Lifestyle

Joanna Godecka: „W czasie pandemii mogę snuć czarne scenariusze i założyć, że będzie źle. Ale to mój wybór”

Redakcja
Redakcja
24 marca 2020
 

– Teraz, kiedy w czasie pandemii obawiam się o swoją przyszłość, mogę snuć czarne scenariusze i założyć, że będzie źle. Ale to mój wybór. Alternatywą jest to, że szukam rozwiązań. Fizycy kwantowi twierdzą, że jesteśmy formą energii i komunikujemy się ze środowiskiem pozawerbalnie wysyłając sygnały z poziomu podświadomości. Łączymy się z tym, co pasuje do fali, którą emitujemy. I ja w to głęboko wierzę – mówi Joanna Godecka, terapeutka, z którą rozmawiamy o tym, jak uniknąć zamartwiania się w obecnej sytuacji na świecie.

Żyjemy obecnie w rzeczywistości, w której większość nas się zamartwia – pracą, zdrowiem, sytuacją ekonomiczną kraju, powodów można dziś znaleźć całe mnóstwo. Czy martwienie się jest wynikiem lęków? Braku wiedzy?

Joanna Godecka: Przede wszystkim wynikiem braku poczucia bezpieczeństwa. Jeśli uważamy siebie za kruchą, bezbronną istotę, a świat za zagrażający, nieprzewidywalny, to życie wydaje się nam pełne pułapek. A wtedy zamiast życia doświadczać, konfrontować się z sytuacjami, które nas dotyczą, zaczynamy obmyślać strategię przetrwania opartą na przewidywaniu niebezpieczeństw. Efektem jest kreowanie czarnych scenariuszy.

Kiedy ufamy sobie i mamy wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa oparte na myśleniu „poradzę sobie”, to nie potrzebujemy kontrolować rzeczywistości przez wyobrażanie sobie tego wszystkiego, co może pójść nie tak tylko działamy.

Jakie emocje towarzyszą martwieniu się? 

Jest to lęk, nawet jeśli przybiera on różne maski. To dlatego, że jest on wspólnym mianownikiem dla emocji, które uważamy za niekomfortowe. Wątpliwości, niepewność, wstyd, obawa przed porażką, poczucie winy, złość czyli elementy czarnych, niepokojących scenariuszy są w istocie lękiem wynikającym z braku zaufania do siebie. Jeśli np. martwimy się o stan naszego związku, bo partner daje nam sygnały, że nie jest zaangażowany – w istocie zakładamy, że gdy nas opuści będzie nam źle.

Gdy martwimy się o pracę, mówimy sobie, co ty zrobisz, jeśli cię zwolnią. Nie dasz sobie rady. A kiedy przedmiotem jest zdrowie, boimy się o jakość naszego życia. Jednak są osoby, które w obliczu zagrożeń nie poddają się lękowi tylko mówią sobie: zrobię wszystko, co jest możliwe, żeby mi się udało przezwyciężyć trudności. Tak też można.

Czy powinniśmy dać sobie przestrzeń do martwienia się, nie uciekać od tych emocji, nie udawać, że ich nie ma?

Udawanie, że ich nie ma, to zaprzeczanie sobie. Błąd. Z drugiej strony nie potrzebujemy urządzać sobie przestrzeni do martwienia się, bo martwić się nie chcemy. Niekomfortowe emocje, które są niczym innym jak emocjonalnym cierpieniem, to po prostu informacja. Wezwanie do zmiany wzorca, tak jak ból fizyczny. Kiedy chwycę dłonią szklankę z gorącą herbatą i oparzę się, to będzie bardzo nieprzyjemne, prawda? A więc postanowię zmienić wzorzec, czyli wezmę spodek

Ból emocjonalny ma to samo zadanie. Uświadomia nam, że coś jest w naszym życiu niefunkcjonalne. Człowiek to system składający się z ciała, uczuć i myśli, które są we wzajemnej komunikacji i dążą do optymalnego działania – do zdrowia i równowagi. Dlatego odczuwamy dyskomfort, bo to impuls, by coś naprawić.

