Psychologia

Przestań! Nie trać energii na sprawy, na które nie masz wpływu. Nie marnuj szansy, bądź szczęśliwa!

Redakcja
Redakcja
3 sierpnia 2022
fot. Sarah Cervantes/Unsplash
 

Tak rzadko dbamy o siebie. I nie chodzi o dawanie sobie prezentów, o byciu dla siebie dobrym przez chwilę. Nie dbamy o siebie na co dzień, w życiu. Trzymamy się rzeczy, które ciągną nas w dół, które nas nie rozwijają. A to przecież ja – jako człowiek tu i teraz jestem ważny. Nie, to nie egoizm, to nie zamknięcie się na innych. To realne spojrzenie na rzeczywistość i dostrzeżenie siebie w całości. Moich potrzeb. I faktu, że życie jest największym darem. Dlatego dbajmy o siebie i o swoje życie. Bądźmy dla siebie dobre.

Przestań myśleć o sobie złe rzeczy

I nie chodzi o myślenie: jaka jestem beznadziejna, a o konkretne rzeczy, które sobie wyrzucasz. Że nie masz talentu do gotowania. Że trudno ci utrzymać porządek. Że się spóźniasz. Że jesteś zbyt mało zorganizowana. Że zbyt kontrolująca. Naiwna. I przez cały czas próbujesz to w sobie zmienić. Walczysz ze sobą, z cechami, które ciebie określają, czynią taką, jaką jesteś. Dlaczego sobie to robisz? Dlaczego nie pozwalasz sobie na skupienie się na tym, co w tobie dobre. Na pochwalenie siebie. Docenienie tego, kim jesteś.

Rada: Zaakceptuj swoje wady. Jeśli próbujesz w sobie coś zmienić, a ci się nie udaje – odpuść. I jeśli nikogo nie krzywdzisz tym, kim jesteś, pomyśl, że to część ciebie. Może zbyt chaotyczna, a może zbyt perfekcyjna. Ale jednak twoja. Zaakceptowanie siebie, to ogromna sztuka, która daje spokój i siłę.

Przestań skupiać się na problemach

Nie skupiaj uwagi na problemie. Nie myśl o tym, jak beznadziejną pracę masz. Jak nie możesz schudnąć. Jak w złym związku tkwisz. Jak jesteś nieszczęśliwa. Problemy są po to, by je rozwiązywać, a nie w nich tkwić. Ktoś kiedyś powiedział, że skupiamy się na problemie, bo rozwiązań nie widać. Ale to nie znaczy, że ich nie ma. Trzeba tylko podjąć odrobinę wysiłku, by je dostrzec. Często rozwiązania są w nas samych, kiedy pozwolimy sobie na wyjście z problemów. Kiedy zrobimy jeden, ale bardzo stanowczy i pewny krok, by znaleźć rozwiązanie – zobaczymy je.

Rada: Nie użalaj się nad sobą, nad tym gdzie jesteś, co cię przytłacza. Nie mów: „Mam problem”, tylko: „Szukam rozwiązania” i szukaj go, na różne sposoby, jakie tylko przyjdą ci do głowy. Ale szukaj naprawdę, a nie powtarzaj, że tylko spróbujesz.

Przestań tracić energię na rzeczy, na które nie masz wpływu

Na kolejkę w sklepie i na to, że kolejna kasa nie jest otwarta. Na korki w mieście. Na spóźniony pociąg. Na to, że zabrakło twojego ulubionego pieczywa. Że jest ślisko. Że mróz. I że zima. Po co tracić czas na zajmowanie się tym, na co kompletnie nie mamy wpływu. Szkoda energii. Bo to, że się wściekamy, przeklinamy pod nosem i przez pół dnia chodzimy rozdrażnieni sytuacją, która nie jest od nas zależna – nic nie zmieni. Zupełnie nic. Oprócz tego, że wyssie z nas energię, wprawi w podły nastrój.

