Lifestyle

Świnia, pochwa i pomidor. 8 tajemnic dotyczących kobiecego ciała, o których nie wszyscy słyszeli

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
28 października 2016
Fot. iStock / RazoomGames
 

Kobiece ciało nie od dziś inspiruje zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Piękno i tajemnica idą w parze nie tylko w materii zewnętrznego wyglądu. Nasze ciała skrywają wiele sekretów, które szczególnie przez mężczyzn bywają nadal nieodgadnione. A próbowało już wielu, choćby wybitny Leonardo da Vinci.

Co wiemy my, a czego Leonardo wiedzieć nie mógł?

Już starożytni próbowali „rozłożyć” kobiece ciała na czynniki pierwsze. W końcu sekcja zwłok nie jest wymysłem okrutnych współczesnych. Kiedyś zdobywano wiedzę w sposób bardziej przyziemny — krojono, dzielono, oglądano i opisywano to, co udało się zauważyć, nie tylko w kobiecej anatomii. Korzystali z wyników tych prac medycy oraz artyści pracujący na podstawie anatomii człowieka. Jednak przeciętnemu mężczyźnie, od starożytności po czasy współczesne, nadal niewiele z takiej wiedzy. Szczególnie wiedza miłosna, cała Ars Amandi opierała się na doznaniach, a nie naukowej teorii. Dziś wiemy znacznie więcej, i to bez seryjnego krojenia kobiet. Czas się podzielić tymi faktami, które do tej pory uchodziły za frapująca tajemnicę.

Kilka faktów na temat macicy, pochwy, punktu G i nie tylko:

1. Pół kobieta — pół świnia 

Nie, nie chodzi o tajemniczy przepis na stwora wprost z pracowni dr. Frankensteina. Chodzi o wspaniałe, choć nie do końca oddające rzeczywistość rysunki autorstwa wspomnianego renesansowego mistrza da Vinci. Na jego szkicach wychowało się nie jedno pokolenie medyków, choć mogli być oni lekko zaskoczeni, gdy teoria mistrza spotykała się z praktyką. Jak się okazało, dzieła Leonardo obrazujące kobiece ciało, nie zawsze odpowiadały rzeczywistości. Mistrz mordercą nie był, więc czasem cierpiał na brak „modelek” do osobliwych badań. Da Vinci nie mając swobodnego dostępu do kobiecych ciał, posiłkował się narządami rozrodczymi dostępnych zwierząt. Stąd rozbieżności, które od razu wpadają w oko współczesnym anatomom.

2. Mała macica, wielkie możliwości 

Owszem, zdrowa macica przeciętnie liczy sobie 7,5 centymetra długości i 5 cm szerokości. Jednak swoje prawdziwe możliwości uwidacznia przez około 20 tygodni na ciąży — rozszerzając się stale, sięga aż do pępka. Zewnętrzna krawędź macicy osiąga dolną krawędź klatki piersiowej około 36 tygodnia ciąży, po czym opada. A w trakcie połogu kurczy się, wracając do niewielkiego rozmiaru po ok. 6 tygodniach po porodzie.

3. Pochwa kwaśna jak pomidor

Panowie mogą mruknąć z niezadowolenia, ale my, kobiety, jesteśmy naturalnie kwaśne, tam „na dole”. PH pochwy jest bardzo kwaśne, średnio około 4,5 na skali pH (7 neutralne). „Smak” czy też jej kwasowość można porównać do samku kwaśnego pomidora lub piwa. Biorąc pod uwagę to ostatnie, panowie chyba nie powinni mieć w tej materii problemu, racja? Kwaśne środowisko pochwy umożliwia bytowanie zbawiennych dla kobiecego zdrowia bakterii probiotycznych, np. Lactobacillus. Chronią nas one przed infekcjami intymnymi, które potrafią wyjątkowo dokuczyć. 

4. Błona dziewicza bywa kłopotliwa

Co prawda jej obecność bądź brak, nie świadczy o prowadzeniu się kobiety, bo jak wiemy może ona się rozciągać, jak i pękać przy pierwszej penetracji (nie tylko podczas współżycia). Co więcej, ten neutralny dla kobiety fragment ciała, może być przyczyną kłopotów. W rzadkich przypadkach (około 1 na 2000 urodzeń), dziewczynka rodzi się ze zrośniętą błoną dziewiczą, czyli nie ma dziury w tkance, umożliwiające odpływ krwi miesiączkowej. Małe nacięcie błony przez specjalistę likwiduje ten problem. 

