Choroby Zdrowie

Jeżeli myślisz, że AZS (atopowe zapalenie skóry) cię nie dotyczy, możesz się srodze pomylić

Redakcja
Redakcja
31 stycznia 2020
AZS atopowe zapalenie skóry
Fot. iStock – AZS - atopowe zapalenie skóry
 

Najczęściej diagnozuje się tę chorobę u małych dzieci, ale możemy zacząć na nią chorować w każdym wieku. Szacuje się, że na AZS cierpi około 20% światowej populacji, przede wszystkim mieszkańcy Europy i Stanów Zjednoczonych. Współczesna medycyna nadal nie znalazła skutecznego rozwiązania tego problemu. Atopia ma charakter nawrotowy i nawet jeśli wydaje się, że została pokonana, może wrócić po wielu latach. Szczególnie zimą.

Istotne znaczenie w rozwoju i nasilaniu atopowego zapalenia skóry mają czynniki środowiskowe, na przykład alergeny kurzu domowego – roztocze, naskórek i sierść zwierząt, strzępki i zarodniki grzybów i pyłki roślin. Szczególnie zimą, kiedy zamykamy okna i włączamy grzejniki – alergeny zgromadzone w domach zaczynają nam niepostrzeżenie szkodzić. Stąd okresowe zaostrzenia choroby, obserwowane najczęściej od jesieni do wiosny

Charakterystycznym objawem AZS jest skrajne przesuszenie skóry. U większości pacjentów bardzo dobre efekty przynosi stosowanie specjalistycznych kosmetyków do skóry atopowej. Dlatego właśnie powstała linia Allergoff® Atopy. W jej skład wchodzą: Barierowa emulsja do kąpieli leczniczych (35 zł, 250 ml), Barierowa oliwka do kąpieli leczniczych oraz Powlekająco barierowy krem do twarzy i ciała (30 zł za 75 ml). Preparaty z linii Allergoff® Atopy mogą być stosowane już od pierwszego miesiąca życia. Nie zawierają: parafiny, substancji zapachowych, barwników, parabenów.

Fot. Materiały prasowe

Codzienne stosowanie Allergoff® Powlekająco barierowego kremu do ciała eliminuje suchość skóry i stabilizuje zaburzenia funkcji barierowych naskórka, wynikających m.in. ze zbyt małej produkcji naturalnych lipidów. Do ochrony skóry podczas kąpieli dla osiągnięcia lepszych rezultatów zaleca się stosowanie Allergoff® Barierowej emulsji do kąpieli leczniczych lub Allergoff® Barierowej oliwki do kąpieli leczniczych.

Taka kuracja przyda się nie tylko osobom, u których zdiagnozowano AZS, ale też tym wszystkim, którzy zimą narzekają na podrażnienia skóry i jej przesuszenie.


Artykuł powstał we współpracy z Allergoff®


Choroby Zdrowie

Olej palmowy. O co ten raban?

Redakcja
Redakcja
1 lutego 2020
olej palmowy
Fot. Materiały prasowe
 

1 lutego obchodzimy dzień bez oleju palmowego. Według raportu Frost & Sullivan[1] w Polsce na jednego mieszkańca przypada aż 9,8 kilograma tego tłuszczu rocznie. Olej palmowy to najczęściej wykorzystywany olej roślinny na świecie, wg szacunków FAO[2] wynika, że do roku 2050 popyt na ten surowiec potroi się. Mimo tego, nie cieszy się on jednak dobrą opinią – w całej Unii Europejskiej obowiązują ograniczenia dotyczące jego wykorzystania. Z czego wynika jego zła reputacja?

