Związek

Gdy pieniądz daje w związku władzę. O przemocy ekonomicznej

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
29 sierpnia 2016
Fot. iStock/Abel Mitja Varela
 

Od wieków pieniądze były przedmiotem pożądania człowieka, motywem walki i źródłem motywacji. Nic w tym dziwnego, bo pełny portfel daje satysfakcję, poczucie bezpieczeństwa i możliwości realizacji własnych marzeń i pragnień. Czasami jednak w związku daje jednemu z parterów okazję do kontroli i pokazania swojej siły, zmusza do podporządkowania się i posłuszeństwa. To coś znacznie więcej niż zwykła nierówność – to przemoc ekonomiczna.

Przemoc ekonomiczna, czyli jaka?

Przemoc ekonomiczna, nazywana też finansową, pojawia się wtedy, gdy jedna z osób wykorzystuje pieniądze lub inne środki materialne do zyskania władzy i kontroli nad drugą lub gdy przerzuca na nią całkowitą odpowiedzialność za utrzymanie domu i rodziny. To nie są zwykłe małżeńskie sprzeczki i kłótnie, ale jedna z form przemocy psychicznej – partner chce w ten sposób podporządkować sobie druga połowę, zdominować ją i pokazać swoją siłę. Wbrew pozorom do przemocy ekonomicznej dochodzić może nie tylko w zamożnych domach, ale także i w tych, gdzie na co dzień spotyka się problemy finansowe.

Ja płacę, ja rządzę

To nie musi dotyczyć wyłącznie kobiet, które nie pracują zawodowo i zawsze wyglądać tak, że partner mówi wprost „ja mam kasę, ja żądzę, bądź posłuszna”. To może dziać się etapami, powoli, niemal niezauważalnie. Najpierw przejmie na siebie obowiązki płacenia rachunków i robienia bilansów na wspólnym koncie, potem przestanie informować cię o waszych zasobach i podejmować decyzje finansowe bez twojej wiedzy, aż w końcu zacznie wydzielać „kieszonkowe” na domowe wydatki i skrupulatnie kontrolować to, jak zarządzasz pieniędzmi. Zdarza się też, że partner posuwa się do rozliczania z liczników prądu, wody, a nawet zużytych chusteczek i papieru toaletowego albo wręcz uniemożliwia swojej żonie podjęcie pracy i uzyskanie własnych pieniędzy. Jego zachowanie ma jeden cel – masz się poczuć zależna, słaba, całkowicie od niego uzależniona, bez własnej wartości.

Inną formą przemocy ekonomicznej jest zaprzestanie dokładania się do domowego budżetu i żerowanie na swojej partnerce – to ona utrzymuje swojego męża, dom i dzieci, ona pracuje i zarabia pieniądze. Może dojść do wyłudzania pieniędzy od pracującej osoby na używki lub hazard, kradzież, np. poprzez korzystanie z jej kart kredytowych lub zaciąganie pożyczek bez jej wiedzy. Uchylanie się od płacenia alimentów to także rodzaj przemocy finansowej.

Czy to już przemoc ekonomiczna?

Przemoc ekonomiczna jest trudna do zauważenia, bo w naszym społeczeństwie tkwi ciągle wzorzec, który może służyć jako wytłumaczenie- On to ten od zarabiania i utrzymywania domu, a Ona to ta od sprzątania, gotowania i wychowywania dzieci. Naturalnym wiec jest, że finansami zajmuje się Pan – Łowca dbający o byt, a Matka Polka ma pokornie kiwać głową i zgadzać się jego pomysły. Tymczasem zaszły poważne zmiany społeczne – kobiety są coraz bardziej niezależne, współuczestniczą w gromadzeniu domowego budżetu, a model rodziny stał się bardziej partnerski. Mimo to badania TNS OBOP z 2010,  przeprowadzone na zlecenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej,  pokazują, że 12 procent kobiet doświadczyło przemocy finansowej.

Jeśli więc partner:

  • Zmusza cię do oddawania mu zarobionych przez ciebie pieniędzy
  • Korzysta z twoich kart i kont bankowych bez pozwolenia
  • Wykorzystuje wasze wspólne pieniądze bez porozumienia z tobą i konsultacji
  • Odmawia ci dostępu do wspólnego konta i nie informuje o jego stanie
  • Wydziela ci określone kwoty i rozlicza z ich wydania
  • Odmawia podjęcia pracy i zrzuca na ciebie całą odpowiedzialność za utrzymanie domu
  • Zaciąga kredyty i pożyczki bez twojej zgody lub
  • Nie płaci zasądzonych alimentów
  • Utrudnia ci podjęcie pracy lub przyczynia się do jej utraty

To jest to przemoc ekonomiczna! Masz prawo się przed nią bronić i przeciwstawiać się wykorzystywaniu.

