Macierzyństwo Psychologia Zdrowie

Sorry, mamo, jestem w ciąży!

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
10 września 2016
Mamo, jestem w ciąży
Fot. Screen/ FoxSearchlight
 

Jak to jest, kiedy w wieku 40 lat dowiadujesz się, że będziesz babcią? Nie mam pojęcia. W tamtej chwili nie myślałam o sobie. Nie przeszło mi przez głowę: „Ale mnie urządziła”. Myślałam o mojej 15-letniej córce, która pod wpływem jednego impulsu, głupoty, niedojrzałości, w jednym momencie zawiązała sobie życie, pozbawiła możliwości, w dużym stopniu ukształtowała już swoją przyszłość. Nie poczułam wściekłości. Raczej ogromny smutek. Kiedy dziecko ma urodzić dziecko, nie ma mowy o radości. Od tamtego dnia martwię się codziennie.

Bo to miły chłopiec jest

Znam go, oczywiście. Michał jest w równoległej klasie, w szkole Pauliny. Ja znam większość jej kolegów i koleżanek. Bywają u nas w domu – wpadają, wypadają, często zostają na obiad. Taki dom otwarty trochę. Cieszyło mnie to, że potrafią powiedzieć mi o swoich problemach, że rzucają czasem: z panią to łatwiej pogadać niż z moją mamą. Teraz mam do siebie żal o to, że nie zauważyłam kiedy w kłopoty wpakowała się moja własna córka. Michał nie był jej pierwszą miłością. Raczej przyjacielem, dobrym kompanem, tak wydawało mi się jeszcze trzy miesiące temu. Widocznie coś się musiało zmienić. A może wcale się nie zmieniło, tylko zrobili to pod wpływem głupoty, impulsu, z ciekawości? Bo dla obojga był to pierwszy raz. Przynajmniej tak twierdzą. Nie widziałam nigdy, żeby trzymali się za ręce, nie widziałam pocałunków, wypieków na twarzy, kiedy o nim mówiła. Ani potrzeby zwierzeń. To miły chłopak jest – mówiła o nim po prostu, jak mówi się o chłopakach, w których raczej się nie zakochasz.

Mamo, nie dam rady, na tę górę nie wejdę

Że zachowuje się inaczej, zauważyłam już dwa tygodnie po zakończeniu roku szkolnego. Chowała się w pokoju, coś czytała po kryjomu, albo wychodziła z psem. Mniej jadła, mniej mówiła, przestała przychodzić do mnie wieczorem pogadać, jak to miałyśmy w zwyczaju. Patrzyłam i czekałam. Dawałam jej czas wtedy, kiedy już wiedziała. Nie wiem, jak mogłam się nie domyśleć.

Na początku sierpnia pojechaliśmy na wakacje w góry: Paulina, moja młodsza córka, mąż i ja. Tam się o wszystkim dowiedzieliśmy, podczas jednej z górskich wypraw. Był upalny, duszny dzień. Zobaczyłam, jak moja do tej pory bardzo sprawna fizycznie córka, usiadła blada i słaba na kamieniu i z przepraszającym wyrazem twarzy powiedziała po prostu: Sorry mamo, dalej nie idę. Jestem w ciąży.

W taki oto sposób poinformowała nas, że spodziewa się dziecka. Niewiele pamiętam z tego momentu. Spojrzałam na mojego męża, był na przemian czerwony i blady. Spojrzałam na nią: prawie mdlała. Wzięliśmy ją pod ręce i wróciliśmy w milczeniu prawie, do pensjonatu. Tam usiedliśmy we trójkę przy stole i posypały się pytania. Płakałam, Paulina płakała. Słów mojego męża nie przytoczę. Nie nadają się do druku. „To chyba jedenasty tydzień… Test… Michał… Chyba zrezygnuję ze szkoły” – dźwięczało mi w uszach, jakby z oddali. Im dłużej patrzyliśmy na naszą córkę, tym mocniej docierało do nas, że ona zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego, co właściwie się wydarzyło. Dwa dni później wróciliśmy do domu. Poszłyśmy do zaprzyjaźnionej ginekolog, która potwierdziła ciążę Pauliny i skierowała nas pod opiekę znajomej, specjalizującej się w nastoletnich ciążach.

