Zdrowie

Ciągle chorujesz ty lub twoje dzieci? Być może to niedobór jodu!

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
3 kwietnia 2017
Fot. iStock / BeyzaSultanDURNA
 

Pamiętasz, jak mam mówiła, że w wakacje trzeba się wybrać obowiązkowo nad morze, żeby się jodu nawdychać? Myślisz, że zapewne, to nic innego, jak przestarzałe zabobony… Ale mama miała rację. Bo nie ma nic równie dobrego „na odporność”, jak odpowiednia dawka jodu.

Przez ostatnie lata jod przede wszystkim kojarzył się nam z katastrofą w Czarnobylu i chorobami tarczycy. A to ogromna szkoda, bo jak pokazują badania naukowe i zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia, jod okazuje się bardzo ważnym składnikiem w życiu człowieka.

O jodzie zaczęliśmy sobie dopiero przypominać, gdy trafił do zaleceń suplementacji dla kobiet ciężarnych na równi z dobrze nam znanym kwasem foliowym czy kwasami DHA. Dopiero wtedy wydał się nam „dość ważny” – bo skoro jest niezbędny do właściwego rozwoju układu nerwowego poczętego dziecka, najwyraźniej coś w tym musi być.

Według przeprowadzonych badań, ponad połowa Polaków, właściwie nie wie, jaką rolę pełni jod – i  po co, mielibyśmy go przyjmować. I również ponad połowa, spożywa nie więcej niż 40 -60 proc. Dziennego zapotrzebowania na ten pierwiastek. Według specjalistów, Polacy mają duże niedobory jodu i nawet o tym nie wiedzą.

Jod naturalnie – oprócz tego, który możemy wdychać podczas nadbałtyckich wakacji -występuje w pożywieniu. Jednak sprawa wcale nie jest taka prosta – nie wystarczy zmienić diety i po prostu uzupełnić niedobory.

Najbogatsze w jod są owoce morze i ryby morskie – tutaj jednak spotykamy się nie tylko z barierą kulturową czy przyzwyczajeniami, a również problemami jakie wiążą się z zanieczyszczeniami wód. Po pierwsze, trudno byłoby zjeść tak dużą ilość produktów bogatych w jod, aby rzeczywiście przyjąć zalecaną dzienną dawkę, po drugie, część ryb oprócz dobroczynnych składników (jod i kwasy DHA) zawiera metale ciężkie, z powodu zanieczyszczeń środowiska naturalnego.

Oprócz tego istnieją pewne grupy żywności, które utrudniają pozyskiwanie jodu z pożywienia, np. kapusta, kalafior,  brokuły czy soja. Te pokarmy utrudniają wchłanianie jodu w jelitach. Jeśli dodamy do tego i tak już niski poziom dostarczanego naturalnie pierwiastka, okazuje się, że zdroworozsądkowym rozwiązaniem tego problemu może być suplementacja.

Według PAP – Nauka w Polsce, „specjaliści szacują, że chorobami tarczycy, które wynikają z niedoborów jodu, zagrożone może być ok. 8 mln mieszkańców Polski, w tym 3,5 mln dzieci od 6 do 13 lat”.

Po co nam jod?

Tarczyca jednak to nie wszystko, bo jod odpowiada za całkiem sporo funkcji w naszym ciele. Przede wszystkim powinniśmy zapamiętać, że jod wpływa na odporność naszego organizmu.

zapotrzebowanie na jod - Jodavit

Pierwszymi objawami niedoboru jodu jest przemęczenie, suchość skóry, łamliwe paznokcie, ospałość. Objawy, które bardzo często uznajemy za efekt zbyt szybkiego i niezdrowego trybu życia.

Ile jodu potrzebujemy?

Okazuje się, że nie wiele. W ciągu naszego życia zaledwie parę gram ;), co nie zmienia faktu, że jest szalenie ważny! Dzienne zapotrzebowanie na jod, zwiększa się z wiekiem. Szczególnym okresem wyższego zapotrzebowania jest również okres ciąży i karmienia piersią.

Według medyków, ze względu na dobroczynny wpływ jodu na rozwój układu nerwowego korzyści są bardzo duże. Stosując się do zaleceń lekarzy i farmaceutów trudno byłoby przedawkować ten pierwiastek śladowy.

zapotrzebowanie na jod

Na postawie mp.pl oraz zaleceń WHO*

 

Jak zbadać poziom jodu?

Badanie jest bardzo proste. Aby ocenić poziom jody w organizmie wykonuje się określenie zawartości tego pierwiastka z tzw. Dobowej zbiórki moczu.

