Lifestyle Zdrowie

Konrad Gaca: „Odchudzanie to przygoda a nie kara. To nie jest coś, co musisz zrobić”. Jak on to robi? Spektakularnie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
15 stycznia 2016
Konrad Gaca/Facebook
 

Specjalista od odchudzania. To jemu swoją nową figurę zawdzięcza wiele gwiazd show biznesu, a jego pacjenci chudną nawet 80 kilogramów. Przedstawiane na platformie odchudzania on-line metamorfozy robią wrażenie nawet na największych sceptykach. Do specjalisty żywieniowego Konrada Gacy zgłasza się wielu pacjentów, a on potrafi jednocześnie odchudzać nawet 7 tysięcy osób.

Jak się odchudzać, jak się motywować i nie być głodną na diecie, a także o pięciu żelaznych zasadach odchudzania rozmawiamy z Konradem Gaca.

Ewa Raczyńska: Odchudza Pan, mówiąc wprost – spektakularnie. Ile kilogramów gubią Pana pacjentki?

Konrad Gaca: Trudno powiedzieć o jakiejś średniej, bo przecież każdy przypadek jest zupełnie inny. Dlatego też ilość kilogramów, które gubią moje pacjentki, jest różna – czasem jest to 30, 50 lub 80 kg. W moim systemie nie chodzi jedynie o liczbę zgubionych kilogramów. Chociaż z doświadczenia wiem, że pacjenci lubią, kiedy waga pokazuje coraz niższą liczbę, bo to często po prostu dodatkowa motywacja. Jednak dla mnie najważniejsze jest to, by te kilogramy „schodziły” z parametrów tkanki tłuszczowej i nadmiaru wody, a nie ze struktury mięśni. To gwarantuje utrzymanie naszej gospodarki hormonalnej „w ryzach”.

Tylko jak zacząć, a co trudniejsze – w tym odchudzaniu wytrwać?

Zmiana nawyków żywieniowych nie jest rzeczą łatwą. To, co przez tyle lat robiliśmy z takim zamiłowaniem ciężko zmienić z dnia na dzień. Dlatego w kwestii modyfikacji naszych nawyków bardzo ważną rzeczą jest zasada małych kroków. Od czego zacząć? Na początku musimy dokładnie zastanowić się nad motywacją, bo to ona będzie naszym motorem napędowym. Następnie – konieczne jest rozpoczęcie regularnego jedzenia. Warto pamiętać, że systematyczność w jedzeniu posiłków to klucz do tego, aby wyregulować swój metabolizm. Przestrzegając tej zasady, wysyłamy swojemu organizmowi komunikat, że nie potrzebuje on robić zapasów energii, czyli gromadzić tkanki tłuszczowej, a co więcej, będzie skłonny, aby ją spalić. Każda zmiana na początku wydaje się trudna. Wszystko dlatego, że organizm przyzwyczajony jest do jakiegoś określonego działania i zmiana nawyków na inne jest zawsze procesem, do którego od nowa trzeba się przyzwyczaić. Tutaj najważniejsze jest nastawienie. Jeśli bardzo chcemy dokonać zmiany, motywacja pomoże nam przetrwać pierwszy okres. Potem nasze nawyki powinny „wejść nam w krew”. A zmianę powinniśmy traktować jako swoją życiową przygodę, robimy to przecież przede wszystkim dla siebie.

Gdzie najczęściej popełniamy błąd?

Nie działamy kompleksowo. Jeśli chcemy rozpocząć proces odchudzania powinniśmy skierować się do specjalisty, aby profesjonalnie pomógł nam zgubić wagę. Najczęstszym problemem jest również nasze podejście, oczekujemy szybkich efektów bez większego wysiłku. Myślimy, że 13-dniowa dieta może coś trwale zmieni. A odchudzanie to proces, który trwa i ma też swoje trudniejsze momenty. Ale można go zrealizować, jeśli naprawdę mocno się tego chce.

No tak, niby wszystko to wiemy, a jednak nie udaje się nam schudnąć.

