Związek

Gdzie są ci boscy kochankowie? Bo na pewno nie w tym kraju

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
23 lipca 2021
fot. grinvalds/iStock
 

Oto ja, singielka po przejściach. Kobieta trzydziestoletnia, która ostatnie dziesięć lat spędziła z jednym partnerem. Po czasie żałoby byłam gotowa na poznawanie nowych mężczyzn, testowanie nowego życia.
Puściłam się w wir zabawy i… nie wiem, ale chyba naoglądałam się za dużo seriali. Za dużo seksu, za dużo namiętności, za dużo… sama nie wiem czego.

Ej, Polscy kochankowie, co z Wami nie tak?

Miałam naprawdę cudowny seks z byłym partnerem. Wydawało mi się, że na tym właśnie polega seks. Na spontaniczności, eksperymentowaniu, doświadczaniu. No niestety, nie.

Od razu powiem: nie jestem kobietą przesadnie wymagającą, nie jestem roszczeniowa, nie jestem łóżkową kłodą, mimozą, cokolwiek. Kocham seks, uwielbiam swoje ciało, lubię zabawę. Cóż, miałam wrażenie, że tylko ja! Z góry przepraszam wszystkie kobiety, które partnerów i kochanków mają wspaniałych. Z góry też przepraszam fajnych facetów, których nie miałam przyjemności spotkać w łóżku.

Przypadek 1.
Pan Łechtaczka Parzy

Wiecie, że nie przypuszczałam, że w XXI wieku są faceci, którzy brzydzą się łechtaczki? Bo chyba muszą się brzydzić skoro dotykają jej jak za karę. Ale zacznę od początku.

Poznałam bardzo przystojnego pana, okoliczności nietinderowe. Uderzyłam w jego samochód na parkingu, zostawiłam kartkę, oddzwonił. Miał boski głos, spotkaliśmy się, bo i tak musieliśmy spisać oświadczenie. Zagrało. Pisał do mnie kilka kolejnych dni. Wydawało się super, oboje byliśmy singlami. Ponieważ, przyznaję, byłam już bardzo spragniona seksu, nie bawiłam się w kilkumiesięczne randkowanie. Poszliśmy do łóżka na trzecim spotkaniu. Zrobił kolację, było wino, był flirt (do tego momentu toczyło się wszystko wybornie). Potem był seks. No przysięgam, jego ręka nawet nie znalazła się w okolicach mojej cipki…

To samo następnego dnia rano i na kolejnej randce. Zapaliła mi się czerwona lampka. Zadzwoniłam do kilku przyjaciółek. One też znały takich facetów. Jedna przeżyła dziesięć lat z gościem, który mówił, że „tam dziwnie pachnie” i TO nie jest fajne. TO nie jest fajne, ale można już tam włożyć, za przeproszeniem, kutasa? I najlepiej, żeby ona to sama zrobiła, żeby jego ręka w żadnym wypadku nie musiała znaleźć się blisko tej strasznej jamy?

Czy są tu mężczyźni, którzy tego nie lubią? Bardzo proszę, wypowiedzcie się, bo dla mnie to był szok! Jestem czysta, ładna, ładnie pachnę. Jak mówiłam, cipkę mam też ładną. Więc o co chodzi? Potem zgadałam się z koleżanką koleżanki ( wiadomo, fejs, Instagram, łatwo poodkrywać swoich znajomych), ona też spotykała się z Panem Łechtaczka Parzy i wobec niej zachowywał się dokładnie tak samo.

Skreślony. Nie mógł zrozumieć dlaczego zniknęłam, a ja nie byłam jednak w stanie powiedzieć, co mnie zraziło.

Przypadek 2
(NIE)koneser biustu. Biust nie istnieje, a jak już istnieje, to należy go zgnieść i zagryźć

Mam bardzo wrażliwe piersi i sutki, potrafię dojść do orgazmu tylko dzięki stymulacji piersi. Mój eks o tym wiedział i był naprawdę mistrzem, mistrzem. Wiem, że nie wszystkie kobiety to lubią, ale chyba ludzie gadają o takich rzeczach, co?

