Lifestyle

Anna Oberc straciła pracę, bo zainfekowano jej twarz gronkowcem i ma problemy z trądzikiem

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
7 lutego 2022
 

Anna Oberc opowiedziała Oh! Me o swojej walce z trądzikiem. Aktorka przyznała, że problemy z cerą wykluczyły ją z życia. Podjęła jednak leczenie i dzisiaj wspiera inne kobiety do tego, żeby się nie poddawać. Bo każdy trądzik da się wyleczyć. Anna planuję na swoim profilu rozmawiać na ten temat z różnymi specjalistami.

„Wielu z Was pewnie zmaga się z podobnymi problemami… Pewnie wielu z Was nie wie, jak z tym żyć, bo to zmora potworna… Trądzik”, napisała Anna na swoim Instagramie. „Mój problem – jako aktorki – polega na tym, że ja pracuję „twarzą”, a przez nadkażenie trądziku bakteriami zrobiło się coś okropnego. (….) Nie jest to temat, którym chcę się chwalić, ale jeśli ma choć jednej z Was dodać otuchy, to będę szczęśliwa. Choć znając ludzi to znajdą się i tacy, którzy widząc nieszczęście innych cieszą się i budują swoje dobre samopoczucie na tym, że ktoś ma gorzej od nich”, dodała.

 

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Anna Oberc (@anna_oberc)

Anna Oberc walczy z trądzikiem

Od lat miała kłopot z cerą. Ale prawdziwy koszmar zaczął się kilka miesięcy temu. „Ludzie mnie pytali, czemu nigdzie się nie pokazuję, dlatego postanowiłam w końcu wyjaśnić prawdę, najpierw w na swoim Instagramie”, mówi Oh! Me.

Kilka miesięcy temu Anna straciła pracę „bo aktor, jak ma twarz w niedyspozycji, to po prostu nie może pracować” i praktycznie przestała wychodzić z domu, unikała wszystkich sytuacji publicznych, była w dołku. „Kontakt z ludźmi stał się dla mnie bardzo wstydliwy. Czułam się, nie ukrywam, jak trędowata. Wzbudzałam litość u wielu osób, miałam parę niefajnych incydentów”, powiedziała w DDTVN.

„Najgorsze było to, że lekarze przepisywali mi jeden lek, bardzo inwazyjny. Nikt nie badał, nikt niczego nie sprawdzał. Dopiero kosmetyczka powiedziała mi: Anka, ale to nie jest zwyczajny trądzik, musisz koniecznie zrobić wymaz! Wtedy okazało się, że moja skóra jest zainfekowana gronkowcem. Od pięciu miesięcy biorę antybiotyk i mówiąc szczerze nie wiem, jak długo jeszcze to potrwa. Najprawdopodobniej zostałam zarażona w pracy. Niestety nie wszystkie makijażystki dezynfekują pędzle. Tyle lat pracuję w tym zawodzie, a zdarzyło mi się to pierwszy raz. Dziś jednak staram się myśleć pozytywnie i już pomału zaczynam wychodzić do ludzi”, mówi w rozmowie z nami Anna Oberc.

Kto pomógł Annie Oberc przetrwać ten trudny czas?

„Kiedy tracisz pracę, czujesz się okropnie. Gdyby nie wsparcie moich przyjaciół i codzienne spacery blisko natury nad Wisłą, pewnie byłabym w gorszym stanie psychicznym. Przyjaciele mówili mi: Anka będzie dobrze, kochamy cię taką, jaka jesteś! Dziś staram się dziś jak najmniej stresować, bo takie emocje pobudzają stany zapalne. Medytuję, nie jem nabiału, soi, słodyczy i pszenicy. Czuję, że będzie lepiej”, mówi Anna dla Oh!Me.

Zdradza też, że szuka pracy, ale już wszystko wskazuje na to, że niedługo uda jej się powrócić do grania. Anna Oberc jest w trakcie terapii leczenia trądziku.

