Lifestyle Macierzyństwo

„Poznaj, by zrozumieć”. A ty, mamo, znasz mnie chociaż trochę?

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
10 maja 2017
Fot. iStock / martin-dm
 

Cześć mamo,

czasem myślę, że ty mnie w ogóle nie kochasz. Nie płacz, wiem, że chcesz powiedzieć: „jak możesz tak mówić?!”, że jestem straszna, ale to nie tak. Pewnie gdybym miała tyle tyle lat co ty, umiałabym to wszystko inaczej nazwać. Usiadłabym w fotelu i używała innych słów podczas rozmowy, mówiła, że „boli mnie twoja nieuważność”, „że coś jest dla mnie ważne i chciałabym, żebyś to uszanowała”. Ale jeszcze tego nie potrafię, dlatego płaczę, albo udaję, że mnie nie obchodzisz. Czasem krzyczę, nie jestem pewna dlaczego, ale wtedy czuję wszystko tak mocno, a jednocześnie tak trudno mi o tym mówić.

W moim „nie kochasz” kryje się bardzo wiele. Jest tam twój szlaban na spotkania z Aśką, to że nie chciałaś słuchać moich wyjaśnień. Twój lęk przed moją seksualnością, którą ograniczasz do drżenia bym przypadkiem seksu nie uprawiała i „nie wpadła”.

W tym „nie kochasz mnie” mieści się każda rozmowa, której nie chciałaś przeprowadzić ze mną w obawie, że nie znajdziesz dość argumentów, by mi czegoś zabronić. Twój brak czasu na to, by nauczyć mnie być kobietą, która lubi siebie. Zresztą, nieważne, jak mogłabym lubić siebie, skoro nawet ty nie lubisz mojego towarzystwa.

W każdej „szpilce” – bo tak mówisz o moich słowach – którą ci wbijam, kryje się jakaś różnica między nami. Wiesz mamo, ja cię bardzo kocham. I chciałabym, żebyś mi pomogła. Ja nie miałam nigdy 35. lat, nie umiem spojrzeć na to wszystko z twojej perspektywy, ale ty miałaś przecież 16-cie, prawda? Spróbujesz sobie przypomnieć mamo, co wtedy widziałaś?

Kocham cię, twoja córka

A co znalazłoby się w liście od twojego dziecka? Zastanawiałaś się nad tym?

Wiecie, czego boję się najbardziej? Za każdym razem, gdy wydaje mi się, że moje dzieci stwarzają jakieś problemy, myślę sobie: „A co będzie, gdy dorosną?”. Czy poradzę sobie? Bo tak bardzo nie chciałabym zapomnieć o czymś ważnym, przeoczyć tego, co dla mnie wydaje się zwykłe i oczywiste, a dla nich będzie końcem świata.

Dziecko dorasta i to przeraża nas najbardziej. Bo nagle okazuje się, że wysiłek, jaki musimy włożyć w budowanie z nim relacji, jest naprawdę duży. Musimy słuchać i odpowiadać, nie pomogą już żadne triki, żeby kupić sobie trochę czasu na niewygodne tematy. Co gorsza, nasz słodki maluch zamienia się w ostrego krytyka, który zmusza nas do skonfrontowania się z tym, że często uciekamy, nie wiemy lub nie chcemy wiedzieć, bywamy głusi lub zbyt mało czuli na potrzeby drugiego (a przecież ukochanego!) człowieka. Twój nastolatek każe ci zrobić porządny rachunek rodzicielskiego sumienia. I wiecie co? Jeśli jest w nas choć odrobina chęci do tego, by z naszym dzieckiem żyć szczęśliwie i jeszcze nauczyć je najlepiej, jak tylko potrafimy, co znaczy szczęśliwie, to najwyższy czas, by przypomnieć sobie, że:

  • też kiedyś byliśmy młodzi, a świat wyglądał dla nas zupełnie inaczej,
  • też czuliśmy mocniej i intensywniej to, co nam się przydarza,
  • też uczyliśmy się naszych własnych emocji,
  • też trudno było nam spojrzeć z innej perspektywy,
  • też brakowało nam pewności siebie,
  • też potrzebowaliśmy zrozumienia, a nie ciągłych pouczeń,
  • też chcieliśmy być ważni, wyjątkowi, docenieni.

