Macierzyństwo Psychologia Samorozwój

Jedna z najbardziej szkodliwych cech osobowości, jakie może mieć rodzic

Redakcja
Redakcja
7 maja 2021
fot. anvesh, Unsplash
 

Brak elastyczności jest jedną z najbardziej szkodliwych cech osobowości, jakie możesz mieć. Może to kosztować cię możliwości, wpływać na przyjaźnie i, co najważniejsze, powodować poważne problemy w twoich związkach. Osoby o nieelastycznym nastawieniu nie są w stanie płynąć z prądem. Są skostniałe w uczuciach, nie potrafią zmienić zdania, szczególnie, gdy coś idzie nie po ich myśli. Pamiętaj, że umiejętność „płynięcia z prądem” czasem może uchronić cię przed katastrofą.

Elastyczność jest jedną z najbardziej korzystnych cech, jakie rodzic może mieć, jeśli chodzi o wychowanie dziecka. Zamiast widzieć tylko czarne albo białe, elastyczni rodzice są w stanie lepiej reagować na swoje dzieci i patrzeć na nie i ich zachowania z różnych perspektyw. Takie nastawienie nie tylko sprawia, że ​​dzieci czują się lepiej wspierane, ale także pozwalają rodzicom odczuwać mniejszy stres, gdy sprawy nie idą zgodnie z ich planem. Dla niektórych rodziców idea bycia elastycznym i odpuszczenia pewnych rzeczy jest sprzeczna z samą ideą rodzicielstwa. Uważają, że elastyczność jest równoznaczna z niekonsekwencją i że dzieci, które są narażone na bardziej zrelaksowane podejście, mogą już nie czuć, że można je zdyscyplinować. Tymczasem nic bardziej mylnego.

Ćwiczenie elastyczności pomoże zażegnać konflikty między dzieckiem a rodzicem i zachować spokój w domu. Dzieci dojrzewają w szybkim tempie i właściwie co dzień wymagają innych umiejętności rodzicielskich. Elastyczność pojawia się, gdy widzisz sytuację taką, jaka jest, a nie taką, jaką chcesz, i akceptujesz te okoliczności.

Bądź otwarty na nowe umiejętności rodzicielskie i zdaj sobie sprawę, że nie osiągniesz tego dobrze za pierwszym razem, ani nawet za drugim czy trzecim. Bycie elastycznym rodzicem wymaga praktyki i może wyprowadzić niektórych ludzi ze strefy komfortu. Ale może wzmocnić więź między rodzicem a dzieckiem na nadchodzące lata.

Rozwijanie bardziej elastycznego sposobu myślenia wymaga wyjścia poza siebie, uważniejszego słuchania, niereagowania natychmiast i stanowczo. Oto, co warto wiedzieć.

Częściej pytaj dzieci o ich punkt widzenia

W przypadku jakiegokolwiek sporu kuszące jest, aby trzymać się swojej strony dyskusji i traktować to jako ostatnie słowo. Ale – to chyba żadna nowość – ważne jest, aby słuchać (i  usłyszeć!), co druga strona ma do powiedzenia. Nawet jeśli nie zmienia to zakresu argumentacji, ważne jest, aby dać poczuć, że jej zdanie jest ważne i zawsze zostanie wysłuchane. Elastyczność może pomóc dzieciom poczuć się sobą, mimo że muszą słuchać rodziców. Minimalizuje strach, jaki odczuwają dzieci, gdy wiedzą, że zrobiły coś złego oraz może zwiększyć prawdopodobieństwo, że będą szczere wobec rodziców.

Znajdź czas, żeby… mieć spokój

Jeśli jesteś niewolnikiem natychmiastowego reagowania na rzeczy wokół ciebie i pozwalasz się porwać emocjom, możesz mieć problem z rozwinięciem w pełni elastycznego sposobu myślenia. Pozostawanie w tym miejscu oznacza, że ​​po prostu pozwalasz, aby wydarzenia się tobie przytrafiały, zamiast przejmować kontrolę. Poświęcenie czasu na spokojne siedzenie przez 20 minut, aby uspokoić myśli, może wydawać się luksusem, ale może zmienić pogląd na to, jak postrzegasz resztę swojego życia. Nastaw budzik trochę wcześniej i wstań, zanim cały dom się obudzi.

Przestań widzieć tylko porażki i sukcesy

Ludzie o nieelastycznym nastawieniu mają tendencję do postrzegania sytuacji jako „dobrych” lub „złych”, „porażek” lub „sukcesów”. I odpowiednio reagują. Jednak nie wszystko jest takie czarno-białe. Osoby o elastycznym nastawieniu postrzegają życie jako szereg możliwości uczenia się i poszukiwania konstruktywnych sposobów pokonywania wyzwań. Innymi słowy, dają perspektywę. Jeśli pomyślisz o niektórych rzeczach, z których jesteś najbardziej dumny w swoim życiu, ile z nich zaczęło się jako „zła sytuacja, którą pokonałeś?”. Wtedz czasie mogło się to wydawać „złe ”, ale zmusiło cię to do przystosowania się i dojścia do tego, kim jesteś teraz.

