Lifestyle Macierzyństwo

Nim obudzę moje dzieci, pomyślę o tych, którym dzisiaj rodzice nie złożą życzeń…

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
1 czerwca 2016
Fot. Unsplash / CC0 Public Domain
 

Mój syn odrabiał wczoraj zadanie domowe. Miał napisać, które z praw dziecka uważa za najważniejsze. Wybrał trzy:

„Każde dziecko ma prawo mieć mamę i tatę”

„Każde dziecko ma prawo do opieki medycznej”

„Każde dziecko ma prawo, by mieć własne miejsce w domu”

Dzisiaj Międzynarodowy Dzień Dziecka i myślę sobie – jaki banał. Rodzice, lekarz, dom. Tak oczywiste rzeczy, że aż trudno nazwać je prawem, a co więcej przywilejem. Masz dziecko, więc jesteś rodzicem, dajesz mu schronienie i dbasz o jego zdrowie…

Gdyby tak było zawsze? Myślę dzisiaj o tych wszystkich dzieciach, którym odmówiono tych praw. O tych dzieciach, których dzisiaj nie obudzi z uśmiechem rodzic składając życzenia, wzruszając się i wręczając choćby najmniejszy podarunek. Bo przecież nie o prezent tu chodzi, ale o czas. Ten wspólny. O to wyjście na pizzę, na basen, na rower. O to, żeby nasze dziecko czuło się bezpieczne. Bo przecież to jest dla niego najważniejsze. Świadomość, że ma gdzie wrócić po szkole, że ktoś na nie czeka, że w domu zawsze jest co zjeść, z kim pogadać, komu wyżalić się na ramieniu.

Myślę sobie dzisiaj o tych wszystkich dzieciach, o których na jakiś czas zapomnieli rodzice. Dzieciach w szpitalach psychiatrycznych, dzieciach w placówkach opiekuńczo-wychowawczych, dzieciach przewlekle chorych, porzuconych, zostawionych w domach dziecka. O nich przypomnieli sobie ostatnio rodzice. Co jakiś czas słyszę historie, jak to nagle w placówce dla trudnych dzieci rozdźwięczały się telefony zatroskanych rodziców, którzy pytają o swoje dziecko. Słyszę o rodzicach, którzy po kilku latach nieobecności w pewną niedzielę pojawiają się w domu dziecka z torebką cukierków… Słyszę o rodzicach, którzy nie kontaktując się z dzieckiem występują do sądu o odzyskanie praw rodzicielskich, bo przecież kochają, bo przecież na uczucia rodzicielskie musieli zaczekać, bo wcześniej utopili je w butelce taniego wina, a teraz  jest szansa, że od czasu do czasu utopią w butelce lepszej wódki. Dla nich dziecko równa się 500 złotych więcej w domowym budżecie. Każde dziecko. Więc nagle o nie walczą. Chcą je z powrotem w domu, zapewniają, że tak, że będzie miało prawo do lekarza, do własnego kąta, w którym spokojnie odrobi lekcje.

Tylko tyle dla nich znaczy dziecko. Dla nich pewnie aż tyle, bo 500 złotych to szansa na ciut lepsze pijackie życie, bo bez musu szukania puszek po śmietnikach i wysyłania dziecka do MOPS-u o zapomogę, bo sami nie są w stanie iść.

I myślę o tych dzieciach, które kochają i tęsknią. Jest w nich tyle miłości, tyle potrzeby dzielenia się nią. Znałam chłopaka, którego matka porzuciła, a on z domu dziecka uciekał do niej. Znałam dziewczynkę, która czekała na swoją matkę co weekend, ona obiecywała, że tak odwiedzi, że przyjdzie i nigdy nie dotrzymywała obietnicy. Znałam chłopca, który szczęśliwy siedział z papierową torbą czekoladowych cukierków, które przywiozła mu babcia. „Będę jadł po jednym dziennie, żeby starczyło do następnego spotkania”.

Jak to się dzieje, że brutalnie odzieramy dzieci z ich dzieciństwa? Z miłości i bezpieczeństwa? Jak to jest, że takie maleństwo można uczynić nieszczęśliwym? Sprawić, by nie miało wspomnień z dzieciństwa pełnych radości, uśmiechu, beztroski? Jak można tak bardzo skrzywdzić bezbronnego człowieka, który tylko ma nas, który tylko na naszą miłość czeka, który kocha całym sobą, bez względu na to jak złymi ludźmi jesteśmy, jak bardzo potrafimy zranić, jak mocno uderzyć, jak skrzywdzić, poniżyć, upokorzyć?

