Ślub Wesele

5 pytań, które warto sobie zadać, skracając listę gości weselnych

Redakcja
Redakcja
6 czerwca 2019
Fot. Materiały prasowe
 

To temat dość kontrowersyjny, ale dotyczący wielu par planujących ślub i przyjęcie weselne. Czy istnieje jedna złota rada, jak poradzić sobie z wyzwaniem ustalenia ostatecznej listy gości, unikając przy tym niesnasek, zbędnych dyskusji z rodziną, przesadnych kompromisów, czy brania kredytu?  O podpowiedzi, jak wyjść z tego etapu przygotowań do wielkiego dnia obronną ręką, poprosiliśmy Annę Machnowską z portalu-katalogu ślubnego PlanujemyWesele.pl.

Nikt lepiej nie odpowie na pytanie, jak ustalić listę gości, nie raniąc uczuć bliskich osób, nie mając poczucia ważnej straty, ani nie przekraczając przeznaczonego na ślub budżetu niż sami narzeczeni – mówi nasza ekspertka. – Można jednak zadać sobie samemu i nawzajem, we dwoje, pytania, które pomogą ułożyć taki skład weselników, który sprawi, że państwo młodzi będą czuć się w swoim wielkim dniu radośnie i… komfortowo. Wiele zależy od tego, w jakim wieku i na jakim etapie samodzielności jest para młoda, od jej relacji z każdą z rodzin, a także od stylu życia narzeczonych i zasad komunikacji z otoczeniem. Także istnieje naprawdę sporo kwestii do rozważenia, ale w efekcie rozważań para będzie miała świadomość nie tylko komu, ale i dlaczego wręczyła zaproszenia. A to dobre i miłe doświadczenie, które może mieć wpływ na tworzenie wspólnych zasad komunikacji wewnątrz małżeństwa i z jego otoczeniem w przyszłości – przekonuje Anna Machnowska z portalu-katalogu ślubnego PlanujemyWesele.pl.

Oto pytania, na które warto sobie odpowiedzieć, planując listę gości na wesele

Czym jest dla was ten dzień?

Powyższe pytanie może wydawać się niedorzeczne – wiadomo, aktualnie i pod tą szerokością geograficzną, pary pobierają się przede wszystkim z miłości i chęci spędzenia razem reszty życia. Dzień zaślubin jest więc powodem do radości, celebracją uczucia i decyzji, którą podjęła para na resztę życia. Warto pamiętać o tym na każdym etapie tworzenia listy gości na ślub i wesele.

Sugerując tę kwestię, mamy jednak na myśli aspekt emocjonalny związany z waszymi poglądami, stylem życia. Czy jesteście raczej skryci i lubicie przebywać w mniejszym gronie, a może oboje nazywani jesteście duszami towarzystwa i codziennością jest dla was dzielenie się ze światem tym, co przeżywacie, myślicie, robicie?

Fot. Materiały prasowe

Jak podchodzicie do okazywania sobie publicznie uczuć? Ślub i wesele – to wbrew pozorom – dość intymna uroczystość. Zapraszamy gości na jeden dzień (lub dwa – jeśli z poprawinami) do naszego świata, pokazujemy nasze relacje z rodziną i przyjaciółmi, odkładamy na wieszak związane z pracą i życiem w swoim otoczeniu konwenanse, jesteśmy bardziej na luzie, bo wśród swoich. I tu właśnie dobrze jest ustalić, ile chcemy pokazać naszym gościom, czując się przy tym naturalnie? I kto zatem na naszej liście na pewno powinien się znaleźć, a kto niekoniecznie.

Jaki budżet chcecie przeznaczyć na sfinansowanie wesela?

Przyjęło się mówić, że ślub jest dla pary, a wesele dla gości. W dzisiejszej rzeczywistości wysokich cen usług, wesela w duchu „zastaw się, a postaw się” odchodzą do lamusa, a wielce wystawne przyjęcia organizują przede wszystkim osoby zamożne. Jednak biorąc pod uwagę emocje towarzyszące pobraniu się pary, oczywiste jest, że wiele osób zdecyduje się na organizację uroczystości, na której będą mogły podzielić się swoją radością z bliskimi osobami.