Dzięki swojej niskiej cenie olej palmowy jest składnikiem wielu produktów spożywczych, takich jak margaryny, słodycze, czekolada, lody i inne wyroby cukiernicze. Im produkt jest tańszy i bardziej przetworzony, tym większe jest prawdopodobieństwo, że w jego składzie będzie on obecny.

olej palmowy

Fot. Materiały prasowe

Cena oleju palmowego wynika w dużej mierze z jego wydajności. Z 1 hektara upraw olejowca gwinejskiego można uzyskać aż 4,14 ton oleju rocznie, podczas gdy z tego samego areału słonecznika lub rzepaku uzyskamy w ciągu roku jedynie 0,53 i 0,69 tony[3]. I o ile ten surowiec w swojej pierwotnej formie zawiera witaminy, składniki odżywcze i ma pozytywny wpływ na zdrowie, to my najczęściej konsumujemy go w postaci przetworzonej i utwardzonej, a to już nie jest korzystne dla naszego organizmu. Według raportu EFSA (Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności), olej palmowy może być znacznie bardziej rakotwórczy niż jakikolwiek inny olej dostępny na rynku. Jednak wysoka zawartość nasyconych kwasów tłuszczowych i rakotwórcze działanie to nie koniec właściwości ubocznych tego produktu.

Kontrowersje wokół pozyskiwania oleju palmowego

Nieustannie rosnące globalne zapotrzebowanie rynku spożywczego na olej palmowy przyczynia się do zanikania w zastraszającym tempie lasów deszczowych. To właśnie na terenach pokrytych dżunglą, występują najlepsze warunki do wzrostu olejowców. W niektórych częściach świata, przede wszystkim w Indonezji, która jest największym producentem oleju palmowego, w niekontrolowany sposób wycinane i wypalane są ogromne obszary tych dziewiczych obszarów pod plantacje. Obecnie obsadzone palmami olejowymi[4] jest już 14 milionów hektarów tamtejszych ziem, co odpowiada ponad 1/3 powierzchni Polski.

Wylesianie wpływa negatywnie nie tylko na zmniejszenie różnorodności biologicznej samego lasu tropikalnego, ale także przyczynia się do powodzi, tworzenia osuwisk oraz wymierania wielu gatunków zwierząt, takich jak słonie, nosorożce, tygrysy czy orangutany. Młode tych ostatnich potrzebują około 10 lat do usamodzielnienia się. Duża ilość informacji potrzebnych do przyswojenia, a co za tym idzie, długi proces uczenia sprawiają, że orangutany są wyjątkowo wrażliwe na dynamiczne zmiany zachodzące w ich środowisku naturalnym i tym samym stały się symbolem wycinania lasów na Sumatrze – komentuje dr inż. Krystian Szczepański, Dyrektor Instytutu Ochrony Środowiska-Państwowego Instytutu Badawczego, realizującego projekt Klimada 2.0.

Szacuje się, że w wyniku działalności człowieka w zaledwie 16 lat (1999-2015) wyginęła niemal połowa populacji orangutanów[5]. Skala zniszczeń wynikających z wypalania lasów deszczowych jest dobrze widziana z satelity NASA[6]. Jednak na problem ten nie można patrzeć „z góry” w zero-jedynkowy sposób, ponieważ jest on dużo bardziej złożony.

olej palmowy

Fot. Materiały prasowe

Olej palmowy źródłem globalnego sporu

Plantacje olejowca to miejsca pracy dla lokalnej społeczności oraz ważny element gospodarki krajów rozwijających się, nad którymi zawisły teraz czarne chmury. Dlaczego? Przyjęty przez Komisję Europejską w marcu tego roku plan wycofywania się z biopaliw może mocno uderzyć w kraje dostarczające do Europy biopaliwa wyprodukowane z biokomponentów, w tym oleju palmowego. Czy jest to dobre posunięcie?

W ślad za Międzynarodową Unią Ochrony Przyrody, uważam, że zakazanie sprowadzania produktów na bazie oleju palmowego niesie za sobą ryzyko. Nie tylko nie powstrzymamy wylesiania indonezyjskiej dżungli, ale wręcz będziemy pozyskiwać jeszcze większe obszary, tylko pod innymi szerokościami geograficznymi pod uprawę rzepaku, soi i słonecznika. Ogólnoświatowa dyskusja na temat oleju palmowego powinna skupić się nie na jego demonizacji, lecz na bardziej zrównoważonych metodach uprawy palmy olejowej, bieżącej kontroli plantacji oraz certyfikacji pozyskanego surowca. Zdaję sobie sprawę, że wpłynie to na cenę samego oleju. Jest to jednak czynnik, który może skłonić wielkie korporacje do zmiany procesów produkcji bądź doskonalenie obecnych mechanizmów – komentuje dr inż. Krystian Szczepański, Dyrektor IOŚ-PIB, realizującego projekt Klimada 2.0.

