Psychologia

„Wiedziałam, że to już obsesja…” Jak miłość zamienia się w obłęd

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
22 lutego 2022
fot. LittleBee80
 

Obsesja na punkcie drugiej osoby swoimi objawami przypomina uzależnienie. Obsesją nazywamy uporczywe myśli lub impulsy, odbierane jako niewłaściwe lub natrętne. Z większością obsesji możemy bez przeszkód funkcjonować w społeczeństwie, w związku, w traktowaniu siebie. Problem pojawia się wtedy, gdy nasza obsesja zaczyna nam zagrażać lub powodować cierpienie innych osób.

Julia

Gdy znasz ją przelotnie myślisz: pewna siebie, atrakcyjna, utalentowana graficzka, niezależna. Gdy znasz ostatnie lata jej życia wiesz, że: nie spała całymi nocami, za dużo piła, spóźniała się z projektami, choć wcześniej była perfekcjonistką. Przez dwa lata interesował ją tylko Marek.

– Dziś nawet nie wiem, co ja w nim widziałam. Dlaczego wpadłam aż w taki amok. Z obsesją jest trochę tak, że niektórzy ludzie mają większe predyspozycje. Ważne jest, żeby uważać, nie przekroczyć tej cienkiej linii, po której już jest zatracanie. Ale to wiedza, którą mam z terapii.

Poznanie

Raczej klasyka. Znajomy znajomej. Napisał do niej na fb. Że jest ładna, ma fajne foty i bawi go to, jak prowadzi kulinarnego bloga. I że nie będzie owijał w bawełnę, chciałby się spotkać. Obejrzała jego profil, nazwisko wpisała w wyszukiwarkę, zagadała do wspólnej znajomej: „Co to za gość, opowiedz jego historię”. Sprawdzanie wypadło na plus. Na stałe mieszkał w Irlandii, ale marzył o powrocie do Polski. Podobno się z kimś rozstał, ale już jakiś czas temu. „Naprawdę spoko gość”, uspokoiła koleżanka.

Pierwsza randka. Nie mogli się nagadać. Julia: – Nie był może w moim typie, ale miał w sobie coś cudownie chłopięcego. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. On ode mnie chyba też. Mieliśmy tylko trzy godziny, bo wieczorem miał lot do Dublina.
Wieczorem napisał: „Już bym chciał się znowu spotkać”.

Głód

Marlena Kazoń, psycholog i psychoterapeutka:

„Chyba każdy z nas przynajmniej raz był zakochany. Emocje towarzyszące nam w tym czasie są nie do opisania. Znamy uczucie motyli w brzuchu, tęsknotę, nieprzespane noce, pragnienie drugiej osoby, jej bliskości. Z czasem uczucia te zanikają i dopiero wtedy możemy powiedzieć, czy uczucie, którym obdarzyliśmy drugą osobę ma szansę przekształcić w miłość, czy po prostu przeminie. Niebezpieczne jest jednak trochę inne, podobne do zakochania, uczucie przypominające zauroczenie. Jest nim obsesja, która swoimi objawami przypomina uzależnienie. Obsesją nazywamy uporczywe myśli lub impulsy odbierane jako niewłaściwe lub natrętne. Z większością obsesji możemy bez przeszkód funkcjonować w społeczeństwie, w związku, w traktowaniu siebie. Problem pojawia się wtedy, gdy nasza obsesja zaczyna nam zagrażać lub powodować cierpienie innych osób.

– Na terapii usłyszałam potem takie stwierdzenie „głód miłości”. Byłam go ciągle głodna – mówi Julia.

Marek po dwóch tygodniach znów przyjechał do Polski, spędzili weekend na Mazurach, potem kolejny i jeszcze kolejny. Po dwóch miesiącach pojechała do niego, do Dublina. Znów magicznych kilka dni. Ale potem odwiózł ją na lotnisko i zaczął odzywać się mniej.
– Ja natomiast zaangażowałam się na całego, choć przecież nie jestem głupia i naprawdę wiedziałam, że nic mi nie obiecywał. Po prostu było cudownie, oboje jesteśmy dorośli. Traktowałam to jako początek związku, on jako miły czas.

