Związek

10 rzeczy, które rozumiemy dopiero po rozwodzie, a szkoda…

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
1 maja 2017
10 rzeczy, które rozumiemy dopiero po rozwodzie, a szkoda…
Fot. iStock/PeopleImages
 

Niestety w naszym życiu muszą zadziać się pewne rzeczy, abyśmy mogli z nich wyciągnąć wnioski i się czegoś mądrego o sobie i świecie dowiedzieć. Niestety, bo czasami są to trudne doświadczenia, których wolelibyśmy uniknąć… Ale cóż, mało kto jest w stanie nauczyć się na czyichś, a nie swoich błędach.

Tak samo jest w przypadku rozstań i rozwodów. Jak wiele rzeczy można zrozumieć, jakiej życiowej mądrości nabyć… Pozostaje jedynie wierzyć, że to, co zrozumieliśmy przekujemy na korzyści w dalszym życiu, że może uda się nam dzięki temu zbudować szczęśliwy, nowy związek.

10 rzeczy, które rozumiemy dopiero po rozwodzie

1. Znalezienie nowego partnera nie uczyni nas szczęśliwym

Nikt z nas nie jest doskonały, a trawa zawsze wydaje się bardziej zielona po drugiej stronie ogrodzenia. To złudne. Rozwód nie daje nam gwarancji na to, że kolejny związek będziesz idealny, a my w nim szczęśliwi. Nic nie dzieje się tak po prostu i każdy związek wymaga naszej pracy i zaangażowania, żeby był lepszym od poprzedniego.

2. Nie rezygnuj nigdy z pracy

To potwierdzi każda rozwiedziona kobieta – pracuj, nawet jeśli nie musisz, kształć się, rozwijaj swoją karierę zawodową. Pracuj nawet w niepełnym wymiarze godzin, ale rób wszystko, by mieć swoją niezależność finansową. O tym często zapominamy poświęcając się dzieciom i obowiązkom domowym.

3. Miłość nie zawsze jest prosta

Czasami kochanie naszego partnera zdaje się być ciężką pracą, nie ma w sobie nic z uniesień i motyli w brzuchu, bo on też ma swoje wady, nawyki, bo my mamy gorszy czas w swoim życiu. Ale trzeba pamiętać, że miłość to też wybór, nie tylko samo uczucie, że czasami musimy się od siebie oddalić, żeby znowu się zbliżyć…

4. Nie zapominaj, co sobie obiecaliście

Tak rzadko pamiętamy o słowach wypowiedzianych podczas ślubu, o tym, że na dobre i złe, że dopóki śmierć nas nie rozłączy. To często staje się utartym frazesem, nic dla nas nie znaczącym. A może właśnie warto do tych słów wracać, spisać je sobie, powtarzać co jakiś czas i zmierzyć się z odpowiedzialnością, która idzie za tą obietnicą…

5. Nie staraj się być lepszym

Żadne z was nie musi starać się być lepszym w związku. Najlepsze są te małżeństwa, w których partnerstwo jest autentyczne, kiedy praca, obowiązki obojga są tak samo ważne, a opinie i decyzje są cenione na równi.

6. Zdrada nie musi oznaczać końca

Zmieniamy się, zmieniają się nasze potrzeby zarówno seksualne i emocjonalne, co często staje się przyczyną zdrady. Po prostu w każdym związku istnieje taka możliwość. Ale zdrada wcale nie musi oznaczać końca, może stać się katalizatorem, może otworzyć w końcu zatkany kanał komunikacji, otworzyć nas na rozmowę, na siebie, na mówienie o własnych potrzebach. Przezwyciężenie kryzysu sprawia, że wychodzimy z tego mocniejsi, pewniejsi siebie.

7. Małżeństwo niczego nie naprawi

Jeśli jesteś nieszczęśliwa, jeśli uciekasz w małżeństwo przed problemami, od własnego domu, rodziny, nic z tego. Małżeństwo nie rozwiąże twoich problemów, nie naprawi ich jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Prędzej czy później będziesz musiała się z nimi zmierzyć.

8. Małżeństwo cię nie dopełni

Twój mąż, partner nie sprawi, że poczujesz się kompletna. Bajki o dwóch połówkach tej samej pomarańczy wsadź między książki. Ty musisz czuć się ze sobą dobrze, musisz rozumieć siebie, swoje potrzeby, by stworzyć szczęśliwy związek, w którym nie będziesz oczekiwać, że ktoś inny cię uszczęśliwi.

9. Nie zatracaj się w związku

Pamiętaj o sobie – zawsze. Nie oddaj małżeństwu całej siebie, nie zgub się w nim. Rozwijaj się, słuchaj swoich potrzeb niezależnie od związku, w którym jesteś. Pamiętaj o przyjaciołach, o spotkaniach z nimi, nie wyrzekaj się siebie.

