Psychologia Związek

8 oznak, że masz do czynienia z toksycznym narcyzem. Dlaczego świadomie ignorujesz te zachowania?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
23 listopada 2017
Fot. iStock/NejroN
 

Przeczytałaś mnóstwo artykułów, poświęconych toksycznym relacjom i teoretycznie doskonale wiesz, jakich zachowań nie wolno tolerować. Potrafisz wyłapać znaki ostrzegawcze i wiesz, że nie wróżą niczego dobrego. Myślisz sobie: „Ja na pewno bym na coś takiego nie pozwoliła. Ja na pewno bym odeszła!”. Naprawdę? Skąd w tobie ta pewność? A wiesz, że „znamy siebie na tyle, na ile nas sprawdzono”? To zabawne, że większość z nas świadomie ignoruje lub nie zwraca uwagi na niektóre, charakterystyczne sygnały, mówiące: „Uciekaj!”.

Osiem oznak narcyzmu, które najczęściej ignorujemy:

Brak zaangażowania w relację

To, że nie dostrzega twoich potrzeb, potrafisz sobie jakoś wytłumaczyć. Bo ma mniej empatii niż ty, bo jest zabiegany, bo macie inne charaktery… Ale skoro ty już przestałaś czekać, aż on się domyśli i głośno mówisz, czego potrzebujesz, a on dalej ma to gdzieś, wiedz, że nic tego nie zmieni. Narcyzowi zależy tylko i wyłącznie na zaspokojeniu własnych potrzeb. Twoje go nie interesują.

Mówienie do ściany

Kiedy narcyz akurat nic nie mówi (co zdarza się bardzo rzadko), wcale nie oznacza, że słucha. Możesz sobie gadać, ale do niego i tak nic nie dotrze, ponieważ myślami jest gdzieś indziej. Słuchanie drugiego człowieka wymaga wysiłku i zaangażowania, a narcyzm nie zamierza tracić energii na takie głupoty.

Nieprawidłowa komunikacja

Sukces, zdarzyło się, że zaczął słuchać, co mówisz. Nie ciesz się jednak. Jeżeli w twojej wypowiedzi pojawi się chociaż delikatna krytyka jego osoby, odbierze to jako potwarz i zniewagę. Szybko odczujesz skutki rozzłoszczenia narcyza. I nie, on nie będzie się na ciebie wydzierał. Najprawdopodobniej zastosuje pasywną agresję. Spodziewaj się… ciszy. Tak, to jeszcze gorsze niż bluzgi i wyzwiska. On ukaże cię ciszą, ponieważ jesteś niegodna, żeby cokolwiek ci tłumaczyć. Masz przemyśleć w samotności i przeprosić. To od ciebie zależy, jak długo ten stan potrwa.

Pokora na pokaz

Niektóre toksyczne osoby wolą jednak stosować inną metodę. Kiedy zauważą, że zrobiły coś źle, natychmiast się ukorzą. Powinnaś zorientować się, że coś jest nie tak, ponieważ zachowanie narcyza będzie wyjątkowo groteskowe. Może płakać, użalać się nad sobą i błagać o przebaczenie. Skończy się to na tym, że zaczniesz go pocieszać. Po co to robi? Bo potrzebuje ludzi, żeby móc nimi manipulować. Kiedy wszyscy się od niego odwrócą, kto będzie tańczył wokół niego?

Totalny brak empatii

To najbardziej charakterystyczna cecha wszystkich narcyzów. Jeżeli czujesz, że z tą osobą jest coś nie tak, spróbuj wykonać prosty sztuczkę. Zrób coś, co będzie wymagało okazania ci choćby odrobiny współczucia. Jest niewzruszony? To najlepszy dowód, że masz styczność ze złym człowiekiem. Zrezygnuj z tej relacji, a zaoszczędzisz sobie mnóstwo cierpienia.

Wysokie mniemanie o sobie

Narcyz uważa, że jest alfą i omegą. Na każdym kroku będzie chwalił się swoją wiedzą i inteligencją. Problem w tym, że często pierwsza lepsza dyskusja kończy się tym, że wychodzi na głupka. Na takich narcyzów można patrzeć z politowaniem. Musisz jednak wiedzieć, że istnieją także wyjątkowo inteligentne osobniki. Są sprytni, więc nie będę się afiszować.

