Psychologia

Jest jak delikatna porcelana. Jak odbudować nadszarpnięte zaufanie w związku?

Redakcja
Redakcja
19 lipca 2021
fot. Image Source/iStock
 

Zaufanie jest podstawowym fundamentem silnej, funkcjonalnej relacji. Możecie się szanować, darzyć gorącym uczuciem i dawać sobie ogromne wsparcie, ale tym, co naprawdę urzeczywistnia związek jest wiara w drugą osobę. W to, że nas nie zawiedzie. Nie zrani. Nie wykorzysta. Ta mocna podstawa związku jest zarazem bardzo delikatna. Wystarczy jeden błąd i zaufanie pęka, jak delikatna filiżanka z porcelany. Jak trudno ją posklejać, wiemy z doświadczenia. Tak samo, jak odbudować zaufanie, kiedy ktoś najbliższy boleśnie nas rani. 

Niestety wszyscy mamy słabości, nie zawsze jesteśmy nad nimi zapanować. Popełniamy błędy, ranimy tych, których kochamy. Doprowadzamy do tego, że długo budowane fundamenty związków, czy relacji przyjacielskich pękają, chwieją się. Ale to nie musi oznaczać końca! Tak, naprawienie tego, co się zepsuło, będzie wymagało dużo pracy, ale z drugiej strony, czy coś wartościowego przychodzi nam choć bez odrobiny wysiłku, prawda?

Uwaga! Nie jest łatwo przebić mury, który wzniósł się wokół osoby, która straciła do kogoś zaufanie. Jednak nie wystarczy, że pracować nad rozbiciem tego muru będzie tylko „winowajca”. Do tego, jak do wszystkiego w związku, są potrzebne dwie osoby. Konieczny jest wysiłek obu stron. Jeśli wysiłki nie zostaną odwzajemnione, żadna egzotyczna wycieczka ani najbardziej nawet romantyczne gesty nie naprawią wyrządzonych szkód.

Oto kilka wskazówek, które pomogą Ci naprawić nadszarpnięte zaufanie w związku

Porozmawiajcie szczerze

Na początek szczerze „porozmawiaj” ze sobą, zastanów się nad przeszłością i przyszłością. Nazwij to, co teraz czujesz i podziel się tą wiedzą ze zranioną osobą. Nie naprawisz niczego, jeśli nie znasz rozmiaru wyrządzonych szkód.

Bądź dobrym słuchaczem

Komunikacja nie jest kompletna, dopóki obie osoby biorące udział w rozmowie nie zwrócą uwagi na to, co mówi druga osoba. Staraj się więc aktywnie słuchać i słyszeć, co się do ciebie mówi.

Zorganizuj wspólną podróż

Według badań, jeśli para ma za sobą złe doświadczenia, najlepszym sposobem na uzdrowienie jest wspólna podróż. Oderwanie się od miejsca, które kojarzy się z tym, co złe, ma pomóc odbudować relację.

Zacznijcie robić coś wspólnie

Pomyśl i przypomnij sobie, może zawsze chcieliście zapisać się na kurs tańca towarzyskiego? Jeśli znajdziesz coś, co interesuje was oboje i sprawi, że będziecie musieli współpracować, żeby osiągnąć wspólny cel, może to przywrócić poczucie partnerstwa w waszym związku.

Terapia

Czasami szukanie profesjonalnej pomocy jest najlepszą opcją, gdy nie jesteś w stanie samodzielnie rozwiązać problemu. Jeśli czujesz, że potrzebujesz pomocy, nie wahaj się o nią poprosić.

 


Psychologia

Pech, zdrada, smutek, rozłąka… Oto najpopularniejsze i najbardziej „hardkorowe” ślubne przesądy. Znacie, wierzycie?

