Psychologia

Mogłam być tym samym, co oni, ale uratowałam się, odeszłam, sama. Wszystko, czym dziś jestem, zawdzięczam sobie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
8 lutego 2017
Zrobiło mi się niedobrze słysząc, że rozwód to najlepsza rzecz, jaka mogła mi się przydarzyć
Fot. Pexels / Splitshire / CC0 Public Domain
 

Jeśli ktoś dziś mi mówi, że nie osiągnął w życiu wiele, bo miał trudne dzieciństwo, uśmiecham się w duszy i myślę: „Co takiego możesz mi powiedzieć, czym byś mnie zaskoczył?.” Przeszłam chyba najgorszy koszmar, jaki dziecko może sobie wyobrazić, a jednak wyrwałam się z tego, bez pomocy bliskich osób. Kiedy zmarła moja babcia, nie miałam już innej rodziny, poza matką alkoholiczą i ojcem, co kilka miesięcy wracającym za kratki za rozboje i włamania. Mogłam być tym samym, co oni. A jednak. Ja, zwykła dziewczyna z praskiej kamienicy, osiągnęłam prawie wszystko, o czym marzyłam. „Prawie” bo ciągle jeszcze nie potrafię wybaczyć moim rodzicom. Ale przyjdzie dzień, że i do tego dojdę. Jak zawsze, małymi krokami.

Urodziłam się, bo tak się mojej mamie przydarzyło. Byłam trzecia, mam jeszcze starszego brata i o 6 lat starszą siostrę. Brat ma 34 lata i jest na dnie, bez mieszkania, pracy, wykształcenia. Bez przyszłości i chęci, żeby jeszcze spróbować wygrać to źle zaczęte życie. Nie ma nic swojego, żyje z renty matki, czasem dorabia w jakiś dziwnych miejscach. Zupełnie tak, jak ojciec.

Siostra wyjechała do Niemiec. Podobno sprząta w bogatszych polskich domach, bo nie chce nauczyć się języka. Wiem, że mieszka z facetem, że ma dwójkę dzieci. Nie kontaktujemy się ze sobą. Ona uważa, że zadzieram nosa, że nie będę się chciała z nią zadawać. Ale to nie jest prawda. Ja tylko nie wiem, co jej powiedzieć, jak wyciągnąć do niej rękę. I czy by tego chciała. Kiedy uciekła z domu, miałam 10 lat. Poczułam, że mnie zostawiła, opuściła. I nie mam do niej żalu o to, że stamtąd odeszła. Ale jakoś tak czuję się winna, że nie chciała po mnie wrócić.

Z resztą, ja zawsze byłam inna, odstawałam. Nie umiałam dogadać się z rodzeństwem, z dziećmi sąsiadów. Nie biegałam, jak moje rodzeństwo i inne dzieciaki, po podwórku. Kiedy chodziłam do przedszkola, mama się jeszcze jakoś trzymała. W domu był obiad, kąpiel. Wszystko zaczęło się sypać, kiedy poszłam do pierwszej klasy. Mama piła już wtedy co wieczór, tata praktycznie zniknął. Siedzieliśmy we trójkę, ja, brat i siostra, na łóżku i słuchaliśmy jak otwiera kolejne puszki z piwem. Kiedy byłam głodna, bałam się wyjść do kuchni po kromkę chleba, żeby jej nie zobaczyć. Pijana, była dla mnie kimś kompletnie obcym, przerażającym potworem, chociaż nie nigdy nas nie biła. Teraz gdy o tym myślę, zastanawiam się co by było, gdy by któreś z nas w nocy zachorowało. Nie było mamy, która mogłaby się nami zająć. Była tylko ona, ta „obca”.

Rano, odprowadzała mnie skacowana do szkoły. Wstydziłam się jej. Wstydziłam się jej zapachu, tłustych włosów. Całowała mnie szybko, uśmiechała się przepraszająco i biegła do pracy. Po południu, ze szkolnej świetlicy odbierała mnie siostra. Brat i siostra chodzili do innej szkoły, już wtedy zaczęli opuszczać się w nauce. Potem zupełnie odpuścili szkołę. Ewa przed wyjazdem za granicę próbowała jeszcze skończyć technikum gastronomiczne, ale zabrakło jej silnej woli. Adam skończył na podstawówce. Szybko się od siebie oddaliliśmy.

