Związek

Czy terapia dla par ma sens? Kiedy warto zdecydować się na pomoc psychoterapeuty rodzinnego?

Redakcja
Redakcja
14 lutego 2022
 

Czasami psychoterapia jest jedynym rozsądnym sposobem na poprawienie relacji między partnerami i ostatnim ratunkiem dla rozpadającego się związku. Kryzys w małżeństwie bywa dosyć częstym problemem, z którym boryka się wiele par. Dlatego w momencie pojawienia się widocznych oznak rozpadu związku i konfliktu pomiędzy partnerami warto od razu skonsultować się ze specjalistą, który przeprowadzi małżonków przez cały proces i pomoże poradzić sobie z emocjami.

Czy terapia dla par ma sens?

Kiedy w życiu pojawiają się problemy rodzinne i dochodzi do coraz częstszych kłótni pomiędzy partnerami, atmosfera w domu staje się napięta. Są to pierwsze sygnały świadczące o kryzysie w związku – jeśli chcemy go załagodzić, warto od razu umówić się na wizytę do specjalisty. Niestety, niejednokrotnie któraś ze stron nie zgadza się na konsultację. W takiej sytuacji można na własną rękę udać się po radę do terapeuty, który doradzi Ci, jak możesz przekonać drugą osobę do psychoterapii, będącej doskonałym sposobem na odbudowanie związku i uchronienie małżeństwa przed rozwodem.

Kiedy warto zdecydować się na pomoc psychoterapeuty rodzinnego?

Terapia dla małżeństw jest jednym z kluczowych elementów pozwalających na poradzenie sobie z kryzysem w związku, który – zbagatelizowany – może prowadzić nawet do rozwodu. Nie należy także zapominać, że dla par, które doczekały się potomstwa, jest to wyjątkowo trudna sytuacja, ponieważ wszystkie kłótnie i nieporozumienia wpływają negatywnie na dzieci. W takiej sytuacji należy tym bardziej rozważyć opcję psychoterapii w celu ochrony najmłodszych członków rodziny. Rozwód rodziców jest dla każdego dziecka traumą, która może przełożyć się na całe jego przyszłe życie. Dlatego warto dołożyć wszelkich starań, aby ocalić związek i pozostać w dobrych relacjach, a w razie potrzeby ustalić wizytę z psychologiem dziecięcym, który pomoże dziecku odnaleźć się w nowej sytuacji i będzie dla Twojej pociechy psychicznym wsparciem.

Mediator rodzinny

Mediacje rodzinne są formą pomocy mającej na celu wypracowanie porozumienia w konkretnej sprawie. Kiedy dochodzi do ostateczności, a psychoterapia nie przynosi założonych rezultatów, mediator jest osobą, która pozwala małżonkom ustalić kompromisy dotyczące alimentów, podziału majątku czy charakteru rozwodu (z orzekaniem o winie lub za porozumieniem stron). Należy pamiętać, że wizyta u mediatora nie jest formą terapii rodzinnej, a jedynie wsparciem w negocjacjach rozwodowych i ułatwieniem kontaktów między małżonkami, które mają kluczowe znaczenie dla przebiegu rozprawy rozwodowej. Mediacje rozwodowe pozwalają na dokonanie dokładnych ustaleń i dojście do porozumienia, co jest kluczowe w szybkim otrzymaniu rozwodu i ważne dla zdrowia psychicznego Twojego i Twoich dzieci. Znajdź dobrego mediatora rodzinnego na https://wyszukiwarkifirm.pl/.

Pomoc adwokata – alimenty

Na każdym etapie rozwodu ważne jest zatrudnienie zaufanego adwokata, który pomoże w ustaleniu alimentów i będzie obecny na każdym etapie rozprawy. Szczególnie ważny pozostaje etap związany z podziałem majątku – pomoc specjalisty pozwala na szybkie załatwienie wszelkich formalności z tym związanych i rozdzielenie wspólnego mienia pomiędzy strony. Są to niezwykle istotne kwestie, które należy ustalić przed rozprawą, ponieważ bez nich cały proces ulegnie znacznemu wydłużeniu. Znajdź adwokata od spraw rozwodowych na https://www.inka.org.pl/.


