Psychologia

Ciągle przepraszasz, nie otworzysz kurierowi, milczysz na imprezach, unikasz metra. Sprawdź, czy w dzieciństwie przeżyłaś traumę

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
16 maja 2022
Fot. iStock/kupicoo
 

Jeśli pochodzisz z rodziny, w której alkohol lał się strumieniami albo obrywałaś od rodziców paskiem, dziś możesz kompletnie nie łączyć faktów i swojej reakcji. Boisz się jeździć metrem, masz napady duszności w przepełnionym ludźmi supermarkecie. Albo unikasz rozmów telefonicznych i jeśli tylko możesz piszesz SMS-y lub maile oraz nienawidzisz, gdy ktoś niezapowiedziany nagle postanawia cię odwiedzić. Trudno się dziwić, że nie łączysz tego z przemocą psychiczną i fizyczną, awanturami, molestowaniem czy porzuceniem. A jednak!

Kaytee Gillis psychoterapeutka i autorka „Niewidzialnych siniaków” twierdzi: „Wiele osób obawia się sytuacji, z której nie może uciec. Stąd zachowania unikające. Ich mózg chce uniknąć wszelkich doświadczeń, które przypominają im moment, kiedy nie byli w stanie obronić się lub uciec od cierpienia. Wiele osób, które przeżyły traumę w dzieciństwie, może reagować z większym lękiem w sytuacjach dla innych zwyczajnych.”

 7 najczęściej spotykanych lękowych i unikających reakcji

1. Nie odbieram telefonów i unikam wykonywania połączeń

Nastolatki dziś nie odbierają telefonów. Tylko wysyłają SMS-y. Ja też tak mam. Ale ja czuję lęk, gdy mam z kimś porozmawiać. Unikam tego jak tylko mogę. Dlatego w pracy jestem mniej skuteczna. Wiadomo, sprawy załatwiane bezpośrednio ulegają… przyspieszeniu”.

Dla kogoś, kto nie ma leku społecznego, odbieranie telefonu może wydawać się prostym zadaniem. A unikanie widzi on jako lenistwo lub własny asertywny wybór. To racjonalne podejście, zwłaszcza w dzisiejszych bardzo przebodźcowanych czasach. Ale jeśli czujesz skok adrenaliny, gdy dzwoni nieznany numer; jeśli zawsze zamawiasz jedzenie on-line i unikasz spotkania z kurierem, bo bezpośredni kontakt wzbudza obawę, zastanów się, czy przypadkiem taka sytuacja nie przypomina ci czegoś z dzieciństwa. Czy kiedykolwiek czułaś, że nie masz drogi ucieczki, gdy naruszono twoją prywatność lub granice?

2. Zamykam się w sobie lub milczę podczas imprez

„Na bankiety zawsze chodzę z partnerem. On jest gadatliwy. Mogę schować się w jego blasku i nic nie mówić. Sama nie pójdę, bo boję się. Nie potrafię się wtedy wyluzować”.

Wiele form lęku społecznego może być wynikiem dorastania w chaotycznym środowisku, w którym twój układ nerwowy był ciągle atakowany nowymi emocjami i zdarzeniami. Może musiałaś opiekować się rodzeństwem, gdy twój ojciec wracał do domu pijany? A może bałaś się matki, która po powrocie z pracy była tak napięta, że wywoływała kłótnie z byle powodu? Dlatego dziś możesz odczuwać nadmierną stymulację podczas spotkań towarzyskich, nawet gdy dotyczą one osób, które dobrze znasz. Sytuacje, w których oczekuje się od ciebie, że będziesz wesoło się bawić i żywo dyskutować, mogą być dla ciebie wyczerpujące. Nie dziw się więc sobie, że podczas imprez wpatrujesz się w ekran smartfona, udając, że toczysz tam inną ciekawą rozmowę, albo uciekasz do łazienki, by choć przez chwilę być w niej sama.