Rada: Gdy zaczynasz denerwować się czymś, na co nie masz wpływu, odwróć swoją uwagę, skup myśli na czymś przyjemnym. W samochodzie włącz ulubioną płytę, w sklepie zadzwoń do dawno niesłyszanej przyjaciółki. A zimą wyciągnij sanki, idź na spacer w mroźny wieczór.

Przestań narzekać na to, czego nie masz

Na to, że nie masz większego domu, lepszego samochodu. Że nie pojedziesz na wczasy do Dubaju. Dlaczego narzekasz? Dlaczego koniecznie szukasz powodów, by umniejszać to, co już masz, co osiągnęłaś. Narzekanie nic nie zmieni. Nie prowadzi do żadnych konstruktywnych rozwiązań. Wręcz przeciwnie sprawia, że tkwisz w zniechęceniu, w rozżaleniu, skupiasz się na tym, czego nie masz, zamiast dążyć do tego, by to osiągnąć.

Rada: Doceń to co masz, rozejrzyj się wokół, to wszystko co osiągnęłaś masz dzięki swojej pracy, swojemu wysiłkowi. Doceń to. To wcale nie jest mało. Pomyśl, ile starań, siły musiała włożyć, by to osiągnąć.

Przestań stawiać sobie wysokie cele

Dlaczego poprzeczka wymagań wobec ciebie samej wisi tak wysoko? Frustruje cię, że nie możesz osiągnąć wyznaczonego celu? Że nie możesz schudnąć od razu 10 kilogramów, że nie ćwiczysz pięć razy w tygodniu, że nie przeczytałaś trzech książek w miesiącu. Że za mało spędzasz czasu z dziećmi. Zbyt mało z siebie dajesz? Halo – nie tędy droga. Dlaczego jesteś dla siebie tam wymagająca? A gdyby tak odpuścić trochę, rozłożyć cel w czasie, dochodzić do niego małymi krokami? Jego osiągnięcie będzie równie wartościowe, a przede wszystkim możliwe dla ciebie.

Rada: Skup się na małych celach. Dąż do zmian, ale bardzo małymi krokami. Doceniaj każde osiągnięcie, choćby to najmniejsze. I nagradzaj się za nie. Pamiętaj każdy twój wysiłek jest warty uznania dla siebie w twoich oczach.

Przestań rozpamiętywać przeszłość

Nie myśl o tym, co było. Bo to już minęło. Niech zostaną wspomnienia, jeśli warte są zapamiętania. Ale przestań oglądać się za siebie. Rozpamiętywać, analizować, co się wydarzyło. Myśleć, co mogłaś zrobić, co pomyśleć, powiedzieć, jak się zachować. Tam już nic nie zmienisz. Możesz tylko wyciągnąć wniosku z tego, co się wydarzyło. Uczyć się na własnych błędach, dążyć do tego, by nie powtarzać tego, co było.

Rada: Patrz przed siebie. Skupiaj się na tym, co spotka cię za chwilę. Tylko tak twoje życie nabierze radości i wartości. Ciesz się na to, co nowe, a nie skupiaj się na tym, co stare. Po co? Żeby podręczyć samą siebie? Bo chyba tylko do tego do służy.

Przestań myśleć, że już nic dobrego cię nie czeka

Bo to kompletna bzdura. Wszystko co na ciebie czeka zależy tylko od ciebie. Od twojej otwartości, chęci do zmian, odwagi w patrzeniu w przyszłość. Nie zakleszczaj się. Szukaj bodźców, które pomogą ci się rozwijać. Wyjdź z kokonu, w którym jesteś. Jeśli myślisz, że już nic przed tobą, rozejrzyj się wokół szeroko otwartymi oczami. Próbuj nowych rzeczy, choćby najbardziej zdawałoby się banalnych. Idź na spacer, do kina. Pomaluj paznokcie na inny kolor niż dotychczas, zmień fryzurę. To już jest zmiana, która za chwilę może ci przynieść coś dobrego.

Rada: Posłuchaj siebie. Pomyśl: „Czego ja chcę. Gdzie chcę być za pół roku, za rok?”. Wypisz swoje potrzeby, a później pomyśl, jak je zaspokoić. Oswój strach przed zmianami. Pamiętaj: jeśli się czegoś boisz, to znaczy, że ci zależy, a to już bardzo ważny sygnał. Tylko od ciebie zależy, co z nim zrobisz.