10. Wina jest zawsze po obu stronach

Przyjmij odpowiedzialność za to, co się dzieje w twoim małżeństwie. Nie mów mu, że musi się zmienić, zobacz też, jak ty możesz się zmienić. Czasami to zmiana w nas samych wywołuje zmiany w naszym partnerze. Nie zawsze winna jest tylko jedna strona, nie zapominaj o tym.


Związek

7 powodów, by choć raz w życiu wybrać się w podróż z przyjaciółką

Redakcja
Redakcja
1 maja 2017
Podróż, na którą zasługujesz... Wybierz się tam, gdzie czeka cię relaks
Fot. iStock / izf
 

Zarówno słowo przyjaźń, jak i podróż, wzbudzają w nas pozytywne odczucia. A podróż z przyjaciółką, to jest to, czego powinnaś doświadczyć choć raz w życiu. Nie czekaj do wakacji, każdy czas jest dobry, by zacieśnić więzy, doświadczyć nowych rzeczy i po prostu spędzić wyjątkowy czas razem.

7 powodów, by choć raz wyruszyć w podróż z przyjaciółką

1. Zaciśniecie więzy

Jeśli jesteście kobietami, które na co dzień pochłania mąż, dzieci i praca, a w dodatku mieszkacie w oddaleniu od siebie, nie spotykacie się często na kawie. Wspólna podróż to znakomita okazja do pobycia trochę razem i odświeżenia związku, który jest dla was cenny i wyjątkowy.

2. Odkurzycie pamięć

Z reguły przyjaźnie to związki trwające przez lata, rozpoczęte często w czasie liceum, czy studiów gdy było się młodym i szalonym. Z przyjaciółką popełniane głupstwa smakowały lepiej i na pewno macie co wspominać. Zatopienie się w miłe chwile z przeszłości, pozwoli się wam pośmiać i odkurzyć lekko wyblakłą pamięć.

3. Zdobędziecie wyjątkowe wspomnienia

Nie musicie mieć nawet aparatu, choć przyjaciółka wybitnie przyda się, by złapać cię w kadr. Wystarczy to, że obie macie własne uwagi, emocje i wspomnienia, dzięki czemu wasza relacja będzie pełniejsza i jedna drugiej dopowie to, co szczególnie zapamiętała.

4. Będziecie szczęśliwsze

Badania pokazują, że włączenie bliskiej osoby w przygotowania do wspólnej podróży dają większą satysfakcję, niż miałabyś działać w pojedynkę. Wiadomo, że w towarzystwie przyjaciółki szczęście smakuje lepiej.

5. Uzupełnicie się

Obie macie swoje mocne i słabsze strony. Jedna z was może mówić biegle po angielsku, a druga bez problemu dogada się po niemiecku. Gdy jedna czyta świetnie mapy, druga może wykazać się przygotowywaniem posiłku. Zobaczycie, jak doskonały duet tworzycie.

6. Wesprzecie się w trudnym czasie

Podróże to nie tylko przyjemność, bywają i mniej sympatyczne chwile. Nagłe zatrucie po spożyciu nieświeżego produktu, choroba lokomocyjna, czy tęsknota za bliskimi. Przyjaciółka podskoczy do apteki, przytrzyma włosy, gdy będą męczyć cię wymioty, przytuli, gdy będziesz tego po prostu potrzebowała.

7. Zdobędziecie pewność 

Że choćby nie wiadomo co się działo, jedna drugiej nie zostawi. Zgubiony bilet okaże się nie pretekstem do kłótni, ale wspólnego szukania rozwiązań. Po takim „chrzcie” doskonale będziecie wiedzieć, że w każdej innej sytuacji, możecie na siebie liczyć.


 

źródło: www.huffingtonpost.com


Związek

Miał być księciem z bajki, mógł być kimkolwiek. Oszust matrymonialny da ci złudzenie miłości, które kosztuje drogo

Magdalena Lis
Magdalena Lis
30 kwietnia 2017
Fot. iStock/Siphotography

‘Miał być księciem z bajki. Myślałam, że złapałam Pana Boga za nogi, bujałam w obłokach. Tymczasem utonęłam w kłamstwach, osiągnęłam dno finansowe.’ Wyznania ofiary oszusta matrymonialnego.

Marzyły o miłościach niczym z komedii romantycznych. Szczęśliwe, zakochane, wierzyły we wspólne życie i składane obietnice. Nie dostrzegały, że padły ofiarą oszusta matrymonialnego a pętle słów zaciskane wokół ich szyi to skrupulatnie napisany scenariusz bajki bez happy endu.

