Zdrowie

Trycholog podpowiada jak dbać o włosy zimą

Redakcja
Redakcja
13 grudnia 2021
 

Sezon zimowy nie jest łaskawy dla urody. Nie tylko skóra twarzy, ale także włosy znacząco tracą na atrakcyjności. O to, jak dbać o włosy zimą zapytaliśmy trychologa.

Czym zajmuje się trycholog?

Trychologia jest dziedziną nauki zajmującą się problemami w obrębie włosów i owłosionej skóry głowy. Trycholog, nie zawsze lekarz, a specjalista od włosów, szczególnie od ich wypadania, ale nie tylko. Można się do niego zwrócić w przypadku łysienia, atopowego zapalenia skóry głowy, łuszczycy, łupieżu, łojotoku, a także, jeśli mamy włosy zniszczone np. wielokrotnym farbowaniem.

Na pewno warto udać się do trychologa, jeśli zaobserwujemy nadmierne wypadanie włosów lub jakiekolwiek zmiany skórne w obrębie owłosionej części głowy. Trzeba jednak pamiętać, że jesienią włosy wypadają bardziej intensywnie i nie ma w tym nic niepokojącego.

W diagnozowaniu stanu włosów i skóry głowy pomocne jest badanie trichoskopowe. Dzięki niemu można dokładnie ocenić ich stan oraz – jeśli jest taka potrzeba – zaproponować pacjentowi odpowiednią kurację. Badanie przeprowadza się przy pomocy dermatoskopu, urządzenia umożliwiającego oglądanie wybranych obszarów w dużym powiększeniu.

Kiedy warto wybrać się do trychologa?

Jednorazowe swędzenie głowy lub kilka włosów pozostawionych na szczotce nie powinny budzić niepokoju. Jeśli jednak swędzenie ma charakter przewlekły, a włosy wypadają przysłowiowymi garściami, na pewno warto skonsultować to ze specjalistą. Do „lekarza od włosów” warto się udać także wówczas, gdy dostępne w drogeriach szampony nie radzą sobie z nadmiernym łojotokiem lub łupieżem.

Czasem warto udać się do trychologa profilaktycznie. Dotyczy to przede wszystkim osób, które mają prawo czuć się obciążone genetycznie skłonnością do łysienia lub łuszczycy, bo takie dolegliwości występują u innych członków rodziny. Np. wielu mężczyzn dziedziczy skłonność do łysienia.

Co robić, by ograniczyć wypadanie włosów w sezonie zimowym?

Może zabrzmi to zaskakująco, ale włosy wypadają, gdy… nie nosimy czapki! Niskie temperatury ograniczają prawidłowe odżywianie mieszków włosowych, a w konsekwencji także włosów, które robią się słabsze i szybciej wypadają.

Jeśli włosy są kruche, łamliwe i mają skłonność do wypadania mimo noszenia czapki, warto przyjrzeć się bliżej swojej diecie. Jeśli brakuje w niej witamin i mikroelementów, pierwszymi „poszkodowanymi” będą właśnie włosy i paznokcie.

Ostry grzebień najlepiej zamienić na szczotkę z zaokrąglonymi końcówkami na szczecinie. Dzięki temu każdorazowe czesanie będzie też masażem skóry głowy. Przy myciu włosów warto stosować odpowiednie odżywki. Alternatywą dla nich mogą być olejki do włosów wcierane w nie po kąpieli.

Ile włosów musi wypaść, żeby zacząć się martwić?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na tak zadane pytanie, niemniej spróbujmy się z nim uporać.

Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że zdrowemu człowiekowi wypada dziennie od pięćdziesięciu do stu włosów. Rzadko zauważamy je wszystkie. Jeśli jednak po przebudzeniu zobaczymy na poduszce znaczną liczbę włosów, a przy kąpieli prysznic będzie się zatykał jak nigdy dotąd, dodatkowo szczotka będzie wymagała częstszego czyszczenia, pora spojrzeć prawdzie w oczy – dzieje się coś niepokojącego. W takim wypadku, zamiast szukać ratunku w internecie lub na własną rękę wypróbowywać różnorakie specyfiki, lepiej udać się do trychologa, który przeprowadzi szczegółowy wywiad oraz badanie, a następnie – po postawieniu diagnozy – zaproponuje plan leczenia.

