Psychologia

73% uczniów odczuwa stres, niepewność i strach po powrocie do stacjonarnej szkoły – raport Centrum Edukacji Obywatelskiej

Redakcja
Redakcja
10 czerwca 2021
Photo by Kelly Sikkema on Unsplash
 
Badanie przeprowadzone przez Centrum Edukacji Obywatelskiej w pierwszych dniach po powrocie do stacjonarnej szkoły pokazuje, że młodzi ludzie są z tego powodu pełni obaw, w zdecydowanej większości zestresowani, często też zniechęceni. Przyznają, że naukę w formie zdalnej utrudniał im brak bezpośredniego kontaktu z nauczycielem i rówieśnikami. Jednak, co zaskakujące, aż 47% z nich jest zdania, że to edukacja stacjonarna jest trudniejsza niż zdalna. Nauczyciele przejawiają większy entuzjazm związany z powrotem do szkoły. Jednocześnie w części tej grupy widoczny jest problem wypalenia zawodowego. Eksperci Centrum Edukacji Obywatelskiej w opublikowanym raporcie alarmują, że to, jak przebiega powrót do stacjonarnej szkoły, w dużym stopniu ukształtuje sytuację w edukacji na kolejne lata.

Dla aż 73% badanych uczniów powrót do szkoły oznacza stres, a 52% komunikuje w związku z powrotem tylko negatywne emocje. Wśród nauczycieli tak krytyczny stosunek do powrotu przejawia 20% badanych. Sytuacja jest trudniejsza w szkołach średnich. Co ważne, aż 25% uczniów i 53% nauczycieli biorących udział w badaniu chciałoby otrzymać wsparcie psychologiczne.

Nauczyciele często wskazywali, że powrót do pracy stacjonarnej rozbudza w nich chęć do działania (48%). Jednak pytani o objawy wypalenia zawodowego przyznawali, że w ostatnim czasie jest więcej dni, kiedy już przed pracą czują się zmęczeni (47%). Problem wypalenia zawodowego może dotyczyć nawet 15% nauczycieli.

„Powrót do tradycyjnej szkoły jest trudny zarówno dla uczniów, jak i nauczycieli. Dlatego dobrze, że MEiN apelowało do szkół o skupienie się na odbudowywaniu szkolnych relacji i dbaniu o kondycję psychiczną uczniów. Zdecydowana większość szkół przyjęła ten priorytet, choć w naszej ankiecie pojawiały się głosy uczniów, których nauczyciele nadal weryfikują ich wiedzę po powrocie do szkół. Są to zwykle przypadki pojedynczych nauczycieli, ale rzutują na odbiór powrotu do szkoły” – komentuje dr Jędrzej Witkowski, prezes Centrum Edukacji Obywatelskiej.

Prawie połowa uczniów (43%) uważa, że obecność w szkole nie jest konieczna do zdobywania wiedzy, a 47% uznaje edukację stacjonarną za trudniejszą. „Przyczyną takiego stanu rzeczy może być mniejsza elastyczność edukacji stacjonarnej, większy zakres kontroli nauczyciela w czasie zajęć w szkole, trudności w relacjach z rówieśnikami, czasochłonność dojazdów” – piszą autorzy raportu.

W raporcie „Szkoła ponownie czy szkoła od nowa? Jak wygląda powrót do stacjonarnej edukacji?” Centrum Edukacji Obywatelskiej zwraca uwagę, że okres po powrocie do szkół silnie wpłynie na nasz system edukacji w kolejnych latach. „Możemy teraz skupić się na odtwarzaniu szkolnych rutyn sprzed pandemii lub przyjrzeć się wnikliwe obecnej sytuacji i na jej podstawie wyobrazić sobie, jaka powinna być szkoła, która lepiej odpowiadałaby na potrzeby uczniów i nauczycieli” – komentuje Witkowski.

Z raportu wynika, że najważniejsze wyzwania stojące przed szkołami to:

  • odbudowa motywacji i zaangażowania uczniów zestresowanych powrotem do szkoły,
  • praca nad wyrównywaniem większych niż dotychczas różnic w poziomie wiedzy pomiędzy uczniami,
  • zapewnienie dostępności psychologów i pedagogów szkolnych oraz elementów wsparcia psychologicznego dla nauczycieli,
  • odpowiedzenie na potrzeby grupy nastolatków, którzy docenili elastyczność edukacji zdalnej, a teraz sceptycznie patrzą na powrót do szkoły.