W naszym pokoiku za kuchnią, stał mały stolik. Zrobiłam sobie z niego biurko. Kiedy wracałam ze szkoły do domu, siadałam przy tym biurku i przeglądałam czytanki, zeszyty, temperowałam ołówek… Przed sama kolacją wracała mama. W plastikowej torbie niosła bochenek chleba, margarynę, kilka plastrów żółtego sera, czasem kiełbasę krakowską, albo pasztetową, i swoje puszki. Robiła nam kanapki, codziennie kanapki. Myliśmy zęby i kładliśmy się do łóżka. I tak mijał mi cały tydzień. W każdą sobotę mama, odprowadzała mnie do babci. Czekałam na ten dzień. Tam były książki, czysta pościel, prawdziwe bułki z piekarni. I babcia, która, choć nie była specjalnie wylewna, dawała mi choć trochę swojej uwagi. Z całej naszej trójki, tolerowała tylko mnie. Nigdy nie odwiedziła nas w domu, mówiła, że jej noga nie powstanie w melinie.

Potem babcia zmarła na zawał, mieszkanie po niej odebrano nam za długi ojca, ale książki dostałam ja. I kolorowe flamastry, szkicowniki, które kupowała mi babcia zawsze tego dnia, kiedy przychodził do niej listonosz, z emeryturą. Myślę, że te szkicowniki to był jakiś dowód jej uczucia dla mnie. Po babci odziedziczyłam też magnetofon, na którym, kiedy byłam starsza, odtwarzałam pożyczone od koleżanek kasety do nauki angielskiego. Zaczęłam żyć we własnym świecie, a moim jedynym celem stało się: uciec, wyrwać się stamtąd, zostawić to życie. Więc uczyłam się, najlepiej i najpilniej jak mogłam.

Kiedy miałam 16 lat, zostałam z mamą sama. Siostra miała już własne życie, brat wyjechał i przez jakiś czas nie dawał o sobie znać. Mama staczała się dzień po dniu, coraz niżej, coraz boleśniej. Na wywiadówki do szkoły już nie chodziła. Moje wychowawczynie w liceum, zawsze mówiły, że to dziwne, bo przecież zawsze miło rodzicom słyszeć pochwały. Wpisywały mi więc wszystkie informacje do dzienniczka, a ona podpisywała je pochyłym, nieładnym pismem. Pracowała, cały czas pracowała jako sprzątaczka, ale większość tego, co zarobiła przepijała.

Potrzebowałam pieniędzy na książki, zaczęłam udzielać korepetycji. Najpierw dzieciom z podstawówki, potem znajomym z liceum. Z czasem starczało nawet na porządne zakupy na obiad. W wakacje pracowałam gdzie się dało, w piekarni, w kwiaciarni, na stacji benzynowej.

Maturę zdałam jako jedna z trzech najlepszych osób w szkole. Egzamin na studia zaliczyłam z bardzo dobrym wynikiem. Wybrałam prawo, bo wydawało mi się nieosiągalne. Na pierwszym roku wyprowadziłam się z domu. Wynajęłam maleńką kawalerkę, bo znalazłam pracę – pierwszą, prawdziwą, w młodej kancelarii.

To wtedy wyprowadziłam się, i wtedy widziałam mamę ostatni raz. Choć pijana, zrozumiała, że odchodzę. Pogłaskała mnie po ramieniu, a potem wypchnęła za dzrwi.

Czy próbowałam jej pomóc? Odkąd skończyłam 10 lat,  walczyłam o nią wiele razy. Najpierw, jak niepoprawne żony alkoholików, wylewałam alkohol do zlewu. Potem płakałam, krzyczałam, że się zabiję, jeśli tego nie rzuci. Na końcu przyszła znieczulica.

Zapomnieć? Nigdy nie zapomnę. Dziś jestem po 30-tce, mam świetną pracę, samochód, mieszkanie. Ale strach nie minął. Bywają noce, kiedy kładę się do łóżka, przykrywam miękką, pachnącą pościelą i wtedy przychodzą do mnie te obrazy, jej twarz, trochę szalona, trochę straszna. Śmierdząca potem, piwem.