Od decyzji o ślubie do wręczenia lub przesłania pierwszego zaproszenia pary przechodzą przez sporo kalkulacji, rekonesans w kwestii cen, negocjacje i kompromisy. I na różnych etapach wizja skali wesela może się zmieniać. To naturalne, choć są pary, które bez listy potrafią od razu powiedzieć, ile osób będzie się z nimi bawić po ślubie.

Czynnik finansowy będzie na pewno jednym z ważniejszych na drodze tworzenia listy gości. – Ceny w różnych zakątkach Polski mogą mocno różnić się od siebie, widać to już na poziomie ofert ogólnych usługodawców – mówi Anna Machnowska z portalu-katalogu ślubnego PlanujemyWesele.pl. – Trudno więc jednoznacznie powiedzieć ile należy przeznaczyć na wesele na 50 osób, a ile na 90 czy 170. Także od standardu sali, czasu trwania przyjęcia (są wesela do samego rana, dziesięciogodzinne i dwudniowe), menu i terminu zależne będą koszty, które para będzie musiała ponieść  – dodaje nasza ekspertka. Cena „za talerzyk” będzie tu więc kluczowa przy podejmowaniu decyzji o liczbie gości.

Warto mieć na uwadze, że wielu zarządców sal stosuje praktykę płacenia za minimum 100 osób (liczba przykładowa), jeśli wesele ma odbyć się w sobotę. Warto wtedy rozważyć zmianę terminu na niedzielny piątkowy lub w tygodniu, co w obliczu wielości wesel, które odbywają się od kilku lat w Polsce, cieszy się coraz większym zainteresowaniem. To rozwiązanie dla tych par, które mają duży problem ze skracaniem listy gości, ale i dobry pomysł, jeśli zależy nam na niższej cenie w danym lokalu i bez rezygnacji z jakości usług – podpowiada Anna Machnowska z PlanujemyWesele.pl.

Fot. Materiały prasowe

A co zrobić, kiedy nie wiemy, ile osób potwierdzi obecność, a właściciel sali wymaga podania liczby co do 20-30 gości, co jest dość częstą praktyką? – Podać mniej, niż zaprosiliśmy – radzi nasza ekspertka. – Rzadko zdarza się, aby para mogła liczyć na stuprocentową frekwencję zaproszonych, a jeśli nawet się to wydarzy, to lepiej dopłacić za „dodatkowych” gości niż płacić za puste miejsca. Oczywiście mam na myśli rozmowy z zarządcami sal, w których obłożenie terminów jest bardzo duże i negocjacje mogą być trudne – dodaje nasza ekspertka.

Co do „zwracania się” kwot za talerzykowe, wśród narzeczonych istnieją różne opinie. Są pary które stawiają na duże wesele, ale i na mniejszą uroczystość, zakładając, że im się „zwróci”. Realnie nie jest to jednak oczywiste, bo nie można mieć pewności, że goście uwzględnią w podarowanej kopercie realny koszt „talerzykowego”, bo i dlaczego mieliby mieć wiedzę na ten temat. Według zasad savoir-vivre gość przeznacza na prezent tyle, ile może. Nikt nigdzie nie określił kwot, poniżej których prezent można by uznać za faux pas. Oczywiście, że większość gości będzie starać się, aby wartość nie była mniejsza niż orientacyjny koszt spędzenia całego wieczoru w restauracji (choć pewnie każdy słyszał historie o pustych kopertach, ale tu warto wrócić do punktu pierwszego). Bliska rodzina i przyjaciele mogą przeznaczyć dla młodej pary większe kwoty, ale najlepiej założyć, że na wesele powinno być nas stać (ewentualnie na zaciągnięcie pożyczki) i nie oczekujemy zwrotu wydanej kwoty za dzielenie się radością z gośćmi. To nie Sylwester!)

Co, jeśli rodzice narzucają listę gości?