Z moich obserwacji wynika, że często brakuje nam konsekwencji w działaniu oraz nie do końca mamy przemyślaną motywację. Często zaznaczam, że odchudzanie nie polega na stosowaniu diety. To niezwykle istotne, żeby zrozumieć, że odchudzanie to zmiana sposobu żywienia, zmiana nawyków, przede wszystkim w połączeniu z aktywnością fizyczną. Nie da się osiągnąć trwałych efektów poprzez stosowanie diety na jakimś określonym odcinku czasu – co w większości przypadków skończy się powrotem do starych nawyków żywieniowych, a w konsekwencji prowadzi do efektu jo–jo. Trzeba też pamiętać, że nie ma diety uniwersalnej. Bardzo często korzystamy z diet, które zupełnie nie powinny być przez nas stosowane. Takie praktyki mogą doprowadzić  do poważnej choroby, jaką jest otyłość. Odchudzając się na własną rękę, stosując w ciemno wszystkie zalecane porady, faktycznie na początku tracimy kilka kilogramów, ale narażamy się na problemy zdrowotne i niemal na pewny powrót do poprzedniej wagi. Lepiej więc, zamiast eksperymentować na własnym zdrowiu, zaufać specjalistom i skorzystać z ich wiedzy.

https://www.facebook.com/KonradGaca/photos/pb.224330460967862.-2207520000.1452845806./1027348920666008/?type=3&theater

Konrad Gaca/Facebook

Nie ma uniwersalnych zasad, które każda z nas mogłaby zastosować?

Proces leczenia otyłości to proces złożony, bardzo często związany z wychodzeniem z bardzo wielu problemów zdrowotnych. Praca powinna być przemyślana i bardzo indywidualna. Mogę podać kilka zasad mądrego odżywiania, ale jeśli rzeczywiście zmagamy się z chorobą otyłości, powinniśmy udać się do specjalisty.

Pierwsza zasada to prowadzenie czterech lub pięciu posiłków dziennie o stałych porach dnia, co cztery – trzy godziny. Druga – kolacja powinna być zawsze lekka i białkowa. Na przykład pieczona ryba, gotowana pierś z indyka z warzywami –pomidorem i sałatą albo biały ser. Trzecia zasada: ograniczenie soli i cukru. Czwarta – picie około 3 litrów wody średniozmineralizowanej dziennie i wreszcie piąta – trening aerobowy średnio intensywny. Dopiero w dalszym okresie  możemy łączyć trening aerobowy z treningiem siłowym, kształtującym nasze ciało i podnoszącym nasze hormony odpowiedzialne m.in. za metabolizm. Oczywiście są to zasady dla osób zdrowych i nie mających żadnych przeciwwskazań treningowych i żywieniowych.

A co z motywacją?

Uważam, że najlepszym środkiem motywacyjnym jest przemyślana decyzja. Z moich obserwacji wynika, że mamy trzy środki motywacyjne, po pierwsze: zachęta  – czyli ktoś odchudzi się, wbije się w spodnie o te dwa numery niższe i już go nie ma. Po drugie: przymus – czyli już jest lekarz, problemy zdrowotne, a więc konieczność. I po trzecie: przemyślana decyzja – kiedy ktoś po pięćdziesięciu próbach odchudzania podejmuje w końcu decyzję, że trzeba to zrobić jednak w sposób kompleksowy. Tacy pacjenci najczęściej osiągają swój cel, wytrzymują do końca, a potem wyprowadzają się z diety i funkcjonują przez wiele lat trzymając formę.

Często słyszy Pan: „Zrobiłam już wszystko, mam wrażenie, że cały czas się odchudzam, a efektów brak”?