Związek

Ten test odkryje wszystkie sekrety twojej osobowości! Co widzisz na tym obrazku?

Redakcja
Redakcja
14 lutego 2022
 

Ten test jest bardzo prosty, a dokładność wyników jest niesamowita. Wewnątrz jednego zdjęcia znajduje się kilka obrazów – wybierz jeden i otrzymasz diagnozę swojej osobowości i kilka rad na przyszłość! Większość osób, które przystąpiły do ​​testu, potwierdziła trafność wyników.

Myślisz, że znasz siebie? Nie bądź tego taka pewna. Czasami nie zauważamy pewnych ukrytych aspektów naszej osobowości lub unikamy ich zauważania. Ten test ujawni twoje ukryte cechy. Spójrz na zdjęcie poniżej i odpowiedz na pytanie, co zauważyłeś jako pierwsze?

Świecznik

Masz rozległe spojrzenie na świat, a twoje plany są zawsze wspaniałe. To dobre, ale zapominasz o drobnych szczegółach i niuansach. Masz wielkie serce. Powinnaś być bardziej ostrożna i starannie dobierać znajomych, ponieważ bardzo często jesteś wykorzystywana przez innych. W ten sposób unikniesz kłopotów w przyszłości.

Kobieta

Jesteś miłą i zmysłową osobą. Masz skłonność do idealizowania życia i czasami tak naprawdę nie zwracasz uwagi na rzeczywisty świat i rzeczy wokół ciebie. Bujasz w obłokach. Nie jest źle, bo na Ziemi nie ma zbyt wielu prawdziwych romantyków, ale z drugiej strony często zapominasz o bożym świecie z całą jego zawiłością i rozczarowaniami. Czasami dobrze jest wrócić do rzeczywistości, inaczej życie zamieni się w ciągłe pokonywanie przeszkód.

Mężczyzna

Jesteś typem domatora, a wszyscy w Twoim otoczeniu są ciepli i bezpieczni, jakby stali za kamiennym murem. Jesteś zwięzła, myśląca i kreatywna. Nigdy nie tracisz panowania nad sobą. Ale jest jedno, co możesz poprawić: nie jesteś wystarczająco uważna w stosunku do bliskich ci osób. Spróbuj dać więcej uwagi ludziom, których kochasz. Wszyscy będziecie szczęśliwsi.

Ogień

Nie jesteś jak inni ludzie. Myślisz nieszablonowo. Masz własną wizję świata, a czasami bliscy Ci ludzie po prostu Cię nie rozumieją. Ale kogo to obchodzi. Głównym celem jest nie zmieniać siebie! Musisz nosić, a nawet poprawiać swoją pewność siebie, a wtedy wszystko będzie dobrze.

Co widzisz na obrazku? Odpowiedź odzwierciedla twoje najgłębiej skryte uczucia


Związek

Przepraszająca, prosząca, zabiegająca, winna. Tysiące kobiet takich, jak ona. Dość!

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
14 lutego 2022
fot. m-gucci/iStock

Ma 40 lat i dopiero uczy się, co czuje. Skąd miałaby to wiedzieć. Przez całe jej życie nikogo nie obchodziły jej uczucia. Miała być grzeczna, miła i uczynna. Dla innych, bo przecież nie dla siebie.

Złości się, gdy słyszy „bądź sobą”. „Pop psychologia, stek bzdur” – irytuje się. Co to w ogóle znaczy być sobą?

Patrzy w lustro i myśli, że jest setką pojedynczych elementów. A raczej setką niepasujących do siebie przymiotników. Gruba, chuda, ładna, brzydka, odniosła sukces, nie odniosła, jest fajną przyjaciółką, niefajną przyjaciółką, dobrą matką, złą matką. No i jakąś żoną. Raczej złą, bo nie dba odpowiednio o dom, a nawet jak dba to i tak widzi srogie spojrzenia kobiet ze swojej rodziny. Całe życie łapała te przymiotniki, którymi na różnych etapach określali ją inni. Więc sorry, ale nie wie, jak to jest być „sobą”.

