Macierzyństwo Psychologia

Kochaj i pozwalaj, kochaj i nie ograniczaj, kochaj i pozwól odchodzić

Matka Przebiegła
Matka Przebiegła
18 stycznia 2016
Fot. iStock / Imgorthand
 

Gdyby ktoś mnie spytał, na czym polega macierzyństwo, to bez wahania odpowiedziałabym: „Na kochaniu”.  Żeby kochać bezwarunkowo, najmocniej na świecie. Żeby w tej miłości wzrastało dziecko, by dzięki niej było silne, pewne swoich wartości, by lubiło siebie i było wrażliwe na innych. Tak, ta miłość jest najważniejsza. Bo gdy kochamy – dajemy to, co najcenniejsze –  akceptację.

Ta miłość nadaje sens naszemu macierzyństwu, kieruje nami, podsuwa rozwiązania, daje cierpliwość. Ale ta miłość to też wyzwanie, dlatego:

kochaj i pozwalaj na samodzielność

Nie mów: „Zostaw, ja to zrobię dla ciebie”, nie biegnij nalać soku, podać chusteczki, czy zrobić kanapki. Miłość to mówienie: „Zrób to sam”. Nie bój się uczyć tej samodzielności. Kiedy on zrobi sobie sam herbatę, a ona sama spakuje tornister do szkoły, to wcale nie będzie znaczyć, że ciebie już nie potrzebują. Zawsze będziesz mamą – tą najważniejszą. Tą, która nauczyła i pokazała na ile ich stać, ile sami potrafią zrobić. Samodzielność to wiara we własne siły. Daj dziecku tę wiarę.

kochaj i stawiaj granice

Miłość to stawianie granic, to mówienie: „Nie możesz, nie zgadzam się, nie pozwalam”. To wyrażanie swojej dezaprobaty dla pewnych zachowań. Granice to bezpieczeństwo, to poczucie, że ktoś o mnie dba, martwi się o mnie, że jestem dla kogoś ważnym. Granice to brak frustracji, to szanowanie drugiej osoby, dostrzeganie jej potrzeb.

kochaj i pozwalaj na samotność

kto kocha, nigdy nie będzie sam. A miłość to też pozwalanie na samotność, na odsunięcie się. Bądźmy uważni na potrzebę samotności. Nie bądźmy cały czas i nieustannie. Samotność to też potrzeba zatrzymania się, analizy, bycia samemu ze sobą. To nieodzowny element zmiany, rozwoju. Niekoniecznie smutek i izolacja. Przyglądaj się tej samotności, pozwalaj na nią i bądź obok. Daj sygnał, że jesteś. Nie natarczywie. Ale w sposób dający pewność, że gdy tylko zajdzie taka potrzeba przytulicie i będziecie. Zawsze.

kochaj i pozwalaj dorastać

Nie mów: „Jesteś za jeszcze za mały”, albo „Oj taka z ciebie jeszcze dziewczynka, zdążysz jeszcze wszystkiego spróbować”. Pozwól dorastać, nie traktuj swoich dzieci jak niezdarnych maluchów. One dorastają, chcą sprawdzać smakować, próbować. Bo tylko tak uczą się świata i uczą się siebie. Nie zaprzeczaj temu, tylko idź obok.

kochaj i nie ograniczaj

Nie powtarzaj: „Daj sobie spokój, to bez sensu”, kiedy wpada na pomysł rozbicia namiotu w środku wiosny. Albo: „Ale po co ci to”, gdy proponuje, że zapisze się na zajęcia z makramy albo szachy. Pozwalaj rozwijać się. To nic, że my nigdy nie poszlibyśmy na trening koszykówki, albo na szydełkowanie. A jeśli ono chce – proszę, idź, próbuj. Sprawdzaj się, szukaj swojej pasji. Miłość to pozwalanie na budowanie swojej przestrzeni, poszerzanie horyzontów, otwartości na to co nowe, co fascynujące, choć nam może wydawać się nudne.

kochaj i mów, co czujesz

Miłość to szczerość, to pozwalanie na bycie sobą. To akceptowanie siebie nawzajem ze swoimi nastrojami, smutkami, kłopotami. To rozumienie, że każdy z nas ma prawo do różnych emocji. Kochasz? Więc mów, że ci się nie chce, że jesteś zmęczona, że jest ci smutno, bo on nie tak się zachował, a ona odezwała się ciebie w taki sposób. Jeśli boli zachowanie dzieci, nie mów: „Jestem tobą rozczarowana”, ale: „Jest mi przykro, że tak się zachowałeś”. Nie neguj dziecka, tylko jego zachowanie. Masz prawo mówić, ze coś ci się nie podoba. To nie jest przyznawanie się do wychowawczej porażki. Tak pokazujesz, że obok jesteś ty, ze swoimi uczuciami. Że uczucia innych są ważne. A to bardzo istotna lekcja.

