Zdrowie

Problemy poniżej pasa? Nie jesteś sama. Najczęstsze dolegliwości układu moczowego [Pytania i odpowiedzi]

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
15 lutego 2016
Fot. iStock / TommL
 

Czy kobiety częściej od mężczyzn chorują na zakażenia układu moczowego?

Tak. Choć mężczyźni również miewają dolegliwości ze strony układu moczowego, kobieca anatomia sprzyja częstszym zakażeniom dróg moczowo-płciowych.

Dlaczego kobiety narażone są na nawracające infekcje układu moczowego?

Tak jak wspomnieliśmy, w dużej mierze za przykre dolegliwości odpowiada anatomiczna budowa naszego układu moczowo-płciowego. Strefa intymna kobiety jest bardzo delikatna i podatna na czynniki zewnętrzne. Ze względu na budowę kobiecych narządów, dużo łatwiej a tzw. zakażenia wstępujące – czyli wędrujące wgłąb dróg moczowych.

Co najczęściej jest przyczyną choroby?

Tak jak wspomnieliśmy, w dużej mierze za przykre dolegliwości odpowiada anatomiczna budowa naszego układu moczowo-płciowego. Strefa intymna kobiety jest bardzo delikatna i podatna na czynniki zewnętrzne. Ze względu na budowę kobiecych narządów, dużo łatwiej a tzw. zakażenia wstępujące – czyli wędrujące wgłąb dróg moczowych.

Taka uroda? Czy profilaktyka może w czymś pomóc?

Tak. Bardzo wiele zależy od naszych indywidualnych cech, jednak istnieje szereg działań, które pomogą ciału w naturalnej obronie przed patogenami. Odpowiednia dieta, higiena czy suplementacja preparatami wspomagającymi utrzymanie prawidłowej mikroflory okolic intymnych, nie wymaga dużych nakładów czasu i pieniędzy – a przynosi realne korzyści. Pamiętajcie, że najlepiej zadbać o równowagę – tę naturalną. To od zawsze najlepsza broń organizmu w walce z patogenami.

Czy można zmniejszyć ryzyko częstych i nawracających zapaleń pęcherza? Jak się zabezpieczać przed nawrotem choroby?

Oczywiście. Bardzo ważne jest, aby nie lekceważyć choroby, jeśli ta już się pojawi – tak naprawdę oprócz profilaktyki, niezwykle ważne jest „porządne” wyleczenie infekcji. Najczęstszym błędem i grzechem pacjentów jest przerywanie kuracji, gdy tylko objawy ustąpią. Stosujcie się zawsze do zaleceń lekarza, wykonajcie badanie kontrolne po zakończeniu leczenia. Szczególnie w przypadku antybiotykoterapii – nie przerywajcie leczenia, gdy poczujecie się lepiej.  Pamiętajcie, aby po zakończeniu leczenia nie zapominać o problemie – dbałość o swoje ciało jest najlepszą profilaktyką.

Oczywiście nikt nie dam na gwarancji na nasze zdrowie – ale codzienną dbałością, można zrobić bardzo wiele, by takie ryzyko częstych nawrotów choroby zminimalizować.

Zapobiegać – świetnie brzmi. Ale jak realnie kobieta może pielęgnować swoją intymność?

Odpowiednia higiena intymna – niby sprawa jest oczywista (przecież się myjemy), ale okazuje się, że nie zawsze przez słowo odpowiednia rozumiemy to samo. czasem nieświadomie potrafimy wyrządzić sobie szkodę – pamiętajcie aby w toalecie zawsze podcierać się w kierunku odbytu – nie odwrotnie. W ten sposób, nie przemieścicie bakterii kałowych w okolice intymne. Dbajcie o higienę – jeśli podróżujecie często, zaopatrzcie się w nawilżane chusteczki pielęgnacyjne, jednorazowe podkłady na sedes. Zadbajcie o naturalną i przewiewną bieliznę (oczywiście czystą).

Zadbajcie o zbilansowaną dietę. Bogatą w witaminę C i żywe kultury bakterii.

Pamiętajcie również o prostych i oczywistych rzeczach:
– należy pić dużo wody min 1,5 – 2 litrów dziennie
– oddawać mocz regularnie, gdy pojawia się taka potrzeba
– zadbać o higienę po stosunkach płciowych (niektórzy specjaliści zalecają, aby po stosunku oddać mocz)

Czy istnieje dieta dobra dla pęcherza?