Raport i pełne rekomendacje dla szkół, jednostek samorządu terytorialnego, instytucji, organizacji edukacyjnych dostępne są do bezpłatnie na: https://ceo.org.pl/publikacje/rozwoj-szkoly-i-doskonalenie/szkola-ponownie-czy-szkola-od-nowa-jak-wyglada-powrot-do. Mogą być one przydatne zarówno w ostatnich tygodniach pracy przed wakacjami, podczas przygotowywania się do nowego roku szkolnego oraz w długoterminowej perspektywie.

Źródło informacji: Centrum Edukacji Obywatelskiej


Psychologia

Nie tylko seks. 8 głęboko intymnych rzeczy, które budują związek

Redakcja
Redakcja
10 czerwca 2021
Photo by Vitor Pinto on Unsplash
 

„Miłość to nie pluszowy miś” – znacie tę piosenkę? To intymność i zaufanie, to relacja, która tworzy w codzienności, nie tylko w sypialni. Trzeba o tym pamiętać i budować związek na zaufaniu i bezpieczeństwie.  

Intymność, która tworzy się między parą, to nie tylko seks. Jest potrzebna, żeby stworzyć związek w ogóle. I nie chodzi tylko to bycie razem w łóżku. Przejawów głębokiej, intymnej więzi jest znacznie więcej. Czułe gesty, słowa, wypracowane rytuały pełnią ważną rolę i pozwalają stale zabiegać o uczucia. Ignorowanie ich mocy prowadzi do rozluźnienia więzi i uniemożliwia budowanie pełnego dobrych uczuć związku.

8 głęboko intymnych rzeczy, które warto praktykować w związku

1. Dotyk

Przytulanie wyzwala dobre emocje, buduje piękną bliskość bez większego wysiłku. Tym bardziej, jeśli partnerzy nie mają dla siebie zbyt wiele czasu w ciągu dnia, przytulanie jest rzeczą, która powinna przychodzić spontanicznie. I kobiety i mężczyźni kochają czuć bicie serca, oddech i zapach bliskiej osoby. Przytulanie otwiera na wzajemną łagodność i spokój.

Mimochodem i jak najczęściej dotykajcie się w ciągu dnia, podtrzymując bliskość. Wieczorami z kolei postawcie na masaż, nieśpieszny, relaksujący, który może stać się miłym wstępem do namiętnej nocy.

2. Łóżko

Nie tylko na czas seksu, ale po prostu śpijcie ze sobą. Taka obecność, bliskość ciał i oddechów buduje bliskość, pozwala poznawać się lepiej, skłania ku przytulaniu, śmiechu, zachęca do rozmów i uspokaja po całym dniu. Warto spędzać ze sobą taki czas, nawet gdy tylko będziecie leżeć i patrzeć sobie w oczy.

3. Rozmowa

Rozbieganie się do swoich czynności powoduje niedostatek czasu na ważne rozmowy. Partnerzy zaczynają mówić o rzeczach mało istotnych, koncentrować się jedynie na bieżących sprawach. Znajdźcie dla siebie chwilę, choćby przed zaśnięciem, by pomówić o czymś więcej, niż co zrobić jutro na obiad i czy rachunek za prąd jest już opłacony.

Powiedzcie sobie, co chodzi wam po głowach, czego chcielibyście spróbować, a do tej pory jakoś się nie składało. Pamiętajcie, że sam fakt rozmowy nie obliguje od razu do spełnienia próśb i fantazji, ale odkrywa partnera i pozwala poznać się lepiej.

4. Szczerość

Każdy ma prawo do zachowania dla siebie sekretów, ale nie powinno się trzymać wszystkiego dla siebie. Powierzanie sobie tych drobnych sekretów łączy, wzmacnia poczucie bliskości i wzmacnia wzajemne zaufanie. Cudownie jest mieć takiego powiernika.

5. Pomoc

Wbrew pozorom, współuczestnictwo w codziennych sprawach bywa bardzo seksowne. Czas spędzony na wspólnym gotowaniu, nawet jeśli jedna osoba gotuje, a druga towarzyszy jako ekspert od smaku, niesie dobry nastrój i relaksuje. Przy okazji staje się doskonałym wstępem do innych, jeszcze bardziej przyjemnych rzeczy. Ofiarowanie pomocy i zaangażowania pokazuje wzajemną troskę.