Myślę, że jestem bardzo silną kobietą. Ale wiem, że jestem też słaba. Dlatego nie wracam w okolice, w których dorastałam.

Moja mama ma 63 lata. Jest wyniszczonym, nieszczęśliwym człowiekiem. Patrzę na jedyne jej zdjęcie, jakie mam i myślę, że przecież  mogła być tym kim ja. A ja mogłam być tym, kim ona. Ale uchroniłam się przed tym, sama. Jestem z siebie bardzo dumna.


Psychologia

Nie chcesz się nudzić w czasie wakacji? Wybierz jeden kierunek – Chorwacja

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
8 lutego 2017
Mat. prasowe
 

To nieprawda, że jedyną atrakcją turystyczną w Chorwacji są kamieniste plaże. Przecież gdyby tak było, co roku nie jeździłyby tam tysiące turystów, znajomi nie pakowaliby po raz kolejny auta jadąc do Chorwacji tylko po to, żeby kolejny rok z rzędu na ciepłych kamieniach poleżeć.Chorwacja to kraj tak zróżnicowany, tak ciekawy, że jednego urlopu nie starczy, bo poznać jej wszystkie atrakcje, obejrzeć najpiękniejsze miejsca. To jedno, a drugie – każdy tu znajdzie coś dla siebie. Nawet ja – która leżeć na plaży nie przepada i wolę aktywny wypoczynek znalazłam przepiękne szlaki w chorwackich górach z widokami takimi, że aż dech zapiera.

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Jednym z głównych regionów, które turystycznie warto odwiedzić to z pewnością półwysep w kształcie serca, czyli malownicza Istria położna na północy kraju, którą charakteryzuje klimat śródziemnomorski, zielone lasy, turkusowa woda i cudowne widoki z klifów. Tu najchętniej udająsię turyści z Polski, gdyż jest to dla nas najbliżej położona kraina Chorwacji.

Ale przecież na Istrii nie można się zatrzymać. Jeśli pokochaliśmy Chorwację to warto do niej wracać, żeby zobaczyć Jeziora Plitvickie znajdujące się w Środkowej Chorwacji,  wokół których utworzono, wpisany na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, Park Narodowy. To miejsce jest jednym z tych, które trzeba zobaczyć.

Oczywiście nie możemy zapominać o położonej na południu Dalmacji z przepięknym, pełnym zabytków, ale dotkniętym tragedią wojny Dubrowniku. Ale nie tylko Dubrownik warto odwiedzić, Dalmacja to także Makraska, Split, to wiele małych miasteczek wciśniętych miedzy góry, gdzie warto zajrzeć, poczuć klimat chorwackiego życia, poznać mieszkańców, ich zwyczaje i tradycje. Bo przecież atrakcyjny dla nas kraj poznajemy nie z hotelowego tarasu, ale poprzez kontakt z ludźmi, którzy tam mieszkają.

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Dzisiaj Chorwacja jest doskonale rozwiniętym turystycznie krajem, co wcale nie znaczy, że musimy zamykać się w hotelowych ścianach. Wręcz przeciwnie – w każdym z regionów, w tym także na przepięknych i wyjątkowych chorwackich wyspach, znajdziemy domy i apartamenty, które pozwolą nam poznać prawdziwie Chorwację. Przecież nic tak nie zbliża, nic nie daje nam takiej lekcji kultury i historii, jak spotkania z mieszkańcami, jak zakupy w lokalnym sklepie, smakowanie dań w knajpkach pełnych Chorwatów, a nie turystów.

Tak zwiedzać ten kraj, to prawdziwa przygoda, ale też dzisiaj już żadna trudność. Wystarczy sięgnąć do oferty firmy NOVASOL, wybrać region Chorwacji, który w tym roku nas interesuje i znaleźć miejsce na wymarzone wakacje. Czy chcesz spędzić urlop w turystycznych przepięknych miejscowościach jak Makarska, Split, czy Dubrownik, a może w mniej oczywistych miejscach Chorwacji? Dalej od turystycznego zgiełku? Z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie – od funkcjonalnych apartamentów po wille z basenami. Wystarczy zajrzeć, zarezerwować, a potem już tylko planować, jaką Chorwację będziemy chcieli poznać w tym roku.

shutterstock_53417659_croatia_rab_night


Artykuł powstał we współpracy z marką Novasol


Psychologia

5 rzeczy do pielęgnacji dziecka, o których myślisz, że są niepotrzebne. I bardzo się mylisz

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
8 lutego 2017
Fot iStock / evgenyatamanenko

Niektórzy uważają je za gadżety, inni za produkty tzw. „pierwszej potrzeby” – a my w pełni się z tym zgadzamy. Pewnie, że można inaczej, przynajmniej w niektórych przypadkach. Pewnie, że można do wszystkiego dojść metodą prób i błędów, ale po co? 