Redakcja
Redakcja
19 lipca 2021
 

Ślub w miesiącu z literą „r” w nazwie, bukiet panny młodej bez róż, buty ślubne czekające na parapecie? To pestka. Najciekawiej jest w kościele. Jego progu nie wolno przekraczać lewą nogą, a w drodze do ołtarza jest zakaz rozglądania się po gościach, gdyż grozi to… zdradą. Ważne jest, by płomień świec kościelnych był prosty i wysoki – w przeciwnym razie w małżeństwie może zagościć smutek i rozłąka. Ech, przyszli małżonkowie, nie macie łatwo…

Może są wśród Was tacy, którzy potrafią przemówić do świec i zadbać o to, by w żadnym wypadku nie zgasły (murowany rozwód). Szczerze gratulujemy. Istnieje jednak wiele sytuacji związanych ze ślubem i weselem, na które wpływu nie mamy. No właśnie. Okazuje się, że zdrowy rozsądek czasem nie wystarcza, a szczęście w małżeństwie, poważając potęgę działania zabobonów, chcą zapewnić sobie nawet racjonalnie myślące pary. Dlaczego tak bardzo lubimy przesądy? I jak im sprostać, by nie wpaść w sidła ślubno-weselnego obłędu?

Rzućcie ryżem… dla pewności

Coś musi być na rzeczy. Nawet zdeklarowani katolicy, czyli z założenia osoby odrzucające zabobony, przed ołtarzem dbają o to, by obrączki nie wsunąć ukochanej/ukochanemu na środkowy palec (co symbolizuje pecha), a po wyjściu z kościoła z zapałem zbierają rozrzucone monety. Czyżby miłość i wiara nie wystarczała do zapewnienia sobie dostatku i ewentualnego potomstwa w przyszłości?

Nie ma sensu potępiać przesądów ślubnych – są one przecież wyrazem wielowiekowej, przekazywanej z pokolenia na pokolenie i niosącej cenną wiedzę o naszych przodkach, tradycji. Rozumiemy wszyscy przecież, że ślub jest jednym z najważniejszych dni w życiu i dlatego przyszli małżonkowie chwytają się wszelkich sposobów na to, by mieć… pewność – tłumaczy z uśmiechem nasza ekspertka Karolina Dokić-Pietuszko z portalu-katalogu ślubnego PlanujemyWesele.

No właśnie, a czy cokolwiek nam ją w życiu w kwestii relacji może dać…?

Ups! Obrączka upadła!

Co jednak ma sobie myśleć panna lub pan młody, gdy ślub nie odbędzie się w kościele, w którym jedno z nich było ochrzczone (bo na przykład budynek został wyburzony?), lub gdy podczas zaślubin upadnie obrączka i, o zgrozo, przez pomyłkę zostanie podniesiona przez kogoś innego, niż ksiądz lub ministrant? Przecież to pewnik nieszczęścia w małżeństwie! Razem z naszą ekspertką, uspokajamy:

Ślubne i weselne wierzenia warto znać, ale zawsze podchodzić do nich z przymrużeniem oka. Ich rolą jest ubarwienie uroczystości, dodanie jej przaśnego, wesołego i romantycznego charakteru – mówi Karolina Dokić-Pietuszko z portalu-katalogu ślubnego PlanujemyWesele.

Jeśli jednak nie stać Was na dystans w tej sprawie, to może lepiej nie czytajcie tego artykułu dalej – spisaliśmy w nim najbardziej hardkorowe ślubne przestrogi.

Tylko dla osób o mocnych nerwach:

  1. Panno młoda, przed ślubem nie możesz zobaczyć siebie w lustrze w kompletnej stylizacji. No chyba, że masz ochotę na pechowe niespodzianki przed ołtarzem
  2. Mamo panny młodej, aż do błogosławieństwa nie zajmuj się swoją córką. Jeśli chcesz jej szczęścia, to nawet nie myśl o zrobieniu jej kawy.
  3. Welon przyszłej małżonce założyć może tylko druhna, która jest panną. Jeśli więc Twoja ukochana siostra lub przyjaciółka, ma już ślub za sobą, przykro nam – szukaj nowej kandydatki.
  4. W ślubnej bieliźnie panny młodej musi znaleźć się miejsce na wszycie okruszka chleba i odrobiny cukru – tylko wtedy to kobieta będzie rządziła w małżeństwie.
  5. Prawdziwy hardkor – na trasie do kościoła/urzędu stanu cywilnego wypatrujcie tylko gołębi lub srok. Jeśli przed oczami przeleci Wam gdzieś kruk lub wrona… Cóż, nie wróży to niczego dobrego.
  6. Jeśli nie chcecie pecha, nie próbujcie też zatrzymywać się w drodze na ślub – potrzeby fizjologiczne nie są usprawiedliwieniem.
  7.  Trauma nowożeńców – pierwszy taniec. Chyba nie musimy Wam mówić, z czym wiąże się pomylenie kroków w jego trakcie?
  8. O konsekwencji zgubienia obrączek nawet nie wspominamy…

