Psychologia

Masz prawo nie tłumić emocji, nie zrobić prania, nie być chodzącym ideałem – zrozum to wreszcie!

Redakcja
Redakcja
29 lipca 2021
fot. Goodboy Picture Company/iStock
 
Według badania zrealizowanego w ramach kampanii #wKobiecejGłowie 70% ankietowanych kobiet przyznało, że media społecznościowe i publikowane w nich treści mają wpływ na ich samoocenę [1]. Presja bycia idealną matką, żoną, córką, siostrą czy przyjaciółką może prowadzić do problemów natury psychicznej. W ramach kampanii na rzecz zdrowia psychicznego kobiet #wKobiecejGłowie eksperci zostali zapytani w jaki sposób odpuścić i odrzucić presję bycia perfekcyjną oraz jak wygospodarować czas na relaks i odpoczynek niezbędny do zachowania odpowiedniego balansu psychicznego.

Presja perfekcji

Kobiety ze wszystkich stron dostają komunikat „bądź perfekcyjna”. Dajmy sobie przyzwolenie do tego, by mieć zły dzień, by wyrzucić swoje tłumione emocje, by nie mieć siły zrobić obiadu czy prania, by leżeć cały dzień w łóżku i w końcu do tego, by nie być chodzącym ideałem.

„Powinnyśmy zrozumieć, że perfekcja często eksponowana w mediach społecznościowych nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Nie ma ideałów. Właśnie na tym polega nasza prawdziwość i wyjątkowość. Chciałabym, aby kobiety nauczyły się dawać sobie przyzwolenie na popełnianie błędów. Popełniłaś błąd podczas ważnej prezentacji? Zapomniałaś zawieźć swoje dziecko na zajęcia dodatkowe? Spokojnie, przecież świat się nie zawalił, a życie toczy się dalej. Jesteśmy tylko ludźmi! Sama na co dzień pełnię kilka ról i wiem, jak ciężko jest pogodzić pewne obowiązki. Potknięcia zdarzają się każdej z nas, ale w takiej sytuacji najlepsze, co możemy zrobić, to zapytać się samej siebie – jaką lekcję wyciągnę z tej sytuacji? Co zrobić, aby drugi raz nie popełnić tego samego błędu? Cieszę się, że jako Gedeon Richter Polska jesteśmy głównym partnerem kampanii #wKobiecejGłowie i możemy wesprzeć kobiety w byciu perfekcyjnie nieperfekcyjnymi” – mówi Aneta Grzegorzewska, dyrektor Pionu Korporacyjnego i Relacji Zewnętrznych w Gedeon Richter Polska.

Odpuść, odetchnij, odpocznij

Co zatem zrobić by nie dusić w sobie emocji, nauczyć się odpuszczać i dać sobie zgodę na bycie nieidealną? Zacznijmy od wyodrębnienia swoich mocnych stron i podziękujmy sobie za to, co już osiągnęłyśmy. Stwórzmy „skrzynkę z narzędziami”, która będzie składać się z mocnych stron, zalet czy cech osobowości, których użyłyśmy w trudnych sytuacjach podczas ich rozwiązywania. Taka „skrzynka” (która może zostać spisana na kartce) będzie nam przypominała o tym, żeby nie oceniać własnej osoby przez pryzmat gorszego, mniej produktywnego dnia. Pamiętajmy, że porażka, popełniony błąd czy emocje nas nie definiują.

Dobrym sposobem będzie również autorefleksja. Zastanówmy się, czy to, do czego się wciąż porównujemy, co rodzi w nas presję perfekcyjności, jest prawdziwe, czy może jest to jedynie złudna rzeczywistość?

„Każda z nas, niezależnie od wieku, potrzebuje czasu dla siebie, aby naładować baterie, zatrzymać natłok myśli w głowie, zyskać nową perspektywę czy po prostu – pobyć sama ze sobą. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że nie dla każdej kobiety może być to łatwe, aby znaleźć w ciągu dnia chociaż chwilę dla siebie – a nawet, kiedy już ją znajdzie, jest po prostu zmęczona po całym dniu i jedyne o czym marzy, to aby położyć się do łóżka i zasnąć.

