Psychologia

Biegnij przez życie. Trzeba mieć odwagę żeby go kosztować, nie bojąc się porażek

ONA PO 40-TCE
ONA PO 40-TCE
30 kwietnia 2017
Fot. iStock/filadendron
 

Niech to będzie historia o tym jak kobiety komplikują sobie życie…albo nie, może bardziej o samoświadomości?…samoświadomości kobiety dojrzałej……

Z Kingą jesteśmy przyjaciółkami od lat, znamy się dobrze, bardzo dobrze.. I nieważne ile się nie widziałyśmy potrafimy być względem siebie otwarte przez duże O… Dokładnie tak. Wiemy o sobie wiele, a jak niewiele to też przy najbliższym spotkaniu  nie mamy przed sobą tajemnic, Prawdziwa kobieca przyjaźń..

Spotkałyśmy się w naszej ulubionej kawiarni. Zawsze ją podziwiałam…ja cicha , spokojna…ona pełna energii, radości …ciekawa świata. Taka…otwarta na ludzi… Kiedy weszła ..to tak jakby światło weszło razem z nią…i ten uśmiech, nieustający uśmiech i błyszczące oczy…….. Zastanawiałam się, czy błyszczące oczy świadczą o zakochaniu?….o czymś „egzotycznym” w życiu kobiety, co dodaje im tej niesamowitej energii?…

Otóż…chyba niekoniecznie…zadziwiające prawda?

Kinga, kobieta z dużą samoświadomością własnego ego, nie zarozumiała, bardziej niepoprawna optymistka nie miała łatwego życia. I nic w tym zaskakującego. Jak każda z nas miała swoje wzloty i upadki. Poprzedni rok rozpoczęty porażką związku…Cholera…nic w ty dziwnego- wszystkie My przeżywamy takie sytuacje…Ona tez, chociaż nic na to nie wskazywało, bo stanowili zaje – fajną parę, stało się…. Rozpadło. Owszem przeżyła to,  ale szybko stanęła na nogi…. poszła w pracę , pasję, realizowanie samej siebie… Z każdym dniem bardziej atrakcyjna, bardziej pewna siebie, poszukująca wewnętrznego spokoju …. który odnalazła …(idealne prawda?)  Przeżyła kolejny cios…chorobę nowotworową matki, walkę z jej depresją…poczucie odpowiedzialności…. czasami bezsilności i bezradności …takie tam. Opowiadała, jak często płakała, jak zadawała sobie pytania co robić. Kiedy jej słuchałam…. zastanawiałam  się jak ja dałabym rade… Siła charakteru?…może…sama Kinga tez się nad tym zastanawia…. Ale kiedy stajesz w obliczu klęski lub walki…to nie zastanawiasz się …walczysz…Czasami płaczesz, przewartościowujesz swoje życie, myślisz o swoim zdrowiu, czasami z lękiem. Teraz kiedy o tym mówi …widzę jak jej oczy błyszczą…..ze wzruszenia…udało się.

Mężczyźni….. Tak, zawsze byli…. Po rozstaniu pojawiali się i znikali…Bo tak chciała, bo tak było lepiej, bo to co mogło być nie było tym, czego oczekiwała.. Nie, nie chciała ranić…chociaż tak czasami wychodziło…Wychodziło tylko dlatego, że nie czuła tego „czegoś” …owszem zauroczenie, a później…Kinga jest dojrzałą kobietą i docenia wartość komunikacji……dostrzega w mężczyznach zalety, ceni je…ale jest na tyle niezależna, że …..ma świadomość, czy kontynuacja znajomości ma sens czy nie…. Czasami myśli, że to wina jej charakteru… Ale czy to źle być silną, niezależną kobietą? Nie . Chociaż takim jest trudniej.

Kinga zamknęła tamten rok pełen wyzwań, pełen poszukiwań samej siebie, pełen różnych zdarzeń ..jedna klamra…. Zaczęła żyć …jak postanowiła na nowo… Kobieta 45 plus wie czego chce … Podobno…

Nowy rok przyniósł „Tlen” …Zaczęła oddychać a harmonia i spokój zapanowały w jej „świecie” I wtedy powrócił ex…w zasadzie zawsze gdzieś był…. mieli ze sobą mimo rozstania normalne ( tak, to możliwe) relacje. Bo jeżeli ktoś kogoś zdradzi, porani…wtedy jest ta krzywda, której nie da się ominąć…Ona odeszła, bo coś nie szło nie tak, wypaliło się…. chciała naprawiać, rozmawiać…Nie wyszło. Owszem bolało jak mówi, bo w podświadomości myślała o walce mężczyzny o kobietę…. a oni…poszli sobie…każde w swoja stronę ..w poznawanie ludzi…w poznawanie samych siebie, poszukiwanie….

