Macierzyństwo

Parentingowe hejterstwo, czyli „wkurzasz mnie, bo masz spokojne dziecko!”

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
2 października 2016
 

Moja córka skończyła wczoraj 3-miesiące. Gdy byłam w ciąży nasłuchałam się: „pierwsze 3-miesiące najgorsze”, „nic nie można z tym dzieckiem robić – masakra”, „nudny ten okres i męczący, a dziecko nie zwraca na Ciebie uwagi”, „wytrzymaj te pierwsze miesiące, a potem już z górki…” itd. Jak dla mnie na razie to był jeden z najwspanialszych okresów w moim życiu! Nie przeszkadzały mi zmiany pieluch (nawet jak dziecko narobiło na mnie „pod ciśnieniem” na przewijaku czy jak musiałam piąty raz w ciągu minuty zmieniać pieluchę, bo „dorabiała sobie na raty”), wieczorne usypianie, nocne wstawanie, wiszenie na cycku czy płacz. To wszystko było dla mnie rozkoszne, urocze i cudowne!

Wiele osób teraz na pewno powie: „To dlatego, że masz spokojne dziecko! To Aniołek!”

Możliwe. Ale ten Aniołek też ma swoje wady i tego Aniołka trzeba w tej swojej aniołkowatości utrzymać, a to już zależy w dużej mierze od rodziców.

Oliwka urodziła się strasznym śpiochem i ogólnie tak zostało, chociaż w ciągu dnia drzemki są dość krótkie a sen płytki. Od początku nie budziła się zbyt często w nocy, a teraz praktycznie przesypia już całe, czasami z jednym krótkim karmieniem około 4-5 rano. Potrafi potem spać jeszcze do 8.00. ANIOŁEK. Nasz Aniołek jest z tych mało płaczących, potrafi sama zająć się sobą bawiąc się na macie edukacyjnej czy patrząc na karuzelę przez dobrą godzinę. Potrafi cierpliwie zaczekać aż rozwieszę pranie czy zrobię siku. Uśmiecha się często, śmieje się, łapie grzechotki i nie marudzi jak musimy pojechać do lekarza na badania (chyba, że chodzi o pobranie krwi, to już inna bajka). Czy taki ANIOŁEK ma swoje wady? Owszem ma. Niska płaczliwość wiąże się z tym, że nie zawsze w oczywisty dla otoczenia sposób komunikuje, że coś jej się nie podoba. Gdy nie chce być u kogoś na rękach wcale nie drze się na całe miasto albo nie wyrywa się, tylko spina całe ciało, rączki przyciąga do siebie i patrzy z zaciekawieniem na odbiorce. Czasami automatycznie spogląda w moją stronę błagalnym spojrzeniem. Czasami będąc u kogoś na rękach potrafi się nawet uśmiechać co zwykle jest mylone z tym: „ona chce u mnie być”. Jednak tylko matka widzi swoje dziecko 24h i odróżnia mimikę twarzy i mowę ciała. Gdy moja córka jest spięta, zaciska piąstki, trzyma je blisko albo wychyla głowę w moją stronę – nawet gdy się uśmiecha, nie chce być trzymana przez inne osoby na rękach. Co w tym złego? W sumie nic, poza tym, że ciężko to wytłumaczyć innym i zabrać dziecko w bezpieczne matczyne czy ojcowskie ramiona. ANIOŁKI poza tym, że są samodzielne i potrafią się bawić, to żeby takimi być wymagają dużo uwagi, miłości i współpracy z rodzicami. Tak naprawdę są to potrzeby wszystkich dzieci, bo jeśli ich nie zaspokoimy to nawet ANIOŁKI mogą zmienić się w małe potworki. Aniołki też potrafią godzinami wisieć na cycku, też potrafią być marudne i mieć trudności z usypianiem. Jak każde dziecko.