3. Jestem zdenerwowana, gdy ktoś chce cię przytulić

„To dotyczy osób, które nawet lubię. Chcą się przytulić na pożegnanie, a ja cała sztywnieję. Jeśli nie przepadam za tą osobą, jest jeszcze gorzej, bo czuję jakby przeszywający mnie elektryczny wstrząs w reakcji na dotyk”.

Jeśli nie lubisz chodzić do kina, bo wiesz, że ktoś nieznajomy obok ciebie usiądzie, a to zawsze sprawia, że odczuwasz niepokój… Jeśli wzdrygasz się, gdy nowo poznana osoba na pożegnanie chce cię przytulić lub tylko pocałować w policzek… To wszystko nagle staje się bardziej zrozumiałe, jeśli uzmysłowisz sobie, że w dzieciństwie dorastałaś w środowisku, w którym ktoś notorycznie naruszał twoje granice: bił cię, a może nawet molestował. Dlatego teraz potrzebujesz większej prywatnej przestrzeni, by czuć komfort.

4. Przejadam się lub nadmiarowo piję alkohol

„Czasem czuję się tak wewnętrznie pusta, że podchodzę do lodówki i pochłaniam z niej wszystko. Ziemniaki z wczorajszego obiadu, kilka łyżek miodu, potem śledź, chleb z ogórkiem, kawał żółtego sera. Robię to do momentu, aż poczuję, że brzuch mi pęka. Wtedy mogę spokojnie zasnąć”.

Osoby, które przeżyły traumę, mają nieświadome sposoby na tzw. samoukojenie. Instynktownie szukają substancji lub zachowań, które przynoszą im ulgę, gdy czują wiele nagromadzonych emocji, z którymi nie potrafią sobie poradzić. To nie musi być samookaleczenie czy alkohol. To może być np. nadmiarowe jedzenie pod wpływem stresu. Zdarza ci się niespodziewanie czuć napad wilczego apetytu, chociaż półtorej godziny wcześniej zjadłaś sporą porcję na obiad? Jeśli nie jesteś głodna, a nagle objadasz się, być może w ten sposób niejako instynktownie próbujesz rozładować napięcie. Psychologowie są zgodni: „Ludzie z zaburzeniami odżywiania często mają historię traumatycznych albo trudnych wydarzeń w dzieciństwie”.

5. Metro i supermarket przeraża mnie

„Nigdy nie pójdę z mężem do sklepu. Zawsze czekam w samochodzie w podziemnym parkingu. Nigdy nie jechałam metrem. Raz spróbowałam i wydawało mi się, że mam zawał. Boję się tłoku”.

Chociaż dziś wydaje ci się, że jesteś silną kobietą, to jednak w pewnych sytuacjach czujesz się absolutnie bezbronna. Dorastanie w środowisku, w którym dorośli nie zawsze byli „bezpieczni” i godni zaufania, powoduje, że dziś możesz mieć napady paniki w sytuacji, gdy wokół ciebie jest zbyt wiele chaotycznych bodźców. Kiedy twój układ nerwowy był notorycznie rozregulowywany, możesz odczuwać wzmożone reakcje na dźwięki lub bodźce, których inni kompletnie nie zauważają i które dla większości nie są źródłem niepokoju.

6. Ciągle przepraszam za rzeczy, które nie są moją winą

„Moja mama wszystkich za wszystko przeprasza. Pięć razy pyta nas, czy oby na pewno smakował nam obiad, który przygotowała. A gdy ktoś tylko sięgnie po sól, przeprasza, że nie dosoliła. To wkurza całą rodzinę!”

Jeśli byłaś nieustannie krytykowana, zaniedbywano twoje ważne potrzeby lub stale wmawiano ci, że wszystko jest twoją winą, najprawdopodobniej rozwinęłaś silne poczucie wstydu i niskie poczucie własnej wartości. Przejawia się to w ciągłej potrzebie przepraszania, nawet jeśli nie zrobiłaś nic złego.