Chciałabym również zaznaczyć, że czas wolny nie musi oznaczać wykonywania jakichś wyszukanych aktywności. Obserwując to, co dzieje się w mediach społecznościowych, odnoszę wrażenie, że treści, które tam się pojawiają mogą rodzić w kobietach presję spędzania swojego czasu wolnego bądź dobierania swoich pasji tak, aby były one jak najbardziej >>na czasie<<. To jednak my – kobiety – najlepiej wiemy, co sprawia nam największą przyjemność i to, w jaki sposób spędzamy swój wolny czas, powinno być zgodne z nami samymi. Jeżeli czytanie książki w domowym zaciszu budzi w nas największą radość – róbmy to i nie sugerujmy się tym, że ktoś inny w tym samym czasie robi coś, co w naszym uznaniu może być bardziej >>cool<<.

Bądźmy sobą i nie porównujmy się do innych” – mówi Jagna Ambroziak, psycholożka z Warszawskiego Ośrodka Psychoterapii i Psychiatrii. I dodaje: – Kiedy nie dajemy sobie przyzwolenia na zasłużony odpoczynek bądź najprościej w świecie zaczyna nam brakować czasu na relaks, pojawia się stres, przeciążenie organizmu, zmęczenie, co może prowadzić do wielu zaburzeń zdrowia psychicznego. Jeżeli nasze dni są intensywne, poświęćmy chociaż 5 minut na to, aby się zatrzymać i skoncentrować całą uwagę na sobie.

Możliwości, aby poświęcić chociaż kilka chwil samej sobie w ciągu dnia jest wiele. Ważne, aby zrobić coś, co sprawi nam przyjemność. Znalezienie tej chwili jest oznaką szacunku i dbania o własne potrzeby. Zatrzymajmy się więc, odpocznijmy i zrezygnujmy z wyścigu o bycie idealną”.

#wkobiecejGŁOWIE to kampania edukacyjno-społeczna realizowana pod patronatem Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, której misją jest zwrócenie uwagi na zdrowie kobiet jako grupy społecznej szczególnie narażonej na zaburzenia psychiczne. Pomysłodawcą i organizatorem kampanii jest Instytut LB Medical. Partnerzy: Gedeon Richter, Warszawski Ośrodek Psychoterapii i Psychiatrii oraz Instytut Badawczy SW Research. Więcej informacji: https://naszawtymglowa.pl/kampania-spoleczna-w-kobiecej-glowie/ oraz na FB: @wkobiecejglowie I IG: @w_kobiecej_glowie.

[1] Badanie „Profilaktyka zdrowotna w czasach COVID-19 i wpływ mediów społecznościowych na samoocenę kobiet” przeprowadzone na zlecenie Instytutu LB Medical. Badanie zostało zrealizowane w dn. 2-3 marca 2021 przez agencję SW Research, n=805, metoda badawcza CAWI.

Źródło informacji: Instytut LB Medical

Instytut LB Medical – #wKobiecejGłowie


Psychologia

Zakrzepica a szczepienie przeciw COVID-19. Wątpliwości wyjaśnia kardiolog

Media Room
Media Room
29 lipca 2021
fot. Aleksandr_Vorobev/iStock
 
Problemy zakrzepowe, czyli między innymi żylna choroba zakrzepowo-zatorowa czy incydent zatorowości płucnej to doświadczenie setek tysięcy osób w Polsce. Czy mogą one się szczepić przeciwko COVID-19? Kiedy istnieją przeciwskazania do zaszczepienia? Praktyczne wskazówki daje prof. Piotr Pruszczyk, specjalista kardiologii, chorób wewnętrznych i hipertensjologii z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, który jest współautorem wytycznych dotyczących tych problemów.

Najważniejszą kwestią w tym aspekcie jest fakt, że jeśli osoba z zakrzepicą lub nawet tylko wysokim ryzykiem zakrzepicy zachoruje na COVID-19, musi liczyć się z bardzo dużym niebezpieczeństwem groźnych powikłań zakrzepowo-zatorowych. Dlatego tacy pacjenci powinni w szczególny sposób strzec się zakażenia SARS-CoV-2 – wirusa, który i u zdrowych często prowadzić może do tego rodzaju problemów. Jednocześnie obecnie wiadomo już nie tylko z badań przed rejestracją szczepionek, ale i danych empirycznych, że wszystkie dopuszczone do obrotu na terenie Unii Europejskiej szczepionki przeciwko COVID-19 są skuteczne w zapobieganiu ciężkiej postaci COVID-19 i zgonu z powodu tej choroby. Tym samym – pośrednio – zmniejszają ryzyko wystąpienia powikłań zakrzepowo-zatorowych.