W mentalności wielu Polaków (choć nie tylko), szczególnie osób ze starszych pokoleń, pokutuje przekonanie, że jeśli było się na czyimś weselu, to konieczne jest zaproszenie pary na – uwaga – własny ślub, ślub swoich dzieci, a nawet wnuków. Jeśli wziąć pod uwagę, że – przykładowa babcia Ela – była na ślubie swojej siostrzenicy, oznaczałoby to, że jej córka powinna zaprosić: siostrzenicę matki z mężem i dziećmi (jeśli takowe posiada), rodziców siostrzenicy, a być może i jej rodzeństwo (z rodzinami). Nie jest to wcale żart, takie zwyczaje naprawdę są nadal żywe. Ma to bardzo duży wpływ na długość listy gości. Z taką sytuacją najczęściej mamy do czynienia, gdy para jest młoda i nieusamodzielniona lub na tak zwanym dorobku, a rodzice chcą wyprawić swoim dzieciom wesele. Stawia to młodych ludzi przed faktem dokonanym i wówczas tylko do nich należy decyzja, czy chcą poddać się woli rodziców finansujących wydarzenie, czy mieć skromniejszy ślub i przyjęcie (lub spotkanie w gronie najbliższych), ale na swoich zasadach.

Oczywiście finansowanie ślubu przez rodziców nie jest jednoznaczne z narzuceniem pobierającej się parze liczby i listy gości – bardzo często młodzi dostają wesele w prezencie ślubnym i ewentualnie prośbę o uwzględnienie w zaproszeniach kilku-kilkunastu osób, ze względu na ich rodzinne i towarzyskie stosunki. Para zdecydowanie powinna uszanować tę prośbę i wyznaczyć gościom rodziców komfortowe miejsca.

Troszkę inna sytuacja ma miejsce, kiedy para samodzielnie finansuje wesele, a rodzice sugerują, kogo należy zaprosić. Tu znowu najlepiej kierować się wyczuciem. Jeśli mamy z rodzicami dobre stosunki, relację pełną szacunku, nikt nie będzie na parze wywierał presji, a więc i nie będzie problemu z ustaleniem gości z rodziny. Wiele par stosuje zasadę, że na wesele zaprasza się osoby, z którymi utrzymuje się realny kontakt, nie tylko przy okazji… ślubów, chrzcin i pogrzebów.

A co z gośćmi z daleka? Wszak to zwiększone koszty o zakwaterowanie i ugoszczenie, a także konieczność wysłania zaproszenia z dużym wyprzedzeniem. Tu znowu warto wziąć pod uwagę stopień zażyłości, ewentualnie ważne zobowiązania rodzinne, na wdzięczność na przykład za pomoc, której lata temu udzielił rodzicom stryj z Ameryki. Każdy gość na liście zasługuje na kilka minut analizy w kontekście relacji. Co do zakwaterowania nie jest żadnym obowiązkiem zapewnianie go gościom, poza pewną sugestią, aby zaoferować je najbliższym i tym, dla których związane z tym koszty mogą stanowić poważne obciążenie. Dalszej rodzinie czy znajomym wysyłamy zaproszenie na ślub i ewentualnie sugestie miejsc noclegowych, jeśli udało się nam pozyskać tam specjalną zniżkę, na przykład na hasło, którym będą imiona narzeczonych.

Na sam ślub (szczególnie kościelny – ze względu na logistykę) można zaprosić setki osób, tylko warto zastanowić się, jaki jest tego cel. Dawniej daleką rodzinę powiadamiało się o ślubie często post factum, telegramem. Dziś, w dobie tak łatwej komunikacji, wystarczy wrzucenie zdjęcia w mediach społecznościowych, choć oczywiście miło będzie, jeśli do starszych osób nieobecnych na ślubie i weselu, wyślemy zdjęcie z informacją o szczęśliwym wydarzeniu.

Czy chcecie na swoim weselu gościć osoby z pracy?

Savoir-vivre w świecie zachodnim w kwestii konieczności zapraszania na ślub osób „z towarzystwa” dotyczy dziś rodzin królewskich. I na tym możemy zakończyć temat przymusów. Uroczystość ślubna jest świętem rodzinnym i tylko z ewentualnej chęci, aby uczestniczyły w niej jakiekolwiek osoby spoza najbliższej familii, może wynikać wręczenie im zaproszeń.

