Lifestyle Macierzyństwo Psychologia

Niekochani dorośli – jak brak miłości w dzieciństwie wpływa na nasze życie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
12 lipca 2016
Fot. iStock/Thomas_Zsebok_Images
 

Dzieciństwo to okres, w którym bardzo często decydują się sprawy tak ważne, jak kształt naszych relacji z bliskimi w dorosłym życiu. Szczęśliwy start, dorastanie w poczuciu akceptacji i miłości jest najlepszym co możemy dostać od rodzinnego otoczenia. Niekochane dzieci wyrastają często na niepotrafiących kochać (również siebie) dorosłych. To „nieumiejętne kochanie” unieszczęśliwia i sprawia, że bardzo trudno im ułożyć sobie życie.

Niekochane dziecko to:

Dorosły, który nie potrafi poradzić sobie z poczuciem wstydu

Wychowywał się w przekonaniu, że coś musi być z nim „nie tak”: nie zasłużył przecież nawet na miłość rodziców. Mama i tata to (niezależnie od tego jacy są) w dziecięcym świecie fundament, ostoja, bezpieczny port. Niekochane dziecko rośnie w przekonaniu, że to, co od nich dostaje, powinno mu wystarczać. Nie rozumie jeszcze skąd bierze się ciągle poczucie osamotnienia.

Dorosły wie już jak powinny wyglądać prawidłowe relacje w rodzinie i odczuwa wstyd, z tego powodu, że doświadczył czegoś zupełnie innego, czegoś, co prawdopodobnie sam piętnuje. Żyje w poczuciu tęsknoty za czymś, co się nie wydarzyło: za bezpieczeństwem wypływającym z przekonania, że jest się kochanym. Ale w głębi duszy i tak uważa, że nie zasługuje na miłość.

Dorosły, który nie potrafi zaufać

Ludzie, którzy mają dobre relacje z rodzicami wierzą w miłość i rozumieją, że nad związkiem z bliską osobą trzeba stale pracować, trzeba się starać. Dorośli niekochani w dzieciństwie nie potrafią się odnaleźć w sytuacji, w której ktoś obdarza ich bezwarunkową miłością. W najszczerszym uczuciu doszukują się fałszu, podejrzewają kłamstwa, zdrady i oszustwa.

Dorosły wymagający od siebie zbyt wiele

Jeśli otrzymałeś w dzieciństwie wsparcie, jeśli mówiono ci, że dzięki swojej pracy i talentowi jesteś w stanie spełniać swoje marzenia, jeśli uczono cię, że każda porażka to błogosławieństwo, dzięki któremu dowiadujesz się czegoś o sobie i zdobywasz doświadczenie – jako dorosły będziesz potrafił ocenić ryzyko i sens podejmowanych przedsięwzięć. Ci z nas, którzy jako dzieci ciągle słyszeli tylko, że „nie dadzą rady”, „są głupi, niezdolni, leniwi” i „do niczego się nie nadają” mają wobec siebie często bardzo wysokie, wręcz nierealne oczekiwania. Są wymagający do bólu: wymagają, choć wiedzą, że czemuś prawdopodobnie nie podołają. Podejmują jednak wyzwanie z dwóch powodów: po to by choć na chwilę udowodnić sobie (a także, nieświadomie, rodzicom), że jednak są coś warci; oraz po to, żeby udowodnić sobie (w razie porażki), że rzeczywiście są do niczego. W tym ostatnim wypadku, łatwiej im wytłumaczyć sobie fakt, że nie otrzymali od rodziny miłości i akceptacji.

Dorosły, który ma problem z tolerancją

Problem ten może się objawiać w różny sposób: od wycofaniem i niechęcią w stosunku do nowych znajomości, albo nawet tak skrajnymi postawami jak homofobia czy ksenofobia. Wynika z głęboko zakorzenionych kompleksów i nienawiści do samego siebie. Niekochany dorosły bardzo długo przekonuje się do nowych przyjaciół czy sąsiadów, lub odwrotnie – (pozornie) wita ich z przesadną życzliwością, a niechęć dusi w środku, czując, że jest to niewłaściwe.