Wieczorem rozmawiałam z mężem, pierwszy raz od kilku dni, na spokojnie. Przedtem to były tylko nerwowe półsłówka. Znowu popłynęły łzy, tym razem ojcowskie. Łzy strachu o ukochane dziecko. Tej nocy prawie nie spaliśmy, ale jakoś się pozbieraliśmy.

Postanowiliśmy zrobić wszystko, by jej pomóc. Ale szkołę musi kontynuować, dopóki będzie mogła. Nie byliśmy tylko pewni, jak zareaguje dyrektorka jej gimnazjum, wychowawca, nauczyciele.

Jak wychowałaś TO DZIECKO?!

Rodzina, póki co nie zdała egzaminu. Moja teściowa, która jest osobą bardzo wierzącą i zapaloną obrończynią życia poczętego, rozpoczęła gorączkowe poszukiwania możliwości przeprowadzenia zabiegu, najlepiej gdzieś jak najdalej stąd (a na pewno najdalej od niej). Wycofała też natychmiastowo kieszonkowe, które co miesiąc przesyłała Paulinie na jej konto. O ciąży dowiedziała się od młodszej wnuczki, która wygadała się, jak to dziecko. Telefoniczna reprymenda nastąpiła w ekspresowym tempie: Jak to teraz będzie wyglądać? Jej wnuczka, z brzuchem? Jak zamierzam to rozwiązać? Powinnam „coś zrobić”! Jak ja wychowałam to dziecko?

Więcej nie odebrałam.

Dzień dobry, przyszliśmy z pomocą. Pomożemy rozwiązać problem

Uważam, że na Michała moja córka nie ma co liczyć. Chłopak jest przerażony, najchętniej uciekłby byle dalej od tego „problemu”, który współtworzył. Na męską rozmowę, nawet przez telefon jeszcze się nie odważył. Paulina broni go, jak to nastolatka. Myślę, że do opieki nad przyszłym synem czy córką nie ma co go zmuszać, chociaż jest we mnie olbrzymie poczucie niesprawiedliwości, kiedy wyobrażam sobie jak beztrosko biega po boisku do koszykówki, podczas gdy moja córka przymusowo staje się odpowiedzialną kobietą, matką.

Jego rodzice przyszli do nas pewnego popołudnia. Bardzo dobrze sytuowani,pachnący, eleganccy. Przywitali się i niezręcznie przepraszali „za swojego syna”.  Chcieliby „jakoś” rozwiązać ten problem. Mama wyraziła zaniepokojenie o Paulinkę, że taka drobna, młoda, a przecież świetnie się uczy, że szkoda…  Ojciec chichotał głupio, że jego syn ma świetne wyniki w konkursach kuratoryjnych i wybiera się do świetnego liceum…

Rozmowa toczyła się szyfrem: My możemy współuczestniczyć w kosztach… – rzucał co jakiś czas ojciec nie sugerując wprost, że zasponsorują nam zabieg. Po godzinie, kiedy stało się jasne, że zostaną dziadkami wyszli, przebąkując coś o wyprawce.

Nie umiem powiedzieć, gdzie popełniłam, gdzie popełniliśmy błąd. Idąc z Michałem do łóżka, Paulina dobrze wiedziała, że może zajść w ciążę. Jest nastolatką uświadomioną, w domu rozmawialiśmy bez skrępowania o seksie, antykoncepcji, ciąży. Wydawało mi się, że córka mówi mi o wszystkim, co dla niej ważne, czego się boi, czego nie jest pewna… Myliłam się. Są momenty, w których oboje z mężem czujemy olbrzymi lęk, niepewność.  Myślę sobie: „Córeczko, zawiodłam cię”. Mam poczucie, że czegoś nie dopilnowałam, że TO mogłoby się nie wydarzyć. Ale takie jest życie – nie na wszystko masz wpływ, nie wszystkiemu potrafisz zapobiec.

Paulina chce urodzić. Stać nas na to, żeby wspomagać ją finansowo. Ale musi ponieść wszelkie konsekwencje swojej decyzji. Wszyscy je poniesiemy. Może poza Michałem.