Niestety, certyfikowany olej palmowy, dający gwarancję jego pochodzenia, stanowi zaledwie 19% całkowitej światowej produkcji[7]. Co gorsze, firmy z premedytacją wykorzystują „zielony” surowiec głównie w produktach kierowanych na rynek europejski, gdzie konsumenci bardziej zwracają uwagę na skład produktów. Do Indii i Chin, gdzie popyt oleju palmowego jest największy na świecie, a cena napędza popyt konsumentów, niestety wykorzystywany jest już niecertyfikowany, tańszy surowiec[8].

olej palmowy

Fot. Materiały prasowe

Co Ty możesz z tym zrobić?

Trudno oczekiwać, że w obliczu zwiększającej się populacji na Ziemi (a co za tym idzie zapotrzebowania na żywność), plantacje palmy oleistej znikną z powierzchni naszej planety. To, co możemy zrobić jako społeczeństwo, to czytać etykiety i swoimi decyzjami zakupowymi wywierać wpływ na producentów. Bardziej zrównoważona produkcja i świadoma konsumpcja to nie tylko szansa dla przyszłych pokoleń, ale także dla nas samych.


[1] Wpływ konsumpcji oleju palmowego w Polsce na globalne środowisko naturalne i analiza możliwości jego zastąpienia przez inne oleje roślinne, raport Frost & Sullivan dla Fundacji WWF Polska, 2019
[2] Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa
[3] http://przemyslspozywczy.eu/wp/wp-content/uploads/2011/06/OLEJ.pdf
[4]https://www.reuters.com/article/us-indonesia-ispo/indonesia-certifies-a-record-amount-of-palm-plantations-as-sustainable-idUSKCN1R80GJ
[5] https://www.sciencealert.com/the-world-s-orangutan-population-halved-in-last-16-years
[6]https://earthobservatory.nasa.gov/images/145614/smoke-blankets-borneo
[7] Impact Report 2018, Roundtable on Sustainable Palm Oil, https:// rspo.org/key-documents/impact-reports 20/12/18
[8] https://www.reuters.com/article/us-palmoil-sustainability/palm-oil-body-to-wield-stick-to-get-consumer-goods-giants-to-go-green-idUSKBN1WV0RT

Choroby Zdrowie

Polowanie na zorzę polarną. Aurora borealis – czym jest i gdzie można ją zobaczyć?

Redakcja travelduck.pl
Redakcja travelduck.pl
31 stycznia 2020
Fot. Materiały prasowe / Travelduck.pl

Ulotny, wyjątkowy, wielobarwny spektakl na bezchmurnym niebie – zorza polarna to zdumiewające zjawisko. Nic dziwnego, że zyskała spore grono fanów, którzy nazywają siebie dumnie poszukiwaczami zorzy. Jak powstaje aurora i gdzie jej szukać? Na co trzeba się przygotować? Jak fotografować zorzę? Oto krótki poradnik.

Co to jest zorza polarna?

Pojawianie się zorzy polarnej, czyli kolorowych smug na niebie, wynika bezpośrednio z magnetycznej aktywności Słońca. Nasza gwiazda co jakiś czas w rozbłyskach “wypluwa” w przestrzeń kosmiczną energetyczną materię, nazywaną przez fizyków wiatrem słonecznym. Podczas międzyplanetarnej podróży cząsteczki wyłapywane są przez pole magnetyczne Ziemi i oddziałują ze zjonizowaną atmosferą.

Do zjawiska tego dochodzi najniżej na wysokości 100 km. Samo świecenie zorzy polarnej wynika z pobudzenia atomów tlenu, azotu, helu i wodoru. Ale nasz glob nie jest wyjątkowy pod względem takich spektakli. Zorze polarne występują też na innych planetach posiadających magnetosferę, między innymi na Jowiszu i Saturnie.