Dorosły zbyt impulsywny lub zbyt wycofany

A przede wszystkim niepewny czy zachowuje się tak, jak powinien. Niekochany w dzieciństwie dorosły emocjonalnie przypomina rozbitą na maleńkie kawałki filiżankę z porcelany. Stale próbuje zdobyć czyjąś akceptację, miota się więc działając raz spontanicznie i bardzo impulsywnie, raz chowając się do swojej żółwiej skorupki.

Ktoś, kto wychował się w emocjonalnej chłodni i nie doświadczył miłości rodziców, nie został wyposażony w fundament, potrzebny do stworzenia dobrych, naturalnych relacji z innymi ludźmi. Ma problem z odróżnieniem co jest w takich relacjach „normalne”, a co poza normę wykracza. Prowadzi zazwyczaj chaotyczne, niepoukładane życie, często także ucieka w świat fantazji.

Miłość jest najlepszą inwestycją jaka możesz podarować swojemu dziecku.


Lifestyle Macierzyństwo Psychologia

Feministka ze mnie taka, jak z Pani Premier fashionistka… Jest w „feminizmie” coś takiego, co odstrasza nawet kobiety

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
12 lipca 2016
fot. iStock/ wundervisuals
 

Nigdy nie należałam do dziewczyn, które wolały dresy i czarne glany, a na przerwach w szkole wołały, że chłopacy są im do niczego nie potrzebni. Marzyłam o wielkich miłościach, stop – jednej miłości, pięknych rozkloszowanych sukienkach i ogromnej kuchni w wielkim domu z ogrodem, gdzie każde śniadanie dla mnie i ukochanego byłoby idealne. Daleko było mi do typowej feministki, która na każde z powyższych marzeń stwierdziłaby, że nie szanuję samej siebie. Jednak czy feminizm oznacza ciągłe chodzenie w spodniach i samotne życie?

Kilka tygodni temu w sieci pojawiła się nowa wersja teledysku do kultowej piosenki Spice Girls, „Wannabe”. Śpiewające i tańczące dziewczyny po kolei odkrywają ogromne napisy, które przedstawiają postulaty do świata dotyczący kobiet. Bo przecież wszystkie chcemy równego dostępu do edukacji, tak samo wysokich płac jak faceci, zaprzestania przemocy wobec piękniejszej płci czy zaprzestania ślubów dziewczynek z dorosłymi mężczyznami, które może nie dotykają nas bezpośrednio. #WhatIReallyReallyWant odniosła ogromny sukces i poruszyła najtwardsze serca w bardzo dobry marketingowy sposób. Chcąc nie chcąc, to właśnie tak trzeba aktualnie kierować uwagę współczesnych młodych kobiet na dotyczące je problemy.

Nie jestem zbytnio odporna na reklamy, a czasami wręcz wydaje mi się, że można mi wcisnąć każdy ładnie opakowany słoik pełen niczego. Nic dziwnego, że tak bardzo spodobała mi się kampania z piosenką pięknych Brytyjek. Oprócz maltretowania mojej przyjaciółki pseudo śpiewaniem „Wannabe”, w głowie zostało mi jeszcze ziarenko niepewności – czym tak właściwie jest ten feminizm? No bo skoro ja też chcę zarabiać tak dobrze jak faceci pracujący na tym samym stanowisku, ale też nie wyobrażam sobie, żeby przemoc wobec kobiet nie była karana, to może też jestem trochę feministką?

Jest coś w medialnym przekazie dotyczącym potomstwa sufrażystek, co odstrasza nawet kobiety. Króluje przecież obraz zaniedbanej, ubranej po męsku baby, która nie pójdzie do SPA, ale na manifestację już tak. Pewnie tak jak zdolność do kochania samej siebie, tak i pierwiastek feminizmu pochodzi z domu rodzinnego. W moim przypadku był to dom pełen miłości, w którym tata pomagał mamie, a mama tacie. Dziś z rozbawieniem wspominamy momenty, w których tata pracował całymi dniami, więc to mojej rodzicielce przypadła zaszczytna funkcja wbijania nowych gwoździ czy skręcania nowego łóżka. Tata za to robił najlepszą zapiekankę ziemniaczaną na świecie i był maniakiem czystości. Totalne równouprawnienie, a jednak ze mnie feministka taka, jak z Pani Premier fashionistka. Może w tym wszystkim chodzi po prostu o szacunek?