Szczęścia bez pecha życzymy!

—-
PlanujemyWesele.pl to portal ślubny i katalog posiadający w swojej bazie ponad 17 tysięcy usługodawców z branży ślubno-weselnej z każdego regionu Polski. Portal to także porady ekspertów, inspiracje, reportaże ze ślubów czytelników i piękne sesje plenerowe. Każdego miesiąca PlanujemyWesele.pl inspiruje i łączy z usługodawcami ponad 140 tysięcy par młodych. W tym roku firma obchodzi swoje 13. urodziny, osiągając oglądalność serwisu na poziomie 1,5 mln odsłon.


Psychologia

„Ludzie, dlaczego wy nie jeździcie na urlopy osobno, tylko się ze sobą męczycie?”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
19 lipca 2021
fot. ewg3D/iStock

Wróciłam z wakacji z córką. Pojechałyśmy nad polskie morze, choć nie jestem fanką tego typu wypoczynku, ale czego się nie robi dla 15-latki, której zamarzył się czas na plaży. Cóż. Pojechałam i myślę, że długo tam nie wrócę.

Ale od początku. Dojechałyśmy oczywiście w jakiś korkach, przepychankach i ostrożnym wymijaniem pieszych w nadbałtyckich kurortach i kurorcikach, których na ulicę wypychają rozstawione na chodnikach stragany i oczywiście inni turyści. Wiadomo – turysta święta krowa, ma wakacje, chodzić może, jak mu się żywnie podoba.

Dotarłyśmy na miejsce wieczorem, więc rano z córką pełną entuzjazmu (moim mniejszym zdecydowanie) zebrałyśmy się na plażę. Myślę: „nie umiem pływać, rozłożymy się koło ratowników, żeby w razie czego córkę miał kto z wody wyciągać”. Wchodzimy na plażę, a moim oczom ukazuje się wielki plac budowy. Nie wiedziałam, że teraz nad morzem można działki kupić i własne M2 postawić, a nawet i większe. Moja ignorancja walnęła mnie mocno prawym sierpowym w twarz. No nic. Brnę przez te budowy ze swoimi ręcznikiem, książką pod pachą, kremem i butelką wody w torbie. Kiedy chcę się rozłożyć ze swoim dobytkiem, pytam grzecznie pana obok, czy czy mógłby jednak zrezygnować z przedsionka do swojego domu, bo miejsca trochę brak. On oburzony zaczął tłumaczyć, że oni tu całą rodziną przyjechali. „Ale czy naprawdę na plaży są panu potrzebne trzy sypialnie i przedpokój?” – pytam. Przesunął z miną obrażonego ściany swojego domu.

Kładę się, ale zewsząd dobiegają mnie dźwięki budowy. Miarowe stukanie młotków gumowych. Patrzę, idzie rodzinka. Ona z ręczniczkiem i torbą z dużym markowym napisem. Obok biegnie na oko 4-letni chłopiec, a za nimi sunie ojciec rodziny, obładowany wszystkimi możliwymi rzeczami. Wielkim dmuchanym kołem, leżakiem, kocem, w rękach dzierży lodówkę, widać, że nie lekką, parawan pod pachą (a jakże), na plecach plecak (nie mam pojęcia z czym), a na jednym palcu zwisa reklamówka z dwoma zimnymi piwami, bo szron jeszcze widać.