Akceptuj!

Jak zareagujesz, gdy coś nie pójdzie po twojej myśli? Bardzo często ludzie stawiają pewne oczekiwania co do tego, jak przebiegnie wydarzenie czy spotkanie, ale rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. Wtedy często wpadają w złość lub wycofują się, ciągnąc za sobą wszystko i wszystkich. Elastyczny sposób myślenia oznacza wybór i zgodę na to, że plany, które nie moga być zrealizowane, nie wpływają na nas negatywnie.

 


Macierzyństwo Psychologia Samorozwój

Syndrom zbawiciela – kiedy chęć pomagania zaczyna szkodzić. Czy można wyjść z tej niebezpiecznej roli?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
7 maja 2021
Syndrom zbawiciela
Fot. iStock
 

Syndrom zbawiciela (wybawiciela) może dotyczyć osób, które odczuwają wielką potrzebę pomagania innym. O ile altruizm jest godny pochwały, tak już wchodzenie w rolę wybawcy z każdej opresji, niezależnie, czy dana osoba tego potrzebuje, czy nie, jest niebezpieczne. Syndrom zbawiciela może odbić się zarówno na osobie pomagającej, jak i przyjmującej pomoc.

Syndrom zbawiciela jest stanem, w którym osoba nim dotknięta odczuwa przymus pomagania innym. Z początku może wyglądać to na działanie potrzebne i bardzo wartościowe, ale z czasem nasila się i zaczyna stanowić prawdziwy problem. Pomaganie wymyka się spod kontroli, przybiera czasem postać ekstremalną, wręcz toksyczną.

Bywa, że osoby wchodzące w rolę wybawcy miewają tendencję do tworzenia zaburzonych, współzależnych relacji z innymi.  W takiej zaburzonej relacji — przyjacielskiej, partnerskiej, czy rodzinnej — syndrom zbawiciela sprawia, że ostatecznie nikt nie czuje się naprawdę szczęśliwy.

Czym charakteryzuje się syndrom zbawiciela?

Rola wybawcy może wydawać się na pierwszy rzut oka bardzo pozytywna. Niestety to jedynie pozory. „Wybawca” z czasem zaczyna żyć cudzym życiem, wyłapując choćby najmniejszy sygnał o problemach, lub konieczności wykonania jakiegoś zadania. Interweniuje zawsze wtedy, gdy sam uzna to za uzasadnione. Jest w ciągłej gotowości pojawić się i poświęcić wszystko, gdy (wg niego) zajdzie potrzeba. Zaczyna podsuwać własne rozwiązania problemów, a nawet samodzielnie podejmuje działania w imieniu drugiej osoby. Niekiedy sam siebie postrzega jako kogoś, kto działa szlachetnie, pomagając i nie oczekując wdzięczności, co w jego własnych oczach czyni go wyjątkowym.

„Wybawca” bywa nieustępliwy, przekonany o własnej racji, chętnie zdejmuje z innych odpowiedzialność. Tym samym krok po kroku zaczyna przywiązywać ofiary do siebie, odbiera po części niezależność. Nie trzeba długo czekać, by druga osoba poczuła, że została zamknięta w złotej klatce.

Co się może za tym kryć?

Syndrom zbawiciela może wynikać z różnych deficytów. Bardzo często wina leży w zbyt niskiej samoocenie. Próba kontrolowania drugiej osoby daje satysfakcję i pozwala poczuć się potrzebnym, niezastąpionym. Niestety to droga donikąd, bo pozwala na maskowanie, a nie rzeczywiste uzupełnianie braków.

Syndrom zbawiciela — jak wyjść z tej niebezpiecznej roli?

Najtrudniej jest uświadomić sobie istniejący problem. Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, komu takie działanie pomaga poczuć się lepiej — mnie, czy komuś? Jestem proszony o pomoc, czy bardziej chcę lub muszę pomóc? Dopiero po tym można podjąć kroki prowadzące do „uwolnienia”się od dotychczasowych działań.

Konieczne jest zaakceptowanie tego, że poczucie własnej wartości musi być budowane na nowych zasadach. „Zbawiciel” musi zaakceptować niezależność bliskiej mu osoby, zwracając jej przestrzeń. Powinien skierować energię w inną stronę, np. oddając się własnym pasjom. Powinien zacząć towarzyszyć komuś w życiu, a nie próbować żyć za kogoś.