Nie każda z nas w dzieciństwie chciała być księżniczką, niektóre wolą być hot dogami, tak jak pięcioletnia Aisney, która w bajkowym tygodniu nie wybrała błyszczącej sukienki, tylko strój bułki z parówką. Wiecie co jest najpiękniejsze w tej historii? Nikt nie miał nic przeciwko temu. Mała dziewczynka mogła być kimkolwiek chciała, tak jak w tej reklamie. Dorosłe feministki pewnie są z niej dumne, bo przecież nie można wciskać wszystkich w te same ramy i dzielić na różowe czy niebieskie. Rozumiem to doskonale, bo sama nie lubię ciasnych stereotypów. Ale czy w takim razie nie mogę czuć się dobrze w roli tej dziewczyny, która rano wstaje wcześniej, żeby zrobić swojemu facetowi obiad do pracy i obudzić go zapachem świeżo mielonej kawy?

Nic nie jest białe albo czarne. Żyjemy w świecie, którego ulubionym kolorem jest szarość, bo to właśnie dzięki niej wiele osób może spotkać się pośrodku i pójść na kompromis. Przez kilka lat pracowałam w sporcie i doskonale wiem, że niejednokrotnie kobiety muszą ciężej pracować, żeby udowodnić jak bardzo wartościowymi pracownikami są. Z drugiej jednak strony, uwielbiam czekać na ukochanego z późną kolacją, bo sama dobrze wiem, jak miło jest, gdy ktoś na ciebie czeka w domu i zrobi coś miłego. Może więc pora na umiarkowany feminizm?


Lifestyle Macierzyństwo Psychologia

Jak się dobrze spakować? Pakowanie nie musi boleć!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
12 lipca 2016
fot. iStock/South_agency

Nie oszukujmy się, najgorszym elementem każdej podróży jest pakowanie. Gdziekolwiek jedziemy, zawsze zabieramy ze sobą tonę ciuchów, z czego i tak założymy tylko połowę. Dobre zaplanowanie wakacyjnego zaopatrzenia to podstawa, za którą podziękujesz sobie samej!

Po pierwsze warunki

Zanim sterta ubrań i najpotrzebniejszych rzeczy do zabrania magicznie wzrośnie do twojej wysokości, zastanów się czego tak naprawdę potrzebujesz. Dostosuj garderobę do miejsca i pogody oraz planowanych aktywności. Nigdy nie zapomnę jednego z pierwszych wyjazdów w Bieszczady, na który zapakowałam do plecaka piękną sukienkę w kwiatki. Rodzice śmiali się i przekonywali, że to zbędny balast, ale ja i tak postawiłam na swoim. Po kilku godzinach drogi do schroniska z przystanku autobusowego przeklinałam swoją ulubioną sukienkę, choć pewnie i tak jej brak nie zrobiłby wielkiej różnicy. Są jednak pewne okoliczności przyrody, na które zawsze powinnaś być przygotowana – deszcz, ochłodzenie czy wręcz przeciwnie. Wystarczy jednak wziąć pelerynę czy mały parasol, a w przypadku spadku temperatury mieć pod ręką sweter lub rozpinaną bluzę.

Klasyki na każdy dzień

Walizka zawsze okazuje się za mała, niezależnie od tego, na ile dni wyjeżdżamy. Największym paradoksem jest sytuacja, w której do tej samej walizki nie mieścimy się na trzy dni, ale i na cały tydzień. To akurat łatwo zmienić stosując się do zasady pakowania klasyków, które łatwo ze sobą łączyć. Jasne, że wyjeżdżając latem chcemy zaszaleć z kolorami – wybierz trzy lub cztery i właśnie tym wyborem kieruj się przy pakowaniu. Idealną opcją byłoby wybranie stonowanych odcieni bieli, granatu, czerni, beżu i ognistej, niezbyt stonowanej czerwieni. To klasyczne kolory, które zawsze będą wyglądać ze sobą dobrze. Zanim w walizce wyląduje wzorzysta maxi dress, wrzuć do niej biały t-shirt, szary kardigan, cieliste baletki i biała sukienka przed kolano – te klasyki przydadzą się nawet w górskich kurortach, które wieczorami zmieniają się w pełne romantycznych knajpek miejsca.