No więc kolejna moja sympatia (też poznana nie na Tinderze) nie rozumiała, że biust może być sferą erogenną. Omijał piersi (aaa, jakie to frustrujące) i w sekundę docierał do moich majtek. Próbowałam subtelnie, byłam już odważniejsza, zapytałam mniej więcej wprost, dlaczego tego nie robi. Usłyszałam, że jego była dziewczyna nie lubiła. „Ale ja lubię” uśmiechnęłam się. Spojrzał na mnie przelotnie, pokiwał głową i tyle… Potem próbował… skończyło się tym, że miałam na piersiach żywe rany.

No po tych dwóch randkach zaczęłam myśleć, że może to coś ze mną nie tak. I, przyznaję, byłam gotowa dzwonić do eks, żebyśmy sobie dali jeszcze jedną szansę.

Przypadek 3
Pan połknął kija i umie tylko po misjonarsku. Najlepiej sprintem

Po sytuacji, którą zaraz opiszę, szczerze zastanawiałam się, jak można się tak pomylić. Cóż to był za piękny mężczyzna! Cóż to za chemia była między nami. Wyszłam z koleżanką na drinka ( jednego z pierwszych, gdy wreszcie otworzyli knajpy). I poderwał mnie On. Żadne tam tanie teksty, fajna rozmowa, ogromne zainteresowanie. Poszliśmy na spacer, przegadaliśmy całą noc. Do domu wróciłam o siódmej rano. Kolejny dzień, rozmowa, znów spacer. Zaprosiłam go na kolację. Dobra, myślę, ten musi być super. Nie może mnie mylić intuicja.

I niestety… to był seks z manekinem. Potarł biust, potarł łechtaczkę i naprawdę bez pytania załadował mi swoje narzędzie do pochwy i zaczął opadać na mnie i się podnosić z miną… nie, będę litościwa, bo minę też mam może straszną. Nie zdążyłam niczego powiedzieć, bo on po kilku takich unoszeniach się i opadaniach westchnął głęboko i… już był po. Serio?!

Dałam mu kilka szans, ale było mniej więcej to samo. Jak zasugerowałam, że może na stojąco albo od tyłu, spojrzał na mnie jakbym zaproponowała napad na bank w biały dzień. „Nie bardzo lubię wygibasy” odparł. Wygibasy. Aha. Koniec. Koniec. Po zdaniu o wygibasach odcięłam pana. Nie, nie mam wyrzutów sumienia. Chcę mieć faceta, chcę mieć dobry seks!

Obiecałam sobie, że do trzech razy sztuka. Więcej nie dałam rady. Dobrze, dałam szansę czwartemu, ale od tego uciekłam zanim doszło do czegoś więcej, wystarczyło, że włożył mi język do buzi i zaczął obracać nim, jak łopatą. Góra dół, góra dół. Potem wepchnął mi ten jęzor do gardła głęboko tak, że prawie dotarł do pizzy z serem, którą zaserwował mi pół godziny wcześniej. Jesooo, dlaczego?

Teraz już postanowione, zostanę mniszką, skupię się na karierze, rozwoju osobistym, bo więcej nie przeżyję słabego seksu.
Chyba, że poznam jakiegoś boskiego faceta i po prostu będzie między nami taka chemia, jak była z moim eks.

Błagam, powiedzcie, że są w tym kraju dobrzy kochankowie? Z drugiej strony, przecież my, kobiety, nie możemy robić castingu za każdym razem. Jak ich rozpoznać?

Autorka: Kaja Łęcka

fot. materiały prasowe

 


Związek

Oderwij się. Jak być „slow” na wakacjach i naprawdę wypocząć?

Redakcja
Redakcja
23 lipca 2021
Lawendowy Winiec / Slowhop.com,
 

Mikołajki, Zakopane, Władysławowo i Sopot – takie miejsca większość Polaków wpisuje do wyszukiwarki planując letni. Ale czy w głośnych, popularnych kurortach można naprawdę wypocząć? Proponujemy alternatywę. Urlop w stylu „slow”.