Kiedy emocje wysyłają do mnie sygnał – nie jest dobrze – to moim zadaniem jest zastanowić się, co mogę zrobić. Tyle, że chodzi o zmianę wewnątrz mnie, a nie na zewnątrz. Kiedy więc na skutek zamartwiania się próbuję kontrolować świat, innych ludzi itp., dowiaduję się, że nadal jest mi źle, bo się wciąż zamartwiam, czyli nie o taką zmianę wzorca chodzi. Właściwą zmianą będzie zbudowanie poczucia bezpieczeństwa w sobie. Tym się zajmuję w pracy terapeutycznej – pomocą w przeorientowaniu się. I to był powód napisania książki „Przestań się zamartwiać”.

Co może się stać, gdy nie pozwolimy sobie na umartwianie się?

Zaczniemy działać, eksperymentować, próbować. Jeśli na przykład obawiam się krytyki i cierpię męki za każdym razem, gdy ktoś ocenia moją pracę, to kiedy postanowię, że nie będę już tego robić, otwierają się nowe możliwości. Budując zaufanie do siebie samej i tego co myślę, czuję i robię, zaczynam odnosić się do każdej sytuacji elastycznie. Potrafię polemizować, argumentować, a kiedy trzeba przyznać, że popełniłam błąd, bo każdy ma do tego prawo.

Teraz, kiedy w czasie pandemii obawiam się o swoją przyszłość, mogę snuć czarne scenariusze i założyć, że będzie źle. Ale to mój wybór. Alternatywą jest to, że szukam rozwiązań. Fizycy kwantowi twierdzą, że jesteśmy formą energii i komunikujemy się ze środowiskiem pozawerbalnie wysyłając sygnały z poziomu podświadomości. Łączymy się z tym, co pasuje do fali, którą emitujemy. I ja w to głęboko wierzę, mam na to dowody, że nasze życie jest takie, jakie wyobrażamy sobie, że będzie. Materializujemy wizję pozytywną lub lęk.

Co możemy zrobić, nie chcąc wpaść w błędne koło ponurych myśli i lęków?

Na początek warto zrozumieć, jak powstaje reakcja stresu, który zaczyna przeradzać się w lęk. To schemat:

Gdy przychodzi impuls (może to być jedynie myśl o tym, czego się obawiasz) natychmiast uruchamiasz proces składający się z pięciu sekwencji:

Zauważasz stresor – jest to moment, w którym dostrzegasz, że zaczynasz się czuć niekomfortowo.

Wydajesz osąd – od razu dokonujesz osądu czyli oceniasz, że „to coś” jest – jest złe, że nie lubisz, nie chcesz, obawiasz się czegoś itp. Osądowi towarzyszą emocje takie jak strach, smutek, złość, żal, poczucie winy, rozczarowanie i temu podobne.

Czujesz opór – natychmiastową reakcją na to jest opór, który czujesz wobec tego co się wydarza i jednocześnie wobec tego co czujesz. W tym momencie blokujesz emocję, która przyszła do ciebie z informacją.

Próbujesz się uwolnić – w tym momencie twój mózg uruchamia fazę analizowania. Zaczynasz gorączkowo zastanawiać się jak pozbyć się niechcianych uczuć, żeby poczuć się lepiej. Zaczynasz tworzyć scenariusze, w których „rozwiązujesz” problem ale ciągle pojawia się „a co jeśli…”.

Zamartwiasz się – masz wrażenie, że czarne myśli i trudne uczucia pochłonęły cię całkowicie i nie możesz się od nich oderwać.

Kiedy po raz kolejny poddajemy się temu schematowi jeszcze bardziej odczuwamy swoją słabość.

Jak sobie radzić z tymi emocjami? Jak zapanować nad martwieniem się? 

Należy zauważyć ten schemat i uświadomić sobie, jak działa ten mechanizm eskalowania. Na własnym przykładzie starać się zrozumieć sposób, w jaki reakcja pojawia się i narasta.

Potem musimy dostrzec, że mamy wybór. Wbrew temu co myślimy, to my decydujemy o tym, jak chcemy reagować i mamy wpływ na emocje.
Sednem schematycznego sposobu reagowania jest to, że automatycznie odcinamy się od swoich uczuć (następuje to w fazie oporu). To sprawia, że paradoksalnie zaczynamy czuć się jeszcze gorzej. Powód? Emocja, która chce do nas dotrzeć ze swoją informacją, musi się przebić przez nasz opór, więc jej siłą zwiększa się.
Dlatego gdy pojawia się, należy zareagować w odmienny sposób – czyli wyjść jej naprzeciw. Jak?

