Związek

„Tak bardzo chciałam rozpieprzyć ci życie. Byś cierpiała, jak ja”. List do kochanki męża

Listy do redakcji
Listy do redakcji
18 sierpnia 2017
Fot. iStock/gilaxia
 

Nie zacznę go „Moja droga”, bo za cholerę nie jesteś mi droga. Tak naprawdę nie przedstawiasz dla mnie żadnej wartości jako człowiek, a tym bardziej kobieta, z którą winnam czuć solidarność jajników.

Z dużej litery pisała też nie będę, bo prostu cię nie szanuję. Nie zasługujesz na to.

To nie będzie list, w którym będę ci dziękowała za to, że poprzez zdradę męża jestem lepszym człowiekiem, że po rozstaniu z niewiernym odzyskałam siebie, albo że zażegnaliśmy kryzys i dziś jesteśmy jak nowożeńcy. Nic takiego nie miało miejsca. Mimo że nadal jesteśmy razem, nie ufam mu, panicznie się boję kolejnej zdrady. Jestem zazdrosna o miłą atmosferę w jego pracy, bo widzę do czego jest zdolny. Zbieram się by odejść, choć wiem, że złamię mojemu dziecku serce. Ten romans wdarł się w moje życie jak tsunami. I mimo, że woda opadła pozostał po niej brud i smród.

Brud we mnie samej też, bo uruchomiły się we mnie dzikie instynkty. Gdy się dowiedziałam, gdy przyszła ta pieprzona wiadomość od ciebie do niego, słodka aż nie do wytrzymania i gdy mój palec cofał niekasowaną od wielu miesięcy gorącą konwersację, ukazało się moje drugie, dotąd nieznane mi oblicze. Rozpacz, żal i szał.

Pierwszy raz w życiu uderzyłam męża, nie w twarz. Biłam na oślep po torsie. Płakałam, nie byłam najpierw w stanie wydusić z siebie słowa. Potem popłynął potok tych niekoniecznie przyzwoitych. Miliony myśli, pytań, kiedy to się zaczęło, co robili, co oznaczają wyznania, namiętne żarty, sprośne teksty. Czy był seks, jak długo to trwa i JAK ON KU.WA MÓGŁ MI TO ZROBIĆ ???

Jak mógł kłamać w oczy, że niby idzie na trening, a zapomniał wspomnieć, że dyscyplina sportu się zmieniła, a partner był  płci żeńskiej?

Wyszłam z domu, siłą zabrałam mu telefon. Pierwszy raz miałam w sobie tyle agresji, tyle wściekłości, że mogłabym bić, kopać, gryźć. Dowiedziałam się wszystkiego, co, gdzie. Rytuały w pracy, słodkie upominki, prezenty na urodziny, szczegóły imprez firmowych. Byłam na tyle przytomna, że całość skopiowałam. Każde zdanie niczym tatuaż wypalało się na moim ciele, wasze przezwiska, piosenki wysyłane na dzień dobry, komentarze zdjęć. Po pierwszym razie pamiętałam każde.

Czy czułam, że coś nie gra? Tak, nawet pytałam, a niewierny patrząc prosto w oczy zaprzeczał. Gdy pytałam o późne powroty z imprez, przewracał oczami. Robił ze mnie idiotkę.

To, co stało się ze mną po tym, jak wszystko przeczytałam, było straszne. Przeraźliwe zimno, dreszcze, brak apetytu i emocje, jakich nigdy w życiu nie doświadczyłam. Złość, wściekłość wręcz, dziki szał, rozpacz najczarniejsza, żal i ból fizyczny.

Bolało całe ciało. Nocami wyłam. To nie był płacz. To było wycie, skomlenie. Dopiero teraz rozumiem znacznie tych słów. Chciałam cię zniszczyć. Byłaś tak głupia, że w ciągu kilku dni wiedziałam o tobie sporo. Tylko idioci wrzucają tyle informacji o sobie na fejsa. Wiedziałam, kto jest twoim mężem i do jakiej ligi siatkówki amatorskiej należy. Kto twoim ojcem, siostrą, przyjaciółką. Od razu znalazłam zdjęcia, posty do ulubionych stron. Nawet dokąd twoje dzieci do szkoły chodzą i jak wyglądają. Na twoje życzenie, boś sama zamieściła zdjęcie idealnej matki. No faktycznie, idealnej, jak cholera. Świeciłaś przykładem, tak jak cyckami na imprezach firmowych szczerząc zęby. Tak bardzo chciałam rozpieprzyć ci życie. Byś cierpiała, jak ja. A nawet bardziej. Pragnęłam, by ciebie świat znienawidził. By mąż zostawił bez opieki nad dziećmi. Byś straciła pracę. Przecież byłaś zwykłą asystentką, która prócz kawy robiła wyśmienite lody…

