Zdrowie

Kleszcze stanowią zagrożenie także w miastach. Nie ryzykuj poważnymi chorobami, zabezpiecz swoją rodzinę przed ukąszeniem

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
16 czerwca 2016
kleszcz
Fot. Pixabay / JerzyGorecki / CC0 Public Domain
 

Znacie to? Piękna, słoneczna pogoda, miły spacer po łące lub w lesie. Do tego towarzystwo męża, dzieci, psa, jak wolicie. Wszystko dobrze, do momentu powrotu do domu. Wtedy czekają na nas niemiłe niespodzianki. Bąble, zaczerwienienie, opuchlizna lub obce towarzystwo, które wpiło się w skórę i tkwi w niej wypijając krew. 

Kleszcze polują także w miastach

Jeśli do tej pory uważałaś, że ciebie nie dotyczy problem obecności tych pasożytów, niestety tak nie jest. Kleszcze nie są mieszkańcami jedynie lasów i łąk a poza krwią zwierząt, żywią się również ludzką. Można je spotkać także w miejskich parkach oraz skwerkach nawet dużych miast, na trawie i w niskich krzakach. Do potencjalnej ofiary zwabia je  ciepło, ruch powietrza oraz zapach potu, a bez odpowiedniej ochrony, każdy z nas może przynieść „obcego” do domu.

Kleszcze naprawdę bywają groźne

Wbijając się bezboleśnie w skórę, zaczynają pobierać krew od swojego żywiciela. Posiadają one narząd Hallera, pełniący funkcję narządu węchu, reagujący również na zmiany wilgotności i temperatury. Narząd ten umieszczony jest na przednich odnóżach kleszcza i służy do namierzania ofiary, dlatego w oczekiwaniu na żywiciela, kleszcze przyjmują charakterystyczną pozę z wystawionymi przednimi odnóżami.

Kleszcz tkwi w ciele tak długo, aż nie opije się do oporu krwi a wtedy odpada od skóry. W zależności od tego, jak silny jest nasz układ immunologiczny, ugryzienie może przynieść objawy takie jak  zmiany skórne o charakterze alergicznym, ropnym, obrzękowym.  Niestety, przy okazji ten pasożyt przenosi w swojej ślinie groźne drobnoustroje, mogące spowodować bardzo groźne choroby zakaźne, takie jak:

  • Borelioza. Aż  20% kleszczy jest nosicielami bakterii Borrelia burgdorferii, którą co roku zaraża się ponad 3.500 osób i ta ilość z roku na rok zdecydowanie rośnie. Po około 10 – 14 dniach od ukłucia pojawiają się pierwsze objawy boreliozy. Zmiany skórne w postaci pierścieniowatego rumienia wędrującego, występują jedynie u ok. 30% chorych. Typowy rumień pojawia się jako koło o średnicy 1 – 1,5 cm, które się powiększa do ok 5 cm, blednie od środka i zanika. Czasami rumień wygląda inaczej, jest mylony ze śladem po ugryzieniu, otarciem lub uczuleniem. Zachorowanie na boreliozę daje różne objawy, dlatego często chorzy są źle diagnozowani, chorują latami. na powagę sytuacji wpływa fakt, że nawet najlepsze obecnie badania na zarażenie boreliozą dają około 50%-wykrywalności. Nie istnieje szczepionka przeciw tej chorobie.
  • Kleszczowe zapalenie mózgu. Objawy mają charakter grypopodobny i trwają przez tydzień, występują ok 7-14 dni po zainfekowaniu. Przebieg choroby bywa ciężki i może prowadzić do kalectwa, a nawet śmierci. Niekiedy zakażenie przebiega bezobjawowo. Na kleszczowe zapalenie opon mózgowych istnieją szczepienia ochronne.
  • Tularemia. W miejscu ukąszenia kleszcza przenoszącego wirusy, powstaje krostka przekształcająca się w kraterowate owrzodzenie. Pojawiają się nasilone objawy jak wysoka gorączka, dreszcze, bóle głowy i mięśni, wymioty. Na skórze może pojawić się wysypka plamista lub grudkowa, intensywnie powiększają się węzły chłonne. Objawy mogą wystąpić również w obrębie spojówek lub brzucha, płuc.