Pierwszy tydzień po powrocie z Dublina nie mogła się na niczym skupić. Nie interesowały ją maile i wiadomości od zleceniodawców, interesowało ją tylko to, czy Marek jest aktywny na Instagramie i Messengerze. Myślała tylko o nim: dlaczego nie napisał, czy coś się stało? Gdy już się odezwał, analizowała każde słowo. Dlaczego napisał tak lakonicznie, przecież wcześniej pisał dużo. Od rana do nocy analizowała jego zachowanie, zamęczała przyjaciółki, nie potrafiła rozmawiać o niczym innym.

Zaczął się czas życia od kontaktu do kontaktu. Ale to ona była tą starającą się. Kupiła mu, na przykład, bilety do Aten, żeby mogli się tam spotkać.

– Ucieszył się, w Grecji znów spędziliśmy cudowne dni. Tyle, że z perspektywy czasu wiem, że nie był już skupiony tylko na mnie. W knajpie, na przykład, siedział w telefonie. Po seksie zamiast mnie przytulić, też scrollował telefon. Rozstali się na lotnisku w Atenach bez konkretnego planu.

Julia dodaje: – Powinnam była być racjonalna. Odsunął się, niech spada. A ja pisałam, inicjowałam rozmowy. Po kolejnym miesiącu rzucił, że przylatuje do Polski. Nie zdążył mnie spytać, a już zapewniłam, że odbiorę go z lotniska. O piątej rano! Przyjechałam po niego i rzeczywiście przez chwilą było, jak wcześniej. Poszliśmy na śniadanie, potem przyjechaliśmy do mnie– znów był wspaniały seks. O 16.00 obudził się i powiedział, że musi się zbierać, bo zatrzyma się na stałe u kumpla. Wieczorem ma spotkanie ze znajomymi. Zagotowałam się. A ja?!!

Tego wieczoru Julia śledziła Marka, pojechała do klubu, w którym miał być ze znajomymi. Rzeczywiście był. Szczęśliwy, zadowolony wśród grupy ludzi. Nawet jej nie zauważył. Wróciła do domu, upiła się i czekała… ale Marek nie zadzwonił. Nie odezwał się przez kolejne trzy dni. W końcu sama zagadała: „Umarłeś?”, „Nie, żyję. Zajęty”. To wszystko.

Czy można dostać komunikat bardziej wprost?– pyta. – Może powinnam go spytać: „Ej, ale co jest grane?”, nie potrafiłam tego zrobić. Przez kolejne miesiące zachowywałam się jak obłąkana. Czasem spotykaliśmy się jeszcze na seks, ale on się poza tym odzywał mało i raczej w odpowiedzi na moje wiadomości. Zaczęłam go śledzić w mediach społecznościowych. Budziłam się w środku nocy i patrzyłam, kiedy był aktywny. O pierwszej w nocy? Na pewno z kimś rozmawia, dlaczego nie zauważa mojej zielonej, świecącej się ikonki? Bez końca odtwarzałam czas, który spędziliśmy, wciąż mówiłam: „Mój Marek”. Kiedy koleżanki zwracały mi uwagę, że on jednak nie jest mój, obrażałam się i na kilka tygodni zrywałam kontakt.

A Marek, owszem, utrzymywał z nią kontakt, ale lakoniczny.

Pół roku męki. Czekania

Wypytywania o niego znajomych, karmienia się nadzieją. „On po prostu dużo pracuje”. Jeden z najbardziej upokarzających dni w jej życiu. Marek obiecał, że zadzwoni wieczorem. Ale wieczorem się nie odezwał, nie był też aktywny na messengerze, WhatsApp i Instagramie. Napisała do jego siostry, którą poznała przelotnie w klubie, odezwała się do dwóch najbliższych kumpli Marka, z którymi często się oznaczał. Nawet ich nie znała. Mężowi wspólnej znajomej kazała do niego zadzwonić. Odezwał się po dobie.

– Zwariowałaś? Postawiłaś na nogi moją rodzinę, myśleli, że coś się stało
– Umierałam z niepokoju, miałeś dzwonić.