Jeszcze wiosną Międzynarodowe Towarzystwo Zakrzepicy i Hemostazy (ISTH) podkreśliło w specjalnym oświadczeniu, że na podstawie wszystkich dostępnych danych korzyści ze szczepienia na COVID-19 zdecydowanie przewyższają potencjalne powikłania, „nawet u pacjentów po przebytej zakrzepicy lub u przyjmujących leki przeciwkrzepliwe”.

Specjaliści zwracają uwagę, że powikłania zakrzepowe po szczepieniu są niezmiernie rzadkie, a niewykluczone, że przynajmniej do części z nich doszło niezależnie od szczepienia, choć wystąpił związek czasowy (ale nie przyczynowo-skutkowy).

Wszystkie przeciwkowidowe szczepionki są posądzane o zwiększenie ryzyka powikłań zakrzepowo-zatorowych. Warto jednak pewne kwestie zrozumieć i nie wyolbrzymiać tego problemu – zastrzega prof. Piotr Pruszczyk.

Wyjaśnia, że epidemiologia w przypadku zakrzepicy jest nieubłagana: w milionowej populacji w Polsce codziennie diagnozę zakrzepicy otrzymają trzy osoby.

Załóżmy, że podamy milionowi osób „szczepionkę” składającą się wyłącznie z soli fizjologicznej, a zatem całkowicie obojętną dla organizmu. Wciąż będziemy mieć trzy przypadki żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej – mówi.

Zaznacza, że istnieje związek między szczepieniami przeciw COVID-19 a powikłaniami zakrzepowo-zatorowymi, ale niewielki. O wiele większy jest pomiędzy stosowaniem różnych leków, na przykład środków antykoncepcyjnych, a zakrzepicą. Szacuje się, że jedna na 1000 kobiet stosujących antykoncepcję hormonalną (niezależnie od jej formy – plastry, tabletki itd.) będzie miała epizod zakrzepicy żylnej. Tym samym na milion kobiet stosujących hormonalną antykoncepcję obserwuje się kilkaset przypadków zakrzepicy (ryzyko wzrasta oczywiście w sytuacji, gdy kobieta pali i/lub jest obciążona genetycznie ryzykiem zakrzepicy).

Natomiast jeśli zaszczepimy milion osób szczepionką przeciw COVID-19, to powikłania zakrzepowe wystąpią u kilkudziesięciu – 30-50, a nie – u kilkuset. Szczepienia na pewno są nadmiernie obciążane obawą przed powikłaniami zakrzepowo-zatorowymi. Niesłusznie – tłumaczy prof. Pruszczyk.

Zakrzepica: kiedy lepiej się nie szczepić

Są jednak sytuacje, kiedy szczepienie z uwagi na zakrzepicę lepiej odłożyć na trochę później.
Profesor wyjaśnia, że chodzi tu o osoby z „aktywną” chorobą zakrzepową, np. takie, u których w ciągu ostatniego miesiąca została zdiagnozowana żylna choroba zakrzepowo-zatorowa. Lekarz podkreśla, że nie chodzi o osoby, które otrzymały taką diagnozę przed miesiącami czy latami i ją wyleczyły lub nadal leczą.

Chodzi o świeże rozpoznanie, czyli chorobę, która właśnie zaczęła być leczona. Po diagnozie przede wszystkim należy podjąć terapię i przez okres od miesiąca do trzech nie należy poddawać się szczepieniu przeciwko COVID-19 – mówi prof. Pruszczyk.

Decyzję co do tego, czy powinien być to miesiąc, czy trzy, podjąć należy wraz z lekarzem. Generalnie chodzi m.in. o to, że przyjmuje się, iż u pewnej grupy pacjentów skrzepliny rozpuszczają się w ciągu trzech miesięcy stosowania leków przeciwkrzepliwych.

A co z tymi, którzy przewlekle chorują na zakrzepicę? To grupa pacjentów, która leki przeciwkrzepliwe musi stosować przez czas dłuższy niż trzy miesiące. Profesor podkreśla, że taka sytuacja nie jest przeciwskazaniem do zaszczepienia się czy odłożenia szczepienia  i przypomina, że zarówno polskie, jak i międzynarodowe wytyczne dotyczące kwestii szczepień u pacjentów z problemami zakrzepowymi podkreślają, że nie należy przerywać terapii z uwagi na szczepienie przeciw COVID-19.

Ma jednak istotną radę dla pacjentów, którzy przyjmują doustne leki przeciwkrzepliwe.

