążenie, ale raczej to, na ile pozwalamy mu na nas wpływać, określać nas w tym naszych próbach odbudowania sobie rzeczywistości.
Czy potrafimy się go pozbyć? Czasem wydaje nam się, że już jesteśmy wolni od naszego emocjonalnego bagażu, by za chwilę dowiedzieć się, że to tylko pozory. Pomóżmy sobie stosując metodę kilku praktycznych kroków.

1. Zechciej uwolnić się od przeszłości

Od tego powinniśmy zacząć. Często na głos zwierzamy się bliskim osobom, że próbujemy, że chcemy, ale w głębi duszy boimy się. Obawiamy się tego, co nastąpi chwilę pózniej, zaraz potem kiedy puścimy to czego tak kurczowo się trzymaliśmy, to co dobrze znamy, to, co było „nasze”. Być może uzależniliśmy się od emocji związanych z „tamtym” zdarzeniem, relacją, związkiem. Być może boimy się poczuć coś innego, bo dawno nie czuliśmy się inaczej. Kluczem do rozwiązania tej sytuacji jest zrozumienie jak ważna i potrzebna jest zmiana. I jeszcze, że nie nastąpi w ciągu jednego wieczora, że to będzie proces.

2. Załóż pamiętnik/dziennik

To nie jest rozwiązanie dla wszystkich, ale każdy powinien choć wypróbować jego skuteczność. Zapisywanie naszych myśli, odczuć i wydarzeń wraz z ich wpływem na nasze samopoczucie pomoże nam lepiej zrozumieć swoje emocje i reakcje. To z kolei unaoczni pewne schematy w zachowaniu i myśleniu pełnym odwołań do przeszłości, która nas blokuje. Pisz szczerze to, co przychodzi ci do głowy. Stwórz sobie przestrzeń wolną od oceny i wygodną do analizy.

3. Zmierz się z tą historią

Piszesz historię ze swojej perpsektywy. Jeśli ta pespektywa dotycząca pewnych zdarzeń czy osób z przeszłości nie wnosi nic dobrego w twoją obecną rzeczywistość, pora się z nią zmierzyć. Sróbuj jeszcze raz: przeanalizuj wszystko z innego punktu widzenia. Co ci to da? Uspokojenie emocji, zmianę podejścia z bardzo osobistego w bardziej racjonalne, a w konsekwencji bardziej „rozumowe”. Kiedy zaczynasz rozumieć w jaki sposób i dlaczego twój bagaż przeszłości wpływa na to jak tworzysz swoją teraźniejszość – jesteś gotowa na zmianę.

4. Znajdź pozytywy

W końcu w każdej historii można doszukać się czegoś dobrego, każda relacja może nas czegoś nauczyć: o sobie, o innych. Może ta nieudana przyjaźń pozwoliła nam zrozumieć, gdzie leżą granice, może wzmocniła nas w naszych przekonaniach, może nieudana miłość sprawiła, że jesteśmy silniejsze? A może utrata bliskiej osoby pozwoliła nam zrozumieć, że należy być wdzięcznym nawet za drobne, krótkie momenty, w których odczuwamy spokój i „ciche” szczęście?

5. Wyobrażaj sobie swoje szczęście

Skoro próbujesz się pozbyć nieszczęśliwej przeszłości, wiesz już mniej więcej jak powinna wyglądać szczęśliwa przyszłość. Planuj ją sobie, zwizualizuj, stwórz swoją wersję szczęścia i dąż do niego. Obserwuj jak czujesz się i funkcjonujesz w relacjach z innymi. Jak wygląda twój czas spędzony „sam na sam” ze sobą? Jak to będzie, kiedy pozbędziesz się swojego bagażu przeszłości, jak będziesz wtedy podejmować decyzje? Z takim planem, z jakąś wizją swojego życia, z myślami skierowanymi ku przyszłości, powoli uwalniasz się od obciążających emocji związanych trudnymi wspomnieniami.

6. Uwolnij swoje oczekiwania

Skoro działasz już niezależnie od twojego emocjonalnego bagażu, najwyższa pora zając się swoimi oczekiwaniami. Masz prawo oczekiwać od życia wszystkiego co najlepsze. Zasługujesz na to codziennie, swoją ciężką pracą nad emocjami, swoją codzienną walką o siebie. Oczekuj od życia pozytywnych zaskoczeń, a od innych – szczerości i szacunku.

Nie będzie to łatwe, skonfrontować się z przeszłością stanąć twarz w twarz z tymi wszystkimi emocjami. Ale jeśli się z nimi nie zmierzymy, będą dalej wpływać na wiele aspektów naszego życia i blokować nam drogę do szczęścia.


Psychologia Związek

„Od 5 lat nie przespałam ani jednej całej nocy. Mam dzieci. Poszukuję Niepi**dolu!”

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
8 lutego 2016
Fot. iStock / BraunS

Cześć. Mam na imię Żaklina, mam 33 lata, od 5 lat nie przespałam ani jednej całej nocy. Mam dzieci. Poszukuję Niepierdolu*!

Uwaga: Tekst zawiera wulgaryzmy (pisownia oryginalna)

Brzmi znajomo? Pewnie tak, zakładam że posiadając dzieci choć raz marzyłaś o leku na całe zło, który zastopuje dzikie myśli w twojej głowie. Pewnie też widziałaś cudowną reklamę powyższego, od *Matko Jedyna więc nie będę tłumaczyć, skąd to moje błaganie.

“Weź Niepierdol” a wszystko stanie się jasne!