Sam ruch „slow” stworzono w 1986 roku w reakcji na nową restaurację McDonalds w zabytkowej części Rzymu, nieopodal Schodów Hiszpańskich. Inicjatorzy ruchu postulowali powrót do prawdziwego jedzenia, przygotowywanego ze świeżych składników z poszanowaniem lokalnych gospodarstw rolnych i hodowców. Od tego czasu „slow” rozlał się na wiele dziedzin życia. Oznacza głębsze relacje z ludźmi i naturą, bycie „tu i teraz”, dbanie o równowagę i ograniczanie negatywnego wpływu na środowisko. Jeśli wybierzemy bycie „slow”, to będziemy świadomie unikać ubrań z sieciówek modowych, częściej wybierzemy lokalne gospodarstwa rolne zamiast zakupów w dyskoncie, a na wakacje nie wybierzemy się w miejsca, które cierpią przez nadmiar turystów. Podróże „slow”to wakacje z dala od wielkich ośrodków turystycznych i masowej turystyki. Jak można wypoczywać nieśpiesznie? Oto nasze porady.

1. Zamiast określonego kurortu, wybierz region, który chcesz odwiedzić. Najpopularniejszymi wakacyjnymi kierunkami w Polsce są tradycyjnie Warmia i Mazury, okolice Zakopanego i miejscowości nadbałtyckie. Zwróć uwagę na rejony, które nie pojawiają się co roku w turystycznych hitach. Regiony spoza masowej turystyki warte rozważenia to Góry Izerskie, Pogórze Kaczawskie, Beskid Niski, Podlasie, zwłaszcza okolice Biebrzańskiego Parku Narodowego. Jeśli wolisz bardziej popularne kierunki – unikaj najbardziej znanych i zatłoczonych miejscowości. Wystarczy nawet 10-15 kilometrów dalej, żeby nadal było pięknie, ale bardziej odludnie i spokojnie.

2. Usług, atrakcji i noclegów szukaj poza sieciami hotelowymi i agencjami turystycznymi. Postaraj się znaleźć je u ludzi, którzy współpracują z lokalnymi społecznościami, dbają o dziedzictwo kulturowe okolic i prowadzą niewielkie punkty usługowe lub sklepowe. Zostawiając swoje pieniądze właśnie u nich, wspierasz lokalną przedsiębiorczość.

Dziki Dom / Slowhop.com

3. Nocleg znajdziesz na portalu Slowhop.com. To serwis, który wyszukuje i umożliwia rezerwację tylko tych miejsc, które uznaje za zgodne ze swoimi wartościami. Można tu znaleźć pięknie zaaranżowane agroturystyki, rodzinne pensjonaty, butikowe hoteliki i domy wakacyjne na wyłączność. Zapomnij o typowej, przaśnej agroturystyce z lat 90. Slowhop przywiązuje ogromną wagę do estetyki. Rezerwując nocleg możesz przeczytać jaka jest historia gospodarzy i jaki mają pomysł na swoje miejsce. Osobiste historie pozwalają na skrócenie dystansu i nawiązanie relacji: gospodarz-gość, a nie sprzedawca-klient. Koniecznie wczytaj się w informacje – miejsca na wsi mają swoje zalety, ale i wady. Poznanie ich przed rezerwacją zaoszczędzi rozczarowań na miejscu. Napisz kilka słów o sobie podczas rezerwacji. Dzięki temu dasz się poznać gospodarzom, a po przyjeździe na miejsce nie będziesz się czuć obco.

4. Zamiast odwiedzania popularnych atrakcji, które można znaleźć na każdym portalu turystycznym, poszukaj czegoś innego. Może w okolicy są warsztaty zielarskie, a niedaleko można stworzyć własne naczynia ceramiczne pod okiem lokalnego twórcy? Zapytaj gospodarza miejsca, w którym nocujesz, czy poleciłby ci coś poza utartym szlakiem. Dzięki gospodarzowi możesz znaleźć na miejscu przewodnika, który opowiada najciekawsze historie o okolicy albo poznać adres gospodarstwa, u którego kupisz produkty ekologiczne lub rękodzieło. Ciekawie spędzisz czas, poznasz interesujących ludzi, a przy okazji wesprzesz lokalną społeczność.

5. Nie zwiedzaj „na sztukę”. Niespieszne podróżowanie oznacza dłuższe bycie w jednym miejscu, zamiast „odhaczania” kolejnych obowiązkowych punktów. Lepiej zatrzymać się gdzieś na dłużej, niż pędzić. W końcu jesteś na urlopie.