Bunt dwulatka

Kiedy narcyz chce coś osiągnąć, będzie zachował się jak dwulatek. Zacznie tupać nogą i wymuszać. On nie rozumie racjonalnych argumentów i nie potrafi z niczego rezygnować. Jeśli coś idzie nie po jego myśli, okaże to natychmiast i to tak, że pójdzie ci w pięty. Jego potrzeby mają być zrealizowane i będzie męczył cię tak długo, aż odpuścisz i spełnisz jego żądania.

Wieczne niezadowolenie

Narcyza można chwilowo zadowolić, ale nie da się go uszczęśliwić. On takiego stanu nie osiągnie nigdy. Problem w tym, że nie zdaje sobie z tego sprawy, więc wciąż do czegoś dąży, ciągle szuka, oczekuje i potrzebuje. Będąc blisko takiego człowieka, sale będziesz musiała mu nadskakiwać. Może mieć sławę, pieniądze, dobre zdrowie, rodzinę – i ta nigdy nie będzie szczęśliwy.

Możesz go tłumaczyć, dawać kolejną szansę, liczyć, że pod twoim wpływem się zmieni i będzie cudownie.

Twoje emocjonalne, psychiczne i fizyczne zdrowie musi być dla ciebie na pierwszym miejscu.

Jest?

Źródło: Power of Positivity


Psychologia Związek

Zastanawiasz się czasami, gdzie będziesz za dziesięć lat? Wszystko zależy od tego, co robisz dzisiaj

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
23 listopada 2017
Fot. istock/stock_colors
 

„Mam 38 lat. Mam też świadomość, że to, gdzie dzisiaj jestem jest wypadkową wielu czynników. A to, gdzie za dziesięć lat będę zależy tylko ode mnie” – która z was może tak o sobie powiedzieć, oczywiście z korygowaniem wieku?

Zauważyłam, że około 40-tki wszyscy prowadzimy podobne rozmowy. Kim jestem, co osiągnęłam, czy jestem szczęśliwa. To stały temat wśród moich znajomych. Nagle ze zdziwieniem zaczynamy zauważać osoby z boku – gdzie one doszły, co zrobiły.

Dzielimy się właściwie na dwie grupy. Tych, którzy narzekają, że jest ciężko, że trudno, ale cóż – takie życie i nic się nie da z tym zrobić, choć byśmy chcieli, ale… to jednak wymagałoby od nas jakiegoś wysiłku. Ci są pogodzeni z tym, gdzie są, jest im wygodnie, bo wokół siebie mają to, co doskonale znają. Założę się, że za 10 lat usiądą przy tym samym stole i będę mówić dokładnie to samo, co dzisiaj. Tylko dzieci będą starsze.

Druga grupa, zdecydowanie mniej liczna, to ci, którzy nie zrezygnowali jeszcze z życia i dostrzegają jego potencjał. Nie chcą osiadać na laurach, patrzeć jedynie jak dorastają dzieci i tkwić w miejscu, bo wiedzą, że jeszcze naprawdę wiele mogą. Słyszałam ostatnio, jak Marysia Sadowska opowiadając o swojej mamie, wspomniała, że mama mając 70 lat wyciągnęła ją na festiwal reggae i i tańczyła w pierwszym rzędzie pod sceną. I ja też tak chcę, co więcej – nie to, że chcę, wiem, że tak będzie. Dlaczego? Bo staram się dzisiaj dokonywać wyborów, których nie będę żałować za dziesięć lat, które sprawią, że moje życie będzie dobre dla mnie.

Często nosimy w sobie poczucie winy – bo odsunęliśmy się od pewnych przyjaciół, bo porzuciliśmy jakiś znajomych. Bywa, że te osoby same winą chcą nas obarczyć. A gdyby tak szczerze sobie powiedzieć: „Moją intencją nie było kogoś zranić, skrzywdzić, ja po prostu w ten sposób, najlepszy dla mnie, zadbałam o siebie, o swój spokój i swoje szczęście”. Prawda, jak zmienia się perspektywa?