Powrót miał w pisane w karty seks…owszem przy jednym spotkaniu poszli ze sobą do łóżka…Czuła się dziwie, nie była już tą sama Kingą, on tym samym M…. Stało się, no tak się czasami zdarza w życiu ludzi i tak to traktowała… Zaczęli się spotykać…on i ona…już po różnych doświadczeniach…. Sama nie wiedziała po co… Po co jej to…Lubili się, nadal lubią…. I tak zaczęły mijać miesiące…Nie chciała rozmawiać o tym co się między nimi dzieje… Nie chciała deklaracji, nie oczekiwała i sama tez po tym roku „bez siebie” nie potrafiła się zadeklarować Prawda jest taka, że nie czuła do niego już tego, co było kiedyś…. czar prysł.. Na domiar dostrzegała coraz więcej wad niż zalet…ale …lubili się….

Aż do momentu kiedy zrozumiała…. że to nie jest to, że nie spełnia jej oczekiwań, że jest dużym chłopcem w krótkich majteczkach, ,egoistą…postarzałym mężczyzną o polocie i zachłanności na życie…. Taki frontman …a z drugiej strony mały człowieczek……który cały czas sobie coś udowadnia i bawi się życiem… Nie ocenia, obserwuje.. Bo czym jest ocena? Z wiekiem zrozumiała, że każdy ma prawo do życia tak jak chce, tak jak lubi. Jeżeli dwoje ludzi lubi w życiu energię, szaleństwo – ok.  Jeżeli ta energia idzie w tym samym kierunku jest super, jeżeli nie, to powinno się dać sobie przestrzeń żeby atomy nie ocierały się o siebie.

Potem pomyślała….- albo ja byłam ślepa, albo naprawdę się zmienił…A może ja się zmieniłam..?! Tacy podobni w rozumieniu świata a jednak tak różni.

Czas na zakończenie…. Czasami warto dać szanse żeby samej sobie coś uświadomić…. Uświadomić, że niekoniecznie to co było ..było idealne…to co jest nic do życia nie wnosi, oprócz fajnego seksu…. Po co ciągnąć coś, co nie ma przyszłości…..

Nie wiem czy kobiety są silne. Jedne tak, jedne nie. Wiem że Kinga potrafi…potrafi walczyć o coś, co jest wartościowe, ale i odrzucać coś, co nie ma sensu. Czyżby sprawdzało się powiedzenie – nie warto wchodzić do tej samej rzeki po raz drugi? ,Skąd będziesz wiedziała jeżeli nie wejdziesz? Masz odwagę, siłę …wejdź- sprawdź…. wierzę,  że drugi raz dla niejednej z was będzie szczęśliwy i zakończy się happy endem…inne z was powiedzą nigdy w życiu…Ale kiedy macie siłę, tak jak Kinga – próbujcie…po to, żeby samym sobie coś udowodnić… Może się nie udać, ale życie toczy się dalej.. I kiedy widzę, że nie rozdrabia swojego życia , że cieszy się z tego co ma, radzi sobie z emocjami…i widzę ten błysk w oczach i uśmiech…może warto.

Wiem jedno po tym spotkaniu…Trzeba mieć odwagę żeby kosztować życia…. nie bojąc się porażek… Ta odwaga przychodzi z wiekiem?.. trochę tak. Bo tak naprawdę jak jesteś szczęśliwa sama ze sobą, to nie ma możliwości żeby Ci się nie udało. To trudna życiowa lekcja- polegać samej na sobie, ale gdy  zdasz  ten „egzamin” to zobaczysz, ze związki niekoniecznie są potrzebne do szczęścia…że nic nie dostajemy na zawsze, że życie to nieustająca energia, energia która się zmienia, ciebie zmienia , ewaluuje…

Może my kobiety niekoniecznie wiemy czego chcemy, ale w samoświadomości wiemy na pewno czego nie chcemy. To wystarczy żeby cieszyć się życiem, łapać chwile wiedząc, spełniać marzenia, afirmować codzienność, wiedząc …mając świadomość, że jesteśmy Tu i Teraz…drugiego razu nie będzie .

 


Psychologia

Halo Mars? Tu Wenus. Chcę pogadać.”(…) jestem fiutem…. wybacz!”

ONA PO 40-TCE
ONA PO 40-TCE
2 maja 2017
Fot. iStock/MStudioImages
 

Mężczyzna może być Przyjacielem…wierzcie mi…nie tylko kochankiem, partnerem ale i przyjacielem… Bo my kobiety, ze swoją analizą i syntezą potrafimy czasami zapędzić się w kozi róg. Nasze półkule są chyba nazbyt rozwinięte niż te mężczyzn i czasami warto posłuchać zdania mężczyzny, żeby pewne rzeczy zacząć postrzegać, nie analizować…

Problem w tym, że takich, co potrafią rozmawiać, jest niewielu… Bo niestety czasami z mężczyznami łączy nas coś więcej niż komunikacja…. i  że nie wszyscy potrafią analizować męskie ego, nie wszyscy chcą albo potrafią o tym rozmawiać…

Miałam to szczęście. Tak szczęście….

