Psychologia

Bierzesz wszystko do siebie? Dlaczego to szkodliwe i jak się tego oduczyć

Redakcja
Redakcja
16 października 2022
fot. kaew6566/iStock
 

To zupełnie naturalne, że chcesz być szanowana, poważana i słuchana. Naturalnym jest, że krytyka może powodować u nas ból emocjonalny.

Dlaczego bierzemy wszystko do siebie?

To normalne, że troszczymy się o to, co inni o nas myślą. Nie możemy jednak dopuścić do tego, żeby opinia innych przeszkadzała nam w codziennym życiu, żebyśmy od niej (czy wyobrażenia o niej) uzależniali nasze działania. Jakie zatem są przyczyny brania do siebie wszystkiego?

  • Negatywna rozmowa z samym sobą. Możemy ciągle powtarzać sobie, że nie jesteśmy wystarczająco dobre lub zawsze jest to nasza wina. Tak więc łatwo wierzymy w negatywne rzeczy, które o nas mówią inni.
  • Trauma z dzieciństwa. Brak wsparcia emocjonalnego w dzieciństwie i obwinianie przez rodziców może przyczynić się do naszego przekonania, że zasługujemy na wyśmiewanie lub upokarzanie.
  • Słaba samoocena. Ludzie z niską samooceną czasami martwią się zbytnio o to, co myślą inni. Mogą równie dobrze brać, to co mówią czy robią inni zbyt osobiście.
  • Zaburzenia lękowe. Ci, którzy mają lęk społeczny, bardzo boją się osądzenia i związanego z nim zażenowania.
  • Perfekcjonizm. Perfekcjoniści mają trudności, gdy inni mówią o swoich wadach, ponieważ mają nierealistyczne standardy dotyczące tego, kim powinni być.
  • Stres lub zmęczenie. Kiedy nie jesteś w najlepszym nastroju, możesz być bardziej podatna na błędną interpretację czyichś komentarzy.
  • Wrażliwość emocjonalna. Jeśli jesteś bardzo wrażliwą osobą, możesz brać rzeczy bardziej osobiście.

Skąd wiedzieć, że bierzesz sprawy zbyt osobiście?

Często pomijamy komplementy, takie jak: „Och, wyglądasz dziś ładnie”. Za to poświęcamy zbyt wiele energii na niedociągnięcia. Na przykład mogłaś się zdenerwować tym, że twój szef powiedział, że nie jesteś jeszcze gotowa do poprowadzenia większego projektu. Zamiast potraktować to jako konstruktywną uwagę, bierzesz to za bezlitosną krytykę i znak, że szef cię nie ceni.

„Z byle strachu i lęku oddajemy swoją moc innym. Dlaczego wszystko bierzemy do siebie?”

Znaki, że możesz brać słowa innych zbyt osobiście i że opinie innych mają na ciebie negatywny wpływ:

  • Potrzebujesz aprobaty innych ludzi, aby być szczęśliwa
  • Niepotrzebnie przepraszasz
  • Z reguły nie ustawiasz ani nie utrzymujesz granic
  • Boisz się powiedzieć „nie”
  • Wierzysz we wszystkie ostre komentarze na swój temat i bierzesz je sobie do serca
  • Postrzegasz błąd w zachowaniu jako wadę charakteru
  • Łatwo stajesz się defensywna lub zła
  • Masz obsesję na punkcie ostatnich rozmów do tego stopnia, że zakłóca to codzienne czynności

Korzyści z brania wszystkiego do siebie

Może to zabrzmieć zaskakująco, ale istnieją pozytywne aspekty takiego zachowania. Bliscy lub osoby w znaczących relacjach z nami, uczą się, co nas rani. Wyposażeni w tę wiedzę, mogą zmodyfikować swoje zachowanie, aby nas nie urazić. My natomiast możemy spróbować wykonać ciężką pracę obserwowania siebie i nauczyć się, jak przezwyciężać te najtrudniejsze tematy i uodpornić się na przyszłość.

Jak przestać brać rzeczy do siebie

Oto kilka technik, których możesz użyć:

  • Ćwicz odporność emocjonalną
  • Daj ludziom korzyść z wątpliwości, ponieważ możliwe, że źle zrozumiałeś to, co mówili
  • Poproś osobę, która spowodowała u ciebie dyskomfort, aby wyjaśniła, co dokładnie miała na myśli
  • Przestań martwić się o to, co inni myślą o tobie
  • Nagradzaj się za swoje mocne strony
  • Spróbuj uważności
  • Zapisz swoje myśli
  • Powtarzaj pozytywne afirmacje
  • Poszukaj pomocy u terapeuty

10 afirmacji od Katarzyny Miller. Co robić, żeby znaleźć szczęśliwą miłość?