Należy poddać się szczepieniu nie w momencie szczytowego działania leku. Jeśli zatem pacjent przyjmuje na przykład nowoczesne doustne leki przeciwkrzepliwe, to na szczepienie nie powinien się udać po 4-5 godzinach od przyjęcia leku, tylko najlepiej przed przyjęciem kolejnej dawki, kiedy działanie leku jest najsłabsze – tłumaczy prof. Pruszczyk.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie


Psychologia

„To, że poprawiam nierówno rozwieszone pranie, ona uważa za akt skrytej agresji. No ludzie! Nie wiem, czy dłużej wytrzymam”

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
29 lipca 2021
fot. Nikola Stojadinovic/iStock

Moja żona poszła na terapię i mówi teraz do mnie: „NIE, bo NIE. Nie muszę ci się tłumaczyć!” To, że poprawiam nierówno rozwieszone pranie, ona uważa za akt mojej skrytej agresji. No ludzie! Ja nie wiem, czy to dłużej wytrzymam – żali się Marek. Dlaczego osoby, które dopiero zaczynają terapię, stają się nieznośne? Czy warto to jakoś przetrwać? Na to pytanie odpowiada psychoterapeutka par i małżeństw.

Nie, bo nie! Nie muszę ci się tłumaczyć” albo „Nie dzwoń do mnie w godzinach pracy”, mówi do Marka żona, która od dwóch miesięcy chodzi na terapię. Marta jest bardzo zadowolona ze spotkań z psychologiem, ale wszyscy jej przyjaciele wokoło widzą, że dziwnie się zachowuje. „Teraz drobne sprawy w naszym domu urastają do dramatycznych rozmiarów. Fakt, że poprawiam po żonie nierówno rozwieszone pranie na suszarce, ona uważa za akt mojej skrytej agresji. Kiedy idziemy w gości, ona nie je nic, co pojawi się na stole. Twierdzi, że ma do tego prawo i nie będzie jadła z grzeczności. No ludzie! Ja nie wiem, czy to dłużej wytrzymam. Kiedy próbuję z nią rozmawiać, słyszę: »Ty mnie nie rozumiesz, bo ja jestem wysokowrażliwa!« Serio?! »A kim ja jestem w tym układzie? Słoniem w składzie porcelany?« Czy ona teraz w ogóle bierze pod uwagę moje potrzeby?”, zastanawia sie Marek.

Trudna nauka mówienia „stop”!

„Ludzie na początku terapii nie potrafią jeszcze opowiadać o swoich emocjach, a jednocześnie próbują nowych zachowań i zwykle robią to albo obcesowo, albo przeciwnie – bardzo nieśmiało, tak jakby chcieli przeprosić cały świat za to, że żyją”, opowiada terapeutka par Malena Kazoń.

Marta jest teraz w czasie dużych zmian. Poszła do pracy i ma nowe obowiązki i twierdzi, że razem ze swoją psycholog pracują obecnie nad nauką stawiania granic i przyznawaniem sobie prawa do uczuć i egzekwowania pragnień. Dlatego Marlena tłumaczy mężowi, że już nie odpisuje mu błyskawicznie na SMS-y i nie oddzwania, jak ma sajgon w pracy. Marek wścieka się i mówi: „Kiedyś moja żona była inna, ciepła i uważna, tęsknię za nią!” Co może zrobić?

„Jeśli ktoś całe życie godzi się na różne nadużywające go zachowania, a teraz już tego nie chce, próbuje mówić »stop«. A to zawsze jest proces, który można porównać do nauki gry na gitarze. Zanim struna zacznie wydawać właściwe dźwięki, będzie brzmiała fałszywie. Tak samo jest z naszymi emocjami: złością i bezradnością. Zanim nauczymy się mówić »stop« spokojnie, stanowczo i taktownie, powiemy je kilka razy zbyt mocno, zbyt szybko i nie zważając na uczucia innych. Moim zdaniem, w związku trzeba dać partnerowi przestrzeń na takie bezpieczne eksperymenty. Bo gdzie się tego ma nauczyć, jak nie w towarzystwie ludzi, którym ufa? Poczekajmy aż nasz partner wypracuje sobie nowy model komunikacji”, namawia terapeutka.

