Seks Związek

Czy męski punkt G naprawdę istnieje i czy faceci w ogóle wiedzą, co to jest prostata?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
3 lutego 2022
pozycje
Photo by Dainis Graveris on Unsplash
 

Czy męski punkt G naprawdę istnieje? Tematem zajął się Sturla Pilskog, norweski urolog, autor książki „Penis, czyli o seksualności mężczyzn”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. Będziecie zaskoczeni, do jakich wniosków dotarł!


Punkt G to pojęcie dobrze znane w odniesieniu do kobiet, opisujące wyjątkowo wrażliwy obszar w pochwie, którego stymulacja może doprowadzić do orgazmu waginalnego. Określenie tego miejsca pochodzi od nazwiska niemiecko-amerykańskiego ginekologa Ernsta Grafenberga, który twierdził, że strefa erogenna zawsze znajduje się w przedniej części pochwy. Późniejsze badania podważyły tę hipotezę, a dziś niektóre wręcz sugerują, że być może punkt G u kobiet nie występuje wcale. A jak jest z mężczyznami?

Okazuje się, że u mężczyzn sprawa jest znacznie prostsza niż u kobiet! Stymulacja prostaty u wielu panów prowadzi do orgazmu i wytrysku. Oczywiście zupełnie niezależnie od stymulacji członka. Prostata jest bowiem bardzo dobrze unerwiona, podobnie jak najbardziej wrażliwe części penisa. Dlatego właśnie niektórzy mężczyźni uważają tę część ciała za niezwykle erogenną. Wciąż jednak musimy się dowiedzieć, które dokładnie rodzaje nerwów odpowiadają za dawanie rozkoszy. Na razie wiedzy w tym zakresie brak. Tu ciekawostka – męski punktu G, czasem nazywamy punktem P.

Czy mężczyźni w ogóle wiedzą, czym jest prostata?

„Przez pierwszą część życia gruczoł krokowy spokojnie leży sobie tam, gdzie jego miejsce, i sumiennie współpracuje z pozostałymi organami płciowymi. Lecz żadna idylla nie może przecież trwać wiecznie. Szczególnie w drugiej połowie życia problemy z prostatą zaczynają uprzykrzać życie mężczyznom, a wielu kojarzy ten gruczoł wyłącznie z dolegliwościami. W pewnym badaniu 52% mężczyzn twierdziło, że prostata to choroba, a zaledwie 16% wiedziało, że chodzi o narząd. Liczby te być może nie są precyzyjne, ale dobrze ilustrują to, jak wielu postrzega tę ważną część ciała”, opowiada w książce Sturla Pilskog.

Jak znaleźć i pobudzić męski punkt G?

Co ciekawe, panowie bardzo często opisują orgazm osiągany dzięki stymulacji prostaty jako silniejszy i dłuższy niż w przypadku drażnienia penisa. „Sama stymulacja może się odbywać przez masowanie obszaru między moszną a odbytem, nazywanego kroczem. Zwykle prostatę stymuluje się częściej przez odbyt, w wyniku stosunku analnego lub używania seksualnych zabawek. Dostępnych jest wiele różnych rodzajów takich przyrządów, a po lekturze relacji ich użytkowników odnosi się wrażenie, że są zazwyczaj bardzo zadowoleni”, twierdzi Sturla Pilskog.

Sposób odczuwania stymulacji prostaty to z pewnością sprawa bardzo indywidualna i nie wszyscy partnerzy mogą mieć na to ochotę. Dlatego przed takimi pieszczotami trzeba upewnić się, czy partnerzy wyrażają zgodę i chęć. To ważne! Sturla Pilskog podkreśla jednak, że co do tego, że gruczoł ten potrafi dać poczucie seksualnej rozkoszy, nie ma raczej wątpliwości.

Na co trzeba uważać?

Nie przeprowadzono zbyt wielu badań dotyczących orgazmu wywołanego przez stymulację prostaty. Jednak wyszukiwanie tego pojęcia w internecie wskazuje, że wieleset tysięcy ludzi wstukuje to pojecie, szukając informacji. To znaczy, że mają ochotę na testować te doznania.

„Seksualne eksperymenty w większości przypadków to dobra rzecz, ale warto zastosować kilka zasad bezpieczeństwa”, ostrzega Sturla Pilskog.