Jeśli przytrafi się wam takie niechciane towarzystwo, jak najszybciej wyjmijcie kleszcza ze skóry

  1. Plastikową pęsetą lub miniaturową pompką ssącą, chwyć kleszcza przy skórze, za przednią część ciała i zdecydowanym ruchem pociągnij ku górze.
  2. Umyj ręce i zdezynfekuj miejsce ukłucia wodą utlenioną lub 40% alkoholem do dezynfekcji.
  3. Obserwuj miejsce po ukłuciu. Jeśli wystąpią niepokojące zmiany, skontaktuj się z lekarzem.

Tego nie rób podczas usuwania pasożyta:

  • Nie wykręcaj kleszcza palcami
  • Nie próbuj go „zadusić” substancjami natłuszczającymi.

Takie działania mogą skutkować zatkaniem tchawek kleszcza, który wymiotując rozprzestrzenia więcej bakterii i wirusów do ciała żywiciela.

Nie ryzykuj, zabezpiecz rodzinę i zwierzęta przed ukąszeniami kleszczy

Kleszcze są wszędobylskie, nie można więc cały czas unikać zagrożenia ukąszeń tych pasożytów. Lepsze od ryzyka jest zabezpieczenie się przed ukąszeniami, dzięki urządzeniom TickLess. Ich skuteczność opiera się na emisji impulsów ultradźwiękowych o częstotliwości 40 kHz, ponieważ narząd Hallera u kleszczy jest bardzo czuły i reaguje na ultradźwięki o odpowiedniej częstotliwości. Impulsy są całkowicie nieszkodliwe dla ludzi oraz zwierząt domowych, blokują one jednak narząd Hallera u kleszczy. TickLess jest skuteczny również przeciw pchłom!

Możesz wybrać urządzenia:

TickLess dla dzieci (TickLess Baby) – zasilane niewymienną baterią, po wyjęciu zawleczki działają nieprzerwanie przez 10-12 miesięcy, zasięg wynosi około 1,5 m.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

TickLess dla dorosłych/myśliwych (TickLess Human i TickLess Hunter) – zasilane niewymienną baterią, po wyjęciu zawleczki urządzenie można włączyć i wyłączyć, bateria starcza na około 3000 h, zasięg to 3 m, urządzenie wyłącza się samoczynnie po 8 h.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

TickLess dla zwierząt (TickLess Pet) – zasilane niewymienną baterią, po wyjęciu zawleczki działają nieprzerwanie przez 10-12 miesięcy, zasięg wynosi około 1,5 m., w szerokiej gamie kolorystycznej.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 

Urządzenia są wilgocioodporne, a w przypadku bezpośredniego kontaktu z wodą, również zazwyczaj nic się nie dzieje i wystarczy je

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

osuszyć. TickLess, w przeciwieństwie np. do obroży czy różnych innych specyfików przeciw kleszczom, nie wydziela chemii. TickLess działa przez okres żerowania kleszczy (TickLess Human i Hunter  nawet 2 sezony), czyli co najmniej 7 miesięcy. Koszt urządzenia to 99 zł (TickLess Baby i Pet), więc koszt dzienny skutecznej ochrony przed kleszczami to mniej niż 50 gr! Urządzenie będzie działać przez cały sezon, nie trzeba więc pamiętać o ponawianiu nakładania innych preparatów, tak jak w przypadku tradycyjnych metod ochrony przed kleszczami.


 

Wpis powstał we współpracy z TickLess 


Zdrowie

Noszę rozmiar 44 i co z tego? Lato, jesteś gotowe na mnie i kobiety niechude?