Żyję w otoczeniu młodych matek. W ciągu ostatniego roku urodziło ze dwadzieścia moich koleżanek, kolejne tyle urodziło jeszcze wcześniej, a ilość ciężarnych, które urodzą w najbliższym czasie ciągle się zwiększa do tego stopnia, że nie ogarniam kto już urodził a kto nie. W związku z tym zwiększa się też liczba rozmów na temat dzieci, wychowania, pielęgnacji. Im więcej piszę o swoim ANIOŁKU tym mniej rozmów prowadzę z innymi matkami 🙂 . Potem dowiaduje się po kątach, że wynika to z tego, że hejtują mnie, bo: „tak się chwali córką, bo ma spokojne dziecko”, „taka zadowolona, bo trafiło jej się złote dziecko”, „gdyby miała takie jak moje to ciekawe czy by też była taka radosna…” itd.

Drogie Mamy! Możliwe, że trafiło mi się Złote Dziecko, ze spokojnym temperamentem i przyjaznym usposobieniem. Ale jaki problem byłby z ANIOŁKA zrobić Potworka? ŻADEN. Utrzymanie spokojnego temperamentu u dziecka jest tak samo trudne, jak zmiana Potworka w Aniołka.

Co my – rodzice, robimy takiego, że nasze dziecko dalej jest takie spokojne?

Utrzymujemy spokój w domu

Oboje z mężem staramy się być przy dziecku spokojni, nie spieszymy się, nie krzyczymy, nie trzaskamy szafkami, nie hałasujemy. Zachowujemy się normalnie, ale nie nadmiernie głośno i chaotycznie. Nie zmieniamy szybko pieluch, zawsze mówimy dziecku co z nim robimy („teraz zmienimy pieluszkę”, „teraz założymy ubranko” itd). Siłą rzeczy to ja spędzam więcej czasu z dzieckiem więc zawsze staram się mówić do niej spokojnym głosem, nie za głośno, uśmiechać się często i mówić DO niej, a nie O niej. Ona jest człowiekiem, częścia naszej rodziny, więc czemu mam pomijać ją w dyskusjach? W ciągu dnia cały dzień potrafię z nią przegadać a ona swoim uśmiechem i guganiem lubi mi odpowiadać 🙂 . Nie włączamy telewizji (maluchy do 2 roku życia nie powinny w ogóle oglądać telewizji a puszczanie jej w tle może powodować, że będą dekoncentrować się na zabawie), nie robimy imprez, nie sprowadzamy tłumów do domu. Goście są od czasu do czasu, w godzinach dziennych (nie wieczornych, kiedy dziecko idzie już spać) i nie na długo. Wieczorami wyciszamy mieszkanie, przygaszamy światła, zachowujemy się ciszej niż w ciągu dnia. Unikamy tego co mogłoby wywołać w niej niepokój i lęk (jak np trzaskanie szafkami, drzwiami czy dźwięki z telewizora). Trzymamy się regularności i przewidywalności, mamy swoje rytuały (np. zawsze po obudzeniu się rano jest zmiana pieluchy, potem jedzenie, potem masaż, potem przebieranie w strój dzienny i zabawa). Tworzymy otoczenie w którym będzie czuła się bezpiecznie i dobrze.

Poświęcamy jej dużo czasu

Wiadomo, że przy takim maluchu głównym zajęciem jest karmienie, przewijanie, usypianie i uspokajanie, ale my staramy się poświęcać jej każdy możliwy czas, często kosztem własnym zajęć. Ona jest najważniejsza. Jak już pisałam dużo z nią rozmawiamy, ma czas na samodzielną zabawę, ale gdy widzimy, że potrzebuje nas w tej zabawie to bawimy się razem, dużo nosimy na rękach, przytulamy, stajemy przed lustrem, żeby mogła sobie popatrzeć i pouśmiechać do tej dziewczynki w odbiciu 🙂 , włączamy melodyjki, czytamy książki i bardzo często mówimy jak bardzo ją kochamy. I robimy to od pierwszych dni jej życia (no może wtedy jeszcze bez tych zabawek ;)).

