Lifestyle Psychologia

50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób #14 – Mów i przyjmuj komplementy

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
29 września 2017
Fot. iStock / Hramovnick
 

Poniedziałkowy wieczór. Zaprzyjaźniona sąsiadka pisze do mnie wiadomość, cytując, jak to moja córka zwróciła się do niej w trakcie popołudniowych zajęć tanecznych:„Ciociu, nie wiedziałam, że masz grzywkę. Powinnaś ją nosić częściej, bo ładnie w niej wyglądasz”.  Oczywiście wiadomo, jak miło poczuła się komplementowana ciocia. I jak miło zrobiło się mamie, kiedy to przeczytałam. Pomyślałam: moje dziecko prawi innym komplementy. I to nie pierwszy raz. I wcale się tego nie wstydzi. Super!

Zastanawiam się, czy wynika to z jej odwagi, czy też z tego, że obie, każdego dnia otwarcie mówimy sobie miłe rzeczy. Doceniamy to, jak któraś z nas fajnie się ubierze, jak zrobi ładną fryzurę, jak ciekawie wygląda i jak zrobi dobre jedzenie(tu akurat chodzi o mnie) lub narysuje coś ciekawego. Chwalimy siebie nawzajem za dobre żarty, udany kawał czy fajną niespodziankę. Doceniamy drobne gesty. Prawimy sobie komplementy.

Być może zaraz sobie stworzysz w wyobraźni przerysowany obraz jak to mamusia i córusia codziennie sobie słodzą i spijają z dziubków, mówiąc „SUUUUPER!”. Zapewniam, że nic z tych rzeczy bo i każdego dnia zdarza nam się konstruktywna krytyka i nie zawsze wszystko nam się podoba. Ale o tym innym razem.

Zostawmy sytuację z moją córką.

Pamiętam jak kilkanaście lat temu wróciłam do Polski po roku mieszkania w Australii. W kraju, w którym wszyscy się do Ciebie uśmiechali, pytali jak się masz i hojnie obdarowywali komplementami: „masz piękne oczy”, „masz fajny akcent”, „wow, świetnie mówisz po angielsku”,  „Polki to piękne kobiety” itd.

I tak na okrągło przez cały rok! Od znajomego i nieznajomego. Od mężczyzny i od kobiety.

Nikt nie miał z tym żadnych oporów, a dzięki tym słowom – poczułam się odważna aby codziennie, z każdym i wszędzie mówić po angielsku, niezależnie od tego, czy mówiłam z błędami, czy bezbłędnie.

Nie wspominając już o tym, jak dowartościowałam się jako kobieta. Dzięki tym ludziom otworzyłam się na przyjmowanie miłych słów. A także komplementowanie innych weszło mi w krew i wydawało mi się czymś zupełnie oczywistym, aby powiedzieć koleżance, że ładnie wygląda, kiedy właśnie tak uważałam.

Po powrocie do Polski, niestety zauważyłam, że nie jest to takie oczywiste dla wszystkich.

Kiedy mówiłam komplement koleżance odnośnie jej sukienki – ta odpowiadała: „Eee dzięki, wiesz to stara kiecka”. Albo „Eeee, serio? Nie wyglądam w niej za grubo?” , albo „oj weź nie żartuj!”

Kiedy zdarzyło mi się powiedzieć komplement zupełnie obcej kobiecie – najczęściej dostawałam w zamian „ten wzrok”, który wskazywał, że z pewnością lubię kobiety bardziej niż powinnam, a obdarowana komplementem pani uciekała, gdzie pieprz rośnie.

Ehhh no i weź tu człowieku bądź miły.

Prawdą jest, że nadal mamy problem zarówno z mówieniem komplementów jak i przyjmowaniem ich. A wszyscy ich potrzebujemy.

W przypadku mówienia – często mamy w tyle głowy, że zostaniemy źle odebrani, że ktoś pomyśli, że jestem nieszczera albo, że czegoś oczekuję w zamian.