Nie zapominajmy o rzeczach prostych, czasami rozwiązanie naszych problemów czy dolegliwości – wcale nie jest skomplikowane. Badajcie się i dbajcie o siebie!

Dużo zdrowia życzy

jodavit-logo

JODAVIT  zawiera niepowtarzalną, opatentowaną kompozycję jodu w rekomendowanej dawce według zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) i Ministerstwa Zdrowia.  Zalecany szczególnie kobietom w ciąży i osobom z problemami tarczycy.

Jod jest niezbędnym elementem do prawidłowego działania organizmu.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 


Źródła: mp.pl, dieta.mp.plwitaminy.sos, naukawpolsce.pap

Artykuł powstał we współpracy z Jodavit

 

 


Zdrowie

Jak wyrwać się z przeszłości? Zrób to w czterech krokach i ciesz się tym, co dzisiaj cię spotka

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
3 kwietnia 2017
Fot. iStock/Sjale
 

Jak często nosimy w sobie historię z przeszłości, która – choć często tego nie chcemy, to jednak nas uwiera? Ciągnie się za nami żal do nas samych za błędy, które popełniliśmy w przeszłości. Mieszka w nas złość na kogoś za to, co nam zrobił. Nosimy w sobie opowieści o tym, jak ktoś nas zranił, które wywołują w nas smutek, przygnębienie. Analizujemy „co by było gdyby” – jakby wyglądało nasze życie, gdybyśmy kiedyś postąpili inaczej.

Nie pozwalamy przeszłości pozostać w przeszłości. Dajemy jej nieustannie prawo do ingerencji w naszą teraźniejszość. A przecież to właśnie oglądanie się wstecz sprawia, że stoimy w miejscu, nie idziemy do przodu. Znam wiele osób, które tak właśnie żyją – roztrząsają wszystko to, co wydarzyło się w przeszłości, nieustannie wracają do zdarzeń, ludzi, sytuacji, na które przecież nie mają już wpływu. Efekt jest taki, że pozostając w przeszłości stoją plecami do swojego życia.

Jak wyrwać się z przeszłości? Może te cztery kroki wam w tym pomogą.

Krok 1: Zobacz historię, która cię boli

Ale poczekaj, poczekaj. Nie twoje wyobrażenie o tym, co się stało podszyte smutkiem, złością, żalem, czy frustracją. Nie. Zobacz historię taką, jaka była. Często jest tak, że jakieś wspomnienie wywołuje w nas emocje i tylko na tych emocjach się skupiamy. Tymczasem ważne, żeby zrobić krok dalej. Zobaczyć proces, który w nas siedzi. Dostrzec po kolei, co się wydarzyło nie mając jedynie na uwadze samego siebie w roli poszkodowanego.

Pamiętasz, co się stało? To już było. Skąd się bierze ból i trudność zmierzenia się z tą sytuacją?

Krok 2: Pobądź ze swoimi uczuciami

Bardzo często to, co dzieje się w naszej głowie, te historie, do których wracamy, przenosi się na nasze ciało. Pomyśl, jak się czujesz wracając do trudnych rzeczy z przeszłości? Ból w klatce piersiowej? Może mrowienie w rękach, nogach? Ból brzucha? Skupienie się na fizycznym odczuwaniu emocji sprawia, że odciągamy uwagę od naszej głowy.

Zastanów się, co dzieje się z twoim ciałem. Skup się na swojej fizyczności. Zobacz, jesteś w stanie to znieść, przeżyć, nie dzieje się z tobą nic strasznego. Bardzo często przeszłość wywołuje w nas atak paniki. Jest to bardzo intensywne uczucie, ale tylko przez chwilę, bo umiemy sobie z nim poradzić.

Pomyśl ciepło o swoim ciele, uspokój je, bo to, co się wydarzyło już było. Już ciebie nie dotyka tu i teraz.

Krok 3: Oddychaj

Śmieszne? Pewnie tak, bo przecież oddychanie jest dla nas czymś naturalnym. Ale tu chodzi o oddychanie, które pozwoli nam zapanować nad emocjami, które jak złe demony przychodzą do nas z przeszłości. Oddychanie to tybetańska praktyka buddyjska: oddychaj w każdym trudnym uczuciu, które czujesz, oddychaj z ulgą. Na przykład: jeśli czujesz smutek, oddychaj smutkiem całego świata… a potem oddychaj szczęściem. Jeśli czujesz żal, oddychaj żalem całego świata, a potem oddychaj z radością i wdzięcznością. Zrób to przez chwilę, wyobraź sobie smutek całego świata i wypuszczaj go z siebie.

