Psychologia

7 wskazówek, jak skutecznie stawiać czoła krytyce

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
25 października 2016
Fot. Pixabay / biznesbaranova / CC0 Public Domain
 

Mało kto przepada za krytyką. O niebo lepiej jest słuchać pochwał niż krytycznych uwag na temat naszego wyglądu, zachowania, osiągnięć czy planów na przyszłość. Mimo, że to najczęściej tylko słowa, osobie krytykowanej mogą głęboko zapaść w pamięć. Trudno nie przejmować się sytuacją, gdy szef wyrzuca do kosza nasz dopieszczony projekt, mąż nie popiera planów na wakacje marzeń, a siostra wspomniana, że ta nowa sukienka, wcale nie leży na tobie jak powinna.

Krytyka nie tyka?

Jeśli krytyka z konstruktywnej, która ma wskazać popełnione błędy, niedociągnięcia, przeistacza się w agresywną i niszczącą, mało kto wyciąga z niej pozytywną lekcję. Ta chwila niesie ze sobą uczucia takie jak przykrość, złość, niepokój, wstyd, zmieszanie, dlatego zazwyczaj nie znosimy jej dobrze. Na nieszczęście osób krytykowanych, uwaga może mieszać się z próbą ośmieszenia, personalnego ataku, w dodatku niesłusznego. Szczęściarze lub osoby pewne swego mogą sobie powiedzieć, że niemiła rzecz spłynęła po nich, jak po kaczce. Są ludzie bardziej odporni, którzy otrzepują się z nieproszonej krytyki i dalej robią swoje, a są też tacy, którym mocna krytyka ekspresowo podcina skrzydła. Ci drudzy mają zdecydowanie bardziej pod górkę.

Nie chodzi o to, by przestać słuchać, ale by zachować zdrowy dystans

Negowanie naszych osiągnięć czy wysiłków, może być bardzo bolesne. Im więcej wkładamy serca, czasu i energii w dany projekt, tym bardziej boli wytknięcie popełnionych błędów. Jednak nie warto zadręczać się nieuzasadnioną krytyką, która nie wnosi niczego dobrego. Uodpornij się na słowa, które cię dotykają, to wcale nie jest trudne.

1. Ważne, kto krytykuje

Nawet jeśli odnosisz wrażenie, że nawet pani z warzywniaka zdążyła zlustrować i ocenić twoją nową fryzurę, możesz być w błędzie. Zakładanie, że każdy będzie miał do twojego wyglądu czy postępowania jakieś „ale” i na pewno ci się za to oberwie, to wielki błąd. Bo wielu z tych, którzy mogliby, wcale nie muszą cię krytykować. A poza tym, niby dlaczego miałoby cię dotykać zdanie osób, które mijasz w ułamku sekundy na ulicy, rzucając zdawkowe „dzień dobry”? Pomyśl, w jakiej materii i kto ma prawo zwracać ci uwagę i krytykować, wtedy lista osób, którymi mogłabyś się przejąć, gdy trzeba, zdecydowanie zmaleje.

2. Pomyśl, czy właściwie masz powód do zmartwienia?

Być może przejmujesz się na zaś krytyką, której nikt nie zdążył wobec ciebie jeszcze wytoczyć. To szczególnie zauważalne u osób, które cierpią na niskie poczucie własnej wartości i u których krytyka zawyża poziom stresu. W takim przypadku czas powiedzieć sobie jasno — ludzie mają swoje życie i swoje problemy, nikt normalny nie podgląda cię całą dobę, wyczekując jedynie momentu twojego potknięcia. Spokojnie, na szczęście nie jesteś pępkiem świata, nikt nie jest.

3. Krytyka nie zawsze oznacza złe intencje

Nie każda osoba krytykująca marzy, by zmieszać cię z błotem. Łatwiej jest wyciągnąć prawidłowe wnioski z danej sytuacji, gdy przejmiesz, że ta osoba nie ma złych zamiarów. Przecież gdyby nikt nie zwracał uwagi na popełniane przez ciebie błędy, marne byłyby szanse, że samodzielnie je wyłapiesz i skorygujesz. Dzięki konstruktywnej krytyce oszczędzisz swój czas i energię. Może to jest mało krzepiące, ale krytyka jest sygnałem oczekiwań bliskich wobec twojego zachowania i niejednokrotnie pozwala dostrzec popełniane wobec innych błędy.