Nie znajduję w ogóle odpowiedzi na te pytania, nie jestem w stanie sobie wyobrazić, kim trzeba być, by tak bardzo skrzywdzić swoje własne dziecko.

A kiedy ono trafia do miejsce, w którym czuje się bezpiecznie, w którym odnajduje względny spokój, w którym wychowawcy i opiekunowie nie zastąpią rodziców, ale wkładają całe serce w swoją pracę, to ten, kogo dziecko kocha, wyrywa mu spokój po raz kolejny. Daje nadzieję na normalne życie.

Przypomniałam sobie historię rodzeństwa, jest ich trójka. Czekali w Wigilię Bożego Narodzenia na mamę, która miała zabrać ich na święta do domu. Trójka dzieci, każde odświętnie ubrane, z tak ogromną nadzieją w sercu, z tak wielką radością, z taką niepewnością i oczekiwaniem, bo wszyscy już pojechali, a oni czekają. I mogliby tak czekać całe święta, tak stać w tych wyjątkowych sukienkach i koszuli. Mogliby przyspieszonym biciem serca reagować na każde dotknięcie klamki drzwi wejściowych domu dziecka. A mama nie przyjechała. One jak wiele innych dzieci nie dostały prawa do tego by mieć mamę i tatę. Co więcej, to ich rodzice im to prawo odebrali.

Za chwilę obudzę moich synów, wyściskam. Dam im koszulki z podobizną Lewandowskiego, bo takie sobie wymarzyli, a popołudniu zabiorę ich na pizzę. Będziemy śmiać się i dyskutować, oni z przejęciem gestykulując będą mi coś opowiadać. Przytulą się. Powiedzą: „Ale fajnie mama”.

Ale nim ich obudzę pomyślę o tych dzieciach, którym dzisiaj rodzice nie złożą życzeń… I to im najpierw z całego serca, krzycząc bardzo głośno w myślach życzę prawa do szczęścia. Do tego by kiedyś poczuli, że ktoś naprawdę ich kocha i że już nigdy ich nie zawiedzie.


Lifestyle Macierzyństwo

Ratunku, mój związek przeżywa kryzys i nie wiem dlaczego. 7 pytań, które warto sobie zadać w razie związkowej „awarii”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
1 czerwca 2016
Ratunku, mój związek przeżywa kryzys i nie wiem dlaczego. 7 pytań, które warto sobie zadać w razie związkowej „awarii”
Fot. Unsplash / CC0 Public Domain
 

Kiedy w związku dzieje się źle, a ty nie potrafisz do końca zidentyfikować problemu, wpadasz w panikę. Nie umiesz zadziałać w konstruktywny sposób, bo nie wiesz, co właściwie się z wami dzieje. Czekasz więc, aż „samo się naprawi”. Albo pogorszy. A przecież można, za pomocą kilku pytań, spróbować ocenić sytuację w relacji dwojga ludzi.  Może nie zawsze pomogą nam one ustalić dokąd zmierzamy, ale przynajmniej podpowiedzą nam na jakim etapie znajdujemy się obecnie.

7 pytań, które warto sobie zadać w razie związkowej „awarii”

1. Czy jestem sobą?

Czy jesteś w stanie zaakcentować siebie jak osobę niedoskonała, ale za to postępującą zgodnie z własnym sumieniem, a nie oczekiwaniami partnera?

Czasami czujemy w związku presję, żeby dorównać swojej drugiej połówce. Razem stanowilibyśmy wówczas prawdziwy ideał (jak to świadczy o naszym poczuciu własnej wartości?). Uważamy, że jeżeli nie będziemy w stanie dorównać partnerowi, to pociągniemy go w dół, a związek zacznie się rozpadać. Jeśli tak właśnie czujesz, być może nadszedł czas, aby troszkę odpocząć od relacji i zadać sobie pytanie: „Kim naprawdę jestem?”. Przecież nie da się udawać całe życie.