Basia jest nauczycielką, pracuje w przedszkolu. Atrakcyjna, choć bardzo skromna. Rozwiodła się niecały rok temu uwalniając się od koszmaru życia z mężem alkoholikiem.

– Wieczory spędzałam samotnie, nudziłam się w domu. Któregoś dnia weszłam na czat, znalazłam tam wiele tematycznych pokoi. Kliknęłam, odezwało się kilku mężczyzn, zaczęliśmy rozmawiać. Potrzebowałam czyjejś adoracji, uwagi. I wtedy odezwał się Darek.

Napisał, że ma dobrą pracę, jest wdowcem i szuka miłości. Komplementował, wiedział jak poprowadzić rozmowę. Wysłał swoje zdjęcie. Przystojny brunet, dobrze ubrany. Subtelny w rozmowie i obietnicach. Basia była nim wyraźnie zainteresowana.

– Opowiedziałam mu o sobie, o doskwierającym braku męskiego ramienia. Słuchał mnie. Opowiadał o kinie, literaturze w sposób niebywale mądry i ciekawy. Zadeklarował pomoc przy remoncie mieszkanie, bo akurat miałam to w planach. Przegadaliśmy kilkanaście wieczorów. W końcu zaprosiłam go do siebie.

Darek szybko zareagował na zaproszenie. Przyjechał w czwartek, powiedział, że ma czas do niedzieli. Przekonał Basię, że tym sposobem lepiej się poznają. Przywiózł walizkę pełną rzeczy. Basia była lekko zszokowana, ale nie protestowała.

– Ciągle mnie przepytywał, niewiele mówił o sobie. Nie przeszkadzało mu, że musiał zostać przez większą część piątku sam w moim domu, bo ja przecież pracowałam. Pytał ile zarabiam. Pytany o rodzinę uciekał od tematu, unikał kontaktu wzrokowego. Bywał podenerwowany. Zaproponowałam wspólny wyjazd na przyszły weekend to nie wyraził zainteresowania. Okolica w której mieszkam daje dużo możliwości. Chciałam wyrwać się z domu, pójść do fajnej restauracji, na basen, pospacerować. No i chciałam poznać jego rodzinę.

Darek twierdził, że poznanie bliskich to kolejny etap znajomości, że przyjdzie na to czas. Kiedy w sobotę wieczorem mieli pójść razem na grilla do przyjaciół Basi, Darek niezwłocznie musiał wracać do domu.

– Wyjechał i przez trzy dni nie odbierał ode mnie telefonu. Kolejnym krokiem było przysłanie zdawkowego smsa. Pisał, że był zajęty, że pracował.

Basia była zdziwiona. Kiedy był u niej odbierał sporo telefonów. Zawsze wychodził. Aparat miał zabezpieczony hasłem. Ich kontakt przygasał. Elementy układanki przestały składać się w jednolitą całość. Któregoś dnia Basia zadzwoniła do firmy, w której Darek rzekomo miał pracować.

– Nie znali człowieka, nie mieli pojęcia o kogo pytam. Mówił mi, że pracuje tam osiem lat, że jest zastępcą dyrektora. Myślałam, że może coś pomyliłam, nie dopuszczałam do siebie myśli, że zostałam oszukana.

Nastały kolejne ciche dni. Darek nie łaknął kontaktu z Basią, ona cierpiała, bo była zakochana. Wmówił jej, że jest miłością jego życia. Odwracał jej uwagę mamiąc ją dobrymi słówkami. Czuła się odtrącona, myślała, że może poznał jakąś inną kobietę, że może zbyt mało się starała. Najgorsze miało dopiero wyjść na jaw.

– Tuż przed jego przyjazdem wypłaciłam spore oszczędności z konta bankowego. Chciałam przeznaczyć je na remont, który miałam w planach. Przyszedł czas wpłaty zaliczek dla ekip remontowych. Wówczas zorientowałam się, że gotówka zniknęła.

Basi zapaliła się czerwona lampka. Myślała, że może gdzieś indziej te pieniądze schowała. Następnie przejrzała wszystkie szkatułki z biżuterią. Zniknęły cenne rodzinne pamiątki wykonane ze złota. Nie wierzyła własnym oczom, była zdruzgotana. Telefon Darka milczał, odpowiadała tylko poczta głosowa. Długo nie myśląc zgłosiła na policję, że została okradziona.

Darek, który tak naprawdę był Mariuszem widniał już w policyjnej kartotece. Jak się okazało oszukał i okradł wiele innych kobiet. Celowo rozkochiwał w sobie osoby samotne, łaknące miłości, zagubione, słabe. Zazwyczaj znajdował on ich czuły punkt, na którym się skupiał.