Można tak powiedzieć. Przede wszystkim zacznijmy od podstaw – dobrze zbilansowana zdrowa dieta, ma pozytywny wpływ na całe nasze ciało. Tak samo racjonalne odżywianie dba o układ moczowo-płciowy. Istnieją jednak produkty spożywcze, które mogą pomagać lub nawet szkodzić – jeśli borykamy się np. z zapaleniem pęcherza.

Pozytywny wpływ i realna pomoc przy walce ze szkodliwymi drobnoustrojami mają produkty bogate w witaminę C oraz żurawina, nie zapominajmy o fermentowanych produktach mlecznych. gdy jednak należymy do grupy podatnej na infekcje intymne i dróg moczowych, możemy wybrać dodatkowe preparaty wspomagające – tak aby zapewnić sobie lepszą naturalna ochronę. Suplementy z żurawiny są dostępne bez recepty.

Żurawina ma właściwości utrudniające adhezję, czyli przyleganie bakterii do nabłonka dróg moczowych. To utrudnia kolonizację przez nie układu moczowego. Witamina C i bioflawonoidy również utrudniają osiedlanie się chorobotwórczych bakterii na ściankach pęcherza moczowego. Odpowiedni probiotyk (polecamy, aby wybierać preparaty przygotowane z polskich szczepów bakterii), również potrafi zdziałać bardzo wiele. Dzięki utrzymaniu odpowiedniej równowagi mikroflory dróg rodnych i przewodu pokarmowego zmniejszamy ryzyko „zaatakowania” przez bakterie chorobotwórcze.

Istnieją specjalne diety dedykowane osobom z chorobami układu moczowego. Należy unikać np. szpinaku czy szczawiu. Dobrać dietę, w której będziemy kontrolować zawartość wapnia, kwasu szczawiowego, białka i związków purynowych, sodu, potasu.

Jedzcie dużo warzyw i owoców bogatych w witaminę C.

Jakich produktów spożywczych powinniśmy unikać podczas zapalenia pęcherza?

Przede wszystkim szkodliwe są szczawiany. Podczas zapalenia pęcherza (lub gdy przewlekle chorujemy np. na kamicę nerkową) powinniśmy ograniczyć maksymalnie ich zawartość w spożywanych produktach. Niekorzystnie działają również związki purynowe – występują w wysokich stężeniach np. w podrobach zwierzęcych.

Przykładowe produkty bogate w szczawiany: szczaw, szpinak, rabarbar, botwina, mango, jeżyny, czekolada, kakao w proszku, skórka z cytryny, limonki i pomarańczy (korzystajcie z miąższu i soku tych owoców bogatych w witaminę C, skórka niestety ląduję w koszu).

Czy seks ma wpływ na kondycję układu moczowo-płciowego, czy stosunek może wpływać na podatność na zachorowanie?

Oczywiście. Budowa anatomiczna narządów rodnych kobiety sprawia, że jesteśmy bardziej podatne na infekcje. Podczas zbliżeń seksualnych łatwo o przeniesienie szkodliwych bakterie w okolice układu moczowo-płciowego. Zapobiegaj. Utrzymując odpowiednią równowagę mikroflory swojego ciała, pomożesz mu obronić się przed szkodliwymi drobnoustrojami.

Zadbaj o higienę po stosunku.

Gdy już zachorujemy, czekając na wizytę u lekarza, jak możemy doraźnie sobie pomóc?

Dokładnie tak jak w profilaktyce. Doraźnie, zanim lekarz przepisze wam odpowiednie leki – zaopatrzcie się w preparaty wspomagające: preparaty z żurawiną i odpowiedni probiotyk zawierający polskie szczepy Lactobacillus rhamnosus PL1 oraz Lactobacillus plantarum PM1.

Czy zawsze objawy są odczuwalne przez kobietę?

Nie zawsze. W przypadku zakażeń przewlekłych objawy mogą być dyskretne i nieodczuwalne. Czasem występuje tzw. bakteriomocz bezobjawowy. Dbaj o siebie, wykonuj regularnie proflikatyczne badanie – takie jak laboratoryjne badanie moczu.

Zapalenie pęcherza a  ciąża – powinnyśmy się martwić? Jak reagować na zapalenia układu moczowego podczas ciąży?