6. Otwartość

Zróbcie coś innego niż zazwyczaj. Postawcie na spontaniczność, nie zawsze musicie zachowywać się na tyle lat, ile macie. Szaleństwo jak za dawnych, dobrych lat cudownie rozluźni i nastraja.

Zdecydujcie się na coś, czego do tej pory nie próbowaliście. Chodzi o to, by po raz kolejny poczuć dreszczyk niepewności, czegoś nowego. To przeżywanie pierwszego razu poza łóżkiem i sferą erotyki. Każde nowe doświadczenie dokłada cegiełkę do waszej intymności.

7. Taniec

Nie jesteście najlepszymi tancerzami? Nic nie szkodzi, przecież nikt nie musi was oglądać, ani oceniać. Stwórzcie listę ulubionych piosenek, takich, które przynoszą piękne wspomnienia. Włączcie muzykę, rozpalcie świece, otwórzcie wino. Tańczcie, śmiejcie się i czerpcie jak najwięcej ze wspólnego czasu.

8. Czas

Gry planszowe, wypady do kręgielni czy na bilard — macie ogrom możliwości, by nawet mieszkając z dala od wielkich centrów rozrywki bawić się doskonale. Z jednym wyjątkiem. Jeśli któreś z was kocha konkurencję i ma problem z przegrywaniem, odpuście sobie rywalizację, bo gra zamiast radości, może przynieść odwrotny rezultat. Nie chodzi o to, by spędzać ze sobą każdą chwilę, bo nadmiar wszystkiego szkodzi. Ale spróbujcie zagłębić się ze wspólną pasję, coś, co was będzie kręciło i sprawi przyjemność. Dodatkowy temat do rozmowy i wspólnie spędzany czas oraz plany daje kolejną płaszczyznę do rozmowy. Nawet jeśli wam się nie spodoba to samo, docenicie szczerą chęć zaangażowania.

 

 

 


Psychologia

„To jest list pożegnalny. Tak, list pożegnalny, ale, o ironio, mam nadzieję, że to właśnie on mnie uratuje”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
10 czerwca 2021
Photo by Darius Bashar on Unsplash

Że jak to wszystko z siebie wyrzucę będzie mi po prostu lżej. Czy to możliwe? Nie wiem. Piszę go, żeby się ratować, żeby nie zrobić tego, co wydaje się, że zakończy wszystkie cierpienia. Tyle że moje cierpienia, a zniszczy życie, które zawsze będę chronić – mojego synka.

Tak wiele się dziś mówi i czyta o depresji. Nie wiem czym ona jest, ale może jest właśnie tym bólem. Może jest lękiem, którego już nie chcę czuć. Może smakiem porażki, który cierpko odznacza się na moich ustach a który spijam razem ze łzami. Może tym stanem, kiedy wyje jak zwierzę które kona. Nie wiem, może… Ale jeśli tak właśnie jest, to prawdziwy przeciwnik, a ja byłam wojownikiem. Nie wiem czy nadal nim jestem, bo widzę coraz więcej sensu w poddaniu się niż w czymkolwiek innym.

Ha! Doskonale też wiem, że słowo „walka” od razu – samo w sobie, może być złem. Jeśli nastawiasz się na nią to prawdopodobnie nie będzie odwrotu. Walka to agresja, rana, to przelana krew i blizny. Tego nie chcę, marzę o szczęściu. Chyba. Bo nie wiem czy umiem jeszcze marzyć.

Nie rozumiem dlaczego tak się stało? Dlaczego los tak ze mną pogrywa? Dlaczego samotność zabiera wszelką radość? Jak do tego doszło, że zbliżam się do 40. a niczego nie mam? Że mieszkam w wynajętym mieszkaniu, że pracuję wciąż na właściwie „śmieciówce”. Że nie mam szans na emeryturę, oszczędności i wygląda na to, że na miłość też ich nie mam. Że nie wyglądam tak jakbym chciała, że muszę zacząć się przyzwyczajać do przykrych uwag dotyczących mojej figury. Że nie umiem tego zmienić, znieść też nie umiem.

Gdzie popełniłam błąd? I w końcu dlaczego nie spełniły się moje marzenia o rodzinie…dlaczego on mnie wtedy zostawił? Samą z dwulatkiem? Dlaczego odszedł do innej? Dlaczego rozpadały się kolejne związki? Dlaczego źle wybieram? Dlaczego?