7. Nie otwieram drzwi, jeśli się nikogo nie spodziewam

„Iluż kurierów nie wpuściłam do domu! Ile znajomych mojego męża czekało na niego na schodach, bo ja udawałam, że nikogo nie ma. Nikt nie rozumiał, dlaczego tak postępowałam. Nawet ja sama”.

Osoby, które miały niespokojne dzieciństwo, bardzo teraz potrzebują przewidywalności. Być może unikasz nieznajomych, ponieważ nie możesz kontrolować, kiedy wyjdą. Zastanów się: czy kiedyś nie miałaś możliwości kontrolowania własnej bezpiecznej przestrzeni? Może kiedyś twoje granice zostały zatarte, a twoja prywatność naruszona? Często podwyższone poczucie niepokoju jest związane z doświadczeniami, podczas których czułaś, że nie możesz uciec. Bo jak kilkulatek ma uciec z domu, w którym matka po pijaku robi awanturę? Albo gdy rodzice trzymają malucha, by go razem za karę zbić?

 


Psychologia

Starsze kobiety mówią szczerze o tym, co zrobiłyby inaczej, gdyby znów były młode

Redakcja
Redakcja
16 maja 2022
fot. Eva-Katalin/iStock
 

To niesamowite, jak bardzo nasze priorytety zmieniają się wraz z wiekiem. Jako 40-letnia kobieta, patrząc wstecz na to, kim byłam w wieku 20 lat, czasami z niedowierzaniem potrząsam głową na myśl o tym, jak bardzo byłam naiwna.

Czy 20 lat robi prawdziwą różnicę? I tak, i nie. Ale jednak, choćbym się bardzo zapierała, że jest inaczej, jestem dziś zupełnie inną osobą. Jest tak wiele rzeczy, które powiedziałbym młodej, spiętej wersji siebie. A jeszcze coś innego powie moja mama, już z perspektywy osoby 70-letniej. Będą to pewnie dziesiątki rzeczy, które musi mi powiedzieć, a które szczerze chciałbym usłyszeć duuuuuużo wcześniej.

W bardzo pouczającym filmie grupa starszych kobiet szczerze mówi o tym, co zrobiłyby inaczej, gdyby były dziś młode. Trzeba przyznać, że większość z nich wyjaśnia, jak trudno byłoby być młodą kobietą w dzisiejszych czasach.

„Ze wszystkimi rzeczami, które masz, możliwościami, technologią, chciałabym myśleć, że to może być świat przyjemności” – mówi jedna z kobiet na początku filmu. „Ale obawiam się, że zamiast tego byłby to tylko świat presji”.

„Presja, aby być idealną matką. Idealną żoną. Idealną przyjaciółką” – dodaje inna.

Co dziś zrobiłyby inaczej?

„Dałbym sobie czas, aby oddać się rzeczom, które teraz rozumiem, że są najważniejsze”

„Czego bym nie dała, aby przedłużyć te pocałunki na dobranoc, zamiast narzekać, że muszę wstać wcześnie rano”.

„Czego nie dałabym za sekundę przytulania moich dzieci, zanim staną się zbyt duże, aby je unieść”

Jednym z najważniejszych wniosków z tego filmu było przesłanie o życiu w chwili obecnej. Czasami jesteśmy tak pochłonięci pracą, gonieniem za marzeniami i dążeniem do doskonałości, że zapominamy, że to droga jest najważniejsza. A nie miejsce docelowe.

A ty, co powiedziałbyś dziś młodszym koleżankom? Chciałbym usłyszeć, co masz do powiedzenia.


Psychologia

Nasza wielka harówka emocjonalna. Dlaczego kobiety starają się za bardzo?

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
16 maja 2022
fot. nikkimeel/iStock

Czy znałyście kiedyś mężczyznę, który rezygnuje ze swoich potrzeb, planów, a jego jedynym celem jest zaspokojenie potrzeb innych? Nawet jeśli znałyście, raczej jest on wyjątkiem. Natomiast my, kobiety jesteśmy najczęściej mistrzyniami dbania o innych. Nawet jeśli oni wcale tego nie potrzebują.