5. Punkt G — obiekt niezidentyfikowany

Jest gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie… Albo i go nie ma, o co spierać się mogą panie, które mają różne doświadczenia podczas stosunków seksualnych. Te, które przeżyły nagły kontakt partnera lub wibratora (czy innej zabawki dla dorosłych) z TYM punktem, po prostu wiedzą, że jest takie magiczne miejsce i tyle. Reszta może cicho pozazdrościć. Naukowcy zajmowali się odkryciem na mapie punktu G, by był on dostępny dla każdego, przynajmniej mentalnie. Ale to się nie udało, mimo licznych badań. Naukowcy twierdzą, że punktem G może być cokolwiek, od wewnętrznej gałęzi łechtaczki do błędnie zidentyfikowanych gruczołów. Może, ale nie musi, tak więc panowie muszą nadal wierzyć nam na słowo, gdy mówimy, że dotarłyśmy z nimi do seksualnego Eldorado.

6. Więcej nie znaczy lepiej

Czasem dziewczynki rodzą się z podwójną pochwą lub macicą, co jest rzadką przypadłością. W wielu przypadkach taka wada nie daje żadnych objawów. Najczęściej występują nietypowe krwawienia miesiączkowego lub problemy z płodnością, które dopiero wskazują na powstałe nieprawidłowości.

7. Miesiączka buduje poczucie wspólnoty

W wielu kręgach kulturowych miesiączkująca kobieta odsuwana jest od życia społeczności i traktowana jako nieczysta. W kulturze zachodniej takiego problemu nie mamy, a nawet mało kto jest w stanie się zorientować, że akurat przechodzimy trudne dni. Co ciekawe, badanie przeprowadzone w 2012 roku wykazało, że miesiączkujące w tym samym czasie kobiety odczuwają ze sobą silniejsze więzi.

8. Wagina wypowiedziana publicznie

Współczesne media nie mają problemów z używaniem mocnych słów, emitując nieocenzurowane piosenki czy filmy. Kiedyś sytuacja i mentalność była zupełnie inna i nie do pomyślenia było używanie nieodpowiedniego słownictwa i publiczne rozmowy na tematy intymne. Schemat ten złamany został po raz pierwszy w roku 1946 roku, kiedy to Disney wyprodukował film animowany o historii miesiączki do edukacji w szkołach. Wtedy po raz pierwszy użyto słowa „wagina”.


źródło: www.livescience.com


Lifestyle

Każę ci robić różne rzeczy, udawać, że mnie nie ma. A ty nadal nie wiesz, kim naprawdę jestem

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
28 października 2016
Fot. iStock / GeorgePeters
 

Okropnie dziś wyglądasz. Czasem zastawiam się, co ty sobie w ogóle wyobrażasz… Jakbyś myślała, że cały świat nagle zacznie się tobą interesować. Nie, kochana, to tak nie działa. Już dawno powinnaś to wiedzieć. Świat ma cię głęboko w dupie. Ludzie też. Co niby chciałaś tym osiągnąć? Aż epatujesz tą swoją żałosnością, cierpieniem z wyprzedaży. Ktoś zapyta, i co dalej? Pomoże ci? Załatwi za ciebie coś, co? Pytam przecież!

Dobrze wiesz, że nic się nie stanie, oprócz tych ciągłych pytań, pytań, których nie chcemy. Przecież doskonale wiesz, czujesz to pod skórą, że jeszcze jedno „wszystko w porządku?” i tylko rozpadniesz się na milion kawałeczków, a oni uciekną jak najszybciej. Nikt nie lubi smutku, nie chce go widzieć. Musisz się dopasować. Masz przecież mnie, jesteśmy razem – tak jak kiedyś. Ja pozwalam ci czuć to wszystko, zawsze będę z tobą, muszę być. Pamiętaj, nie ma innego życia.

A teraz zrób makijaż, ubierz się jakoś i się uśmiechaj. Śmiej się proszę głośno, tak, żeby uwierzyli. Gdy wrócisz do domu będzie czas dla nas, obiecuję, że wtedy nie będziesz musiała już przed nikim udawać, że jest dobrze. Jeszcze ta twoja matka, naprawdę zupełnie nie rozumiem, dlaczego wciąż tolerujesz te jej telefony. Szczerze jej nie znoszę. Dobrze, że przynajmniej jakoś panujesz nad sytuacją, nie wchodzi ci na głowę, gdy na nią zawarczysz.

