Psychologia

Rycz, mała rycz! W końcu płacz ma wiele korzyści

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
3 maja 2020
Fot. iStock
 

Możesz przez długi czas robić dobrą minę do złej gry, trzymać fason i udawać przed całym światem, że wcale nie jest ci smutno i źle, że wszystko gra, a oczy tylko ci się pocą, to przecież nie łzy. Możesz – pytanie tylko, czy to naprawdę konieczne, zdrowe i dobre dla ciebie i twoich emocji?
„Nie rycz, mała, nie rycz” śpiewał kiedyś Franek Kimono i choć piosenkę miał fajną, to racji już wcale – rycz, jeśli potrzebujesz, płacz, wypuść z siebie emocje, stres i frustrację! Twoje łzy mogą przecież przynieść ci całkiem sporo dobrego.

Oto korzyści, jakie daje nam płacz:

Łagodzi stres

Wraz z łzami opuszcza cię nadmiar trudnych emocji i stres, obniża się kortyzol – hormon stresu, a ty czujesz się o wiele lepiej. Ponadto bodźce gruczołów w naszych oczach aktywują przywspółczulny układ nerwowy, co pomaga nam się zrelaksować i poczuć pozytywną ulgę.

Polepsza twój nastrój

Zauważyłaś, że po porządnym wypłakaniu stajesz się spokojniejsza? To dlatego, że łzy ułatwiają nam regulowanie naszych emocji i uwolnienie się od negatywnych przeżyć. Jeśli hamujemy nasz płacz i ignorujemy smutek czy frustrację, może to prowadzić do narastania emocji, bólów głowy, podwyższonego ciśnienia. Dlatego płacz – na zdrowie i lepszy humor.

Zabija bakterie

Zawarty w łzach enzym – lizozym – działa jak bariera dla bakterii. W ciągu kilku minut może zabić nawet do 95 procent drobnoustrojów. Dzięki niemu nasze oczy są bezpieczniejsze i czystsze, a płacz staje się korzystny dla naszego zdrowia.

Zmniejsza ból

Nie bez powodu w chwili bólu w oczach pojawiają się nam łzy – płacz uwalnia oksytocynę i endorfiny, które skutecznie poprawiają nasz nastrój, wywołują uczucie przyjemności i dobrego samopoczucia. Taka kombinacja sprawia, że łatwiej jest nam poradzić sobie z trudnościami, a nasza tolerancja na ból zwiększa się.

Pomaga zasnąć

Oksytocyna i endorfiny wywołane płaczem poprawiają twój nastrój, czujesz się o wiele spokojniejsza. Wraz ze łzami zrzuciłaś ciężar ze swojego serca i oczyściłaś umysł, a kojące działanie łez pomaga ci w szybkim zaśnięciu i lepszym śnie.

Wzmacnia twój charakter

Poprzez płacz masz okazję, by skonfrontować się ze swoimi emocjami, zamiast ignorować to, co czujesz i ukrywać się przed prawdą. To dla ciebie szansa na lepsze samopoznanie, zdefiniowanie swoich słabości, tego, co najmocniej na ciebie wpływa. Ta wiedza będzie kolejnym elementem, który wzmocni twój charakter i pozwoli ruszyć dalej.

Pomaga w rozpaczy

Gdy w twoim życiu dzieje się coś złego, czujesz, że znajdujesz się w punkcie zwrotnym, płacz może być pierwszym krokiem ku zmianie na lepsze i rozpoczęciu działań, pierwszym etapem radzenia sobie z rozpaczą, rozczarowaniem, strachem, emocjonalnym bólem. Uwolniona od trudnych uczuć, które wypłyną wraz z łzami, spokojnie wrócisz do rzeczywistości lub zaczniesz powoli budować nową.

Może ułatwić komunikację

Nie zawsze potrafimy mówić wprost o uczuciach i wyrazić je słowami, co może utrudniać komunikację. Poprzez łzy otwarcie pokazujesz innym swoje emocje, dajesz im szansę na poznanie twoich uczuć, okazanie empatii i pomoc. Twoje łzy to komunikat, że jesteś wrażliwym człowiekiem, jest ci trudno, potrzebujesz wsparcia, pocieszenia.