Nie powinno się zazdrościć innym tego, co mają. Przecież ja to wiem! No to próbuję, cieszę się z tego co dobre, a każdego dnia coraz trudniej mi to znaleźć. Ba! Od zawsze uczę syna, by potrafił robić to, co we mnie zanika, by potrafił doceniać najmniejsze rzeczy. A ja jednak zazdroszczę życia ze wsparciem mężczyzny, domu z którego za chwilę nie trzeba będzie się pakować. Wakacji, spokojnych snów, codziennych radości, wspólnych wieczorów, świąt, weekendów. To tylko mała część tego, czego potrafię zazdrościć i nie umiem przestać.

Bóg, los, nie wiem co jeszcze, czasem daje mi poczuć, że będzie lepiej. Boję się cieszyć czymkolwiek… bo i tak mi to odbiera. Za każdym razem wracam do punktu wyjścia. Jestem ja i młody człowiek za którego jestem odpowiedzialna. I znów pustka, tylko coraz większa. Nie chcę teraz słuchać jakie to mam szczęście, bo mam dla kogo żyć. Bzdura…psychologiczna bzdura, która komuś w cierpieniu nie daje kompletnie nic. Wielkie nic, które dorzuca poczucia winy. Bo nie umiem się tym cieszyć i wiem, że nigdy nie umiałam. Zawsze to było trudne. Praca, obowiązki, samotne rodzicielstwo przeplecione kolejnymi sercowymi porażkami. Innym się udaje. Mam przecież koleżanki po rozwodzie, czasem po kilku związkach. Takie, które nie są już same.

Wiem, że powinnam na to patrzeć jak na kolejny etap. Wiem, że po burzy wychodzi słońce. Wszystko to przerabiałam, ale nie widzę już horyzontu. Jest ciemny, zimny ocean, na którym coraz częściej są tylko sztormy.

Moim kołem ratunkowym jest rodzinny dom, z kiepską przeszłością. Żeby nie oszaleć spotykam się z mamą, siostrą, szwagrem, ich dziećmi. Tam przez chwilę nie czuje się sama. Ale to nie jest moje prawdziwe życie. Moje jest tu, w systemie który wypracowałam, żeby przetrwać. W pracy, którą lubię, bo się na niej znam. W mieszkaniu w którym, kiedy jestem sama, włączam byle co, byle nie myśleć. Gdybym nie musiała, nie wstałabym z łóżka. Gdybym nie musiała, nigdzie bym nie wyszła. Ale w moim systemie są zakupy, gotowanie, porządki, treningi syna, trochę spraw by pomóc innym w potrzebie. Tyle. Tyle by przetrwać jak najdłużej.

Pomaga muzyka i otrzeźwienie, że przecież są większe ludzkie dramaty. Przez jakiś czas to działa. Krótko, bo smutek to potężna siła, wraca i wciąga w doskonale znaną już czarną przestrzeń. Trzeba widzieć światło by móc żyć, trzeba mieć się gdzie ogrzać, żeby chłód nie odebrał wszystkiego. Mam w zwyczaju wypatrywać choćby iskry, ostatnio jej nie widzę. A kiedy dzieje się tak zbyt długo, chęć jej szukania też zanika.

Nie wiem co robić? Dlaczego żal, którego uczyłam się wyzbyć, wraca? W wybaczaniu jest wielka mądrość, której myślałam że doświadczam. Teraz nie jestem pewna. Dążyłam do akceptacji. Był moment, kiedy wierzyłam że mnie uzdrowiła. Widać to też nie było naprawdę. A jeśli największa siła jest w zrozumieniu, to ja nie rozumiem chyba już niczego.

Czuję, że tak niewiele wiary mi pozostało. Słowo „nadzieja” to dla moich ust olbrzymi wysiłek, za duży na dziś, na teraz. Może jednak kiedyś…


Zobacz także

Jak wybieramy w miłości? On – „trochę ładniejszy od diabła”, ona – młoda, ładna, jak z okładki cz.2

7 obietnic, które powinnaś sobie złożyć i nigdy ich nie złamać. Nie zapominaj kim jesteś

Wścieknij się, choć raz, zrób aferę. O piekle, w którym żyją grzeczne dziewczynki