4. Bądź otwarta 

Nie traktuj innych niż ostatecznej wyroczni, ale wysłuchaj, co mają do powiedzenia. Możesz, jednak nie musisz brać uwag do serca i specjalnie przejmować się opiniami innych. Warto jednak wysłuchać argumentów, jeśli rozmówcy na tym zależy. Konfrontacja pozwoli na oswojenie sytuacji, która na drugi raz nie będzie cię tak przerażać.

5. Reaguj na niesłuszne zarzuty

Stawianie czoła krytyce nie zawsze jest komfortowe, ale potrzebne. Szczególnie jeśli krytyka cię rani i nie możesz z nią się zgodzić – powiedz to głośno. Pamiętaj, że pozostawienie niesłusznej krytyki bez komentarza oznacza zgodę na krytykę w przyszłości.

6. Wytrąć argumenty z ręki krytykanta

W przypadku, gdy ktoś zaczyna cię bezpodstawnie atakować, nie można się dziwić, że masz ochotę obrócić się na pięcie i uciec. Jednak w takich sytuacjach warto zagryźć zęby, zachować twarz i być ponadto. Tym samym otrzymasz szansę pokazania „hejterowi”, że nie robi to na tobie większego wrażenia, tym samym wytrącisz mu argument z ręki i zdecydowanie nie dasz satysfakcji. Nie daj się wyprowadzić z równowagi i pamiętaj, że wiele osób po prostu krytykuje, by ukryć przejaw własnej słabości, a nie siły.

7. Daj sobie prawo do pomyłek

Osoby z zacięciem do perfekcji szczególnie boleśnie odczuwają spływającą na nie krytykę. Perfekcjoniści sami wobec siebie bywają nadmiernie krytyczni, dążąc stale do osiągnięcia ideału. Wystarczy, że dasz sobie prawo do błędów i przyjmowania krytyki, a zrozumiesz, że to nie musi uderzać w ciebie i twoje kompetencje.


źródło: charaktery.euwww.self-psychologia.pl


Psychologia

American dream, różowy flaming i torby w kratę. Czyli historia jednego sukcesu

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
25 października 2016
American dream, różowy flaming i torby w kratę. Czyli historia jednego sukcesu
Fot. Archiwum prywatne
 

Lubisz zmywać wieczorem makijaż? Nie śmiej się, wiemy, że nie lubisz, ale jeszcze nie wiesz, że ta nienawiść może być pierwszym krokiem do sukcesu… Bo wszystko zaczęło sie od tego, że one też tego bardzo nie lubiły… I jeśli myślicie, że to jedna z tych historii pt.: miałam tylko pomysł, wiarę w siebie i 2 miliony spadku po babci… mylicie się.

Była jesień, szaro-buro, deszcz i ten majestatyczny moment, kiedy po raz pierwszy przekraczasz drzwi uczelni. Nowy rozdział. Szczególnie, gdy wyfruwasz z małej miejscowości z głębokim pragnieniem pochłonięcia całego świata, a nie tylko wyszalenia się w Warszawie do obrony magistra. UW to był dla obu z nich początek, miejsce, z którego chciały się odbić do dalszego lotu. Znalazły się dość szybko, obie bardzo wysokie, żądne przygody, z ambicjami. Młode, nieco gniewne, głodne świata. Wtedy jednak nie miały pojęcia, że za parę lat ich życie potoczy się w takim kierunku.

Ewa Dudzic i Monika Żochowska, dziś trzydziestolatki, z marzeniami i firmą, która zdążyła ugryźć spory kawałek kosmetycznego rynku: w Polsce, Stanach i Arabii Saudyjskiej… właściwie na całym świecie. W trzy lata zamieniły marzenie w prężny biznes, i parę razy dostały w tym twardym świecie w kość.

Małe dziewczynki z Polski nie mają szans – zjedzą was na śniadanie w tej waszej Ameryce

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

… i wyplują. Ameryka, Paryż, Dubaj? Nie, to nie może się udać. I to jeszcze z takim produktem – koncerny kosmetyczne zmiażdżą was bez mrugnięcia okiem. Myjka do twarzy, która ma spowodować rezygnację z zakupu tych wszystkich toników, mleczek i innych mazideł? To się po prostu nie może udać. Ewa i Monika słyszały to ze wszystkich stron. Na każdy entuzjastyczny plan rozwoju pomysłu – przypadło 20 katastroficznych wizji bankructwa, 5 ośmieszenia i pewnie jeszcze kilkanaście charakterystycznych puknięć w czoło. A jednak udało się. I nie było  w tym ani odrobiny przypadku – to były trzy lata ciężkiej harówy. Zaciskania pasa i walki o spełnienie marzenia. Bo obie doskonale wiedziały, że nikt tego za nie nie zrobi.

