Psychologia Związek

4 mity o małżeństwie, które mają się całkiem dobrze, bo nadal w nie wierzymy

Anika Zadylak
Anika Zadylak
27 marca 2017
Fot. iStock / RichLegg
 

„I żyli długo i szczęśliwie” –  nierealistyczne obrazki, które znamy z bajek, ciągną się za nami od wczesnego dzieciństwa. Przekazywane z pokolenia na pokolenie fałszywe przekonania o tym, jak powinno wyglądać szczęśliwe małżeństwo, powoli nas osaczają… Podsycane obrazkami z filmów o prawdziwej miłości. A może warto zastanowić się i przemyśleć, a potem wyeliminować choć kilka największych, wciąż krążących legend o idealnym związku?

Mit nr 1: Nad małżeństwem trzeba nieustannie pracować

Mówią, że przeciwieństwa się przyciągają, a wszystkie niedogodności można doszlifować, dotrzeć i ewentualnie zmienić. Prawda jest taka, że najwięcej szans na przetrwanie mają te małżeństwa, które łączą podobne preferencje i potrzeby (nie tylko seksualne), potrafią razem ustalić wszelkie praktyczne kwestie i wyznają podobne poglądy czy system wartości. Jeśli od początku wymagamy od siebie nieustającej pracy, oznacza to, że dokonaliśmy złego wyboru partnera. A na siłę jeszcze nikt nie zbudował niczego trwałego.

Mit nr 2: Tylko miłość romantyczna jest gwarancją na szczęśliwe życie we dwójkę

Życie, to oprócz uniesień i kolacji przy świecach, również płacenie rachunków, praca, zakupy, odpowiedzialność za drugiego człowieka, obowiązki i zwyczajne dni. Wyobrażenia rodem z powieści miłosnych niewiele mają wspólnego z realnym światem. Owszem, miłość od pierwszego wejrzenia i zauroczenia, wzloty i kwiaty bez okazji są jak najbardziej wskazane i możliwe. Tylko pamiętajmy, że na zauroczeniu nie można budować przyszłości! Bo gdy opadną emocje, a otworzą nam się oczy dotąd ślepe na wady partnera, możemy się przykro rozczarować. Bo okaże się, że dzieli nas właśnie to, co pojawia się zaraz po pierwszych romantycznych randkach, czyli proza życia.

Mit nr 3: Małżonkowie powinni być najlepszymi przyjaciółmi

Halo, chwileczkę? Skoro tak, to dlaczego twój najlepszy przyjaciel, czy wieloletnia przyjaciółka, jest dziś w związku z kimś zupełnie innym? Wydaje nam się, że przyjaźń to doskonała podstawa do idealnego i wspaniałego małżeństwa. Uwaga! Takie myślenie to pułapka. Przyjaciel to człowiek, z którym spotykamy się od czasu do czasu. Natomiast z drugą połówką spędzamy czas codziennie i to przez wiele lat. Taka zażyłość wymaga od nas pewnego dystansu, bo tak jak bliskiej koleżance możemy powiedzieć absolutnie wszystko, to nie próbujmy tego samego z żoną czy mężem. Są sprawy, które lepiej albo zachować dla siebie albo powiedzieć o nich komuś innemu. I nie oznacza to, że nie wierzymy własnemu partnerowi, czy chcemy coś przed nim ukryć. Ale opowiadanie mu o swoich słabościach, snach erotycznych z innymi partnerami czy zaszczuwanie ciągłym zwierzaniem się ze swoich niepowodzeń, nie tylko nie umocni waszych relacji  a będzie pierwszym krokiem… do rozwodu.

Mit nr 4: Pojawienie się dziecka, naprawi każde nieudane małżeństwo

Najgorsze, co można zrobić, żeby ratować statek, który i tak utonie. Nie ma metody gorszej niż zatrzymywanie partnera „na dziecko”, ponieważ najbardziej w takiej sytuacji narażamy właśnie je. Dzieci, mają cudowny wpływ – to prawda, ale tylko, na udane małżeństwa. Nie można ich, używać jako karty przetargowej do scalania rozpadającego się związku! Opieka nad dzieckiem faktycznie może na chwile odciągnąć nas od małżeńskich konfliktów, ale na dłuższą metę dodatkowo zaogni sprawę.

Zanim więc dopadną nas gorzkie rozczarowania ,a wielkie nadzieje prysną jak bańka mydlana, zastanówmy się, które z bajek dotyczących wspólnego i udanego życia, trzeba skreślić na starcie.