 


Psychologia

To plemniki zdecydują, czy dziecko będzie odporne psychicznie. Apel do przyszłych ojców!

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
3 sierpnia 2022
Co różni wiecznego chłopca od mężczyzny? 9 cech dojrzałego faceta
Fot.Splitshire / Daniel Nanescu / CC0 Public Domain
 

Badania nad marihuaną już dawno wykazały, że kobiety, które popalały ją w ciąży, rodziły niemowlęta z niedowagą, a potem te dzieci miały problemy z agresją, koncentracją i pamięcią. A co powoduje palenie marihuany przez przyszłych tatusiów? Coraz więcej nowych badań sugeruje, że THC „konsumowane” przez ojca również znacząco wpływa na zdrowie psychiczne i fizyczne dziecka. I nie chodzi tu o bierne palenie! Wszystkiemu winne wasze uszkodzone plemniki.

Jak THC wpływa na plemniki i erekcję?

Według publikacji z „Cureus” z 2021 roku, jeśli mężczyzna pali marihuanę więcej niż raz w tygodniu, może to wpływać na wielkość, kształt i funkcję jego plemników, a także na poziom testosteronu. Choć marihuana zwiększa odczucie przyjemności podczas seksu, to stosowana w nadmiarze, przyczynia się do zaburzeń erekcji. Warto też podkreślić, że THC  ” toczy” zmiany w organizmie ojca stopniowo, z roku na rok „upośledzając” jego plemniki. Nie wystarczy więc przestać palić w momencie poczęcia.

Co dzieje się z płodem taty palacza?

Główny autor badania toksykologicznego z 2020 roku, przeprowadzonego przez Duke University Medical Center, dr Theodore Slotkin odkrył, że szczury, którym codziennie wstrzykiwano THC, miały nie tylko gorszą jakość nasienia i ekspresję genów, ale… to wszystko wpływało też na niekorzystny rozwój łożyska. Od dawna wiadomo, że jest to organ powstały podczas ciąży, który dostarcza rosnącym płodom składniki odżywcze i tlen oraz usuwa „odpady” z ich krwi. Co ciekawe, w składzie tego organu dominują jednak geny ojcowskie (wprowadzone przez plemniki). Nic dziwnego, że upośledzony rozwój łożyska – upośledza też rozwój i żywotność płodu. W rezultacie potomstwo takich myszy rodzi się przedwcześnie.

Jak marihuana taty niszczy dziecko?

Badanie sprzed czterech lat, opublikowane w czasopiśmie „Schizophrenia Research”, wykazało, że spożywanie marihuany przez ojca podczas ciąży jego partnerki zwiększało prawdopodobieństwo wystąpienia objawów psychotycznych u ich dziecka. Tu pewnie chodzi o bierne palenie matki, która dostarczała THC płodowi w wyniku wspólnego krążenia krwi.

Jednak bardziej niepokojące są wspomniane już badania z 2020 roku, w którym stwierdzono, że potomstwo samców szczurów, którym codziennie przez miesiąc wstrzykiwano THC, miało znaczące nieprawidłowości rozwojowe mózgu, przypominające te obserwowane u dzieci kobiety narażonej na działanie toksycznych chemikaliów w macicy, takich jak neurotoksyczne pestycydy. Potomstwo tych szczurów wykazało w przyszłości zaburzoną aktywność w tzw. szlakach dopaminy, co potencjalnie (w odniesieniu do ludzi) wpływa negatywnie na podatność na uzależnienia.

Na koniec

Wszystko wskazuje na to, że regularne palenie trawki, wpływa na płodność faceta i zdrowie jego przyszłych dzieci. Chociaż okazjonalne przygody z konopiami mogą nie mieć konsekwencji, przyszli ojcowie powinni pamiętać, że używanie marihuany, zwłaszcza w kilkunastu miesiącach przed poczęciem, wpływa na przekazywanie ich genów i jakość plemników, które z kolei „budują” łożysko u mamy. Dlatego warto, by oboje rodzice zadbali o swoje zdrowie przed poczęciem malucha. Abstynencja dla taty nie jest już tylko wskazana. To obowiązek, by dać dziecku jak najlepsze warunki do rozwoju.

