Psychologia Związek

Drugie małżeństwo może być znacznie lepsze od pierwszego. Oto, dlaczego

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
2 lutego 2018
Fot. iStock/freemixer
Następny

Kiedy moja znajoma ogłosiła, że się rozwodzi, bo „ceni sobie instytucję małżeństwa”, złapałam się za głowę. Eee? Ale że jak to? Rozwodzi się, rzuca wszystko i zaczyna od nowa, bo ceni sobie instytucję małżeństwa? A nie powinna walczyć? Jakaś terapia? Plan naprawczy? „Niektóre związki nie mają sensu, lepiej rozstać się w zgodzie niż się szarpać latami. My po prostu do siebie nie pasujemy, to chyba miała być taka lekcja”. Trochę byłam zaskoczona i zdziwiona. Mówiła więc dalej. 

„Cenie sobie małżeństwo. Chcę żeby trwało do grobowej deski. Chcę spędzić resztę życia z człowiekiem, którego kocham i szanuję. Który kocha i szanuje mnie. Z człowiekiem, z którym połączy mnie pasja i pożądanie. Nie chce mi się po prostu przeżyć życia, ja chcę żyć. I to chcę pokazać naszemu dziecku. Dom, w którym panuje miłość i bliskość. Jak ma w przyszłości stworzyć szczęśliwy i udany związek, jeżeli w domu rodzinnym napatrzyło się na obcych sobie ludzi, którzy żyją ze sobą bo tak trzeba?” – opowiada.

W ich domu faktycznie nie wydarzyło się nic strasznego. Nie doszło do zdrady, nikt nikogo nie bił, nie było alkoholu i problemów finansowych. Ot, dwoje ludzi, którzy kiedyś wpadli na siebie i uznali, że może fajnie byłoby wziąć ślub. Jakieś tam uczucie owszem, było. Ale jak widać nie była to miłość. Szczerze podziwiam, że potrafili na chłodno ocenić swoje relacje i rozstać się w zgodzie, gdy oboje mieli jeszcze właściwie całe życie przed sobą.

Kiedy zapytałam moją przyjaciółkę, czy żałuje tego małżeństwa, zaprzeczyła. „Wiele się nauczyłam – o miłości, o swoich i cudzych potrzebach, o kompromisach i ustępstwach, o tym jak pielęgnować związek i czego nie może w nim zabraknąć. Kiedyś gdzieś czytałam, że pierwszy mąż jest jak pierwszy naleśnik i może faktycznie coś w tym jest?”

Ona rozstała się w zgodzie, pełna nadziei na lepszą przyszłość. Ale nie wszystkie z nas mają takie szczęście. Niektóre wychodzą ze związku poranione, z traumatycznymi doświadczeniami. Przerażone przyszłością, ewentualnym, nowym partnerem. I bardzo często zniechęcone do małżeństwa. A szkoda, bo okazuje się, że to drugie naprawdę może być lepsze od pierwszego. Uwierz!

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Psychologia Związek

Jak przestać martwić się tym, na co nie masz wpływu. Odpuść sobie!

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
2 lutego 2018
Fot. istock/ASIFE
 

Życiem kieruje pewna brutalna prawda, której niektórzy z nas zaakceptować nie potrafią: nad większością rzeczy, które nam się przytrafiają, nie mamy kontroli i już.  Co, którzy nie radzą sobie z tym nie radzą, opierają się powoli stając się maniakami kontrolowania i planowania, próbując nawet innych zmusić do zmian. Myślą, że jeśli mogą uzyskać wystarczającą kontrolę nad innymi ludźmi i sytuacjami, w których się znajdują, mogą zapobiec złym rzeczom.

Inni wiedzą, że nie mogą zapobiec niektórym sytuacjom, ale i tak się martwią. Obawiają się wszystkiego, od klęsk żywiołowych po śmiertelne choroby. Ich strach sprawia, że są stale zajęci, ale właściwie tylko marnują swój czas i energię, ponieważ wieczne napięcie i niepokój nie przynoszą nic dobrego.

Jeśli tracisz czas martwiąc się o rzeczy, nad którymi nie możesz zapanować, spróbuj tych sześciu kroków.

1. Określ, co możesz kontrolować.

Kiedy się tak wszystkim martwisz, poświęć chwilę na to, by zastanowić się nad czym właściwie masz kontrolę. Nie możesz zapobiec nadejściu burzy, ale możesz się na nią przygotować. Nie możesz kontrolować, jak zachowuje się ktoś inny, ale możesz kontrolować swoje reakcje, pamiętasz?

Czasem wszystko, na co masz wpływ, to jedynie twój wysiłek i nastawienie. To niezawodny sposób na skuteczność.

2. Skoncentruj się na tym, co możesz realnie zrobić

Możesz wpływać na ludzi i okoliczności, ale nie możesz zmusić rzeczy, aby się wydarzyły. Możesz zaplanować fajne spotkanie, nie możesz sprawić, że ludzie będą się dobrze bawić. Możesz wyposażyć swoje dziecko w narzędzia niezbędne do tego, by się dobrze uczyło, ale nie sprawisz, by osiągnęło wymarzoną „średnią”.

Aby mieć największy wpływ na rzeczywistość, skup się na zmianie swojego zachowania. Bądź dobrym wzorem do naśladowania i ustal zdrowe granice dla samego siebie. Jeśli masz obawy dotyczące wyborów innych osób, podziel się z nimi swoją opinią, ale zrób to tylko raz. Nie próbuj naprawiać ludzi, którzy nie chcą być naprawieni.