Fot. Materiały prasowe / Travelduck.pl

Zejdźmy jednak na Ziemię, gdzie dużo łatwiej jest nam, ludziom, obserwować to cudowne zjawisko. Warto zaznaczyć, że istnieją dwa rodzaje zorzy polarnej – aurora borealis i aurora australis. Pierwszy typ jest nam nieco bliższy, ponieważ występuje za kołem podbiegunowym północnym, drugi zaś w pobliżu bieguna południowego.

Aurora borealis można zatem podziwiać za kołem podbiegunowym w Norwegii, Szwecji, Islandii, Finlandii, Rosji (m.in. na Syberii), w Kanadzie, na Grenlandii, na Alasce, a niekiedy również w północnych stanach USA. Z kolei aurora australis to zjawisko, które zobaczą szczęśliwcy, którzy dotarli na Antarktydę, a niekiedy także eksplorujący Australię oraz Nową Zelandię.

Polacy nie powinni się jednak smucić, że przez położenie geograficzne są pozbawieni takich widoków. Jeśli wybuchy na Słońcu są bardzo silne, zorza polarna ogarnia dużo większe połacie nieba, a niekiedy sięga nawet krajów śródziemnomorskich! Ostatnio taka sytuacja zdarzyła się w 2015 roku, gdy piękne kolorowe smugi dotarły niemalże na wysokość Kielc.

Kolory zorzy – co oznaczają?

Barwy zorzy polarnej nie są przypadkowe – zależą od intensywności linii emisyjnych. Naukowcy stwierdzili emisję kolorów niebieskiego, zielonego, żółtego i czerwonego, ale na niebie występują również ich pochodne, w tym fiolet i bordo. Zdarza się również, że aurora jest białą smugą.

W ubarwieniu zorzy polarnej ważna jest wysokość, na której powstaje oraz oddziałujące na cząsteczki wiatru słonecznego pierwiastki:

  • tlen – zieleń i czerwień,
  • azot – purpura i bordo,
  • mieszanka tlenu i azotu – kolor żółty,
  • wodór – fiolet,
  • hel – niebieski.

Fot. Materiały prasowe / Travelduck.pl

Najsilniejsze i najlepiej widoczne są zjawiska świetlne azotu i tlenu. Powstaje jednak pytanie: dlaczego najczęściej zorza jest zielona, skoro tlenu jest w atmosferze zdecydowanie mniej niż azotu? Tu właśnie znaczenie ma wysokość. Zorza polarna pojawia się najczęściej ponad troposferą, gdzie lżejszego od azotu tlenu, jest więcej.

Formy, jakie przybiera zorza polarna – łuki, pasma, korony, promienie i kurtyny wynikają z ułożenia i ruchu pierwiastków w atmosferze.

Gdzie i kiedy można zobaczyć aurora borealis?

Z racji ogromnej odległości dzielącej nas od aurora australis, skupimy się na zorzy północnej, szalenie lubianej na Islandii. Najlepszym okresem do obserwacji aurora borealis jest czas między równonocą jesienną i wiosenną, a zatem od września do marca, w godzinach od 18. do 1. Najpiękniejsze spektakle oglądać można w grudniu i styczniu.

Co ważne, a przy okazji ciekawe, fakt, że nie da się obserwować aurora borealis w lecie, nie oznacza, że jej tam nie ma. Po prostu jej barwy rozprasza światło słoneczne. Obserwacji wielokolorowych form nie sprzyja również pełnia księżyca. A już zdecydowanie nie pomaga światło sztuczne. Dlatego wyprawy łowców zórz polarnych polegają na zapuszczaniu się w dalekie odludzia.

Norwegia – wierna poddana zorzy

Jednym z najlepszych miejsc do tropienia aurora borealis jest Norwegia. Zorzę doceniali już Wikingowie, łącząc ją z siłą i odwagą walecznych walkirii. Dziś Norwegowie nazywają ją “Zieloną Panią”, znając jej kapryśność i bezkompromisowość.