Czytamy jej komunikaty, rozumiemy płacz i mowę ciała

Dużo uczymy się na temat mowy ciała niemowląt, rodzajów płaczu (bardzo pomogła nam książka Tracy Hogg „Język niemowląt” – mimo, że z wieloma metodami się nie zgadzam, to kwestie mowy ciała i rozumienia płaczu bardzo nam pomogły oraz samo podejście, żeby do dziecka podchodzić z szacunkiem, mówić co się z nim robi, słuchać, patrzeć w oczy, nie zostawiać do wypłakiwania się, ale też nie uciszać na siłę. Gdy Oliwka płacze najpierw skupiamy się na tym, żeby zrozumieć o co jej chodzi. Nie wtykamy jej od razu cycka za każdym razem jak płacze (ani smoka – ona nie wie co to smoczek!), bo czasami płacze z nudów, z nadmiaru bodźców, ze zmęczenia. Nie koniecznie płacze, bo jest głodna albo ma brudną pieluchę. Nie uciszamy jej na siłe, nie zatykamy ust. Ona płaczem komunikuje! Widzimy to. I albo odcinamy wszystkie bodźce, które ją denerwują albo zmieniamy otoczenie, bo to ją już znudziło, albo zmieniamy formę zabawy itd. I to działa. Częściej widzimy na jej twarzy uśmiech niż łzy 🙂

Pocieszamy i uspokajamy 

Wkurza mnie gdy słyszę: „nie noś jej tyle na rękach, bo się przyzwyczai”. Widziałam dzisiaj fajny obrazek w internecie w którym jedna mama mówi drugiej „nie noś jej tyle na rękach, bo się przyzwyczai”, a druga odpowiada „nosiłam ją 9 miesięcy i się nie odzwyczaiła”. Jeśli dziecko płacze, to znaczy, że ma jakąś potrzebę niezaspokojoną. Jeśli jest to potrzeba bliskości to nosimy na rękach. Jeśli ma skok rozwojowy, jeśli się czegoś boi, jeśli jest zmęczona, marudna – nosimy na rękach. Jesteśmy rodzicami i zaspokajamy jej potrzeby, a ona odwdzięcza się spokojną zabawą, snem i uśmiechem. I raz chce częściej na ręce a raz wkurza się gdy ją bierzemy, bo karuzela jest fajniejsza niż rodzice ;).

Śpimy razem

Tak. Śpimy razem. I w nosie mamy opinie typu: „przyzwyczai się i nie będzie chciała spać sama”. Też się tego bałam, ale rozmawiałam z mnóstwem rodziców, którzy śpią lub spali ze swoimi dziećmi i ci rodzice, którzy są świadomi, czytają potrzeby swojego dziecka, okazują dużo miłości, spokoju i czasu i każde z tych rodziców mówi, że nie było problemy żeby dziecko poszło spać samo. Musi po prostu być na to gotowe i rodzic musi ten moment znaleźć. Musi też dziecko odpowiednio wcześniej do tego przygotowywać, bo żadne dziecko oderwane z rodzicielskiego łóżka z dnia na dzień nie będzie spało spokojnie. To tak jak z karmieniem piersią. Oderwiesz dziecko z dnia na dzień od cycka – będzie dramat. Trzeba to robić stopniowo i ze spokojem. Ja wierzę, że nam się uda. Znam też rodziców, którym się nie udało. Spali z rodzicami i skończyło się porażką i płaczem. Byli to rodzice, którzy nie poświęcali dziecku wystarczająco dużo czasu i uwagi. Spanie z dzieckiem to było dla nich jedynie wygodne rozwiązanie przy karmieniu piersią, a nie zaspokajali dziecku potrzeby bliskości i bezpieczeństwa, dlatego dziecko nie czuło się na tyle dobrze, żeby spać samo i potrzebowało rodzica obok siebie, bo to był jedyny moment gdy czuło bliskość z rodzicami. Paradoksalnie rodzicom, którym się to udało, to w większości są osoby, które z wykształcenia są psychologami, pedagogami czy jest to w zakresie ich zainteresowań. Co też jest dla mnie argumentem, że mają dużą wiedzę w tym temacie i wiedzą jak to dobrze zrobić. Gdy Oliwka miała 5-tygodni sama rozmawiałam z psychologiem co robić, żeby zaspokoić jej wszystkie potrzeby. Byłam zielona w tym temacie. Polecam każdego kontakt z psychologiem, który zna się na dzieciach.