Wiele lat temu, kiedy moje małżeństwo popadało w ruinę, mąż zdradzał perfidnie, a ja trwale wierzyłam we wszystko tylko nie zdradę (jakaż byłam niedojrzała..) pojawił się On. Nazwijmy go On…bo mężczyzna, który był mega atrakcyjny i otwarty został moim terapeutą, kumplem, przyjacielem… To nie był problem relacji damsko-męskiej, czyli rzucanie się w wir przyjemności kobiety zdradzonej i zszarganej przez męża, teraz już byłego, ale rozmowa…. szczera…i męski punkt widzenia…

Lubiliśmy się, ba! Nawet wpadliśmy sobie w oko, tyle że On był żonaty, ja jeszcze mężatką, ale nieszczęśliwie nadal zakochaną, na dodatek sponiewieraną przez męża. Bo tak jest najczęściej moje drogie, że kiedy mężczyzna zdradza żonę i ma coś na sumieniu, to najczęściej obarcza całą winą za wszystkie nieszczęścia tego świata swoją żonę. I piszę to z całą premedytacja, bo ile przypadków tyle potwierdzeń tej teorii. Jesteśmy wtedy złe, winne, wręcz obrzydliwie wredne…. To takie leczenie własnego ego mężów, którzy leczą swoje sumienie naszym kosztem. Zgadzacie się? Doświadczyłyście tego?

Ja obserwuję i ta teoria niestety potwierdza się w życiu …. Niestety. Niestety mężczyźni mimo siły wojownika, zdobywcy mają słaby potencjał ,jeżeli chodzi o prawdę w postaci, „ok, zwaliłem wybacz, zakochałem się… wybacz. Czy codzienność mnie przygniata – jestem fiutem….wybacz!”

Nie, oni zrobią z ciebie potwora, lalkę, niedobra matkę, złą żonę i takie tam. Po co? Żeby rodzina pomyślała: no tak, nieszczęśnik, bidula, musiał!

Ale do rzeczy o przyjaciela vel On. Po co nam on i jakie korzyści takiej znajomości płyną (nie mylić z seksem, chociaż nie wykluczam- wasz wybór).

Otóż….

Męski świat widzenia jest tak różny niż nasz. My kobiety, tak idealizujemy, czasami potrafimy irracjonalnie usprawiedliwiać „swoich oprawców” , że aż przechodzimy w tym same siebie.

Nie, nie obrażam tu nas – kobiet, piszę bardziej o sobie i o tym, co taka relacja mi dała.

Mój rozwód był dawno… uuu… baaardzo dawno temu , ale pamiętam jak się miotałam i wymyślałam teorie, teorie spisku, nawet byłam lepsza od Wołoszańskiego. Naprawdę. Usprawiedliwiałam, widziałam świat, że to faktycznie ja ponoszę winę. Nieprawda.

Moje drogie, te przed rozwodem i po rozwodzie…jeżeli w waszym otoczeniu jest mężczyzna, taki w miarę kumaty, niekoniecznie to ma być kochanek, a raczej nawet nie! Ale kumpel, który obiektywnie popatrzy na wasze życie , bez emocji typu: chciałbym cię wyrwać – pogadajcie z nim od serca! Serio!

Ja nigdy nie zapomnę tych naszych rozmów z ON. Zawsze przedstawiał mi świat, jak go widzi facet. Byłam oburzona! Oj bardzo! I co? No właśnie…właśnie to ON miał rację. Nie ja. Wsłuchiwałam się w tedy w jego słowa, nie chciałam wierzyć, ale po fakcie niejednokrotnie moje teoria miały się nijak do rzeczywistości. Więc cóż, dogłębniej zaczęłam je brać do siebie i wyszło mi na dobre.

Drugi plus – taki ON, kiedy „spadałam w dół”, zawsze pociągał mnie za warkoczyki i pionizował męskim punktem widzenia.

Trzeci plus – w końcu nauczyłam się prowadzić dialog z mężczyzna okazując emocje – bo nie musiałam udawać, starać się. Byłam sobą i nikim innym, i uwierzyłam, że jest to możliwe..

Czwarty plus – przy zdradzie męża to ON nie pozwolił, żebym poczuła się bezwartościowa, nijaka, żeby moja samoocena spadła poniżej poziomu ziemi. Bo niestety tak mamy, prawda?