Tak, podczas ciąży każda infekcje może być niekorzystna dla rozwijającego się dziecka. W przypadku infekcji zawsze zgłoś się do swojego lekarza ginekologa prowadzącego ciążę.


 

W utrzymaniu zdrowia kobiety pomaga partner publikacji – UROLACT®

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Unikatowy na polskim rynku środek spożywczy specjalnego przeznaczenia medycznego przeznaczony do jednoczesnego postępowania w profilaktyce i wspomaganiu procesu leczenia:

·         aktywnych zakażeń układu moczowo–płciowego,

·         stanów zapalnych pochwy, zarówno bakteryjnych jak i grzybiczych (kandydoza pochwy),

·         powikłanych zakażeń układu moczowo–płciowego u mężczyzn,

·         zakażeń układu moczowo–płciowego przed i po zabiegach medycznych w obrębie cewki moczowej, pęcherza  moczowego oraz sromu i pochwy,

·         we wszystkich stanach mogących zwiększyć podatność na infekcje (antybiotykoterapia, antykoncepcja hormonalna, okres okołomenopauzalny).


Zdrowie

Gdy spotka się miłość z miłością. Człowiek z człowiekiem

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
15 lutego 2016
Fot. Unsplash / Cayton Heath / CC0 Public Domain
 

Kochać kogoś. Tak łatwo powiedzieć. Kochać bezinteresownie, kochać troskliwie, kochać pokorną miłością. Kochać egoistycznie, kochać nie tracąc siebie, kochać samolubnie. Kochać do utraty tchu, kochać bezgranicznie, kochać bardziej niż siebie. Kochać jednak lekko, kochać bez obciążania, kochać spontanicznie. Kochać wspierająco, kochać w kryzysie, kochać pomimo. Kochać i wymagać, kochać odpowiedzialnie, kochać zobowiązując się, że nie przestanę. Kochać bez kłamstwa, kochać uczciwie, kochać pięknie. Kochać tu i teraz, kochać i nie myśleć, co jutro, kochać po prostu. Kochać do końca swoich dni, kochać wiele lat, kochać na zawsze.

Są różne definicje miłości. Tak powiedziała mi kiedyś moja siostra. Całe życie tkamy własną, jej wzór, odcienie, emocje towarzyszące, hierarchię wartości, oczekiwania i możliwości. Gdy spotyka się człowiek z człowiekiem, spotyka się też miłość z miłością. Matka z matką, pierwsze zakochania, drugie i trzecie. Obejrzane filmy, przeczytane książki, podsłuchane historie, zapamiętane obrazy, rozmowy z bliskimi i ledwo co znanymi ludźmi. Pierwszy raz, seks i namiętność lub tego brak. Brak z brakiem, spełnienie ze spełnieniem. Spotyka się dwoje, a więc miłość z miłością. Miłości, która są doświadczeniami z całego życia.

Dlatego łatwiej jest wcześniej. Gdy masz dwadzieścia lat, niewielkie doświadczenie i otwarte serce. Nadzieja nie jest wprost proporcjonalna do sarkazmu, który pojawia się potem, gdy trzeci piąty i dziesiąty raz nie wychodzi.  Gdy masz odwagę marzyć o tym, że będzie najpiękniej i gdy towarzyszą ci słowa „na zawsze”. Potem słowa te gubią się w ironii i rozczarowaniu. Gdy podejmujesz decyzję sama, a konsekwencje dotyczą tylko ciebie. Gdy nie trzeba brać pod uwagę innych punktów widzenia: dzieci, byłych mężów czy rodziców. Z tego powodu łatwiej ryzykować. Gdy nie myślisz jednak o związku w kategoriach ryzyka. Nadzieja – to jedyne, co towarzyszy tej relacji.