Pamiętam, gdy się poznałyśmy. Byłaś wtedy w trudnym momencie swojego życia, pamiętasz? Jakoś tak się wszystko poskładało, że pewnego dnia wpadłyśmy na siebie. Bum. Siedziałaś na kanapie i okręcałaś włosy wokół palca. Miałaś wtedy długie, kasztanowe loki – takie jakie on lubił. Potem je ścięłaś, ciążyły ci długo jego komplementami, dotykiem, szeptem. Zupełnie jakbyś jednym cięciem, chciała go wymazać.

Nie chciałam, żebyś robiła coś nowego, tylko po to żeby zapomnieć? Po co? Wiem, że to mogło się udać, ale po co masz się oszukiwać, próbować po raz kolejny, zmieniać i wierzyć – jeśli na końcu i tak czeka rozczarowanie? Ja ci tego zaoszczędziłam. No pomyśl sama, przecież widzisz, że to logiczne. To wszystko składa się w jedną całość.

Jest mi z tobą bardzo dobrze. Czasem tylko nie rozumiem dlaczego jeszcze ze mną walczysz, wiem, może to zbyt wielkie słowa „walka”. Ta nie jest wyrównana, nie muszę się o nas obawiać, jestem ci potrzebna, nie jestem twoim wyborem. To coś zupełnie innego.

Kocham to, jaką perfekcjonistką jesteś, jak dokładnie i pieczołowicie dążysz do doskonałości, w tej swojej śmiesznej pracy. Przecież nie ratujesz świata, a jednak chcesz wszystko tak dobrze zrobić, najlepiej. Będziesz patrzeć w tabelę exela jak w milion dolarów, jakbyś mogła być dzięki temu przez chwilę lepsza. I wiesz, że nie będziesz – całe szczęście, nie muszę ci tego mówić wprost, ty to wiesz doskonale. Wciąż powtarzasz, jaka jesteś beznadziejna, nic nie warta, zresztą nie tylko ty, wszystko. Masz rację, zuch dziewczynka, świat jest chory, smutny, zbyt często niewarty uwagi.

Pamiętaj kochana tylko o tych kilku rzeczach, które musisz robić, dla nas. Przecież wiesz, że nie można inaczej…

Jeśli ktoś będzie chciał cię zabrać, wyrwać z tego życia, naszego bezpiecznego i tak dobrze znanego ci życia, musisz umieć się obronić. Może najlepiej się zgodzić, a potem na ostatni moment zadzwonić z jakąś wymówką. Jak wtedy ze wspólnymi wakacjami. Byłam z ciebie dumna, świetnie to rozegrałaś. Dwieście złotych zaliczki, to niewielki koszt, za twój spokój. Bezpieczeństwo. Mądrze postąpiłaś. Nie mogłaś się przecież wciąż wykręcać, że nie masz ochoty, pieniędzy… zaczęliby drążyć, pytać – eh, wciąż te pytania. Musimy dbać o to, żeby nie byli zbyt ciekawscy, to tak nam utrudnia życie.

To takie proste, na pewno sobie poradzisz.

Wiem, że miałaś dziś trudny dzień. To przeze mnie. Obudziłam cię dzisiaj w nocy, chciałam, żebyś płakała. Bez powodu, a może raczej z miliona powodów. Sama nie wiem. Lubię gdy płaczesz, gdy łzy bezwiednie ściekają ci po policzkach, a ty naprawdę nie wiesz, że to ja. Że to przeze mnie. Przez chwilę próbujesz sobie przypomnieć, co ci się śniło, jakbyś wierzyła, że te łzy to sprawka złych snów. Urocze, zupełnie jak dziecko. Tak mnie czasem bawisz tą swoją nieporadnością, naiwnością. Przyglądam ci się, gdy robisz herbatę i siadasz, wciąż jeszcze płacząca, na skraju łóżka. Myślisz wtedy, że już dawno mnie nie ma, że nigdy się naprawdę nie spotkałyśmy, a ja przecież jestem przez ten cały czas tak blisko.

Już dobrze. Nie płacz. Chodź do mnie, napijemy się wina. A potem pójdziemy spać. Tak po prostu. Sen jest dobry, zaśnij już szybko, żeby dłużej nie myśleć.

Każę ci robić różne rzeczy, udawać, że mnie nie ma. A ty nadal nie wiesz, kim naprawdę jestem, prawda…?

Twoja Depresja

PS: Bardzo cię potrzebuję, bez ciebie naprawdę nie mogę żyć, nie ma mnie. Chcę tylko być z tobą blisko, nie zostawiaj mnie. Nie odchodź. Chyba mi tego nie zrobisz?!

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) aż 350 milionów ludzi na świecie, czyli około 5% całej populacji cierpi na depresję a każdego roku liczba ta ulega zwiększeniu.