Tymczasem najsmutniejszym zwrotem, jaki można usłyszeć jest: „Jeśli tylko…”. Jeśli tylko coś się wydarzy, ja się zmienię. Jeśli tylko los zacznie mi sprzyjać, moje życie będzie fajne. Jeśli tylko zarobię jakieś pieniądze, będę mogła zrobić coś więcej. Jeśli tylko ktoś mnie pokocha, będę szczęśliwa. Ten zwrot to świetna wymówka, by znaleźć usprawiedliwienie na wszystko, czego nie robimy, czego nie próbujemy, z czego nie korzystamy.

Zastanawiasz się czasami, gdzie będziesz za dziesięć lat? Wszystko zależy od tego, co robisz dzisiaj.

Czy zakładasz maskę, by imponować innym?

Maskę świetnej mamy, doskonale zorganizowanej osoby, idealnej pani domu i wyrozumiałej żony? Ile w tym wszystkim jest ciebie naprawdę? Jeśli twarz, którą pokazujesz światu jest jedynie maską, pewnego dnia niczego już pod nią nie będzie. Dlaczego? Bo tak bardzo koncentrujesz się na tym, żeby być taką, jak inni od ciebie tego wymagają, że zapominasz, kim naprawdę jesteś, czego chcesz.

A przecież wcale nie musisz być doskonała, by imponować innym. Niech innym imponuje, jak świetnie radzisz sobie ze swoimi niedoskonałościami.

Czy pozwalasz innym, by decydowali o twoich marzeniach?

Wiecie, co jest największym wyzwaniem w życiu? To odkrywanie samego siebie i bycie zadowolonym z tego, co znajdujesz. Aby to osiągnąć należy pozostać wiernym swoim marzeniom i celom – swoim własnym, a nie narzuconym przez innych. Twój mąż chce pojechać na wakacje do wypasionego hotelu, a tobie marzy się wyprawa w góry, spanie w schronisku? Powiedz to. Chcesz zmienić pracę, o której wszyscy inni mówią, że marzą – zrób to, przygotuj cv i porozsyłaj. To twoje życie, twoje marzenia, twoje plany, na ich realizację, dopóki żyjesz i jesteś zdrowa, nigdy nie jest za późno

Przejmujesz negatywną energię od innych?

Myślę sobie, że mogłabym usiąść z niektórymi moimi znajomymi i narzekać, jak oni i odgrażać się, że „jeśli tylko…”, to ja już światu pokażę. Mogłabym, ale nie chcę. A ty? Ulegasz tym, którzy są malkontentami? A wiesz, że to twój wybór? Że ich towarzystwa możesz zwyczajnie unikać, zrezygnować z niego? Zamienić gniew we współczucie, a lęk w cierpliwość? To ty decydujesz, po której stronie chcesz być.

Unikasz zmian?

Czego byś nie zrobiła, jeśli tylko byś mogła? Znacie te groźby buńczucznie wyrzucane światu, groźby bez pokrycia. Bo tak naprawdę nic w życiu zmienić nie zamierzasz, bo nie chcesz walczyć z ogarniającym cię konformizmem. Zamiast mówić, jak wiele w życiu byś zmieniła, przyznaj się, że wcale tego nie chcesz, zamiast okłamywać siebie i innych. Jeśli chcesz się rozwijać, iść do przodu nie używaj „jeśli tylko…” i „gdybym”. To nie istnieje. Jeśli chcesz wiedzieć, co czeka cię za dziesięć lat, spójrz na to, co dzisiaj robisz, jakie działania podejmujesz. I jak? Zmieniasz coś, czy masz to w głębokim poważaniu?

Poddajesz się?

Szczerze – nie znam kobiety, w której głowie nie dudniło: „Nie nadajesz się do tego”, „Jesteś na to za słaba”, „Nie dasz rady”, „Gdzie ty się pchasz”. Każda – każda, z którą rozmawiałam, chociaż raz o sobie w ten sposób pomyślała. Także nie jesteś w tym sama, pytanie tylko, co z tym, co dźwięczy ci w głowie, zrobisz? Poddasz się już na samym początku, nie sięgniesz po to, o czym marzysz, czy może spróbujesz? Boisz się porażki – każdy się boi – serio. Ale bez ryzyka nie ma zabawy. A ty, czy uznamy coś za porażkę zależy od naszego punktu widzenia. Tak naprawdę popełniony błąd jest dla nas lekcją, z której warto wyciągnąć wnioski, by móc iść dalej. Chcesz siedzieć na kanapie – okej, ale nie wmawiaj sobie, że nie warto próbować. Bo zawsze warto!