Terapeutyzuje znajomych i nieproszona udziela rad

Tylko że Marta teraz ocenia wszystkich znajomych, jakby pozjadała rozumy i sama stała się terapeutką, która zna zakamarki duszy przyjaciół. „Nieproszona o poradę – radzi i stawia im diagnozy. Dotyczy to zwłaszcza mnie. A ja nie chcę słuchać o tym, że mam zaburzone relacje z moją mamą. Gdybym chciał, to sam bym poszedł na terapię”, opowiada mąż Marty.

Pamiętajmy też, że terapia jest procesem fascynującym i dlatego tu działa efekt nowości. Często pacjenci są zachwyceni tym, że mogą tak dogłębnie poznawać siebie i przy okazji zaczynają widzieć więcej niuansów międzyludzkiej egzystencji. „Ale jeśli to Marta przekracza czyjeś granice, bo nie potrafi powstrzymać się przed wypowiadaniem słów, które oceniają albo ranią, to jej też możemy powiedzieć »stop«. „Uważajmy jednak, byśmy w takiej sytuacji nie ustawiali wszystkiego na ostrzu noża. Możemy powiedzieć: »Słuchaj, ja widzę, jak ważna jest dla ciebie praca z psychologiem i doceniam twoją zminę, ale nie chcę, byś doradzała mi, jak mam żyć«, proponuje Marlena Kazoń.

Życie z terapeutą w trójkącie

Marek jednak wydaje się głębiej sfrustrowany, bo twierdzi, że do ich wspólnego życia zawitała niewidzialna postać. „Od kiedy moja żona ma swoją terapeutkę, żyjemy z nią w trójkącie, chociaż nigdy ja tej kobiety nie widziałem na oczy. Po prostu moja luba w koło mówi: »A mój terapeuta powiedział to w tej kwestii, a tamto w innej«. Trudno z nią teraz dyskutować, bo zawsze wyciąga jak z rękawa argumenty swojej pani psycholog, jakby to ona zawsze miał rację”, opowiada.

„Terapia to proces, który zmienia układ sił rodzinnych. Zmienia relację i to jest nieuniknione”, mówi Kazoń i dodaje: „Ważne, by próbować rozmawiać z partnerem o tym, nad czym pracuje w terapii. Chodzi o to, by człowiek, który podjął wysiłek zmiany, czuł nasze wsparcie. Bo przecież w przyszłości terapia na pewno przyniesie całej rodzinie wiele korzyści. Pacjent z terapeutą zawsze tworzy silną relację i to jest nieuniknione w procesie leczenia. Dlatego partner może powiedzieć: »Słuchaj, ja doceniam twojego terapeutę, ale my tu w domu tworzymy inną relację i nie traktujmy go jak wyroczni«. Jest jeszczeż jedno rozwiązanie. Marek może też poprosić, by Marta spytała się terapeutki, czy maż może dołączyć do niej na kilku sesjach. To mogłoby pomóc parze uporać się z frustracjami.

„Rozmowa terapeutyczna pomaga uświadomić sobie, z czego wynikają aktualne kłopoty, dostrzec powtarzające się schematy oraz utrudniające życie przekonania i zastanowić się, czy chcemy je zmieniać. Gabinet terapeuty może być właśnie taką piaskownicą: bezpiecznym miejscem, gdzie uczymy się nowych rzeczy. Warto dać sobie szanse, aby stworzyć nowe JA i nauczyć się nowych rzeczy”, mówi Kazoń. Terapia to zazwyczaj długi proces, ciekawa wędrówka, w którą warto potraktować jak fascynującą niełatwą przygodę, w której możemy towarzyszyć ukochanej osobie. Jeśli uczynimy z tego pole walki, zablokuje zmianę i rozwój bliskiej nam osoby. Może więc warto uzbroić się w cierpliwość?

***
Marlena Ewa Kazoń – psychoterapeuta par i małżeństw. Psychoonkolog. Moje wsparcie psychoterapeutyczne kieruję do osób, które borykają się z trudnościami emocjonalnymi, cierpią w swoim związku, zmagają się z chorobą lub kryzysem życiowym i bardzo chcą lepiej poznać i zrozumieć siebie oraz zaakceptować swoje własne ograniczenia. Od 2009 roku pracuje w zorganizowanym przez siebie zespole psychoterapeutycznym: BYĆ W HARMONII.

Marlena Ewa Kazoń – psychoterapeuta par i małżeństw


Zobacz także

Tak wyglądała 7 godzin przed próbą samobójczą. Dostrzegasz jej cierpienie?

Stwórz siebie na nowo. Zobacz, skąd możesz czerpać pozytywną energię

Śmierć i dziewczyna