A tu jak w piosence Agnieszki Osieckiej „A gdy się zejdą, raz i drugi, kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością, bardzo się meczą, męczą przez czas długi, co zrobić, co zrobić z tą miłością?”. Gdy on tak ledwo wierzy w miłość, bo złamał swoje serce kilka razy, a ona bywa sceptyczna jeśli chodzi o wspólne mieszkanie, bo dwa razy już nie wyszło. Gdy on ma trudną córkę, która nikogo nie akceptuje i nikt nie jest w stanie z nią wytrzymać, gdy ona ma troje dzieci – któż by się zdecydował żyć z taką gromadą nie-swoich? On ma obsesyjną ex-żonę, z którą walczy w sądzie, która inwigiluje każdą, którą kocha i w rezultacie doprowadza do ostateczności, a ona ma męża, który w roli ofiary jest w stanie wyegzekwować od niej za dużo. On ma pracę od poniedziałku do piątku wieczór prawie non stop, ona dwa etaty, by utrzymać sama dom. Małe mieszkanie, trzydrzwiowe auto, gdzie wejdzie tylko jedno dziecko (jej) i kot. Inne metody wychowawcze, za dużo obowiązków, za dużo dzieci i za mało pieniędzy. Co zrobić więc z tą miłością?

Poświęcić czy zostawić jak jest? Ryzykować czy zachować spokój? Zamienić komfort na kompromisy? Uczyć się kochać nie swoje dzieci? Oddać pół szafy, pół łazienki, spać z gorszej strony? Liczyć się z cudzym nastrojem? Oddać wolność za zobowiązania? Otworzyć listę wielokropków i nie wiedzieć od czego zacząć? Bać się stracić. Bać się pomylić. Bać się cierpienia.

Pytałeś mnie ostatnio, czy znam udane związki po przejściach. Powiedziałam ci prawdę. Niewiele. Zapomniałam tylko dodać, że ogólnie znam mało dobrych związków. Coraz mniej. A więc. Masz dwa wyjścia. Możesz siąść i zapłakać. Bo po co ci to wszystko? Możesz też sięgnąć po odrobinę brawury i uwierzyć, że tobie się uda. Bo komu jak nie tobie?

A wiesz jak jest dalej w piosence? „A gdy się czasem w życiu uda kobiecie z przeszłością, mężczyźnie po przejściach, kąt wynajmują gdzieś u ludzi i łapią, łapią trochę szczęścia”.

Bo w sumie chodzi o tę odrobinę szczęścia, mój kochany.


Zdrowie

Joanna Keszka: „Tymczasem „lubię seks”, to znaczy: „jestem selektywna, wiem co lubię”. A nie: „lubię i chcę ciebie śliniący się matole”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
14 lutego 2016
Fot. Screen z YouTube / BarbarellaPL

Przestańmy udawać, że seks nie sprawia nam przyjemności. Mówmy głośno o tym, że lubimy seks, czasami bardziej niż mężczyźni. I uczmy się, jak czerpać zadowolenie z seksu, a nie tylko przeżywać orgazmy po cichu i jedynie dbać o zadowolenie partnera. Kobieta, która lubi seks, nie jest rozwiązłą, jest świadomą swojej seksualności – a to duża różnica. O seksualności kobiet, przepisie na udany seks w związku rozmawiamy z Joanną Keszka.

Anna Frydrychewicz: Kobiety chętniej odwiedzają sex shopy? Czy może nadal udają, że to tylko przez przypadek?  

Joanna Keszka: Do mojego butiku Polki przychodzą od kilku lat i zdarzyło mi się kilka osób, które powiedziały: „ja tu tylko przez przypadek”, ale żeby do mnie wejść trzeba nacisnąć domofon, więc nie da się przez przypadek. Tutaj przychodzą osoby, które wiedzą dokładnie dokąd zmierzają. Są zainteresowane tematem seksualności, otwarte. Przychodzą z uśmiechem i z uśmiechem wychodzą. Rozmawiamy i o gadżetach i odkrywaniu swojej seksualności, radości z seksu.

Pytają, co kupić, proszą o radę?

No oczywiście, bo trzeba pamiętać, że na końcu każdego gadżetu jest człowiek. A żeby doradzać, to trzeba posiadać wiedzę na temat gadżetów, także praktyczną. Ja testuje wszystkie te gadżety, nie mam ich ogromnej ilości, ale za to starannie wyselekcjonowane. Więc kobiety przychodzą, ale już wiedzą, że kupić to jedna rzecz, ale włączyć do wspólnej zabawy to inna historia. No i jeszcze umieć wybrać coś, co pomoże nam czuć się lepiej i bawić się lepiej. Czasem przychodzą z partnerami „na przeszkolenie”. „Niech pani to teraz powtórzy mojemu mężowi” – mówią.