Jej życie to nieustanne przepraszanie i dostosowywanie się

„Mów nie”! – krzyczą poradniki. Też nie wie, jak to się robi. Bo za „nie” była karana. Obrażenie matki, złość ojca, trenera, chłopaka, nauczycielki. Nauczyła, że trzeba się uśmiechać, wtedy nie ma kary. Być miłą, uważną, uśmiechniętą. Właśnie. Gdy facet się nie uśmiecha jest po prostu poważny. Ma do tego prawo. Nieuśmiechająca się kobieta jest po prostu niegrzeczna. Gburowata, źle wychowana. Nieuśmiechający się mężczyzna jest wyzwaniem dla kobiet. Nieuśmiechające się kobiety są uważane przez mężczyzn za zimne suki.
Ona się uśmiecha, bo nie chce być suką.

Gdy miała pięć lat wszyscy zachwycali się jej urodą

Jaka to śliczna dziewczynka, te oczy, ten uśmiech. Ach, będzie łamać męskie serca. Poklepywali ją, łapali za blond loczki, kazali recytować wierszyki i obracać się wokół własnej osi, bo chcieli zobaczyć, jak wiruje jej sukienka. Śliczna dziewczynka. W odpowiednio ślicznej sukience. Tata chciał, żeby uprawiała sporty, mama, żeby grała na pianinie i dobrze się uczyła matematyki. Nikt jej nigdy nie spytał: „A czego ty potrzebujesz, kochanie?”.

Później już nie była taka śliczna (ta kobieta akurat nie) i zaczęła poznawać, jaka jest kara za bycie niewystarczajacą. „Boże taka byłaś wysportowana, a teraz nie umiesz władować się na łódkę, grubaska” – prychał ojciec. Potem tłumaczył się, że chciał dobrze. Oni wszyscy chcieli dobrze. Mama, gdy mówiła, że trzeba chodzić wyprostowaną. I szanować starszych. I, gdy porównywała ją z Anią, Kasią i Zosią. Trener, gdy rzucał „rusz dupę, bo ch… osiągniesz”.
Polonistka, gdy ze słodkim uśmiechem wyznawała: „Ja to cię nie lubię, jesteś jakaś inna. Bądź, jak wszyscy”. Wszyscy, czyli kto? Te dziewczynki robione w jednej fabryce? Zgrabne, szczupłe, o gładkich twarzach, dygające. Z długimi włosami, kucykami albo końskimi ogonami. Też taka była przecież. I tak samo, jak one zamknięte we wszystkich „musisz”, „trzeba”, „powinnaś”.

Oddzielona od siebie.

Prawdziwa była chyba tylko ta Baśka z trzeciej ławki. Bezkarna zupełnie. Uczyła się, jak chciała, robiła balony z gumy do życia i nie miała potrzeby być, jak z fabryki. A może chciała. Są tu jakieś Baśki?

Potem było liceum i pierwsze głodzenie. Niejedzenie. Odmawianie sobie

A może to była bulimia. Najadanie się, wymiotowanie. W ukryciu. Każda wojna z jedzeniem pozwala się oddalić od życia. Te, które bardziej nie jedzą, wydają się fajniejsze, bo silniejsze. Licealistki jeszcze nie wiedzą, że wojując z jedzeniem, walczą ze sobą. Z samotnością, z bólem, odrzuceniem, stratą.

Ona się starała. Rodzice ją chwalili za niejedzenie, lustra i spojrzenia chłopaków podpowiadały, że oto właśnie staje się gwiazdą. Ma władzę. I kontrolę. Świat nam nieustannie powtarza, że trzeba mieć kontrolę. Niby nad sobą, ale tak naprawdę nad ludźmi. Wtedy jest się pożądanym. Łatwiej coś zdobyć albo dostać.

Miała wielu chłopaków i wiele przyjaciółek, bo tylko wtedy czuła, że jest fajna. Przez jej dom przewijały się tabuny ludzi. Zakochał się w niej najprzystojniejszy chłopak. „Och, jacy wy piękni” – słyszała. Adoracja napełniała jej puste wnętrze. Było jak jedzenie, które przynosi ulgę.