* Na podstawie książki ” Jak przeżyć w związku, unikając pułapek” Arnold A. Lazarus.

 


Psychologia Związek

Jeśli jesteś DDA (Dorosłe Dziecko Alkoholika), musisz nauczyć się radzić sobie z życiem, jeszcze raz

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
27 marca 2017
Fot. iStock
 

Wydaje ci się, że żyjesz tak jak inni. Oczywiście, masz swoje problemy i uważasz, że w ogóle jesteś bardziej wrażliwa niż twoi znajomi, czy partner, ale szybko narzucasz sobie dyscyplinę i idziesz do przodu. Może często płaczesz i widzisz siebie jako ofiarę, w różnych sytuacjach. Często czujesz się pokrzywdzona. Życie z tobą nie jest łatwe, ale ty tego nie dostrzegasz.

Może przypadkiem trafiasz na jakiś artykuł w Internecie i nagle odnajdujesz tam siebie. Albo wiesz to dawna i po kryjomu przeczytałaś już dziesiątki poradników. Jeśli jesteś DDA (Dorosłe Dziecko Alkoholika) codziennie przychodzi ci się mierzyć z trudnymi emocjami i wewnętrznymi konfliktami. Pora na przebudzenie.

Tak, proces zdrowienia dla DDA jest jak duchowe przebudzenie. Jeśli dorastałaś w rodzinie z problemem alkoholowym, to ten problem tkwi głęboko w tobie i dosłownie „zżera”cię od środka. Od zawsze masz poczucie, że się różnisz. Czułaś się niezręcznie w wielu sytuacjach społecznych. Byłaś zamknięta w sobie, „wewnętrznie przygnębiona”, choć łagodnie uśmiechnięta na zewnątrz. Zawsze ciągnęło cię do osób, które „czegoś” potrzebowały, chciałaś się nimi zająć, otoczyć je opieką. Nawet jeśli ponosiłaś z tego powodu wysokie koszty osobiste. To były zachowania autodestrukcycjne, ale potrzebne ci jak powietrze, by nakręcać życiową energię.

Jak przetrwać, jeśli jesteś DDA

1. Przede wszystkim pokochaj siebie

Ta miłość własna, to twój największy problem. Bo to, że jesteś na swoim punkcie bardzo wrażliwa, nie oznacza, że potrafisz mądrze siebie kochać. Zacznij okazywać sobie współczucie, ale nie dlatego, że czujesz się akurat pokrzywdzona. Okazuj je sobie dlatego, że na nie zasługujesz. Przeżyłaś tak wiele bólu, wymagano od ciebie tak wiele emocjonalnego wysiłku, ponad twoje dziecięce siły. Nadszedł czas, by poznać dobrą, prawdziwą miłość. Tę własną, do siebie. Twoi rodzice nie byli dla ciebie wtedy, kiedy ich potrzebowałaś, pora to zaakceptować. Ich wybory nie miały nic wspólnego z tobą. Jeśli twój „problemowy rodzic” sprawia, że czujesz się winnya wiedz jedno: musisz  pokochać siebie na tyle, aby zrozumieć, że nie możesz nieść ciężaru, za który nie odpowiadasz.

2. Wszystko jest wyborem

A przynajmniej większość rzeczy w naszym życiu nim jest. Możesz zdecydować, czy chcesz wyleczyć blizny z dzieciństwa, czy zostawić wszystko tak, jak jest. Każdy z nas ma jakieś swoje wewnętrzne „demony”, problemy i lęki. Każdy może zacząć działać, dla siebie.

  • Jak wiele oznaczałoby to do ciebie, gdybyś mogła położyć kres temu złemu, dysfunkcyjnemu wzorcowi rodziny, i nie przekazywać do dalej, swoim dzieciom (lub przyszłym dzieciom)?
  • Czy jesteś gotowa do pracy nad sobą, aby całkowicie wyzdrowieć, przebaczyć, nauczyć się współczucia, i uczyć się z własnych, bolesnych doświadczeń?

To wszystko jest osiągalne. Pomyśl, czy dalej chcesz grać ofiarę i nadużywać swojego nieszczęśliwego dzieciństwa, by manipulować najbliższymi, czy chcesz zacząć nowe, lepsze życie.