Tymczasem, w niektórych regionach Polski istnieje zwyczaj zapraszania delegacji z pracy – odbywa się to bezosobowo, za oficjalnym zaproszeniem lub powiadomieniem, pary „udostępniają” trzy do pięciu miejsc przy stole wśród biesiadników, często nie wiedząc do końca, kto na nich zasiądzie. Przyszłe panny młode na forach ślubnych „bronią” tej tradycji, mówiąc, że tak robią wszyscy, szczególnie w państwowych zakładach pracy, urzędach i nie ma szans z tym dyskutować. I tu nasuwa się pytanie, czy ten ślub biorą dorośli ludzie…? Jak można dać sobie wmówić, że czyjaś obecność na tak prywatnej uroczystości jest konieczna?

To zaszłość z PRL-u, kontynuowana przez wścibstwo otoczenia i kompletny brak wyczucia taktu, bo inaczej nazwać tego nie można – wyraża swoją opinię Marta, pochodząca z małego miasteczka w Województwie pomorskim, tegoroczna panna młoda, która przeciwstawiła się miejscowej zasadzie.

Oczywiście, jeśli wolą narzeczonych jest zaprosić znajomych z pracy na wesele, to ograniczenie może stanowić tylko budżet, ale mówienie o jakimkolwiek przymusie jest znaczącym naruszeniem prywatności przyszłych małżonków.

Jak zapraszać znajomych z pracy, aby nie popełnić faux pas i nie musieć gościć niechcianych na weselu osób? Na pytanie odpowiada nasza ekspertka, Anna Machnowska z portalu-katalogu ślubnego PlanujemyWesele.pl. – Na wesele najlepiej zapraszać osoby, z którymi łączy nas jakaś relacja, z którymi wiemy coś nawzajem o swoim życiu. Wręczamy im standardowe zaproszenia, najlepiej osobiście przy okazji luźnego spotkania po pracy. Innych znajomych, z którymi łączą nas sympatyczne stosunki, można zaprosić zbiorowym mailem na ślub lub wywieszając żartobliwe powiadomienie-zaproszenie na ogólnodostępnej tablicy. Jeśli nie zapraszamy przełożonych na wesele, nie ma potrzeby wyróżniania ich w zaproszeniu – w tym przypadku są to tacy sami znajomi z pracy jak inni. Zawsze stosownym rozwiązaniem jest przyniesienie do pracy ciasta i zaserwowanie go szefom i współpracownikom.


Artykuł powstał dzięki wiedzy i doświadczeniu zespołu portalu ślubnego z katalogiem usług – PlanujemyWesele, który wspiera narzeczonych poradami i inspiruje ich już od 10 lat.


Ślub Wesele

Macierzyństwo nigdy się nie kończy. Doświadczenie ciepła i dotyku miłości to inwestycja na całe życie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 czerwca 2019
Fot. iStock/Geber86
 

Pamiętam, kiedy moja córka była jeszcze bardzo mała. Miała pół roku, kiedy wróciłam do pracy. Prowadziłam zajęcia w szkole językowej, z małym zawiniątkiem w nosidełku. Trochę nie miałyśmy wyjścia, trochę tak wybrałyśmy. Tłumaczyłam zagadnienia gramatyczne kołysząc ją lekko przed sobą, zadawałam prace domowe usypiając ją w ramionach. I jestem wdzięczna mojemu szefowi za to, że mi na to pozwolił. Wiem, że to wciąż wyjątek. Potem wracałyśmy do domu, wrzucając w sklepie tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Nie było łatwo, ale było dobrze, naturalnie. Dziś ta maleńka dziewczynka jest już prawie nastolatką, ale wciąż lubi być blisko. Często myślę, że to zasługa owego czasu spędzonego razem, od jej najwcześniejszych dni.

Jako niemowlę często spała ze mną w łóżku. Bolał mnie kręgosłup od nietypowej pozycji, w  której musiałam spędzać noce, na „stand by”- u, śniąc lekkim snem. Nic nie zastąpi tej bliskości, tego zaufania i więzi, które się wówczas wytworzyły. Wierzę we wspólne spanie, w magiczną siłę dotyku matki. W poklepywanie po okrągłych, miękkich plecach. Dziś ten dotyk, nieco niezdarny i bardziej nieśmiały pomaga nam przezwyciężać problemy, pierwsze konflikty, bunt, złość. To inwestycja, która zwraca się z nawiązką. Ale pracy jest chyba jeszcze więcej. Jeszcze więcej zmęczenia, tego psychicznego i jeszcze więcej troski o to, co będzie dalej.