W okresie adolescencji dzieje się tak wiele, że trudno dziwić się typowym dla nastolatków zachowaniom. Bo przecież często sami – zbyt zajęci, zagonieni, sfrustrowani, wcale im tej przemiany nie ułatwiamy. Nie potrafimy pogodzić się z całkowitą utratą kontroli nad jeszcze wczoraj „dzieckiem” i jednocześnie oczekujemy, że nagle stanie przed nami w pełni ukształtowany, racjonalny, dojrzały i odpowiedzialny „dorosły”.

Pamiętajmy, że to długa droga. Każdy z nas kiedyś nią szedł

Genialne spostrzeżenia w swojej nowej książce „Nastolatki pod lupą. Poznaj by zrozumieć” zawarła dr Aleksandra Piotrowska (tak, będę was gorąco namawiać do lektury 🙂 ).

„(…) często dorośli nie mają świadomości, co się w tych dorastających dzieciach dzieje. Czego rodzice oczekują, pohukując na nastolatka przy rówieśnikach? Skruchy? Całowania po rączkach i mówienia „przepraszam bardzo”? Ten prędzej przybierze luzacką postawę i pozornie bardzo spokojnym tonem spyta: „Już? Już skończyłeś?”. A w środku rozpada się na części z bezsilności i walczy ze sobą, żeby się nie rozpłakać. Jednak mało uważny dorosły, a większość z nas taka jest, co widzi? Aroganckiego, bezczelnego gnojka, który go nie słucha i jeszcze pyskuje”.*

Bo żeby zrozumieć warto wiedzieć, co dzieję się z dzieckiem (i wcale nie mam na myśli studiowania szablonowych poradników), trzeba przypomnieć sobie, co tak naprawdę stoi za każdym „bo ty nic nie rozumiesz” i nauczyć się rozumieć nasze dzieci. Starsze, z innymi potrzebami, marzeniami i lękami. One zmieniają się tak jak my.

Gorąco polecam wam jeszcze raz lekturę tej książki, zapewniam, że jest do połknięcia przy popołudniowej kawie (lub dwóch). Lekka i forma rozmowy prowadzi nas niespostrzeżenie przez najważniejsze zagadnienia i bardzo dobrze ułatwia dostrzeżenie tych wszystkich zmian i problemów w naszym życiu.

Świetna książka, która uczy nas, rodziców „patrzeć”.

9788380733237

Dziś premiera! Książkę znajdziecie na stronie wydawnictwa: zielonasowa.pl.

*Fragment z książki „Nastolatki pod lupą. Poznaj by zrozumieć”,  dr Aleksandra Piotrowska, Ewa Świerżewska, Wydawnictwo Zielona Sowa, 2017


Lifestyle Macierzyństwo

Jeśli facet, to tylko starszy i błagam nie przekonujcie mnie, że jest inaczej

Listy do redakcji
Listy do redakcji
10 maja 2017
Fot. iStock/YakobchukOlena
 

Pokłóciłam się z koleżankami niemal na śmierć i życie. I to o co? O facetów! Masakra. Hasłem, że jeśli facet, to tylko starszy wywołałam taką dyskusję, że niemal skoczyłyśmy sobie z pazurami do oczu. Dlatego też postanowiłam o tym napisać.Oczywiście wszystko zaczęło się od romansu jednej z nas z młodszym o prawie 15 lat kolegą z pracy. Usłyszałyśmy, że po pierwsze jest genialnym kochankiem, co to i z trzy razy w nocy bez problemu może. Po drugie, że przy nim czuje się pożądana i piękna. Po trzecie, że może z nim śmiać się do rozpuku, że ją rozśmiesza, jest dowcipny, elokwentny. Po czwarte, że ona przy nim jakby miała z 20 lat mniej. I tu jak dla mnie miarka się przebrała. No bo jeśli chodzi o to, żeby czuć się o 20 lat mniej nie trzeba mieć młodszego kochanka i taki argument, to raczej objaw strachu przed starzeniem się.