Specjalnie dla was, mały przegląd rzeczy z zakresu pielęgnacji, które przy dziecku się bardzo przydają. I zazwyczaj, prędzej czy później, dochodzimy do wniosku: „dlaczego nikt mi tego nie powiedział?!”.

Aspirator do nosa

Jeszcze niedawno uchodził za urządzenie cudaczne, dziś oswojony i wielbiony. Wciąż jednak od czasu do czasu, ktoś pyta: a dlaczego nie gruszka?

Zdecydowanie (a podpieram się dwukrotną praktyką własną i opiniami, które miałam okazję zbierać jeszcze jako studentka położnictwa na oddziałach, od innych mam) aspirator – choć służy do tego samego, co gruszka, wygrywa już na starcie. To trochę jakby porównywać hulajnogę do skutera… może i jest tańsza, ale na zakupy czy wakacje nią nie pojedziesz… 😉

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Aspirator jest wygodniejszy i dla mamy i dla dziecka – umówmy się, nikt nie ma ochoty na 15-minutowe grzebanie w nosie. Lepiej zminimalizować ten proces, to jednego i skutecznego podejścia.

A jak wygląda porównanie, gdy postawimy na sprawy przyziemne?

aspiratorkontragruszka

Cena? W Rossmannie kupicie Aspirator no nosa dla dzieci za 19.99 zł (klik).

Woda morska do noska

A dlaczego nie o wiele tańsza sól fizjologiczna? Bo prędzej czy później zdarzy się katar. Dopóki używacie soli fizjologicznej, tak w ramach postawienia sobie piątki za kompleksową pielęgnację – w zupełności wystarcza, ale gdy zaczyna się chorowanie, katar i zatkany nos – pora zmienić podejście. Przede wszystkim w praktyce wygrywa sposób aplikacji. Atomizer z wodą morską, sprawia, że płyn dociera głębiej, ułatwia usunięcie wydzieliny, nawilża śluzówkę.

Owszem można, czekać aż błądząca kropla soli dotrze tam, gdzie powinna – tylko, po co? Babycap® spray woda morska do nosa, to koszt około 10-12 złotych. Chyba nie trzeba się dłużej zastanawiać.

Płyn do higieny intymnej

Uuuuu. Tu zapewne niektórzy przecierają oczy ze zdumienia. Jak to płyn do higieny intymnej, dla dziecka? A czymże się różnią nasze intymne potrzeby pielęgnacyjne – dziecko ich nie posiada? Bywa tak, że lata nie musimy sobie zaprzątać tym głowy, jeśli dziecko nie reaguje podrażnieniami na zwykłe produkty do kąpieli. A jeśli jest inaczej, zaczynają się schody. Sprawdzamy, próbujemy, kupujemy kolejne marki – a podrażnienia, zaczerwienia – jak były, tak są.

Więc warto pamiętać o tym, że również dzieci (nie tylko dziewczynki) wymagają pielęgnacji intymnej. I są specjalne preparaty dla maluchów. W tym momencie pojawią się zazwyczaj słuszne dylematy z pielęgnacją chłopców – bo o ile dla dziewczynek, „coś” w sklepie znaleźć można, to dla chłopców… (łatwo zaobserwować tę tendencję również w przypadku produktów dla dorosłych, porównajcie sobie półki w drogerii, z kosmetykami do higieny intymnej dla kobiet i dla mężczyzn).

Ale są i preparaty do higieny intymnej dla chłopców. Babycap® – płyn do higieny intymnej, ma w swojej ofercie dwa produkty dostosowane do wieku i płci, o odpowiednim pH.