Rzeczywiście, często obserwuję u moich pacjentów mocne rozdarcie. Widzę w nich nadzieję, ale dostrzegam w ich oczach także lęk, obawę, że „znowu nie dość, że będzie ciężko, to co gorsza, ponownie się nie uda”. Zawsze zwracam uwagę, że od początku bardzo ważne jest to, w jaki sposób podejdzie się do nowego etapu życia, który będzie tak naprawdę czymś bardzo pozytywnym. To będzie etap niezwykłych zmian i niezwykłych przeobrażeń, pracy nad sobą i leczenia problemu. Dlatego też mój system jest ściśle oparty na indywidualnym podejściu oraz wsparciu motywacyjnym i psychologicznym. Przede wszystkim uważam, że proces odchudzania zaczyna się w głowie.

Ostatnio usłyszałam, że odchudzanie jest „przy okazji” – uporządkuj swoje życie, wtedy łatwiej będzie ci schudnąć. Zgadza się Pan z tym?

Ja bym powiedział trochę na odwrót: proces odchudzania pomaga uporządkować życie. To często jest jeden z najważniejszych projektów w życiu. Zdrowy tryb życia wpływa niemal na każdy aspekt naszego życia. Odpowiednio dobrany trening, dopasowany do diety, bardzo pozytywnie zaczyna wpływać na samopoczucie. Widzę to po moich pacjentach, którzy już na początku przygody z odchudzaniem zauważają, że nagle mają znacznie więcej siły i ochoty do realizacji zadań, jakie czekają ich w życiu prywatnym. Następnie odkrywają, że nagle mają więcej czasu, lepiej układają sobie plan zajęć, stają się skuteczniejsi. Nie bez powodu mówi się, że „w zdrowym ciele zdrowy duch”.

Tylko jak się odchudzać, nie myśląc o jedzeniu. Od koleżanek na diecie słyszę: „Cały czas jestem głodna”

Takie myślenie wiąże się bezpośrednio ze źródłem naszej motywacji. Ja zawsze powtarzam –  odchudzanie to przygoda a nie kara. To nie jest coś, co musisz zrobić. To twoja świadoma decyzja. Jeśli chodzi bezpośrednio o kwestię głodu, trudno wytłumaczyć jego źródło bez wiedzy, jaki system odchudzania stosowała konkretna osoba. Jedno jest pewne – głodówka nie jest skuteczną metodą odchudzania, a mówiąc dokładniej stosowanie jej jest posunięciem bardzo niewłaściwym (pomijając oczywiście wszelkie sytuacje zdrowotne, związane z zaleceniami lekarza). W chwili, gdy wprowadzamy głodówkę, następuje katabolizm struktury mięśni, nasz metabolizm mocno się obniża, a przez to cała przemiana materii ulega spowolnieniu. W konsekwencji czego ciężej będzie nam zredukować zbędne kilogramy. Nie możemy rezygnować z posiłków w ciągu dnia. Niezwykle ważne jest zapewnienie organizmowi poczucia równowagi, ponieważ tylko wtedy będzie on skłonny oddać tkankę tłuszczową, którą gromadzi. Często spotykam się z pacjentami, którzy jedzą mało, a tyją. „Przecież ja nic nie jem w ciągu dnia, a kilogramów mi przybywa” – mówią potem zdziwieni. Często jest tak, że nic nie jemy cały dzień, a objadamy się na noc i to wtedy organizm gromadzi zapasy tkanki tłuszczowej, zabezpieczając się w ten sposób przed kolejnym okresem głodu.


Konrad Gaca/Facebook

Konrad Gaca/Facebook

Konrad Gaca – ekspert ds. leczenia otyłości, specjalista żywieniowy, prezes Stowarzyszenia Zapobiegania Otyłości. Wykładowca zdrowia publicznego w Wyższej Szkole Ekonomii i Innowacji w Lublinie. Autor bestsellerowych książek „Moje odchudzanie”,  „Kuchnia Fit” i „Kuchnia Fit 2. Wspólne gotowanie”.

 

 


Lifestyle Zdrowie

Facebookowi egocentrycy… Może też nim jesteś

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
15 stycznia 2016
Fot. Pexels / Kamboopics / CC0 Public Domain
 

Portale społecznościowe powstawały przede wszystkim, by zwiększyć szybkość przepływu informacji, umożliwić szybko kontakt z tymi, których na co dzień spotkać nie możemy.