Nie rozumiem zachwytów nad młodszymi facetami. Zawsze pojawia się: bo ma więcej energii, więcej pomysłów, jest pełen zapału, pozytywnego myślenia. Kochane, ale czy wasz facet/mąż, który dzisiaj jest w waszym wieku albo ciut starszy, nie był taki, gdy poznałyście? Czy te 20 lat temu nie tryskał energią i humorem? Czy nie zachwycił was ciekawością świata, swoimi planami, marzeniami? Czy seks nie był wtedy cudowny?

Żeby było jasne. Nie jestem kobietą, której w życiu wszystko wyszło. Niestety. Ale po rozwodzie przez chwilę wpadłam w sidła takiego młodszego faceta. Piałam dokładnie tak, jak ta moja przyjaciółka. Że ach i och. I jaki on cudowny, wspaniały. Tyle, że gówniarz. I oczywiście, że to może być urocze i że można takiemu matkować, ale nikt mi nie powie, że w większości przypadków (daleka jestem od generalizowania) to faceci, którzy w starszych kobietach szukają:

a) swoich matek

b) potwierdzenia swojej męskości, skoro potrafią zaspokoić tę bardziej doświadczoną i starszą

c) sięgnięcia po zakazane, zwłaszcza, gdy ona jest mężatką

Czasami jest to związane z jakimś podziwem, że ona starsza na niego spojrzała, to koi ich niezaspokojone zachwytów ego. Później będą się chwalić o ile od nich starsza babka, poszła z nimi do łóżka. Słyszałam takie rozmowy, uwierzcie dla kobiet dzisiaj zachwycających się młodszymi kochankami, to nic miłego.

Jak było w moim przypadku? Klasyczne połączenie potrzeby, by mu matkować z potrzebą mówienia mu, jaki jest wspaniały. Te pyszne obiadki, te wyprane gacie, ognisko domowe wychuchane i ja po latach kiepskiego seksu w małżeństwie odkrywająca dzięki niemu na nowo swoją kobiecość – idylla. Do czasu. Kiedy okazało się, że właściwie to ja robię wszystko, a on wszystko ma w głębokim poważaniu. Ta jego dotychczas urocza szczeniackość zaczęła mnie trochę mierzić. Te buty rozwalone w przedpokoju, ciuchy rzucone na podłodze w łazience. Wpadał, kiedy jemu było wygodnie, kiedy jemu pasowało. Zasada była jedna – przychodził, gdy nie było dzieci. Tego też nie mógł zrozumieć z czasem. Nie rozumiał, gdy mówiłam mu, że nie mogę im wywracać życia do góry nogami, że mam potrzebę poświęcania im maksimum mojej uwagi, nawet na razie kosztem tego nazwijmy to „związku”. Żałuję, że my się od razu tylko na seks nie umówiliśmy. Ale ja z poczuciem styrania życiem potrzebowałam tego powiewu świeżości, tylko z czasem coraz częściej miałam wrażenie, że dzieci u ojca, a ja w domu z jeszcze jednym… Żadnych wyjść na kolację, do kina, nigdy nie poznałam jego znajomych, choć później zdałam sobie sprawę, że wcale mi na tym nie zależało.

Szybko zabrakło nam tematów do rozmów, nasza relacja opierała się na seksie i na kłótniach o to, że ja jednak jestem dla niego za mało. Kiedy mu powiedziałam, żeby spadał na drzewo, poczułam tak niewypowiedzianą ulgę, jakbym się balastu pozbyła. To, co miało mnie unosić, niebezpiecznie ciągnęło w dół i w chorą zależność.

I pewnie też dlatego cała dyskusja o wyższości starszych facetów nad młodszymi się rozpętała. Bo dzisiaj jestem z mega fajnym facetem, już kilka lat i nigdy nie było mi lepiej. Jest 8 lat ode mnie starszy, też po przejściach, ale wiecie po czym poznać klasę – po tym, jak mówi o swojej byłej żonie, jak dobre relacje mają.