Kochaj tak, by zawsze być obok. To trudna miłość, bo trzymana w nieustannych ryzach. Bo przecież nieba byśmy chciały przychylić, wystrzec przed wszystkim co złe. Sprawić, by życie było łatwe i przyjemne.  Ale ono takie nie jest. Jak byśmy się nie starały – nie będzie proste. Ale my możemy uczynić je łatwiejszym mądrze kochając. Miłością, która nie ogranicza, nie chowa pod swoim kloszem, która pozwala na ponoszenie konsekwencji włąsnych wyborów, która stawia granice i uczy szanować innych, i wierzyć w siebie. Tak kochać – to nauczyć znajdowania rozwiązań, patrzenie odważnie na to, co przede mną. To chęć zmian, to oswojenie lęków, panowanie nad strachem. To nauka – jak być szczęśliwym. Pozwólmy na to szczęście.


Macierzyństwo Psychologia

Życie dotyka ich szybciej, niż byśmy chcieli. Nauczmy ich świata, ze wszystkim co ze sobą niesie. Bez wyjątków

Matka Przebiegła
Matka Przebiegła
27 stycznia 2016
Fot. iStock / IvanJekic
 

Ten moment, kiedy pochylasz się nad śpiącym dzieckiem, by pocałować je na dobranoc. Pachnie spokojem. Wzruszasz się, bo jest takie bezbronne. Bez znaczenia czy ma rok czy dziesięć lat. Chronisz, by jego życie było beztroskie, wypełnione uśmiechem. By porażki rzadko je dotykały. Przecież ma jeszcze czas na życie. Na to prawdziwe życie.

Siedzą przy stole. Śniadanie. Bułki, jajecznica, któreś woła o kakao. – Jak mój tata mógł jeszcze chodzić, to pojechaliśmy… Zamieram. Tak wiem, że ich tata umiera. Przepraszam – że jest ciężko chory, ale umiera – to już rzadko kto mówi. Koleżanki moich Dzików, przyjechały na weekend. W końcu ferie. A oni polubili się „od pierwszego spojrzenia”. Dziewczyny są bez rodziców, bo ich tata nie może zostać bez opieki.

– A jest jakiś dziadek od waszej babci – pyta jedna z nich. – Był, zmarł. Właśnie zaraz minie pięć lat – odpowiada jeden z Dzików. Siedzę obok. I znowu zamieram. – Moja babcia też zmarła… Łączy ich niewidzialna nić tych samych emocji.

– Dzieci są silne – mówi znajoma. Chciałabym dodać: – I mądrzejsze bardziej niż nam się wydaje. Nie wymagają wielkich wyjaśnień, przyjmują życie ze wszystkim co im niesie. – Mamo, a co właściwie jest tacie dziewczyn? – Jest ciężko chory, nie może już chodzić, trudno mu oddychać. – Umrze? – Tak.

Zasypiają spokojnie. Jakby to wszystko dzieje się wokół ich nie dotykało. Życie tylko dotyka ich szybciej, niż byśmy chcieli.

Patrzę na nich, jak się bawią, jak śmieją. Rozmawiają. O miłości, małżeństwie: „Najpierw będę mieć bogatego męża, a później wyjdę za mąż z miłości”. Śmieję się. Mówią o tym, że chłopcom łatwiej się załatwić na dworze i że mogą razem do jeden toalety w tym samym czasie…. Choć dziewczyny twierdzą, że im się też udaje, jak jest taka potrzeba.

I myślę o tym, że zbyt szybko dorosną. Że zbyt szybko dowiedzieli się, że życie się kończy, każde życie. Że można chorować. Umierać. – To łamie na całe życie – mówi przyjaciółka. A ja zastanawiam się, dlaczego ma załamać? Złamie, jeśli im na to pozwolimy. Jeśli nie oswoimy, jeśli będziemy udawać, że nic złego się nie stanie, zapewniać, że tym razem będzie inaczej. Kiedy będziemy chronić, chować pod kloszem, gdzie nie dotyka konsekwencja, odpowiedzialność, smutek, tęsknota i cierpienie.