Wysłuchała: Anna Frydrychewicz


Macierzyństwo Psychologia Zdrowie

Różowy dom? Dla Polki nie ma nic niemożliwego!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
10 września 2016
Różowy dom
Screen Instagram/Olek
 

A gdyby tak zamienić dobrze znany wam budynek w pobliżu, w prawdziwe dzieło sztuki? Ten najbardziej zaniedbany, pamiętający jeszcze czasy wojny? Aleksandra Oleksiak, uznana w świecie polska artystka street-art, znana ze swoich szydełkowych dzieł, tym razem postanowiła tchnąć w nas odrobinę nadziei.

Aleksandra Oleksiak, szerzej znana jako Olek, podbiła świat swoim unikalnym pomysłem na pokrywanie przestrzeni miejskich szydełkowaną dzianiną. Nie szydełkuje jednak sama! Wszędzie tam, gdzie się pojawia, angażuje kobiety do wspólnej pracy i wzajemnego poznawania się. Szydełkowanie w wersji street art to nie tylko staromodna forma wyrobu dzianiny, ale przede wszystkim ekspresja, inspiracja, a bardzo często także maskowanie politycznych sporów i wojen.

To those who are confused. Yes, we crocheted TWO houses!! First one in #Avesta #Sweden ( pic here) and another one in #Kerava #Finland #ourpinkhouse We live in challenging times, a changing world filled with conflict, wars and natural disasters. But I like to think that it’s also a world filled with love. Our pink house is about the journey, not just about the artwork itself.  It’s about us coming together as a community.  It’s about helping each other.  In the small Swedish community of Avesta we proved that we are stronger together, that we can make anything happen together.  People from all walks of life came together to make this project possible.  Someone donated the house, another one fixed the electricity and @redheartyarns generously donated the materials.  And of course, most importantly, many women joined us in the effort to make my dream a reality. When I first came to Avesta to install a work of art at the Verket museum, I had originally intended to recreate a traditional home. And I did.  However, when the Syrian and Ukrainian refugees who helped me install my piece started telling me the candid stories of their recent experiences and horrors of their home countries, I decided to blow up my crocheted house to illustrate the current unfortunate situation worldwide where hundred of thousands of people are displaced.  After I exploded the house I wanted to create a positive ending for them as a symbol of a brighter future for all people, especially the ones who have been displaced against their own wills.  Women have the ability to recreate themselves.  No matter how low life might bring us, we can get back on our feet and start anew. We can show everybody that women can build houses, women can make homes.  In 2015 over 21 million people lost their homes due to war and conflicts in their native countries. The pink house, our pink house is a symbol of a bright future filled with hope.  Everybody should have a home #olek

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika olek (@oleknyc)

Tym razem pasja zawiodła Oleksiak do Keravy w Finlandii. Tam przy pomocy kobiet z Syrii i Ukrainy, które mają status uchodźcy, pokryła różową tkaniną stary dom. Nie jest to jednak byle jaki budynek. Doskonale wpisuje się w ideę nadawania nadziei przez maskowanie sporów. Dom ten był bombardowany w czasach wojny radziecko-fińskiej w latach 1939-1940. Kiedyś symbol tragedii i śmierci, dziś ma być symbolem nadziei i miłości.

#climbingladders Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika olek (@oleknyc)

Na swoim Instagramie artystka podkreśla, że ten projekt ma być sygnałem jedności. „Nasz różowy dom jest symbolem świetlistej przyszłości wypełnionej nadzieją; to symbol zjednoczonego społeczeństwa” – pisze Olek. Nie mamy pojęcia, jaki będzie jej kolejny projekt, ale ten zdecydowanie poruszył nasze serca!


Macierzyństwo Psychologia Zdrowie

„Pięknie się słuchało. Bo czyż w miłości nie chodzi o to, aby słuchać?”. Akcja „Miłość to spotkania”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
10 września 2016
Fot. iStock / Dubravko Grakalic
Dla każdego miłość wygląda zupełnie inaczej, przyjmuje zupełnie inny obraz. Jest co najmniej kilka obrazów miłość, miłość do Mężczyzny/Kobiety, miłość do Dziecka, miłość do zwierzęcia. Ale jest też inny obraz miłości… Ten, którym pragnę się podzielić, to obraz pełen szacunku, wdzięczności, uznania. Moja miłość pojawiła się zupełnie przypadkiem, zabieram Was do mojej historii, na spotkanie z Człowiekiem niezwykłym. Na spotkanie z Człowiekiem, który zawsze będzie w mojej pamięci…