Starszy facet to niewyczerpane źródło realnego zachwytu. Bo ma dystans do siebie, potrafi z siebie żartować. Nie szuka dziury w całym, pierdoły nie urastają dla niego do ogromnego problemu, który trzeba wykrzyczeć. Niestety młodszym facetom tego zdecydowanie brakuje. Są za nami lata świetlne w każdym obszarze naszego życia. Brakuje im doświadczenia, obycia. Wierzę, że będą świetnymi partnerami, ale dla młodszych od siebie kobiet, bo dopiero im będą mogli pokazać swoją prawdziwą wartość, a nie szukać jej potwierdzenia w oczach starszej od nich partnerki.

Nie chciałbym przez cały taki związek zastanawiać się, co będzie, gdy to ja się zestarzeję, a on wtedy zrozumie, że te 30-latki patrzą na niego z ogniem w oczach, bo jest starszy, dojrzały, budzi zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. One będą młode, on pewnie koło 40-tki, a ja? Różnie może być. Nie chciałabym żyć w takiej powracającej niepewności i nieustannej pracy nad tym, by udowadniać mu jemu swoją atrakcyjność.

Poza tym, nie potrzebuję młodszego faceta, żeby przy nim cieszyć się życiem i czuć się o 20 lat młodziej. Kogo chciałabym oszukać? Siebie? Jego? Mam tyle lat, ile mam. A na ile się czuję? Na pewno nie czuję się staro, ale też nie chcę być podlotkiem, co to nagle w wieku ponad 40-tu lat ubiera miniówki, wsiada do terenowego auta, śpi pod namiotem i w weekend wskakuje na rower przejeżdżając 180 km. No nie, to już mam za sobą. Lubię namiot – ale też lubię odpocząć w bardziej komfortowych warunkach. Lubię, jak mój facet o mnie dba, jak rozumie, że też mam swoje życie, swoje dzieci. Lubię, gdy nie jest nachalny, gdy daje mi przestrzeń do złapania oddechu, Lubię, gdy jest, nawet gdy go nie ma. Tak potrafią starsi faceci, faceci dojrzali. Którzy nie boją się, że zdradzimy ich za rogiem, bo są świadomi swojej wartości. Męscy i silni i na nich można się wesprzeć.

A seks? Seks też może być cudowny. I choć kiedyś nie myślałam, że to powiem, to jednak – seks ze starszym facetem to inna bajka, to inny poziom wtajemniczenia. To inna jakość – dla mnie osobiście lepsza od tamtej, z młodszym.

Pewnie dlatego nigdy nie zrozumiem zachwytu nad młodszymi facetami i związków z nimi… To złudne budowanie poczucia wiecznej młodości… A co, gdy on powie: „Sorry, ale jesteś za stara”. Nie chciałabym nigdy martwić się, że to usłyszę. Zdecydowanie to ja wolę być tą młodszą.


Lifestyle Macierzyństwo

Drogi Były, dziękuję ci za to, że wiem, jak nie chce żyć. Za co możemy być wdzięczne swoim eks?

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
10 maja 2017
Fot. iStock / teksomolika

Nie udało się wam. A miało być tak pięknie… Miłość do grobowej deski, może biała suknia? To nie był toksyczny związek – po prostu w pewnym momencie poczuliście, że coś się wypaliło i już wam nie jest tak dobrze. Podjęliście decyzję o rozstaniu. Bo po co być ze sobą wiedząc, że to nie jest to?

Idealne zakończenie. Już nie jesteście razem, jednak nie czujesz do niego żalu. Myślisz, że to na pewno nie o tobie, bo nienawidzisz gada? Ej, przecież wiele zostało w twoim życiu po nim. I to nie są tylko wspomienia. Ot, chociażby nauczył cię siły. Z czasem, kiedy opadną już emocje, rozumiemy, że nie tylko partner był tym złym. Kiedy sobie to uświadomimy, możemy poczuć wdzięczność. Wyzwalającą wdzięczność. Przecież kiedyś było między wami dobrze, prawda? A nawet lepiej niż dobrze, wręcz idealnie. Z perspektywy czasu widzisz, że dał ci wiele i wiele po nim zostało w twoim życiu. Za co możesz być mu wdzięczna?