Bez końca czekasz na jutro?

Moja mama zawsze mówi, że jutro pójdzie na rower, jutro już nie będzie jeść słodyczy. Tyle tylko, że to jutro jest już dzisiaj. Zawsze się nam wydaje, że mamy dużo czasu, na wszystko. Że na pewno zdążymy zrobić to, co byśmy chcieli, co mamy w planach. Tyle tylko, że pewnego dnia się obudzisz i czasu już nie będzie, jutro nie nadejdzie, zaprzepaścisz wszystkie swoje szanse i okazje. Za dziesięć lat nadal będziesz czekać? Może już nie na: aż dzieci dorosną, ale może jak wnuki będą większe? Jak ty nabierzesz pewności? Jak co? Skoro dzisiaj tak łatwo znajdujesz wymówki, uwierz – za dziesięć lat nadal będziesz sypać z nimi jak z rękawa.

Są ludzie, którzy chcą się rozwijać, czerpać z życia jak najwięcej, próbować sprostać stawianym sobie wyzwaniom. Są osoby, które marzą i swoje marzenia chcą realizować. Ale są też tacy, którzy tu i teraz uznają za granice swoich własnych możliwości i za kolejna dekadę będą w tym samym miejscu (a to wbrew pozorom wcale nie tak odległy czas). Do której grupy ty należysz?


Psychologia Związek

„Naprawdę nie wiesz, gdzie znika twój mąż czy tylko udajesz głupią?” List do zdradzanej żony

Listy do redakcji
Listy do redakcji
23 listopada 2017
Fot. iStock/knape

Tak, to ja jestem „Andrzejem”, który czasami do niego dzwoni. Tak mnie zapisał w telefonie, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Bawi mnie to za każdym razem, gdy o tym pomyślę. Wyobrażam sobie, jak wyglądasz, w co jesteś ubrana i co właśnie robisz, gdy na stole w waszej kuchni zaczyna dzwonić jego telefon. Zapewne bierzesz go do ręki, sprawdzasz, kto dzwoni i krzyczysz przez cały dom „Kochanieeeee, Andrzej dzwoni. Podać ci?”. Znacie się już tyle lat, wiele razem przeszliście. Nie masz dwudziestu lat, żeby we wszystkim dopatrywać się zdrady. Masz pewność. I ta pewność wkrótce się zgubi. 

Nie znasz mnie, nie wiesz jak wyglądam. Ja natomiast wiem o tobie dużo. Za każdym razem, gdy płaci w sklepie lub restauracji, widzę twoje zdjęcie w jego portfelu. Znasz też wasze dzieciaki, są na tapecie w telefonie. Poza tym on często coś opowiada. Przypadkiem, mimochodem. Macie za sobą wiele lat, nic dziwnego, że często wspomina coś, gdy rozmowa między nami schodzi na temat świąt czy wakacji. Takie wzmianki typu „A moja żona nigdy by się nie zgodziła, ona tego nie lubi” czy „Tak, też tam byliśmy dwa lata temu”. Ty jesteś więc obecna w moim życiu i ja się na to godzę. Ty natomiast nie wiesz o moim istnieniu i nie musisz zaprzątać sobie tym głowy.

Wiem, że posiadanie rodziny jest dla ciebie bardzo ważne. Czasem zastanawiam się, czy naprawdę nie wiesz, gdzie znika twój mąż czy tylko udajesz głupią, żeby nie stracić tego, co masz. Trzeba mieć jaja, żeby zmierzyć się z rzeczywistością. Żeby uderzyć pięścią w stół, wskazać drzwi i powiedzieć – wypier****j.

Ale spokojnie, on też nie ma jaj.

