Macierzyństwo

Nagle okazuje się, że dzieci mają jednak inne zdanie niż ty… Czy można być idealną mamą starszych dzieci?

Matka Przebiegła
Matka Przebiegła
5 maja 2016
10 rzeczy, które powinieneś powiedzieć, kiedy dziecko nie słucha. Wypróbuj - to naprawdę działa | Jak być idealną mamą starszych dzieci
Fot. iStock / Vernon Wiley – 10 rzeczy, które powinieneś powiedzieć, kiedy dziecko nie słucha. Wypróbuj - to naprawdę działa
 

Dzisiaj sobie myślę, że bycie mamą małych dzieci jest prostsze. Bycie mamą idealną. Dla nich jesteś autorytetem, jedynym źródłem wiedzy, miłości i akceptacji. Dzieci biorą ciebie taką, jaką jesteś. Buntują się, bo to wpisane jest w ich rozwój, ale wiesz, że ten bunt nie jest skierowany przeciwko tobie. To naturalny proces uzyskiwania samoświadomości.

Lubisz siebie jako mamę. Bo to wtedy czujesz się doceniona, spełniona. Gotujesz, bawisz się, pokazujesz świat. I te oczy pełne zachwytu.

Aż pewnego dnia słyszy: „No i co?”, „Co z tego”. Trzaśnięcie drzwiami, foch, i tylko widoczne plecy oddalającego się dziecka, które bywa, że nie ma najmniejszego zamiaru cię słuchać. Bo ono ma swoje zdanie. Pamiętam, jak mojego męża wryło w podłogę, gdy na zawrócenie uwagi: „Masz bałagan na biurku, posprzątaj proszę”, usłyszał: „Ale ja tego za bałagan nie uważam”.

Tak, bycie mamą, a właściwie bycie rodzicem w ogóle starszych dzieci to jest wyzwanie (pewnie za kilka lat powiem, że to był pikuś przy wychowaniu nastolatka). Cały czas szukam złotego środka, żeby nie przegiąć z domową dyktaturą, ale też nie pozwolić wejść sobie na głowę. By nadal stawiać granice, ale nie naruszać ich prawa do własnego zdania i do własnych wyborów. By czuli się bezpieczni, ale nie osaczeni i tłamszeni.

Trudne to, bo nagle okazuje się, że dzieci mają jednak inne zdanie niż ty, bo nie zawsze się z tobą zgadzają, a co więcej – uwielbiają wchodzić z tobą w dyskusję i udowadniać swoje racje (choćby twoim zdaniem były najbardziej absurdalne). To czas, kiedy wiedzą, że są odrębną jednostką – ze swoimi potrzebami, marzeniami i niechęciami. I czas, kiedy zaczynają domagać się tego, co ich zdaniem im się należy, choć naszym już niekoniecznie.

To nieustanna walka o terytorium. Nie, żeby nasz dom zamienił się w krwawe pole bitwy, ale codziennie toczymy ze sobą boje o wyniesienie brudnych ubrań do łazienki, pościelenie łóżka, ba nawet o ubranie innej koszulki, zamiast tej noszonej od trzech dni.

Jak być mamą idealną dla starszych dzieci. Jak pomiędzy brakiem cierpliwości, a falą największej czułości pozostać tą, do której zawsze z pełnym zaufaniem przyjdą i która pozostanie ważną osobą w ich życiu, a nie tylko kimś, przeciwko komu trzeba się buntować – bo tak.

Znajoma ostatnio powiedziała: „To jeszcze taki fajny czas, kiedy oni są blisko, za chwilę już ich przy was nie będzie”. I zdałam sobie sprawę po raz kolejny, jak czas ucieka, jak ważne jest by nie przegapić w zniecierpliwieniu tych ważnych momentów. Jak to zrobić?

Zdać sobie sprawę, że nie są przy tobie na zawsze

Że to tu i teraz, to jest czas, który powinniście jak najlepiej i najpełniej wykorzystać. Bo już za chwilę nie będą chciały jeździć z wami na wakacje, pojeździć rowerami, iść na rolki. To ostatnio moment, by jeszcze zaszczepić w nich jak najwięcej swoich prawd, przekazać jak najwięcej cennych dla was wartości. Jeszcze tę plastyczna masę ciut ukształtować tak, by wyposażyć swoje dziecko w możliwość bycia dobrym człowiekiem. Reszta zależy już tylko od niego.