Jeśli masz szczere intencje i naprawdę kiecka Twojej koleżanki jest super – to powiedz jej to!Tak po prostu. Bo dlaczego miałabyś tego jej nie powiedzieć?

Przecież każdy z nas lubi słyszeć komplementy i nie ma w tym nic złego! Nie świadczy to od razu o naszej próżności czy pysze. Wszyscy potrzebujemy na co dzień wyrazu życzliwości i uznania. Wszyscy w ten sposób budujemy swoje poczucie własnej wartości.

Szczere komplementy dodają nam skrzydeł, energii, poprawiają humor i sprawiają, że czujemy się bardziej dowartościowani. Od razu dzień staje się przyjemniejszy, a twarz rozjaśnia się promiennym uśmiechem. Czujemy się ważni, dobrzy w tym co robimy, ładni. Rośniemy w siłę.

W przypadku otrzymywania komplementu często reagujemy rumieńcem lub zbędnym komentarzem.

Bo nie zawsze potrafimy przyjąć komplement.

Najczęściej reagujemy w dziwny sposób typu: oj przestań! Nie żartuj! Albo tłumaczymy się, że coś jest stare, pożyczone, czy z wyprzedaży itd. Takim zachowaniem obniżamy naszą wartość  i negujemy własne atuty. Krępujemy się, wstydzimy i oblewamy rumieńcem.

A wystarczy, abyś powiedziała tylko: „Dziękuję” i zaakceptowała, to co usłyszałaś. Bez negacji, bez komentowania czy krygowania. Zaakceptuj, uśmiechnij się i idź dalej  🙂

I nie obawiaj się, komplementowania innych. To naprawdę miłe uczucie, widzieć, jak druga osoba rośnie w naszych oczach. A co najważniejsze – tego możesz się nauczyć!

W ramach treningu, zachęcam abyś przez tydzień powiedziała coś miłego komuś znajomemu. Oczywiście nic na siłę! Komplement ma być szczery – inaczej ta druga osoba wyczuje fałsz.

I drugie zadanie dla Ciebie – kiedy otrzymasz komplement – podziękuj i nic więcej nie mów. Zauważ jak się czujesz i jaka zmiana zachodzi w Tobie.

A jeśli masz ochotę podzielić się wnioskami z obserwacji, napisz do mnie lub zostaw komentarz 🙂

Z miłością.

Dołącz do holistycznego programu dla kobiet CRAZY WOMEN GO HEALTHYi zadbaj o zdrowe CIAŁO, UMYSŁ I DUSZĘ!


Lifestyle Psychologia

50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób #15 – Wybaczaj

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
29 września 2017
Fot. iStock/CoffeeAndMilk
 

Wyobraź sobie, że każdego dnia, tuż po przebudzeniu zakładasz na plecy plecak.

Wypełniasz go po kolei: złością, żalem, bólem, frustracją, gniewem, nienawiścią, urazą, niechęcią, cierpieniem, agresją, zgorzknieniem, cynizmem, jadem, rozgoryczeniem, rozczarowaniem, zniechęceniem, rozdarciem, narzekaniem, zaciętością, uporem, rezygnacją i poczuciem winy. 

Każdego dnia, bez wyjątku, plecak wypełnia się po same brzegi. A Ty każdego dnia zakładasz go na plecy i całą jego zawartość nosisz na swoich barkach przez cały dzień. Z tym samym plecakiem kładziesz się spać. Nigdy się z nim nie rozstajesz.

Z każdym dniem plecak staje się cięższy, chociaż nic więcej nie dokładałaś do niego. Z każdym dniem Twoje barki i plecy cierpią bardziej i bardziej, a Ty coraz bardziej kurczysz się w sobie pod ciężarem jego zawartości…

Fajnie????

Wyobraź sobie, że są ludzie, którzy nigdy nie zechcą zdjąć tego ciężaru z własnych ramion i będą go nosić do końca swoich dni, uginając się coraz bardziej pod jego rosnącym ciężarem.