3. Zidentyfikuj swoje obawy.

Zadaj sobie pytanie czego się tak boisz: katastrofalnych konsekwencji, czy tego, że nie poradzisz sobie z rozczarowaniem? Zwykle najgorszy scenariusz nie jest tak tragiczny, jak mogłoby się wydawać. Jest duża szansa, że ​​jesteś silniejszy niż myślisz.

Ale czasami jesteśmy tak zajęci obsesyjnymi myślami o tym, że nie możemy pozwolić na to, by coś się wydarzyło, że nie staramy się nawet zadać sobie pytania „co zrobię, jeśli to już się wydarzy?”.

4.  Zrozum różnicę między ruminacją a rozwiązywaniem problemów

Powtarzanie czarnych scenariuszy w głowie lub wyobrażanie katastrofalnych skutków nie jest pomocne. Ale rozwiązywanie problemu jest.

Zadaj sobie pytanie, czy twoje myślenie jest produktywne. Jeśli aktywnie rozwiązujesz problem, na przykład próbujesz znaleźć jakiś sposób, żeby zwiększyć swoje szanse na sukces, kontynuuj.

5.  Stwórz plan radzenia sobie ze stresem

Ćwiczenia, zdrowe odżywianie i dużo snu to tylko kilka kluczowych rzeczy, które musisz zrobić, aby zadbać o siebie. Trzeba też poświęcić trochę czasu na radzenie sobie ze stresem, abyś mógł działać wydajniej. Pomocna jest medytacja, jakieś wciągające hobby lub kontakt z przyjaciółmi.  Eliminuj niezdrowe umiejętności radzenia sobie z niepokojem, na przykład narzekanie na innych lub ucieczkę w alkohol.

6. Praktykuj „zdrowe” afirmacje

Znajdź swoje zwroty, które pomogą ci podjąć działanie albo się uspokoić. To może być na przykład: „poradzę sobie z tym”.  Te krótkie krótkie zdania, które masz pod ręką, nie pozwolą ci zmarnować czasu na rzeczy, nad którymi nie możesz zapanować.


 

Na podstawie: psychologytoday.com


Psychologia Związek

„Wolę być w pracy niż w domu”. Kobiety są bardziej zestresowane w domu

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
2 lutego 2018
Fot.i stock / ArtMarie

Chociaż może się to wydawać absurdalne, to jednak nasze ciało mówi o nas wszystko to, czego czasami nie chcemy do siebie dopuścić. Zgodnie z nowym badaniem przeprowadzonym przez naukowców z Uniwersytetu Penn State, poziom stresu u kobiet jest często wyższy w domu niż w pracy – zwłaszcza w przypadku kobiet bez dzieci.

Aby określić poziom stresu, naukowcy mierzyli wśród ochotników poziom kortyzolu podczas tygodnia pracy i w weekendy. Przeciętnie poziom hormonu stresu w ślinie uczestników był wyższy w czasie dni roboczych. Wynik ten był spójny niezależnie od płci i pochodzenia społeczno-ekonomicznego. Nie było także zaskoczeniem, że najniższy poziom stresu odnotowywano w trakcie weekendu.

Okazało się jednak, że pomimo fizjologicznego wzrostu poziomu stresu, mężczyźni mówili, że czują się szczęśliwsi w domu, niż w pracy. Natomiast kobiety wyrażały się lepiej w pracy, a w domu były bardziej zestresowane niż mężczyźni.

Naukowcy sugerują, że dla wielu pracujących kobiet trudne jest uporanie się z presją oczekiwań – chociażby odpowiadaniem na maile przez 24 godziny siedem dni w tygodniu. Okazuje się, że praca poza domem daje nam oddech od domowych obowiązków, możemy skupić się jedynie na zawodowym zadaniu. W domu stresujemy się podziałem ról – żony, kobiety i pracownika, jeśli nagle okaże się, że firma czegoś od nas chce po godzinach, gdy dzwoni nasz przełożony.

Dlaczego mężczyźni byli mniej zestresowani w domu niż kobiety? W tym przypadku satysfakcja z pracy może odgrywać pewną rolę. Badacze sugerują, że kobiety mogą jednak mieć więcej swobody kulturowej, która pozwala im rzucić pracę, której nie lubią, i znaleźć taką, która sprawia, że ​​czują się szczęśliwsze, podczas gdy mężczyźni pozostają w niezadowalającym ich środowisku pracy, co sprawia, że czas spędzany w domu wydaje się dla nich bardziej atrakcyjny.

Dla pracujących rodziców – zwłaszcza matek – praca, która zapewnia wyraźne działania i nagrody, może powodować mniejszy stres niż szara strefa dobra i zła (nie wspominając o całkowitym wyczerpaniu), która towarzyszy rodzicielstwu.

W rzeczywistości jednak różnica poziomów stresu w domu kobiet bez dzieci była większa niż matek. Naukowcy sugerują, że stres związany z przebywaniem w domu z dziećmi jest łagodzony przez korzyści poprawiające nastrój. Innymi słowy, dzieci są stresujące, ale także przynoszą nam ukojenie – rozśmieszają nas, wzruszają, odciągają myśli od pracy, nierzadko pozwalają do naszych zawodowych obowiązków nabrać dystansu.

Ciekawe, prawda?


 

źródło: huffingtonpost.com

 


Zobacz także

Cała prawda na temat związku ze starszym facetem. Jest sporo „ale”…

„Nie wiem jeszcze jak walczyć z lękami, jak wyciszyć stary głos i odważyć się iść nową drogą, w zgodzie ze sobą”

Poranne treningi i miliony spalonych kalorii. Podsumowanie akcji head & shoulders „Zacznij dzień z czystą głową”