Spróbuj, nic nie tracisz, a takie oddychanie możesz ćwiczyć codziennie. Zamiast uciekać przed trudnymi uczuciami, przytul je, pozwól im się wchłonąć. Poczuj je całą sobą i wypuść… Dzięki temu nie pozwolisz, by to, co już było, rządziło tobą teraz.

Krok 4: Odwróć się i poczuj wdzięczność

Zmierzyłaś się z przeszłością. Zobaczyłaś swoją historię, poznałaś uczucia, które są z nią związane? Uwolniłaś negatywne emocje? Jeśli tak, pozostał jeszcze jeden krok. Obróć się i zobacz w swojej przeszłości to, za co możesz być wdzięczna dzisiaj – za lekcje, za konsekwencje, za naukę. To pozwoli zobaczyć siebie w teraźniejszości. Hej, jestem tutaj, wiele się nauczyłam i chcę iść do przodu. Zobacz, już w samym tym zdaniu ile jest radości.

Rozejrzyj się wokół, zobacz, jak wiele dobrego dzieje się wokół ciebie i korzystaj z tego, idź do przodu! Przeszłości nie zmienisz, możesz sobie z nią poradzić i mieć wpływ na to, co wydarzy się, co spotka cię właśnie dzisiaj.


Zdrowie

‘Wierzę, że niebo istnieje naprawdę. Mamo, tato, wiem, że patrzycie na mnie z góry’. List do nieżyjących rodziców

Magdalena Lis
Magdalena Lis
2 kwietnia 2017
Fot. iStock /wundervisuals

Mamo, tato…

Siedzę właśnie w waszym ogrodzie. Rozkładam niewielki koc na wilgotnej, wypalonej ubiegłorocznym słońcem trawie. Tuż za płotem jest łąka, którą tak lubiliście. Jestem w miejscu, które było waszym małym, wypielęgnowanym z czułością światem. Łapię pierwsze słoneczne promienie, na telefonie odbieram maila z pracy, piszą mi, że mam podać termin urlopu, to czas by planować wakacje. Pojadę nad morze.

Tyle razy wam obiecywałem, że wyjedziemy kiedyś razem. Że będziemy chodzić alejkami, rozmawiać do woli, przechadzając się wśród pełnych kiczu i tandety lokalnych straganów. Że będziemy jeść gofry i lody, że pójdziecie przodem bo będzie tłumnie, a ja pójdę za wami. Że znajdę czas, że się nie wymigam, że nic mnie już nie zatrzyma. Obiecywałem i dotrzymałem słowa. Było głośno i tłumnie, kiedy szedłem za wami w pogrzebowym orszaku.

Pamiętam te sztampowe stwierdzenia, że czas leczy rany. Pamiętam, że bardzo się wtedy buntowałem, bo leczyć to można przecież anginę, a rany się jedynie zabliźnia. Pamiętam dni, w których trudno było mi przyjąć dobre słowo i idące za nim pocieszenie. Złościłem się, że ciągle się ktoś obok mnie kręci, że nie mam przyzwolenia na to, żeby po swojemu to wszystko przeżywać. Kazano mi jeść, pić i łykać jakieś pastylki, które miały pozwolić mi na sen, który rzekomo miał przynosić ukojenie. Tymczasem mnie w nocy dopadały koszmary, dzień po dniu ten sam sen, ten sam dramatyczny moment, w którym was tracę. I pusty stół, przy którym siedzę sam, dni w których samotnie spędzam bez was święta. Wówczas budziłem się zlany potem, a dziś wiem, że ten sen się ziści, będzie rzeczywistością a nie tylko senną marą.

Kiedy lekarze byli bezwzględni, kiedy zwyczajnie, oschle mi oznajmili, że już was nigdy nie zobaczę strasznie temu zaprzeczałem. Trwałem w stanie depresji, całym sobą dystansowałem się do otoczenia. Nie angażowałem się w organizację pogrzebu, nie interesowały mnie praca, kolokwia, ani wykłady. Pod łóżkiem coraz większą stertą zaczynały się piętrzyć butelki po piwie. Tak, znalazłem swojego sprzymierzeńca, którym był alkohol.

Piłem, by przetrwać, by choć na chwilę przestać myśleć, znaleźć się w stanie nieważkości, złagodzić ból istnienia, wprawić się w pozwalający na przetrwanie humor. Poranny kac dawał mi nowe brutalne zderzenie z rzeczywistością, gubiłem stworzoną przez siebie iluzję.