Łomża – Janów – Warszawa – Dubaj. Podróż  po swój sukces

Monika od zawsze czuła, że chce pokazać światu, że kobiety potrafią wiele. Wychowała się z czwórką braci – od zawsze musiała coś udowadniać, stawać do małej rywalizacji w męskim świecie. Ewa zaprawiła się do walki o swoje w świecie sportu, trenowała skok wzwyż. Łączyła je od zawsze pasja i poświęcenie do tego, co kochały robić, nieustępliwość w drodze do spełniania swoich marzeń. I choć tak podobne, były zupełnie różne. To właśnie te różnice między gorącą głową a twardo stąpającą po ziemi  realistką okazały się ich kluczem do sukcesu. Tandem idealny, jedna siła, różne kompetencje. Gdy pewnego dnia Monika zadzwoniła do Ewy z pomysłem na biznes, ta nie od razu się zgodziła. Wygrał pociąg do mierzenia się z trudnymi wyzwaniami.

Ich podróż zaczęła się w rodzinnych miejscowościach, a studia w Warszawie okazały się jedynie przystankiem na ich drodze. Bazą, gdzie miały się poznać i na jakiś czas zniknąć sobie z oczu pędząc za marzeniem. Już na studiach posmakowały amerykańskiego snu o wolności. W ramach Work and Travel wyruszyły za ocean. Monika kelnerowała na Florydzie, Ewa w Nevadzie pracowała jako krupierka w kasynie. Podszlifowały język i pewność, że świat stoi przed  nimi otworem.

American dream, różowy flaming i torby w kratę. Czyli historia jednego sukcesu

Fot. Archiwum prywatne

Ewa poczuła, że nie chce spędzić życia w poszukiwaniu „pewnej i ciepłej” posadki gdzieś za biurkiem. Obserwowała swoich znajomych i wiedziała, że ta stabilizacja w polskim przekonaniu jest złotą klatką. Monika po studiach poszukiwała swojego miejsca na świecie – w Stanach i Hiszpanii, żeby finalnie dotrzeć aż do Tasmanii. To właśnie tam, w klinice chirurgi plastycznej, w której pracowała po raz pierwszy, usłyszała o niezwykłej tkaninie, z której można by zrobić rękawiczkę do demakijażu.

Pomysł zaczął nabierać kształtów i zrobił się głodny pieniędzy i czasu. Bo prawda jest taka, że te wcale nie leżą na ulicy. Monika znalazła pracę w Antwerpii, w diamentowej dzielnicy. Po pracy każdą chwilę poświęcała na dopracowanie projektu. Nadszedł ten pierwszy moment, kiedy dobry pomysł i marzenie trzeba było poprzeć twardą walutą. Po wielu rozważaniach dziewczyny złożyły wniosek o fundusze unijne. 100 tysięcy złotych dofinansowania, które udało im się otrzymać, były zbawieniem i emocjonalnym przekleństwem tego projektu. Gdy decyzja o przyznaniu funduszy przyszła do nich, nie było już odwrotu, nie było już tylko marzenia o biznesie. Była bardzo prawdziwa odpowiedzialność.

American dream, różowy flaming i torby w kratę. Czyli historia jednego sukcesu

Fot. Archiwum prywatne

Dziś Monika wspomina chwilę, gdy stanęły przed komisją pełną mężczyzn: – Ani jednej kobiety, jak u licha mamy ich przekonać, że kobiety potrzebują „myjki” do demakijażu? – myślały. – Proszę sobie wyobrazić, że przykłada pan tę szmatkę do twarzy i po minucie jest pan ogolony… – powiedziała Monika na prezentacji, zadziałało!

Tak narodził sie pierwszy prawdziwie polski flaming – czyli Phenicoptere [w języku starofrancuskim oznacz flaminga – przyp.red.], tak Ewa i Monika nazwały firmę.