Depresja zmusza do robienia wielu rzeczy, których nie widzimy lub nie chcemy widzieć. Oplata powoli i po cichu, wciąga w najbardziej toksyczną relację. Często zabija. I nikt nie wie, dlaczego? Zawsze jest nadzieja, nie bój się poszukać pomocy.

Jest kilka rzeczy, których ludzie nie rozumieją. Rzeczy, które robisz przez depresję:

1. Robisz wszystko, aby ukryć fakt, że masz depresję (często, nawet przed sobą).

2. Bywasz agresywny wobec najbliższych.

3. Jesteś chorobliwym perfekcjonistą.

4. Krzywdzisz siebie, uciekasz w nałogi.

5. W ciągu dnia myślisz, o tym, żeby na jego koniec, jak najszybciej zasnąć. Żeby już nie myśleć.

6. Odwołujesz swoje plany, rzeczy, które mogą się udać, być pozytywne.

7. Zajadasz swoje emocje – lub przeciwnie, nie możesz jeść.

8. Nie możesz wstać, obudzić się – czujesz fizyczny opór. Lub wręcz przeciwnie, cierpisz na bezsenność.

9. Bardzo dbasz o to, aby pokazywać na zewnątrz swoje szczęście.

10. Czujesz potworne fizyczne zmęczenie, czasem niewyjaśniony ból. Unikasz przez to wszystkich aktywności.

11. Twoim priorytetowym zadaniem każdego dnia, jest „już” wrócić do domu. Odciąć się.


Lifestyle

Nauka dowodzi, że do płaczu macie prawo. Kobiety czerpią ponoć nawet przyjemność, ze smutnych doświadczeń…

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
28 października 2016
Fot. iStock / Ernesto Víctor Saúl Herrera Hernández

Zalewasz się łzami na reklamie kabanosa i przełączasz telewizję, kiedy ta pokazuje krzywdę zwierząt? A może kłócąc się z mężem czekasz na jego odpowiednią dolinę, żeby wyskoczyć z grubej rury i zalać wszystkie, nawet najbardziej sensowne argumenty morzem łez? Zanim zaczniesz się zastanawiać czy nie jesteś okropną, emocjonalną terrorystką otrzyj mokre oczy i głowa do góry. Nauka dowodzi, że do płaczu masz prawo, bo jako kobieta statystycznie robisz to nawet do pięciu razy częściej niż mężczyzna.

Kobiety faktycznie płaczą więcej 

Kiedy noblista w dziedzinie fizjologii i medycyny, Tim Hunt, wyraził swoją opinię na temat kobiet pracujących z nim z laboratorium, bardzo szybko stracił tytuł profesora honorowego Uniwersytetu w Londynie. Na konferencji dziennikarzy naukowych w Południowej Korei stwierdził, że kiedy współpracuje z paniami to przy pracy z nimi dzieje się zazwyczaj jedna z tych trzech rzeczy: albo się ktoś w nich zakochuje, albo one zakochują się w kimś, albo zaczynają płakać, kiedy zwróci im się uwagę. I chociaż zabrzmiało to nad wyraz seksistowsko i oburzyło gremium naukowe, to przyznać trzeba, że kobiety faktycznie płaczą więcej niż mężczyźni. Jak dowodzą badania dzieje się tak nie z braku umiejętności przyjmowania krytyki, jak stwierdził Hunt, ale w związku z obszerną relacją uwarunkowań biologicznych, społecznych i środowiskowych. Ciekawe jesteście, dlaczego wasz stary nie zapłakał na gali zakończenia roku u córki w przedszkolu – proszę bardzo, przedstawiam naukowe dowody. Szastajcie nimi do woli na polach bitew wszelakich.

Mężczyzna racjonalny. Kobieta emocjonalna

Badania psychologiczne potwierdzają, że panie płaczą od dwóch do pięciu razy w miesiącu, albo jak kto woli od trzech do pięciu razy częściej niż panowie w ogóle (Chyba, że jesteście w ciąży, wtedy nie płaczecie tylko kiedy śpicie). Ta różnica jest powszechna niezależnie od kraju, chociaż, jak dowiedli naukowcy z Uniwersytetu Tilburg w Holandii, zauważają większe rozbieżności w niektórych rejonach świata, co argumentują wpływem kultury na rozwój. Rola mężczyzny w krajach zachodnich pozostaje niezależna, u władzy i rozwiązująca problemy w sposób racjonalny. Kobiety natomiast polegają na innych i podchodzą do rzeczywistości bardzo emocjonalnie. Prawdopodobnie to z tego powodu on oddzwania do administracji osiedla tłumacząc niedopłatę za wodę wynikającą z pomyłek w kalkulacji. Ty albo eksplodowałabyś płaczem tłumacząc, że nie masz co do garnka wsadzić, a przelew dopiero za trzy tygodnie, albo wyzwała urzędniczkę od imbecyla sugerując umiejętne korzystanie z liczydła w przyszłości. Idę o zakład, że panowie swoją powściągliwością zapobiegli kilku konfliktom w historii dziejów świata.