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
16 czerwca 2016
Fot. iStock / Christian Wheatley
 

„Czy twoje ciało jest gotowe na lato?” – „pyta” co druga reklama i co trzeci post na Facebooku. Koleżanki chwalą się idealną figurą na Instagramie, a Babcia ciągle powtarza, że powinnam zakryć dekolt i nosić spódnice do kolan, bo nie wypada chodzić tak odkrytą. Nawet wtedy, gdy temperatura przekracza 25 stopni. Mogę zakładać czarne rajstopy pod szorty, żeby zakryć cellulit albo po prostu zapytać lato, czy to ono jest gotowe na mnie.

Grafik potrzebny od zaraz

W połowie marca media społecznościowe zalały informacje o 100 dniach do lata. Ledwo zaczęła się wiosna, a w głowach tysięcy kobiet powtarzał się coroczny rytuał: „muszę schudnąć do lata, zacznę od jutra – dieta, ćwiczenia, tym razem musi się udać!”. I tak ruszamy na siłownię, a po drodze do sklepu po bezglutenowe przekąski, najlepiej bez laktozy! To jednak wersja optymistyczna. Czasem zamiast na siłownie, ruszamy po kolejną gazetę ze szczupłą ślicznotką na okładce. Cellulit, blizny, rozstępy? Ani śladu!  Skoro ona może być taka idealna, to dlaczego nie my? Odpowiedź jest banalna – w prawdziwym życiu, nie ma Photoshopa i grafika, który potrafi zniwelować boczki i blizny w 20 minut.

Rodzicu, pomocy!

25 600 reklam rocznie oglądają dzieci w przedziale wiekowym 2-11 lat. Na każdej z nich bohaterowie są bez skazy – uśmiechnięci, szczupli, radośni. Nigdzie jednak nie zaznacza się, że otyłość bierze się nie tylko z ciągłego objadania się, ale także z chorób hormonalnych czy okresu dojrzewania, kiedy ciało przechodzi ogromne zmiany, których mały człowiek nie jest w stanie zrozumieć. W tym momencie najważniejsi są rodzice, którzy swoim nastawieniem wpływają na brak kompleksów lub ich natłok w głowie nastolatka. Często jednak zamiast zrozumienia, spływają słowa krytyki – za dużo jesz, jesteś za gruba na tą sukienkę, w tych szortach widać twoje masywne nogi. Wystarczy dodać chudziutkie celebrytki, na których wzorują się nastolatki, a droga do zaburzeń odżywiania skraca się o kilkadziesiąt kilometrów. Może zamiast „źle wyglądasz”, powiedzieć czasem „kocham cię bez względu na to, jak wyglądasz”?

Sexy flexy?

Ashley Judd w swojej książce „Życie gorzko-słodkie” przywołuje anegdotę, w której Salma Hayek, uznawana za symbol seksu przyznaje, że to właśnie chudziutka Judd może sobie pozwolić na wszystko, bo niezależnie od tego, co ona sama na siebie założy, wygląda to po prostu zbyt seksownie, a czasem nawet wulgarnie. Ta historia idealnie opisuje największy problem krągłych pań latem; duży dekolt czy krótsza spódniczka wcale nie jest objawem bezpruderyjności czy prowokacji, ale radzeniem sobie z upałem. Wyobraźmy sobie, że szczupła Ashley założyła bluzkę z dekoltem w V, wyglądałaby po prostu niedbale, nawet gdyby widoczna byłaby koronkowa bielizna. Ubierając to samo krągła Salma może zostać uznana za prowokatorkę.

Mogę wszystko

Czego nie może nosić kobieta o bujniejszych kształtach, a już na pewno nie ta powyżej rozmiaru 40? Lista jest tak długa, że mogłaby się tutaj nie zmieścić; z tych najważniejszych i oczywistych trzeba wymienić bikini, crop topy, biel, poziome paski, krótkie spódniczki i szorty. Rok temu dziennikarka BuzzFeed.com (rozmiar 50) postanowiła przez tydzień zakładać do pracy crop topy, odsłaniające mniej lub więcej talii i brzucha. Nikt nie zwrócił na to uwagi, a kiedy w końcu sama zapytała kolegów, czy nie przeszkadza im jej ubiór stwierdzali, że wygląda świetnie. To samo tyczy się osławionych poziomych pasków i bieli; nie liczy się wzór, ale krój ciuchu, który chcemy na siebie włożyć. Sposób znalazł się też na bikini, zarezerwowane tylko dla najszczuplejszych. Obecnie króluje „fatkini” – stabilny biustonosz i majtki z wysokim stanem, które dostępne są do naprawdę dużych rozmiarów. Najlepszym wyznacznikiem tego, co możesz włożyć jest jednak twoja pewność siebie.