Wyobraź sobie, że jesteś jedną z nich…

Czy z tak wypełnionym plecakiem, jest miejsce na coś pięknego? Kolorowego? Ciepłego? I pozytywnego????

Marika, w jednym ze swoich utworów śpiewała: „Moje serce jest pełne miłości,moje serce nie chowa urazy.W swojej głowie zaprowadzam pokój, ciepłem ciała chcę ciebie obdarzyć…”

Każda z nas w swoim życiu zaznała lub zazna krzywdy wyrządzonej przez innych. Mniejszej lub większej – takiej na pozór niewybaczalnej. Zdrady, zawodu, porzucenia, odrzucenia, oszukania, upokorzenia, utraty kogoś bliskiego itd…Ale również każda z nas, chociaż raz będzie stała po drugiej stronie. Tej, która skrzywdziła. Wtedy do plecaka dorzucamy poczucie winy.

Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie, że właśnie taki plecak nosisz przez resztę swojego życia? Czy na pewno tego chcesz?

Wiele z nas, które zaznało w życiu krzywdy lub ją popełniło, nie potrafi wybaczyć, ani krzywdzącemu ani sobie – jako tej, która skrzywdziła.

Brak wybaczenia powoduje, że najbardziej cierpimy my same. To my właśnie nosimy ten ciężar na swoich barkach. To my budzimy się i zasypiamy z urazą w sercu. Urazą, która wydaje się niewybaczalna. A często dochodzi do tego jeszcze chęć zemsty.

Emocje, które każdego dnia niszczą najbardziej nas – „nosicieli” negatywu.

Ale tylko od Ciebie zależy co z tymi uczuciami zrobisz. Ty decydujesz, czy przez resztę życia będziesz nosiła plecak wypełniony emocjami, pod ciężarem których będziesz się stawała coraz bardziej zgorzkniała, czy też wolisz zrobić miejsce na takie uczucia jak miłość, radość i szczęście…

Aby tak się stało, musimy nauczyć się wybaczać.

Wybaczanie to akt odwagi, niekiedy bardzo trudny.

Wybaczyć nie oznacza, że masz zapomnieć i udawać, że nic się nie stało.

Wybaczyć nie oznacza, że masz od razu lubić tę drugą osobę, czy budować z nią jakiekolwiek relacje.

Wybaczyć również nie oznacza, że możesz usprawiedliwiać jej czyny, czy ponownie zaufać.

Wybaczyć oznacza oczyścić swoje serce, z negatywnych, destrukcyjnych emocji, które obciążają Ciebie. Odpuścić chęć zemsty, zaakceptować miejsce, w którym się znajdujesz i iść do przodu.

To nie jest łatwe. Wiem o tym doskonale. Pamiętam dwie sytuacje ze swojego życia, kiedy przez wiele lat nie potrafiłam wybaczyć ludziom krzywdy, której doznałam. Latami targały mną przeróżne emocje, które w żaden sposób mnie nie wspierały. Pamiętam, doskonale ciężar i ból w sercu.

Pamiętam również, kiedy to ja skrzywdziłam i nie potrafiłam sobie tego wybaczyć. Pamiętam, jak poczucie winy, które w sobie nosiłam przygniatało mnie każdego dnia, powodując złość na siebie samą.

W obu przypadkach uczucia mnie zżerały i odbierały całą radość życia.

Aż któregoś dnia usłyszałam o wybaczeniu innym oraz sobie.

Podjęłam długą drogę do wybaczenia. Pisząc listy, których nigdy nie wysłałam. Zapisując na kartkach destrukcyjne emocje od których chciałam się uwolnić a następnie paląc je w ogniu. Modląc się o pokój w sercu. Patrząc na „winnych” oczyma akceptacji, chcąc wierzyć, że w tamtym momencie wybrali zachowanie najlepsze dla siebie.

Tak, to bardzo trudny proces. Trudniejszy, im większa doznana lub wyrządzona krzywda. Ale wart całego Twojego wysiłku.