Pani rozkłada ręcznik, kładzie się, a Pan zaczyna budowę. Stukanie młotka rozlega się tuż nad moim uchem. Później podsypywanie parawanu piaskiem, żeby czasem nikt tam nie zajrzał, bo wiatru to raczej jak na lekarstwo. Do tego dochodzi usypywanie zagłówków pod koce i ręczniki. Nagle Pani podnosi głowę z ręcznika i rozlega się: „Gdzie jest Kacperek, czy ty widziałeś Kacperka? Na ciebie nigdy nie można liczyć, jak ty zajmujesz się dzieckiem”. Chłop zmachany budową domu rozgląda się nerwowo. Kacperek na szczęście ukrył się za jedną ze ścian domu i buduje coś z piasku. Po podstawieniu ścian, przygotowaniu wygodnych miejsc do leżenia, Pan zaczyna układanie całego dobytku. „Uważaj, sypiesz mi piaskiem w oczy” – słyszy, gdy walczy z namiotem plażowym (o tak, nie mogło go zabraknąć). Kiedy siada na leżaku, otwiera piwo (słychać charakterystyczny syk), słyszę: „Gdzie jest Kacperek? Ty tu siedzisz sobie, a gdzie on jest? Do wody byś z nim poszedł. Ja nie przyjechałam na wakacje, żeby uganiać się za dzieckiem i was dwóch znowu obsługiwać” – głos dobiega do mnie z poziomu piasku, więc zakładam, że Pani nawet nie usiadła, tylko komentuje sytuację z pozycji leżącej. Pan wstaje. Bierze dziecko, idzie z nim do wody. Nie odzywa się słowem. Zapada cisza, ale nie na długo. Po kilku minutach znowu: „Zwariowałeś? Widzisz, jak on się trzęsie, jakie ma sine usta? Ile w tej wodzie można z nim siedzieć? Jeszcze przez ciebie się rozchoruje i czas spędzimy w szpitalu, zamiast na plaży”. Dziecko owinięte w ręcznik zajada drożdżówkę. Co chwilę słychać o kukurydzy dla żony i kochanki, o popcornie, który baba ma mężowi kupić, oczywiście orzeszki w karmelu i lody. Pani nie wytrzymuje: „Słuchaj, weź biegnij za nim, kup kukurydzę”. Pan odkłada nadal niedopite piwo i rusza, macha ręką, a ona mruczy pod nosem: „No w takim tempie, to tej kukurydzy na pewno nie zobaczę”. Kiedy wraca z upolowaną jednak kolbą, zaczyna się: „Że ile zapłaciłeś? Zwariowałeś? Kupiłabym w Biedronce i sama zrobiła”.

Leżę i myślę, za jakie grzechy ludzie jeżdżą razem na wakacje. Co jakiś czas z innych domów postawionych na plaży dobiegają podobne kłótnie. Kłócą się o to, kto nie wziął majtek dla dziecka na przebranie, o to kto ile rzeczy ma na głowie, ile piw on wypił wczoraj, i że krem wsmarowuje w jej plecy z piaskiem przez co zejdzie jej pielęgnowana opalenizna. A kiedy już schodzą z plaży, kłócą się, kto powinien pilnować dziecka, żeby się w tłumie nie zgubiło, kto wpadł na pomysł zjedzenia takiej drogiej ryby w knajpie. Problemem są nawet smaki lodów, gdzie w kolejce po nie dochodzi do niemal dantejskich scen.

Ja sama zmęczyłam się słuchaniem tych wszystkich narzekań, pretensji, niespełnionych oczekiwań. Dlaczego nikt nie podejmuje decyzji, żeby na wakacje jechać osobno. Odpocząć od siebie, a nie wystawiać się na pole walki w czasie, w którym powinniśmy odpocząć i wyluzować? Tak podaję – ku przemyśleniu.


Zobacz także

Mateusz Grzesiak: „Przeciętność nienawidzi wyjątkowości – ludzie, którzy nie osiągnęli sukcesu, nienawidzą tych, którzy go mają”

Jak być szczęśliwą? Nie da się? A ja wam mówię, że się da. Naprawdę!

Drogi Mężczyzno, wkurzasz mnie. Jesteś hipokrytą

Drogi Mężczyzno, wkurzasz mnie. Jesteś hipokrytą