My nadal kupujemy gadżety chcąc zrobić partnerowi, a nie sobie lepiej w łóżku?

To jest najczęstszy temat moich rozmów z kobietami. Nie ukrywajmy, nie żyjemy w kraju, w którym celebruje się kobiecą seksualność i zachęca się kobiety do odkrywania radości z seksu, do odczuwania dumy ze swojej seksualności. Nie ta szerokość geograficzna. W naszym kraju ciągle ta seksualność jest używana do kontrolowania i ograniczania kobiet, a nie po to, by pokazywać jak cieszyć się życiem. Nasze patriarchalne społeczeństwo nie potrzebuje kobiet, które są zaprzyjaźnione ze swoją seksualnością, kobiety wręcz starszy się seksem.

Dlaczego?

Proszę zauważyć, jak często w sferze seksualnej z kobietami jest „coś nie tak”. Chcemy seksu – to znaczy, że jesteśmy niewyżyte, że mamy fanaberie, albo że jesteśmy puszczalskie. Mamy mało seksu, też dostajemy po głowie, bo zaraz się okazuje, że nie potrafimy się zatroszczyć o męża. Sfera seksualna, to jest obszar, w którym kobiety nie czują się pewnie. Nigdy nie wiedzą, czy one się na przykład za mało interesują tym seksem, czy za dużo. Przychodzą do mnie ciekawe życia, inteligentne fajne kobiety i mówią o obawach, które zostały im wpojone. One maja ochotę cieszyć się seksem, ale się boją, że może się wygłupią, że partner je wyśmieje, że to może zostać wykorzystane przeciwko nim.

Co jeszcze mówią?

Wydaje mi się, że każda kobieta w Polsce doświadczyła takiego „uderzenia” poprzez odwołanie do sfery seksualnej. A to jest bolesne i sprawia, że czujemy się bezradne. Na przykład taki komplement „jesteś rozerotyzowana”. Właściwie to jest taki zarzut wprost, że jesteś jakaś „za bardzo”. Akcentujesz w jakiś sposób swoją seksualność – na przykład mówisz głośno, że lubisz seks. Czyli: „jesteś łatwa, nie szanujesz się”. I to może być niebezpieczne, bo wiedza panów jest niewielka. Jak facet słyszy, że kobieta lubi seks, to  stwierdza, że to atut. Ale często też uważa, że w takim razie może przekroczyć granice. Tymczasem „lubię seks”, to znaczy „jestem selektywna, wiem co lubię”. A nie: „lubię i chcę ciebie śliniący się matole”. Więc kobiety rezygnują i nie akcentują tej swojej seksualności.

Fot. Facebook/Radość z seksu . Barbarella.pl

Fot. Facebook/Radość z seksu . Barbarella.pl

Czyli to obawy, a nie zwykła pruderia?

Nie, my jesteśmy całkiem normalne. Jeżdżę po całej Polsce, spotykam się z kobietami i jak tylko zaczynamy rozmawiać na temat seksu, gdziekolwiek jestem – czy w Warszawie, czy w małej miejscowości pod Katowicami czy Krakowem, kobiety na tematy dotyczące seksualności reagują bardzo normalnie.

Potrafimy o seksie bez wstydu?

Tam, gdzie jest bezpieczna przestrzeń – tak. Moje rozmówczynie uśmiechają się, są ciekawe. Często słyszę: „Szkoda, że tak późno pani przyjechała”. Najbardziej brakuje nam przestrzeni, społecznego przyzwolenia. Kobiety od małego uczy się, że sfera seksualna to z jednej strony źródło niebezpieczeństwa, a z drugiej strony  taka”waluta” kobieca. Trzeba się szanować, bo jak będziemy seksualnością szafować to mówiąc brzydko „wypstrykamy się” z tej naszej waluty i nikt nas nie będzie chciał. Ale jednocześnie jeszcze wpaja się nam, że mamy tą seksualnością przyciągać do siebie partnera i go zaspokajać. No i wygląd. Raniące jest to, że sfera seksualna kobiet ogranicza się do wyglądu.

Chodzi tylko o opakowanie?