Kangurujemy
Tracy Hogg pisała, że to też złe rozwiązanie. My kangurujemy. Oliwka śpi nam na brzuchu, nosimy, przytulamy. Nie jest od tego uzależniona, ale gdy ma gorsze dni to tylko tam potrafi usnąć w ciągu dnia. Dajemy jej taką możliwość. Za to nie lubi chusty ani tuli. Niestety. Gdyby lubiła, nosilibyśmy ją cały czas.

Zapewniamy bezpieczeństwo i dajemy poczucie bliskości
Podstawa. Obserwujemy jej reakcje. Gdy jesteśmy w nowym miejscu, z nowymi osobami nie odstępujemy jej na krok. Pokazujemy, że jesteśmy blisko i nie musi się niczego obawiać. Po prostu jesteśmy przy niej. I musi to wiedzieć.

Filtrujemy złote rady ciotki-klotki
Każde dziecko jest inne i na każdego działa co innego. Na nasze działa to. Dzięki temu utrzymujemy jej spokojny temperament. Może w przyszłości się to rozjedzie i już tak nie będzie. Na pewno popełnimy błędy. Otrzymywaliśmy dużo dziwacznych rad o których nie chce mi się nawet pisać. Niektóre były przydatne inne przepuszczaliśmy przez filtr. Od początku słyszałam „daj jej smoczka”, „wisi ci na cycku”. Odruch ssania zanika ok 4 miesiąca. Mija trzeci i smoczka nie widziała na oczy. I nie, nie wisiała mi ciągle na cycku. Były gorsze dni gdy tego potrzebowała, przeważnie wieczorami, ale teraz domaga się cycka gdy jest głodna i przy skokach rozwojowych, co jest normalne. Trzeba to przeczekać i potem jest ok. Widzę jak matki na siłe dziecku wciskają smoka mimo, że dziecko wypluwa, albo po prostu nie ma potrzeby go ssać. Jeśli Oliwka jest niespokojna, tulimy ją na rękach, słuchamy jej potrzeb i je zaspokajamy. Smoczek nie potrzebny.Drogie Mamy, nie hejtujcie nas dlatego, że nasze dziecko nie płacze w sklepie czy usypia bez problemu. My też ciężko pracujemy, żeby to osiągnąć! Tak jak i Wy! A może Wasze dzieci płaczą, bo trzeba bardziej posłuchać co komunikują? Może atakuje je zbyt duża ilość bodźców? Może potrzebują ciszy i spokoju? Może nie chcą tylu gości? Może chcą tylko mamy i taty? Może się nudzą, albo są zbyt zmęczone? A może po prostu wymagają więcej uwagi? Może są zbyt wrażliwe i styl życia rodziców warto trochę dopasować pod nie? Zwolnić tempo i się rozluźnić? Dzieci wyczuwają nasze negatywne emocje.

Nie jestem doświadczoną matką. Jestem matką od 3 miesięcy, na pewno się mylę, na pewno popełniam błędy, na pewno popełnie ich jeszcze wielę, ale umiem słuchać i obserwować. Widzę co działa i co się sprawdza u innych rodziców. Wielu rodziców jest dla mnie autorytetem i biorę z nich przykład. Są to bardzo świadomi rodzice i mam nadzieję, że coraz więcej takich będzie. Zachęcam do słuchania swoich dzieci i obserwowania ich. Znajdźmy też dla nich odpowiednią ilość czasu, tyle ile potrzebują. A przede wszystkim je bardzo kochajmy i doceniajmy 🙂 

 


Macierzyństwo

„Nie nadajesz się na matkę! Ja pokażę Ci jak wychować dziecko! Przecież robię to z MIŁOŚCI!”