Chciałam by ta wredna gęba z piegami w końcu przestała się śmiać, byś zapadła się w czarną dziurę jak ja i nigdy z niej nie wyszła. Nigdy nikomu dotąd źle nie życzyłam. Nauczyłaś mnie tego.

Męża też chciałam zniszczyć. Zabrać mu dziecko. Niech błaga. W jego pracy wszystkim powiedzieć czym, a raczej kim się zajmował. Poinformować jego rodziców. Niech matka widzi, że kawał z niego gnoja. Chciałam widzieć cierpienie wszystkich, którzy coś dla niego znaczyli. A najbardziej jego własne.

Stałam się cieniem samej siebie. Odkryłam duże zdolności aktorskie. W pracy i przy dziecku udawałam. A smutną minę zbywałam stresem. To był naprawdę ciężki okres. Stałam się nieufna. Złośliwa, zazdrosna, podejrzliwa, uszczypliwa. Potrafiłam idealnie zacytować tekst kochanków, by mężowi zrobić przykrość. Byłam w tym świetna. Pamiętam jak wchodziłam do jego biura, niezapowiedziana i widziałam twoje zmieszanie. Nie wiedziałaś do czego jestem zdolna. A gdy ktoś mówił, że bardzo schudłam, ja mówiłam, że mam stres w życiu osobistym. Mówiłam to głośno i z uśmiechem.

Ludzie myśleli, że żartuję, gdy mówiłam, że mąż ostro nabroił. Ja bawiłam się z nimi. Twoim strachem też. Ene due rabe powie czy nie. Potrafiłam zjawić się u was na imprezie firmowej. Odstrzelona na boginię, robiąc małe show. Słodko się do ciebie uśmiechałam i mówiłam o sobie, żona Marcina, z naciskiem na żona. Rozmowę wcale nie najprzyjemniejszą też przeprowadziłam z tobą na imprezie. Dziwnie to wyglądało. Zjawiłam się nagle i koniecznie chciałam odprowadzić cię do auta. Na pewno to zauważyli. Zależało mi na tym. Po cholerę zjawia się żona i chce rozmawiać z jakąś asystentką, której wcześniej nie zna? Coś musiało być na rzeczy. Karmiłam się tym. Twoim strachem i zaskoczeniem, gdy jasno postawiłam sprawę, że mam ochotę ci wprowadzić trochę rozrywki w życiu, że jeśli masz rodzinę to się skup na niej, bo za chwilę możesz jej nie mieć. Na twoje bezczelne stwierdzenie, że to przecież były żarty, odparłam, że zaproszę ciebie i twojego męża na kolację, przeczytam co pikantniejsze fragmenty rozmów, o których mniemam, nie miał pojęcia. I jeśli on stwierdzi, że to żart, to zostaniemy przyjaciółmi.

Ta twoja mina była bezcenna. Punkt dla mnie. Gdy obroniłam dyplom od razu pojechałam do biura. Wszyscy mi gratulowali. Prawili komplementy.

Tego dnia naprawdę ślicznie wyglądałam. Ty siedziałaś w swojej norze, a ja głośno się cieszyłam, że skończyłam kolejny kierunek studiów. Mój mały triumf. Chciałam, by mnie lubili. Zawsze dobrze ubrana, by podobać się męskiej części załogi, by kiedyś padło zdanie może przypadkiem, ale ten Marcin ma fajną żonę.