Całe jej życie było bardziej przypadkiem niż wyborem

Nawet jeśli myślała, że wybiera, pozwalała decydować o sobie innym.

Zakochała się w apodyktycznym mężczyźnie. W końcu to najlepiej znała. Mówił, jak ma się ubierać, nie właściwie nie mówił. On radził. Tonem nieznoszącym sprzeciwu. Więc podążała za nim, bo miał w sobie tylko pewności i twardości, a ona tak potrzebowała siły.
– Za co ty mnie kochasz?– spytała któregoś dnia.
– Za to, że tak bardzo czuję się przy tobie sobą, że wszystko akceptujesz, nie robisz problemów.

Tak, to cała ona. „Kto zaakceptuje mnie?” – pomyślała. Ale wolała tego nie sprawdzać. W ogóle lubiła apodyktycznych ludzi. To było takie łatwe. Nie decydować. Podporządkować się. Autorytarnej szefowej, szefowi, znajomym. Oni wiedzieli, jak TRZEBA. Ona nie bardzo.

Urodziła dziecko, jedno, drugie i wreszcie stała się cudownie dopasowana

Przystojny, dobrze zarabiający mąż, piękne dzieci, dom, praca. Mogła pod tym lukrem ukryć kawałki siebie. Nie chodziło o to, że to życie było złe. Bardziej o to, że mogła prowadzić tysiące takich żyć. I tak samo nie słyszeć siebie.

Zmieniła ją dopiero jego zdrada. Pornografia, dużo kobiet. Cudowne małżeństwo, które nie chciało być razem. On wolał ciała innych kobiet, ona jedzenie i alkohol, brak seksu. Jak można być z kimś blisko, skoro nie jest się blisko ze sobą?

Ale wtedy, po tej zdradzie, po raz pierwszy wrzasnęła „nie”! I poczuła, że właściwie od początku życia gwałcą ją wszyscy.

Na początku poszła na terapię

I to było straszne. Tyle niewygodnych pytań, tyle nitek. Uwierało ją to i właściwie w każdym tygodniu chciała zrezygnować. Przestała tak pomagać innym, przestała pić alkohol, jeść za dużo, dużo pracować, uciekać w innych ludzi. Na początku myślała, że oszaleje. Potem, że jest w środku jest i jak to będzie żyć bez niczego.

Ale potem zaczęła z różnych kawałków tworzyć całość. Próbować, co lubi na śniadanie, jak chce spędzać wakacje, gdzie pracować, z kim się spotykać. Kiedy chce mówić, a kiedy nie mówić. Przestała się na siłę uśmiechać. I być tak strasznie, obrzydliwie miła dla wszystkich, niezależnie od tego, jak ją traktują.

Nie, to nie było łatwe. Musiała patrzeć na rozczarowanie innych, też swoich dzieci. Ale robiła to nie tylko dla siebie, również dla nich. Nie chciała być tylko bezwolną, sfrustrowaną matką, która osacza dzieci, bo tylko tam znajduje czystą miłość. Nie chciała być bezwolną pracownicą, córką, przyjaciółką. Kobietą. Osobą.

Nie, wciąż nie wie, co to znaczy być sobą. Ale przynajmniej wie, jak chce przeżyć dzień i gdzie być za kilka lat.

Takich, jak Ona jest tysiące. Tysiące kobiet, które tak późno uczą się odkrywać siebie. I słyszeć swój głos. Taka jest bohaterka książki:  „Wojowniczka miłości” Glennon Doyle. Zresztą, to historia samej autorki. Bardzo dobra i mocna.


Zobacz także

10 sposobów, by wzmocnić wasz związek. Bądźcie ze sobą szczęśliwsi

10 sposobów, by wzmocnić wasz związek. Bądźcie ze sobą szczęśliwsi

Co robi mężczyzna, gdy już dłużej nie chce być w związku? Czeka, aż go zostawisz

Dlaczego ludzie decydują się na małżeństwo, choć dobrze wiedzą, że to się nie uda?

„Ryzykanci”. Dlaczego ludzie decydują się na małżeństwo, choć dobrze wiedzą, że to się nie uda?