Tak, „seksi” w stosunku do kobiety to określony wygląd. Młoda, szczupła, duży biust, napompowane usta… Mówimy: „ona jest seksi”, bo przyciąga wzrok, ale przecież nic nie wiemy o jej życiu seksualnym: czy ona potrafi powiedzieć czego chce, a czego nie chce, czy cieszy się życiem erotycznym, czy ma wymagania erotyczne w stosunku do partnera? To nie jest już ważne i nikogo nie interesuje.W ogóle muszę powiedzieć, że nikt nas nie uczy rzeczy podstawowych na temat seksualności. Mówi się nam: uważaj żeby nie zajść w ciążę, nie prowokuj. Ale nie uczy się nas stawiania granic. Żeby cieszyć się sferą seksualną, trzeba umieć wyznaczać granice. A my dojrzewamy i jesteśmy rzucane w tę seksualność jak w rwąca rzekę. Nie mamy narzędzi, żeby nią kierować.

I co wtedy?

Jak trafimy na dobrego partnera, to jest OK. Ale często jest tak, że nasz partner przekracza nasze granice. Straszy się nas, że zostaniemy zgwałcone ciemną nocą, że napadnie nas ktoś obcy. A proszę zauważyć, że przemoc seksualna bardzo często zdarza się na randkach, w stałych związkach i małżeństwach. Kobiety nie potrafią wyznaczać granic, partnerzy ich nie szanują. Wiadomo, jak kobieta mówi „nie” to i tak myśli: „tak”. Głupio jej mu odmówić, bo przecież sama się zgodziła żeby się z nim spotkać. Boi się wycofać, nauczono ją, że nie może wymagać od faceta, żeby zrezygnował. Tymczasem to my decydujemy o tym, co się dzieje z naszymi ciałami, a kobieta ma prawo zrezygnować z rozwijania się sytuacji erotycznej na każdym etapie.

 Czy potrafimy o tym rozmawiać z dorastającymi córkami?

Nie, bo same nie potrafimy wyznaczać granic. Część kobiet nie radzi sobie z tą sferą seksualną i wycofuje się z niej. Daje córce zły przekaz na temat seksu: to tylko obowiązek małżeński, przykra konieczność. Ale muszę przyznać, że to się zmienia. Przychodzi do mnie spora grupa kobiet po 30-tce i po 40-tce i po 50-tce. I one mówią, że chcą tę swoją seksualność odkryć na nowo. Właśnie po to, by być dla swoich córek pozytywnym wzorcem.  Mówią,  że nie chcą przekazywać tego niepokoju, poczucia wstydu. Chcą zaprzyjaźniać się ze swoim ciałem, odkrywać, jak czerpać z niego przyjemność. A ja opowiadam o tym, że seks to powinna być zabawa, że nie powinien być sprowadzony tylko do penetracji. Że dobrze jest pozwolić sobie na taką dzikość, a nie udawać w sypialni kochanków doskonałych albo eleganckie damy. Takie, które mają tylko cichy orgazm.

Żeby on poczuł się lepiej.

Tak, żeby poczuł się mężczyzną. Namawiam też do tego, żeby planować seks. Bo istnieje mit, że dobry seks to seks spontaniczny, a ja się z tym nie zgadzam.

To jaki seks jest dobry?

Pierwsza podstawowa zasada: dobrze żeby był. Życie bez seksu jest smutne, szczególnie w związku. Pamiętajmy, że seks łączy ludzi i naprawdę ma znaczenie. Druga rzecz to właśnie przyznanie się przed sobą nawzajem, że seks jest dla nas ważny. Niech to będzie jasne. Podkreślmy, że w naszym związku chcemy się o tę sferę seksualną zatroszczyć. Trzecia rzecz to rozmowa. Na początek  ze sobą: o tym, jakie mam oczekiwania od sfery seksualnej. Jest takie ćwiczenie: zamknij oczy i  wyobraź sobie, co by się działo w twojej sypialni, gdyby cię nic nie ograniczało, gdybyś nie miała poczucia wstydu, nie obawiała się odrzucenia. Jak wyglądałyby twoje doświadczenia erotyczne? I podążaj za tym.

Tylko trzeba się jeszcze zdobyć je zrealizować.

