Psychologia Związek

Jak pułapki toksycznego myślenia niszczą miłość. Czy można zepsuć związek… głową?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 lipca 2017
Fot. iStock/EmirMemedovski
 

Czujesz, że coś jest nie tak, ale nie potrafisz określić, gdzie leży problem. Jesteś przygaszona, bezradna, bezsilna i coraz bardziej rozczarowana twoim związkiem. Dajesz się wciągać w emocjonalne potyczki, oskarżenia i szantaże. Jesteś manipulowana przez partnera, tak, że sama już gubisz się w swoich emocjach i gubisz zdrowy osąd. „Może to naprawdę wszystko moja wina?” – zaczynasz się zastanawiać, nie zdając sobie sprawy z tego, że uczestniczysz tylko w jego grze. A co, jeśli jest odwrotnie i to ty tkwisz w pułapce toksycznego myślenia, która rujnuje twój związek i niszczy twojego partnera?…

Najczęstsze typy toksycznego myślenia, które zabiją związek i niszczą miłość

„Wszystko albo nic”

Widzisz swojego partnera jakoś kogoś, kto zawsze robi coś niewłaściwego albo nigdy nie robi tego, czego od niego oczekujesz (czyli tego, co twoim zdaniem, jest słuszne). Nie ma tu mowy o akceptacji jego słabości lub „inności”. Nie ma mowy o kompromisach, bo liczysz się jedynie z własnym zdaniem i przyjmujesz tylko swoją wizję rzeczywistości.

Katastroficzne wizje

Jedno z was wyolbrzymia negatywne działania i zdarzenia dotyczące drugiego partnera, snując wizje smutnych, nieodwracalnych konsekwencji. To niezwykle dołujące i na pewno nie motywuje do pracy nad związkiem. Ba, nie motywuje nawet do tego, by spędzać w swoim towarzystwie więcej czasu, bo jest ono zwyczajnie męczące.

„Bombardowanie powinnościami”

Jeden z partnerów zakłada, że ​​drugi będzie spełniał jedną lub więcej jego potrzeb – tylko dlatego, że powinien o nich wiedzieć, lub się domyślić… („Ty powinieneś wiedzieć, jak bardzo nienawidzę mojej pracy, chociaż mówię wszystkim, jaka jest świetna”). Nie ma miejsca na pomyłki! Jest obrażanie się, „strzelanie fochem” obnoszenie się ze swoim nieszczęściem i byciem niezrozumianym.

Etykietowanie

Niesprawiedliwie przypisujesz swojemu partnerowi negatywnie wyolbrzymione cechy i lekceważysz wszystko to, co w nim pozytywne („Jesteś taki leniwy, bezmyślny, nierozsądny!”). Podkopujesz jego wiarę w siebie.

Obwinianie

Nieuczciwie i irracjonalnie, wmawiasz swojemu partnerowi, że jest winien wszelkich problemów w waszym związku i twoim życiu. Wszystko, co złe, to „jego sprawka”. Gdyby nie on, byłabyś taka szczęśliwa…

Spięcia na poziomie emocji

Emocjonalne „zwarcia” pojawiają się, gdy jeden z partnerów dochodzi do wniosku, że nikt nie da sobie rady z jego emocjami (ani z emocjami drugiej strony). („Nikt z tobą nie wytrzyma”).

Zbyt bujna wyobraźnia

W tym przypadku snujesz na temat partnera negatywne wnioski, które nie mają żadnego oparcia w rzeczywistości. To bardzo niebezpieczny schemat myślenia, który może bardzo poważnie zaszkodzić waszemu związkowi („Ostatnio jest tak rozkojarzona, na pewno ma romans”).

Podejrzewanie ukrytej motywacji

Błędnie przyjmujesz, że twój partner działa tak, a nie inaczej, ponieważ ma ku temu jakieś „podejrzane” powody. Nie chcesz pomyśleć, że przyniósł ci kwiaty dlatego, że wiedział, że sprawi ci to radość. Jesteś pewna, że „ma coś na myśli”. („Jest miły tylko dlatego, że chce wyjść z kolegami w ten weekend”).