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
3 października 2016
 

Często kobiety narzekają na teściowe, że przyzwyczajone do wychowywania swoich synków, robią to dalej gdy są już dorośli a wraz z tym nawykiem, wtrącają się do wychowania ich dzieci. Często faceci podlegają swoim matkom i nie mogą się od nich uwolnić. Nie są w stanie samodzielnie podjąć decyzji bez konsultacji z mamą (bo żona to za mało), a kwestie wychowawcze wypowiedziane z ust matki to rzecz święta (żona może sobie gadać, ale to „moja mama jest bardziej doświadczona i wie lepiej!”). Zjawisko to nasila się gdy ten jedyny, mały, 30-letni synek żeni się – matka czuje się zdradzona, porzucona i zaczyna rywalizować ze swoją synową w większym lub mniejszym stopniu, ale zawsze pokazując swoją wyższość i mając na wszystko ostatnie zdanie (w końcu to ona musi być zawsze najważniejsza w życiu swojego synka i to do niej powinien dzwonić w pierwszej kolejności z każdym problemem. W końcu żona może go w każdej chwili zostawić – matka NIGDY). Czytamy o tym na babskich portalach, forach, kobiety żalą się między sobą na swoje teściowe i jakoś muszą z tym walczyć albo odpuścić. Nie jest to nowość, nie jest to nic zaskakującego, jest to zjawisko znane nam wszystkim od lat.

Natomiast tym razem postanowiłam sprawdzić co sądzą faceci na temat swoich teściowych i jak matki ich żon/partnerek podchodzą do ich spraw rodzicielskich. Tutaj sprawa wcale nie wygląda weselej. Wręcz przeciwnie. Pomijamy tutaj kwestię „lubię/nie lubię teściową”, bo nie tego dotyczy temat. Niektórzy faceci napisali, że ich teściowe mają zdrowe podejście do ich związku i rodzicielstwa, pomagają gdy jest potrzeba itd. Natomiast jest druga grupa teściowych, która potrafi zepsuć nie jedną relacje rodzinną.

Owa grupa kobiet wychowuje dalej swoje dorosłe już córki a wnuki traktuje jak własne dzieci, którymi musi się zająć, bo córka (według niej) jest tak nieporadna i niedojrzała do tego, że nie jest w stanie sobie z tym poradzić (mówimy oczywiście o dorosłych matkach – dwudziesto czy trzydziestoletnich, a nie nieletnich gimnazjalistkach, które zaszły w ciąże). Młode matki nie mają prawa głosu, ponieważ ich matki narzucają swoje zdanie: „MUSISZ jeszcze karmić piersią” albo „NIE WOLNO karmić piersią – przejdź na butle„, „NIE ubieraj dziecka w ten sposób”, „NIE noś na rękach”, „NIE bujaj”, „ZAŁÓŻ czapeczkę” itd. Czemu? „bo JA tak mówię! JA wiem lepiej! NIE ty!”.

Ojcowie i mężowie nie mogą nad tym zapanować, bo to się przeważnie dzieje za ich plecami. Gdy są w pracy, gdy nie ma ich w domu, gdy odpoczywają czy śpią. Wracając do domu słyszą jedynie cichy płacz dobiegający z łazienki mówiący: „jestem beznadziejna, nie nadaje się na matkę, nie dam rady, nie potrafię”. Bzdura! KAŻDA matka, jeśli jest trzeźwa, poczytalna i zdrowa umysłowo jest w stanie zająć się swoim dzieckiem! Każda matka jest najlepsza dla swojego dziecka i nikt jej nie zastąpi!