Czasami niewiele trzeba, żeby to zrobić. Matka natura stworzyła nas w taki sposób, żebyśmy mogły cieszyć się seksem. Jako jedyne mamy ten organ na mapie ciała – łechtaczkę. Ona jest stworzona tylko i wyłącznie do tego, żebyśmy odczuwały przyjemność. Wracając do podstaw udanego seksu w związku, jest jeszcze czwarty punkt: otwartość. Bądź otwarta i pozwalaj też innym cieszyć się seksem. Osoby, które odmawiają innym radości z życia i seksu, często tylko udają, że ich seks nie interesuje. Chcą mieć opinie osoby moralnej, „normalnej”, w ich wyobrażeniu oczywiście. No ale gdzieś te niezrealizowane fantazje erotyczne bolą i gniotą. A w stosunku do osób spełnionych w seksie pojawia się agresja.

Ale z tą naszą wiedzą raczej kiepsko.

Często wszystko, co wiemy ogranicza się do wiedzy z filmików w Internecie, które maja niewiele wspólnego z rzeczywistością. Może  fajnie się to ogląda, ale prawdy nie ma w tym żadnej. Oglądamy sobie te filmy porno: pozycja taka i owaka i myślimy, że o seksie wiemy wszystko. OK, pozycje. A znasz gry, zabawy erotyczne? Erotyczne komplementy na ostro, na słodko? Nie. A potem się okazuje, że w naszej sypialni ciągle ten sam schemat: on ma erekcję, więc penis idzie do pochwy. Ona jest borowana tym penisem jak młotem pneumatycznym, a na koniec udaje, że jest super. Kobiety maja dużo dobrej woli i entuzjazmu, i radość z seksu chciałyby czerpać z różnych jego form. Nie chcę zostać źle zrozumiana: „szybkie numerki” też są OK. Oby tylko nasze życie seksualne nie było serią samych szybkich numerków. Oby nie przypominało stołówkowego menu: z głodu nie umrzemy, ale podniebienia nie dopieści…

Ale do tego trzeba rozmowy.

Wiem, że dużo kobiet boi się tych rozmów z partnerami, boi się zaproponować coś nowego. I tu znów wracamy do stereotypów, do myślenia, że rolą mężczyzny jest bycie tym aktywnym w łóżku. Tyle możemy eksperymentować w sypialni ile nam zaproponuje nasz partner. Jeśli kobieta wychodzi z inicjatywą, to pewna grupa panów odbiera to  jako atak na swoje ego. I to właśnie jest efekt braku wiedzy. I przekonania panów, że seks jest męska sferą, a kobieta ma się zadowolić… zadowalaniem mężczyzny.

Właśnie…

Powinnyśmy zauważyć, że ta sfera seksualna jest ważną częścią związków i nas samych. Wszystkie rozmowy na temat seksu zaczynam tak: sfera seksualna uczy nas być po swojej stronie. Żeby się nią cieszyć,  trzeba myśleć o sobie w pierwszej osobie: czego ja pragnę, co powoduje, że czuję się lepiej? Bo o ile skupiamy się na zaspokajaniu męskich fantazji, to grono „kibiców” jest duże. Ale kiedy kobieta chce czegoś dla siebie to zaczynają się schody. Często mówi się nam wprost, żebyśmy nie frustrowały partnera zbyt wysokimi oczekiwaniami. A ja mówię: my, Polki nie mamy w stosunku do mężczyzn zbyt wysokich oczekiwań, mamy je zbyt małe, a przez to mężczyźni czują, że w seksie mogą sobie pozwolić na bylejakość. Mi się marzy, żeby i to co męskie było ważne, i to co kobiece było ważne.


 

Fot. Screen z YouTube / BarbarellaPL

Fot. Screen z YouTube / BarbarellaPL

Joanna Keszka – autorka najodważniejszej polskiej książki o seksie pt. „Grzeczna to już byłam czyli kobiecy przewodnik po seksie”. Prowadzi program TV pt. „Szkoła Seksu Joanny Keszka” na kanale Planete+. Ekspertka w dziedzinie kobiecej seksualności, pisarka scenariuszy erotycznych i nieustraszona testerka wibratorów, redaktorka naczelna Barbarella.pl – „Najseksowniejszy portal dla kobiet”, prowadzi butik LoveStore.Barbarella.pl – „Pierwszy w Polsce LoveStore dla kobiet i dla par”.


Zobacz także

Kładziesz torebkę w tym miejscu? Możesz poważnie zachorować

7 chorób kobiecych, które możesz dziedziczyć po mamie

Ćwiczenia na piłce – mięśnie pośladków, grzbietu i tylnej części ud