Źródło: medycynaestetyczna.waw.pl


Zdrowie

„Chciałeś mnie lać. Padłam, 8-latka, przed tobą na kolana, jak przed bogiem i błagałam cię żebyś tego nie robił”. List do ojca

Listy do redakcji
Listy do redakcji
13 grudnia 2021
fot. AlenaPaulus/iStock
 

Mam 47 lat, a ciągle czuję to upokorzenie i strach, które we mnie kiedyś wzbudzałeś. Prawie czuję fizyczny ból, jak biłeś mnie na oślep, gdzie popadnie kablem od radia marki Grundig. Pamiętam, jak kiedyś byłam w domu sama, tylko z tobą, coś przeskrobałam, a ty zrobiłeś się biały jak papier, wyszła ci piana na usta i w jednej chwili zmieniły ci się oczy. Wyciągnąłeś swój ulubiony kabel i chciałeś mnie lać, jak miałeś to w zwyczaju. Nie było w domu nikogo, kto mógłby mnie przed tobą obronić, bałam się że mnie zabijesz, byłeś jak szalony. Teraz myślę, że ty zwyczajnie jesteś psychiczny, jesteś psychopatą. Sparaliżowana strachem, padłam wtedy jako 8-letnia dziewczynka przed tobą na kolana, jak przed bogiem i błagałam cię żebyś tego nie robił. Nie wiem, czy to pomogło, czy może Boża opatrzność mnie przez tobą ochroniła, bo ty się wtedy uspokoiłeś i zaniechałeś zamiaru wymierzenia mi sprawiedliwości – pisze Karolina w liście do naszej redakcji. 

– Chciałam podzielić się listem, który jakiś czas temu napisałam do mojego ojca. Jest on formą zmierzenia się z moimi demonami, które zatruły moje życie i miały wpływ na szereg złych
decyzji. Pomyślałam, że czytając ten list, ktoś może w mojej historii odnaleźć cząstkę siebie, co jest pomocne w rozliczeniu się z przeszłością, od której trzeba się odciąć, aby naprawdę żyć.


Słyszałam ostatnio takie stwierdzenie, że ojcostwo to nie jest wspólne DNA, ale stan emocji. To prawda, mogę to potwierdzić na własnym przykładzie. Ty, będąc biologicznie moim ojcem, nie wzbudzasz we mnie już dzisiaj emocji, a kiedy te emocje jeszcze były, kiedy cię potrzebowałam, ciebie nigdy nie było naprawdę przy mnie, mimo fizycznej obecności, byłeś daleki, zimny, zbyt zajęty swoimi sprawami, zbyt pochłonięty zaspokajaniem swoich egoistycznych pragnień.

Od kiedy mój syn skończył rok, zawsze zapraszałam cię do nas na jego urodziny, bywałeś u mnie wtedy przy tej okazji ten jeden raz w roku. Zapraszałam cię również na święta, ale nigdy nie przyjechałeś, bo musiałeś być u obcej rodziny, miałeś Wandzię i jej dzieci, a nie swoje własne. Zapraszałam cię potem też do Buska, gdzie mieszkam już od 5 lat, ale też nigdy nie przyjechałeś, bo powiedziałeś, że to dla ciebie za daleko, abyś jechał samochodem. Nie musiałem długo czekać, kiedy usłyszałam po raz pierwszy rok temu, że jedziesz ze swoją kochanką nad Bałtyk samochodem. Zdziwiłam się wtedy, bo ciągle pamiętałam twoje słowa, że jest ci ciężko jechać samochodem do Buska, a przecież gdzie wybrzeże, a gdzie jest Busko? Potem kolejny raz w tym roku, wiem że też wybierałeś się na urlop na Bałtyk. Widać z tego, że gdzie chcesz, tam dojedziesz, ale do nas nigdy nie było ci po drodze, nie miałeś w sobie chęci, żeby chociaż raz zobaczyć gdzie mieszka twój wnuk.

Sam nas do siebie też nigdy nie zaprosiłeś ani na święta, ani żadną inną okazję, choćby na kawę i słone paluszki. Powiedziałeś tylko kiedyś, że jakbyśmy chcieli cię czasem odwiedzić,
to mam cię o tym uprzedzić 3 dni wcześniej. W czasie, kiedy myślałam, że jest jeszcze sens podtrzymywać naszą słabą relację, powiedziałeś mi, że mogę do ciebie dzwonić tylko we wtorki do godz. 12.00, bo tylko wtedy jesteś wolny i możesz rozmawiać. Myślę, więc ze nie powinieneś mieć do mnie dzisiaj żalu o to, że się do ciebie nie odzywam. Jeśli jednak czujesz żal, powinieneś go mieć tylko i wyłącznie do siebie samego.

Nigdy nie byłeś dobrym mężem, ani ojcem, a dzisiaj nie jesteś dobrym dziadkiem. Nie miałeś nigdy odwagi, żeby szczerze porozmawiać, albo przyznać się swoich błędów. Wygląda na to, że już na zawsze pozostaniesz zakłamany z tym swoim przyklejonym fałszywym uśmieszkiem obłudnym.