Poznawać ich przyjaciół

Niech przychodzą do waszego domu, niech wspólnie spędzają czas. Nie narzucaj się, nie chciej zaprzyjaźniać się z przyjaciółmi twojego dziecka, ale bądź obok. Niech ono ma świadomość, że akceptujesz jego wybory i ludzi, którymi chce się otaczać. Poza tym, to świetna okazja do obserwowania swojego dziecka, do analizowania, jak funkcjonuje w grupie, jak do życia wśród innych ludzi go przygotowaliście.

Dbać o wspólnie spędzony czas

„Mamo, idę do Piotrka”, „Tata, idziemy pograć w piłkę” – to najczęstsze komunikaty, które ostatnio słyszymy. Dzieciaki znikają z domu i zapada wyczekiwana przez ostatnie kilka lat cisza. Ale nie warto się do niej przyzwyczajać. Mamy mało czasu, więc szukajmy sposobów, by mimo wszystko spędzić go jak najwięcej wspólnie. Choćby przy posiłkach – kolacji, czy śniadaniu, albo weekendowym obiedzie. Kocham, kiedy moje chłopaki mówią: „Mamo pooglądamy dziś coś razem” i w piątkowy wieczór, rozkładamy kanapę, robimy popcorn i siedzimy do siebie przytuleni często nie zdając sobie sprawy, że więcej czasu jednak przegadaliśmy, niż obejrzeliśmy filmu czy bajki.

Wspierać w pasjach

Nie na zasadzie – odwiezienia na zajęcia i przywiezienia, ale rozmawiania o sukcesach i porażkach, podziwiania na zawodach, występach. Na kibicowaniu, kiedy jest dobrze, ale też kiedy źle. I byciu wyczulonym, gdy pada: „Mamo, ja nie już nie chcę”. Ważne, by pamiętać, że to nie nasze życie i to nie nasze ambicje mają być realizowane, choć często tej pokusie możemy ulegać.

Pielęgnować dobre wspomnienia

Mój syn wpadł na pomysł, by przy ważnych uroczystościach – święta, urodziny – wspominać najlepsze chwile z ostatniego roku. Takie, które zapadły każdemu z nas w pamięć, które były dla nas ważne. I opowiadanie o nich. Jestem mu wdzięczna za ten pomysł, bo w tak prosty sposób pamiętamy o tym, co dla nas dobre. Uczymy się o sobie wiele rzeczy – co dla kogo miało wartość i widzimy, jak się zmieniamy. Wzrusza mnie to niezmiennie.

Być uważnym

Słuchać, jak rozmawiają między sobą, jak rozmawiają z innymi. Co czasami próbują powiedzieć nam, albo przekazać w nie do końca umiejętny sposób. Być wyczulonym na zmianę nastrojów, na ich emocje, ale nie ingerować. Nie narzucać się. Całą sobą dać do zrozumienia: Hej, ja ciągle tu jestem, nie musisz być jeszcze całkiem dorosły i dojrzały, możesz przyjść się wypłakać i przytulić, a jak przyjdzie potrzeba to się wygadać.

Nie szastać zaufaniem

Bo to zaufanie, to chyba najważniejszy element całej naszej relacji. To czas, kiedy dziecko musi mieć pewność, że traktujemy je poważnie, że nie podśmiewamy się z jego problemów i nie umniejszamy jego rozterek. Znajoma kiedyś wśród znajomych skomentowała fakt, że jej córka się zakochała. Tak cienka jest granica między powierzeniem nam przez dziecko tajemnicy, a bagatelizowaniem jej znaczenia przez nas samych. Nie możemy marnować szansy na szczerość.

Pozostawać czułym

Bo choć ono będzie uważać, że już jest duże, choć będzie nas wkurzać swoim pyskowaniem. Choć czasami chcielibyśmy wrzasnąć im do ucha z nadzieją, że może tym razem nas usłyszy, to jednak to nadal nasze malutkie dziecko. Które nas kocha, które nas potrzebuje, dla którego ważny jest każdy nasz gest miłości i czułości. Uwielbiam przytulać mojego starszego syna, i już nie musze się schylać by pocałować go w głowę. A z młodszym kocham się położyć wieczorem do łóżka i usłyszeć, jak już w takim półśnie mówi: „Jeszcze nie idź, jeszcze zostań”.