– Bardzo to przeżyłam. Paraliżował mnie wstyd. Musiałam się przyznać rodzinie i przyjaciołom, zostałam bez grosza. Wylądowałam u psychologa. Nie wiem jak mogłam dać się tak oszukać. Teraz jestem daleka od jakichkolwiek znajomości z mężczyznami. Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek komuś zaufam. Może jak skończę terapię?

Łucja ma trzydzieści trzy lata, od dziesięciu jest sama. Przebojowa wysoka brunetka, kolorowy ptak, ekscentrycznie ubrana.

– Nie miałam pomysłu na to, jak zmienić swoje życie. Jak w dobie pracy niemalże przez większą część doby znaleźć faceta. Gdzie poznać mężczyznę, który zostałby towarzyszem życia. Z odsieczą przyszła moja znajoma. Powiedziała mi, żebym założyła sobie konto na instagramie, bo ten kanał to źródło testosteronu.

Łucję szybko wciągnął świat kolorowych zdjęć okraszonych masą hasztagów. Dodawała fotkę, podpisywała i zgarniała zainteresowanie.

Piotr nie miał zdjęcia. Na jego profilu widniała tylko nazwa użytkownika. Wysyłał Łucji serduszka, pisał wiadomości. Zapytany o brak fotografii, powiedział, że jest wojskowym i nie wolno mu widnieć na tego typu portalach. Opis jego osoby był krótki, lakoniczny, nie zawierał zbyt wielu informacji.

– Miałam kolegę, który był żołnierzem zawodowym, ale nigdy nie wspominał mi o tego typu zakazach. Kiedy mu o tym powiedziałam, odwrócił kota ogonem. Wspominał, że dodatkowo wykłada na jednej z uczelni we Wrocławiu i nie chciałby, żeby studenci widywali bo w formie prywaty.

Na wiadomości Łucji Piotr odpowiadał wyrywkowo. Po początkowej euforii stworzył spory dystans w tej relacji. Zawsze przepraszał. Mówił, że się nie logował, miał słaby zasięg bądź awarię internetu.

– Potem dzwonił, gubił się w zeznaniach. Myliły mu się informacje. Sprawiał wrażenie, jakby rozmawiał z jakąś inną, zupełnie nieznaną mi osobą. Zaklinał się, że tylko ja i żadna inna. Wierzyłam mu.

Piotr odwlekał spotkanie w realu. Mówił, że ma chorą matkę i przez to cierpi na chroniczny brak czasu. Że chciałby się spotkać, ale ostatnie pieniądze wydał na lekarzy i nie ma nawet na benzynę.

– Współczułam mu. Opowiadał, że jego matka miała krwotok z żylaka, że jej stan nie jest dobry. Mówił, że musi mieć niezwłocznie cztery i pół tysiąca na zabieg. Ja straciłam matkę w wieku ośmiu lat, serce mi pękało, kiedy go słuchałam. Szlochał mi do słuchawki. Myślałam, że cierpiał. Miałam jakieś oszczędności, zaproponowałam, że mu przeleję. Był dobrym aktorem, a ja się nabrałam.

Piotr bardzo dziękował. Do Łucji dzwonił codziennie, relacjonował jak się rzekomo miewa jego mama. Całkowicie zjednał sobie serce wybranki. Obiecywał, że będzie obsypywał ją kwiatami, że będą spacerować w blasku księżyca. Bo zasługujesz – dawał jej do zrozumienia.

Jego telefon ucichł dwa tygodnie później. Internetowe konto zniknęło. Łucja zaczęła podejrzewać, że mogła zostać oszukana. Mimo to racjonalne argumenty do niej nie docierały. Broniła się do ostatniej chwili. Nie dopuszczała tej myśli do siebie.

– Uwierzyłam, że wreszcie ktoś mógł mnie pokochać. Miał być księciem z bajki. Myślałam, że złapałam Pana Boga za nogi, bujałam w obłokach. Tymczasem utonęłam w kłamstwach, osiągnęłam dno finansowe.

Łucja sprawy nie zgłosiła na policję.

– To by mnie zbyt mocno upokorzyło – dodaje na koniec.

Oszust matrymonialny to nie tylko bohater filmu ‘Tulipan’. Jest wielu mężczyzn, którzy z premedytacją wabią kobiety, po to aby się ich kosztem wzbogacić. Współczesne realia i świat internetu bardzo tę drogę upraszczają. W świecie online można być kimkolwiek. Warto zachować wszelkie względy bezpieczeństwa – choćby tak na wszelki wypadek.


Zobacz także

11 rzeczy, które musisz wiedzieć, jeśli wpadł ci w oko ktoś spod znaku Wodnika

Samowystarczalne. Współczesne, silne kobiety najbardziej boją się zależności w związku

Czeka cię jutro ciężki dzień? Zrób to tuż po przebudzeniu