Gdzie znaleźć pomoc?

O przemocy ekonomicznej mówi artykuł 3 Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, która została ratyfikowana przez polski rząd w 2015 roku.

„przemoc wobec kobiet” rozumie się jako naruszenie praw człowieka oraz formę dyskryminacji kobiet, w tym wszelkie akty przemocy ze względu na płeć,  które  prowadzą  lub  mogą  prowadzić  do  fizycznej,  seksualnej, psychologicznej   lub   ekonomicznej   szkody   lub   cierpienia   kobiet,   w   tym również groźby takich aktów, sytuacje przymusu lub arbitralnego pozbawienia wolności, zarówno w życiu publicznym, jak i prywatnym

Choć w polskim prawie nie istnieje wyraźna definicja przemocy ekonomicznej, to nie pozostajemy całkowicie bezbronne. Kodeks Rodzinny i opiekuńczy mówi wprost o równym udziale małżonków w majątku wspólnym oraz o współdziałaniu w zarządzaniu nim i informowaniu o jego stanie. W kodeksie karnym znajduje się artykuł mówiący o przestępstwie niealimentacji oraz zapisy chroniące przed wykorzystywaniem i znęcaniem się.

Jeśli doświadczasz przemocy lub znasz kogoś, kto boryka się z takim problemem, możesz zgłosić się po pomoc do Centrum Praw Kobiet (www.cpk.org.pl) oraz do Niebieskiej Linii (www.niebieskalinia.pl). Nie czekaj, walcz o swoje prawa i samą siebie!

Źródła: niebieskalinia.info , www.finanse.cpk.org.pl , www.przemocekonomiczna.pl

Zapisz


Związek

Bo seks proszę państwa, wcale nie musi oznaczać małżeństwa, czy innego związku

Anika Zadylak
Anika Zadylak
30 sierpnia 2016
Fot. iStock/KatarzynaBialasiewicz
 

Co z tym seksem? Iść na całość na pierwszej randce, czy zgrywać nieprzystępną, choć organizm i ciało krzyczą co innego? Udawać orgazmy czy walić prosto z mostu, co jest nie tak? Ma nas słyszeć cały blok, czy lepiej tłumić w sobie emocje? Kilka pytań i rozsądnych odpowiedzi. 😉

Seks. Spotkanie najczęściej dwojga ludzi, („najczęściej”, bo liczba bywa różna, nie bądźmy pruderyjni, to nie tekst o niedzielnym obiedzie, choć z konsumpcją ma wiele wspólnego ;)) i najwyższa forma bliskości. Bo nie tylko duchowa ale też cielesna, czyli jeden z najpiękniejszych i najbardziej intymnych sposobów, na wyrażanie własnych emocji i pragnień. No tak, tylko jak to zrobić, żeby nie wyjść na zbyt otwartą, co może pozostawić niesmak ale też, na zbyt cnotliwą kłamczuchę, która czuje jedno, mówi drugie, a jeszcze co innego robi. Bo seks proszę państwa, wcale nie musi oznaczać małżeństwa, czy innego związku. Tak jak alkohol czy inne używki jest dla ludzi, sęk w tym, żeby podejść do niego, również z… głową.

Pożądanie nie jest niczym złym a seks, szczególnie przedmałżeński, już dawno przestał być zbrodnią, za którą palono na stosie czy wyrzucano, za bramy miasta. Wszystko się zmienia, czasy mamy dość luźne, więc i oporów, przed praktykowaniem czy mówieniem o nim, coraz mniej. Ale! Kilka zasad, o których należałoby pamiętać, zawsze się przyda, żeby ta ogromnie miła forma spędzenia ze sobą czasu, nie przyprawiła nas o mdłości, nad ranem. I nie o ciążę się rozchodzi. 😉

Pierwsza randka, dajmy na to w restauracji, i od razu, emocjonalny zgrzyt. Bo w powietrzu czuć takie napięcie, że jeść się odechciewa, a gorące myśli krążą z dala od talerzy, jednak żadne się do tego nie przyzna. On – bo ona pomyśli, że tylko o to mi chodzi. Ona – bo on będzie mnie uważał, za pierwszą lepszą puszczalską.