Bo odkrył w tobie kobietę

Wiele z nas ma problem ze swoją kobiecością. Czujemy się mało atrakcyjne, o naszych kompleksach możemy gadać godzinami. Spotkanie odpowiedniego mężczyzny może być początkiem zmiany. Z szarej myszki możemy stać się pewnymi siebie kobietami. Takim przykładem jest 27-letnia Marta. – Nasz związek był ciągłym odkrywaniem – opowiada o byłym. – Odkrywaniem świata, odkrywaniem drugiego człowieka. I odkrywaniem kobiecości. Zanim go poznałam, czułam się gruba i mało atrakcyjna. Kiedy poprosił mnie o numer, nie wierzyłam, że się do mnie odezwie. A jednak. Podczas trwania naszego związku ciągle prawił mi komplementy, kupował seksowną bieliznę i chwalił każdy centymetr mojego ciała. Dzięki niemu poczułam się piękna i pożądana. I choć nie jesteśmy już razem, to dalej czuję się atrakcyjna i nie straciłam tej pewności siebie, którą wspólnie zbudowaliśmy – dodaje. – Jestem mu wdzięczna za to, że się pojawił w moim życiu. Jest wspaniałym człowiekiem, który pomógł mi wyjść z kompleksów i stworzył ze mnie kobietę. Dziwnie tak mówić o byłym, co nie?

Bo ty przy nim odkryłaś, że świat jest piękny i ciekawy

Urzekła cię w nim jego pasja i chęć zwiedzania świata. Wspólnie odwiedziliście kilka miejsc, których widoki zapierały dech w piersiach. Pokazał ci nowe kultury i zwyczaje innych ludzi. Zrozumiałaś, że życie to nie tylko praca i dom, lecz toczy się ono także w wysokich górach i na, wydawałoby się, opuszczonych plażach. Okej, nie jesteście już razem, ale ty planując wakacje już wiesz, że nie musisz odwiedzić luksusowego hotelu i wydawać na to majątku. Z waszego związku została ci lista stron internetowych, na których możesz kupić tanią wycieczkę na Bali. Dzięki niemu odkryłaś też, że urlop to niekoniecznie leżenie plackiem na plaży i picie drinków z palemką. Pamiętasz, jak pożyczyliście skutery i zwiedziliście Maltę? Być może wtedy poczułaś, że tak właśnie chcesz wypoczywać – w ruchu, jeżdżąc na rowerze i pływając na desce. Miłość do niego się skończyła, ale miłość do podróżowania w tobie pozostała. I za to możesz być mu cholernie wdzięczna.

Bo pokazał, jak zachowuje się facet, który kocha

Nawet jeśli to było tylko na początku waszego związku. Przy nim czułaś się ważna. Wiedziałaś, że możesz na nim polegać i on zawsze stanie po twojej stronie. W trudnych chwilach mogłaś wypłakać się w jego ramię i zawsze wiedział, kiedy podać ci herbatę. – Mój eks zawsze stawiał mnie na pierwszym miejscu. Przy nim czułam się najważniejsza. Dbał o mnie jak nikt nigdy wcześniej. Potrafił odłożyć swoje obowiązki żeby mi pomóc – pisze 29-letnia Kasia. – Dzięki niemu zrozumiałam, że mężczyzna powinien dbać o swoją kobietę i nie chodzi o wielkie czyny, ale o drobne gesty. Dziś zwracam uwagę na to, czy facet potrafi się o mnie zatroszczyć. Jeśli tego nie robi, to sygnał, że mu nie zależy na mnie. I kończę znajomość, bo wiem, że jeszcze spotkam mężczyznę, przy którym będę znowu czuć się jak księżniczka.

Bo zrozumiałaś kim jesteś i czego potrzebujesz

Nie wyszło wam. Myślałaś, że będzie inaczej. Na początku wydawał się ideałem. Ale szybko przestał nim być. Wtedy zrozumiałaś, że jest on tylko twoją lekcją męskości, po której doskonale wiesz, jaki twój facet ma nie być. – Na początku uwielbiałam to, że były najchętniej spędza czas w domu – opowiada 27 – letnia Karolina. – W weekendy nie wychodziliśmy z łóżka, był cudowny seks, seriale i jedzenie. Po pół roku to mnie zmęczyło. Chciałam wychodzić. Ale on nie. Okazało się, że jest domatorem, a mnie ciągnie do ludzi. Dziś już wiem, że potrzebuję faceta, który też lubi być w biegu, wśród przyjaciół. Gdy w potencjalnym kandydacie na narzeczonego widzę cechy mojego byłego, mówię „nie zasługuję na ciebie”. I kasuję jego numer telefonu z telefonu i pamięci.