Nie mam praktycznie żadnych dobrych wspomnień związanych z tobą, ani z dzieciństwa, ani wczesnej młodości, ani późniejszych lat. Nie wiem, czy warto o tym pisać, czy nie, ale jeśli teraz tego nie napiszę, to nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze będzie ku temu lepsza okazja.

Mam 47 lat, a ciągle czuję to upokorzenie i strach, które we mnie kiedyś wzbudzałeś. Prawie czuję fizyczny ból, jak biłeś mnie na oślep, gdzie popadnie kablem od radia marki Grundig. Pamiętam jak kiedyś byłam w domu sama, tylko z tobą, coś przeskrobałam, a ty zrobiłeś się biały jak papier, wyszła ci piana na usta i w jednej chwili zmieniły ci się oczy. Wyciągnąłeś swój ulubiony kabel i chciałeś mnie lać, jak miałeś to w zwyczaju. Nie było w domu nikogo, kto mógłby mnie przed tobą obronić, bałam się że mnie zabijesz, byłeś jak szalony. Teraz myślę, że ty zwyczajnie jesteś psychiczny, jesteś psychopatą. Sparaliżowana strachem, padłam wtedy jako 8-letnia dziewczynka przed tobą na kolana, jak przed bogiem i błagałam cię żebyś tego nie robił. Nie wiem, czy to pomogło, czy może Boża opatrzność mnie przez tobą ochroniła, bo ty się wtedy uspokoiłeś i zaniechałeś zamiaru wymierzenia mi sprawiedliwości.

Wiesz co, ja też mam dziecko i w odróżnieniu od ciebie, ja zawsze stoję po jego stronie, choćby nie wiem jak działał mi na nerwy, nawet jakby dopuścił się najgorszego, dalej bym go
broniła. Gdybym miała go bić kablem, wolałabym się powiesić. Innym razem jak mnie dopadłeś na górze w łazience nad umywalką, chwyciłeś mnie za kark i tak mną targałeś, że byłam wtedy pewna, że powybijasz mi wszystkie zęby.

Razy wymierzane przez ciebie kablem od radia pamiętam do dzisiaj, pamiętam czerwone pręgi na moim ciele i to jak mama się w takich sytuacjach martwiła razem z babcią, co będzie jak zobaczą to przedszkolanki w przedszkolu, a w późniejszych czasach, nauczycielki w szkole. Pręgi na moich nogach, pośladkach i plecach się zagoiły, ale rany emocjonalne pozostały i przez lata tworzyły głęboki krater w moim poczuciu własnej wartości prowadząc do prawie całkowitego zaniku wiary w siebie, a skutki tego ciągną się za mną jeszcze do dzisiaj.

Przez te traumatyczne dla mnie wydarzenia zmagałam się jako około 10-letnie dziecko z ogromną agresją, która się we mnie skumulowała. Złapałam wtedy na podwórku niewinnego kota, przyniosłam go do góry do łazienki i zamknęłam za nim drzwi, wyciągnęłam skórzany gruby rzemień od torebki mamy, do dzisiaj pamiętam dokładnie tą torebkę, i zlałam nim tego kota. Lałam go zapamiętale, długo i na oślep, dokładnie tak samo, jak ty lałeś mnie. Nie wiedziałam wtedy i nie rozumiałam na tamtym etapie dlaczego to zrobiłam. Czułam potrzebę odreagowania na kimś słabszym twojej agresji wymierzonej we mnie.

Pamiętam też ból fizyczny i emocjonalny, upokorzenie, kiedy pobiłeś mnie pewnego razu w Sylwestra. Targałeś i rzucałeś mną o płot z drewnianych szczebli tak, że połowę tych szczebli
połamałeś. Potem zresztą bardzo długo sterczały połamane. Pobiłeś mnie wtedy dotkliwie za to, że za późno wróciłam z imprezy sylwestrowej u Baptystów. Upokorzyłeś mnie na oczach chłopaka, który odprowadzał mnie do domu, a na którym mi zależało, jeśli cię to interesuje. Tamto wydarzenie jednak na zawsze pogrzebało jakąkolwiek szansę na kontynuowanie tej znajomości, bo był to chłopak z rodziny ewangelicznej, którego ojciec nigdy nie dopuściłby się wobec nikogo takiej przemocy. Nic zatem dziwnego, że ten chłopak się ode mnie odsunął, to co wtedy zobaczył było dla niego patologią, jakiej prawdopodobnie nigdy wcześniej nie widział, a mi było przed nim tak wstyd, że nie umiałam mu w oczy spojrzeć.