Skazani na rozczarowanie

Dzieje się tak, gdy partnerzy skupiają się na wyidealizowanych oczekiwaniach w stosunku do swojego partnera. Skąd one się biorą? Oczywiście z doświadczeń z przeszłości, z relacji z innymi osobami. („Myśli tylko o sobie, jest taki sam jak wszyscy inni faceci, którzy nigdy nie dbali o moje potrzeby”).

Szczęśliwe pary, które nie wpadają w pułapki toksycznego myślenia, mają lepszy, bardziej realistyczny i zdrowy osąd na swój temat. To on pozwala im poprawić komunikację, rozwiązywać problemy i pozostać blisko. To tu, w twoim umyśle, leżą prawdziwe podstawy udanego związku.


 

Na podstawie: psychologytoday.com


Psychologia Związek

Biegiem po zdrowie – 8 korzyści, jakie odczujesz, gdy zaczniesz biegać

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
21 lipca 2017
fot. iStock/ lzf
 

Podobno cala Polska biega – i nie, wcale nie chodzi tutaj o pośpiech i zawrotne tempo życia, ale dobrowolną aktywność fizyczną! Bieganie stało się modne, a udział w zawodach biegowych, nawet w morderczych maratonach, typową weekendową rozrywką. I choć nie jesteśmy za ślepym podążaniem za trendami, to w tym wypadku nie mamy nic przeciwko – bo biegać warto z kilku innych względów.

Serce jak dzwon

Regularne bieganie jest dla naszego serca wspaniałym prezentem. Pod jego wpływem wzrasta objętość serca, pojemność jego jam i ścian, obniża się ciśnienie skurczowe i rozkurczowe, a także zwiększa się gęstość naczyń kapilarnych mięśnia sercowego. Ponadto obniża się poziom cholesterolu LDL (tzw. złego cholesterolu) i po pewnym czasie podwyższa się poziom cholesterolu HDL (czyli tego dobrego). Badania opublikowane w Journal of the American College of Cardiology” przekonują, że bieganie może zmniejszyć ryzyko chorób układu sercowo-naczyniowego aż o 45 procent!

Wzmocnione stawy

Słyszeliście, że od biegania można zniszczyć sobie kolana? Cóż, chyba nie warto tego słuchać, badania naukowców z Australia’s Monach University sugerują, że jest wręcz przeciwnie! Według nich bieganie może prowadzić do wzrostu chrząstki, co zapobiega zapaleniom stawów. Najważniejsze, by biegać z głową i dostosować tempo oraz dystans do własnych możliwości, a nasze stawy będą się miały całkiem dobrze!

Mocne kości

Intensywne treningi zwiększają gęstość mineralną kości, co chroni przed złamaniami i osteoporozą – takie są wnioski z przeprowadzonych badań naukowych. Z całą pewnością bieganie można zaliczyć do tego typu treningów!

Mnóstwo spalonych kalorii

Bieganie to intensywny wysiłek, przy którym możemy stracić nawet od 600 do 900 kalorii w godzinę! Najlepsze wyniki daje podobno bieganie interwałowe, czyli o zmiennym tempie (np. 1 minuta trucht, 1 minuta szybki bieg), które świetnie podkręca metabolizm i pozwala na szybkie efekty.

3

Redukcja stresu

Nic tak nie odświeża głowy i nie pozwala na oderwanie się od codzienności, jak przebieżka ze słuchawkami w uszach i ulubioną muzyką! Świetna metoda na stres i odprężenie, a potreningowe endorfiny (znowu te szczęśliwe hormony) zapewniają nam znakomity nastrój i dobry humor. Słyszeliście o euforii biegacza? Warto sprawdzić, czy to prawda! Poza tym, naukowcy z University of Georgia Department of Exercise, wykazali, że godzinny bieg jest trzy razy skuteczniejszy w walce ze stresem niż godzina odpoczynku.

Sprawny umysł

Wysiłek spowodowany bieganiem sprawia, że organizm jest lepiej dotleniony, także i nasz mózg, a ten, odpowiednio dotleniony (czyli nakarmiony tym, co lubi), pracuje znacznie sprawniej i łatwiej koncentruje się na zadaniach. Jeśli nie możesz rozwiązać jakiegoś problemu i głowisz się nad czymś, szukasz nowego pomysłu, załóż adidasy i przebiegnij się po okolicy – idee same się pojawią i uporasz się z pracą szybciej, niż siedząc przy biurku godzinami!