Zachęcam Cię z całego serca, abyś uczyła się wybaczać – dla samej siebie. Abyś poczuła ogromną wolność, lekkość, a małymi kroczkami – radość, miłość oraz szczęście. Naprawdę warto!

Bo serce wypełnione miłością, daje miłość innym i sprawia, że zapominasz o tym, co złe.

Z miłością.

Zadbaj o zdrowe ciało, umysł i duszę www.crazywomengohealthy.pl

 


Lifestyle Psychologia

50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób #13 – Buduj poczucie własnej wartości oraz wzmacniaj samoocenę

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
28 września 2017
Silne kobiety, te kilka rzeczy robią inaczej
Fot. iStock / Izf

Patrzysz na innych i wydaje Ci się, że wszyscy wokół Ciebie są pewni siebie, mają wysokie poczucie własnej wartości  i mają łatwiej w życiu?

No to poznaj moją historię…

Jako nastolatka doświadczyłam przykrego zdarzenia, które wywarło ogromny wpływ na moje dalsze życie. Śmiejące się dzieciaki, wytykające Cię palcami za coś, co było totalną błahostką! A dzieci potrafią naprawdę dać w kość…

Smutek, wstyd, poczucie winy, złość, frustracja i totalna utrata pewności siebie,  do tego mocno nadszarpnięte zaufanie do ludzi…

To zdarzenie zakotwiczyło we mnie negatyw na długi czas. Nie potrafiłam sobie z nim poradzić, nie wiedziałam również, że mogę po prostu zgłosić się do kogoś o pomoc aby przerobić, to co miałam do przerobienia. W tamtych latach nie było takiej świadomości, że wsparcie psychologiczne jest niezbędne w niektórych przypadkach.  Samotność, poczucie zdrady, brak zaufanej osoby, z którą mogłabym porozmawiać. Bo lęk był znacznie silniejszy…

Te negatywne emocje towarzyszyły mi przez wiele długich lat. Pomimo uśmiechu na twarzy i całej miłości do ludzi, w sercu dominowały ciemne barwy. W środku czułam się małą, niepewną dziewczynką, która nie zasługuje na szacunek czy miłość.

Przez zaniżoną samoocenę oraz brak pewności siebie nie podjęłam wielu wyzwań w swoim życiu, jak na przykład tego, że nigdy nie poszłam do szkoły aktorskiej, chociaż bardzo o tym marzyłam. Bałam się różnych wystąpień i prezentacji szkolnych. Bałam się wyrażać swoje zdanie na głos i często pozwalałam innym nie szanować moich wartości.

Szukałam przeróżnych sposobów, aby sobie pomóc…

Na początku wierzyłam, że długi wyjazd na koniec świata pomoże mi, odmieni moje życie i sprawi, że wrócę odmieniona… Odmieniona wróciłam ale bagaż emocjonalny powrócił razem ze mną.

Był okres, kiedy niskie poczucie własnej wartości skrywałam skrzętnie pod płaszczykiem  nadmiernej pewności siebie. Wydawało mi się, że jeśli będę KIMŚ – będę szczęśliwa. Tym KIMŚ – oznaczało dla mnie bycie najlepszą we wszystkim co robiłam, w późniejszym czasie sądziłam, że posiadanie wysokiego stanowiska w prestiżowej firmie, zarabianie dużych kwot pieniędzy, czy posiadanie super ciuchów i samochodu sprawi, że poczuję się dowartościowana.

Potem przyszły szalone imprezy, niekiedy uciekanie w używki  – bo to pomagało ukoić ból duszy. Pomagało na chwilę, bo już następnego dnia cała pewność siebie mijała i przychodził ból głowy… Powierzchowność, która była totalnie złudna… i zgubna… Ego szalało, a dusza nadal płakała…

W tamtym okresie najczęściej myślałam o sobie źle i całą przeszłość widziałam w negatywnych barwach. Często obwiniałam się za różne zdarzenia, słowa, błędy, które popełniłam. Nawykiem było „biczowanie się” czyli wrzucanie sobie jaka to jestem zła, okropna i beznadziejna.