Zwiększa intymność

Czy masz odwagę i śmiałość płakać w obecności partnera? Czy czujesz się swobodnie, gdy ociera twoje łzy, przytula i pociesza? Płacz może zwiększyć intymność w związku, wzmocnić poziom zaufania i siłę relacji między partnerami. Może stać się także okazją do szczerych rozmów o emocjach i wspólnego poszukiwania rozwiązań dla napotkanych problemów. Dlatego nie powstrzymuj łez – pozwól sobie na nie w chwilach, gdy najbardziej tego potrzebujesz.


Na podstawie: Thoughtcatalog


Psychologia

Najgorsze lęki wg znaków zodiaku – sprawdź, czy to prawda!

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
3 maja 2020
Fot. iStock
 

Jednych przeraża samotność, innych z kolei wizja znalezienia się w centrum uwagi. Ktoś panicznie boi się zmian, ktoś inny wręcz odwrotnie – z przerażeniem myśli o rutynie i stabilnej codzienności. Możemy mówić, że to kwestia charakteru i naszych doświadczeń, albo… spojrzeć w horoskop i sprawdzić, czy nasze najgorsze lęki to czasami nie kwestia daty urodzenia i znaku zodiaku.

BARAN (21 marca – 19 kwietnia)

Uparty i zdeterminowany Baranie, pozornie wydawać się możesz osobą twardą, beztroską, nieliczącą się ze zdaniem i opiniami innych. W rzeczywistości jednak przeraża cię myśl o tym, że swoim zachowaniem możesz odepchnąć od siebie tych, na których najbardziej ci zależy i stracić ich ze swojego życia na zawsze.

BYK (20 kwietnia – 20 maja)

Nie masz nic przeciwko zmianom, pod warunkiem, że dzieją się one powoli i nie w dużych ilościach na raz. Niezależnie, czy dotyczy to życia osobistego i rodzinnego, kariery zawodowej, czy spraw finansowych – lękiem napawa cię myśl o niestabilności, konieczności zmierzenia się z nagłą rewolucją i przebudowaniu całego życia.

BLIŹNIĘTA (21 maja – 20 czerwca)

Lubisz pokazywać innym swoją wyjątkowość, oczarowywać posiadaną wiedzą lub umiejętnościami, zaskakiwać swoim wrodzonym wdziękiem. Najgorszym scenariuszem dla ciebie jest znalezienie się w środowisku, gdzie nie będziesz mieć takiej możliwości lub wśród ludzi, na których twoje zdolności kompletnie nie zrobią wrażenia.

RAK (21 czerwca – 22 lipca)

Zakochanie to twoje naturalne środowisko – uwielbiasz motyle latające w brzuchu i ten upojny stan zauroczenia drugą osobą. Twoim największym lękiem jest perspektywa bycia odrzuconym i samotność do końca twoich dni. Już sama myśl o takiej przyszłości przyprawia cię o dreszcze!

LEW (23 lipca – 22 sierpnia)

Twoim życiowym celem jest to, by inni cię kochali i podziwiali – dzięki temu rozkwitasz, z tego czerpiesz motywację i radość. Nic więc dziwnego, że najgorszym twoim lękiem jest bycie zignorowanym, niezauważonym. Życie gdzieś na uboczu, z daleka od świateł reflektorów skierowanych prosto na ciebie, wydaje ci się przerażające – lepiej więc nie rozważaj tego scenariusza zbyt długo.

PANNA (23 sierpnia – 22 września)

Jesteś doskonale zorganizowana, uporządkowana i lubisz mieć kontrolę nad każdym aspektem swojej codzienności. Nie trudno zatem odgadnąć, że najbardziej boisz się utraty posiadanej kontroli i nastania w twoim życiu chaosu. Masz wrażenie, że bez ram, które sobie wypracowałaś, staniesz się całkowicie zagubiona i bezradna, a codzienność zamieni się w koszmar.

WAGA (24 września – 22 października)

Lojalna i oddana swoim bliskim i przyjaciołom Wago, najbardziej w świecie przeraża cię myśl o zdradzie ze strony kogoś, na kim bardzo ci zależy. I nie chodzi tu wcale o wymiar fizyczny – złamanie obietnicy, niedotrzymanie słowa, nielojalność mogą boleć równie mocno, a może nawet i bardziej. Lepiej zbyt często nie rozmyślaj na ten temat, bo niepotrzebnie napędzisz sobie stracha.