Profilaktyka nowotworów i innych chorób

Na podstawie obserwacji setek badań wykazano, że regularna aktywność ruchowa może obniżyć ryzyko zachorowania na niektóre nowotwory. W Finlandii naukowcy przez 17 lat poddawali badaniom 2560 mężczyzn w średnim i doszli do wniosków, że ci najbardziej aktywni byli najmniej narażeni na śmierć z powodu raka, szczególnie przewodu pokarmowego i płuc.  Dzięki aktywności spada też ryzyko pojawienia się nadciśnienia, miażdżycy, cukrzycy i otyłości – nie bez powodu powtarza się, że ruch to zdrowie!

Trening charakteru

Bieganie fantastycznie wzmacnia charakter – nie możesz się poddać, musisz wykazywać się siłą, doskonalić swoją motywację i walczyć z czającym się leniem i chęcią rezygnacji. Biegając ćwiczysz nie tylko swoje ciało, ale też wytrwałość, silną wolę, determinację i gotowość do ciężkiej pracy. Silne mięśnie i silna psychika – oto największe korzyści z biegania!

Wolicie inną formę ruchu? Nie ma sprawy – zobaczcie, jakie korzyści daje jazda na rowerze i wskakujcie na siodełko albo poznajcie zalety pływania i wybierzcie się na basen!

Na podstawie: www.womenshealth.pl    www.runners-world.pl

Zapisz


Psychologia Związek

„Mam trzydzieści lat i mieszkam z rodzicami. Śmiejesz się? Zapraszam, przedstawię ci moją perspektywę”

Magdalena Lis
Magdalena Lis
20 lipca 2017
Fot. iStock/martin-dm

Karina ma trzydzieści cztery lata. Jeszcze dziesięć lat temu przekroczenie trzydziestki jawiło jej się niczym starość. W głowie utarła sobie taką granicę – trzecią dekadę urodzin wyprawi na swoim. Pieniądze? Nie miała oszczędności, dorywczo pracowała w barach. – Nie myślałam o kasie. W grę niekoniecznie wchodziło kupno, rozważałam też wynajem. Swojego eks męża Marka poznała właśnie przy barze. – Szybki ślub, szybki rozwód. Rodzice kazali, bo córka była w drodze.

Zostań, dom jest duży

Rodzice Kariny mają duży dom. Sami zajmowali parter, młodzi urządzili się na górze. – Po dwóch latach przerwy wróciłam do pracy. Zmieniłam branżę, zostałam fryzjerką, zawsze miałam smykałkę do czesania. Mąż nie był zainteresowany rodziną, szybko się wyprowadził. Karina została. Z koleżankami z pracy swobodnie ustalała grafik, odpowiadała jej praca na popołudniową zmianę. – Tak było wygodnie. Rano ja byłam z córką, wieczorem młoda zostawała z dziadkami. Pierwsze pensje były kiepskie. Starczało na bieżące wydatki, czasem jakiś drobiazg dla małej. – Starałam się odłożyć zawsze parę groszy. Żeby było w razie’ ‘wu’, w życiu różnie się mogło zdarzyć.

Kiedy sytuacja materialna Kariny zaczęła się poprawiać, temat wyprowadzki wracał do niej niczym bumerang. – Zbliżałam się do trzydziestki, więc powinnam zabierać się za realizację planu. Najpierw bank, biuro nieruchomości, szybka kalkulacja raty kredytu. – Dużo. Te sumy przerażały.

Wygoda czyli mamo, zostaniesz z małą?

Karina doszła do wniosku, że w gruncie rzeczy dobrze jej w domu, z rodzicami. Ona robiła obiad, oni wieczorem kolację, dzielili się zakupami. Nie czuła, że żyje na ich garnuszku, bo do wszystkiego się dokładała. – Początkowo myślałam, że takie tkwienie w rodzinnym gnieździe świadczy o tym, że jestem niedojrzała. Głównym powodem dla którego Karina postanowiła zostać w domu była wygoda. – Mogłam śmiało wyskoczyć wieczorem na drinka czy do kina, bez obaw, że córką nie ma się kto zaopiekować. Mogłam spokojnie spać bez raty kredytu na głowie i kupić sobie nowe buty, bez wyrzutów sumienia. Spora suma nadal lądowała w skarbonce na tak zwaną czarną godzinę. – Były wakacje co roku, wypady do wesołego miasteczka, do zoo, kawiarnie, bajkoland. Zamiast ładować trzecią część pensji w czynsz, skupiałam się na przyjemnościach.