2. Czy mówię partnerowi wprost o swoich uczuciach i spostrzeżeniach?

Bywa, że mimo irytacji wywołanej postawą drugiej osoby, nie jesteśmy w stanie przekazać jej klarownego komunikatu, albo wysyłamy komunikat zwierający sprzeczne informacje. Myślimy co innego, mówimy co innego. To sprawia, że nasz partner staje się nieufny (wyczuwa brak szczerości), ale przede wszystkim nie jest świadomy przyczyny problemów, które się pojawiają. Pewnie każdy z nas doświadczył tego w związku: coś jest nie tak, ale nie chcemy o tym mówić wprost, z obawy przed zranieniem ukochanego. A przecież w poważnej relacji najważniejsze jest budowanie kompromisów. Więc może nadszedł czas, aby zadać sobie pytanie „Czego naprawdę chcę?”.

3. Czy jestem na tyle silna, by radzić sobie w życiu bez niego?

Nie chodzi o to, co się z tobą stanie w razie rozstania. Chodzi o to, czy umiesz się różnić, mieć inne zdanie, inne odczucia i uważać, że to też jest OK. Czy jesteś wystarczająco silna we własnej „odrębności”? Odpowiedz sobie też szczerze na pytania, czy nie trawi cię JEGO depresja, nie straszny ci JEGO lęk, nie pochłaniają cię jego uzależnienia? …

Jeśli obie strony uzależnią się całkowicie od siebie, porzucając własne pasje i sens życia, wówczas związek popadnie w stagnację, stanie się słaby i pusty. To właśnie z powodu miłości musimy być niezależni i silni, by wspierać się wzajemnie.

4. Czy w pełni akceptuję swojego partnera takim, jakim jest?

Jeśli kochasz bezwarunkowo, twoja miłość jest świadomą akceptacją wszelkich niedoskonałości partnera. Jeśli jednak podświadomie nie tolerujesz pewnych aspektów jego osobowości, skrywasz problem, który może być źródłem konfliktów.

5. Czy mogę wejść do jego intymnego świata tak głęboko, by naprawdę zrozumieć mojego partnera i odrzucić potrzebę oceniania czy osądzania go?

Rozumieć partnera tak, by przewidywać jego reakcje i emocje to już zaawansowany etap związku, świadczący o prawdziwym zaangażowaniu i miłości. Pomyśl, czy nie hamuje cię lęk przed tym, co mogłabyś odkryć próbując lepiej poznać ukochanego.

6. Czy mój związek tkwi w martwym punkcie? Czy obawiam się zmiany?

Prawdziwe, szczere relacje zmieniają się, a nie pozostają w bezruchu. Zmiany są potrzebne, bo i my nabywamy doświadczenia, przeżywamy wydarzenia, które kształtują nas i nasze poglądy na nowo. Przyjmuj je jako coś naturalnego.

7. Czy potrafię spojrzeć na mojego partnera, jak na osobę, która się zmienia, czy ogranicza mnie myśl o naszej (wspólnej i odrębnej) przeszłości?

To częste źródło problemów: wydaje ci się, że przeszłe wydarzenia masz już dawno za sobą, ale w głębi serca ciągle brak wybaczenia, ciągle pewne etapy niezamknięte. Zapewne nie jesteś tego świadoma, dopóki nie poruszysz tego wierzchołka góry lodowej.

Jesteśmy niedoskonali. Miłość jest uczuciem dwojga niedoskonałych ludzi. Tu nie zawsze znajdziesz prostą, jednoznaczną odpowiedź. Ale pytać zawsze wolno. Więc odetchnij, „mentalnie wyjdź” z tej relacji na chwilę, spędź czas z samą sobą. Przyszłości nie musisz znać już teraz.


Źródło: Livehack.org


Lifestyle Macierzyństwo

„Córeczko kochana, otaczaj się dobrymi ludźmi. Znajdź prawdziwych przyjaciół”. Akcja „List do dziecka”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
1 czerwca 2016
Fotomontaż istock / Pixabay CC0

Córeczko kochana, dziś jest Twoje święto!

Kiedy urodziłam Cię, to byłaś taka malutka, bezbronna i przytulona do mojego serca… Pokochałam Cię córeczko i  w jednej sekundzie stałaś się całym moim światem i wielką miłością! Takie chwile pamięta się do końca życia!