Wyłączył się. Julii dziś trudno nawet opisać kolejne tygodnie.

Dwa miesiące później zobaczyła na Instagramie jego zdjęcie z dziewczyną.
– Jak mogłeś? – wysłała wiadomość zanim zadziałał zdrowy rozsądek.
– Ale co mogłem? Julia, lubię cię, ale przecież my się tylko fajnie bawiliśmy, już od jakiegoś czasu czułem, że powinienem ci powiedzieć, że jesteśmy tylko kumplami. Jesteś wspaniałą dziewczyną, ale nie szukałem związku.

Szał

Marlena Kazoń:

Wystarczy przyjrzeć się dokładnie uczuciom i motywom osoby obsesyjnie zakochanej. Miłość odzwierciedla postawę „chcę cię”, obsesja stawia na „potrzebuję cię/muszę cię mieć”. Obsesja więc jest sposobem na wypełnienie pustki w życiu, wypełnienie jej drugą osobą i uzależnieniem się od niej. Jest celem samym w sobie. Miłość prawdziwa nie potrzebuje nic więcej poza obecnością drugiej osoby. Jest pełna i kompletna. Jest całkowita. Miłość obsesyjna przejawiać się może w następujących stwierdzeniach, któremu często towarzyszą manipulacje: Nie mogę bez ciebie żyć. Jest mi dobrze tylko wtedy, kiedy jesteś niedaleko. Zrobię wszystko, abyś był/ była szczęśliwa. Twoje potrzeby są ważniejsze od moich. Będę taki/ będą taka, żebyś tylko ze mną chciała być. Będę taki / taka jak Ty. Miłość prawdziwa natomiast nie wymaga niczego od żadnej ze stron. Można ją przedstawić w poniższych stwierdzeniach i w budowaniu partnerstwa: Cieszę się, że jesteś. Jest mi dobrze, nawet kiedy nie ma cię obok. Szanuję twoje potrzeby. Ty szanuj moje. Nie muszę przed tobą nikogo udawać. Nie muszę dla ciebie niczego w sobie zmieniać.

Julia: – Wiedziałam, że z kimś się spotyka, ale wmawiałam sobie, że to nic takiego, że na pewno zmieni zdanie, jestem przecież lepsza. Zdjęcia „tamtej” przeglądałam non stop. Oczekiwałam, że moje koleżanki zapewnią mnie jaka jest brzydka i beznadziejna. Pracuje w sklepie? Co za żenada. Ma końską twarz, obrzydliwe włosy. I tak naprawdę wcale nie jest zgrabna. Śledziłam ich codziennie. Gdzie się oznaczają, czy razem, jeśli oddzielnie od razu miałam nadzieję, że się rozstali. Biegałam do wróżek, które zapewniały, że on mnie kocha. Moje mieszkanie przypominało śmietnik. Nie żyłam, ale wegetowałam. Potrafiłam zamówić mu anonimowo perfumy albo płytę ulubionego zespołu i mu wysłać. Myślałam o nim, o nich 20 godzin na dobę, przerwą był tylko sen, choć wtedy często Marek mi się śnił.

Moment przełomowy. Od wspólnych znajomych Julia dowiedziała się, że dziewczyna Marka jest w ciąży.
„Na pewno wpadli” rzuciła do przyjaciółki.
„Ty jesteś nienormalna, koniec z tym”– zdenerwowała się tamta.

– Kazała mi zablokować Marka, przestać obserwować jego dziewczynę, wrócić do normalnego życia. Przez pierwsze dni czułam się, jak po odstawieniu narkotyków. Drżały mi ręce, żałowałam, że go zablokowałam, kusiło mnie, żeby wejść na profile ich wspólnych znajomych. Znów nie spałam w nocy, wciąż widziałam ich razem. Przyjaciółka wymusiła na mnie spotkanie z psychiatrą i terapeutką.
Do dziś, gdy myślę o moim obłędzie, coś mnie ściska za gardło. Wstyd. Zażenowanie. Świadomość, co robiłam sama ze sobą, jak się pokazywałam ludziom, ile zawaliłam projektów i spraw.