  • Zobacz także: 7 lokalizacji trądziku, które mogą mieć inną przyczynę

Lifestyle

„Wiki i jej sekret” – dużo możemy nauczyć się od zwierząt i od dzieci. Wywiad z Marcinem Dorocińskim

Redakcja
Redakcja
7 lutego 2022
Marcin Dorociński, fot. CC BY-SA 4.0/Jacek Proszyk

Twórcy serii „Bella i Sebastian” przedstawiają cudowną opowieść, inspirowaną prawdziwą historią. Ośmioletnia Wiki, wraz z tatą, przeprowadza się do małego miasteczka w górach. Choć nowe miejsce jest pełne uroku, Wiki tęskni za dawnym życiem. Pewnego dnia dziewczynka dostaje od sąsiada niezwykły prezent – małego, cudownego szczeniaka. W tajemnicy przed tatą zabiera go do domu. Tak zaczyna się historia niezwykłej przyjaźni z wyjątkowym zwierzęciem.

Kiedy dziewczynka dowiaduje się, że jej przyjaciel na czterech łapach to nie jest zwykły psiak, a wilcze szczenię, i że nie będzie mogła go zatrzymać, Wiki za nic w świecie nie chce się z tym pogodzić. Jak w obliczu tego niespodziewanego odkrycia potoczą się ich dalsze losy?  Pełna czułości opowieść dla całej rodziny o dziewczynce, która wychowuje wilcze szczenię,
i wrażliwości na naturę, która – choć dzika – jest zarazem krucha.

Z okazji premiery filmu zapraszamy na rozmowę z Marcinem Dorocińskim, który w filmie „Wiki i jej Sekret” podkłada głos pod tatę Wiki. Zobaczcie ten film – to opowieść o przyjaźni, przygodzie i pięknej relacji dziewczynki  z dzikim stworzeniem – z wilkiem.

CO PANA SKŁONIŁO DO PRZYJĘCIA DUBBINGOWEJ ROLI W FILMIE „WIKI I JEJ SEKRET”?

Staram się wybierać projekty dubbingowe, które mają walor edukacyjny. „Wiki i jej Sekret” to historia  tajemnicza, wciągająca, porywająca, a jednocześnie bardzo mądra i edukacyjna.
Bardzo lubię filmy, które w mądry i wzruszający sposób opowiadają o życiu, o relacjach  międzyludzkich. Myślę, że z „Wiki i jej Sekretu” można wyciągnąć kilka ciekawych wniosków.
Szczególnie podoba mi się aspekt rodzinny i podkreślona relacja między ojcem a dzieckiem. Dochodzi tutaj jeszcze jeden dodatkowy element. Rodzina nie jest pełna, ojciec musi się samodzielnie opiekować Wiki, co nie jest dla niego łatwe.

W to jest wkomponowany aspekt relacji człowiek – dzikie zwierzę oraz to, co możemy zrobić kiedy uda nam się spotkać takie zwierzę i jak je chronić. Co możemy robić jako społeczeństwo, jak rozwiązywać problemy zagrożonych gatunków i przyrody, która cierpi w wyniku ekspansji człowieka. Z całą pewnością musimy nauczyć się koegzystować. W niektórych rejonach świata, także w Polsce, udało się przywrócić należne miejsce do życia niektórym gatunkom zwierząt, jak rysiom czy wilkom. Trzeba słuchać specjalistów, którzy mówią, co robić, żebyśmy umieli wspólnie żyć, żebyśmy nie wpływali destrukcyjnie na swoje ekosystemy. To nie ludzie powinni się bać dzikich zwierząt, one nie chcą nam zrobić krzywdy – to człowiek niestety jest najgroźniejszym z drapieżników i my stanowimy zagrożenie dla zwierząt.

W tym filmie mamy przykład pięknej, czystej relacji dziewczynki z małym, jak się na początku wydaje, psem, który potem dorasta i okazuje się być dużym wilkiem. Rodzi się między nimi głęboka więź, jedno do drugiego lgnie, a jednocześnie nie mogą żyć razem, bo jedno jest dzikie i pochodzi ze świata natury, a dziewczynka musi żyć w świecie ludzi. I też mądrość z tego jest taka, że dzieci często –poprzez to, że nie muszą iść na kompromisy jak dorośli ludzie – po prostu myślą prościej i wiedzą, jak się zachować. Dużo możemy nauczyć się od zwierząt i od dzieci.