A kto wam każe, zaraz po przystawce, wylądować we wspólnej toalecie, i to nie po to, żeby umyć ręce? Spokojnie, macie mnóstwo czasu na to, żeby się przekonać, czy aby po trzech godzinach wspólnej kolacji, czar nie prysł, a napięcie nie uleciało w siną dal. A jeśli jest go coraz silniejsze pomijając, że dodatkowo, dobrze wam się ze sobą rozmawia? Ciesz się, bo oto właśnie i to całkiem niedługo, przeżyjesz całą paletę wzlotów, achów i ochów.

Jesteśmy przecież dorosłymi, odpowiedzialnymi za siebie ludźmi, którzy czują, pragną i potrzebują bliskości, drugiego człowieka. A jeśli oboje chcą tego samego, i zamiast kategorii  „problem” widzą inną, czyli „przyjemność” to w zasadzie, dlaczego nie? Tylko zanim popłyniecie na wspólny rejs rozkoszy, trzeba znaleźć maleńką chwilę i odpowiedzieć sobie na bardzo istotne pytanie. Potrafisz podejść do tego bez zbyt dużych emocji i oczekiwań? To bardzo przydatna umiejętność, szczególnie, gdy okaże się, że fakt, było nieziemsko, ale to raczej tyle. Nikt przecież nikomu, niczego nie obiecywał, więc i potoczyć się później miało prawo różnie. I żeby nie było, że kogokolwiek, do czegokolwiek namawiam! To raczej pomysł na to, jak sobie ewentualnie umilić życie, a nie je skomplikować!

– Wszystkie orgazmy udawałam! – która z nas, jeśli nawet tego w końcu nie wykrzyczała, to chociaż o tym pomyślała? I to niekoniecznie dlatego, żeby na  koniec romansu, dołożyć swojemu partnerowi. Uświadamiamy sobie z żalem, że faktycznie tak było prawie za każdy razem. Plus, że nie zawsze dotykał nas tak, jakbyśmy chciały, całował za dużo, był zbyt delikatny lub za wulgarny. Niestety, drogie panie, pretensje kierujcie tylko i wyłącznie do siebie. Jak to? A właśnie tak, bo seks, żeby nieziemski był, wymaga odrobiny szczerości wobec siebie. A nawet więcej niż odrobiny, co nie oznacza, że masz mu strzelić godzinny wykład przed każdym stosunkiem. I dodatkowo wyciągnąć projektor, na którym krok po kroku, slajd po slajdzie, poinstruujesz, jak i gdzie wolno, a gdzie zabrania się wtykać palce, i nie tylko je. Istnieje milion sposobów na to, żeby delikatnie mu to uzmysłowić w trakcie uniesień, nie stracić odpowiedniego nastroju, ale za to zyskać, to co w seksie najbardziej pożądane. A mowa oczywiście, o końcowym wybuchu… emocji.

I tak doszliśmy (jakkolwiek to nie zabrzmiało) do punktu kulminacyjnego, czyli wspomnianego wyżej orgazmu.  Opisywanego od zarania dziejów, na tysiące sposobów, zgodnie z prawdą zresztą.  Bo choć przez każdego przeżywany inaczej, to zawsze jednakowo fantastycznie. No właśnie, seks to przede wszystkim ogromna spontaniczność, zwolnienie wszelkich blokad, otwarcie się na zmysłowe doznania, brak oporów przed uzewnętrznieniem emocji. Więc jeśli jest ci tak dobrze, że masz mu o tym ochotę powiedzieć, ewentualnie nawet wykrzyczeć, to zrób to!

Ty przeżyjesz waszą bliskość jeszcze intensywniej, a on utwierdzi się w przekonaniu, jak dobry uczynek właśnie zrobił i dodatkowo zapewni mu to jeszcze bardziej  ekstremalne doznania. A, że usłyszą was sąsiedzi? Na dwoje babka wróżyła – bo albo poranne chłodne spojrzenie w windzie przekaże ci, co o was myślą mieszkańcy zza ściany.  Albo, ośmielisz kogoś dotąd zamkniętego tak bardzo, że dziś wieczorem, to wy posłuchacie, co  tam komu w zmysłach gra. Tak czy siak, wspomnienia z ostatniej nocy stłumią nawet najbardziej lodowaty przekaz, bo wysiadając z windy zauważysz jeszcze coś. A mianowicie,  że w tych sąsiedzkich oczętach poza złością o hałasy, tli się żar zazdrości. A od żaru do płomienia, to już tylko jedna iskra.