Płaczemy z powodu tych samych rzeczy – śmierci osób bliskich, choroby, skomplikowanych rozstań. Kobiety natomiast płaczą zdecydowanie częściej z powodu małych niepowodzeń, popsutego komputera czy złamanego obcasa w bucie. Zaskakującym może być fakt, że mężczyźni za to łkają chętniej w odpowiedzi na pozytywne wydarzenia. Kiedy jeszcze raz spotkasz się z niezrozumieniem w przypadku rozładowanego na środku ulicy akumulatora swojej dwudziestoletniej Astry, a twoje łzy nazwie się „niepotrzebnymi”, rozwiej wszelkie wątpliwości. Reakcja wynika z twojej fizjologii. Po prostu.

Kobiety czerpią przyjemność z płaczu

Według badań kobiety mają nawet tendencje do wyszukiwania form wypoczynku, które sprawią, że poczują się smutne, jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi. Czerpią przyjemność z takich doświadczeń! To wyjaśnia, dlaczego panie nerwowo obgryzają paznokcie w oczekiwaniu na kolejny odcinek ulubionego serialu w telewizji, kiedy panowie drepcą niecierpliwie w miejscu w oczekiwaniu na napisy końcowe. Zdaniem naukowców kobiety mają wysoką zdolność wywoływania łez na poczekaniu zupełnie inaczej niż mężczyźni. Nagle wszystko staje się jasne, świat zwalnia. Panie po prostu lubią chodzić smutne. A jak lubią, to nie wolno im tej przyjemności odbierać. Płakanie należy się kobietom z urzędu ;).

My tu swoje, a biologia i tak po naszej stronie

Niezależnie od kraju pochodzenia, wolności wyrazu i społecznych zasobów, które również wpływają na różnice w ilości wylanych łez, to ważnym, jak nie najważniejszym argumentem w potyczkach „warto czy nie warto płakać” jest biologia. Biologia, która stoi za dziewuchami murem. Badania z 2012 roku dowodzą bowiem, że kobiety mają nawet sześćdziesiąt procent więcej prolaktyny, która jest hormonem reproduktywnym. To ta sama, która stymuluje produkcję mleka w maminych piersiach.  Łzy wylewane podczas emocjonalnych potyczek i gonitw po ulicach miast za zdradzającym narzeczonym są naszpikowane prolaktyną właśnie co dowodzi, dlaczego babkom wolno płakać dużo i często. Z naturą nie ma się co kłócić panowie, odpuście sobie próby.

Do głosu dochodzi również stary, dobry testosteron. Jego poziom skutecznie powstrzymuje mężczyzn od potoków łez. Panowie leczący się na raka prostaty, zażywający silne leki wpływające na zmniejszony poziom testosteronu w organizmie są skłonni do częstszych zrywów emocjonalnych i zdecydowanie częściej płaczą. Morał? Hormonalnie panie są jak małe nieopierzone kurczaczki, podczas gdy panowie uzbrajają tyłki w kolejne, pozłacane tarcze.

Niezależnie od powodów, dla których płaczemy pamiętajmy, że jest to odruch oczyszczający i potrzebny. Podczas płaczu pozbywamy się z ciała stresogennych chemikaliów, polepszamy stan psychiczny, sygnalizujemy problemy zdrowotne. Panie dodatkowo uwiły sobie w sprawie własne, pancerne gniazdko i wykorzystują te cechy w prywatnych rozgrywkach. Która nigdy nie użyła płaczu jako ostatecznego argumentu zagłady niech pierwsza rzuci kamień. Teraz przynajmniej wiecie, że tak zostałyście zaprogramowane.


źródło: www.livescience.com


Zobacz także

Hej, nie poddawaj się, nawet jeśli myślisz, że jesteś w najtrudniejszym momencie swojego życia!

Jak poradzić sobie w sytuacji, gdy nasze dziecko ma złamane serce? Nie wiecie? Wybierzcie się do kina na „Synalka”

5 dowodów na to, że w związku lepiej być zołzą. Taką pozytywną zołzą