fot. iStock/Remains

fot. iStock/Remains

Mniej znaczy więcej

Najprostszym sposobem na zaoszczędzenie miejsca jest zabieranie mniejszych wersji kosmetyków, których używamy na co dzień. Zamiast targać ze sobą przez pół świata litrową butelkę z szamponem, kolejną z żelem pod prysznic i słoik z kremem, zaopatrz się w opakowania o małej pojemności, które można dostać w każdej drogerii lub użyj starych, pustych pudełek po kosmetykach. Bądź kreatywna! Podkład lub krem możesz przelać do starego etui po soczewkach. Jeżeli nie wybierasz się na wakacje sama, podziel się z przyjaciółką, facetem czy rodziną najpotrzebniejszymi kosmetykami. W tym przypadku zabranie pełnowymiarowego kosmetyku ma sens. Każdy bierze coś innego, a dzięki temu ostatecznie macie pełną kosmetyczkę ze sprawdzonymi specyfikami. Pamiętaj, żeby nigdy nie zabierać próbek kosmetyków, których jeszcze nie przetestowałaś – to może się skończyć naprawdę źle!

Magiczna lista

Czy może być lepszego od odhaczania zrobionych rzeczy na liście? To dobry sposób na motywację i niezabieranie rzeczy, których nie będziemy potrzebować. Przed całym szaleństwem wyjazdowym, zrób spis niezbędników podróżnika. Bez względu na miejsce docelowe, będziesz potrzebowała apteczki i zapasu leków, które bierzesz na co dzień. Pamiętaj o preparatach, które będą trzymały cię z daleka od owadów – to wakacyjny must have; pomimo tego, że w większości turystycznych destynacji możesz bez problemu kupić wszystko, czego ci trzeba, wszelkiego rodzaju medyczne specyfiki warto mieć przy sobie od samego początku. Na liście powinny się znaleźć także tak podstawowe rzeczy jak bielizna, ale także dobra książka, która umili ci czas w podróży. Kartka zapełni się bardzo szybko, ale warto mieć ją przy sobie w razie zakupów czy definitywnego pakowania.

Szanuj przestrzeń

Technik umieszczania rzeczy w walizce czy plecaku są setki. Od tej zupełnie niedbałej, w której po prostu wrzucamy wszystko naraz, a potem męczymy się z dopięciem zamka bardziej niż z dopięciem spodni po świętach, po tą bardzo porządną, oszczędzającą ogromną ilość miejsca. Jeżeli wybierzesz opcję numer dwa, spróbuj zwijać rzeczy w rulony. W ten sposób zmieścisz trzy razy więcej rzeczy niż przy klasycznym składaniu w kostkę. Nie zapominaj, że buty także mogą stać się skrytką na mniejsze przedmioty, np. skarpetki czy bieliznę. Skoro mowa o bieliźnie, dbając o kształt biustonosza, włóż do miseczek t-shirt zwinięty w rulon lub mały ręcznik do twarzy. Biżuterię owiń folią spożywczą, dzięki czemu nie będziesz musiała jej szukać przy wypakowywaniu. W przypadku kosmetyków dobrym rozwiązaniem jest napigmentowanie patyczków higienicznych ulubionymi cieniami do powiek, dzięki czemu nie będziesz musiała zabierać ze sobą całej palety, dodatkowo pozbawiając się stresu.

Cokolwiek postanowisz zapakować, pamiętaj o uśmiechu i dobrym nastawieniu! Bez tego wyjazd nie przyniesie ani odpoczynku ani radości.


Zobacz także

Co byś zmienił w swoim życiu, gdybyś usłyszał, że umrzesz za 10 lat? Pytania, które nadają sens życiu

„To był gwałt w białych rękawiczkach”. Przestańmy anonimowo mówić o przemocy seksualnej

7 problemów w zachowaniu dziecka, których nigdy nie powinniśmy lekceważyć, i jak sobie z nimi radzić