Macierzyństwo. Nigdy się nie kończy Trwa do końca. Matka jest prawdziwym ucieleśnieniem miłości i całego magicznego dotyku świata. Jej uczucia i ciepło są niezrównanym lekiem na wszystko, co boli. Kiedy córka staje się matką, zaczyna rozumieć, że ta bliskość, ten dotyk łagodzi wszystkie niepokoje i niepewności. Tworzy spokój. Uczy życia w harmonii z samym sobą.

Matka zapewniała, że ​​wszystko układa się zawsze, ponieważ jej córka pracuje w nadgodzinach. Była kobietą zaciekle niezależną, a dziedzictwo kontynuowano. Wierzyła w pielęgnowanie niezależnych i humanitarnych dzieci. Zdawała sobie również sprawę z całego wysiłku włożonego w zaszczepianie wartości u dzieci.

I oczywiście, są momenty zwątpienia, lęku, zmęczenia ponad wszystko. Są sytuacje, w których chcesz krzyczeć, uciec, płaczesz i wydaje ci się, że nikt nie jest w stanie cię zrozumieć. Niekoniecznie wtedy, gdy twoje dziecko jest małe. Największy lęk przychodzi, gdy ono dorasta. Gdy wychodzi z domu wieczorem, gdy wydaje ci się, że nic z tego, co mówisz go nie przekonuje, bo już dawno ma swoje zdanie.  Gdy podejmuje decyzje i wybory, o których wiesz, że nie są dla niego dobre. Ale wiesz też, że tylko ten sposób zrozumie swój błąd. Nieprzespane noce to przy tych emocjach nieznaczące niedogodności.

Uwierz, bliskość i czułość są jak terapia. Ale trzeba je stosować cały czas. Nie tylko wtedy, gdy masz przed sobą drobne zawiniątko w nosidełku. Może jest trudniej, może bardziej niezręcznie, ale na pewno warto próbować z tą kilkunastoletnią istotą, która czasem wydaje ci się kimś całkiem nowym w twoim życiu.

 


Ślub Wesele

Foodpairing, czyli zaskakujące połączenia w twojej kuchni

Redakcja
Redakcja
6 czerwca 2019
Fot. Materiały prasowe

W kuchni istnieją sprawdzone połączenia kulinarne, które, choć wydawałyby się nieoczywiste i zaskakujące, po prostu świetnie ze sobą współgrają. Co powiesz na kombinację kawy i czosnku albo kawioru z białą czekoladą? Choć brzmi to nietypowo, wynik takiego eksperymentu może pozytywnie zaskoczyć. By przekonać się, co spaja składniki, które pozornie przecież tak wiele dzieli, warto przyjrzeć się zjawisku tzw. foodpairingu.

Z połączeniami kulinarnymi, które czerpią z idei foodpairingu, spotykamy się tak naprawdę na co dzień, ale często nie jesteśmy tego nawet świadomi. Widząc w kartach menu różnych restauracji takie pozycje, jak czekolada z chilli, burak z kozim serem i rukolą czy pomidor z mozzarellą oraz bazylią, myślimy: przecież już to gdzieś widziałem! Nie ma w tym nic dziwnego – to często sprawdzone, dobrze komponujące się ze sobą składniki, których kucharze nie boją się ze sobą zestawiać, a my lubimy ich próbować.

Zaczęło się od przypadku

Za prekursora idei foodpairingu uważany jest Hesthon Blumenthal, brytyjski szef kuchni, który  przypadkiem odkrył, że biała czekolada podana z czarnym kawiorem stanowi doskonałą smakową kompozycję. Żeby zrozumieć fenomen tego kulinarnego paradoksu, porównał składy chemiczne obu paradoksalnie wykluczających się aromatów. Okazało się, że z czysto naukowego punktu widzenia są one wręcz identyczne! To zdecydowanie zwiększyło popularność kojarzenia ze sobą pozornie wykluczających się składników i dało pole do eksperymentów.