ON – przyjaciel w trudnych chwilach, momentach. Życzę wam, żebyście takiego przy sobie miały – pełen empatii do was, bez oczekiwań, bez podtekstów..

Mnie taka relacja pozwoliła zbudować samą siebie od nowa, dała siłę. I chociaż przyjaciółek miałam wiele i wielkie serce dla nich za wsparcie, to czasami trudne słowa z ust mężczyzny lepiej stawiają na nogi. Nie ma w tym „cukru”. Nie raz usłyszałam po moim monologu: „Maleńka, jaka ty jesteś naiwna, przecież jest tak i tak…”. I powiem wam, że  bolało, no bo jak to?! Ja nie mam racji?! A jednak..

I słowa z męskich ust: ”Popatrz na siebie, możesz wszystko!”. Ja wiem – banał, ale z ust mężczyzny brzmi to inaczej.

On istnieje. Jest. Często rozmawialiśmy, spotykaliśmy się wiele lat, nadal mamy ze sobą kontakt. Wiemy co u siebie. Nie, nie jesteśmy i nie byliśmy parą. Ale Jesteśmy.

I teraz, kiedy nie widzieliśmy się 6 lat, potrzebuję znowu rozmowy, znowu męskiego punktu widzenia. Więc zaplotę warkoczyki, spotkam się z nim, a on po moim monologu mocno je pociągnie do góry pionizując. 😉

Dziękuję

Halo tu Wenus. Chcę pogadać.

Dla M 😉


Psychologia

Hello September. Surprise me…

ONA PO 40-TCE
ONA PO 40-TCE
4 września 2016
Fot. iStock / Believe_In_Me

Wrzesień. Przyszedł, przyszedł po letnich miesiącach, które minęły zbyt szybko. Jeszcze ciepło, a już masz wrażenie ze za chwile dzień będzie coraz krótszy, poranki i wieczory już chłodniejsze. Ale nie jest to moja meteorologiczna analiza miesiąca, nie…

Dziewiąty miesiąc roku… jak ciąża… nadchodzi coś. Może w tym porodzie wykluje się coś dobrego.

Może. Chciałabym.

Chciałabym cofnąć czas do września tamtego roku. Wrzesień, tamten wrzesień był tak różny, tak inny dla mnie, tak szczęśliwy. Niestety czas biegnie, wiec ani czasu nie cofnę, ani nie wywrócę biegu zdarzeń, jakie nastąpiły po sobie.. Pozostaje akceptacja tego jak jest..

Po wrześniu cały rok zaczął wirować. Następowały zmiany niechciane i zmiany w miarę przyzwoite. W miarę przyzwoite, bo stawiały mnie na nogi o kolejnych porażkach.  Prostowania na nowo swojego życia, próba pogodzenia się z tym, że nie potrafię już zbudować sobie szczęścia osobistego, bo kiedy po raz kolejny czujesz żal i rozczarowanie to optymizm tez w tej dziedzinie ma cię w d..

Ale chwile trzeba łapać, poszukiwać, realizować się w różnych dziedzinach, zrozumieć siebie i nazwać emocje… Polubić siebie. Nauczyć się na nowo spędzać czas. Inaczej niż do tej pory. Nauczyć się znowu… na nowo…, że liczyć trzeba na siebie, na sobie polegać, sobie zaufać..

Rok jak na karuzeli… dobrze-źle-dobrze… itd.. No nie, jak na huśtawce, tylko, dlaczego huśtawka z dzieciństwa przynosiła tyle radości… ta w dorosłym już męczy..

Czasami marze o stabilizacji, o tym żeby pozytywna nuda zagościła w życiu… I kiedy już prawie tak się czułam, trach…. choroba w rodzinie… Czołówka z życiem? Próba , kolejna… znowu bycia silnym, znowu bycia wsparciem, znowu przezwyciężenia stresu i lęku… czy dam rade… Dam. Wiem o tym.

Nie ma co się użalać. Jest jak jest. Trzeba łapać zdarzenia jak byka za rogi ..i ..walczyć.. Śmiać się w twarz ironii losu.

Ale tęsknię… czasami… tęsknię za poczuciem bezpieczeństwa jaki miałam . Doceniam czas. Tamten czas. Bo wszystko było łatwiejsze.

Jestem, żyję, uśmiecham się… trwam w wyznaczonych celach.

Wrześniu… zaskocz mnie proszę. Przynieś co chcesz, zmiany?… a co tam… byleby były na dobre… Niespodzianki?.. tak, niech będą ..ale miłe. Zmień mnie jeśli chcesz… chociaż nie wiem czy jeszcze bardziej można mnie zmienić..

Albo nie…

Oddaj mi tylko tę radość która miałam w sobie , którą miałam w oczach… Bo siłę mam.