Widok z Marsa

Razem z marcowym potopem porad, jak schudnąć do lata, co roku pojawiają się posty panów, którzy wręcz nie mogą się doczekać momentu, w którym panie zaczną wychodzić z domu w spódniczkach, sukienkach czy bluzkach pięknie eksponujących krągłości. Może cała tajemnica „nie możesz, bo jesteś za gruba” wcale nie tkwi w tym, co podoba się facetom, ale czego tak naprawdę zabraniają sobie nawzajem kobiety? Każda z nas, przechodząc ulicami miasta, chociaż raz spojrzała na przechodzącą nieznajomą i w myślach skrytykowała jej wygląd. Krytykujemy siebie nawzajem, a gdy przychodzi moment, w którym musimy stanąć przed lustrem i spojrzeć w oczy sobie samej, widzimy same wady, podczas gdy mężczyzna patrząc w te same oczy zauważy same zalety.

Czy lato jest gotowe na mnie?

Noszę rozmiar 44 i dopiero rok temu kupiłam swój pierwszy dwuczęściowy strój kąpielowy. Idąc na basen nie wiedziałam, czy bardziej boje się krytyki ludzi czy swoich własnych kompleksów. Walka, która trwała w głowie, skończyła się ważną konkluzją – nieważne, co pomyślą inni, ważne żebym to ja czuła się komfortowo sama ze sobą.

Do wakacji zostało jeszcze trochę czasu. Pewnie za mało, żeby stracić nadprogramowe kilogramy i choć trochę upodobnić się sylwetką do Ewy Chodakowskiej. Te kilka tygodni to jednak wystarczająco dużo, żeby zrobić dla siebie coś o wiele ważniejszego – zaakceptować swoje ciało takim, jakie jest, a patrząc w lustro zauważać piękne krągłości, a nie rozstępy czy cellulit. To wcale nie ty musisz być gotowa na lato, ale lato powinno być gotowe na ciebie!


Zdrowie

OBOJE rodziców ma prawo do opieki nad dzieckiem. Obecny tata, to siła na całe życie

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
16 czerwca 2016
Serce dziecka pęknięte na pół. Gdy rodzice rozstają się i walczą między sobą
Fot. iStock / drxy

Tak się dzieje często. On lub ona lub nawet razem postanawiają się rozstać. Ktoś kogoś zdradził albo ktoś kogoś przestał kochać. Albo też pojawiła się pustka nie do wypełnienia, bo w środku jedno wielkie nic. Więc mówią sobie „żegnaj” albo „adieu” albo też nie mówią nic. I wszystko byłoby do ogarnięcia, bo to przecież dorośli, a dorosły (teoretycznie) powinien umieć sobie radzić z kryzysami. Z czasem przyszłaby nowa miłość (może) albo też po prostu nowa jakość i ta historia byłaby tylko wspomnieniem na fotografii (raczej zapisanej w chmurze icloud niż w postaci albumu).

I tu można by zakończyć ten wątek, gdyby nie to, że jest dziecko. Albo dwoje. Czasami nawet trójka lub więcej. I tak, jak łatwo (?) podzielić pieniądze, samochody, biżuterię, kwiaty w doniczce, tak też TEGO podzielić się nie da. Bo jak podzielić dziecko na pół? Pokroić? Jedna ręka tu, druga tam? Prawy policzek do mamy a lewy do ojca? Dwa domy? Dwa pokoje? Koty? Psy? Podręczniki? „Co za bzdura”- mówią przeciwnicy opieki naprzemiennej. „Przecież to zwykła schizofrenia, którą fundujemy dziecku”. To także głos w tej sprawie.