Zobacz także: 5 sygnałów, że to już nie miłość, a nałóg. Jak rozpoznać uzależnienie od partnera?


Psychologia

„Naprawdę chcesz się kłócić w sobotę?” pyta i ucieka w milczenie. Nawet seksu nie pragnie

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
2 sierpnia 2022
10 rzeczy, które rozumiemy dopiero po rozwodzie, a szkoda…
Fot. iStock/PeopleImages

„Dlaczego on nie chce ze mną rozmawiać? Dlaczego dąsa się, naciąga tylko kołdrę na głowę i milczy? Mogę do niego mówić, a on nic. Cisza. Mam tego ku…a dość. Krzyczę. Wtedy on wychodzi z domu i trzaska drzwiami”. Ileż kobiet opowiada podobne historie. Chcesz wiedzieć, dlaczego faceci wybierają bierność. Milczenie? Święty spokój zamiast normalnej rozmowy o uczuciach i potrzebach?

Perspektywa żony:

„Ostatnie nasze rodzinne wakacje to było po prostu koszmar. Rządził nimi nasz syn: dziesięcioletni Łukasz. Kiedy chcieliśmy iść na plażę, syn kładł się do łóżka i krzyczał: „Nieeee!”. Kiedy już udawało nam się go wyciągnąć na spacer, siadł na pierwszej ławce i płakał, że chce wracać, bo jest zmęczony. Kiedy był młodszy, ktoś brał go w takiej sytuacji na barana, teraz już się tak nie da. Najgorsze, że mój mąż nie chce pomóc mi dogadać się z dzieckiem. Ucieka od stawiania granic i na wiele synowi pozwala. Kiedy proszę, by z nim jakoś porozmawiał i zmotywował go do poderwania się z łóżka, on mówi, że nie chce awantur i woli z synem zostać w domku campingowym.  Kiedy wieczorem próbuję wrócić do tematu i powiedzieć partnerowi, że musimy trzymać jeden front, być konsekwentni, nie odpuszczać, bo Łukaszek wyrośnie na tyrana lub narcyza, mąż nasuwa na siebie kołdrę i mówi: Jest sobota, są wakacje! Naprawdę chcesz się kłócić? Naprawdę musimy o tym teraz rozmawiać? Wkłada słuchawki do uszu i odpala coś na Netflixie i tyle jest z nim porozumienia. A seksu nici”.

Perspektywa męża:

„Moja żona nie daje mi odpocząć nawet podczas wakacji. Ciągle chce wałkować różne sprawy dotyczące dzieci, ona jest strasznie lękowa. Przeraża ją każdy drobiazg wychowawczy. Już nie wiem, jak mam jej tłumaczyć, że z naszym synem wszystko jest w porządku. Uważam, że to dobrze, że czasem się przeciwstawia. Tak go wychowałem, że w przyszłości nie da się „pożreć korporacji”. Jak nie będzie miał ochoty pracować po godzinach, to powie wyraźnie „Nie!”. Prawda, że Łukaszek czasem bywa niesforny i nie sposób do niego dotrzeć. Ale co jak mam wtedy robić? Bić go na kwaśne jabłko?! Przecież tak nie wolno! Kiedy syn nie chce wstać z łóżka, często próbowałem brać go pod pachy i stawiać na ziemi, ale to nie pomaga. Kiedy żona znowu chce, bym z nim poszedł porozmawiać, boję się, że dojdzie w końcu między nami do bójki. A tego wolałbym uniknąć. Nie wierzę też, że pomoże nam rozwiązać ten problem psycholog. Nie wierzę, że powie mi cokolwiek, na co sam nie wpadłem”.

Dlaczego oni nie chcą rozmawiać z kobietami?