Z pierwszymi pieniędzmi na rozwój i doskonalenie pojawiły się kolejne szanse – na dofinansowania przedsięwzięcia z rodzimych środków Ministerstwa Gospodarki, a po rodzinnych testach pierwszych myjek – entuzjastyczne (i finansowe) wsparcie najbliższych.

Badania nad włóknami i praca jaką wkładały w stworzenie produktu idealnego, tego, który naprawdę może zawojować świat, pochłaniały pieniądze, czas i energię. Gdy zostały zaproszone do Dubaju na targi kosmetyczne, nie było pieniędzy na szaleństwo. W ramach oszczędności towar w kraciastych bazarowych torbach leciał z dziewczynami jako bagaż podręczny. I choć już wtedy śmiały się ze swojego paradowania z torbami przez środek miasta (przecież taksówki też są kosztowne), po tych targach interes ruszył z kopyta. Świat zobaczył GLOV, innowacyjne myjki do demakijażu prosto z Polski.

Glov - American dream, różowy flaming i torby w kratę. Czyli historia jednego sukcesu

Fot. Archiwum prywatne

Świat nigdy nie jest za ciasny na dobre pomysły

Po powrocie nadszedł ten moment, na który tak długo obie czekały. Sephora, Marionnaud, potem sieć drogerii w wymarzonym USA – Ulty. Nierealne? A jednak się ziściło. Rok temu, po raz pierwszy w firmowego konta popłynęły porządne wypłaty, nad rozwojem firmy czuwa około 100 osób na całym świecie. Ale Ewa i Monika nie zamierzają szastać pieniędzmi na „hajlajf” – zbyt dobrze pamiętają te kraciaste torby, oszczędzanie każdego grosza. Ogromnie szanują swój sukces – i cieszą się tym, co udało im się osiągnąć. A co dalej?

No cóż, teraz wreszcie jest pora, by na chwilę zwolnić, skorzystać ze swojej naprawdę dobrej stabilizacji, tej nieograniczającej wolności. Chwilę odsapnąć, mieć nielimitowany czas na miłość, zwykłe życie. Na razie planują odpoczynek i naukę. Naukę życia bez stresu, z radością, że udało się i że potrafią. A potem, a potem  zrobić następny krok do przodu, gdzie – to się jeszcze okaże.


Psychologia

Nie pozwól, by inni ograniczali twoje szczęście. Czas najwyższy z tym skończyć!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
25 października 2016
Nie pozwól, by inni ograniczali twoje szczęście. Czas najwyższy z tym skończyć!
Fot. iStock/ BraunS

To co mnie najbardziej wkurza w ludziach, to odmawianie sobie przez nich prawa do szczęścia. Pytam się: „Jesteś szczęśliwa” i słyszę wszystko inne oprócz: „tak jestem”. A przecież my mamy pełne prawo do tego, żeby być szczęśliwym. Nikt nam tego nie zabrania, nie ma w tym niczego złego. Nikt nie każe nam umartwiać się i narzekać.

Kiedy obserwuję innych, zauważam, że bardzo często wpływ na nasze życie mają inni ludzie. Niby nie słuchamy ich opinii, niby nie kierujemy się tym, co mówią, a jednak… Mamy w swoim otoczeniu ludzi, którzy sukcesywnie odbierają nam poczucie szczęścia. I wcale nie muszą robić jakiś spektakularnych rzeczy, o nie. Wystarczy, że są blisko nas i wiercą nam dziurę w brzuchu. Swoimi negatywnymi emocjami odbierają nam radość życia, wprowadzają niepokój i brak pewności siebie.

Wiem, że trudno jest pewne relacje ograniczyć, a co dopiero zakończyć. Ale gdy zdamy sobie sprawę, że blisko siebie mamy kogoś, kto negatywnie wpływa na nasze postrzeganie świata i siebie, warto się zastanowić, czy chcemy być w swoim życiu szczęśliwi, czy pozwolić, by ktoś nam na to szczęście nie pozwalał.

Chcecie wiedzieć, czy macie obok siebie kogoś, kto tłumi wasze szczęście? Takie osoby zawsze:

Narzekają

Na to, że pogoda jest beznadziejna – obojętnie czy pada, czy świeci słońce, że są za grubi za chudzi, że jedzenie zbyt smaczne, albo paskudne. Na każe twoje pełne euforii: „Ale super” mają dziesięć przesłanek, którymi zbiją ciebie z tropu mówiąc: „Naprawdę? Myślisz, że to takie fajne?”.