Gdy poczujesz się niekomfortowo, usiądź spokojnie:
– weź kilka pogłębionych oddechów
– zadaj sobie pytanie: co teraz czuję?
– odnajdź swoje emocje
– znajdź miejsce w ciele, w którym najmocniej je czujesz, gdyż, jak zapewne wiesz, stres to również reakcja ciała (zazwyczaj jest to ucisk w gardle, ciężar na piersi lub skurcz w żołądku ale nie tylko)
– pozwól sobie świadomie poczuć to, co czujesz nie próbując tego zmieniać i nie czekając, aż emocje miną, tak jakbyś mówiła: „ok, czuję smutek i miejsce w ciele, w którym się umiejscowił i nie próbuję tego zmieniać”.

Kiedy nieprzyjemna emocja nie natrafi na twój opór, dzięki twojej akceptacji minie sama, a stanie się to szybciej niż myślisz. W rezultacie przestaniesz się bać swoich uczuć, dlatego też zyskasz do nich dystans. Nie będziesz miała już wewnętrznego przymusu pozbycia się ich. Zamiast tego zaczniesz myśleć konstruktywne korzystając z informacji, którą otrzymałaś.

Gdy pozwalasz sobie czuć to, co czujesz, stajesz się silniejsza i przez to stajesz się bardziej odporna na stres. Spróbuj. Wykonywanie tego krótkiego ćwiczenia za każdym razem gdy poczujesz narastające napięcie pozwoli ci wyrobić sobie nawyk integrowania emocji a nie eskalowanie do zamartwiania.


Lifestyle

Jak rozpoznać manipulatora? Pociąga za cztery sznurki

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
25 marca 2020
Fot. iStock

Manipulacja to sposób na życie, życie cudzym kosztem. Często przez lata nie zdajemy sobie sprawy, że jesteśmy  ofiarami manipulatorów, że zamienili nas w swoje marionetki. Dopóki jasno nie przyznasz przed sobą, że ktoś próbuje tobą manipulować – twoje szanse na obronę są niewielkie. Sposobów na manipulację drugą osobą jest za to cały wachlarz. Ale każdy manipulator potrafi osiągnąć wszystkie swoje cele pociągając tylko za cztery sznurki.

Jak rozpoznać manipulatora?

Są wszędzie w pracy, na ulicy, uczelni, a nawet w twoim domu. Są tacy, których wyczujesz na kilometr i ci, z którymi ktoś dzieli życie, kompletnie nie zdając sobie sprawy ze swojej roli. Bo jak się bronić, przed nieistniejącym atakiem? I czy w ogóle masz prawo do obrony, skoro coraz częściej myślisz, że to wszystko to twoja wina?

Jeśli w każdej związkowej kłótni (niezależnie od przyczyny) rozmowa kończy się zrobieniem z ciebie winnego, szef zamiast podjąć dyskusję zasypuje się absurdalną papierkową pracą, a mama i tak będzie udawać bez końca, że zupełnie nie wie, o co ci chodzi… prawdopodobnie jesteś ofiarą manipulacji.

Pamiętaj, to teatr jednego aktora i jego marionetek, nie ma innego scenariusza. Można tylko nauczyć się, jak przestać grać w ich grę.

Cztery sznurki, za które pociąga manipulator

Uwodzenie

To maska, którą zakłada każdy manipulator. Ile razy w swoim życiu, zadawałeś sobie pytanie: „Jak to możliwe, że on/a tak bardzo się zmienił/a?”. Przecież na początku tej znajomości było tak pięknie… Brzmi znajomo? Nie dotyczy to jedynie relacji romantycznej.

Każdy manipulator pociąga z ten sznurek bardzo umiejętnie. Wabi do siebie ofiarę i przywiązuje swoją słodyczą. Nie myśl, że gdy ofiara jest już w sieci, porzuca ten sznurek. Po każdej kłótni, kryzysie w relacji, czy zdemaskowaniu jego manipulacji, sznurek powoli się napina. A ofiara zaczyna tańczyć, jak manipulator jej zagra. Cienka, prawie niewidoczna linka, oblepiona pochlebstwami, których tak jesteśmy spragnieni, to zabójcza pułapka.