Foodpairing w różnych zakątkach świata

Eksperymenty w kuchni towarzyszą nam niemal od zawsze. Wspomniane połączenie kawy i czosnku to specjał Gruzinów, którzy zasmakowali w tzw. kawie po batumsku. W tym przypadku kawa nie jest serwowana z czosnkiem – ziarna są prażone razem z jego ząbkami. Takie rozwiązanie ma podbijać i odświeżać smak kawy – słowem, wydobywać z niej to, co najlepsze. Z kolei mole con pollo, czyli kurczak w gęstym, długo gotowanym sosie na bazie czekolady, migdałów, cynamonu, rodzynek i ostrej papryki to jedna ze specjalności kuchni meksykańskiej, zaś Belgowie rozsmakowują się w wołowinie po flamandzku, duszonej w ciemnym piwie z… piernikiem oraz wzbogaconej o sporą porcję brązowego cukru.

Bakaliowe połączenia – suszone morele i mięso

Połączenie soczystych owoców suszonych moreli i mięsa nie tylko pomoże odkryć horyzonty kulinarne, ale i przenieść Cię wprost do gorącego Maroka – taki miks jest tam bardzo popularny. Suszone morele doskonale sprawdzą się jako dodatek do tzw. tagine, czyli jednogarnkowego dania na bazie jagnięciny lub drobiu i warzyw: ciecierzycy lub soczewicy oraz pomidorów, papryki i cebuli.

Fot. Materiały prasowe

Morele można wykorzystać również w daniach kuchni indyjskiej i przygotować curry z kurczakiem w aromatycznym sosie z mleka kokosowego, pikantnej mieszanki przypraw i warzyw. Zarówno w jednym, jak i drugim przypadku słodycz moreli z łatwością przełamie smak mięsa i podkreśli smak wyrazistych, aromatycznych sosów.

– Łączenie smaków przykuło moją uwagę podczas podroży. Z początku sceptycznie podchodziłam do niektórych zestawień, które wpisują się w lokalną kuchnię, ale szybko przekonałam się, że warto było zaryzykować. Chętnie do nich wracam, ale także próbuję nowych połączeń. Moim ostatnim odkryciem jest są migdały oraz morele – zarówno te świeże, jak i suszone. Taki miks dodaję do mojej porannej, gorącej owsianki – mówi Katarzyna Bujakiewicz, ambasadorka Bakalland.

Gruszka, orzech włoski i ser pleśniowy

To z kolei pomysł na podanie spektakularnej przystawki przy użyciu prostych i łatwo dostępnych produktów. Główną rolę odgrywają tu kontrasty: kompozycja słodkiego, owocowego smaku z orzechową nutą i słonością sera. Gruszkę, orzechy i ser można serwować na pizzy, tarcie czy po prostu w formie sałatki z lekko pikantną rukolą. Oczywiście orzechy włoskie można z powodzeniem zastąpić innym rodzajem bakalii – migdałami, orzechami laskowymi czy nawet pestkami dyni i słonecznika.

Orzech laskowy, banan i czekolada

Orzech laskowy nie tylko dodaje daniom elementu chrupkości, ale świetnie uzupełnia się z niemal każdym owocem: śliwką, morelą, brzoskwinią, wiśnią czy jabłkiem. Zdecydowanie najbardziej warta uwagi jest jednak kombinacja orzecha laskowego oraz banana. Orzechowa, lekko słodka nuta świetnie dopełni się z charakterystycznym smakiem tropikalnego owocu. Sposobów na użycie pary orzech-banan jest mnóstwo – można podać z naleśnikami, upiec ciasto czy zaserwować sobie orzechowo-bananowe smoothie. Warto dodać do niego czekoladę – do obu składników pasuje znakomicie.


Zobacz także

Jak zorganizować ślub i wesele? Przewodnik krok po kroku

Jak zorganizować ślub i wesele? Przewodnik krok po kroku

Ślub pod chmurką, czyli wszystko, co musisz wiedzieć o ceremoniach w plenerze

Zespół na wesele - na co zwrócić uwagę? Lista kontrolna

Na co zwrócić uwagę, wybierając zespół na wesele? Lista kontrolna