3. Nie spiesz się

Proces uzdrowienia jest dla DDA trochę jak przeżywanie żałoby – musi potrwać i ma swoje etapy:

  • zaprzeczenie,
  • złość,
  • akceptację,
  • żałobę właściwą

Trudno określić, ile czasu będzie trwało twoje przebudzenie. Daj go sobie tyle, ile trzeba. Ciężko pracuj nad sobą i szukaj wsparcia, na przykład na terapii DDA, albo w specjalnych grupach wsparcia. Czytaj książki  aby dowiedzieć się więcej o tym, dlaczego czujesz właśnie tak, a nie inaczej, dlaczego działasz w taki, a nie inny sposób. Nie zrażaj się tym, co „o sobie” przeczytasz.

4. Ustal nowe, zdrowe granice

Jest to trudne zadanie. Dzieci alkoholików, często czują się odpowiedzialne za swoich rodziców i chcą ich ratować, chronić przed samozniszczeniem. Może wydaje ci się to po prostu niemożliwe, że mogłabyś, a może nawet powinnaś, się od nich oddalić. A jednak zacznij od dwóch, niezbędnych kroków:

  • Ogranicz swój czas i energię, jakie poświęcasz starając się pomóc, bo pomóc możesz tylko wtedy, gdy druga strona naprawdę tego chce.
  • Naucz się rozpoznawać, kiedy twoja energia wyczerpuje się, a poziom stresu rośnie. Bądź świadoma, kiedy to zaczyna się dziać, a będziesz wiedzieć, gdzie postawić granicę. To najlepszy sposób, by praktykować miłość własną i szacnuek do samej siebie.

5. Złóż sobie obietnicę, że wyzdrowiejesz

Nie poddawaj się. Nie będzie łatwo, ale jesteś jedyną osobą, która może uwolnić cię od cierpienia, nikt nie zrobi tego za ciebie. Jeśli wybierzesz tę drogę, będziesz się stale rozwijać, poznasz lepiej swoje emocje, naczysz się na nowo wyrażać gniew, ból, łzy. Dowiesz się, jak przebaczyć komuś, kto cię zawiódł. A przede wszystkim wreszcie  zobaczysz w sobie kogoś wartego miłości i szacunku.


Na podstawie: purpleunicorntherapy.com

 


Psychologia Związek

Czy jesteśmy otwarci na siebie? To trochę tak, jakby ktoś nam otworzył drzwi, a my nie umielibyśmy przez nie przejść

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
27 marca 2017
Fot. iStock/max-kegfire

Jak często odpowiadacie sobie na pytanie: „czego chcę?”, „kim jestem?”. Tak szczerze – ile razy w ciągu miesiąca, czy nawet roku pytacie siebie, czego pragniecie, potrzebujecie, co dla was jest ważne.

Jesteśmy zewsząd bombardowani coachującymi specjalistami: „Postaw na siebie”, „Uwierz w siebie”, „Musisz wiedzieć, czego chcesz”. Chłoniemy te wszystkie hasła jak gąbki. Ale co z tego? Co w nas samych z tych haseł zostaje, co przenosimy na nasze własne podwórko?

Doskonale zdajemy sobie sprawę, że musimy być otwarci na własne potrzeby, że nie jest to przejaw egoizmu, ale zdrowego życia i szczerych relacji z innymi ludźmi. Skoro tak, to dlaczego w nas tak dużo frustracji, złośliwości i zazdrości? Skąd niezadowolenie i takie popularne w naszym społeczeństwie narzekanie?

Porta Drzwi wraz Neurohm Polska przeprowadziła badania dotyczące otwartości Polaków. Pytano o otwartość na to, co nowe, na najbliższych, na społeczeństwo, na designe, a także o otwartość na siebie.

Idea badania polegała na sprawdzeniu czasu reakcji respondentów. Nie od dziś wiadomo, że odpowiadamy na pytania tak, by w oczach swoich i innych wypaść jak najlepiej. I faktycznie na pytanie, czy jesteśmy otwarci na siebie, czy znamy i szanujemy nasze własne potrzeby i pragnienia ponad 80% badanych odpowiedziała, że tak. Że wiedzą, jak ważna jest realizacja marzeń, rozwijanie swoich pasji. Można by powiedzieć: świetnie, więc nie ma czym się martwić, jesteśmy coraz bardziej świadomi siebie. Jednak badanie czasu reakcji przy odpowiedzi na pytania dotyczącej tej sfery naszego życia,  wykazało, że chociaż wiemy, że powinniśmy być otwarci na siebie, to nie mamy przekonania, czy tak faktycznie jest.