Byłam zawsze dzieckiem samotnym i zagubionym, mającym problemy z nawiązywaniem relacji z rówieśnikami. Potem we wczesnej młodości te problemy się pogłębiały, doszły do nich niska samoocena i wiele kompleksów. Ty jako ojciec nigdy nie zrobiłeś nic, aby moją samoocenę podbudować, sprawić, żebym zaczęła bardziej w siebie wierzyć, nigdy się nie interesowałeś tym, co ja czuję, jakie mam problemy i potrzeby i z czym się zmagam. Nie, ty miałeś co innego do roboty, ciągłe zdrady, których się dopuszczałeś, kłamstwa, znikanie z domu, itp. Tryb życia, jaki prowadziłeś, musiał być dla ciebie ekscytujący i na tyle absorbujący, że nie miałeś dla mnie czasu. Nie miałeś dla mnie zresztą nie tylko czasu, ale nie okazałeś mi nigdy ciepła i miłości. Zawsze mnie od siebie odtrącałeś, kiedy ja jako dziecko się do ciebie garnęłam i nigdy nie było inaczej. Może dlatego potem podświadomie wyszłam za mężczyznę, który odtrącał mnie tak samo jak to robiłeś ty.

Tak to już jest, że z domu rodzinnego wynosimy wzorzec rodziny i później powielamy go w swoim życiu. Pamiętam też, że począwszy odkąd skończyłam 12, a może 13 lat, często natykałam się na ciebie w różnych częściach domu, jak się masturbujesz po kątach. Czy zdajesz sobie chociaż sprawę, że narażanie nieletniej na taki widok, jest molestowaniem seksualnym, czy wiesz że są na to paragrafy KK? Długo nie wiedziałam, co to właściwie znaczy i co ty właściwie robisz, ale czułam, że jest to złe, niewłaściwe, brudne i że nie powinnam tego jako dziecko oglądać. Do tego jeszcze dochodziło do ciągle i nagminnie powtarzającej się sytuacji, kiedy po kąpieli szedłeś do mojego pokoju oglądać telewizję, kładłeś się w rozchełstanym szlafroku do mojego łózka, a poły tego szlafroka dziwnym zbiegiem okoliczności zawsze rozchodziły się tak, że widać było twoje przyrodzenie. Nie przeszkadzało
ci, kiedy wchodziłam niczego nieświadoma do swojego pokoju i się na ciebie w takim stanie natykałam. Podniecało cię to, lubiłeś ten ekshibicjonizm, macałeś się jeszcze przy tym bezwstydnie po przyrodzeniu. Zresztą w ogóle często macałeś się po kroczu, nawet w miejscach publicznych, przy ludziach. Nieraz było mi za ciebie wstyd. Czy zdajesz sobie chociaż sprawę, że dopuszczałeś się w ten sposób gwałtu na mojej psychice?

Jesteś człowiekiem chorym, masz dewiacje, a nigdy nie chciałeś się leczyć. Widocznie było ci z tym dobrze. Będąc człowiekiem psychicznie ułomnym zarówno na tle seksualnym, jak również w zakresie braku kontroli na wzburzeniami emocjonalnymi i zapędami sadystycznymi, nigdy nie powinieneś mieć dzieci. Nigdy. Molestowanie, którego się dopuszczałeś trwało całe lata, zanim powiedziałam o nim mamie.

Niestety, poza kilkoma ostrzejszymi rozmowami, jakie z tobą wtedy przeprowadziła, nic się nie zmieniło. Doszłam tak do wieku 15 lat, kiedy pojawiły się u mnie duszności i kołatanie serca. Trafiłam wtedy do kardiologa, który powiedział mi w oczy, że mam poważną, wrodzoną wadę serca i że pożyję co najwyżej 3 miesiące. Zostałam wtedy przyjęta na oddział do szpitala, gdzie zrobiono mi serię badań diagnostycznych, które wykluczyły wadę wrodzoną, ale potwierdziły diagnozę silnej nerwicy serca. Jak myślisz, czym ta nerwica mogła być spowodowana? Oprócz twoich wybryków seksualnych, w domu były ciągłe awantury, w czasie których porywałeś się z pięściami na matkę, a nawet na babkę. To było dla mnie istne piekło. Pewnie dlatego od najmłodszych lat chciałam się z domu rodzinnego jak najszybciej wydostać. Trafiłam na pierwszego chłopaka, który mnie chciał, miałam wtedy 20 lat, to był naprawdę mój pierwszy chłopak. Niestety, chcąc uciekać z deszczu trafiłam pod rynnę, ale tak to bywa z dziewczynami z patologicznych domów, które mają niską samoocenę i totalnie nie wierzą w siebie.