Nie składamy się z tylko z radości, miłości i szczęścia. To kim jestem tu i teraz to złożona naszych doświadczeń i pokusiłabym się o stwierdzenie, że w większości tych trudnych doświadczeń Bo to one nas rozwijają, pchają do przodu. To one odkrywają to, co głęboko w nas. Jasne, możemy tego nie przepracować, udawać, że nic się nie stało i próbować iść do przodu.

Tak bardzo chcemy chronić nasze dzieci. Tak bardzo chcemy, by nie doświadczały tego, co okrutne i złe. Bo śmierć, bo choroba, bo odejście i rozstanie są okrutne. W końcu coś o tym wiemy. To, gdy ktoś nas zostawia. Porzuca. Zostawia z niczym. Kiedy odchodzi najbliższa nam osoba. A my tak bardzo tęsknimy. Pielęgnujemy wspomnienia, które wbijają się czasami cierniem.

Nie, tych cierni nie chcemy. Chcemy by nasze dzieci spały spokojnie, oddychały miarowo. By nic złego im się nie śniło, bo przecież skąd złe sny, skoro ich życie tak dalekie jest do tego, które czeka je za chwilę.

Ale ten świat ze wszystkim, co w sobie zwiera, jest już tu zaraz, za kolejnym zakrętem, one już łapią za klamkę by wyjść. Widzą więcej, niż sądzimy. Mają wrócić przerażone? Schować się za naszymi plecami? Mówić: „Mamo, tak bardzo się boję”. Mają cierpieć tak, aż będzie im brakować tchu?

Co je złamie? To, co je spotka? Czy to, jakie życie my im oferowaliśmy. Z miłością, z troską, z tym „jeszcze za wcześnie”, „nie teraz”, „nie musisz, masz czas”. Bądź tu szczęśliwy, spokojny, w swoim łóżku. A ja przeniosę cię lekko nad każdą przeciwnością. Poprowadzę za rękę omijając każdą przeszkodę. Zasłonię ci oczy, gdy ktoś będzie odchodził. Widzisz, moje plecy są takie ogromne, schowaj się za nimi. Nie, nie wychylaj się. Nie warto, nie chcesz tego widzieć. Zobacz – tam masz klocki, lalkę, książkę – tam masz swój idealny świat, bezpieczny. Trochę w nim złości, ciut buntu, odrobinę mojego zniecierpliwienia, żeby nie było zawsze pięknie. Żeby nikt nie zarzucił mi, że chronię cię za wszelką cenę.

A gdy to ty będziesz umierać? Gdy ono przerażone i pełne lęku, choć być może już dorosłe, usiądzie przy twoim łóżku mówiąc: „Mamo, tak bardzo się boję. Co ja zrobię bez ciebie. Kim będę?”, co odpowiesz? „Znasz swój strach. Wiesz, gdzie iść. Ja już ci wszystko pokazałam. Byłam wsparciem w tych wszystkich trudnych momentach twojego życia. Nie pozwalałam ci się chować. Wszystkiemu stawiłeś czoła. Teraz po prostu mnie nie będzie. Ale poradzisz sobie. Bo byłam obok przy wszystkim, czego spróbowałeś, czego doświadczyłaś. Twoje życie jest prawdziwe”. Powiesz tak? Czy zapłaczesz? Bo twoje dziecko zostanie samo, bo już nigdy go nie ochronisz, nie zamkniesz w ramionach. Bo dopiero teraz zasmakuje życia. Prawdziwego.


Macierzyństwo Psychologia

Bądź dla siebie dobry, przytulaj siebie, gdy mnie zabraknie. I żyj. Nie bój się żyć – List do syna

Matka Przebiegła
Matka Przebiegła
1 stycznia 2016
Fot. iStock / wundervisuals

Początek największej przygody mojego życia. Odeszły wody. Porodówka. Dreptanie po korytarzu. I leżenie. I to maleństwo położone na piersiach. Moje łzy. I tego, który został właśnie tatą.

Dzisiaj mój syn kończy dziesięć lat. A ja niezmiennie myślę o tym dniu. Tak bardzo się wtedy bałam. I boję się do dziś. O mojego syna. O to, czy zdążę go wszystkiego nauczyć, pokazać. Czy będzie mądrze wybierał i nie krzywdził innych.

Dlatego życzę ci Synku:

– żebyś nie skupiał się na problemie, tylko zawsze szukał jego rozwiązania. Tak wiem, że trudno je dostrzec, że łatwiej tkwić w problemie, obracać go w palcach i przeglądać się w nim, bo to nie wymaga od nas podjęcia jakiegokolwiek działania. Proszę, pamiętaj – każdy problem na swoje rozwiązanie, przynajmniej jedno. Znajduje je. Zawsze.