Czy żałuję swojego zachowania? Nie. Bo zaznaczyłam swój teren, chciałam odzyskać wiarę w siebie, którą oboje tak zniszczyliście. Bo nie posunęłam się tak daleko jak chciałam. W jednej rozmowie z tobą sporo ci powiedziałam. Postanowiłam mieć klasę. Nie zrobiłam szopki, choć miałam ochotę widzieć twoje publiczne upodlenie. Uznałam, że świat jest na tyle mały, że nigdy nie wiadomo na kogo i kiedy się trafi. Nie chcę być postrzegana jako ta, co zrobiła aferę, ale jednocześnie chcę, byś wiedziała, że jestem czujna. W moich oczach jesteś skreślona i nie ukrywam, że jak kiedyś nadarzy się okazja zemsty, to ją wykorzystam. Karma wraca wiesz? Może jakaś siksa uwiedzie tobie męża i poczujesz ten niesamowity ból. Przez Marcina otoczenie chcę być odbierana jako pozytywna osoba.

Zresztą taka jestem, ale on nie dał mi szansy tego pokazać. Chcę wchodzić do jego biura dumna, a ty póki tam jeszcze robisz tę kawę, masz siedzieć za biurkiem i czuć dyskomfort. I strach czy kiedyś przypadkiem niby czegoś nie powiem. Jestem dla ciebie uprzejmie chłodna, dla innych ciepła, serdeczna. Chcę, by tę różnicę było widać. By ktoś się domyślił i stracił szacunek do ciebie, jak ja go straciłam. Jak patrzysz sobie w twarz? Ty, matka, żona, lubiana na fejsie koleżanko. Co czułaś robiąc świństwo innej kobiecie? Jak chciałaś się dowartościować trzeba było znaleźć sobie młodszego gówniarza, wolnego. Nosiłby cię na rękach, skoro jesteś taka fajna. Samoocena by ci wzrosła, ale nikogo byś nie skrzywdziła. Żadnej żony, dzieci. Pomyślałaś kiedyś o moim dziecku, o swoich? Że jak to się wydało to byłam krok od załamania? Że jak to się u ciebie wyda, to mąż zostawi cię z niczym? W konwersacji kilkumiesięcznej nie było żadnych wzmianek o zdradzanych małżonkach, żadnych rozważań typu: „co my robimy”, żadnych wyrzutów. Byliście tak zajęci tą nasiąkniętą erotyzmem zabawą, że mieliście nas głęboko w poważaniu.

Jak się czułaś gdy dowiedziałaś się, że wszystko wiem? Kiedy pisałaś do obcego żonatego mężczyzny o trzeciej nad ranem, że ci go brakowało na imprezie. Gdy ostro flirtowałaś, mówiąc, jakbyś się ogrzała pod jego kurtką. Jak żałowałaś, że wysyłasz mu buziaki niestety tylko wirtualne? Czy zadałaś sobie pytanie, co ja mogłabym czuć wiedząc, jak on cię pyta, czy już jesteś w pracy, bo nie wie czy do niej gnać? Jak chciałby posmakować twoich ust? Żadnemu z was nie zapaliła się czerwona lampka.

Mam nadzieję, że po wszystkim bałaś się jak cholera, że trzęsłaś się ze strachu jak ja z zimna. Że nie mogłaś spać ani jeść.

Nie tylko ciebie obwiniam. Jego też. Nie wierzę, że to tylko kobieta jest winna, bo mężczyzna zaślepiony i prymitywnie myślący. Obydwoje byliście cholernymi egoistami, bawiąc się naszym (moim i twojego do tej pory nieświadomego męża) zaufaniem. Grając w domu role małżonków, a w ciągu dnia namiętnych kochanków. Może kiedyś karta się odwróci, może wyrzuty sumienia cię zjedzą, a może przeczytasz ten list i dostając gęstej skórki będziesz doskonale wiedziała, że jesteś jego adresatką.

A zamiast pozdrowienia na końcu tego listu,  pozwól, że tobie i innym twojego pokroju, przytoczę słowa mojej przyjaciółki, żebyś je wzięła głęboko do serca: „Aśka, przyjaciółką jesteś idealną, ale za wroga  bałabym się ciebie mieć”.

autorka Poli Ann


Związek

Trzy rzeczy, które świadczą o tym, że kobiety są NIESAMOWITE

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
19 sierpnia 2017
Fot. iStock / anandaBGD
 

„Być kobietą, być kobietą, marzę o tym będąc dzieckiem” – która z nas nie marzyła by być, jak nasza mama czy babcia. Nosić buty na obcasie, w torebce szminkę, a w szafie trzymać choć jedną ukochaną sukienkę, w której wyglądać będziemy wystrzałowo.