Mogłabym jeszcze wiele napisać, ale i tak się już rozpisałam bardziej niż początkowo chciałam. Chciałam na początku napisać tylko to jedno zdanie o tym, że ojcostwo to nie jest wspólne DNA, ale stan emocji. Tak jednak wyszło, że po napisaniu tego jednego zdania, poczułam jakby pękła we mnie tama, której już nie chciałam zatrzymywać.

Na koniec, chcę żebyś wiedział, że mimo wielu krzywd i bólu, których od ciebie doświadczyłam, wszystko ci wybaczam przez łaskę i miłość Boga. Nie wiem tylko czy umiem z tobą rozmawiać, a relacja, której naprawdę nigdy między nami nie było jest ziejącą dziurą głęboką jak Kanion Kolorado, którego niczym już nie da się zasypać. Smutek, który we mnie jest, pogłębia się, kiedy myślę, że ja nigdy nie miałam ojca, a Maciuś nie ma dziadka.

Czy kiedykolwiek coś przemyślisz? Czy powiesz: „przepraszam, źle to wyszło”? Czy pod koniec życia przyjdzie na ciebie opamiętanie? Refleksja? Czy nie oskarża cię własne sumienie? Czy ty sam tego nie widzisz, że wszystko przegrałeś? Czy ty się poczuwasz do winy? Z tymi pytaniami cię zostawiam i modlę się za ciebie, abyś dostąpił łaski pokuty i przebaczenia.

Karolina

Chcesz opowiedzieć swoją historię? Napisz do nas: [email protected]


Zdrowie

„Jeden okazuje się żonatym narcyzem, drugi udaje miłość, trzeci nażera się za twoją kasę”. Tinder – pole minowe dla kobiet

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
10 grudnia 2021
fot. petekarici/iStock

– Wszystkie opisane przeze mnie historie to prawda. Każdy z opisanych przeze mnie mężczyzn chodzi po ziemi i być może właśnie teraz kolejna kobieta koresponduje z „Brzydkim Łobuzem”, czy „Narodowcem Gracjanem”– mówi Anna Klimczewska, która napisała książkę „Masz nową parę!” o randkach z Tindera. – Ale to nie jest autobiografia. Przygody Olgi to zbiór przeżyć wielu kobiet, które mi zaufały i opowiedziały swoje historie.

Porozmawiajmy o typach mężczyzn z Tindera. Najpopularniejszy jest chyba narcyz, prawda?

Tak. Jest ich ogrom. To faceci, którzy zawsze na pierwszym miejscu postawią siebie, są absolutnie przekonani o swojej wyjątkowości. Są przystojniejsi, mądrzejsi, bardziej skuteczni we wszystkim, co robią niż inni. Tak o sobie myślą. Narcyz uwielbia swoją powierzchowność, chwali się nią, a kobieta, którą obdarza – zwykle przez moment – swoim zainteresowaniem, wygrała los na loterii. Tacy mężczyźni kompletnie nie zauważają nikogo oprócz siebie. Czasem nawet nie udają, że słuchają.

Żonaci?

Wśród nich jest wielu wolnych facetów, bo narcyzi nie są specjalnie zainteresowani zakładaniem rodziny. Nawet jeśli taki się ożeni, żona szybko uświadomi sobie, że pełni w jego życiu rolę służącej.

Weź udział w naszym konkursie, opowiedz swoją historię! 

Randka w sieci. Koszmar, czy nie taki diabeł straszny? KONKURS

Jak ich rozpoznać? To ci prężący się na zdjęciach?

Jak się chce, w miarę bezpiecznie, przeżyć na Tinderze, potrzebna jest wiedza. Po pierwsze, gdy zaczynamy oglądać czyjś profil, musimy wiedzieć, że są rzeczy dyskwalifikujące. Nie mówię tu nawet już o błędach ortograficznych czy gramatycznych. Niebezpieczne są kwieciste zdania, wydawałoby się piękne, w których powtarza się słowo: „ja”. Ja oczekuję. Ja chcę. Ja szukam. Kobiety o wyjątkowej, nietuzinkowej, pięknej, która potrafi dać całą siebie… i tu cały opis, co kobieta musi mieć, żeby się wstrzelić w jego oczekiwania. Wtedy to oczywiste, że on szuka księżniczki i że będzie ciężko.

Moja koleżanka pisała z takim facetem. Wysłał jej całą listą oczekiwań. Zacytuję fragment: „Lubię u kobiet czułość, klasę, ale też otwarcie na rozwój. Lubię, kiedy akceptuje swoją nagość i ma piękne ciało. Lubię, gdy”. Niby nic w tym złego, ale ta epistoła miała kilka tysięcy znaków. Potem się okazało, że to kopiuj wklej z wiadomości, którą już jej jakiś czas temu przesłał. Jej i pewnie setkom innych kobiet.