Zmęczenie, ból, smutek, bieda, a może nawet dzieci, czegokolwiek nie masz dość, sięgnij po ten złoty środek. Wyobraź sobie, jak może być pięknie…

Sytuacja nr 1

Środek nocy, sama ledwie ściągnęłaś się do łóżka, a tu niespodzianka. Przyszło dziecko pierwsze, gorączka jak diabli, pod 40 stopni. Co robisz? Łapiesz w popłochu za lek przeciwgorączkowy, obwiązujesz dzieciaka jak mumię chłodnymi okładami, z modlitwą na ustach, byle tylko za chwilę nie  musieć wpychać go na siłę do chłodnej kąpieli. Bo jak sobie nie poradzisz, to kaplica, a raczej szpital, bo dzieciak jak już choruje, to “na bogato”. Mierzysz, dotykasz, schładzasz, namaczasz, poisz modląc się w duchu, żeby drugi zaraz z łóżka nie wyskoczył. Ufffff…. Kreski lecą w dół można iść spać. Ale nie, kładziesz się i przychodzi drugi, bo dzieci jak ćmy, lecą do światła! Facet poszedł spać do dzieci, nic dziwnego. Co robisz? Zagryzasz zęby, wciskając się w ostatni wolny milimetr łóżka. Nie śpisz, bez sensu, ale jak masz spać skoro przez dwie godziny ty warowałaś przy zasmarkańcu, a kolejne dwie przyjmowałaś kopniaki na klatę. Błąd. Co powinnaś zrobić? Wziąć Niepierdol, albo podać go facetowi, żeby trwał solidarnie także w zdrowiu i chorobie wspólnych dzieci.

Sytuacja nr 2

Wstajesz po zarwanej nocy, nawet dwóch, choroba wredną jest, nie odpuszcza tak łatwo. No więc wstajesz, wędrujesz do kuchni robisz kawę, zapijasz energetykiem i już świat staje się piękniejszy. Sobota, masz wolne, nic nie musisz (prawie nic). Co tam zarwana noc, dzień pójdzie z górki. Życie pustki nie znosi, dotykasz niechcący zmywarki, wyciągasz gary, pakujesz nowe. Śniadanie, pranie, podłogi, kurze i dzień dobry, witaj południe. Chata ogarnięta, a kto ogarnie ciebie? Błąd! Co powinnaś zrobić? Niezbędne minimum. Nie myśl, że jeśli po hardkorowej nocy, zafundujesz sobie hardkorowy dzień, otrzymasz dyplom z gratulacjami. O ile czuwanie przy dziecku to zakichany obowiązek obojga rodziców, tak zarzynanie się przy pracy, którą możesz zluzować i przełożyć na jutro… Sorry, już chyba wiesz co powinnaś wziąć?

Sytuacja nr 3

Pracujesz w domu, poza nim, a może nie pracujesz, poświęcając czas dzieciom? Nie istotne, podobnie jak mało istotny jest dla innych twój wolny czas. A przecież fajnie jest tak od czasu do czasu zapomnieć że jest praca, dom, mąż, dzieci, pies i zakupy na mieście. Co robisz? Dajesz radę. To akurat dobrze. Źle natomiast, gdy robiąc coś dla reszty społeczeństwa i domowników zapominasz, ze tobie też się należy. Raz kiedyś pomiń sprawy nieistotne, telefony z kumpelami które niczego nowego nie wnoszą w twoje życie, podczas omawiania tej samej ploty po raz trzeci w tygodniu. Zmartwię cię, zmarnowanego czasu nie odzyskasz, więc weź Niepierdol i poświęć czas TYLKO sobie.

Sytuacja nr 4

Gotujesz. Nie dla siebie, gotujesz dla dzieci i dla męża, bo uwielbiasz ten stan, gdy oni zadowoleni siedzą nad talerzami z pysznym, ciepłym jedzeniem. Gorzej jak każdy chce/lubi co innego i to na co masz ochotę, odpada w niebyt. Pomidorowa siedem dni w tygodniu, bo dzieci lubią, kurczak każdego dnia, bo chłop rzeźbę na siłowni robi. Bosko, a ty byś zjadła zieleninę,  surówkę, coś pysznego, pachnącego. Coś dla twojej twarzy i rozmiaru tyłka, ale mąż nie znajduje w niej mięsa, a dzieci widzą sałatę, więc wracasz do pomidorowej przełamanej ryżem i kurczakiem. Bo przecież oni tak lubią. Błąd, kolejny! Nie namawiam abyś gotowała każdego dnia osobno dla siebie, dzieci i męża, ale litości, weź poprawkę na to, że jak nawet dzieciarnia pogrzebie smętnie widelcem te 2-3 dni w tygodniu bo wyjdziesz poza schemat, nic im nie będzie. Zapewniam, nie umrą z głodu, znając życie i tak drugim daniem po obiedzie będzie czekolada, dadzą radę. Weź … się w garść kobieto.

Tak więc jeśli następnym razem obudzisz się w środku nocy bez szans na sen, zrobisz to czego robić nie musisz, zagryziesz zęby mieszając to samo w garach lub odmówisz sobie po raz kolejny czasu na własne przyjemności, poszukaj tego co ja. Niepierdol (że czegoś nie możesz).

Zapamiętaj: „Zmęczenie, smutek, lęki, bieda… To wszystko nie pozwala ci normalnie funkcjonować? Weź Niepierdol. Uśmiechnij się i żyj”* 🙂

*Dzięki Matko Jedyna!


Zobacz także

Czy można odbudować związek po zdradzie?

Czy można odbudować związek po zdradzie? 10 etapów, przez które musicie wspólnie przejść

Zamiast podcinać, dodaj dzieciom skrzydeł! 12 zdań, które powinno usłyszeć twoje dziecko

Dlaczego mądrzy ludzie często nie potrafią być szczęśliwi