Produkty przeznaczone są dla dzieci od 2 roku życia.

 babycap-intymna-main-300x247  babycap-intymna-main-c-300x247
 Babycap® płyn do higieny intymnej Dziewczynka Babycap® płyn do higieny intymnej Chłopiec
Higiena i ochrona delikatnej skóry okolic intymnych o odpowiednim do wieku i płci pH

  • OCHRONA- Allantoina i rumianek wspomaga działanie przeciwzapalne
  • REGENERACJA- D-pantenol nawilża śluzówkę regenerując podrażniony naskórek.
  • Delikatna formuła myjąca do codziennego stosowania
Higiena i ochrona delikatnej i wrażliwej skóry okolic intymnych o odpowiednim do wieku i płci pH

  • OCHRONA- Allantoina- i szałwia wspomaga działanie antyseptyczne.
  • REGENERACJA- D-pantenol nawilża śluzówkę regenerując podrażniony naskórek.
  • Delikatna formuła myjąca do codziennego stosowania

Preparat do czyszczenia uszu

Zdecydowanie przydatny produkt. Patyczki i ucho – to duet zakazany! Tu znów zadecydują pewne cechy indywidualne twojego dziecka – jedne dzieci problemów z uszami nie miewają (możesz odnieść wrażenie, że zazwyczaj te cudze 😉 ), inne tak. Bardzo często problem nadmiernie zabrudzonych uszu pojawia się właśnie u niemowląt. Czyszcząc patyczkiem, tylko można pogorszyć sprawę – ubijamy niechcący wydzielinę, doprowadzając do tworzenia się korków z woskowiny.

Co robić? Przede wszystkim uszy myjemy – zwyczajnie, wodą, dokładnie należy czyścić małżowinę uszną. Jeśli walczymy z zaskakującym i niezrozumiałym „brudem” konieczny jest specjalny spray do czyszczenia uszu. Rozpuszcza w bezpieczny sposób nadmiar zalegającej wydzieliny, po to, by głęboko w uchu nikt już dłubać potajemnie nie musiał. Co ważne, jeśli kupicie dobry preparat, posłuży wam długo i dodatkowo zabezpieczy ucho.

Przydatne przy niemowlętach i starszakach (Olivocap®, chroni również uszy przed podrażnieniami spowodowanymi np. kontaktem z wodą w basenie, tzw. ucho pływaka). Ten sam produkt może być stosowany przez dorosłych, więc nie trzeba specjalnie inwestować. Dla dzieci od 3 miesiąca życia.

Olivocap®, kupicie za około 19 zł, w drogeriach i aptekach. A wygląda tak:

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

PS: Jeśli myślicie: „Jak niemowlę może tak ubrudzić sobie uszy?”… Hmm, no cóż, jedzenie, samodzielne jedzenie, ulewanie… uruchomcie wyobraźnię 😉

Emolient do kąpieli

Modne i zdrowe, szczególnie w dobie wyższej świadomości oraz dążeniu do tzw. wellness. Ale emolietny to nie tylko moda. Dla niektórych (jak przy AZS) – konieczność, dla innych – wybór. Kiedy warto kupić emolient do kąpieli?

Praktycznie – zawsze. I na pierwsze kąpiele noworodka, bo z pewnością jest dużo bardziej przyjazny skórze i lepiej ją ochroni od mydeł i płynów do kąpieli; i na wszelki wypadek przy starszych dzieciach. Najlepiej na początku tej przyjaźni kupić produkt o mniejszej objętości, nie wydając od razu majątku.

Z pewnością przyda się na każdym etapie życia, gdy skóra będzie podrażniona, wystąpi jakieś uczulenie itd. Jeśli nie chcecie używać emolientów do codziennej pielęgnacji, zakupcie sobie mniejszą buteleczkę na różne sytuacje awaryjne. W aptece za około 12-13 złotych kupicie doskonały emolient do kąpieli z Capey Pharma, pojemność 200 ml.


Artykuł powstał we współpracy z Capey Pharma


Zobacz także

„Nie wiem, zaraz oszaleję!”. Jak stawić czoło decyzjom i zrozumieć niezdecydowanego

W pogoni za szczęściem?

Jak wzmocnić zdrowie psychiczne

5 punktów z twojej listy kontrolnej zdrowia psychicznego. Sprawdź, jak się czujesz