Najlepsze spoty do oglądania zorzy polarnej w Norwegii to północna część kraju, aż po Przylądek Północny, włączając okolice miast Alta, Kirkenes i Tromso, a nieco niżej także tereny wzdłuż archipelagu Lofotów. W Laukviku, na jednej z wysp, działa Centrum Zórz Polarnych, gdzie organizowane są szkolenia i wystawy.

Norwegia jest również dobrym miejscem na śledzenie zorzy polarnej, ponieważ jej mieszkańcy przygotowali dla turystów przyjemną i wygodną bazę noclegową oraz wypadową. Organizowane są psie zaprzęgi z lekcjami fotografii zorzy polarnej, a także rejsy statkami wzdłuż wybrzeża. Na otwartym morzu, z dala od świateł, aurora wygląda fenomenalnie.

Finlandia – zorza polarna dla rodzin

Północne krańce Finlandii stanowi Laponia. W małej wiosce Napapiiri mieszka św. Mikołaj z elfami, skrzatami i reniferami. Dlatego właśnie poleca się Finlandię jako idealne miejsce rodzinnych wypraw z zorzą polarną w tle.

Fot. Materiały prasowe / Travelduck.pl

Według podróżników aurora borealis najlepiej prezentuje się w pobliżu miasteczka Kilpisjarvi, gdzie panują odpowiednie warunki pod względem ukształtowania terenu i nikłego oświetlenia sztucznego. Wygodne nocowanie w Finlandii i jednoczesne oglądanie zorzy polarnej? Tylko w Igloo Village w Ivalo. To 20 szklanych igloo z pełnym wyposażeniem, z których bez trudu można oglądać niebo.

Islandia – zorza, gejzery i elfy

Po spojrzeniu na mapę zdaje się, iż Islandia okazuje się kiepskim kandydatem na spot do oglądania zorzy polarnej. Leży zupełnie poza kołem podbiegunowym. Tymczasem daleko od świateł Reykjaviku można ujrzeć zorzę polarną. Do najlepszych miejsc zalicza się położony na południu wyspy lodowiec Jokulsarlon, a także teren Parku Narodowego Þingvellir (Thingvellir).

Fot. Materiały prasowe / Travelduck.pl

Jednak nawet w samej stolicy Islandii, w nieco mniej oświetlonych miejscach, uda się dostrzec zorzę polarną. Idealne są tu spoty takie jak latarnia morska Grótta, wzgórze Öskjuhlíð oraz park Miklatún. Pogoda na Islandii nie rozpieszcza. Chmury opadowe krążą tu jak szalone, dlatego trzeba być przygotowanym na fiasko w obserwacji zorzy polarnej.

Islandczycy nie pozwalają wyjechać turystom niezadowolonym. Istnieje wiele biur i agencji turystycznych, które organizują polowanie na zorzę polarną. Można wybrać się tam samochodami terenowymi i zaprzęgami psimi. Często atrakcje są łączone w pakiety: obserwowanie zorzy i trekking po lodowcu. W samym Reykjaviku znajduje się Muzeum Zorzy.

Zorza polarna za oceanem

Amerykanie okazali się szczęściarzami po zakupie Alaski. To kraina-marzenie wielu podróżników, bogactwo podbiegunowej flory i fauny z oszałamiającymi krajobrazami. I do tego zorza polarna. Obserwacji aurora borealis sprzyjają ukształtowanie terenu (bezkresne równiny) i niezwykle rzadka sieć miasteczek.

Poszukiwania można tu prowadzić samemu lub korzystając z usług lokalnych biur podróży. Wyprawy na zorzę polarną mogą trwać nawet kilka dni. Najpiękniejsze miejsca do obserwacji zorzy znajdują się w pobliżu Arktycznego Parku Narodowego, w małej gminie Wiseman. Wycieczka na Alaskę w poszukiwaniu aurora borealis wiąże się jednak z dużymi kosztami.

Zorza polarna na Syberii

Cała północna część Syberii to jedna wielka scena dla zorzy polarnej. Polakom najwygodniej jest udać się do Murmańska. To miasteczko niedaleko granicy rosyjsko-norweskiej. Choć widoki nie dorównują tym w Norwegii, to jest tam taniej. Nawet w luksusowych hotelach ceny są osiągalne dla przeciętnego Kowalskiego, a opłata obejmuje też atrakcje takie jak jacuzzi czy sauny. I oczywiście oglądanie zorzy polarnej.