1. Wstydzą się, że nie dają rady

Mężczyźni szczególnie niechętnie mówią o swoich potrzebach i pragnieniach w relacjach z kobietami, ponieważ zostali wychowani tak, aby być samowystarczalni. Wstydzą się, że potrzebują czegokolwiek od kogokolwiek.

2. Martwią się, że konfrontacja wszystko pogorszy

Wielu panów tak naprawdę nigdy nie rozmawia ze swoimi kobitami o tym, co faktycznie ich drażni, ponieważ spodziewają się silnego wybuchu partnerek. Tak naprawdę nie wierzą, że ich męska perspektywa mogłaby uleczyć relację. Wolą więc ściemniać, bo wydaje im się, że wyjawienie powodów frustracji tylko pogorszy sprawę. Co ciekawe, im bardziej kobiety naciskają na rozmowę, tym faceci bardziej się wycofują i zamykają w sobie. Często dopiero terapeutom podczas sesji indywidualnych mówią, o co im chodzi naprawdę. Ale ze szczerym zdziwieniem reagują na sugestię psychologa, że warto z kobietą na ten temat w ogóle porozmawiać.

3. Boją się, że eskalują ich silne emocje

Faceci są świadomi tego, że drzemią w nich „zakorkowane” pokłady agresji, których w żaden sposób mogą wyładować na żonie i dzieciach. Obawiają się jednak, że w którymś momencie awantury nie uda im się powstrzymać impulsów i dojdzie do sytuacji krytycznej. Dlatego na wszelki wypadek unikają jak ognia rozmów, które mogą być dla nich niekomfortowe.

4. Panikują, że zostaną porzuceni

Żaden facet do tego się nie przyzna. Ten lęk staje się bardziej widoczny dopiero wtedy, kiedy przyjrzymy się długości stosowania przez nich uników tylko po to, by nie mieć konfrontacji. To może trwać całe dekady. Faceci dość uważnie monitorują stan emocjonalny swoich partnerek, wyszukując oznaki potencjalnego konfliktu, a dowody dezaprobaty interpretują jako bezpośrednią krytykę i osobistą porażkę. Dlatego unikać dolewania oliwy do ognia. Martwią się, że niezadowolenie kobiety zwiastuje rychłą decyzję porzucenia.

5. Naprawdę obawiają się gniewu kobiet

Faceci mają swoją mantrę z dzieciństwa, która brzmi mniej więcej tak: „Jeśli mama nie jest szczęśliwa, nikt w domu nie jest szczęśliwy”. Jako dorośli zastępują ją nieco innym tekstem: „Szczęśliwa żona, szczęśliwe życie”. Dlatego tak często mężczyźni przekazują sobie poradę, że warto zgadzać się z babą we wszelkich drobnych domowych sprawach. Nie ma sensu kruszyć kopii o kolor kanapy ani o to, dokąd pójdziecie na lody. W takim męskim przekazie „zaszyta” jest informacja, że mądry partner (czytaj: szukający spokoju) w drobnych sprawach pozwala decydować kobiecie. To nie ujmuje mu żaden sposób, ponieważ w tych WAŻNYCH sprawach, samiec nadal nie daje sobie w kaszę dmuchać.

6. Z czasem są już zawstydzeni kłótniami

Zwłaszcza takimi, które nigdy nie doprowadzi ją do pozytywnych zmian. Wtedy po prostu… przestają próbować i niejako udają się na wewnętrzną emigrację. Mówisz do niego – nie słucha. Prosisz o coś – nie dostajesz. Tacy faceci żyją obok swoich kobiet. Boją się odejść, ale stają się głusi na to, co mówią do nich partnerki. Skupiają się na swojej marnej egzystencji. Nie chcą miłości, seksu, czułości. Chcą tylko świętego spokoju.

 


Zobacz także

Nie przegap okazji! SENS życia

Jak uprościć sobie życie i wreszcie odetchnąć? Minimalistka na ratunek Bridget Jones

Waniliowy seks

Jesteśmy niedopasowani. On woli rano, ja wieczorem. On chce szybko, ja powoli. Czy mamy szanse „zgrać się” w łóżku?