O wiadomo. Jak pracowałam nad książką, randkowałam w sieci dość intensywnie. Zdarzało się, że po wymianie kilku zdań, wiedziałam, że to mężczyzna nie dla mnie i dziękowałam za korespondencję. A potem znowu z kimś pisałam i kiedyś nagle zapaliła się czerwona lampka. „Rany, ja już to czytałam…”. Okazało się, że to ten sam facet, ale pod zmienionym profilem. Poznałam go po wcześniejszych tekstach, najwidoczniej robił właśnie kopiuj wklej z poprzednich wiadomości. To były przygotowane przez niego szablony.

On Niechudy, ona Niemłoda. Olga, twoja bohaterka schodzi ze swoich wygórowanych oczekiwań i spotyka się z facetem o okrągłej, miłej twarzy. Tylko na spotkaniu okazuje się, że wygląda dużo inaczej i ukrył swój dwumetrowy brzuch. Dużo jest takich, którzy ukrywają swoją fizyczność?

Mężczyźni robią to rzadziej niż my. To kobiety używają filtrów, które mają je odmłodzić i upiększyć. Ale jak już mężczyźni chcą oszukać to jest to grubo ciosane, jadą po bandzie. Wrzucą zdjęcia kogoś zupełnie innego, na przykład jakiegoś modela. I połowy problemu nie ma, jak jeszcze kobieta rozpozna zdjęcia, bo było gdzieś w Vivie czy na Instagramie. Jeśli facet jest podejrzanie śliczny, tło pięknie wyświecone, idealny kadr– coś nie gra.

I to robią ci niezbyt atrakcyjni? Nie wstydzą się potem tego?

Bardzo często się zdarza, że facet uwodzi kobietę pięknym zdjęciem i później, już w realu, nie czuje żadnego obciachu. Nie krępuje go, że na randkę przyszedł 50 kg grubszy, łysy czy z zaczeską. Na spotkaniu jest pewny siebie, bryluje. Kobieta nawet jeśli się „polepszy”, na przykład filtrami, potem nieco się krępuje i robi wszystko, żeby zatuszować mankamenty. Maluje się, ładnie ubiera. A tu nie, pan potrafi przyjść z tłustymi włosami, nieogolony, zapuszczony.

Tak jak Niechudy z twojej książki?

Tak. To historia mojej koleżanki. Cała scena na siłowni jest prawdziwa. Poszła z nim ćwiczyć i prawie umarła ze wstydu, bo wszedł na bieżnię w brudnej i za krótkiej koszulce, odsłaniającej wielgachny, goły brzuch. W dodatku tenże Niechudy ogłaszał wszem i wobec: „Ludzie jestem najszczęśliwszy, dzisiaj poznałem ją na Tinderze!”.

Anna Klimczewska, autorka książki „Masz nową parę!”

A ci, którzy nie pokazują swoich zdjęć?

O, to może być jeszcze gorsza opcja, żonaci. Boją się, że nakryje ich bliższa lub dalsza koleżanka żony. Czasem zdjęć nie pokazują osoby popularne. Ale zdarza się też, że są i popularni i żonaci. Mężczyźni, którzy nie chcą pokazać twarzy mają różne patenty. Wrzucają zdjęcia na motocyklu, to popularny trend – „Zobacz, jaki jestem „cool”. Na tle gór majaczy się sylwetka – „Zobacz, jakie mam pasje” zdaje się mówić on. I oczywiście klasyka: gość stojący tyłem na tle drogiego samochodu. Lub nadgarstek z drogim zegarkiem, na to też bym uważała. To kuszenie wysokim statusem bardzo często okazuje się bujdą na resorach. Jedna z moich koleżanek to przeżyła.

Facet przyjeżdżał na randki Porsche, świetnie ubrany, potem się okazało, że był zadłużony w cholerę, a gadżety były wypożyczone. Zaniepokoiła ją prośba o pożyczenie na jeden dzień 80 tysięcy. Ponoć tyle mu brakowało by dopiąć jakiś milionowy kontrakt. Obiecywał, że odda jej potem 100 tysięcy, miała na tym zrobić złoty interes. Coś ją tknęło, zaczęła go sprawdzać i okazało się, że facet jest biedny, jak mysz kościelna. Jego sposobem na wyłudzanie pieniędzy była zabawa w biznesmena. Uwodził dobrze sytuowane kobiety. Najpierw inwestował w drogie prezenty, kusił, a potem nagle „na chwilę” potrzebował dużej sumy. Policja się nim zajęła.

Twoja najgorsza tinderowa historia? Wiem, że faceci wysyłają zdjęcia swoich penisów, bywają wulgarni, obcesowi.