Leżałaś w inkubatorze, bo byłaś chora i słaba… Choć sama byłam w kiepskim stanie,  to odwiedzałam Cię codziennie. Siedziałam przy Tobie, śpiewałam, mówiłam do Ciebie i płakałam, bo tak bardzo chciałam Ciebie przytulić, pocałować…

Czas tak szybko mija. Pamiętam okres rehabilitacji i Twój płacz. Później już było tylko lepiej, rosłaś i rozwijałaś się prawidłowo. Pamiętam Twój pierwszy ząbek, pierwsze słowo, pierwszy kroczek… Pamiętam Twój pierwszy dzień w szkole, pierwszy wierszyk i chwile wzruszenia w tak ważnych dla Ciebie i dla mnie chwilach. Skończyłaś szkołę podstawową jako najlepsza uczennica, a ja byłam i jestem tak bardzo dumna, szczęśliwa i wzruszona! Zaczęłaś gimnazjum, a w zasadzie jesteś w tej chwili już na półmetku i przerosłaś mamę. Moje bardzo ambitne i pracowite dziecko. Potrafisz oglądać program w telewizji, uczyć się i rozmawiać ze mną. Jak Ty to robisz??

Kiedy w końcu już się kładziesz spać to przychodzę, patrzę na Ciebie i uwierzyć nie mogę, że mam takie kochane i wspaniałe dziecko. Rzadko masz kary, bo w sumie to bardzo grzeczne dziecko z Ciebie 😉

Jednak córeczko moja wybacz mi, że czasem matka nakrzyczy w nerwach.  Każdy ma swój gorszy dzień. Ty też jesteś uparta i posprzeczamy się niekiedy, ale na krótko, bo za chwilę razem oglądamy film lub idziemy na spacer. Uwielbiamy wspólne rozmowy, jeździć na zakupy, gotować razem obiadki, zajadać się czekoladą o północy (ciii ja jem bardzo mało ;)) śmiać się do łez, czy grać w scrabble. Wszystkie te chwile koduję i zachowuję głęboko w sercu, bo tak szybko ten czas płynie, że nie zauważyłam nawet, kiedy z małej dziewczynki stałaś się nastolatką. Uwielbiasz fotografować i grać w siatkę.  Jesteś wrażliwa i czuła, mądra, śliczna  i z pasjami! Jesteś moją najukochańszą córeczką!

Kochana moja życzę Ci, żebyś była zawsze szczęśliwa i uśmiechnięta, odważna i dobra, silna i zdrowa. Otaczaj się dobrymi ludźmi. Znajdź prawdziwych przyjaciół, którzy zawsze z Tobą będą tak jak ja w trudnych i radosnych chwilach. Czerp  z życia jak najwięcej, baw się,  ucz się i odnoś sukcesy. Pamiętaj, że ja zawsze z Tobą będę i we wszystkim Cię wesprę. Dziękuję, że jesteś!!! Dziękuję za wszystko!!!

Kocham Cię!!!

 

Twoja mama Gr


„Kochana córeczko, najdroższy synku, chcę ci powiedzieć, że…”.
„List do dziecka” – nasza nowa akcja na Dzień Dziecka z super nagrodami

AKCJA DD BANER DO LISTOW

Co trzeba zrobić?

„Napisz list do swojego dziecka (dzieci) i prześlij go do nas. To może być podziękowanie, dobra rada, a może powiedzenie tego, co nie przechodzi przez gardło ze wzruszenia w ważnych dla was momentach. Wszystko co tylko chcesz i czujesz. Miłość rodzica bywa trudna, a rodzicielstwo to jedno z najbardziej bogatych (i w upadki i wzloty) doświadczeń w życiu. To może być list „na tu i teraz” lub taki, który chciał(a)byś, żeby twoje dziecko przeczytało w przyszłości. Czasem taki list do bliskiej osoby pomoże nie tylko jej, ale też tobie.Wszystkie listy opublikujemy. Wybrane nagrodzimy!”. ♥WEŹ UDZIAŁ W ZABAWIE TUTAJ ♥

Zobacz wszystkie listy biorące udział w akcji


Zobacz także

Jak dbać o włosy latem? Poznaj 4 kroki do idealnej fryzury!

Jak dbać o włosy latem? Poznaj 4 kroki do idealnej fryzury!

Nowa modowa marka na warszawskiej mapie miejsc, które trzeba odwiedzić. Kelly Couronne z pewnością należy do odważnych kobiet!

7 rzeczy, które każda kobieta naprawdę powinna zrobić, żeby być szczęśliwą