Wygnanowice / Slowhop.com

6. Wyłącz telefon. Wszystkie badania pokazują, że bycie offline poprawia jakość wypoczynku. Coraz więcej miejsc noclegowych „slow” opisuje brak zasięgu i wifi jako dodatkowy atut, a niektórzy gospodarze proponują gościom tymczasowe zamknięcie sprzętu elektronicznego w specjalnej skrzynce. Pomysły na cyfrowy detoks znajdziesz też tutaj.

7. Bądź otwarty/a. Na swojej drodze spotkasz ludzi, którzy podchodzą do świata z ciekawością i szukają niszowych atrakcji. Jeśli się na nich otworzysz, spędzisz z nimi czas przy kominku lub weźmiesz udział we wspólnej przygodzie, możliwe że wrócisz do domu z kilkoma nowymi znajomymi z całej Polski. Podczas niespiesznych podróży goście pensjonatów i agroturystyk zaprzyjaźniają się ze sobą do tego stopnia, że planują wspólne podróże.

/
8. Nie bój się wspólnych stołów. Wiele osób przyzwyczajonych do turystyki masowej, reaguje niepokojem na pomysł zjedzenia śniadania przy jednym, dużym stole z innymi ludźmi. Chodzi nie tylko o wspólne degustowanie przygotowanych potraw, ale gospodarze restauracji i noclegów chcą w ten sposób zbliżyć do siebie swoich gości. W turystyce „slow” chodzi o relacje i doświadczenia, a nie zwykłe zjedzenie posiłku albo przenocowanie gdziekolwiek.

Wakacje na wsi, z dala od zgiełku, za to blisko ludzi i dobrego jedzenia prosto z ogródków warzywnych i pola są coraz popularniejsze. Rośnie liczba świadomych podróżników i ekoturystów. Nadal jednak ponad 90 procent turystów wybiera turystykę masową, wpływając negatywnie na życie mieszkających lokalnie ludzi i środowisko naturalne. Zmieniając swój sposób podróżowania i nadając mu bardziej „niespieszne” tempo, można realnie wpłynąć na rozwój ciekawych miejsc noclegowych i regionów, które nie są na szczycie najpopularniejszych kierunków turystycznych.

Krzywe 3 / Slowhop.com

Artykuł sponsorowany


Związek

Gdzie jesteś, kobieto? Widzisz siebie? Wciąż wierzysz, że on się zmieni?

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
23 lipca 2021
fot. yulkapopkova/iStock

Trudno na to patrzeć, każdego dnia zapadasz się w sobie. Czasem masz gorszy dzień, wtedy nagle otwierasz się przed przyjaciółkami. Opowiadasz, jak jesteś w swoim związku nieszczęśliwa, samotna. Mówisz, że on cię zawiódł. I tak nie otwierasz się do końca, bo przecież gdybyś opowiedziała wszystko, umarłabyś ze wstydu. Nie chcesz mieć gorszego życia niż przyjaciółki, nie chcesz być ofiarą, a czasem tak się czujesz. To cię boli, ale nie będziesz o tym opowiadać, nie chcesz, nie potrafisz narzekać.

Czasem myślisz, że to twoja wina, nie wybrałaś dobrego męża, nie wybrałaś dobrego ojca dla swoich dzieci. Choć wiesz, że takie myśli są nieracjonalne i tak je masz.

Ten brak wsparcia. Jesteś w związku, a jakbyś była sama. Masz wrażenie, że wyszarpujesz od niego każdą rzecz:

  • Zakupy – zawsze czegoś zapomni, gdzieś mu się nie chce pojechać, w efekcie i tak większość z nich robisz sama.
  • Obowiązki domowe – czasem już naprawdę wolisz sama kolejny raz odkurzyć i pozmywać niż dwadzieścia razy powtarzać, żeby on to zrobił. A ile prosiłaś, żeby naprawił kran i sprzątnął na strychu? No już na pewno ze sto.
  • Dzieci – niby tak je kocha, a masz wrażenie, że potyka się o nie i ich nie zauważa. Pięć minut, tyle zniesie. Zabaw, opieki, szkoły.
  • wspólny czas. Masz wrażenie, że go męczy. Z bólem i zazdrością patrzysz na rodziny, które w weekendy jeżdżą razem na wycieczki w góry, czy nad jezioro, które przekrzykują się w restauracjach, a wieczorami grają w planszówki. Ty masz rodzinę, ale jakbyś jej nie miała. Nawet, jak już gdzieś wyjdziecie z dziećmi, to masz wrażenie, że on się po prostu męczy. Jedyne o czym marzy, to żeby nikt do niego nie mówił. Jest zdziwiony, że dzieci krzyczą, męczą się, są co chwilę głodne, chce im się pić i pójść na lody.