Tak najczęściej mówią kobiety

Niestety, bo kobiety są mi z natury bliższe. Szczególnie wypowiadają się przeciw te, które są w uprzywilejowanej pozycji. Bo, wiadomo, sądy nadal częściej stają po stronie matki. Matka to matka. Matka ma pierwszeństwo. Dom jest przy matce. I tak dalej.

A ojciec? Przy dobrych wiatrach załapie się na dwa popołudnia w tygodniu i co drugi weekend. Punktualnie o 18 w niedzielę musi odstawić syna lub córkę do mamy ze świadomością, że będzie miał okazję zjeść z nim/nią śniadanie dopiero za dwa tygodnie. Jeden z moich pacjentów, tata na medal naprawdę, tłumaczy mi: „Dwie noce co dwa tygodnie to cztery noce w miesiącu, razy dwanaście to czterdzieści osiem w roku czyli półtora miesiąca. Przez prawie jedenaście miesięcy nie mam szans zobaczyć syna, jak zasypia i się budzi. Mimo, iż nie chciałem, by jego mama odeszła”.

Drugi mój pacjent został sam, bo żona wybrała innego. Miała prawo, tak się dzieje, nie o tym rzecz. W zabezpieczeniu kontaktów, bo zapowiada się długi proces, dostaje dwa popołudnia i weekend od piątku do niedzieli. Mimo iż oboje (matka też) wnioskują o więcej. On o opiekę naprzemienną, ona (dla niego) o trzy popołudnia i weekend, który rozpocznie się już w czwartek. Sędzia jednak ma inny pomysł. Albo z rozpędu albo też po prostu tak ocenia sytuację, że ojcu należy się mniej. Dlaczego? Nie mam pojęcia, bo ojciec także na medal.

Gdzie więc jest sprawiedliwość?

Gdzie miejsce dla kochających, coraz bardziej zaangażowanych ojców, którzy mają dokładnie takie same kompetencje jak matki po drugiej stronie? Spotykam takich coraz więcej. Tych na placach zabaw. W domach. Wracają wcześniej z pracy, by odrobić z dzieckiem matematykę, ugotować obiad, pójść na rower. Dostają minimalny wymiar opieki. Jak w czymś takim budować stabilną mocną więź z dzieckiem? Jak być obecnym? Jak wspierać i być w trudnych momentach? Przecież to system z góry skazany na umniejszenie ojcowskiej roli.

Nie dziwmy się potem, że niektóre mamy uznają siebie za właściciela dziecka i dysponują nim jak chcą. „Zwiążesz się z kimś, a popamiętasz”, „Nie życzę sobie, by moje dzieci spotykały twoją nową partnerkę”. „Nie zgadzam się na wyjazd, twój tydzień kończy się w niedzielę, a nie w poniedziałek”. „Ciesz się, że masz tyle. Mógłbyś nie mieć nic”. I tak dalej. Bywają okrutne, manipulują dzieckiem, a kontakt z nim traktują jak towar wymienny.

Ojcowie też tacy są. Też prowadzą grę. Też walczą. Też bywają nieracjonalni, raniący i nie myślą o dobru dziecka. Ale praw nadal mają mniej. Mimo, iż się zmieniają. Mimo iż zasługują na więcej.

Jest tylko jedno wyjście, gdy dwoje kocha i ma kompetencje, by wychowywać dziecko. To właśnie system naprzemienny. Taki, w którym rodzice mają tej opieki tyle samo. W przypadku mniejszych dzieci to na przykład trzy dni w tygodniu u jednego, cztery u drugiego, starsi mogą być tydzień tu, tydzień tam. Dobrze, gdy w tym czasie, gdy są u drugiego rodzica mają szansę zobaczyć się także z mamą lub tatą. Na przykład na zajęciach z piłki, gdy tata podjedzie (w tygodniu mamy) popatrzeć na trening syna. Lub gdy mama wyskoczy z córką na babskie zakupy, spacer lub lody. Wtedy ten świat przestaje być tak podzielony, jak zarzucają mu niektórzy.