Bo czy te oczy mogą kłamać? Czy taki czuły, wyrozumiały człowiek, mógłby nas skrzywdzić?

Wiktymizacja

Jeśli myślisz, że manipulator jest tzw. „aroganckim dupkiem” możesz wpaść w ogromne tarapaty. Manipulator wcale nie chce, zostać zdemaskowany. Zresztą, czy ten pechowiec, nieszczęśliwie porzucony i sponiewierany przez cały świat, mógłby skrzywdzić muchę?

Drugim sznurkiem, który usidla ofiarę jest wiktymizacja. Manipulator uwielbia grać rolę ofiary, wzbudzać twoją litość. To najsilniejszy łańcuch, który przykuje cię do niego na dobre i na złe.

Jeśli chcesz być bezpieczny, pora nauczyć się odróżniać litość od współczucia. Litość bywa bardzo niebezpieczna, nie szuka wsparcia i rozwiązania problemów – usidla.

Zastraszanie

Trzeci sznurek, który z czasem napina się coraz mocniej i coraz częściej. Czy można wzbudzić bardziej użyteczną dla manipulatora emocję niż lęk? Ten sposób na zniewolenie wcale nie jest oczywisty. Boisz się samego manipulatora, ale jeszcze bardziej boisz się go stracić.

Skuteczne prawda? Przecież, gdy nie chcesz kogoś stracić, zrobić dla niego dosłownie wszystko. Dlaczego tak trudno zobaczyć nam w porę ten mechanizm? A czy ktoś, tak wspaniały i w dodatku wymagającej naszej nieustannej pomocy, mógłby chcieć naszej zguby?

Obwinianie

To czwarty sznurek, który dopełnia każdą manipulację i związuje nam obie ręce na długie lata. Poczucie winy. O wszystko.

Bardzo często wiąże się z postawą pasywno-agresywną manipulatora. Wyobraź sobie kłótnię z partnerem, zwykłą sprzeczkę o zawalone obowiązki. Wściekasz się, że nie dotrzymał słowa, nie wywiązał się z powierzonego zadania, kłócicie się, ale po chwili, to ty jesteś „winny” całej tej kłótni i niewypełnionych obowiązków. Wszystkie twoje emocje zostają odbite jak tenisowa piłka i uderzają ze zdwojoną siłą.

Cztery sznurki. Tylko tyle. Choć każdy wydaje się być niegroźny, potrafią zamienić życie w piekło. Nie widzimy ich, nie potrafimy w porę połączyć kropek i zobaczyć, jak zaplatają nam coraz ciaśniej ręce i nogi. Aż pewnego dnia trudno nam zrobić samodzielny krok. Od manipulatora można się uwolnić, można przeciąć ciasno krępujące nas sznurki. Jest tylko jeden warunek, żeby móc to zrobić, trzeba je najpierw zobaczyć.

Jeśli jesteś ofiarą manipulatora, możesz sobie pomóc. Musisz jednak zdać sobie sprawę, że tylko ty możesz coś zmienić. Manipulator nie zmieni się dla ciebie. Dlaczego? To proste, po co miałby to robić?

Serdecznie zapraszam was do lektury fenomenalnej książki „Jak NIE dać sobą manipulować”. To lektura obowiązkowa, dla każdego, kto choć przez chwilę uwierzył, że jest winny wszystkich nieszczęść tego świata, że bez swojego manipulatora nie jest nic wart. Jeśli jesteś wrażliwcem, przeczytaj koniecznie – dla manipulatora relacja z tobą, jest jak wygrana w totka.

Jeszcze wielu rzeczy musimy się nauczyć, by wreszcie żyć szczęśliwie.

Jak NIE dać sobą manipulować

Manipulatorzy rozporządzają jedynie taką mocą, jaką im nadajemy.