Marlena Kazoń:

Osoby owładnięte obsesyjną miłością posiadają bardzo silnie zakorzeniony w sobie lęk przed odrzuceniem. Oczekują i potrzebują ciągłych zapewnień ze strony partnera o całkowitym poświęceniu. Ich brak wywoływać może lęk, gniew, a nawet agresję. I mimo tego, że na początku związku schlebia nam ciągłe zainteresowanie ze stron partnera, z czasem jednak tego typu zachowania powodują, że zostajemy zamknięci w klatce zazdrości, braku szacunku i pewności siebie, a także całkowitego osaczenia ze strony drugiej połówki. Aby pozbyć się obsesyjnej miłości należy zdać sobie sprawę z tego w czym tkwimy i w czym jesteśmy. Ten stan nie ma nic wspólnego z miłością. I dzięki tej świadomości możemy dokonywać i doświadczać zmian.

Marek dziś. Dziewczyna stała się żoną. Mają syna.

Julia dziś. Na razie jest sama. Wróciła do życia, ale on jej się wciąż śni. Gdy widzi zdjęcie faceta podobnego do Marka wali jej serce.

 

 

 

 

 

 

 


Psychologia

Romantyczny weekend w spa? „Zesrałam się do jacuzzi”

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
22 lutego 2022
fot. GoodLifeStudio/iStock
 

„Wywołałam wilka z pochwy”, śmieje się w rozmowie z Oh!Me Joanna Mokosa-Rykalska, która właśnie wydała zbiór opowiadań „Matka siedzi z tyłu”. „Albo mnie pokochasz, albo znienawidzisz! Ja nie biorę jeńców”, dodaje. Mówią o niej, że jest mistrzynią ciętego humoru, słownej szermierki i jechania po bandzie! Mówią też o Joannie –  Bareja w spódnicy! Nie bez powodu. Ta książka na pewno rozśmieszy nie tylko kobiety. Pełno w niej cennych spostrzeżeń, czasem okraszonych przekleństwami (jej ulubione „O kurwuniu”!). Ale Joanna taka właśnie jest odważna i niepokorna. Dla Oh!Me zgodziła się na publikację jednego ze swoich najbardziej niegrzecznych opowiadań. Czytajcie „Bąbelkowe love”.

Czy można znaleźć plusy w niemieszkaniu z biologicznym ojcem swoich dzieci? Można. Gdy Mańka oddaje swoje potomstwo biologicznemu ojcu, jest wolna jak ptak. Co rusz słyszę, że idzie na zumbę, rumbę, gry terenowe albo ma chwilę relaksu. Niby też bym mogła wygospodarować trochę czasu dla siebie, ale powiedzmy szczerze, najzwyczajniej w świecie wolę oglądać serial, leżąc pod kocem. Zauważyłam, że z upływem czasu, a ten jakoś nie chce płynąć do tyłu, dawkuję sobie atrakcje, żeby nie dostać zadyszki.

– Jadę do spa – oznajmiła mi ostatnio Mańka.
„No i bosko” – pomyślałam sobie i tu akurat poczułam ukłucie zazdrości. Na miejscu wszystko jej podadzą, przyniosą, a ona będzie musiała tylko być.
– Z Pawłem – dodała. I tu historia zaczęła robić się ciekawsza.
Mańka zdecydowanie nie siedziała i nie płakała po rozstaniu z partnerem, tylko próbowała ułożyć sobie życie od nowa. Paweł był kimś w rodzaju umilacza czasu, ale do ołtarza się nie szykowała. Jak to mówią, z niejednego pieca chleb jadła. Wiadomo, że taka chrupiąca, cieplutka kromka smakuje najlepiej.
– Paweł wynajął zajebisty hotel z odnową biologiczną. Będę się mogła taplać we wszystkich glonach, wodach i innych uzdrawiających cudach – oznajmiła szczęśliwa.
W końcu to kochała najbardziej. Była jeszcze wielką fanką wspinania się po ściankach i skałkach. Zawsze się śmiała, że gdyby straciła pracę, mogłaby myć okna w wieżowcach. Hotel jednak znajdował się na płaskim obszarze, więc zostały jej glony, no i on.
– Jestem już cała spakowana i gotowa udać się na randkę – powiedziała.