Psychologia

„Jeśli w tym roku współżyłaś tylko trzy razy…” Jak po nowotworze lub menopauzie podnieść libido?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
16 października 2022
fot. Anthony Tran/Unsplash
 

Zaburzenia seksualne po nowotworze sutka występują u około 70, a nawet u 90 proc. kobiet. Często też problemy intymne pozostają z kobietą przez wiele lat, długo po zakończeniu terapii. „Niektóre z pań mówią, że czują się tak, jakby ktoś wyłączył im w głowie chęć na seks. Nagle usłyszały „pstryk” i wszystko zgasło”, pisze w swojej książce „Seks bez cycków” dr Monika Łukasiewicz, ginekolożka, seksuolożka i specjalistka endokrynologii . Z panią doktor rozmawiamy o seksie bez tabu – po menopauzie lub po leczeniu nowotworu. Autorka przekonuje optymistycznie: „Chcesz przejechać Europę na motocyklu? To przejedź. Chcesz, żeby twoje życie seksualne było rewelacyjne? To proszę bardzo. Jest taka możliwość. Nie masz partnera i 70 lat? Kup, proszę, wibrator. Tylko przekonsultuj ze swoim ginekologiem rozmiar i wielkość.”  I śmieje się, że to może być hossa na giełdzie życia.

Dlaczego zdecydowała się pani napisać książkę „Seks bez cycków”?

Dr Monika Łukasiewicz, ginekolożka, seksuolożka i specjalistka endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości: Zawsze chciałam napisać książkę o zdrowiu seksualnym, która pomoże kobietom przejść przez różne trudne okresy w życiu. Napisałam ją w dużej mierze dla kobiet po raku piersi, bo ich życiem i zdrowiem seksualnym naprawdę nikt się nie zajmuje. Jestem jednak przekonana, że wiele ciekawych informacji znajdą tu kobiety po i w czasie menopauzy, u których spada libido z powodu zaburzeń hormonalnych, kobiety w długotrwałych związkach, kobiety, które mają bolesne stosunki oraz kobiety u których rutyna życia seksualnego sprawia, że nie lubią już seksu. Tak naprawdę „Seks bez cycków” jest vademecum dla każdej kobiety.

Powiem pani, że długo w największej księgarni w Warszawie szukałam pani książki. Byłam zdziwiona, ponieważ wydawało mi się, że ta pozycja powinna stać gdzieś na witrynie, bo napisała ją przecież specjalistka: nie dość, że ginekolożka, to jeszcze seksuolożka.

Dziś myślę, że te dwa słowa “seks” i “cycki” w zestawieniu na okładce jednej książki traktowane są jako… zbyt śmiałe. Szkoda, bo to jest książka, która może zmienić wiele rzeczy, ale sprzedawcy upychają ją wstydliwie i dyskretnie w regałach pomiędzy poradnikami.

Przeczytałam w pani książce bardzo ciekawe zdanie: “O seks trzeba dbać jak o kredyt”.

Dr Monika Łukasiewicz: Nam często wydaje się naiwnie, że dobry seks jest dany raz i na zawsze. Ale to nieprawda! Wielka namiętność trwa kilka miesięcy lub lat, bo wtedy działają jeszcze endorfiny, oksytocyna, a potem kiedy w naszym życiu pojawiają się – stres, obowiązki, rutyna, przyzwyczajenie, czy właśnie choroby i operacje – to zapominamy o tym, co przyjemne.

Jednak wielu ludziom wydaje się, że życie seksualne, to jest coś, co powinno się samo układać. Bez słów. Niestety, to nie działa! Jeśli czujemy, że coś się w łóżku „psuje”, warto szukać pomocy, np. seksuologa. My jednak wybieramy bierne czekanie, a przecież dysfunkcje seksualne same nie znikają. One niestety z czasem tylko pogłębiają się. Dlatego warto działać szybko, nie zwlekać. Lepiej zapobiegać niż leczyć, bo leczenie zazwyczaj bywa długotrwałe i bardziej skomplikowane. Jeśli więc w ciągu ostatniego roku nie miałaś ochoty na seks, jeśli współżyłaś trzy razy i to – mówiąc szczerze – trochę na siłę, wiedz, że takich kobiet jak ty jest naprawdę wiele. Nie jesteś sama. Ale wato, byś rozważyła, wizytę u ginekologa lub endokrynologa i seksuologa.

 

Czy jest jakiś sposób, by podnieść libido po chorobie nowotworowej?