Udanego podróżowania, po nieskończonej i ciągle jeszcze (na szczęście!) nie do końca odkrytej, galaktyce cielesnych wzlotów i uniesień 🙂


Związek

Kiedy twój syn się zakocha, czyli jak nie oszaleć na widok wybranki jego serca

Anika Zadylak
Anika Zadylak
29 sierpnia 2016
Fot. iStock/my też kiedyś byliśmy dziećmi swoich rodziców.

O rety, to już?! Dopiero chodził do przedszkola, a teraz przyprowadził dziewczynę ?! Czyli o nieuniknionym syndromie pustego gniazda, jak go przetrwać żeby nie zwariować i… nie stracić przy tym, kontaktu z własnym dzieckiem. Przecież, tylko się zakochał, bez paniki 😉

Dom to przede wszystkim dzieci. Dzieci, które nas motywują, nadają sens życiu, sprawiają, że jesteśmy szczęśliwi i dumni. Dzieci, które rosną, dojrzewają, kończą naście lat i zakochują się. Ale nie tak, jak jeszcze kilka chwil temu, w piaskownicy czy podstawówce. Tamte ich miłostki nas cieszyły, rozczulały i wprawiały w dobry nastrój. Dlaczego więc te, dojrzałe, prawie dorosłe, mają nas przerażać ? Przecież taka kolej rzeczy, my też kiedyś byliśmy dziećmi swoich rodziców. I dorosłość, wcale nie musi tego bardzo zmieniać! Pogadajmy więc, jak to zrobić, żeby nie oszaleć i na widok wybranka serca swojej pociechy, nie zamienić we wściekłą i obłąkaną piranię ;).

Emocje i lęk

Joanna, mama Dawida, który obecnie ma już 26 lat, opowiada o tym, tonąc we łzach. Ze śmiechu i to z samej siebie – No przecież, ja też najpierw byłam mała, potem dorosłam i zakochiwałam się trzysta razy, aż w końcu z domu wyfrunęłam. Nic nadzwyczajnego.  Tak, teraz taka cwana jestem i tak lekko o tym mówię, widzę jakie to logiczne i normalne. Ale gdy mój syn, pod koniec drugiej klasy liceum, przyprowadził do domu dziewczynę i ją nam przedstawił, zamarłam! Wiedziałam, że to już koniec, że go bezpowrotnie tracimy, że on odejdzie a ja pogrążę się w depresji. Ty słyszysz, co ja wygaduję? Jakby przynajmniej miał lecieć w kosmos, i już nie wrócić.  Przerażające, ale tak wtedy myślałam. I knułam, wstyd mi jak cholera, ale tak było. Zastanawiałam się co zrobić, żeby pozbyć się tej dziewczyny i jeszcze choć na chwilę, oddalić to co przecież takie zwyczajne, i nieuniknione.

Cuda wianki odstawiałam, o mało nie doprowadzając do tego, że Dawid by mnie znienawidził. Na szczęście w porę się otrząsnęłam, zrozumiałam, że to co usiłuje zrobić, nijak ma się do logiki czy zdrowego rozsądku. A przede wszystkim, do miłości. I chyba to, mnie przeraziło najbardziej! Bo czego każdy rodzic, pragnie przede wszystkim, dla swoich dzieci? Tego, żeby były szczęśliwe. Więc powinnam robić wszystko, żeby mu to szczęście zapewnić, a nie zabierać. A samotność, to największy dramat. I to nie tak, że masz pchać swoją córkę czy syna, w objęcia kogokolwiek, ale nie popadaj w paranoje, kiedy się zakocha. Nie pozbawiaj swoim egoizmem szansy, na normalne życie.