Cieszyłam się jej szczęściem i tym, że poczuje motyle w brzuchu

Z relacji esemesowej dowiedziałam się, że podróż przebiegła dobrze. Trochę się stresowała, czy wypadnie dobrze. To był taki etap związku, kiedy człowiek przejmował się, który profil twarzy ma ładniejszy. Po pewnym czasie zadzwoniła, żeby pokazać mi hotel.
– Zobacz, jak tu jest zajebiście! Paweł poszedł ogarnąć coś do jedzenia, to pokażę ci wszystko. Jakie piękne szamponiki i mydełka mi przygotowali, żebym mogła je zabrać do domu – cieszyła się jak dziecko.
Miałam wrażenie, że kosmetyki hotelowe stały się dużą konkurencją dla Pawła.
– Tak, weź sobie to wszystko i się ponacieraj, wariatko. Nogi ogoliłaś, mam nadzieję, czy na tarkę będziecie dzisiaj lecieć? – podpytałam dla pewności.
– I brochę, i nóżki, wszystko pod kontrolą – odparła, prezentując mi szybko gotowe dzieło.
Na szczęście zamiast tego widziałam tylko trzęsący się fragment sufitu i podłogi. Nie była mistrzynią nagrywania filmików telefonem.
– Dobra, kończę na razie, odezwę się potem, paaaa.
Rozłączyła się. Do domu wróciły dzieci, a niedługo potem mężu.

Zajęłam się rzeczami godnymi kobiety…

takimi jak gotowanie, odkurzanie tego, czego robot nie wypatrzył, a nie jakieś łajdaczenie się po hotelach. Był piątek, więc tego dnia planowaliśmy wieczór filmowy z popcornem. Wspólnie wybraliśmy film. Było przyjemnie, rodzinnie i bardzo relaksująco. W międzyczasie dostałam od Mańki parę zdjęć dokumentujących pobyt. Wszyscy byli szczęśliwi – ja pod kocem, a moja przyjaciółka w glonach.

Gdy film dobiegł końca i dzieci zaczęły się szykować do spania, zadzwoniła Mańka. Pewnie znów chciała mi coś pokazać, może tym razem pośladki Pawła.
– Asiunia?
– Nie, kurwa, wójt Pcimia..
– Błagam, przyjedź po mnie – usłyszałam w telefonie szlochającą Mańkę.
– Ale że co, szamponiki ci zabrali? – szydziłam sobie.
– Przyjedziesz po mnie? Wszystko ci opowiem, tylko szybko – zanosiła się dalej. To był znak, że nie chodziło o szamponiki.
– Dobra, już się zbieram, tylko z godzinę to na pewno się zejdzie. Ale powiedz, czy on ci coś zrobił? – Byłam już bardzo zaniepokojona.
– Nie, nie zrobił, czekam na ciebie. – I się rozłączyła.

Ogarnęłam się od razu i ruszyłam w drogę.

Podróż trochę trwała, a ja cały czas myślałam, co tam się mogło wydarzyć. Hotel, mimo swojego all excuseme, dżakuzi, spa, glonów i szamponów gratis, był na takim zadupiu, że ledwo go znalazłam. Tuż przy wjeździe do kompleksu, z boku parkingu stała Mańka ze swoimi tobołami. Gdy mnie zobaczyła, szybko wsiadła do auta i rzuciła mi się na szyję.

– Maniuś, spokojnie, co się stało? – zapytałam przyjaciółkę, która na mój widok znów zaczęła płakać.
– Nie powiem – odparła.
– No chyba cię pogięło! Dymam tu po ciebie jak na sygnale, a ty mi nie chcesz powiedzieć? – przywołałam ją do porządku.
– Nie powiem, bo się wstydzę, ale dobra. – I nastała cisza.
– No? – Gorzej niż z moimi dziećmi.
– Poszliśmy z Pawłem do spa. Wynajął jacuzzi tylko dla nas – szlochała Mańka.
– No to chyba wspaniale? – zapytałam.
– Były kwiaty, świeczki, muzyka relaksacyjna, taka, jakiej nie znosisz – kontynuowała.
– Oj, zaraz nie znoszę. Po prostu doprowadza mnie do szału – skwitowałam.
– I potem wyszedł na chwilę, żeby przynieść nam szampana i truskawki. Wiem, banalne, ale romantyczne.
– No i dlatego płaczesz, bo wolałaś winogrona? – Próbowałam ją rozśmieszyć. – Jak on wyszedł, to ja, ja… – zaczęła się jąkać.
– No co ty? – dociekałam zniecierpliwiona.
– To ja zesrałam się do tego jacuzzi! – I znów zaczęła szlochać.