Nie ma na to prostej odpowiedzi. Pacjentki onkologiczne mogą stosować żele nawilżające np. z kwasem hialuronowym i probiotykami do pochwy. Mogą też korzystać z laseroterapii lub rehabilitować mięśnie dna miednicy, ponieważ to wpływa na lepsze ukrwienie pochwy i jej nawilżenie. Wszystkie dotychczasowe badania wskazują, że stosowanie hormonów do pochwy nie zwiększa ryzyka przerzutów, aczkolwiek należy pamiętać, że ciągle jest to temat dyskutowany i kontrowersyjny.

W książce „Seks bez cycków” sporo też piszę o aktywności fizycznej, jodze i medytacji, technikach relaksacyjnych, które zmniejszają stres. Jeżeli pacjentka jest wysportowana, czuje się dobrze ze swoim ciałem, to automatycznie będzie też miała większą ochotę na przyjemność i życie seksualne. Natomiast im więcej stresu i wyższy poziom kortyzolu, tym bardziej spada nam stężenie testosteronu, a o za tym idzie również libido. Dla mnie seksualność jest w dużej mierze fizjologiczna. Zależy od dziesiątków czynników, również od hormonów, neurotransmiterów – ale my często nie doceniamy tej części naszego organizmu i jej wpływu na nasz stan psychiczny.

Dobry seks jest na samym czubku góry, a u jej podstawy są: sport, medytacja, relaksacja, odpowiednie odżywianie. Jak pani widzi, nie mam jednaj porady, która zawsze zadziała. Kobieta musi szukać, próbować różnych strategii i rozmawiać o swoich problemach na bieżąco ze swoim lekarzem. Uniwersalne porady to są takie bzdury.

Czy wizyta u seksuologa z partnerem ma sens?

Jak najbardziej, dlatego że często w sytuacji choroby nowotworowej, partner pacjentki czuje się bardzo zagubiony. Boi się dotykać swoje kobiety, boi się, że sprawi jej ból, przykrość. Mało tego, jeżeli partner widzi, że jego kobieta unika seksu, zaczynają stresować się i nagle pojawiają się dodatkowo zaburzenia. Kobieta myśli, że jeżeli facet ma zaburzenia erekcji, to ona przestała mu się podobać. Jeśli o tym szczerze nie porozmawiają, dochodzi do kolejnych nieporozumień i oboje wpadają w błędne koło zaburzeń, co często można wyjaśnić w czasie wspólnej terapii.

Jednak w Polsce z kobietami po nowotworze o seksie nikt nie rozmawia.

W Stanach jest inaczej, tam zwraca się uwagę na jakość życia i zdrowie seksualne. Seks-terapeuta po nowotworze jest obligatoryjny, u nas nie. W Polsce „obcina się” kobiecie pierś, która jest często symbolem seksualnym, a o seksie się z nią nie rozmawia. Polki muszą więc same szukać pomocy u ginekologów i seksuologów. Ale ja uważam, że walczyć o swoje szczęście warto. Zawsze warto!


Dr Monika Łukasiewicz

Specjalistka położnictwa i ginekologii, seksuologii, endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości oraz androlog kliniczny. W 2010 roku otrzymała tytuł Fellow of the European Committee on Sexual Medicine (FECSM), europejską specjalizację z seksuologii. Pracuje w klinice leczenia niepłodności Novum oraz w Dębski Clinic. Zajmuje się diagnostyką i terapią par niepłodnych, prowadzeniem ciąż i terapią zaburzeń seksualnych oraz onkoseksuologią. Szczególną opieką otacza także kobiety z niepełnosprawnością fizyczną i intelektualną. Założycielka i prezeska „Fundacji Dla Kobiet” po raku piersi. Działa też w Fundacji Avalon. Autorka książki „Seks bez cycków”.


Psychologia

„Lekarska znieczulica, system do bani. Tak leczymy raka piersi w Polsce. Dwa lata towarzyszę przyjaciółce w chorobie”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
15 października 2022
fot. Pradit_Ph/iStock

Październik. Znów czytam pojawiające się artykuły, jak to należy regularnie się badać, wcześnie reagować, że profilaktyka, że ważne. Tak, pełna zgoda! Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Może niektóre z nas boją się badać, bo boją się nie tyle samego raka, ale tego jak jest leczony.
A kto zmieni ten cholerny system? Kto wpłynie na lekarzy, żeby nie traktowali nas, jak numerki w peselu? Kto nauczy panie w recepcji klinik, żeby były bardziej empatyczne? Kto będzie edukował nas z tematu „hospicjum”? Odczaruje nasze myślenie? Kto da wsparcie psychologiczne rodzinie chorych? Kto wesprze dzieci chorujących?

Anna. Nie jest postacią fikcyjną. Jest kobietą, która dziś sama walczy z bólem. W domu. A jej rodzina jest niezaopiekowana. Ale zacznijmy od początku.