Jest sporo prymitywnych facetów, którzy rozmowę zaczynają od: „Jak duże masz cyce?” Albo „jakie lubisz pozycję, bo ja się lubię pierd… od tyłu”. Tacy najczęściej wrzucają zdjęcia z siłowni, wyeksponowane mięśnie, klata. Ja klikałam, bo byłam ciekawa kto się za tym kryje. No i kryje się właśnie to. Używają wulgaryzmów, na wstępie mówią o swoich potrzebach, do czego chcą kobiety, jakie powinna mieć w łóżku umiejętności, jakie rozmiary.

Co oni mają z tym wysyłaniem penisów od razu…

Tego jest niestety mnóstwo. A droga jest najczęściej taka: na tych aplikacjach nie można wysyłać sobie zdjęć, po jakimś czasie przechodzi się na inny komunikator. Tam pada zwykle magiczne zdanie: przyślij mi więcej swoich zdjęć. Ty wysyłasz jakieś romantyczne, jak siedzisz na ławeczce, a on wysyła ci penisa albo – co gorsza – jak sobie coś przy nim robi. Klasyka.

A ci co się tak uwielbiają najadać za kasę kobiety?

Słyszałam dwie niemal identyczne historie i w obu przypadkach było tak: droga restauracja i jego lekko rzucone: „Zamawiaj, co chcesz, ten wieczór należy do nas”. Pan oczywiście, też zamówił trzy mega kosztowne dania, przystawki, wina, deser. Potem facet poszedł niby na chwilę do łazienki i już nie wrócił. I tyle dobrego. Co ważne – obie te restauracje miały podwójne wyjścia. On mógł więc ulotnić się niezauważalnie, sekundę później likwidował parę i był nie do znalezienia.

Typy znikające? Facet umawia się, uwodzi, codziennie rozmawia z nią przez telefon, a potem nie dojeżdża na spotkania.

Kolejna mocna grupa. Gawędziarze, których kręci tylko werbalne rozkochanie kobiety, doprowadzenie jej do białej gorączki. Potem zajmują się kolejnymi. Ale jeszcze gorsi są tacy, którzy idą krok dalej. Zaczyna się relacja, jest cudownie, wspaniale, a potem on znika w najgorętszej fazie, po dwóch, trzech miesiącach, gdy ona zaczyna się zakochiwać, ma motyle w brzuchu. To mężczyźni uzależnieni od pierwszej fazy związku: uwielbiają uwodzić, odgrywać rolę cudownych książąt, romantyków, którzy potrafią przychylić nieba, po czym, jak już się nasycą, znikają bez słowa. Takie zjawisko gdy facet znika niczym duch nazywa się ghostingiem. Przeżyła to moja przyjaciółka.

Żadnej kłótni, pretensji, gorszych dni. On rzucił: widzimy się kochanie jutro, porywam cię do kina i na romantyczną kolację, po czym nagle nie odbierał, nie oddzwaniał. Ona była przekonana, że coś mu się stało strasznego. W końcu napisała do niego: „Zamartwiam się czy żyjesz. Obyś się okazał tylko draniem, nie pozwól mi się zadręczać, że zginąłeś w w wypadku. Jeśli nic ci się nie stało, wyślij choć kropkę.” Chwilę później dostała wiadomość: kropkę.

Dopytywałam potem: Czy coś zwiastowało kłopoty? Czułaś, że coś jest nie tak? Mówiła, że dopiero, jak po czasie analizowała ten związek, dotarło do niej, że spotkania były zawsze u niej. Byli trzy miesiące, ale nie poznała żadnych jego przyjaciół, rodziny. Być może to był po prostu żonaty facet, który chciał skoku w bok, a potem znalazł kogoś nowego. Ewentualnie wrócił na jakiś czas w ramiona żonki.

Ile to mężatki nie wiedzą o swoich mężach…

Tak, pozostaje współczuć kobietom, które żyją z kimś takim pod jednym dachem. W dodatku większość tych żon mówi: „Mój taki nie jest, on nigdy by mnie nie zdradził”.
Tinder jest takim samym miejscem prawdy, jak każdy inne. Gdy poznajemy kogoś na ulicy, wyjeździe, czy w klubie też nie mamy gwarancji, że facet jest uczciwy. Warto zwracać uwagę na takie rzeczy: czy poznajemy przyjaciół, rodzinę, jak się taka osoba zachowuje w zwyczajnych sytuacjach, jak traktuje ludzi.