Macierzyństwo

Ważni ludzie w twoim życiu? Ty też ich masz

Matka Przebiegła
Matka Przebiegła
17 maja 2016
Fot. Unsplash/Kevin Curtis / CCO
 

Ludzie są ważni. Nikt nie dostarcza mi tylu wzruszeń i tylu pięknych chwil, co drugi człowiek. I piszę to ja, która do ludzi nastawiona jest dość sceptycznie. Mało ufna, ostrożna i starająca się trzymać dystans, co oczywiście nie zawsze się udaje. Boję się ludzi, bo nikt inny nie potrafi tak skrzywdzić jak drugi człowiek. Nikt nie jest w stanie zafundować ci takiego smutku i rozpaczy, jak ktoś kto stoi obok ciebie. Nikt inny nie poniży cię, nie upokorzy, nie sprawi, że czujesz się nikim, choćbyś nie wiem, jak bardzo pracował nad sobą.

To drugi człowiek dostarcza ci wielu złych emocji, które bez jego udziału być może nigdy nie miałyby miejsca.

Rozczarowanie

Bo, gdy kogoś dopuszczasz tak blisko siebie, to wierzysz, że on blisko będzie, tak jak ty. Że zdążył się poznać i wie, gdzie stawiasz granice, a gdzie bez reszty dajesz siebie. Odpuszczasz kontrolę, bo tak bardzo chcesz zaufać. I… zostajesz zraniony raz, drugi, piąty, dużo jesteś w stanie znieść, choć wiesz, że powoli coś pęka, kiedy otwierasz powoli szeroko oczy i widzisz, jak drugi człowiek może cię skrzywdzić.

Rozpacz

Gdy odchodzi, gdy zdradza, gdy zostawia ciebie tak ufnym i pełnym wiary, że wy razem to już zawsze i wszędzie. Ale to tylko i aż człowiek, który porzuca, zostawia, używa innego człowieka dla własnych potrzeb. A ty zostajesz z dziurą w środku, wyrwą jak po wybuchu bomby, której nic nie jest w stanie załatać.

Upokorzenie

„Jesteś nikim, nic dla mnie nie znaczysz” – w tej dosłownej lub innej wersji słyszymy te słowa, jeśli mówi je ktoś, komu nie pozwoliliśmy się do siebie zbliżyć – nie ranią nas zbyt mocno, może jedynie dotyka niesprawiedliwość tych słów. Ale często słyszymy je od najbliższych, kodujemy w naszych głowach. Są jak ziarna, które zaczynają kiełkować w najmniej odpowiednim momencie. Jak mantrę powtarzamy, że nie jesteśmy nic warci, że nie zasługujemy na bycie kochanym, że nic nie znaczymy bez drugiego człowieka.

Czasami marzę, żeby wybudować sobie szklaną kopułę, w której nie dotkanie mnie żadna ludzka emocja. W której zbuduję tak silną siebie, że żaden człowiek nie będzie mógł mnie dotknąć, tak głęboko w środku. Kopuła spod której będę mogła obserwować innych, rozmawiać, spędzać czas, ale nie zaangażuję się, nie oddam części siebie, nie zbuduję relacji, z której być może wyjdę poszarpana. Tak, wiem – a może nie? A może zdarzy się coś dobrego? Ryzykować? Chyba za dużo we mnie strachu i obaw.

Nie lubię ludzi za to, jacy są mściwi, jacy złośliwi i zawistni. Jak źle życzą drugiemu człowiekowi pod przykrywką serdeczność i życzliwości, która w efekcie i tak okazuje się być fałszywa. Nie czuję się dobrze wśród ludzi, bo nigdy nie wiem, co się stanie za chwilę.

I kiedy dopada mnie złość, kiedy myślę sobie, że ucieknę, że się odetnę, że właściwie nikogo nie potrzebuję, pojawiają się Oni. Ludzie Ważni. Ważni w moim życiu. To oni dostarczają mi niesamowitych wzruszeń, to oni sprawiają, że nadal pozostaję tą naiwną, która wierzy w drugiego człowieka, w to, że każdy jest dobry.

Są tacy ludzie w naszym życiu, o których mówimy, że po prostu są. Nie, o nich nawet nie mówimy, bo oni są, byli, zdawałoby się – od zawsze. Macie takich przy sobie? Ja mam i oni niezmiennie mnie zaskakują.

Bo niczego nie oczekujesz, a tak wiele dostajesz

Zauważasz ten ogrom dobroci, którym zostajesz obdarowana i czujesz wdzięczność, że tak wiele dostałaś i tak wiele możesz dać. To najczystsza forma wdzięczności.

Bo nie boisz się, nie myślisz o strachu

Przy nich nawet na moment nie pojawia się obawa, że cię porzucą, zostawią. Bo przecież są tak wiele lat blisko. I ta bliskość nie polega na ciągłej obecności, ona polega właśnie na nieobecności, która nie rani, która nie boli, i o którą nikt nie ma pretensji.