Nieustannie robisz wszystko za niego, choć nigdy nie chciałaś być taką kobietą i z wami miało być inaczej.

Do tego wszystkiego dochodzi brak wsparcia psychicznego. Nie masz partnera, masz Piotrusia Pana, Pana Focha, Kolorowego Ptaka albo Ptaka Leniwego, który tylko czeka na pretekst, żeby schować się gdzieś z puszką piwa (z grą…, z czymkolwiek, co nie jest związane z wami, z tobą).

Jesteś sama z życiowymi wyborami, sama ocierasz córce łzy, bo ktoś ją skrzywdził, sama godzinami układasz wieżę z klocków i sama czytasz bajki na dobranoc. Sama jesteś też ze swoimi sprawami zawodowymi, bo on je zwykle bagatelizuje. Potem jesteś też sama, gdy dzieci dorastają….

Czułości też między wami nie ma, czasem przelotny seks, właściwie robisz to już dla świętego spokoju. I nie możesz uwierzyć, że nie masz jeszcze czterdziestu lat, a żyjesz już tak, jakby nic poza tym miało nie być. On nie rozumie planów podróży, nie ma wielkich celów, a nawet jeśli je ma, to też nie są związane z wami.

Cały czas masz wrażenie, że jesteś dodatkiem. Albo sprzątaczką, praczką, pomywaczką, ogarniaczką. Kimś tam, gdzieś na końcu hierarchii ważności. On sobie gdzieś tam lewituje.

Nie chcesz się z tym skonfrontować, bo się boisz. Wolisz dorzucać sobie kolejnych obowiązków, robić kolejne rzeczy. Wszystko po to, żeby nie zdać sobie sprawy, że wasza rodzina to bardziej iluzja niż rzeczywistość, pole walki niż bezpieczeństwo, smutek niż szczęście.

Ile jeszcze wytrwasz miesięcy, lat? Naprawdę chcesz, żeby twoje potrzeby wciąż były bagatelizowane, Twoje „ja” przygniecione jego ego? Jego wyuczoną bezradnością albo niezorganizowaniem albo wiecznym usprawiedliwianiem siebie, bo on „taki jest” i „gdzie ty widzisz problem?”. Chcesz tak żyć? Chcesz tak skończyć? Jak wiele naszych matek i teściowych? Smutnych, nieszczęśliwych, szukających już później celu tylko w życiu dzieci.

Błagam, otrząśnij się. Jesteś taka dzielna, mądra, silna. Nie mów sobie, że tak już musi być. Nie musi.

Ale na początek przestań się oszukiwać. Przestań mówić, że wszyscy tak mają i cóż, takie życie. Wiesz, że nie. Masz szczęśliwe przyjaciółki, te, które podziwiasz, te, którym trochę zazdrościsz. Wyciągnij do nich rękę, otwórz się, sięgnij po pomoc. Zacznij od powiedzenia sobie i zrozumienia, że naprawdę zasługujesz na więcej. Nie chcesz być tu gdzie jesteś za pięć i dziesięć lat. Przecież dobrze o tym wiesz.

 


Zobacz także

Kiedy myślisz o rozstaniu, czyli 4 zachowania w związku, których się boimy i uważamy je za toksyczne, choć są zupełnie… naturalne

Jeśli kiedykolwiek kochałaś miłością nieodwzajemnioną, musisz to przeczytać

Nic dwa razy się nie zdarza... podobno. Piekło nie zna gorszej furii niż kobieta zdradzona

Nic dwa razy się nie zdarza… podobno. Piekło nie zna gorszej furii niż kobieta zdradzona