Martwią się

Nawet, gdy jesteś czegoś pewna, z ich strony padnie pytanie: „A nie boisz się? Martwię się o ciebie”. To często wystarczy, by wyhamować nas w jakimkolwiek działaniu. Każe nam stanąć się i zastanowić, co oczywiście bywa dobre, ale źle się dzieje, gdy sprawia, że wycofujemy się z podjęcia jakiegokolwiek działania.

Lubią tajemnice

Zatrzymują nas słowami: „Muszę ci powiedzieć, coś ważnego…” albo „To ty o tym nie wiesz…”. I oczywiście nie powiedzą nam nic przez telefon, czy w towarzystwie, bo wymaga to bycia tylko we dwoje. Takie tajemnice, stawianie nas w sytuacji, kiedy nie znamy wszystkich okoliczności, sprawia, że czujemy niepokój, że nasze szczęście zostaje zachwiane, bo to o czym nie wiemy, raczej nie buduje naszego poczucia bezpieczeństwa… Oczywiście najczęściej okazuje się, że ta wielka tajemnica, to jakaś kompletna pierdoła. Ale co nam nerwów napsuła…

Są pesymistami

Każda ciemniejsza chmura na horyzoncie wróży według nich deszcz. Nigdy nie podzielają twojej euforii, czy zachwytu. Szybciej wyciągną wszystko co niepewne, wątpliwe, ryzykowne, żeby odwieźć cię od działania.

Kochają złe wiadomości

I o tych mówią tobie najchętniej nie szczędząc szczegółów. Dla nich zła wiadomość, to wiadomość idealna. Mogą upajać się tym, jak złe emocje ona wywołuje. I nawet jeśli mówisz: „Dobra wiem, już wystarczająco dużo”, to chcą iść dalej i snuć wizję konsekwencji tego, co złe.

Uwielbiają słowo „ale”

„O rety, super, że ci się udało/że tak myślisz, ale…” i tu następuje tyrada wszystkiego, co może mogłoby się stać. To ten typ, który tylko mówi, że coś by zrobił znajdując tysiące wymówek, tych właśnie „ale”, które trzymają go w miejscu, w którym jest.

Nie wychodzą poza swoją strefę komfortu

Jeśli przyjrzysz się osobie, która zawsze tobie mówi: „Daj spokój, po co ci to”, „Jesteś tego pewna?”, „Nie boisz się?”, to okaże się, że jej życie od wielu lat wygląda dokładnie tak samo, że nic się nie zmienia. Że więcej w nim gadania niż działania. To powinien być sygnał dla ciebie, że taka osoba nie może być dobrym doradcą dla tego, co chcesz zrobić, skoro ona nie robi nic.

Przegapiają dobre momenty w swoim życiu

W ogóle nie potrafią się cieszyć z tego, co ich spotyka, przegapiają dobre momenty, dobre rzeczy. Każdą rzecz potrafią zanegować twierdząc, że coś się stało przypadkiem, że to taki fuks, że właściwie, jakie to ma znaczenie…

Jeśli obok ciebie jest ktoś, z kim nie chcesz dzielić się dobrymi rzeczami, bo pojawia się w tobie taka myśl: „Po co mam jej mówić o awansie, jeśli i tak uzna to za marny sukces”, to naprawdę sygnał, że lepiej ograniczać kontakt z takim człowiekiem. Jeśli nie chcemy mówić o naszych sukcesach, bo wiemy, że nigdy nie usłyszymy: „Super, gratulacje”, a raczej: „Myślisz, że to dobrze”, „Na pewno zasłużyłaś?”, „A Monika ostatnio…” i tu nastąpi tyrada o tym, jak ktoś jest od nas lepszy, to naprawdę warto od kogoś takiego się odsunąć.

Kochane, każda z nas ma prawo być szczęśliwą i każda z nas może o tym szczęściu stanowić. Nie dajmy go stłamsić, pokopać przez kogoś, kto sam szczęśliwy nie potrafić być i jeszcze nam to szczęście odbiera.


Zobacz także

5 powodów, dla których nie warto nigdy mieć dzieci

Jem bo się stresuję. Jak kontrolować „zajadanie” nerwów

Na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie. Jak nas zmienia małżeństwo