No dobra, wygrała, przebiła wszystkie nasze młodzieńcze wybryki.

Nie mogłam wyjść z podziwu jej umiejętności robienia nastroju.
– Jak to się stało? Nie mogłaś iść do toalety? – zapytałam trzeźwo, ale ledwo się powstrzymywałam, żeby nie ryknąć śmiechem.
– Napiłam się wcześniej środka przeczyszczającego, żeby mieć płaski brzuch. Myślałam, że nie działa. Do czasu, aż weszłam do środka. I te bąbelki chyba jakoś pomogły, bo, kurwa, zadziałało! – opowiadała. – I to wszystko tam pływało, więc wzięłam dupę w troki i uciekłam. Matko, jaki wstyd, przecież on tam potem wrócił i to zobaczył! A teraz do mnie wydzwania. Pewnie rachunek za sprzątanie chce mi wystawić! – dodała zrozpaczona.

Musiałam przyznać, że wejście Mańka miała spektakularne. Gdy wyobraziłam sobie stan jacuzzi, parsknęłam śmiechem. Wystraszoną jak dziecko zawiozłam do Warszawy. Po drodze płacz mieszał się ze śmiechem. Musiała mi wszystko ze szczegółami opowiedzieć. Paweł dzwonił, ale Mańka nie miała odwagi odebrać. Trzeba przyznać, że sprawa była gówniana. Za to nowe szamponiki i mydełka stanęły na półce w łazience. Moja przyjaciółka może być pewna, że będę drwić z tego do końca życia.

Po pewnym czasie, gdy emocje opadły, odebrała telefon od Pawła. To był znak, że ich znajomość przeszła na kolejny, głębszy stopień znajomości.


Joanna Mokosa-Rykalska, producentka i kierowniczka produkcji  z wieloletnim  doświadczeniem filmowym i telewizyjnym, była dziennikarka radiowa, autorka popularnego bloga „Matka siedzi z tyłu”, który stał się inspiracją do napisania debiutanckiego zbioru opowieści. Bez podróży nie wysiedzi nawet miesiąca.


Psychologia

5 powodów, dla których introwertyk potrzebuje samotności jak powietrza

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
22 lutego 2022
w ciszy kobieta introwertyk cieszy się kubkiem herbaty
Fot. iStock

Introwertyk to typ osobowości, który jest dość specyficzny, i niestety, nie zawsze rozumiany. Lubi być sam, co wcale nie oznacza, że jest pustelnikiem, który nie potrafi znaleźć się wśród ludzi. Introwertyk z natury dobrze czuje się sam ze sobą, skupia się na tym co myśli i czuje, niechętnie dzieląc się z tym światem. Do czego potrzebna jest introwertykowi samotność?

Kto to jest introwertyk i jakie ma cechy?

Carl Gustav Jung, uczeń i następca Freuda, opracował pojęcia introwertyka i ekstrawertyka jako określenia na podstawowe typy osobowości, funkcjonujące na dwóch przeciwległych biegunach. Określenie introwertyka zaczerpnął z języka łacińskiego, w którym słowo intra oznacza „wewnątrz”, a vertere  „zwracać się”.

Introwertyk to znakomity słuchacz, natomiast ekstrawertyk woli sam mówić i otaczać się innymi ludźmi. Osoba będąca introwertykiem lubi rozmyślać i analizować sytuację, a ekstrawertyk działa tu i teraz, spontanicznie, często bez zastanowienia. Introwertyk potrzebuje samotności, ciszy do skupienia, a ekstrawertyka męczy przebywanie w samotności, ponieważ jest duszą towarzystwa. To niejedyne zachowania odróżniające introwertyka od ekstrawertyka, ale jasno pokazujące, że mają oni różne potrzeby pozwalające zachować zdrowie psychiczne.