Grosz do grosza

Rodzice Kariny są po sześćdziesiątce. – Oboje mają niewielkie emerytury, więc w dużym stopniu to, że mieszkamy razem ratuje ich finansowo. O dom trzeba zadbać, do tego dochodzi duży ogród. Kto miałby się zająć myciem tylu okien czy koszeniem trawy? Mama Kariny często martwi się, co będzie kiedy córka zechce się wyprowadzić. – Uspokajam ich, że zostaję. Nie kłócimy się, żyjemy w zgodzie. Czasem wkurzam się na nich, kiedy chcą, żeby konsultować z nimi wszystkie decyzje, ciągle pytają gdzie, po co i z kim idę. Karina przywykła. – Dla nich wciąż jestem ukochaną małą córeczką. Mój ojciec powtarza, że mój dom jest tutaj. On nie wyobraża sobie, bym mogła mieszkać pod innym dachem.

Brak prywatności?

Od niedawna Karina ma chłopaka. To drugi poważny związek. – Wcześniej długo byłam sama, nie byłam gotowa na żadne relacje. Nowego partnera bez trudu przyprowadziła do domu. – Przedstawiłam go, posiedzieliśmy trochę razem, potem zaszyliśmy się w mojej części domu. – Czasem zostaje u mnie na noc. Rodzice nic nie mówią, mimo wieku nie są radykalni w swoich poglądach. Nigdy nie słyszałam, by byli zniesmaczeni. Prywatność? Przecież każde ma swój poziom domu. Drzwi, klatka, schody. – Przecież w bloku też ma się sąsiadów za ścianą.

Dom mieści się na obrzeżach miasta. Blisko jest przedszkole, szkoła, duży plac zabaw. – Między drzewami wisi hamak, obok stoi trampolina, mała ma tu raj na ziemi. Mam ją zabrać do ciasnego bloku? O wizytach u znajomych mówi, że ciasne mieszkania budzą w niej klaustrofobię. – Mały balkonik, wysokie trzecie piętro, strome schody. Ciągły stres, czy starczy od pierwszego do pierwszego by opłacić własne gniazdo.

Wsparcie czyli  lat nie ubywa

Karina podkreśla, że nie będzie musiała się martwić o opiekę dla rodziców, kiedy będą tego wymagali. – Całe życie dawali mi wsparcie, którego wielokrotnie potrzebowałam. Kochamy się, zapuściłam tu korzenie, o wyprowadzce już nie marzę. Dom jest zapisany na mnie, brat mieszka za granicą.

Od znajomych czasem słyszy, że się dziwią, że mimo, iż mimo, że ją stać, to siedzi ze ‘starymi’ w domu. – Ja to szanuję – podkreśla. Każdy ma prawo mieć własną wizję na życie, właściwą tylko sobie.

Piotr

Piotr w grudniu przekroczy trzydziestkę. O niczym nie marzy tak, jak o życiu na własny rachunek. Uważa, że najwyższy czas, by wyprowadzić się od rodziców. – W domu bywa różnie. Często się kłócimy, różnimy się poglądami. Oni są bardzo staroświeccy, zaczyna mi to doskwierać.

Piotra nie stać ani na zakup ani wynajem mieszkania. –Nie mam dziewczyny, musiałbym mieszkać sam, lub ze współlokatorami. Tu zaznacza, że takie rozwiązanie mija się z celem. – W końcu lepszy swój wrób niż obcy – po chwili dodaje.