Bo poznałaś seks, którego pragniesz, albo którego nigdy już więcej nie chcesz

Na wspomnienie waszego seksu znowu przechodzą cię dreszcze podniecenia? Bądź wręcz przeciwnie – wzdrygasz się i chcesz o tym zapomnieć. Nieważne, czy był to najlepszy seks w twoim życiu, czy najgorszy. Twój były pokazał ci, czego chcesz lub czego nigdy więcej nie chcesz. Nauczył cię dotyku, który sprawia ci przyjemność bądź dzięki niemu wiesz, że akurat tak nie lubisz być dotykana. Jedno jest pewne – nauczyłaś się siebie. Może poznałaś także, że spontaniczne akcje w przymierzalni zapewniają ci prawdziwy orgazm? I chcesz ich więcej (z innym facetem oczywiście).

Bo nauczył cię tolerancji

Związek to nie tylko dwoje ludzi. To także jego matka, twoja matka, jego kumple i twoja przyjaciółka. I wiele innych osób. Starałaś się tolerować ich i ich nawyki np. wypad na piwo co dwa tygodnie i znikanie na trzy dni, bo jego przyjaciel kupił najnowszą Fifę. Musiałaś także tolerować jego dziwactwa, których nigdy nie mogłaś zrozumieć. A już najbardziej cierpiałaś podczas spotkań z jego rodziną. Przy zastawionym stole i po którymśtam kieliszku rozkręcał się jego podstarzały wujek, który głosił poglądy sprzeczne z twoimi. A ty siedziałaś cicho. – Zawsze, gdy myślę, że jestem furiatką przypominam sobie mojego byłego i jego rodzinę – opowiada Magda, 30 lat. – Święta u nich. Kilka godzin dyskusji, jacy Żydzi są źli i, że wszystko to wina Tuska. Uff, kiedyś bym zabiła za ten brak tolerancji, przy nich siedziałam grzecznie i mówiłam: „Ludzie są przecież różni”. Tak, to była prawdziwa lekcja tolerancji.

Bo pokazał ci czym jest rozstanie

Nieważne, jaki był powód. I kto porzucił. Nawet jeśli była to twoja decyzja, przeszłaś wspaniałą lekcję życia. Sposób, w jaki się rozstajemy, wiele o nas mówi i o naszym stosunku do drugiego człowieka, wspomnień i wspólnie spędzonych chwil. Byliście dla siebie ważni, choć może podczas rozstania już o tym zapomnieliście. Rozstanie to trudna sytuacja, w której możemy kogoś mocno zranić. Jednak pokazuje, czy potrafimy się żegnać i stawiać czoła sytuacji, czy uciekamy. Analizując wasze rozstanie już wiesz, czego więcej nie mówić, lub właśnie co powinnaś powiedzieć (a tego nie powiedziałaś). Czego się wtedy nauczyłaś? Co czułaś? Myślałaś, że tego nie przeżyjesz. Ale przeżyłaś, prawda?

 

Przeżyłaś, a twoje życie po nim jest bogatsze. Dzięki niemu lepiej znasz siebie. I fajnie by było, gdybyś wiedziała, czego chcesz, a czego nie chcesz od związku i kolejnego faceta. Być może dzięki niemu wiesz, jakiego faceta na pewno nie chcesz. A to już jest bardzo dużo.

I za to ci dziękuję, Drogi Były!


Zobacz także

Meningokoki – każdy rodzic ma prawo sam podejmować decyzję o szczepieniu swojego dziecka

Akcja "List do dziecka"

„Kochana córeczko, najdroższy synku, chcę ci powiedzieć, że…”. „List do dziecka” – nasza nowa akcja na Dzień Dziecka z super nagrodami

Test: pierwsze zwierzę jakie zobaczysz na tym obrazku, mówi o tym, jak będzie wyglądało twoje życie miłosne w 2018 roku