Do dziś nie wiem, skąd mi do głowy przychodziły tak absurdalne myśli, że pozwalając mu na uczucia, sama się go pozbywam. Przecież o niczym innym, nie marzę tak bardzo jak o tym, żeby się spełniał, zawodowo i prywatnie. Żeby był fajnym mężem i dobrym ojcem. Przecież to kiedyś będzie, mój powód do dumy i taki dowód na to, że niczego gdzieś po drodze nie zawaliłam, w kwestii wychowania. Nie ukrywam też, że super byłoby kiedyś, spełnić się też w roli babci. Ale początek był straszny, to zderzenie z rzeczywistością. Świadomość tego, że komu innemu będzie się zwierzał, z kim innym dzielił troski i radości, kogo innego kochał. I kolejna bzdura, która teraz w głowie mi się nie mieści – tak owszem, pokocha inną kobietę ale to nie znaczy, że mnie przestanie! Zajęło mi to chwile ale w końcu dotarło do mnie, że to niepotrzebna walka, i to z wiatrakami. Bo nawet jeśli nie teraz, nie z tą wybranką, to w końcu i tak pójdzie swoją drogą, szukać własnego pomysłu na życie. I powinno mnie to tylko cieszyć, bo oznacza, że wszystko toczy się takim rytmem, jakim powinno. I to w każdym domu.

Podsumujmy więc i wyciągnijmy kilka wniosków:

To, jaki nasze dzieci będą miały uczuciowy start w życiu, zależy w dużej mierze, właśnie od nas, rodziców

Jeśli zniechęcimy je, nie doceniając tego, jak jesteśmy dla nich ważni, skoro przedstawiają nam swoich wybranków, co dla tak młodego człowieka, jest nie lada wyzwaniem, to pretensje o jego dalsze niepowodzenia, miejmy tylko do siebie.

Dzieci nie są ani naszą, ani niczyją własnością

Naszym zadaniem, jest je jak najlepiej wychować, kochać, nauczyć szacunku do siebie i innych, pomóc dokonać mądrych wyborów. Ale nie planować za nich przyszłości, wymagać żeby myślały tak, jak byśmy sobie tego życzyli. A już na pewno nie sugerować, z kim mają się związać i wybierać im partnerów. Cofnij się na chwilę w czasie i postaw, na ich miejscu. Działa? Na mnie bardzo.

Wymagasz, by twoje dziecko ciebie szanowało? To ty, naucz się je szanować

I uwagi typu – za wcześnie na poważne miłości, najpierw szkoła lub : to nie jest odpowiedni kandydat, poszukamy lepszego – zachowaj dla siebie a najlepiej, w ogóle się ich pozbądź. Ty już masz swoje życie uczuciowe ułożone od lat, pozwól więc ułożyć je najbliższej ci osobie, po swojemu.  To, że się sparzy, pocierpi, zawiedzie, nie oznacza, ze jesteś złym rodzicem, który czegoś nie dopilnował. To lekcje, które pozwolą mu nauczyć się, jak mądrze lokować uczucia.

Dzieci są naszym lustrem, oddają drugiemu człowiekowi tyle, ile dostają właśnie od ciebie, droga mamo i kochany tato

To mądrość stara jak świat, choć bardzo prosta. Jeśli dałeś swoim dzieciom wszystko, co najlepsze, starałeś się z całych sił przekazać i wpoić najważniejsze wartości, kochałeś bezwarunkowo i mądrze, to w zasadzie nie powinieneś mieć, takich rozterek. Więc jeśli przekazałeś im wszystko, co do szczęśliwego życia niezbędne, nie musisz się bać o ich wybory. Wystarczy być, dobrym wzorem.

W życiu każdego człowieka, przychodzi czas na wszystko. Kolejne, naturalne etapy, od porodu aż do śmierci. I jednym z nich jest fakt, że nasze dzieci w końcu stają się dorosłe i same czują pragnienie, zakochania się, związania z kimś innym, niż dom rodzinny. I przede wszystkim wykorzystania w praktyce tego, co z tego domu wyniosły. Chcą dać po prostu innej osobie, to co dostały od najważniejszych dla nich osób. I to nasza zasługa, rodziców. Czy to nie piękne? Dlatego porzućmy pomysł o „wrednej teściowej” , bo jednak zbyt wiele mamy do stracenia. Za to do zyskania, dużo więcej!


Zobacz także

Portret faceta doskonałego… A może taki sam albo podobny od dawna zasypia obok nas?

Dlaczego nie powinniśmy porównywać „starej” miłości do „nowej”

Dlaczego warto spróbować terapii małżeńskiej. Nawet jeśli się nie uda, zyskasz 4 rzeczy