Bo tak niewiele oczekują od ciebie

Nikt nie stawia ci oczekiwań, nie chce cię zmieniać. W pełni akceptuje ciebie i jest sprawiedliwy w swoich ocenach. Nie poniża, tylko szanuje, wie kim jesteś, bo zna cię doskonale, wie na co cię stać. I dlatego nawet, gdy słyszysz krytykę, czujesz się z tą osobą bezpiecznie.

Bo czujesz tę miłość, którą ci dają

Bo to jest miłość. Czujesz się kochanym, szczęśliwym. Wiesz, że możesz usiąść i nic nie mówić, albo przegadać całą noc. Ta miłość cię otula, daje ci siłę i wsparcie, bo wiesz, że zawsze możesz na kogoś liczyć i ten człowiek nigdy cię nie zawiedzie.

To ludzie, dzięki którym jestem lepszym człowiekiem. Którzy pokazują mi jak dobra mogę być dla nich i dla siebie. Którzy czują się przy mnie bezpiecznie i mają tę pewność, że ich nie zawiodę. To w końcu ci, którzy na co dzień zdają się być przezroczyści, tak bardzo wrastają nasze życie. Gdyby nie oni, nigdy bym nie zrozumiała, jak ważni są ludzie w moim życiu, także ci, którzy ranią, którzy odchodzą. Ci, którzy pojawiają się na chwilę.

Zamykam oczy i widzę ich za sobą. Stojących za mną murem, czuję ich wsparcie i ich siłę, która daje mi więcej odwagi i wiary w drugiego człowieka. Tak rzadko im dziękuję, że są. I dzisiaj dziękuję moi Ważni Ludzie. Za wszystko, ale przede wszystkim za to, że jesteście, po prostu.

Wy macie takich ludzi? Zadzwońcie dzisiaj do nich, napiszcie. Niech czują, jak ważni są dla was i o tym nie zapominają.


Macierzyństwo

Zróbmy dziś jeden krok w stronę tolerancji i uczmy nasze dziecko szacunku do drugiego człowieka

Matka Przebiegła
Matka Przebiegła
23 kwietnia 2016
Fot. Unsplash/Annie Spratt / CCO

Czytam: „Polska mapa nienawiści”,  „Dzieci niepełnosprawne w osobnych klasach”, „Islamskie świnie nie chcemy was w Szczecinie” i mogłabym przytaczać wiele wiele innych. Wchodzę na stronę zgłosić nienawiść i widzę typy incydentów – mowa nienawiści, akty przemocy, dyskryminacje ze względu na płeć, pochodzenie, kolor skóry.

I zastanawiam się, gdzie my żyjemy? W jakim świecie? Gdzie nagłówki w gazetach, tytułu tekstów na głównych stronach największych portali internetowych obok zasad zdrowej diety, piszą „Pedał, niech wy*ierdala”.

Rozpętała się kilka dni temu dyskusja wokół propozycji władz o wydzieleniu osobnych klas dla dzieci niepełnosprawnych. Jakby dzieciom było mało podsuwania pretekstów do nietolerancji. Oczywiście, nie wystarczy stygmatyzacja niepełnosprawnością czy upośledzeniem umysłowym, dajmy jeszcze podstawę, by wykluczać tych, którzy nie wpisują się w naszą wizję idealnego świata.

Wkurza mnie, wkurza do granic możliwości brak szacunku dla drugiego człowieka i boli… Zastanawiam się, w jakim świecie przyjdzie żyć moim dzieciom?

Takim, gdzie za poglądy inne od większości dostaną po mordzie, albo ktoś przyjdzie i obleje im drzwi domu farbą?

A może takim, gdzie trzeba będzie śpiewać jednym słusznym głosem, bo każde wyłamanie się z tłumu będzie piętnowane?

Czy takim, gdzie powszechne będzie wygłaszania rasistowskich i faszystowskich haseł?

Dlaczego my nie potrafimy kochać drugiego człowieka? Dlaczego tak bardzo nienawidzimy. Dlaczego jesteśmy tak nieczuli na każdy komentarz, każdy gest, czy słowo, które obraża, odczłowiecza, drugą osobę?

Dlaczego nie wstawiamy się za kimś, komu dzieje się krzywda? Nie potrafię tego zrozumieć. Tej znieczulicy, której przecież też uczymy nasze dzieci.