Po chodniku sunie pochylony, starszy, nienagannie wyglądający Pan. W jednej ręce laska w drugiej ciągnie za sobą wyładowaną torbę na kółkach. Mijając mnie siedzącą na ławce, pyta czy nie będzie mi przeszkadzało, jak przysiądzie, odparłam, że nie. Podziękował i usiadł. Chwilę porozmawialiśmy o Jance (moja niespełna półrocznej Córka). Zaczął się zbierać. Więc powiedziałam, że pomogę mu zanieść torbę. Najpierw stanowczo zaprzeczał, że to nie przystoi, aby Kobieta z wózkiem prowadziła Starca i Jego torbę. Po krótkiej negocjacji zgodził się, niestety Janka po chwili zaczęła marudzić. Napatoczył się Chłopak, w koszulce z symbolem POLSKI WALCZĄCEJ widocznym ze znacznej odległości, grzecznie zapytałam, czy by nie pomógł Panu a ten: charytatywnie? chyba żart i poszedł.

Starszy Pan, aby uspokoić Jankę powiedział: Panno Janko, proszę posłuchać, zaczął śpiewać WARSZAWSKIE DZIECI, po całym ciele przeszły mi ciarki, Janka słuchała jak zahipnotyzowana. Pod blokiem powiedział: „widziała Pani nie o noszenie koszulek w tym wszystkim chodzi. Miałem 12 lat gdy wybuchło Powstanie Warszawskie. Kiedyś Młodzież była inna”. CAŁUJĄC mnie w rękę podziękował za pomoc.

 Wracając do domu w mojej głowie kłębiło się wiele myśli jedna z nich: Byłby to na pewno fantastyczny, przyszywany dziadek – skarbnica wiedzy o przedwojennej Warszawie, człowiek z przedwojenną kindersztubą, ceniący te prawdziwe wartości. Zwłaszcza, jeśli to człowiek samotny.  
Chodząc z Janką często zahaczałam o ów blok w nadziei, że może spotkam znów tego niezwykłego Człowieka i tak się też stało. Tym razem to ja zapytałam czy to My możemy Mu towarzyszyć z nieskrywaną radością zgodził się o to kilka fragmentów Jego niesamowitych opowieści: „Wie Pani każdy z Nas by napisał taką książkę 800 stron. Tylko po pierwsze nie każdy ma talent, a po drugie nie wszystkim się chce. To prawda ja miałem ciekawe życie, niewątpliwie. Byłem na wszystkich kontynentach poza Antarktydą, tam się nie wybrałem i już się nie wybiorę. Ale to nic nie znaczy bo świat jest teraz taki mały, że jak się przelatuje samolotem z miejsca na miejsce to człowiek nie ma poczucia takiej przestrzeni ogromnej. Jak leciałem pierwszy raz do Afryki do Libii to po 1.5 h zobaczyłem Włochy, łatwo poznać Włochy z 10 km, charakterystyczny kształt, poza tym taka przejrzystość powietrza była, piłkarze grali mecz, ja widziałem kolor ich koszulek z tych 10 km, prawda że nielegalnie miałem lornetkę, tego nie wolno było wtedy mieć. Ale za chwilę 15-20 minut Sycylia i 20 minut i Libia, no to co to za odległości a tymczasem okazuje się, że to śmiertelne odległości, tygodniami żeglarze pływali tamtędy. Przecież z Kartaginy do Syrakuz na Sycylię starożytni żeglarze płynęli trzy doby przez Morze Śródziemne”/tu już wkracza kolejna opowieść/. Na koniec usłyszałam „że też chce Pani słuchać Starca opowieści”.
„Strasznie lubię ten swój telefon i tak się przyzwyczaiłem do niego, że nie chce zmieniać na nic innego tym bardziej jeśli każą mi płacić za to. Ale jacy bezczelni, chcą mi podwyższyć abonament o 20 zł przez dwa lata zapłacę 480 zł po to tylko żebym miał smartfona będą lepsze zdjęcia (…) bo ja mam jeszcze, znaczy mam kilka aparatów 6 czy 8, jak zwykle przez całe życie człowiek zbiera rupiecie ale ja nie wrzucam. Mam taki mały szpiegowski aparacik typu Minolta, malutki który robi 72 zdjęcia, taśm już nie ma. Natomiast mam też aparat unikalny, który w tej chwili jest co raz droższy, bo to jest z nielimitowanej serii, wyprodukowano 2 tyś sztuk i ani jedna nie trafiła do Polski”. „(…)gazem trzeba było regulować obroty żeby bieg w ogóle wszedł 1,2, 3 lub wsteczny, wsteczny żeby miał to w ogóle cud. Przecież wcześniejsze samochody o kilka lat nie miały wstecznego i biegu i to frontowy samochód jeszcze z II wojny światowej, jeździł po polu oranym, myśmy nim jeździli, tylko instruktor kopał Nas w kostki, mieliśmy sine kostki od tego, jak tylko błąd koniak. Nic człowiekowi lepiej błędów nie przypomina.”
Pięknie się słuchało.  Bo czyż w miłości nie chodzi o to, aby słuchać? Czyż w miłości nie chodzi o to aby czekać? Tak jak teraz czekam na kolejne, piękne spotkanie. Wszystkim życzę takich spotkań, takiego czasu z takimi Ludźmi. Oblicza miłości są różne i to jest w Niej najpiękniejsze.