Dziś wielu przestrzega – portale społecznościowe wykluczają ze społeczeństwa, sprawiają, że żyjemy tylko w świecie wirtualnym, będąc kompletnie oderwanym od tego, co tuż obok, od codzienności. Ograniczamy kontakty do rozmów w sieci, nie spotykając się z ludźmi poza nią.

Wielu naukowców bada zjawiska związane z naszym uczestnictwem w portalach społecznościowych. Badacze z Uniwersytetu Sun Yat-Sen w Tajwanie postanowili sprawdzić, jak korzystanie z Facebooka wpływa na prospołeczne zachowania.

Badani zostali poddani dwóm eksperymentom. Jedna grupa mogła umieszczać na swoim facebookowym profilu informację o udziale w badaniu – wiadomość dostępna dla wszystkich znajomych. Druga grupa nie mogła natomiast publikować żadnych wiadomości.

Każda z grup dostała dwa zadania. Podczas pierwszego mieli podzielić sumę pieniędzy między siebie, a drugiego – nieznanego dla tej osoby gracza. Drugi zadanie polegało na zakodowaniu pewnych wyników badań.

Okazało się, że osoby nie korzystające z Facebooka chętniej dzieliły się pieniędzmi, proponowały również pomoc innym przy kodowaniu wyników.

Przeprowadzone doświadczenia wskazują, że komunikacja jeden – do wielu nasila zjawisko egocentryzmu. Publikując na swojej ścianie informacje prowadzimy swoistego rodzaju monolog oczekując od innych uwagi. Naukowcy na podstawie przeprowadzonego eksperymentu jako wnioski podali, że częste komunikowania się z innymi za pomocą swojego profilu zmniejsza aktywność prospołeczną. Osoby biorące udział w eksperymencie, które mogły korzystać z Facebooka rzadziej wykazywały się chęcią niesienia pomocy innym, bardziej dbały o uzyskanie korzyści dla siebie.

Warto o tym pamiętać. I znajdować równowagę pomiędzy naszym społecznym życiem w sieci, a tym realnym.


Źródło: badania.net


Lifestyle Zdrowie

O obrabianiu tyłka myśli kilka, czyli o tych którzy bardziej interesują się życiem innych, niż własnym

Listy do redakcji
Listy do redakcji
15 stycznia 2016
Fot. Pexels/www.gratisography.com / CCO

Dzisiaj sklarował się pomysł na tekst, o którym moja głowa rozmyśla od długiego czasu.

Sprawa dotyczy tyłka. O tyłkach można mówić i pisać dużo. To wdzięczny temat do dyskusji. W pewnych jednak sytuacjach zupełnie niewdzięczny. Mianowicie, kiedy jest to tyłek drugiej osoby. Bo tak, generalizując, co kogoś obchodzi moja pupa? No chyba, że to tyłeczek taki jak ten należący do Jennifer Lopez, warty kilkadziesiąt milionów dolarów i rzeczywiście bardzo apetyczny.

Inaczej tyłek pozostaje tyłkiem, a my kobiety myślimy o nim w kontekście: w czym i jak najkorzystniej wygląda i co zrobić, aby wyglądał lepiej.

Okazuje się, że nie wszyscy….

Niektórzy, z pewnych względów upodobali sobie tyłki innych. Może, w ich mniemaniu, własny jest mało atrakcyjny. Za duży, za mały, zbyt wypięty, zbyt płaski. Zwyczajnie, wart mniej zainteresowania, niż tyłek osoby obok. Może, po prostu,  nie mają odwagi przyglądnąć się własnemu tyłkowi. Bo odwaga, rzeczywiście w tym przypadku jest potrzebna!

Jestem w stanie to zrozumieć. Ciekawość jest cechą ważną i pożądaną. Zwiększa świadomość, pozwala poszerzyć wiedzę, przynosi nowe odpowiedzi, pozwala uzyskać informacje, zmodyfikować zachowania, zmienić  punkt widzenia albo odniesienia do problemu. Ciekawość, można rzec górnolotnie – rozwija.