Wiem, to zakłada współpracę rodziców. Tak, to warunek niezbędny, by o tym pomarzyć. Mimo różnych emocji jakie mają względem siebie, muszą się ze sobą komunikować. Muszą grać do jednej bramki, którą jest dobro dziecka. To, co dorosłe zostaje w świecie dorosłych. To, co rodzicielskie musi pozbyć się agresji, inwigilacji, chęci zemsty. Dziecko nie może żyć w dwóch światach, w których jeden jest czarny a drugi biały. Matka mówi, że ojciec to zbir, a ojciec, że matka to chodząca patologia. A takie słowa słyszymy w gabinetach, w aktach sądowych, w rozmowach przyjaciół. Dziecko ma prawo kochać oboje rodziców, myśleć o nich dobrze, ufać im i być z nimi tyle samo.

Rozumiem, że czasami to boli okropnie

On/ona odeszła, a ja mam ponieść jeszcze jedną konsekwencję  w postaci utraty połowy czasu z dzieckiem. To niesprawiedliwe. Tak, zgadzam się. Ale musisz wtedy pomyśleć o sprawiedliwości w życiu swojego dziecka. Czy ono ma cierpieć także z tego powodu, że traci jednego z rodziców?

Żeby było jasne: nie uważam, że opieka naprzemienna jest najlepszą z możliwych. Nie zawsze i nie w każdej sytuacji. Patrząc na to, jak się rozstajemy – nieliczni będą zdolni ją podjąć. Poza tym nikt nie wymyślił niczego lepszego niż system pod tytułem RODZINA. Pełna, mieszkająca razem, w miłości i spokoju. Wszystko inne to mniejsze zło dla dziecka. Ale w przypadku rozstania warto zadać sobie pytanie, czy mniejszym złem jest to, że nie musi przenosić się z miejsca na miejsce czy to, że będzie miało szansę nawiązać mocną więź z obojgiem rodziców?

Znam dzieci, które żyją w takich systemach i mają się dobrze.

Znam wspaniałych ojców i wspaniałe matki – trudno mi dziś nawet powiedzieć, która grupa jest liczniejsza.

Osobiście nie uważam, że jestem lepszą matką niż ojciec moich dzieci, mimo iż matką jestem niezłą (chyba).

Dobry ojciec to siła na całe życie. Brak ojca to wyrwa, która przypomina o sobie także przez całe życie.

Dziecko nie jest niczyją własnością. Nie należy do mamy. Nie należy też do taty. Należy do siebie i świata.

Obydwoje przywołali je na świat i obydwoje powinni wziąć za nie odpowiedzialność.

Tym samym, jeśli nie ma przeciwwskazań po żadnej ze stron, oboje mają prawo do takiej samej obecności w jego życiu.

Oboje.


Kochani! Zaczynamy akcję „Rozwód rodziców to nie rozwód z dzieckiem. Dziecko ma prawo do opieki obojga”. Zapraszam Was do dzielenia się z nami swoimi doświadczeniami i opiniami. Piszcie do nas, nawet jeżeli słowo: „rozwód” budzi trudne i bolesne wspomnienia. Co jest najtrudniejsze, jak udaje się to poukładać, czego byście oczekiwali od drugiej strony. Zapraszam też do tego, by pisali mężczyźni. Ważne jest zdanie każdego z was. Co zrobić, żeby nasze dzieci były szczęśliwe nawet po rozwodzie?

List przesyłajcie na adres [email protected] z dopiskiem „Rozwód” oraz informacją, jak chcecie zostać podpisani.

Jeżeli wyrażacie zgodę na publikację listu,  prosimy o dołączenie w treści wiadomości poniższego oświadczenia:
Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).


Zobacz także

Wiosna się zbliża, poszłabym na siłownię, ale… 8 obaw, które każda z nas odczuwa niepotrzebnie

5 powodów, dla których warto jeść jogurt. Dobre samopoczucie i mniej kilogramów to nie jedyne korzyści

8 sprawdzonych, domowych sposobów na ból zęba

8 sprawdzonych, domowych sposobów na ból zęba