– żebyś szedł do przodu, podejmował wyzwania, ryzykował. Pamiętaj – życie masz tylko jedno i to, jak ono będzie wyglądać, będzie zależeć tylko i wyłącznie od ciebie. Boisz się? To naturalne. Oswój ten strach. Zaprzyjaźnij się z nim. Nie pozwól, by się paraliżował. Jeśli go czujesz, to znaczy, że zmiana jest trudna i znacząca, ale nie niemożliwa.

– żebyś miał odwagę bycia sobą. Nie był jak marionetka wobec czyichś poglądów, emocji i słów. Mów, co dla ciebie jest ważne, idź drogą, którą wybrałeś. Nie wiesz, kim jesteś? Spokojnie, szukaj siebie, ale w zgodzie z dzieckiem, które zawsze będziesz nosić w sobie. Pielęgnuj je w sobie. I słuchaj, gdy nie wiesz, gdzie iść.

– żebyś pamiętał, że życie składa się z wyborów. Że wybór masz zawsze i to, gdzie będziesz od twojego wyboru będzie zależeć. Nie musisz być tam, gdzie być nie chcesz. Wybieraj inaczej, wybieraj tak, by być szczęśliwym.

– żebyś potrafił popełniać błędy. Błędów nie robi ten, kto nic nie robi. Do swoich błędów masz pełne prawo. Popełniaj je, ale proszę – wyciągaj z nich wnioski. Bo to największa umiejętność i jedna z najbardziej wartościowych. Przyznawaj się do swoich błędów, choćby przed samym sobą. Dzięki błędom będziesz się rozwijać, będziesz coraz lepszym człowiekiem.

– żeby ludzie byli dla ciebie ważni. Żebyś nie zapominał o tych, którzy blisko. Żebyś był uważny na ich potrzeby i uczucia. Żebyś uczył się od innych, jakim człowiekiem być można, a jakim nigdy nie chciałbyś być. Przeglądaj się w ich oczach. Patrz na siebie ich oczami. I zawsze dąż do tego, by być zadowolonym z tego, co zobaczysz. I by inni byli przy tobie szczęśliwi.

– żebyś umiał mówić. Nie zamykał się w sobie – proszę. Mów o emocjach, o potrzebach i lękach, i wątpliwościach. Nie zostawaj z nimi sam. One nie są oznaką słabości. To siła, która jest w tobie. To ty. Bo z tego wszystkiego właśnie się składasz. Pamiętaj o tym.

– żebyś umiał prosić o pomoc. Wyciągać po nią rękę. Nie musisz wszystkiego zawsze sam. Potrzebujesz pomocy? Weź ją od tych, którzy chcą ci ją dać, czekają tylko na sygnał od ciebie. Nie martw się, nie będą myśleć, że jesteś słaby. Będą ci wdzięczni, że pokazałeś, jak im ufasz i jacy są dla ciebie ważni.

– żebyś uczył się kochać. To jedna z najtrudniejszych lekcji. Kochać dobrze, szczęśliwie. Pamiętaj miłość to szczęście, ale czasami też łzy i smutek i rozczarowanie. Niech ci, których pokochasz, tego smutku przeżywają jak najmniej. Dbaj o miłość. Pielęgnuj ją, bo zostawiona sama sobie odchodzi.

– żebyś czerpał z życia garściami, smakował go, zanurzał się w nim i dostrzegał jego kolory. Żeby twoje życie było zabarwione wszystkim, co dla ciebie będzie ważne. Żeby było „jakieś” – właśnie twoje.

– żebyś był dobrym człowiekiem. Jaki on jest? Taki jak ty. Z otwartym sercem. Z otwartą głową. Uśmiechnięty. Uważny. Tak kochanie, taki właśnie jesteś. Noś w sercu tę swoją dobroć, nie zapominaj o niej, proszę. Karm ją, niech dojrzewa razem z tobą, niech wzrasta, niech ciebie wzmacnia i podpowiada, co robić, gdzie iść, gdy się pogubisz.

Właśnie zrobiłeś mi kawę. Pogłaskałeś mnie po głowie i spytałeś: „Czemu płaczesz mamo?”. Ze wzruszenia, synku. Kocham cię. A ty kochaj siebie – to ważne. Bądź dla siebie dobry, przytulaj siebie, gdy mnie zabraknie. Pamiętaj o tych wszystkich czułych gestach. I żyj. Nie bój się żyć.