Kiedyś spotkałam się z pewnym mężczyzną. Bardzo przystojnym, dobrze ubranym, kulturalnym. Przyszedł do knajpy z małym pieskiem, pocałował mnie w rękę, kto dziś tak robi. „Dżentelmen” myślę. Usiedliśmy przy stoliku, gdzie obok siedział z kolei mężczyzna z dużym psem i ten mały zaczął ujadać, biegać koło tego dużego. W pewnym momencie właściciel dużego psa odwrócił się w naszą stronę i spytał: „Przepraszam, czy to jest państwa pies?”. Mój towarzysz odpowiedział: „Tak, a co chodzi?”. „Czy mógłbym państwa prosić, żebyście go przywiązali, zaczepia mojego psa, poza tym to szczekanie przeszkadza gościom”. I wtedy z ust faceta, z którym się umówiłam, poleciał rynsztok. Wyzwał tamtego od najgorszych. Byłam w szoku, tamten mężczyzna wstał, wziął psa i wyszedł. „To było okropne co zrobiłeś” rzuciłam. A on na to: „Dobrze zrobiłem, nie będzie jakiś cham i prostak wyskakiwał do mojego Fifka”. Też wstałam i powiedziałam, że jednak podziękuję za kolację.

Przed tym też bym ostrzegała, jeśli chłopak z Tindera jest wymuskany, dopięty na ostatni guzik, ę i ą czerwona lampka powinna migać, jak szalona. To jeden z takich, co po pierwszym, czy drugim spotkaniu mówi: jesteś najpiękniejsza, nigdy nie poznałam tak niesamowitej kobiety, nigdy nie miałem takiej chemii? Nie mogę uwierzyć, ze wiele kobiet łapie się na takie komplementy. Komplementy, których jest za dużo, są wyświechtane, egzaltowane. Dla kobiety, która nie musi słyszeć, że jest najpiękniejsza, to jest sygnał, że pan najoględniej mówiąc grubo przesadza i należy uciekać.

Największy grzech facetów z Tindera?

Nuda, najwięcej jest nudziarzy. Standardowe zagajenie:

„Hej”
„No hej”
„Cześć”
Na początku sama się starałam ożywić rozmowę, żartowałam. Gdy przestałam się wysilać, dalej czytałam nudziarstwa w stylu:
„Jak tam”
„No co tam?”
„Jak mija dzień?”
„Co słychać?”

Moja przyjaciółka odpowiada wtedy: „To samo, co wczoraj”.

Też po iluś takich razach stwierdziłam, że okej, też poprowadzę taką grę, nie będę niczego ułatwiać”.

Więc zaczepia mnie:
Co tam?
Ja: okej. A u ciebie?
On: okej. Fajna pogoda.
Ja: fajna.

I to się nie kończy, potrafią tak ciągnąć się nie wiadomo ile, a ja czekam, kiedy przestanie uprawiać te głupawe „small talki” i zaczniemy rozmawiać o czymś sensownym, ale to się nie dzieje. Jak jest nudno na początku, nie liczmy, że w końcu powali nas poczuciem humoru. Jeśli ktoś ma poczucie humoru, coś fajnego do powiedzenia, to od razu to widać. Co oczywiście nie znaczy, że jest wartościowym facetem, bo wtedy dopiero zaczynasz podróż przez pole minowe, nie wiadomo, kiedy co wybuchnie i kiedy cię zaskoczy.

Najgorzej wybuchnąć na samym końcu, jak z twoim książkowym Cyrylem.

Najgorzej. Czyli na samym końcu okazuje się, że choć on jest cudowny, wspaniały, macie świetny seks, wyjeżdżacie razem, to jest też… żonaty. O czym ci nigdy nie powiedział.

Jakimi kochankami są chłopaki z Tindera?

Kobiety, z którymi rozmawiałam, raczej nie narzekają. Częściej mówiły, że seks był super. Ale tylko seks. Jedynie tam gdzie była opowieść o narcyzie, na ogół była też frustracja, że pan leży i ma podejście: „ciesz się, że cię dopuszczam do siebie i do tego, co mam na dole”. Na portalach czy aplikacjach randkowych wielu mężczyzn nastawionych jest jednak na przygodę, adrenalinę i w łóżku często dają z siebie wszystko. Przynajmniej na początku.

Może mężczyźni nas nie zabiją, bo teraz piszesz drugą część o tym, co kobiety wyczyniają na Tinderze.

To druga studnia bez dna. Na pomysł wpadłam po rozmowach z kilkoma moimi bliskim kumplami. Tutaj też włos się jeży na głowie, ale na razie niczego nie zdradzam.


Zobacz także

Środki wspierające odchudzanie. Sprawdź, w czym pomoże inulina, chityna czy błonnik?

Środki wspierające odchudzanie. Sprawdź, w czym pomoże inulina, chityna czy błonnik?

Trwanie w destrykucyjnej sytuacji prowadzi do choroby. Jakich sygnałów z ciała nie wolno ignorować?

soki warzywne

Jak soki warzywne wpłyną na nasze zdrowie?