Mamo, tato…

Słońce świeci dziś tak samo jak wtedy. Dziś również jest niedziela. Krzątasz się po kuchni mamo, tłuczesz kotlety, gotujesz dla ojca tak lubiany przez niego rosół. Tato, wyjechałeś tylko na chwilę z domu, miałeś jakąś niewiele znaczącą sprawę do załatwienia u sąsiada. Poprosił byś przyjechał, a ty nie lubiłeś zawodzić. Przyjechałem do was, siedziałem z wami, choć tylko ciałem, bo duchem byłem na studiach i w pracy. Pod moimi stopami mościł się pies, był niespokojny, kręcił się, nie cieszył się jak zawsze, nie merdał ogonem. Nos miałem utkwiony w telefonie, kiedy z zamyślenia wyrwał mnie krzyk sąsiadki, która wbiegła do nas do domu. Wybiegłem na drogę, karetka już jechała. Biegłem ile sił w nogach, przepychałem się tato między zgromadzonym przy twoim rozbitym aucie tłumem. Pamiętam, że wszędzie była krew, i że padłem na kolana i wyłem. Tego nie nazwę płaczem, wyłem niczym zwierze. Za plecami zobaczyłem ciebie mamo. Miałem wrażenie, że w minutę postarzałaś się o dziesięć lat, chwilę później zemdlałaś. Widok twojej przerażonej twarzy po dziś dzień mam przed oczami. Trzymałem cię za rękę tato, ale ty już nie żyłeś. Kiedy odjeżdżałaś w wyjącej karetce mamo modliłem się do Boga prosząc go, byś choć ty mnie nie zostawiała. Ale on miał moją prośbę za nic. Dwa dni później żegnałem się z tobą w szpitalnej sali. To był zawał.

Wasz pogrzeb odbył się jednego dnia, nawet tę ostatnią drogę przeszliście wspólnie. Msza żałobna odbyła się w tym samym kościele, w którym się pobraliście, ostatnią mowę wygłosił ten sam ksiądz, który kiedyś udzielał wam ślubu.

Pamiętam łzy najbliższej rodziny, i to, że pod rękę prowadzili mnie babcia i dziadek. Widziałem, że cierpią równie mocno co ja, babcia powiedziała mi, że chowanie własnego dziecka to jest dla człowieka największy na świecie dramat. Wieczorem wróciłem na cmentarz i do późnych godzin nocnych siedziałem tam z wami. Pierwszy raz wam wtedy powiedziałem, że was kocham, najmocniej na świecie, całym sercem. Słyszeliście mnie, prawda?

Kiedy dziś obserwuję siebie odnajduję cały szereg podobieństw. Mówię tak, jak ty tato, uśmiecham się tak, jak ty mamo. Jest tyle kwestii, o które nie zdążyłem zapytać, jest tyle planów, o których myślałem, że będziecie dumni, kiedy je zrealizuję. Ostatnio wzruszyłem się dogłębnie podczas podziękowania dla rodziców na pewnym ślubie. Serca mi pęka na samą myśl, że kiedy i ja znajdę tę jedyną nie będę mógł podzielić tego ogromnego szczęścia z wami.

Jakiś czas po pogrzebie, podczas przypadkowego spotkania jeden z wujków powiedział mi, że bez was jestem nikim, że pewnie się wykoleję. Gdyby wiedział, jak bardzo się myli. Skończyłem studia i obroniłem tytuł magistra. W pracy dostałem awans. Wiem, że bylibyście ze mnie dumni. Bywało, że czasem was raniłem. Przepraszam, całym sercem tego żałuję.

Całe życie chodziliśmy do kościoła, to wy nauczyliście mnie wiary w Boga.  To mi daje nadzieję, że kiedyś spotkamy się tam, po drugiej stronie. Jest wiele rzeczy, które chciałbym wam opowiedzieć, ale wierzę, że kiedyś opowiem.

Jestem dumny, że jestem waszym synem. Jeśli kiedyś będzie mi dane założyć własną rodzinę, będę chciał stworzyć nam taki świat, jaki dzięki wam przez kilkanaście lat poznawałem. Wierzę, że niebo istnieje naprawdę. Mamo, tato, wiem że patrzycie na mnie z góry. Kocham was najbardziej na świecie.

Łukasz.


Wysłuchała: Magdalena Lis


Zobacz także

Smutek i depresja mają ze sobą wiele wspólnego, jednak nie są tym samym. Poznaj 6 różnic między nimi

Detoks ananasowy dla płuc, idealny na oczyszczenie i wzmocnienie układu oddechowego

„Przepraszam, że moje dziecko zarazi twoje. Nie miałam wyjścia, to nie moja wina”