Jakie inne cechy ma introwertyk? Zdecydowanie jest osobą, dla której niezwykłą wagę ma życie wewnętrzne. Skupia się na własnych myślach i emocjach, co pozwala się mu wyciszyć. Wbrew pozorom introwertyk nie jest wycofany i nieśmiały, nie odczuwa również lęku przed życiem, ale pozostaje w cieniu ekstrawertyków, ponieważ woli z dystansu obserwować to, co się dzieje.

Fot. iStock / lolostock

5 powodów, dla których introwertyk potrzebuje samotności

Dlaczego introwertyk tak bardzo potrzebuje samotności? Przebywanie sam na sam ze sobą niego jest to tak samo ważne, jak dla kogoś innego przespanie przysłowiowych 8 godzin w nocy. Samotność pozwala introwertykowi na zrobienie dla siebie wielu dobrych rzeczy. Oto kilka powodów, dla których introwertyczne osoby potrzebują samotności jak powietrza.

Samotność pozwala zobaczyć więcej

Introwertyk nie podejmuje pochopnych decyzji, lubi mieć czas na przemyślenie swoich działań i uniknięcie złego wyboru. Samotność gwarantuje mu spokój, oczyszcza ze zbędnych emocji i daje możliwość przyjrzenia się każdemu możliwemu ruchowi.

Introwertyk doskonali samoświadomość

W chwilach spokoju i ciszy introwertyk uczy się rozpoznawać i rozumieć swoje emocje, potrzeby i myśli. Samotność dla introwertyka jest ważna, ponieważ prowadzi do samodoskonalenia i akceptacji. Będąc sama na sam ze sobą, skupia się on na rzeczach, które przynoszą szczęście i w spokoju odsuwa na bok, to, co nie jest mu potrzebne.

Buduje niezależność od innych

Nie da się ukryć, że przebywanie w samotności sam na sam z własnymi myślami wymaga siły i odwagi. Introwertykowi przychodzi to łatwo. Nie musi on szukać uwagi i akceptacji innych, aby czuć się ze sobą dobrze. Jest niezależny od otoczenia, a rozwijając własny indywidualizm pozwala na lepsze poznanie własnych potrzeb i łatwiejsze stawienie czoła wymaganiom codzienności.

Introwertyk odżywa w samotności

Dla introwertyka samotność to ucieczka od nadmiaru bodźców oraz od męczących sytuacji społecznych. Introwertycy mają przysłowiowy wewnętrzny wyłącznik, którego używają, gdy są wyczerpani. Potrzebują czasu na to, aby ich umysł i ciało mogły odpocząć. To sposób na samoopiekę, która pozwala ponownie naładować wyczerpaną energię i wyjść naprzeciw życiu.

Fot. iStock/introwertyk

Samotność rozbudza kreatywność introwertyka

Przebywanie z daleka od zgiełku i hałasu jest zbawienne dla produktywności i kreatywności introwertyka. Nic na niego nie działa lepiej i bardziej odświeżająco, jak możliwość przystanięcia na chwilę i odłożenia na bok rzeczy mniej istotnych, skoncentrowania się na zadaniu. W samotności introwertycy oddają się swoim pasjom i talentom, aby później podzielić się nimi z resztą świata.

Samotność dla introwertyka to nie desperacka ucieczka przed życiem, ale gest dobroci dla samego siebie. Spędzanie czasu we własnym towarzystwie ma wiele zalet i każdy od czasu do czasu potrzebuje samotności. Introwertyk po prostu potrzebuje jej nieco więcej.


źródło: www.powerofpositivity.com 

 


Zobacz także

Jak wychować chłopca na dobrego mężczyznę. 10 wskazówek dla rodziców

„Wszystko się kręciło dobrze do czasu, gdy zaczęło wymykać się spod kontroli” #30dnidetoksuemocjonalnego

Są tylko 3 rzeczy, które możesz kontrolować. Nie wierz w ślepy los