Jednak, nie o takiej ciekawości dzisiaj napiszę. Nie o ciekawości, która rozwija, ale o tej, która się żywi. Tak! O chorej ciekawości, karmiącej się specyficznego rodzaju wiedzą. To głód wiedzy o drugim człowieku. Najlepiej wiedzy tajemnej. Zdobytej przeróżnymi metodami. Koniecznie przefiltrowanej. Wyczytanej, usłyszanej, zasłyszanej, podglądniętej, bądź wyssanej. Zdobytej podczas niewinnych pogadanek, wymiany myśli, bądź szczerych rozmów na pewne tematy, typu: mamy ten sam problem – pogadajmy o nim!

Chciałam o tym napisać, bo widzę, że  dla wielu ludzi istotną kwestią jest życie innych. Jątrzenie, pomawianie, wymyślanie, tworzenie historii, dopisywanie faktów, bądź wykorzystywanie informacji. Prawdziwych czy nie – to już mniej istotne!

Do napisania tego tekstu zmotywowało mnie to, co wydarzyło się w moim życiu około pól roku temu. Zacznę od tego, jaka jestem, aby nie było niedomówień. Oczywiście subiektywnie. Bo obiektywnie się nie da, szczególnie, jeśli jest o sobie! Szczera, bezpośrednia, kreatywna, wrażliwa a przy tym odważna,  z dużą dozą poczucia sprawiedliwości i poczuciem humoru. Przy tym mam pewne przywódcze cechy, co stoi trochę  w sprzeczności z moją obawą odnośnie podejmowania wyzwań, ale na ten temat kiedyś tam… 😉

Moja asertywność i odwaga okazały się cechami nie do przeskoczenia i zaakceptowania przez innych. Zostałam nazwana osobą bezczelną, co akurat jest prawdą, więc się nie gniewam.;)

Tak! Jestem bezczelna, jeśli na czymś mi zależy, jeśli jest to dla mnie ważne. A ówczesna praca była dla mnie ważna, zależało mi na niej. Widziałam tam mnóstwo możliwości, inspiracji i potencjału. Wciąż miałam ochotę na więcej. Na ludzi, na działanie. Zostawałam po godzinach, robiłam sporo rzeczy w domu. Spełniałam się w niej, realizowałam swoje pomysły.

Niestety w tym wszystkim zabrakło osób, które miałyby zapał, ochotę i chęci, aby działo się inaczej. Ochotę na zmianę. Zabrakło osób, którym sytuacja bylejakości, którą chciałam zmienić, by przeszkadzała. Samodzielnie organizowałam zajęcia, współpracowałam z prowadzącymi i wysłuchiwałam krytycznych uwag, na zupełnie inną osobę, na jej działania i brak odpowiedzialności.

Osoby prowadzące zajęcia, były fantastyczne, pełne energii i zaangażowania oraz chęci. Dawały z siebie sto procent.. Niestety osoby decyzyjne dawały według mnie maximum dziesięć. Próbowałam, rozmawiałam, proponowałam, zachęcałam, wyrażałam chęci. Wszystko to ginęło w próżni niechęci do działania i zmian.

Zwolniłam się więc z pracy.

Ale zanim to nastąpiło, kilka razy wymieniałam swoje uwagi na temat funkcjonowania w pracy z pewną osobą, od której usłyszałam na temat pracy i osób decyzyjnych mnóstwo historii. Dużo krytyki pewnych osób i tego, co się w pracy dzieje. Słuchałam wypowiedzi z zainteresowaniem, ponieważ zawsze mnie ciekawi, co myśli drugi człowiek. Niezależnie, czego dotyczą jego myśli. Sam fakt jego odmienności, jest dla mnie ciekawy.