Czemu takie kobiety zwykle nie potrafią się postawić i z tym walczyć? Ponieważ są manipulowane przez matki, które dobrze wiedzą jak wpływać na emocje swoich córek i wymusić to co chcą. A chcą mieć nad wszystkim kontrolę. Jak tylko widzą, że ją tracą to nasilają swoje toksyczne działania.

Takie zachowania wynikają często z:

– z zazdrości – bo teraz są lepsze czasy na wychowywanie dzieci, jest więcej zabawek/ubranek/gadżetów, których kiedyś nie miały i chcą teraz z tego korzystać – nie jako babcie, ale jako matki,
– bo tak je nauczyły ich matki i babki – czyli problem jest od pokoleń i ciężko go wytępić,
– bo muszą mieć nad wszystkim kontrolę i nie wyobrażają sobie, żeby dorosłe córki same o sobie decydowały a tym bardziej o dziecku,
– bo boją się samotności – tylko uzależniając od siebie córkę i wnuki mają gwarancje, że nie zostaną same na starość – daje im to poczucie bezpieczeństwa.

Czy warto z tym walczyć? Na pewno. Takie wtykanie nosa na siłę psuje relacje rodzinne, zaniża poczucie własnej wartości młodej mamie, zaburza relacje z dzieckiem, jego postrzeganie rzeczywistości i relacji z bliskimi, wzmaga konflikty z partnerem i wywołuje stany depresyjne.
Pracę nad zmianą powinni podjąć wszyscy: Partner powinien stawać na głowie, żeby wspierać swoją partnerkę i wzmacniać jej poczucie własnej wartości, żeby dodać siły w BYCIU MATKĄ, wspólnie powinni omówić kwestie zachowania teściowej i ustalić plan gry, żeby przeciwdziałać takim zagrywkom a teściowa powinna chcieć to zrozumieć. Oczywiście to wszystko pięknie wygląda, ale proste nie jest. Często jest to praca przez długie lata, często niezbędna jest pomoc psychologa i innych członków rodziny, a czasami nawet brutalne acz bezkonfliktowe „odcięcie pępowiny” i systematyczne wzmacnianie więzi rodzinnych: mama-tata-dziecko.


Macierzyństwo

Kilka powodów, dla których faceci nie chcą uprawiać seksu, gdy pojawi się dziecko

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
28 września 2016
Kilka powodów, dla których faceci nie chcą uprawiać seksu, gdy pojawi się dziecko
Fot. iStock / Milan Marjanovic

Ostatnio pisałam dlaczego to kobiety nie chcą uprawiać seksu po porodzie (czytajcie TUTAJ), ale żeby nie było, że jestem skrajną feministką (bo nie jestem), to oczywiście w obronie panów też muszę stanąć 😉 . Często kobiety są zachwycone, że panowie nie zabiegają o ich względy po porodzie, co niekoniecznie jest dobre, bo wcale nie oznacza (jak to wiele pań myśli), że oni robią to dla naszego dobra, tylko po prostu NIE MAJĄ OCHOTY. A dlaczego nie mają ochoty? Zobaczcie same:

  1. Stała się matką nie tylko dla dziecka, ale też dla mnie!
    Instynkt macierzyński tak zadziałał na świeżą mamę, że zachciało jej się kolejnego dziecka, więc postanowiła wykorzystać do tego swojego partnera. „Zjedz obiad”, „nie jedz chipsów na noc”, „połóż się już spać, jutro rano musisz wstać”, „ten pasek nie pasuje do tej koszuli” itd. Żona, partnerka, kochanka staje się… matką. A żeby tego było mało, nie traktuje go nawet jak ojca i te same marudne komunikaty pojawiają się przy dziecku: „nie bierz jej w ten sposób”, „jak ty zmieniasz mu pieluchę?”, „daj mi go lepiej….”. To nie jest sexy!
  2. Nie dba o siebie!
    Wiadomo, że przy dziecku ciężko być Claudią Schiffer na codzień, choćby z tego względu, że seksowne ciuszki i bielizna nie są wygodne do codziennej gimnastyki przy dziecku czy karmienia piersią, do tego czasami szkoda siedzieć w domu w ulubionych ciuchach, bo zaraz zostaną oblane zupą brokułową, obślinione, czy os*ane przy przewijaniu 😉 ale zgodzicie się, że nawet w sklepie widzimy mamy w pogniecionym t-shircie, dresach, klapkach, z tłustymi włosami spiętymi w cebulę, bez nawet lekkiego makijażu. Nie chodzi o to, żeby codziennie się pindrzyć, bo na to często nie ma czasu, ale chociaż nie zakładać trzeci dzień tej samej zaślinionej, spoconej koszulki, czy umyć włosy i lekko przypudrować tego nosa. A raz na jakiś czas, dla tego naszego faceta ubrać się ładniej, seksowniej. Panowie są wzrokowcami, dlatego bardzo często w sieci narzekają, że ich kobieta zamienia się w „brzydką, grubą, nie dbającą o siebie matkę-polkę” (cytuję).
  3. Ciągle jest zmęczona!
    Tutaj odsyłam do artykułu „Kilka powodów dla których kobiety nie chcą uprawiać seksu„, bo temat zmęczenia nie zawsze jest kiepską wymówką, szczególnie przy dziecku. Natomiast prawdą jest, że panów to wkurza, że kobiety są wiecznie zmęczone. Twierdzą, że oni też są zmęczeni, bo pracują (jest to argument), rozumieją zmęczenie kobiet, które zajmują się 24h dziećmi, ale nie zmienia to faktu, że wkurza ich to i nie pobudza ich libido 😉 (szczególnie jeśli ciągle podkreślamy JAK BARDZO JESTEŚMY ZMĘCZONE!)
  4. Nie stara się i wymaga, żebym to ja wokół niej skakał!
    Bardzo często panowie narzekają, że ich kobiety chcą, żeby się wiecznie o nie starali: przynosili kwiatki, zapraszali na randki, podrywali, wysyłali sprośne sms’y, czy dzwonili co godzinę będąc w pracy. Odzywa się wtedy w nich głos rozpaczy: „A co z nami? O nas to już nie trzeba się starać? Nie trzeba podrywać? My też lubimy dostać jakiś prezent, nawet jeśli jest to coś do jedzenia! Poza tym, w sprawach łóżkowych, niech one też o nas zabiegają i pokażą, że im się podobamy i mają na nas ochotę! To nas motywuje!”
  5. Odszedłem na dalszy plan
    Urodziło się dziecko, kobieta poświęca mu 200% czasu, a facet przestał istnieć. Ewentualnie pojawia się gdy trzeba na kogoś pomarudzić i narzekać. Ciężko jest na początku pogodzić rolę matki, żony i kochanki, ale warto nad tym pracować od samego początku, inaczej panowie mogą szukać zainteresowania gdzie indziej. I nie chodzi tu o zdradę na dzień dobry, ale o budowanie dystansu między partnerami i tworzenie nowych relacji.
  6. Ja też jestem zmęczony i zestresowany!
    Praca, presja utrzymania rodziny, stres, lęk, bo zbyt mało czasu spędzam z dzieckiem (przez pracę) i boję się, że nie zbudujemy odpowiedniej więzi, lęk przed przyszłością, bo nie wiadomo jak to będzie dalej, obowiązki, rachunki… Oni też mają dużo na głowie, oni też się stresują, oni też się boją o swoją rodzinę, o swoją pracę, muszę stawiać czoło codziennych wyzwaniom. Zmęczenie i stres wcale nie wpływają korzystnie na męskie libido, chociaż seks potrafi ich dobrze rozluźnić w codziennych problemach. Warto o tym pamiętać drogie Panie, albo choćby o wieczornym masażu 😉 .