SKORPION (23 października – 21 listopada)

Na zewnątrz jesteś opanowany, spokojny i zrównoważony, w środku jednak znajduje się ogrom uczuć, wrażliwość i potrzeba miłości. I to najbardziej cię przeraża – że ktoś zbliży się do ciebie na tyle, że otworzysz się przed nim, pokażesz swoje prawdziwe oblicze, obnażysz swój słaby punkt. Pamiętaj jednak, że wrażliwość nie sprawia, że stajesz się słabszy, a uczuciowość to nic złego.

STRZELEC (22 listopada – 21 grudnia)

Uwielbiasz odkrywać, doświadczać nowych rzeczy, dowiadywać się, co świat ma ci do zaoferowania. Twoim największym lękiem jest nałożenie na ciebie ograniczeń, pozbawienie prawa do bycia sobą i realizowania własnych pragnień i potrzeb. Potrzebujesz wolności, a zbyt duża kontrola i restrykcje wywołują w tobie chęć ucieczki i przerażenie.

KOZIOROŻEC (22 grudnia – 19 stycznia)

Jesteś przyzwyczajony, Koziorożcu, do ciężkiej pracy zwieńczonej sukcesem, dlatego twoim największym lękiem jest myśl o doświadczeniu porażki, bez względu na to, jak bardzo będziesz się starać i ile wysiłku włożysz w dane działanie. Taka wizja wydaje ci się wręcz niemożliwa – pamiętaj jednak, że błąd mogą popełnić nawet najlepsi, a jedna porażka nie przekreśla twoich wysiłków.

WODNIK (20 stycznia – 18 lutego)

Lubisz iść pod prąd, być w kontrze do innych i wieść życie zgodzie z własnymi zasadami i poglądami. To, co innych przeraża – zmiany, wyzwania, niecodzienne sytuacje – dla ciebie jest niczym powietrze. Twój największy lęk to funkcjonowanie według ogólnie przyjętych norm, konwencjonalne, zwyczajne i nudne. To kompletnie nie dla ciebie i wbrew twojej naturze.

RYBY (19 lutego – 20 marca)

Twoja wrażliwość, chęć niesienia pomocy innym, empatia i życzliwość to coś, co cenią i kochają w tobie inni. Cechy te jednak sprawiają, że trudno jest ci stawić czoło osobom, które bez cienia wrażliwości, surowo krytykują twoje działania – konieczność konfrontacji z nimi to twoja największa obawa i za wszelką cenę starasz się tego uniknąć.

Na podstawie: Thoughtcatalog

Psychologia

Teraz rozumiem, jak bardzo żyłam iluzją i marzeniami, jak bardzo się oszukiwaliśmy…

Listy do redakcji
Listy do redakcji
3 maja 2020
Fot. iStock

Minął już ponad miesiąc odkąd widzieliśmy się po raz ostatni. Rozstawaliśmy się pełni żalu do zaistniałej sytuacji i w atmosferze wzajemnego oszukiwania się. Powtarzaliśmy, że to nic nie zmienia, a jedynie opóźnia nasze plany, że spotkamy się za dwa tygodnie, że jesteś ze swoją żoną z przymusu, a nie z wyboru. Siła wyższa – muszę zrozumieć. Teraz już wiem, jak bardzo żyłam iluzją i marzeniami, jak bardzo się oszukiwaliśmy…
Nie chciałeś spędzić tej izolacji ze mną – to zbyt okrutne w takiej sytuacji, uzasadniałeś, nie możesz jej tego zrobić, tak nagle zostawić samą w strachu. Dla mnie jednak nie byłeś tak wyrozumiały, opuściłeś mnie, zostawiłeś. Na początku były codzienne telefony – szeptem mówiłeś, jak bardzo tęsknisz, jakie to niesprawiedliwe, jak bardzo nie możesz doczekać się końca tej rozłąki i wyjawienia prawdy.