Anna wyczuwa malutkiego guzka w piersi. Bardzo malutkiego. Zapisuje się do ginekologa. Prywatnie. Pan gin ją bada (tydzień później) i mówi, że tam właściwie nic nie ma. On nic nie wyczuwa. Anna mu sama pokazuje zmianę: „To nic takiego, kto tu jest lekarzem?” denerwuje się doktor. Macha ręką. Dlaczego te pacjentki chcą się leczyć same?

Anna wraca do domu.
Mijają dni, tygodnie. Ale zmiana nie daje jej spokoju. Zapisuje się do kolejnego lekarza, robi usg i mammografię. Panią doktor guzek jednak niepokoi, zaleca biopsję. Kilka tygodni czekania na wynik. Więcej niż przepisowo, bo ktoś w laboratorium na urlopie, potem lekarka na urlopie. Dlaczego w zasadzie pacjentka dostaje wynik dopiero po dwóch miesiącach? Na to dziś nikt nie umie odpowiedzieć.

Guz jest złośliwy. Trzeba go usunąć, usunąć węzeł, oddać do badania. Wtedy będzie wiadomo jakie będą dalsze działania.

Biopsja. Ale na wynik znów się czeka. I czeka. W końcu dzwoni miła pani od „pana doktora M”. Są wyniki, węzeł czysty, nie ma przerzutów. Anna się cieszy.

Dwa tygodnie później znów telefon: „Pani Anno, zaszła pomyłka. Proszę przyjechać”. Anna nie wie, jaka pomyłka, bo nikt je nie chce powiedzieć. Dopiero w gabinecie słyszy, że dostała wyniki innej kobiety. U niej jednak znaleziono przerzut, w jednym węźle.

Anna ma chemię, radioterapię. Pisze do dziewczyny na Instagramie, która leczy się we Włoszech: „Powinnaś mieć jeszcze scyntygrafię kości. Ten rak daje częste przerzuty do kości” radzi tamta. Gdy Anna prosi o to lekarza prowadzącego, on prawie puka się w czoło. Jaka scyntygrafia. Procedury są wszędzie takie same. Mija rok. Ponad rok. Anna ma hormonoterapię, jest po chemii, radio. Nikt nie robi dalszych badań, nie sprawdza. Anna mówi lekarzowi, że boli ją noga, coś w kręgosłupie. „To nerwobóle” słyszy.

Próbuje zakwalifikować się do nowoczesnych badań nad nowym lekiem. Tylko dzięki temu robią jej scyntygrafię: okazuje się, że jednak przerzuty do kości są.
Rok wcześniej lekarz jej mówił, że na pewno z tego wyjdzie, teraz odwiedza najlepszych profesorów w Polsce i słyszy: no trzeba mieć nadzieję, nie wiadomo.

Bierze drogie leki, zastrzyki. Bada się co kilka miesięcy. Nowych zmian nie ma.
A potem zgłasza lekarzowi dziwne objawy. Zapomina co chciała powiedzieć, traci równowagę, nie potrafi czegoś przeczytać. Lekarz znów macha ręką: stres, stres, stres. Dopiero po pół roku ma zrobiona tomografię głowy. Znów czeka na wyniki.
W mózgu są liczne przerzuty. Zbiera się jedno konsylium, drugie, trzecie. Wszystko trwa i trwa.

Kto ma na to czas, gdy leczy się na nowotwór? Na czekanie? Na kolejki? Na brak wsparcia? Na drogiego profesora, który nawet za kilkaset złotych ma dla niej tylko pięć minut, przegląda papiery i mówi: A ja nie mam jak otworzyć płyty.
W XXI wieku? Profesor nie potrafi odczytać płyty z wynikami tylko każe sobie je drukować? I rzuca: „To pani jeszcze chodzi?”albo: „Ale wie pani, że jest na granicy życia i śmierci?”.

Tak, Anna jest bardzo silna. Łyka teraz kolejną chemię w tabletkach, wymiotuje. Ale nikt nawet nie pomyśli, że może trzeba by jej podać silniejsze leki przeciwwymiotne w kroplówce? Przeciwbólowe? Wyciszające. Pan doktor odhacza: „Proszę przyjść za parę tygodni, zobaczymy”. Zobaczymy? W grudniu zrobimy nowe badania. W grudniu? Dlaczego nie teraz?

Ile jest takich Anek? Kobiet odbijających się od kolejnych drzwi? Niezaopiekowanych?

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Zobacz także

Zasługujesz na więcej, na to co lepsze. Nawet, jeśli dzisiaj w to nie wierzysz, to tak jest

Bądź bardziej asertywna – słyszę i myślę: „Jasne, łatwo powiedzieć. Asertywna. Tylko, jak u diabła nią być?”

Czujesz niepokój przez urlopem? Czy to normalny stan, czy oznaka większego problemu?