DLACZEGO WILKI SĄ OWIANE ZŁĄ SŁAWĄ?

Myślę, że o to można zapytać specjalistów od wilków, np. panią dr Sabinę Nowak ze Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”. Pani doktor opowiedziałaby nam długo i wyczerpująco ciekawe historie i słuchaliby Państwo z wypiekami na twarzy, jak się tropi wilki, jak się je rozpoznaje. To jest cudowna osoba, która jest zakochana w wilkach i chyba z wzajemnością. Wydaje mi się, że zła sława wilków i różnych innych zwierząt bierze się z opowieści, często legend, gdzie przypisujemy im negatywne cechy, często wyolbrzymione. Wilk występuje w bajkach, jak np.
w Czerwonym Kapturku, gdzie wilk ma zjeść Kapturka i babcię. Przez te stereotypy cierpią prawdziwe zwierzęta, a tymczasem chwała temu, kto zobaczy wilka w lesie, bo zazwyczaj jest tak, że wilki uciekają przed ludźmi i nie chcą wchodzić w interakcje.

Kilka lat temu, kiedy pojechaliśmy do Białowieży bronić żubrów przed odstrzałem, mieliśmy przyjemność chodzić z Adamem Wajrakiem, który opowiadał nam o Puszczy Białowieskiej. Nagle Adam zaczął krzyczeć. Myślałem, że on krzyczy: „dzik! dzik!”, a on krzyczał: „wilk! wilk!”, bo choć mieszkał w tym rejonie już od wielu lat, jeszcze nigdy na żywo nie widział wilka. Wtedy zobaczył go po raz pierwszy, ja też go zobaczyłem w oddali. Adam uświadomił nam, że żeby zobaczyć wilka w lesie, trzeba mieć naprawdę wielkie szczęście, to jest niezwykłe wydarzenie. Podeszliśmy też wtedy do trzech żubrów, bardzo potężnych osobników. Wcześniej, w rezerwacie, spotkaliśmy podobne żubry, ale te wydawały mi się o wiele większe, dlatego powiedziałem do Adama: „Te żubry są trzy razy większe niż te w rezerwacie”, na co on odpowiedział: „Nie, one są takie same, tylko tu nie ma siatki”. Strach spowodował, że te dzikie zwierzęta wydawały mi się jeszcze bardziej niesamowite, jeszcze bardziej niebezpieczne. A one kompletnie nie zwracają uwagi na człowieka.

Bardzo ważna jest edukacja. Przede wszystkim nie wchodźmy dzikim zwierzętom w drogę. Jeśli wybieramy się gdzieś w dziki zakątek naszego kraju czy świata, dobrze jest najpierw przeczytać, czy człowiekowi w ogóle wolno przebywać na danym terenie. Jeśli tak, to jak się zachowywać. Im więcej wiemy na dany temat, korzystamy z tego, co mówią nam książki czy też naukowcy, tym lepiej. I mniej się też wtedy boimy.

CO MOŻEMY ZROBIĆ, ŻEBY CHRONIĆ ZAGROŻONE GATUNKI? CO MY SAMI, W NASZYM NAJBLIŻSZYM OTOCZENIU, MOŻEMY ROBIĆ DOBREGO DLA NATURY I NASZEJ PLANETY?

Powinniśmy powstrzymać swoją ekspansję i zacząć chronić Ziemię. Myślę, że powinniśmy przestać wzrastać, powinniśmy przestać zabierać teren zwierzętom i naturze, powinniśmy ograniczyć spożywanie mięsa, wycinkę lasów czy puszcz. Jeśli ograniczymy produkowanie śmieci, jeśli przestaniemy zatruwać atmosferę, jeśli te śmieci, które już mamy, nauczymy się recyklingować, to może powoli przestanie być tak źle.