I dalej zaleca: „Po pierwsze, błona śluzowa w odbycie jest dość delikatna i zawiera bardzo dużo naczyń krwionośnych. Należy więc zadbać o obfite smarowanie, najlepiej w formie specjalnie do tego celu przeznaczonego lubrykantu. Warto również dopilnować, by wprowadzany przedmiot nie miał ostrych krawędzi. Zdarzało się na przykład, że zbyt długie paznokcie wywoływały krwawienia w tylnych rejonach. Mimo że samo krwawienie rzadko jest bezpośrednio niebezpieczne, uszkodzenia błony śluzowej zwiększają prawdopodobieństwo infekcji. I ostatnie ostrzeżenie: używaj tylko rzeczy, których wystający koniec znajduje się pod kontrolą. Jeśli narzędzie prześliźnie się za potężny mięsień zwieracza, samodzielne wydostanie go będzie niemal niemożliwe. Wiele razy w mojej chirurgicznej karierze stałem w sali operacyjnej, próbując wyłowić z odbytu przeróżne przedmioty, od świec i wibratorów po szklane podstawki do świeczek do podgrzewania herbaty. To fantastyczne doświadczenie dla lekarza, ale też zdarzenie, którego większość pacjentów wolałaby uniknąć”.

Czy stymulacja męskiego punktu G ma znaczenie prozdrowotne?

Okazuje się, że najprawdopodobniej tak! Z wiekiem prostata często rozrasta się ze względu na zalegający w niej ejakulat. Niektórzy twierdzą, że dzięki penetracjom, masażowi i pieszczeniu męskiego punktu G ryzyko przerostu prostaty zmniejsza się. Można więc przyjąć, że jest to skuteczna profilaktyka.

Warto też mieć świadomość, że dolegliwości związane z niewłaściwym funkcjonowaniem prostaty mogą być różne: obejmują zarówno kłopoty z oddawaniem moczu, jak i raka. Ważne jest więc, by wiedzieć, na jakie objawy należy uważać i które prawdopodobnie są niegroźne oraz przejściowe. Sturla Pilskog zaleca na koniec: „Kto się niepokoi, że coś jest nie tak, powinien zgłosić się do lekarza, gdzie nie da się uniknąć owianego złą sławą badania tego gruczołu”. Bądźcie dzielni panowie!

 


Seks Związek

Jak spędzić Walentynki? Garść pomysłów na święto zakochanych!

Redakcja
Redakcja
3 lutego 2022
 

Zastanawiasz się nad tym jak w tym roku będą wyglądać Twoje Walentynki? Wszystko zależy wyłącznie od Ciebie, dlatego przystąp do działania i zorganizuj Wam niezapomniany wieczór (albo i cały dzień). Pomysłów na przyjemne spędzenie Walentynek jest mnóstwo, więc przeanalizuj Wasze potrzeby i preferencje, a następnie wybierz najciekawsze możliwości. Podpowiadamy Ci w jaki sposób możesz spędzić Walentynki z drugą połówką. Czym prędzej sprawdź nasze pomysły i nie zostawiaj niczego przypadkowi!

Jak spędzić Walentynki? Skorzystaj z tych propozycji

Nie do końca wiesz jak spędzić Walentynki? Szukasz dla siebie atrakcyjnych propozycji, dzięki którym Twój partner/partnerka będą w pełni usatysfakcjonowani? Pomyśl o tym, czego konkretnie potrzebujesz i co sprawi Wam największą przyjemność. Nie troszcz się tylko o siebie, ponieważ jest to święto zakochanych (par) i obie strony powinny być tego dnia w doskonałych humorach.

Jednym z najciekawszych sposobów na spędzenie Walentynek jest oczywiście romantyczna kolacja w eleganckiej restauracji. Zarezerwuje stolik w Waszej ulubionej knajpie lub zabierz drugą połówkę do miejsca, w którym jeszcze nigdy nie byliście. Koniecznie sprawdź opinie innych użytkowników, aby się nie rozczarować. Wybierz także odpowiedni prezent na Walentynki, który wręczysz drugiej osobie na uroczystej kolacji. Może to być m.in.:

  • książka,
  • perfum,
  • kosmetyk,
  • biżuteria,
  • zegarek,
  • świeca do masażu,
  • walentynkowy miś.