Wydawało mi się, że już nic mi nie pomoże…

Dopóki nie zaczęłam chodzić na różnego rodzaju szkolenia rozwojowe, które zmusiły mnie do zajrzenia w głąb siebie. Do stawienia czoła swoim lękom, wstydowi i poczuciu winy. Trzem najbardziej destrukcyjnym stanom emocjonalnym, które przez lata próbowałam stłumić, zagłuszyć i wyprzeć.

Praca nad sobą była trudna i bolesna, często dosłownie wyłam i czułam się, jakby ktoś przeciągnął mnie tyłkiem po żwirze. Ale im bardziej bolało, tym większe zmiany się dokonywały we mnie. Tym lżej mi było na duszy. Tym większy ciężar schodził z moich barków. Tym bardziej wzrastała samoocena i poczucie własnej wartości. Tym bardziej stawałam się otwarta i odważna na życie. Tym lepiej radziłam sobie z krytyką i opinią ludzi. Tym więcej działań podejmowałam w swoim życiu. Tym więcej się uśmiechałam, nie tylko na twarzy ale również w sercu.

Dziś, mija wiele lat od momentu rozpoczęcia pracy nad sobą. Piszę ten tekst i czuję ogromną dumę, że te kilka, a może i już kilkanaście lat temu podjęłam walkę ze swoimi demonami, postanowiłam budować  poczucie własnej wartości i wzmacniać samoocenę.

Dzisiaj jestem MOCniejsza, świadoma swoich upodobań, talentów, mocnych stron. Wiem nad czym chcę pracować i co mogę jeszcze bardziej rozwijać w sobie. Mam odwagę żyć pełnią życia, podejmować własne decyzje, ryzyko i skakać na głęboką wodę. Myślę i mówię o sobie wyłącznie w dobrym tonie, natychmiast „ukręcam łeb” czarnym myślom. Czuję się pewniejsza siebie, co pomaga mi w każdym aspekcie mojego życia. Nie wstydzę się swojej przeszłości, ani nie analizuję jej rozkładając na czynniki pierwsze. Nie boję się także przyszłości, bo jestem spokojna w TU i TERAZ, wiedząc, że zawsze sobie poradzę. Nie mam oporów, aby głośno wyrażać swoje zdanie, mówić wprost kiedy coś mi nie pasuje, wybierać znajomych i rezygnować z tych, z którymi jest mi nie po drodze. Nauczyłam się wychodzić ze strefy komfortu oraz robić rzeczy, które były dla mnie trudne i nieosiągalne. Moja pewność siebie jest zrównoważona i nie czuję się ani gorsza, ani lepsza od nikogo, kogo spotykam na swojej drodze.

Nie wstydzę się również mówić otwarcie o tym, że kiedyś miałam niskie poczucie własnej wartości, bo jestem najlepszym przykładem na to, że można zbudować siebie na nowo. Co więcej, dzisiaj najbardziej uwielbiam pracować w tym temacie z innymi kobietami. Bo właśnie z tej ciężkiej pracy nad sobą, zrodziła się pasja, by pomagać innym ludziom, jako coach i trener.

Niech moja historia, pokrótce opisana tutaj, będzie dla Ciebie inspiracją do zmian.  Tym maleńkim bodźcem, który sprawi, że w Twoim sercu pojawi się choćby iskierka nadziei, że możesz zbudować swoje poczucie własnej wartości, podnieść samoocenę oraz czuć się pewniejsza siebie. Każdego dnia!

BO ZASŁUGUJESZ NA TO, tak samo jak ja!

Z miłością.

Ps. A jeśli chcesz podjąć pierwszy krok ku pracy nad budowaniem poczucia własnej wartości oraz samooceny – jedź z nami na wyjazd CRAZY WOMEN GO HEALTHY! Sprawdź szczegóły i zapisz się tutaj