Zdajemy sobie sprawę, jak ważne jest dla nas, by poświęcać czas sobie, by żyć w zgodzie z samym sobą, by dbać o swoje potrzeby. To wiemy, natomiast nie jesteśmy, czy faktycznie o to dbamy. To trochę tak, jakby ktoś posadził nas w ciasnym pokoju, pewnego dnia otworzył nam drzwi na oścież, a my byśmy nie chcieli, a może nie wiedzieli jak z tego pokoju wyjść, jak przejść przez te otwarte drzwi.

Mamy wiedzę, która pozwala spojrzeć na to, co nowe, doświadczyć tego wszystkiego, a jednak nadal siedzimy na krześle w ciasnym pokoju. I chociaż wiemy, że aby się rozwijać, aby zmienić swoje życie na lepsze musimy wstać i wyjść, to czujemy się trochę tak, jakbyśmy nie umieli chodzić. To właśnie wynik braku odpowiedzi na podstawowe pytania: „kim jestem” i „czego chcę”. Ten brak odpowiedzi nas blokuje. Nie mamy czasu pomyśleć o sobie, bo wszyscy inni są ważniejsi. Doskonale znamy marzenia naszych dzieci. Pragnienia męża. Potrzeby rodziców czy teściów. A gdzie w tym wszystkim jesteśmy my sami. Gdzie deklarowana przez nas otwartość na siebie? Jak przekłada się to na nasze rzeczywiste życie? Warto z wyników badania wyciągnąć własne wnioski.

W przeprowadzonym przez Porta Drzwi i Neurohm badaniu pytano także o otwartość na najbliższych. Tu, nie ulega wątpliwości, że nadal najwyższą dla nas wartością jest rodzina. Ponad 80% badanych z wysoką pewnością swojej odpowiedzi zaznaczyła, że że dbamy o relacje rodzinne, że staramy się spędzać czas z bliskimi. I tak, jak swoich deklaracji dotyczących rodziny jesteśmy pewni, tak problem pojawia się przy pytaniu o nasze związki. Bo okazuje się, że nie  mamy pewności dotyczącej szczerej rozmowy w małżeństwie. Nadal nie potrafimy rozmawiać o uczuciach, nie umiemy komunikować swoich potrzeb, oczekiwań. Szczera rozmowa to podstawa każdego związku, nie bez kozery mówi się, że komunikacja ważna jak miłość. A to z nią właśnie mamy największy problem. Podobnie jeśli chodzi o budowanie głębszej relacji, rozwijanie swojego związku, zacieśnianie naszej wspólnej relacji. Jak często słyszymy: „Bo on myśli, że jak przyklepane papierkiem w urzędzie, to już się starać nie musi” albo „Dla niej ważniejsza jest czysta podłoga i serial w telewizji, niż ja”.

Mamy wizję tego, jak chcielibyśmy, by wyglądała nasza otwartość na najbliższych, natomiast, by osiągnąć ten ideał, potrzeba naszej pracy i chęci do zmiany swoich nawyków, do otwarcia drzwi na to, co sprawi, że nasze związku będą lepsze, a my w nich szczęśliwsi.

 

Takie badania, jak to opisywane, obnażają te obszary, nad którymi powinniśmy pracować, ale też pokazują wiele pozytywów. Pokazują, że Polacy chcą być otwarci (i często są) na to co nowe, co jeszcze nieznane. Deklarujemy otwartość na innych ludzi, na ich odmienność, chcemy zmieniać przestrzeń wokół siebie. A to już bardzo dużo.

Porta Drzwi zaangażowała się w badanie otwartości Polaków tworząc projekt #otwórzsięna i tym samym kładąc nacisk na otwartość wobec swoich klientów, chęć poznania ich pasji, a także indywidualnych potrzeby. Chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj na www.otworzsiena.pl.


Zobacz także

3 rzeczy, których nigdy nie powinnaś mówić swojemu facetowi, jeśli nie chcesz go stracić na zawsze

Depresja przychodzi po cichu

Zapadasz się jeszcze głębiej i powoli zaczynasz się cofać… Depresja przychodzi po cichu

Odchodzenie jest najtrudniejsze, kiedy nie masz swojego potwora… Gdy musisz zmierzyć się z własną decyzją