Wyrywałeś z codzienności kilka minut – gdy ona była w łazience lub wyskoczyła do sklepu, gdy wymknąłeś się ukradkiem do ogrodu. Czekałam, tak bardzo czekałam na dźwięk telefonu i twój głos. Rozczarowywał mnie każdy inny rozmówca, ucinałam wszystkie towarzyskie pogawędki, bo przecież nie mogłam zbyt długo zajmować linii.

Po dwóch tygodniach telefony były coraz rzadsze, mniej było w nich uczuć, więcej pośpiechu i zniecierpliwienia. „Co słychać? Jak się trzymasz?” – pytałeś, jak gdybym była zwykłą znajomą spotkaną przypadkiem na ulicy, a nie kobietą, bez której jeszcze kilka tygodni wcześniej nie wyobrażałeś sobie przyszłości.

Nie trzymałam się wcale, rozpadałam się na kawałki za każdym razem, gdy słyszałam twój głos lub gdy myślałam, co teraz robisz, czy jesteś obok niej, czy razem śmiejecie się, oglądacie nasz serial, a może coś więcej… Później coraz częściej wspominałeś jej imię, nie dzwoniłeś, wysyłałeś zdawkowe wiadomości.

W końcu wyznałeś, że coś się w tobie zmieniło, że musisz wszystko przemyśleć. Rzucałeś sformułowania typu „druga szansa”, „zauroczenie”, „chwilowy kryzys” – przyznaję, że nie słuchałam, bo czułam się jakbym dostała obuchem w głowę.

Kochanku mój, już wiem, że kwarantanna wszystko między nami zmieniła, że oznacza koniec tego, co jeszcze nie tak dawno razem wyobrażaliśmy sobie i wspólnie planowaliśmy. Nie będzie już nigdy jasnej sytuacji, bez kłamstw, oszukiwania wszystkich dookoła i ukrywania się przez współpracownikami. Nigdy nie będzie nas, razem, wspólnie.

Będąc daleko od ciebie przekonałam się, jak niewiele znaczę, jak małe miejsce w twym życiu zajmuję, choć pozwoliłeś, bym przez chwilę żyła w ułudzie i karmiła się nadzieją na więcej, na wszystko. Nie mam do ciebie żadnych praw, nie mogę wymagać niczego, nic nie zależy ode mnie. Przegrałam, teraz doskonale to widzę.

Może na to zasłużyłam, może grzechem było to, że pokochałam zajętego mężczyznę, choć – słowo daję – nie szukałam tej miłości, nie zachęcałam cię, nie zrobiłam pierwszego kroku. Uwierzyłam ci, głupio i naiwnie, dałam się nabrać jak wiele innych kobiet na świecie przede mną i pewnie wiele po mnie. Dałam się przekonać, że z twoją żoną nic cię nie łączy, że to koniec, pomyłka młodości, w której oboje tkwicie, czekając na to, kto pierwszy odważy się odejść. Uwierzyłam, że to wcale nie jest dobrze znany schemat, że to miłość – bardziej skomplikowana, ale jednak prawdziwa miłość. Za karę dotknęła mnie podwójna samotność – ta teraźniejsza, którą odczuwam każdego dnia izolacji, i ta przyszła, która jest mi pisana, gdy wrócimy do normalności.

Czy gdyby nie ta pandemia i nagła rozłąka, wciąż bylibyśmy razem? A może ten romans z góry skazany był na porażkę i jedynie chwilowe trwanie? Nie wiem, jak poukładają się nasze relacje zawodowe, czy będę mogła na ciebie spojrzeć nie czując rozdzierającego bólu. Jak ty sobie z tym poradzisz, jak sobie to wyobrażasz? A może „na wolności” spróbujesz odnowić naszą relację, wrócić do tego, co było? Z jednej strony na to właśnie liczę, z drugiej chciałbym cię wymazać z pamięci, zapomnieć i ruszyć dalej.

Mówią, że po pandemii wrócimy do innego świata – jeśli o mnie chodzi, nie mogli mieć większej racji.


Zobacz także

5 emocjonalnych ran z dzieciństwa, które wnosisz do relacji, jeśli jako dziecko nie doświadczyłaś miłości

Przyjaźni nie otrzymujemy na zawsze i czasem trzeba ją zakończyć. Rozczarowania także czegoś nas uczą

Czy można być jednocześnie inteligentnym i szczęśliwym w związku?