Gdyby je miał, uczciwie by się z tobą pożegnał i poszukał kogoś, kto spełni wszystkie jego potrzeby. On woli wygodną pozycję, więc znalazł sobie kochankę.

Macie dużo szczęścia, że padło na mnie. Oboje. Dosłownie.

Większości kobiet wydaje się, że bycie kochanką jest upokarzające. Że wszystkie czekamy, aż on odejdzie od żony i zwiąże się z nami. Kombinujemy, jak tu go tylko usidlić i zatrzymać przy sobie. Że stawiamy żądania i straszymy, że żona o wszystkim się dowie. Nie zawsze tak to wygląda.

No bo spójrz na to z tej strony. Facet, który zostawia w domu swoją szczęśliwą rodzinę, żeby sobie por*chać, jest zwykłym dupkiem. Po co miałabym chcieć związać się z kimś takim? Skoro ma czelność okłamywać i zdradzać ciebie, jaką mam gwarancję, że mi nie zrobi tego samego? Co go powstrzyma? Wyrzuty sumienia? Godność? Błagam cię.

A może miłość? Miłość dziś jest, a jutro jej nie ma. Są natomiast potrzeby i to one muszą być realizowane. Ty chcesz mieć pełną rodzinę i masz ją. On chce mieć odskocznię i fajny seks, więc po to sięga.

Macie szczęście, że i ja chcę tylko seksu i dobrej zabawy. Inaczej mogłabym rozwalić wam tę rodzinną sielankę. A tak i ja i on spędzimy kilka miłych chwil i każde pójdzie w swoją stronę. Ja najprawdopodobniej będę chciała się ustatkować i poszukam sobie odpowiedniego faceta. A on? On znajdzie sobie kolejną „mnie”. Bo musisz wiedzieć, że kto raz zdradził, zdradzi ponownie.

I właśnie dlatego bardzo ci współczuję. Nie oznacza to zaraz, że mam wyrzuty sumienia. Niczego ci nie chcę zabierać. Jeśli już chciałabyś mieć do kogoś pretensje, miej je do niego. Nigdy nie wywracam oczami, gdy dzwonisz do niego, jak leżymy w łóżku, znam swoje miejsce w szeregu. Mówi się, że bycie kochanką to jak sprzątanie kibla. Tak, jeśli rozpaczliwie czekasz na odwrócenie ról. Jeśli nie, możesz świetnie się bawić. I ja właśnie tak do tego podchodzę.

Lekko.

I lubię śmiać się z jego strachu. Możesz prześledzić wiadomości od Andrzeja. Tylko idiotka napisałaby „Tęsknie za Tobą, jestem mokra”. Ja wiem, że jestem Andrzejem, kumplem z pracy, więc piszę „Dzięki za pomoc. Anka była naprawdę zadowolona z niespodzianki. Sam bym nie dał rady”. Lubię te nasze dwuznaczności. I te jego odpowiedzi „Cieszę się, cała przyjemność po mojej stronie”. Te kropelki potu, które zbierają mu się na czole, gdy słyszysz „Andrzej dzwoni, podać ci?”. Wtedy lubię go podkręcić i słuchać jak się miota. Tak, tak, pamiętam, będę, nie ma problemu. Nie, Kaśka nie będzie zła.

Bardzo pomocny ten twój mąż, prawda? I taki zapracowany, obowiązkowy. Po godzinach zostaje, żeby ze wszystkim się wyrobić na czas. Nic dziwnego, że tak go wszyscy chwalą, cenią i proszą o pomoc.

Kasiu (bo chyba możemy mówić sobie na „ty”? W końcu coś nas łączy), życzę ci siły. Potrzebujesz jej, niezależnie od tego, co postanowisz. Czy walniesz pięścią w stół, czy dalej będziesz zamykać oczy. I życzę ci także, żeby moje następczynie obeszły się z tobą równie łaskawie.

Będzie ich jeszcze sporo. Zobaczysz.


Zobacz także

Wyszłaś z toksycznego związku? 8 rzeczy, które się wydarzą nim ponownie pokochasz bez lęku

Jak się „zdrowo” rozstać z kimś, kogo kochasz

„Ja o krzywdzie i wybaczaniu wiem dużo. Molestował mnie ojciec, dziś jestem blisko niego”