Jasne, że później nasza wizja kobiecości się zmienia i dostosowuje do nas samych. Ale w końcu, czy bycie kobietą nie jest fantastyczne?

Są co najmniej trzy rzeczy, które o tym świadczą!

Jesteśmy uczuciowe, zmysłowe i kreatywne!

Kobiety są złożone, co jest zachwycające nieco nieprzewidywalne. Nasz organizm prowadzony jest przez hormony, które odpowiadają za nasze zmiany nastrojów i emocjonalny rollercoaster i szaleństwo! Bo nasze emocję mogą doprowadzić nas szaleństwa, bo często same nie wiemy z jakiego powodu nagle się śmiejemy, a chwilę później płaczemy, czy gniewamy bez żadnej konkretnej przyczyny. Co ważne – jednocześnie emocje dają nam możliwość doświadczania głębi uczuć i piękna w taki sposób, w jaki mogą to widzieć TYLKO kobiety. Jesteśmy silne, mamy moc, aby być w pełni empatycznymi i współodczuwać emocje innych ludzi, ale też na tyle silne, by zadbać o siebie. Jesteśmy pierwotną siłą i ostateczną łagodnością. Dlatego jesteśmy tak piękne!

Jesteśmy siostrami!

Czasami świat chce, by kobiety postrzegały siebie nawzajem jak konkurencję, z różnych względów: wieku, piękna, sukcesu, byśmy czuły potrzebę nieustannego porównywania się z innymi kobietami. To taki wstyd… Ponieważ w rzeczywistości czujemy, że kobiety są jednością. Przecież stajemy się silniejsze wśród innych kobiet, z którymi rozmawiamy o naszych uczuciach, doświadczeniach, myślach. Pewna pisarka Judith Duerk powiedziała kiedyś: „Myślę, że tęsknimy za siostrzaną więzią. Fałszywie próbuje się nas przekonać, że kobiety są przeciwko sobie, że jesteśmy w ciągłej rywalizacji. Ale kiedy spojrzysz pod powierzchnię tego co na zewnątrz, okaże się to nieprawdą”. Jak byłoby pięknie, gdyby kobiety pewnego dnia pod tę powierzchnię spojrzały. Gdyby zobaczyły, że zamiast poświęcać czas i energię na krytykę i porównywanie się z innymi kobietami, lepiej zaakceptować wzajemne różnice i połączyć się w naszej mądrości i pomagać sobie nawzajem w naszym życiu.

Jesteśmy chodzącą rewolucją!

Nie zapominajmy o tym! Przecież w ciągu ostatnich stu lat to my kobiety wywalczyłyśmy dla siebie równość, wolność i szereg praw. I chociaż przez wieki głosy były wyciszane i ignorowane, dziś z dumą możemy powiedzieć, że nasze głosy są głośniejsze niż kiedykolwiek. Upamiętniajmy dziękując wszystkim odważnym kobietom, które walczyły o nasze prawa, z których my dzisiaj korzystamy. Jeszcze nie skończyłyśmy! Nadal drzemie w nas siła i energia, by stawić czoło seksizmowi, kulturowej i stereotypowej roli kobiet. Róbmy to dla naszych córek, wnuczek, by one, tak jak my, mogły żyć w przyjaznym dla kobiet świecie! Tak wiele możemy i potrafimy!


 

źródło: www.taj.nl


Związek

Życie w bańce iluzji… Kiedy za bardzo boisz się prawdy

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
18 sierpnia 2017
Fot. iStock/svetikd

 Życie złudzeniami jest bardzo niebezpieczne. Tworzenie sobie „bańki iluzji”, oszukiwanie siebie i innych to ryzyko konsekwencji i komplikacji, które bardzo trudno odwrócić, strat emocjonalnych trudnych do „odpracowania”. Na pewno każdy z was spotkał na swojej drodze choć jedną osobę, uparcie wierzącą w swoją własną ”bajkę” i gorliwie przekonującą do niej innych. Choć zazwyczaj wszyscy wokół wiedzą, że taka osoba znajduje się „w swoim świecie”, większość z nas tylko z politowaniem pokiwa głowami i… odpuści.