Jak widzisz pomysłów jest dużo, więc masz w czym wybierać. Drugą ciekawą opcją na to jak spędzić walentynki jest oczywiście wizyta w kinie, teatrze czy też filharmonii. Zarezerwuj bilety na ciekawy film lub spektakl, a nie będziesz tego żałować. Alternatywnymi pomysłami są: romantyczny spacer po parku lub w blasku księżyca lub też wspólne gotowanie we własnym domu.

Jak spędzić Walentynki? Trafiony prezent to podstawa sukcesu

Jeśli jesteś mężczyzną i od dłuższego czasu zastanawiasz się nad tym jaki prezent na Walentynki dla niej okaże się strzałem w dziesiątkę przemyśl najpierw to, czy Twoja partnerka nie wspominała ostatnio, co chciałaby od Ciebie dostać. W pierwszej kolejności weź pod uwagę biżuterię. Kobiety bardzo lubią dostawać nowe pierścionki, kolczyki czy też bransoletki, chociaż równie dobrze możesz jej kupić wyjątkowy zegarek. Jeśli nie dysponujesz zbyt dużymi możliwościami finansowymi postaw na coś romantycznego, a konkretniej na misia, wino czy też czekoladki. Pamiętaj, że liczy się gest, a nie to ile wydasz pieniędzy na prezent dla ukochanej.

Powinieneś już wiedzieć jak spędzić Walentynki, ale skup się na tym, aby prezent wręczyć ukochanej w odpowiednim momencie, np. wtedy, gdy jesteście przytuleni lub wyznajecie sobie miłość. Postaw na portfel, kosmetyki do pielęgnacji urody i włosów, zestawy do makijażu, broszkę czy też zestawy do ćwiczeń i dorzuć do tego walentynkową kartkę. Kuszącą propozycją jest też zmysłowa i seksowna bielizna na Walentynki, która urozmaici Wam wieczór, a być może nawet całą noc. Pomyśl o szlafroku, biustonoszu, majtkach, kompletach bielizny, gorsetach, rajstopach i podkoszulkach.

Jak spędzić Walentynki? Pora na krótkie podsumowanie

Przejdźmy w tym momencie do krótkiego podsumowania. Nie musisz od razu wiedzieć jak spędzić Walentynki, ale warto o tym pomyśleć i się w to bardzo zaangażować. Druga strona z pewnością będzie w stanie to docenić.

Wśród najpopularniejszych pomysłów na spędzenie walentynek znajdują się m.in.: wyjście do eleganckiej restauracji (kolacja), wyjście do kina lub teatru, romantyczny spacer, ale też wspólne gotowanie w domowym zaciszu. Najważniejsze jest to, abyście słuchali siebie nawzajem i zadbali o przyjemną atmosferę. Bądźcie ze sobą blisko, a tegoroczne walentynki będą dla Was niezapomnianym przeżyciem.

Zastanawiając się nad wręczeniem wyjątkowego prezentu swojej ukochanej kobiecie powinieneś pomyśleć m.in. o: bieliźnie, kosmetykach, książce, walentynkowym misiu, portfelu, zestawie do makijażu i ćwiczeń, biżuterii, zegarku czy też po prostu o walentynkowej kartce i winie.


Seks Związek

Po dniu relaksu obudziłam się wściekła i bardziej zmęczona niż byłam. Do diaska, dlaczego!?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
3 lutego 2022
Photo by Annie Spratt on Unsplash

Dziś robię sobie wolne od wszystkiego – powiedziałam przez telefon mojej przyjaciółce. – Jest niedziela, a ja mam posprzątane i ugotowane. Poprosiłam nawet córkę, by przez cały dzień wychodziła z psem. Nic nie może mi zaburzyć tego dnia spokoju. Nie pościeliłam nawet łóżka, wracam tam w piżamie i będę czytała sobie książki. Chwilo, trwaj! Tylko jeszcze zrobię aromatyczną herbatkę – dodałam i rozłączyłam się, wcześniej otrzymując od przyjaciółki gratulacje za pomysł.