Na początek kilka wpisów kobiet z różnych grup na Facebooku.

„Wyjeżdżam z partnerem i już się boję, że będę się za bardzo starać, aż się umęczę. Chciałbym już przestać to robić. Żeby się można było przed kontrolowaniem nastroju innych zabezpieczyć. W każdym razie będę mieć świadomość swego fiksum dyrdum. A Wy jak sobie z tym czymś radzicie?”.

„Jestem skupiona tylko na tym, żeby innym było dobrze. Rodzinne wakacje. Wyczuwam nastrój pięcioletniej córki, udzielają mi się nerwy znudzonej szesnastolatki, do tego poirytowany wszystkim mąż– a ja biegam między trzema bombami, żeby żadna nie wybuchła. To samo w weekendy– animuję całą rodzinę. Moim nastrojem jakoś nikt się nie przejmuje”.

„Co roku w maju organizuję swoje urodziny. Robię imprezę dla całej rodziny, bo to jedyna okazja– poza świętami– żeby się spotkać. Już dwa, trzy dni przed imprezą żałuję, że znowu to robię. Jedna ciotka obraziła się na drugą i raczej nie przyjdzie, matka ma żal, że zaprosiłam ojca, a jedna siostra ma focha, bo ją zaprosiłam dwa dni później niż drugą siostrę. Mąż mnie pyta: po co znów to robisz? Po co się narażasz? Głupio mi mówić, ale wydawało mi się, że robię to dla rodziny. Dla nas. Żebyśmy się spotykali. Mam jednak wrażenie, że na tym tak naprawdę zależy tylko mi. Im bardziej się staram, tym częściej jestem dziewczynką do bicia”.

„Dobrze, że już z nim nie jestem! Cały czas w napięciu, w stresie. A jak on się czuje, a dlaczego tak, co zrobić, żeby było inaczej?”.

Jak rozpoznać w sobie Starającą się?

W różnych obszarach życia czujesz wewnętrzne napięcie. Niektórzy nazywają to „musizmami”. Możesz obsesyjnie przejmować się nastrojem partnera, dzieci, rodziców, ciotek, szefa, współpracowników. Czuć przymus, żeby było im dobrze. Żeby ich zadowolić. Możesz też, na przykład, dbać o przestrzeń wokół siebie. Starać się, żeby wszystko było idealnie. Generalnie robisz pewne rzeczy w nadmiarze. Stawiasz innych wyżej od siebie. Tak, to jest właśnie ta wielka emocjonalna harówka.

Gdzie się rodzi Starająca się?

Najczęściej jest dzieckiem wymagających rodziców. To córki, które słyszały w domu: „A dlaczego czwórka?”, „Córka pani Zosi to….”, „A twoja siostra to potrafi, dlaczego ty nie możesz?”. To również dzieci rodziców labilnych, nigdy nie wiedziały, co się stanie za chwilę– dlatego nauczyły się być czujne. Bo od tej czujności często zależało ich bezpieczeństwo.
Kobiety starające się najczęściej nie były kochane za to, kim są– nauczyły się, że na miłość i uwagę trzeba sobie zasłużyć.

Dlaczego Starająca nie jest szczęśliwa?

Bo jej życie zależy od innych i ich nastrojów– a przecież jakbyśmy nie chciały dobrze, nie odpowiadamy za nastrój drugiej osoby.
Bo nie dba o siebie i dobro innych stawia na pierwszym miejscu.
Bo przez takie zachowanie jest w środku sfrustrowana, nie wiadomo też do końca czy inni, wokół niej, są źli i okrutni. Raczej nawet nie zauważają Starającej się. Jeśli ona nie zauważa siebie, dlaczego ktoś inny miałby?

Jak ją pożegnać?

Po pierwsze i najważniejsze to zdać sobie sprawę, że nią jesteśmy. Męczennicą. Osobą, która zrobi za wszystkich, pomoże wszystkim, sprzątnie za wszystkich, załatwi za wszystkich, ogarnie za wszystkich. Jest emocjonalnym buforem dla różnych „żyjących po swojemu” ludzi.