Niestety, albo „stety” (dla mnie to drugie), mam pewną cechę, która sprawia, że to, co ktoś  mi powie zostaje we mnie i tylko we mnie. Nie bawi mnie sianie zamętu, plotek. A już na pewno nie personalnie. Innymi słowy: „Twój tyłek mnie nie interesuje!”. Oczywiście, biorąc pod uwagę przetrwanie w biznesie i w życiu, to cecha, która może mi takie przetrwanie utrudniać. Jednak uważam, że najważniejsze jest, bym była w zgodzie ze sobą.

Tak, więc, pewnego dnia zatkało mnie, kiedy dowiedziałam się, że to wszystko, co z tą narzekającą osobą wymieniałam, zostało przekazane dalej. Oczywiście usłyszałam o tym, kiedy postanowiłam się zwolnić. Wtedy wylała się na moja osobę fala krytyki i hejtu i poleciało na całego.

O co więc chodzi, że mój tyłek ma taką wartość, że chcesz go obrabiać?

  • Bo mam odwagę powiedzieć to, czego Ty nie masz odwagi?
  • Bo robię w życiu to, czego Ty nie robisz?
  • Bo…Konwenanse, bo konformizm, bo to, bo tamto…

Weź książkę – poczytaj. Podyskutuj z kimś, na temat, który nie daje ci spokoju, podyskutuj ze mną. Tylko odczep się od mojej d**y! To moje życie, mój tyłek, moje wybory. I wiedz, że jestem świadoma tego, co mam, w końcu żyję ze sobą już trochę lat. Nie wyprowadzasz mnie z błogiego stanu nieświadomości, kiedy mówisz mi rzeczy, które już wiem. Okaż się, proszę inwencją i dorzuć coś, czego świadoma nie jestem. A ja się nad tym zastanowię. Obiecuję!

Tak, bywam emocjonalna. Szczególnie, kiedy mam poczucie niesprawiedliwości i kiedy coś jest dla mnie ważne!

Tak bywam bezczelna, z tego samego powodu!

Tak, jestem odważna,  pewna siebie i asertywna. I tak, mam odwagę odejść, z miejsca, w którym nie dzieją się fajne rzeczy, bo jestem warta tego, żeby działy się rzeczy fajne!

Tak, jestem racjonalna i mądra. I… Tak! Mam taką fajną d**ę, którą Ty masz ochotę z jakiegoś powodu obrabiać!

Czy warto dbać o własny tyłek?

Warto! Niezależnie od tego, co ktoś teraz myśli. Niezależnie od tego, jak jestem przez pewne osoby w dalszym ciągu postrzegana, i ile razy na spotkaniach obrabiany był mój tyłek. Widocznie wart jest obrabiania. Gdybym była osobą mało istotną, nikt by nawet o nim nie pomyślał. Widocznie jednak, byłam na tyle ważna, że o nim myślano, ba nawet rozmawiano!

Warto! Bo pozostałam sobą. Ponieważ nauczyłam się, że w pewien sposób należy być ostrożnym w kontaktach z innymi.

Ale, czy to tak wiele zmieni?

Czy zmieni się to, że moja pupa będzie tylko moja? Nie! Nie zmieni się! Zawsze znajdzie się ktoś zainteresowany moim tyłkiem. Ktoś zazdrosny, łaknący poklasku, pragnący się podlizać, coś przez to osiągnąć, albo zwyczajnie, mający potrzebę zajęcia się czyimś życiem, by urozmaicić własne. Czasami to boli, czasami bardzo, czasami mam to zwyczajnie „w dupie”, a inne czasami, nawet w d**ie tego mieć nie zamierzam, gdyż mojej d**y mi zwyczajnie szkoda na takie nic nie warte rzeczy!

Więc, może jednak przyglądnij się swojej pupie…Bo może tak Cię zaciekawi, że zrezygnujesz z mojej…


Autorka: Urszula Le.


Zobacz także

Regulamin konkursu „Łowimy perełki. Która najlepiej pasuje do ciebie?”

Jedna kobieta może być dla drugiej wsparciem i ratunkiem. Inna może z łatwością zniszczyć tę, która stanie jej na drodze

Świat oszalał. Nie dajcie się wciągnąć w ten młyn!