Fot. Materiały prasowe / Travelduck.pl

Zorza polarna – warunki idealne

Co musi się stać, aby zorza była doskonale widoczna? Poniekąd cud, bo aurora borealis to zjawisko bardzo kapryśne. Wyraźne barwy będą widoczne jedynie na czarnym, bezchmurnym niebie, najlepiej w nowiu księżyca, poza zasięgiem światła sztucznego, a do tego przy dużej aktywności magnetycznej Słońca.

Z tego względu powstały prognozy zorzowe, które badają pogodę i siłę wiatru słonecznego, aby wskazać gdzie i w jakim stopniu pokaże się aurora borealis. Wykorzystują one tzw. miernik zorzowy Kp. W Norwegii działa strona norway-lights.com, natomiast z Polski można monitorować sytuację za pośrednictwem strony spaceweatherlive.com.

Świat idzie do przodu, dlatego żaden poszukujący zorzy polarnej nie zostanie pozostawiony bez wiedzy. W sklepach z aplikacjami dostępne są bezpłatne appki, które sczytują współczynniki Kp i dostarczają łowcom aurora borealis niezbędnych informacji. Należą do nich Aurora Now, Aurora Alerts czy wspomniane już NorwayLights.

Jak się przygotować na polowanie na zorzę?

Okolice koła podbiegunowego w zimie to nie wakacje w Rio, dlatego podczas polowania na zorzę najważniejszy jest ubiór. Wielogodzinne obserwacje, wyczekiwanie i długie spacery mogą powodować wyziębienie. Do plecaka łowcy zorzy polarnej należy spakować:

  • wełniany sweter,
  • odzież termiczną,
  • kurtkę wiatroodporną i wodoodporną,
  • śniegowce,
  • wełniany szalik i czapkę,
  • rękawiczki narciarskie,
  • zestaw ubrań taki, żeby być ubranym na cebulę,
  • śpiwór,
  • czołówkę,
  • dodatkowe baterie lub ładowarkę,
  • przekąski i napoje (obowiązkowo termos z gorącą herbatą!),
  • dobry aparat fotograficzny.

A jak fotografować zorzę polarną?

Zorza polarna to zjawisko świetlne, ruchome i do tego pojawiające się w ciemności. Trudna sztuka do fotografowania. Jednak doświadczeni fotografowie zorzy uspokajają – super drogi i profesjonalny sprzęt nie jest konieczny.

Warto zwrócić uwagę na układ przetwarzania obrazu w aparacie: im będzie on większy, tym mniej ziarniste będą zdjęcia. Poza tym idealnej fotografii aurora borealis przysłuży się zdalny wyzwalacz. Dzięki niemu uda się zredukować wibracje. Można go użyć dodatkowo lub zamiast wyzwalacza opóźnionego.

W pogotowiu dobrze jest mieć wytrzymały statyw z głowicą umożliwiającą regulację każdej osi. Dzięki temu obraz zorzy polarnej nie będzie rozmazany. Mniej stabilny statyw można obciążyć jakimś przedmiotem. Pozostaje także kwestia obiektywu. Najlepszy będzie szerokokątny, od 10 do 24 mm oraz przesłona o parametrach na poziomie maksymalnie f/1.4. Absolutny must have przy fotografowaniu zorzy polarnej to ręczna regulacja ostrości.

Wybierając się z aparatem na obserwację zorzy polarnej, trzeba pamiętać o zapasowych bateriach. Na mrozie szybko się rozładowują, dlatego trzeba je trzymać blisko ciała.

Fot. Materiały prasowe / Travelduck.pl


Zobacz także

10 objawów owulacji, które mogą cię zaskoczyć

Dobry detoks – dobry start. Zrzucisz zbędne kilogramy bez ćwiczeń i drakońskiej diety

napoje

Napoje wprost stworzone dla kobiet. Dzięki nim zadbasz o swoje zdrowie i ciało