Ewelina
linia 2px

Akcja „Miłość to spotkania” ♥

Zadanie konkursowe: Prześlij do nas historię twojego wyjątkowego spotkania z drugim człowiekiem. Spotkania, które na zawsze zapadło w twojej pamięci i wpisuje się w hasło naszej akcji, że miłość to spotkania. To dzięki spotkaniom z drugim człowiekiem odkrywamy najpiękniejsze emocje i uczucia, doświadczamy silnych wzruszeń i wyciągamy lekcję na całe życie.

List przesyłajcie na adres [email protected] z dopiskiem „Miłość to spotkania”.

Prosimy o dołączenie w treści wiadomości poniższego oświadczenia:
Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Wyłonimy 10 lauretów naszej akcji, którzy otrzymają następujące nagrody:

Nagrody:

3 x zestaw od marki AVENE

1) zestaw Xera Calm A.D baume, Xera Calm A.D  Olejek + woda termalna

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

2) zestaw kosmetyków z linii PhysioLift (emulsja na dzień, balsam na noc oraz preparat pod oczy)

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

3) zestaw Triacneal Expert, żel Cleanance do mycia, płyn micelarny Cleanane

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

AVENE NOWE LOGO 2016

1 x voucher o wartości 1.000 PLN do zrealizowania na poczet rezerwacji domu wakacyjnego z oferty NOVASOL*

f6e076_ec56b491f4584131a954dfc9ce8e4670

domz basensem głowne

Za najciekawszą i najpiękniej opowiedzianą historię spotkania: 1 x voucher r o wartości 1.000 PLN do zrealizowania na poczet rezerwacji domu wakacyjnego z oferty NOVASOL do końca 2017 roku.

Od marki Gynauxil 3 x zestaw składający się z: Plusssz Kobieta, Witamina D3, Elektrolity, Magnez

Gynauxil

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

3 x zestaw PROVAG składający się ze skórzanej kosmetyczki, żelu, emulsji i ręcznika do higieny intymnej

PR_08012016_bwizualizacja_provag_ręcznik

1 x piękna torba O bag viola

logo O bag 2016 (1)

obag viola

Fot. Materiały prasowe

Czas trwania akcji od 15 sierpnia 2016 roku do 15 września 2016 roku.

REGULAMIN AKCJI znajdziecie TUTAJ.


*Voucher o wartości 1.000 PLN do zrealizowania na poczet rezerwacji domu wakacyjnego z oferty NOVASOL do końca 2017 roku.

Szczegóły: Nagroda może zostać zrealizowana w ramach jednej rezerwacji, z terminem wyjazdu, którego koniec przypada najpóźniej na dzień 31.12.2017. Nagroda nie obejmuje nie wliczonych w cenę najmu kosztów dodatkowych oraz dojazdu na miejsce i nie podlega wymianie na ekwiwalent pieniężny.


Zobacz także

Drogi tato, który nie płacisz alimentów! Skoro jesteś taki dobry w liczeniu, powiedz proszę, kiedy ostatni raz zapłaciłeś w aptece za leki dla twojego dziecka? List otwarty

Zjedz mnie, a pomogę ci schudnąć i poprawię humor…

„ZDROWIE INTYMNE”, co powinniśmy o nim wiedzieć?