Mówimy im – bądźcie mądre, bądźcie odważne, ryzykujcie, walczcie o swoje, kochajcie siebie. A czy powtarzamy im tak samo: pamiętajcie o drugim człowieku? Pamiętajcie o słabszych? O tych, którzy boją się wyciągać rękę o pomoc, ale wy ich zauważajcie. Bądźcie lepszymi ludźmi pomagając tym słabszym. Tym wykluczonym.

Jak często rozmawiacie w domu o tolerancji odmienności? A może nie rozmawiacie w ogóle, bo właściwie po co? Wy jesteście tolerancyjni, nigdy byście nikogo nie pobili za kolor skóry, nie wyzwali publicznie za poglądy. Nie gardzicie starością czy niepełnosprawnością.

Czytam, że chłopiec w szkole został wyzwany za to, że nie miał markowych butów. Że dziewczynka była prześladowana przez szkolne koleżanki, za to, że jej mama jest sprzątaczką. Że uczniowie włożyli koledze głowę do toalety, bo wstawił się za koleżanką, którą próbowali w toalecie obmacywać. Od koleżanki nauczycielki wiem, że dzieci prześladują inne dzieci za to, że mają bogatych rodziców i za to, że mają biednych, za to, że uczą się zbyt dobrze i za to, że są „głupkami” i „debilami”.

Wyobraźcie sobie taka sytuację. Wasz dziecko rano zbiera się do szkoły. Wsiada z wami do auta, w radiu słychać wiadomości, przegląd prasy. Reagujesz na kolejne słowa posłanki: „Co za debilka/wieśniara/no słoma z butów”. Dajesz dziecku buziaka, a ono leci do szkoły słysząc jeszcze przy bramie, jak jakiś mężczyzna mówi do drugiego: „Rusz tę swoją czarną d*pę leniwy czarnuchu” – na budowie, przy pracach drogowych, whatever. Wchodzi do szkoły, a tam: „pedale, gdzie się pchasz”, „debilu chodzisz jak ciota”, „te okularnik, przejrzyj w końcu na oczy”. A zapomniałabym, jeszcze po drodze, albo z okna szkoły widzi napis na murze „J*bać Żydów” choć tu można wpisać tysiące innych przykładów.

W domu – przychodzi wujek, który rozpoczyna dyskusję o tym, jak imigranci nas pozabijają, że to zwierzęta, w których stronę nie warto nawet splunąć (wersja light). A ty nie reagujesz, wolisz się wycofać z rozmowy.

Aaa i jak jeszcze pomyślę, że to dziecko ma Facebooka i czyta komentarze pod zdjęciami swoich kolegów, idolów, trafia na nagłówki tekstów, z których treścią już się nie zapoznaje…

Widzicie to? Nie ma tu krzty przesady. Naprawdę. Owszem możemy liczyć na mądrość naszego dziecka, powiedzieć sobie teraz: „moje takie nie jest”. I oby nigdy nie było. Oby nigdy nie stało się oprawcą, ale też, żeby nie było ofiarą. Ofiarą braku naszej reakcji, braku rozmowy, braku wytłumaczenia, kiedy pyta: „mamo, co znaczy pedał”, albo co to jest down, bo tak jego kolegę ktoś nazwał w szkole.

Pamiętajmy, że siła rodzi agresję, zawsze, gdy wraz z nią nie rozwija się u dziecka wrażliwości. Uczmy dzieci bycia odważnymi, ale nie tylko dla siebie, dla osiągania własnych celów i planów. Uczmy ich bycia odważnymi w pomaganiu innym, w stawianiu się za nimi, w zauważaniu drugiego człowieka, bez względu na kolor skóry, seksualne preferencje, czy wyznanie. Nie wychowujmy ich na skrajnych pewnych siebie egoistów, którzy nie widzą krzywdy innych.

Ja wiem, że świata nie zbawię, i że ktoś za chwilę powie: „a takie pieprzenie bez znaczenia”, ale jeśli my nie będziemy głośno mówić o tolerancji, o szacunku, to kto naszym dzieciom o tym opowie? Może warto wsłuchać się w to, jak one ze sobą rozmawiają, jakich słów używają, jakiej słuchają muzyki, jakich jutuberów wielbią. I nie zakazywać, gdy pada słowo „ku*wa”, tylko tłumaczyć, co ono znaczy. Nie krzyczeć, gdy usłyszymy „ty pedale”, tylko powiedzieć, jaki to słowo ma wydźwięk.

Zróbmy dziś jeden krok w stronę tolerancji, na przekór temu wszystkiemu co słyszymy, co widzimy i co widzi, i słyszy nasze dziecko.