Czym są złudzenia? W psychologii mówimy o nich jako o stosunkowo niezmiennej, fałszywej i bezpodstawnej wierze w jakąś (zazwyczaj stworzoną przez siebie) rzeczywistość. Często mówimy „nie rób sobie złudzeń”, bądź realistą, ale nasze słowa nie odnoszą skutku: ten, kto żyje iluzją, odrzuca wszelkie logiczne argumenty, nie przyjmuje do wiadomości faktów, nie da się przekonać. Wie lepiej.

W skrajnych przypadkach miłośnicy złudzeń popadają w paranoję. Często charakteryzuje ich podejrzliwość, selektywne postrzeganie innych, brak tolerancji, a nawet wrogość w stosunku do nieznajomych, czy paranoiczne „udowadnianie” swoich podejrzeń. Ale najczęściej, w naszym najbliższym otoczeniu, mamy do czynienia z wydawałoby się niegroźnym typem złudzeń, które najbardziej komplikują życie.

Złudzenia co do własnej osoby

Małgosia jest przekonana, że fantastycznie daje sobie radę w pracy na stanowisku, które całkiem niedawno objęła. Mocno wierzy w swoje siły, sama siebie postrzega jako osobę posiadającą cechy niezbędne do bycia dobrym managerem w firmie. Przełożeni i podwładni Basi widzą sprawę całkiem inaczej, uważają, że nie radzi sobie z powierzonymi jej zadaniami, ale Basia uważa, że to wszystko przez złośliwość i zawiść o jej, nabierającą tempa karierę. Jeśli zostanie zwolniona lub przesunięta na inne stanowisko i tak będzie uważała, że spotkała ją niesprawiedliwość. Nie stać jej na autorefleksję, nie potrafi przyznać się do błędów, bo ich nie widzi. W swoim przekonaniu, jest świetna.

Basia jest z kolei przekonana, że jest fantastyczną partnerką dla swojego męża. Każdy kto stoi z boku i z tej perspektywy obserwuje parę widzi, że Basia jest apodyktyczna, nietolerancyjna, że często upokarza swojego partnera i bardzo źle znosi krytykę. Dodatkowo „ślepo” upiera się przy swoich racjach. Ale ona woli myśleć, że wina leży po stronie męża. Nie pomaga nawet terapia, Basia woli żyć złudzeniami i uważać się za pokrzywdzoną, niż założyć, że to z nią „coś może być nie tak”.

Złudzenia co do innych i naszych relacji z innymi

Pewnie znacie takie pary – są ze sobą od dawna, a wy zastanawiacie się, jak to możliwe, że ona jeszcze „nie uciekła”. Mimo, że jej ukochany to paskudny typ, ona uparcie wierzy, że a. kocha ją, b. zmieni się. c. tak naprawdę nie jest taki zły. W związku z tym toleruje zachowania krzywdzące i usprawiedliwia je.

Cóż, jeśli pewnego dnia zostanie sama, istnieje szansa, że choć upadek będzie bolesny, złudzenia rozwieją się jak mgła. W drugim przypadku, nadal będzie go bronić i uważać, że zrobiła „coś źle”, lub na rozstanie zasłużyła.

Takimi samymi złudzeniami żyją matki przekonane o wspaniałości swoich synów (choćby dopuścili się naprawdę złych czynów, one będą wierzyć w ich niewinność, choćby okazali się złymi mężami i ojcami, one będą utrzymywać, że to wina żony i niesprzyjających okoliczności, ostatecznie – ich błędów wychowawczych). Uważają, że powinny być lojalne wobec własnego dziecka, nawet kosztem szczęścia swoich wnuków.

Tworzenie sobie własnego, na pozór bezpiecznego świata, gdzie wszystko wygląda inaczej niż w rzeczywistości ma wiele przyczyn. Może być wynikiem niszczących deficytów emocjonalnych, których dane nam było zaznać w dzieciństwie. Czasem tworzymy iluzję, by wydać się kimś lepszym, bo sami nie wierzymy we własne siły, czasem oszukujemy samych siebie i bliskich by ochronić (oczywiście jedynie pozornie) ukochaną osobę przed „złym” (choć sprawiedliwym) osądem


Zobacz także

4 powody, dla których drugie małżeństwa są szczęśliwsze i długotrwałe

Skąd wiesz, że już nie kochasz? To wcale nie musi być „takie proste”

Jak kochają desperaci. W miłości nie zawsze wszystko jest dozwolone