  7. Jesteś matką! To odstrasza!
    Trochę to brutalne, ale gdy kobieta staje się matką u niektórych mężczyzn wywołuje to automatyczną odrazę. Może to wynikać z tego, że zaczynamy przypominać im ich własne matki, a może karmienie piersią staje się odrażające w jakimś stopniu czy widok partnerki z pieluchą w ręku powoduje chęć ucieczki… Może to też wynikać z tego naszego „babskiego zapuszczania się”, czyli nagle nowa mama nie ma ochoty walczyć z kilogramami (w końcu jest zmęczona), nie chce jej się myć i układać włosów częściej niż raz w tygodniu, czy nie chce jej się zakładać świeżej koszulki (w końcu ta była tylko dwa razy zaśliniona), a może to być jakiś ich wewnętrzny problem z zaakceptowaniem nowych ról w jakie wchodzimy.
  8. Komitywa z moją matką!
    Z jednej strony faceci lubią, jak ich kobiety dogadują się ze swoimi teściowymi. Z drugiej strony, stają się one najgorszym duetem ever: żona + matka, które swojemu „małemu chłopcu” mówią co ma robić, narzekają, że jest nieporadny, pocieszają się na wzajem, robiąc ze swojego „małego chłopca” obiekt ataków. Faceci lubią jak ich żony czy partnerki zawsze są po ich stronie, niezależnie czy zgadzają się z matką czy nie. Jeśli żona/partnerka zaczyna plotkować ze swoją teściową, szydząc z „małego chłopca”, to zdecydowanie ochoty na seks w tym związku nie będzie.
  9. Chęć ucieczki
    Wielu facetów faktycznie zamienia się w Piotrusia Pana i chce ucieć do Nibylandii gdzie życie szczęściem i zabawą płynęło, gdzie nie trzeba było dojrzewać i dorastać. A tu pojawia się dziecko, wzrasta konieczność bycia odpowiedzialnym ojcem, mężem, partnerem, głową rodziny. Trzeba pilnować by z roboty nie wylecieć, żeby kasy na kredyt starczyło, do tego te badania u malucha… no i żona jeszcze przecież coś mówi, żeby samochód zmienić na kombi, bo może drugie dziecko niebawem. Wielu Piotrusiów Panów jest w stanie ucieć od tego prawdziwego świata niestety, ale inni zostaną, jednak będą odreagowywać ciągłym wychodzeniem z domu, a to na piwo z kolegami, a to na kręgle, bilard, bo przecież integracja w pracy… Zostawiając odpowiedzialność i rodzinne decyzje za drzwiami domu oraz żone, która by się chociaż trochę poprzytulała przed snem.
  10. Bo uszkodzę TAM!
    Niektórzy mężczyźni boją się kobiecej pochwy po porodzie. Czasami są to irracjonalne obawy typu „coś wypadnie” (jakby ZNOWU miało wypaść jakieś dziecko ;)), albo że „COŚ popsują”. Mają też wewnętrzne opory po samym porodzie siłami natury. Oczywiście też zmienia się wygląd pochwy, elastyczność itd i obawiają się, że nie będzie już tak fajnie jak wcześniej. Chociaż wiele par podkreśla, że seks po porodzie jest dużo przyjemniejszy niż przed.
  11. Nudny seks – porno jest lepsze!
    Ten punkt zostawiłam na koniec, bo dotyczy nie tylko kobiet po porodzie, ale też tych, które dzieci nie mają. Z czasem kobietom nie chce się wyjść z inicjatywą, eksperymentować, wprowadzać nowych rzeczy, robią ŁASKĘ, że idą ze swoim facetem do łóżką, odwalają „na szybko” i idą spać, „żeby dał mi już spokój na tydzień”. Faceci to widzą i niestety też im się odechciewa zachęcać swoją partnerkę do wspólnej zabawy. I ci, którzy nie będą szukać atrakcji gdzie indziej, włączą sobie kiepskie porno. Bo nawet kiepskie porno jest lepsze od nudnego seksu ze swoją żoną. Warto tutaj wspólnie pomyśleć co lubimy i czego chcemy, a może obie strony odkryją nową sferę swojego związku? 😉

Panie i Panowie, dodalibyście coś?