Niedawno robiłam wywiad z pewną lekarką, która zajmuje się technikami prawidłowego oddychania. Byłam na jej wykładzie i oświeciło mnie: ja w ogóle nie odpoczywam! Ale nie chcę się tu użalać, bo tak żyje większość kobiet. Kiedy mamy wolne, to sprzątamy kuchnię albo zajmujemy się inną zaległością. Teraz miało być inaczej. Nawet zamknęłam drzwi do swojej sypialni, wcześniej wyrzucając z pokoju kota, by mi nie przeszkadzał. Wzięłam książkę Olgi Tokarczuk „Bieguni”, którą zaczynałam już drugi raz i odpłynęłam, bo to jest fascynująca lektura, pod warunkiem, że nikt ci nie przeszkadza.

Układ współczulny i przywspółczulny – co to ma do odpoczynku?

Muszę tu nadmienić, że od wspomnianej lekarki dowiedziałam się też, że mój autonomiczny układ nerwowy składa się z dwóch – współczulnego i przywspółczulnego. Ten pierwszy często nazywany jest systemem „walcz lub uciekaj”, ponieważ jest zaangażowany w sytuacjach stresowych. Tymczasem przywspółczulny nazywamy układem „odpoczynku i trawienia”. Dlaczego? Bo często uruchamia się po niedzielnym obiedzie, kiedy mamy czas na relaks i ogarnia nas błogość. Ale w tym samym czasie nasz organizm przeprowadza różne bardzo skomplikowane działania naprawcze, które sprawiają, że potem mamy więcej sił, bo jesteśmy wypoczęci.

Nieopatrznie jednak zabrałam ze sobą do sypialni… telefon. Bzzz… Brrr… – rozległy się dzwoneczki. O matko, jakie to były głupoty: najpierw masa reklam, informująca mnie o najróżniejszych intratnych zniżkach: na soczewki, karmę dla psa i loty do Radomia. Kiedy ja udzieliłam na to wszystko zgód? Kiedy pozwoliłam się tak rozpraszać? Po co? Byłam zirytowana. Czy to w ogóle da się jakoś zablokować?

Potem zabrzęczały mi nad uchem rozmowy znajomych na różnych messengerach. Próbowałam to jakoś ogarnąć, coś grzecznościowo odpisać, ale powiem wam, że ludzie (których bardzo lubię!) piszą  głupoty, w ogóle nie zwracając uwagę na interpunkcję, literówki i sens. Co za zabieranie czasu!

Postanowiłam więc wyłączyć telefon. Niech dzwonią i piszą, ja mam tryb samolotowy i czytam. Dalej więc moje oczy wędrowały po kartach Biegunów” i czułam się przez chwilę fantastycznie. Ale po godzinie takiego bezruchu wszystko zaczęło mnie uwierać. Poszłam po poduszki i umościłam się wygodnie na nowo. Jak ktoś czytał „Biegunów”, to wie, że wątki są tam bardzo pourywane, przywiążesz się do jednej historii i już pojawia się nowa. To chyba jednak nie jest książka, którą da się przeczytać za jednym posiedzeniem – pomyślałam i natychmiast poczułam, że moje powieki stały się dziwnie ciężkie.

Nagle nad swoją głową zobaczyłam córkę. Absolutnie rozbawioną i mówiącą: „Widzę, że twój układ współczulny absolutnie zdechł”.
O rany, a która to godzina? Było już grubo po 18.00, więc spałam 5 godzin. Co ja teraz będę robić i czy usnę w nocy? – zadałam sobie pytanie, ale postanowiłam się nie poddawać i odpoczywać dalej.

Jak zamiast odpoczywać marnowałam czas

Podreptałam do lodówki, a tam po moich wczorajszych urodzinach pełno jedzenia. A na pierwszym planie prawie nietknięty tort czekoladowy. „To będzie mój obiad”, pomyślałam. Nałożyłam sobie podwójną porcję i wróciłam z nią do łóżka. Zemdliło mnie. Dobra, odpoczywam dalej. Wróciłam do „Biegunów”, ale już mi nie szło. Wygrzebałam z półki więc inną książkę: „Ogarnij się, czyli jak wychodziliśmy z szamba” Artura Nowaka i Marka Sekielskiego, znanego duetu, który pracował nad filmem dokumentalnym „Zabawa w chowanego”. Panowie opowiadają w niej o tym, jak zrywali z nałogiem alkoholowym. Czyta się znakomicie, ale to momentami mocno dołująca lektura.