„Kiedy mają przed sobą ludzi przenikliwych, pozbieranych i stanowczych, stają się bezbronni. Nie mam najmniejszego zamiaru «unicestwiać» biednych manipulatorów. Dążę jedynie do tego, aby nie pozostawiano im pola do działania i by nie mogli wyrządzać tylu szkód. Chciałabym także, abyś mógł utrzymywać z nimi kontakty, dokładnie wiedząc, czego się po nich spodziewać”.

Manipulacja przybiera różne formy: od szantażu emocjonalnego w rodzinie czy w pracy po dominację jednej osoby w związku czy silny wpływ przyjaciela. Co najgorsze, na każdym etapie życia możemy spotkać ludzi, którzy będą chcieli nas wykorzystać, żeby osiągnąć własne cele. Ich techniki – jednocześnie proste i wyrafinowane – są niezwykle skuteczne, dlatego wielu z nas żyje w toksycznych relacjach, nawet o tym nie wiedząc.

Z tej książki, powstałej na podstawie historii ofiar manipulatorów, dowiesz się, dlaczego właśnie osobom nadwydajnym mentalnie trudno jest wychwycić pozorną życzliwość i wskazać źródła manipulacji. Pomoże ci ona także rozpoznać toksyczne osoby wokół siebie i uwolnić się od nich. Stosując się do zawartych w niej porad, przestaniesz być w końcu seryjną ofiarą manipulacji i odzyskasz upragnioną niezależność psychiczną.

„…podzielę się z tobą wszystkim, co wiem o manipulatorach, co zrozumiałam z ich osobowości i czego się u nich doszukałam. Wyzwolisz się spod ich wpływu tylko, jeśli dostrzeżesz i zrozumiesz, kim są naprawdę, co, jak i dlaczego robią. I od razu, korzystając z okazji, odpowiem na zadawane mi tysiące razy pytanie: nie, nie mam osobistych porachunków z manipulatorami i nie pałam do nich nienawiścią!”


Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Feeria


Lifestyle

Pola Negri. Polka, którą pokochało Hollywood

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
24 marca 2020
pola negri
Fot. CC search/Daves196x

Pola Negri to Polka, której kariery w Hollywood można było pozazdrościć. Zagrała w ponad 50 rodzimych i zagranicznych filmach, co dało jej status gwiazdy wielkiego formatu. Póki co na próżno szukać jej następczyń z rodzimego podwórka, które osiągnęłyby podobny sukces. Kim była Pola Negri i jak zapisała się w historii wielkiego kina?

Pola Negri – dzieciństwo 

Pola Negri, a dokładniej Barbara Apolonia Chalupiec urodziła się w roku 1897, w Lipnie, jako córka Polki i słowackiego Roma. Mała Basia nie nacieszyła się długo obecnością obojga rodziców – jej ojciec za działalność rewolucyjną został aresztowany i zesłany na Sybir. Ponieważ sytuacja stała się tragiczna, matka, postanowiła przenieść się z córką w 1902 roku do Warszawy. Niestety i tam nie było im łatwo, więc by nie żyć w totalnym ubóstwie, matka pochodząca ze zubożałej szlachty, musiała nająć się do pracy w kuchni. Na szczęście dla obu, dziewczynka przejawiała talent sceniczny i lubiła być zauważaną,  a jej matka zadbała o to, by najpierw dotknęła tańca, a następnie wstąpiła na ścieżkę kariery filmowej.

Pola Negri filmy

Fot. CC Search/thefoxling

Pola Negri – pierwsze występy

Młodziutka i utalentowana dziewczyna, zanim skończyła 10 lat, dołączyła do grona uczennic warszawskiej Szkoły Baletowej. Niestety ze względu na rozwijającą się gruźlicę, musiała rozstać się ze sceną baletową. Dopiero po odzyskaniu sił w sanatorium w Zakopanym, zrekompensowała sobie tę stratę nauką baletu i aktorstwa w Warszawie. Wtedy też przyjęła pseudonim sceniczny, Pola Negri, który przylgnął do niej niczym druga skóra.