Przede wszystkim każdy człowiek – zaczynając od siebie – może zastanowić się, czy to, co w danym momencie robi, jest uzasadnione. Na przykład, jeśli się kąpię w wannie, to czy muszę się kąpać tak często, a nie wybrać prysznic. Czy jak się golę, to czy woda musi lecieć cały czas z kranu. Jeśli kupuję coś do jedzenia, to czy zjem to wszystko, czy coś zostanie. Tak samo jest z ubraniami, z czymkolwiek. Pierwsze podstawowe pytanie to: czy na pewno jest mi to potrzebne? Jeśli jest mi potrzebne, to kupuję, ale jeśli mogę się bez tego obyć, to znaczy, że nie wyprodukuję więcej śmieci.

Powinniśmy myśleć i słuchać mądrych ludzi: ekologów, profesorów, naukowców. Ludzi, którzy od wielu lat już krzyczą, że jest bardzo źle. Że średnia temperatura na Ziemi jest za wysoka, że topnieją lodowce, że jest za wysoki poziom wody w oceanach, że zaczyna się wydostawać metan i dwutlenek węgla z wiecznej zmarzliny. A jak się go wydostanie za dużo, to po prostu nie da się żyć na Ziemi.

Miałem kiedyś przyjemność rozmawiać z profesorem Rafałem Kowalczykiem z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży, który powiedział: „Ziemia sobie poradzi, otrzepie się z ludzi jak pies czy jak wilk, strąci z siebie ten pył. Zabierze jej wiele lat, żeby się odbudować, ale się odbuduje – bez nas”. Tylko czy tak to powinno wyglądać? Uczmy się, że warto być przyzwoitym i porządnym, że warto po sobie sprzątać, że warto nie śmiecić. Po prostu dbajmy o naturę.

W filmie „Wiki i jej Sekret” podoba mi się nie tylko to, że jest pięknie zrealizowany, ale przede wszystkim, że pokazuje, że musimy żyć razem, że musimy żyć w symbiozie – ludzie i dzikie zwierzęta. Jako ludzie nie musimy sobie wszystkiego podporządkować, pozwólmy dzikim zwierzętom wieść swoje życie. I nawet Wiki, dziesięcioletnia dziewczynka, to rozumie i w piękny sposób to okazuje. Relacja wilka – dzikiego zwierzęcia i tej dziewczynki jest po prostu niezwykła, wzruszająco pokazana. Moc Wiki jest niesamowita – ona się niczego nie boi, ale nie dlatego, że jest niemądra, tylko dlatego, że ma zaufanie do swojego przyjaciela. Dorośli ludzie często muszą dokonywać dziwnych wyborów, często relatywizują, uzależniają coś od czegoś, uważają, że zwierzęta powinny nam coś dawać. A dzieci traktują tę relację po prostu partnersko. I to jest wspaniałe.

Kiedyś zapytałem pana profesora Macieja Fuszarę, specjalistę od nietoperzy: „Co nam dają nietoperze?”, odpowiedział: „Czy wszystkie zwierzęta muszą nam coś dawać? Nie muszą, prawda?”.   I to jest pięknie. Bohaterka filmu to rozumie i widać to w jej oczach. Ten film, oprócz wielkiej miłości dziecka do dzikiego zwierzęcia, pokazuje też piękną prawdę, która mówi, że jeśli wsłuchamy się w  siebie nawzajem, to rozwiążą się nawet najcięższe problemy. Warto odrzucać uprzedzenia. Stare powiedzenie mówi: nie oceniaj książki po okładce. Czasami wyraz twarzy nie wszystko mówi o duszy człowieka, natomiast z przyrodą jest tak, że rzeczywiście jeśli ktoś nie zwraca na nią uwagi, to jak wreszcie zwróci i przyjrzy się jej pięknu i potędze, czy jest w górach, czy nad morzem, czy jeśli zaobserwuje zachowanie dzikich zwierząt, które są nieskrępowane, to może w tym znaleźć odpowiedzi na wiele pytań. Może usłyszeć siebie i bardziej się zrozumieć.


Zobacz także

Nie pociągają nas mili faceci, wybieramy drani. Cztery style przywiązania

Kiedy serce nie płacze, szlocha twoje ciało. O emocjach

Jak naprawdę wygląda Christina Aguilera? Pokazała twarz bez makijażu. Uwierzycie, że ma 37 lat?