Po drugie. Nie oczekiwać od siebie nie wiadomo jak wielkich zmian. To się nie dzieje z dnia na dzień, szczególnie, że większość staraczek ma już wewnętrzny imperatyw, żeby to robić. Zacząć należy od drobiazgów. Jak konkretnie? Wypisać sobie, na przykład, obszary, w których– naszym zdaniem– dajemy więcej niż dostajemy. To może być związek, ale też relacja z siostrą, czy rodzicami. Również w pracy czasem dajemy bardzo dużo, ale nikt nas specjalnie nie docenia.

Kiedy już znajdziemy ten obszar, warto się zastanowić dlaczego to robimy. Większość Starających czerpie jakąś korzyść z tego, że tak się stara. Trudno jednak sobie to uświadomić, bo wtedy musiałybyśmy zdać sobie sprawę, że nie jesteśmy tak idealne. I czasem, często staramy się dla siebie, nie dla innych. A jakie to mogą być profity? Poczucie bycia lepszą, bardziej idealną od innych (oni tak zawalają, ale ja zawsze dam radę), poczucie kontroli, złudne, ale kuszące (staram się o kogoś, więc mam kontrolę nad tym, jak ta relacja wygląda, czuwam). Czasem też stoi za takim postępowaniem wyuczona bezradność (jestem ofiarą, nie mam wyjścia).

Kolejny krok?

Wypisać straty, które ponosimy za to nasze nadmierne staranie: stres, wyczerpanie, ale też: brak satysfakcji w relacji, poczucie, że ktoś narusza nasze granice. Niektóre kobiety mówią nawet o „emocjonalnym gwałcie”, czyli poczuciu bycia nadużywaną, molestowaną emocjonalnie.

Dalej: brak spełnienia. Jeśli staramy się o niewłaściwego mężczyznę, czy nadużywamy się w pracy, która nie przynosi radości– tak naprawdę odbieramy sobie szansę na realizację celu, znalezienia fajnego faceta, czy pracy, gdzie będziemy szczęśliwe.

Gdy już czarno na białym mamy wypisane, co z tego mamy, a czego nie mamy zaczynamy łapać sytuację, w których się staramy za bardzo. Na przykład: on do nas nie dzwoni, a my do niego co chwila. Matka nas nie akceptuje i ocenia, my tego słuchamy i jej nadskakujemy. Szef pyta, kto zrobi dodatkowy projekt za zero złotych? My mówimy, że oczywiście, nie ma sprawy.

Teraz czas na kolejny krok– musimy zrobić coś odwrotnego niż zrobiłybyśmy normalnie. Czyli, nie dzwonimy do faceta (czy kogokolwiek) chociaż nas skręca. Gdy mama mówi nam coś trudnego, nie siedzimy cicho tylko, na przykład, kończymy rozmowę. A kiedy szef pyta o projekt– nie zgłaszamy się. To na początku będzie bardzo trudne. Przyniesie niepokój, napięcie, nie będziemy mogły znaleźć sobie miejsca. Ale właśnie taki trening czyni mistrza. Krok po kroku.
Wytrzymamy raz, wytrzymamy drugi i trzeci.

Co zyskujemy, kiedy przestajemy się wciąż tak starać?

Wolność. Energię. Czas. Szacunek do siebie. I szacunek innych.

Tekst powstał na podstawie rozmowy z Sylwią Sitkowską, terapeutką, psychologiem, autorką takich książek jak „Dzieciństwo do poprawki”, czy „Odbuduj bliskość w związku (wyd. Rebis).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Zobacz także

Nowe zagrożenie w randkowym świecie – bombardowanie miłością. Brzmi niewinnie, ale to podstępna manipulacja!

Kiedy kolejny raz wchodzisz do tej samej rzeki. Dlaczego powtarzamy te same schematy w związkach

Jak radzić sobie ze złością

Kiedy puszczają nam hamulce. Jak radzić sobie ze złością?