Pola Negri – kierunek Hollywood 

Gdy w Polsce stała się dobrze rozpoznawalną aktorką, postanowiła przeprowadzić się do Niemiec. Jej występy w niemieckich filmach zostały dostrzeżone przez dyrektorów z Paramount Pictures, którzy zauroczeni jej urodą i zdolnościami, zaproponowali jej kontrakt filmowy. Młoda dziewczyna z Polski własnie otrzymała szansę dołączyć do  grona największych gwiazd i potrafiła to wykorzystać. Co więcej – ten wyczyn okazał się być ewenementem na skalę światową. Pola Negri stała się pierwszą europejską aktorką, która zawarła taki kontrakt w osławionym Hollywood. Lubiąca blichtr i aktorskie życie, brylowała na salonach ciesząc się pozycją jednej z najpopularniejszych aktorek niemych filmów. Po przygaśnięciu jej gwiazdy, Pola resztę życia spędziła w San Antonio w Teksasie.

Pola Negri filmy

Fot. CC Search/oneredsf1

Pola Negri – filmy z jej udziałem

Pola Negri po debiucie w „Ślubach panieńskich” w roku 1912 r, rozwijała swoją karierę w Polsce, występując w filmach takich jak „Bestia”, „Studenci”, „Żona” czy też „Niewolnica zmysłów”. W Hollywood w latach 20. również nie narzekała na brak propozycji zawodowych, a dekadę później grywała głównie w Europie. Można ją zobaczyć w obrazach takich jak: „Hiszpańska tancerka”, „Zakazany raj”, „Miłość aktorki”, „Jej wielka miłość”, „Cesarzowa”, „Bezwstydna kobieta”, „Hotel Imperial”, „Godzina zmysłów”, „Madame Bovary” i w wielu innych. I dopóki filmy nie zyskały fonii, Pola radziła sobie bardzo dobrze. Okazało się jednak, że głos uwieczniony w filmie nie jest jej sprzymierzeńcem, bo ani jego barwa, ani akcent nie zachwycały. Po wybuchu II wojny światowej zagrała już tylko w dwóch filmach – ostatni z jej udziałem „Księżycowe prządki” nakręcono w 1964 roku.

Pola Negri i miłość

Pola Negri wiodła kolorowe życie wielkiej gwiazdy, a jej życie uczuciowe było raczej burzliwe. Jako młoda dziewczyna poślubiła Eugeniusza Dąmbskiego, ale małżeństwo trwało tylko trzy lata. W rok później, gdy w 1923 roku wyjechała do Hollywood, nawiązała romans z Charlie Chaplinem. U jego boku nie odnalazła szczęścia, a jej kolejny wybrankiem był Rudolf Valentino. Ich związek wyglądał poważnie, doszło nawet do zaręczyn, jednak przyszły pan młody zmarł on niespodziewanie w wieku 31 lat. Pola Negri rok po pogrzebie znalazła ukojenie w ramionach gruzińskiego księcia Serge Midvaniego, za którego wyszła za mąż, poświęcając karierę w Hollywood. Poli udało się zajść w ciążę, jednak spotkał ją ogromny dramat. Pola utraciła ciążę w piątym miesiącu, czego nie wytrzymało jej małżeństwo z księciem.  Aktorka po tym doświadczeniu związała się z komandorem Glenem Kidstonem. Jej wybranek był miłośnikiem wyścigów motocyklowych i sam chętnie brał w nich udział. Niestety i w tym związku Pola nie znalazła szczęścia, którego tak szukała – jej wybranek zginął w wypadku samochodowym. Po tym wydarzeniu aktorka nie wchodziła już w stałe relacje z mężczyznami.

Pola Negri

Fot. CC Search/oneredsf1

Wiele natomiast mówiło się o jej relacji z Margaret West, kompozytorką i milionerką, z którą zamieszkała u schyłku swojego życia. Otoczenie podejrzewało, że za tą silną kobiecą relacją stało coś więcej, niż tylko przyjaźń. Plotki nigdy nie zyskały potwierdzenia, choć prawdą jest, że Margaret umierając, przepisała Poli cały majątek. Ten szczodry gest pozwolił jej na spokojne i dostatnie życie w San Antonio w Teksasie. Aktorka zmarła na zapalenie płuc 1 sierpnia 1987 roku.

źródło: zyciorysy.info ,www.filmweb.pl 

 

 

 


Zobacz także

5 błędów, które powodują osłabienie rodzinnych więzi

10 kobiet literatury, których książki warto znać

10 trików, które ułatwiają domowy manicure