Po godzinie nie dałam rady i włączyłam telefon. Matko, siedem nieodebranych. Postanowiłam oddzwonić do mamy, która od razu wkurzyła mnie tym swoim pytaniem wytrychem: „Czy u was wszystko dobrze?”. Zbyłam ją kilkoma dennymi opowieściami o tym, jak to u nas dobrze i po trzech minutach byłam wolna.

Ponieważ telefon już miałam włączony, zaczęłam nieopatrznie scrollować Instagram. I tym sposobem obejrzałam milion pięćset sto dziewięćset dennych filmików. Nie wiem, jak wy macie, ale na moim Instagramie wyświetlają się zazwyczaj rzeczy dotyczące psów i zębów. Już tłumaczę. Chyba chodzi o to, że śledzą nas jakieś pliki cookies i podsuwają nam te obrazy, nad którymi zawieszamy najdłużej oko. A ja lubię oglądać, jak ktoś wierci w zębach, a potem wypełnia go plastyczną masą, albo jak robią te piękne białe nakładki szczerbatej dziewczynie. Co zaś się tyczy zwierząt, oglądam głównie labradory. Jest taka seria: właściciel warczy na psa i czeka na jego reakcję. A pies hyc pod kanapę się chowa z przerażenia. Albo jest taki gość, co nazywa się „Grunt the fetch ball king” i on ma filmiki, na których ogląda, jak ktoś adoptuje, ratuje lub reanimuje pieska. I ten wielki umięśniony facet płacze jak małe dziecko, kiedy to ogląda. Czujecie, ja oglądam gościa, co płacze, że coś ogląda. Masakra! Ani się obejrzałam, a na zegarze wybiła godzina. 21.00 godzina. Scrollowałam dwie godziny. To ma być wypoczynek? To chyba bardziej przypomina niszczenie sobie mózgu!

W tym momencie wiedziałam już, że mój dzień relaksu jest skrajnie beznadziejny. Totalnie go sobie zepsułam.

Nie muszę już chyba mówić, że nie mogłam tej nocy zasnąć do 3.00 nad ranem. Wszystko mnie od leżenia bolało, przekręcałam się całą noc z boku na bok. A rano? Obudziłam się bardziej zmęczona, niż byłam dobę wcześniej.

Co o odpoczywaniu piszą w „Psychology Today”?

  1. Odpaliłam Psychology Today” – by poczytać, co się ze mną działo. Przecież naprawdę tego „dnia odpoczynku” zatrzymałam się i nic nie robiłam. Co było nie tak?
  2. „Nie oczekuj, że stres zniknie, gdy przytulisz się na kanapie. Nasze mózgi są zaprogramowane na regenerację poprzez relaksację, ale nie zawsze od razu nadrabiają zaległości”, napisała Grace Blair, dziennikarka i studentka nauk biologicznych na Uniwersytecie Floryda.
  3. Uzależniając czas odpoczynku od tego, czy na niego zasłużymy po wykonaniu określonej pracy, może skutkować  odczuciem niepokoju, gdy w końcu pozwolimy sobie na zwolnienie tempa.
  4.  Innym czynnikiem, który może sprawić, że relaksacja będzie rozczarowująca, jest posiadanie z góry przyjętych wyobrażeń, jak ona powinna wyglądać.
  5. Czasem wymuszamy na sobie ten relaks, choć akurat tego dnia czujemy się fizycznie i psychicznie bardziej przygotowane do aktywności.

Grace Blair napisała na koniec: Usunięcie wszelkich oczekiwań związanych z relaksem może być kluczem do prawdziwego czerpania z niego radości. Wykluczając wszelkie progi produktywności związane z zasłużeniem sobie na dzień wolny lub wszelkie pomysły, jak powinien wyglądać relaks, możemy sprawić, że nasz ODPOCZYNEK stanie się naprawdę tym, czym powinien być: przerwą od wymagań.

Może i racja? ! A wy, co o tym wszystkim myślicie?


Zobacz także

„Chodź kochana, musimy szybko”. Zakochać się i odkochać w sześć dni. Dramat wirtualnego „zwiazku” w kilku aktach

O tym, jak trudno być „innym”. O tym, jak trudno w ludziach LGBTQ – zobaczyć człowieka…

Prawdziwa miłość jest dla realistów. Romantyzm potrafi być męczący...

Prawdziwa miłość jest dla realistów. Romantyzm potrafi być męczący…