Rodzina Piotra mieszka  bloku. – Rachunki dzielimy po równo. Kiedyś rodzice mówili, że nie trzeba, że mam nie dokładać, ale mimo wszystko się upierałem. Piotr ma lekką rękę. – Niby zarabiam przeciętnie, ale dużo pieniędzy wydaję na imprezy, ubrania, zloty motocyklowe . Nie potrafię oszczędzać, nie mam żadnej odłożonej kwoty. Myślałem o kredycie, ale z banku dostałem odmowę. Kolejno Piotr rozważał wynajem. – Po podsumowaniu całości musiałbym żyć w biedzie. Twierdzi, że głupio by było liczyć każdą złotówkę od pierwszego do pierwszego. – Wiem, że to kiedyś będzie musiało nastąpić, znając jednak siebie żyłbym w ciągłym stresie. Mówi, że głupio byłoby zaprosić dziewczynę tylko na spacer, bo cała gotówka szła by na wynajem czy ratę. – Do tego wiadomo jakie mamy czasy. Co w momencie gdybym stracił pracę?

(Nie)samodzielność

– Czy jestem mało samodzielny? Może. Fakt jest taki, że Piotr nie ma żadnych obowiązków domowych. Posprzątane, wyprasowane, ugotowane. – Nie zaprzątam sobie tym głowy. Przyjdzie czas, będę myślał o radzie.

Rodzice Piotra często w żartach mówią mu, co zrobią kiedy się wyprowadzi. Czasem obie strony tracą do siebie cierpliwość, kiedy pada pytanie – a kiedy się ożenisz? – Tu jest pies pogrzebany. Bo z jednej strony pięknie ładnie, z drugiej jak zbudować poważny związek mając rodziców tuż za ścianą? Póki co Piotr jest sam. – Wierzę, że druga połówka ułatwi mi decyzję o wyfrunięciu z gniazda. Nie wyobrażam sobie, żeby na tak małej powierzchni mogły żyć dwie rodziny.

Piotr mówi, że kiedyś myślał, że dorosłość zaczyna się w momencie otrzymania dowodu osobistego. – Gdyby jeszcze te oczekiwania szły w parze z możliwościami finansowymi. Nie zgadza się z zarzutami, że do życia z rodzicami zmusza go lenistwo, brak ambicji, czy wygoda. – Myślę często o zmianie pracy na taką, która pozwoliłaby mi pogodzić szereg wydatków z utrzymaniem domu. To nie jest takie proste. Póki co zderzam się z rzeczywistością, którą trudno jest zmienić.

Aniela

Aniela ma trzydzieści lat i nieustabilizowane życie prywatne i zawodowe. Całym jej światem jest mama o której mówi, że podporządkowała całe życie jej wychowaniu.

– Kiedy ojciec zmarł ona porzuciła dla mnie wszystkie swoje plany. Zmieniła pracę na taką, która sprawiła, że mogła pracować zdalnie, z domu. Aniela mówi, że jest zamknięta w kokonie. Nigdy nie miała chłopaka, nie ma koleżanek, nigdy nie była w żadnym związku. Mama wmówiła jej, że ludzie są źli, że tylko więzy krwi mogą zapewnić prawdziwą przyjaźń. – Prowadzi mnie za rękę, odkąd pamiętam. Nigdy nie podjęłam samodzielnie żadnej decyzji. Aniela czasem ma ochotę uciec. Wyjść, upić się, poznać kogoś, zaszaleć. – Moja mama mówi, że jeśli się wyprowadzę, to wpędzę ją do grobu.

Dziewczyna nie wie, jakie ma szanse na samodzielność. Z jednej strony chciała by pójść na swoje, z drugiej stoi mama. – Nie jestem w stanie na tą chwilę nic zrobić. Czasem budzę się w nocy przerażona, paraliżuje mnie strach. Mama mimo, iż jest kobietą wciąż pracującą i dynamiczną twierdzi, że beze mnie sobie w życiu nie poradzi. Wspieram ją. Tylko kto mnie wesprze kiedy to ona po latach zostawi mnie samą?

– Każdy medal ma dwie strony – mówi Aniela. Każdy boi się samotności, więc my z mamą mieszkamy razem. Kto wie, może kiedyś to się zmieni? Może kiedyś nabiorę odwagi i pójdę na całość?

 


Zobacz także

20 faktów o inteligencji społecznej. A ciebie da się lubić?

Inteligencja emocjonalna. Ile z tych 15. cech posiadasz?

To przecież nie jego wina, on po prostu „taki” jest. Nigdy nie rób sobie wyrzutów, że mogłaś pokochać „kogoś takiego”

Jak to się dzieje, że twój związek staje się toksyczny. Bo przecież na początku wszystko było w porządku…