To, niestety, nie jest wcale łatwe. Często potrzebna jest pomoc terapeuty, który pozwoli zrozumieć przyczyny tego stanu i mechanizmy działania. Ale samodzielnie także można nad sobą pracować, by lżej było przechodzić poszczególne etapy zmiany. Najważniejsza jest chęć zmiany i budowanie relacji na nowych zasadach.


źródło:  www.psychologytoday.com  psychologyinstructor.com 

 

 


Macierzyństwo Psychologia Samorozwój

„Jestem do dupy”. Bierzesz wszystko do siebie? 3 kroki, żeby to zmienić

Redakcja
Redakcja
7 maja 2021
fot. Giulia Bertelli, Unsplash

Stres powoduje, że wiele spraw bierzemy do siebie. A często naprawdę nie warto. Oto jak zachować perspektywę i dystans.


Powiedzmy, że zapominasz o zmywaniu naczyń – zupełnie normalna wpadka – a twój partner rzuca przelotne komentarze na temat pustej szuflady ze sztućcami. Czy przeprosisz szybko, zmyjesz stos w zlewie, i wrócisz do tego, co robiłaś wcześniej? A może weźmiesz to do siebie, powtarzając w duchu, że jesteś do dupy i zastanawiając się, jak Twój współmałżonek nie może z Tobą wytrzymać?

Jeśli bliższa jest Ci ta druga reakcja, nie jesteś sama. Codzienny, ciągły stres może sprawić, że nawet najbardziej zdrowa emocjonalnie osoba będzie miała skłonności do robienia z igły widły. Ale to nie znaczy, że branie rzeczy do siebie jest nawykiem, którego nie możesz się pozbyć.

Branie rzeczy do siebie jest naturalne. W końcu jesteśmy ludźmi. Ale warto zrobić wszystko, co w Twojej mocy, aby zmienić perspektywę. Chcesz wyrwać się ze swojego autodestrukcyjnego nawyku i przy okazji stworzyć zdrowszy związek?

Oto kilka wskazówek, jak nie brać rzeczy do siebie przez cały czas:

1. Popracuj nad pewnością siebie

Samoświadomość jest kluczową umiejętnością – i jest szczególnie przydatna, kiedy chcemy pozbyć się szkodliwych nawyków. Reakcje lub komentarze innych ludzi wywołują w Tobie niepewność? Na przykład, jeśli z równowagi wyprowadza Cię to, że zapomnisz zmyć naczynia, może to oznaczać, że skrycie boisz się, że twój partner Cię nie szanuje lub że ludzie uważają cię za osobę nieodpowiedzialną. A kiedy taki lęk się pojawia, możesz czuć się zagrożona, a więc od razu szykujesz się do obrony.

2. Uważaj, jak mówisz do siebie

Kiedy już określisz, co sprawia, że nie czujesz się pewnie, będziesz mogła zacząć pracę nad pozbyciem się tych obaw i lęków.  Część tej pracy polega na pilnowaniu wewnętrznego dialogu – rozmowy z samą sobą, która wpływa na to, jak siebie postrzegasz, a ostatecznie na to, jak zachowujesz się w związkach. Na przykład, jeśli przez cały tydzień będziesz ciągle powtarzać sobie, że jesteś do dupy, a twój partner jest na ciebie zły, przefiltrujesz każdą interakcję przez tę narrację. Zamiast tego pracuj, aby rzucić wyzwanie tym myślom. Spróbuj po prostu przeformułować te negatywne słowa o sobie, np. „Mogę zapomnieć o obowiązkach domowych, ale pracuję nad tym”.

3. Znajdź dodatkowe wsparcie

Jeśli niepewność nieustannie wpływa na twoje samopoczucie lub branie wszystkiego do siebie wpływa negatywnie na Twój związek, rozważ terapię. Rozmowa ze specjalistą naprawdę może pomóc. Jakaś część Ciebie nauczyła się przewidywać, że ktoś będzie na ciebie zły. Terapia może pomóc Ci zrozumieć, gdzie jest źródło tego przekonania. Nie bój się tego. Pomyśl o tym, jak o rozmowie z kimś, kto może pomóc Ci rozszyfrować zagadkę. Tak czy inaczej, wiedz, że nie tylko ty walczysz, a zmiany tylko wydają trudne, choć faktycznie wymagają czasu. 

Zobacz także

Prawdziwa przyjaźń

Prawdziwa przyjaźń to głębokie przekonanie, że cokolwiek w moim życiu się nie zdarzy, nie będę nigdy sama. Taka przyjaźń nie dopuszcza głosu wątpliwości

Ważni ludzie w twoim życiu? Ty też ich masz

isofix

Zbliża się czas wakacji i dalszych wyjazdów. Zadbaj o to, by twoje dziecko podróżowało bezpiecznie i komfortowo